🌱 Nowy początek 🌱
-
WIADOMOŚĆ
-
Cześć dziewczyny, dołączę.
To jest jak najbardziej miejsce dla mnie od teraz.
Pozwólcie że raz a porządnie wyrzucę z siebie swoje emocje, żeby móc już o tym zapomnieć. Nie musicie nawet tego czytać. Ja chcę już po prostu nie mieć tej guli w gardle, chcę, żeby te chmury nade mną się rozeszły.
Lęk przed stratą był zawsze, zanim zaszłam w jakąkolwiek ciążę. Tym razem chciałam inaczej, nie robilam sikańców, po prostu zaufałam ciału i miłości…
Wiedziałam że jestem w ciąży. Ja kicham tylko w dwóch przypadkach - przy przeziębieniu (ze 3 razy) i przy ciąży (od 6 wzwyż). Z ogromnym spokojem i radością funkcjonowałam sobie w czasie świąt, nie miałam nawet żadnego testu w domu, ale swoje wiedziałam…
Niestety tamten czas był wymagający.
W piątek moja mama trafiła do szpitala, w niedzielę dziadek. Oboje w poważnym stanie. Kursowałam od jednego szpitala do drugiego. U dziadka potrzebna była operacja, traktowali go jak niewiele wartego starca, gdybym nie upominała się o badania, o uruchamianie, o wyprowadzenie do toalety… to było takie niegodne boże🥺 i jeszcze na wszystko wymówka że są święta… mało personelu… ok, więc ja go myłam, podnosilam żeby nie było odleżyn, analizowałam wyniki i dobierałam suplementację pomocniczą.
Przeoczyli coś ważnego przy operacji i musieli powtórzyć, były komplikacje i wypreparowano mu jelito. Słabł. Dalej były święta, na chirurgii ogromne oblężenie. Nie zaglądali do niego za dużo… odleżyny, opuchnięte kończyny… i szpitalne zapalenie płuc. Moja mama dalej w szpitalu, tylko ja mogłam z nim być.
Skracając sytuacje… pielegnujac go dostałam mdłości, a na liczniku miałam już 5 kichnięć od początku dnia, pobiegłam do labo piętro niżej i po 2 godzinach już wiedziałam, że nie mogę tak przeżywać tego i muszę prosić o pomoc. Wypisali mamę i ona mogła być z dziadkiem. Nazajutrz dostałam telefon że kolejnego dnia, w sylwestra przygotują wypis dziadkowi. Bylo to zaskoczenie, ale w domu psychicznie czułby się lepiej. Miał słabą saturację gdy odłączali mu rurki przy nosie. Pytałyśmy czy przyda nam się do domu koncentrator tlenu, jakieś 4 razy pytała mama i 2 razy ja dla pewności. Nie widzieli wskazań. Przygotowałyśmy całe mieszkanie, specjalna dieta, przemeblowanie, łóżko rehabilitacyjne, nowy materac, pościel, piżamy, wełniane skarpety, kremy, maści, leki… matko te leki… 800 zł… za same tabletki…
Ciężko mi było, ale czułam radość i ulgę. Chciałam już być z nim w domu i przyprowadzić moją córeczkę, bo ciągle o nią wypytywał. O 13 był już w domu, ja przyjechałam po załatwianiu spraw ok 16. Siedziałam 3 godziny i rozpisywałam mu leki - na rano, popołudnie, wieczorne i w międzyczasie. Do tego posegregowałam je i podpisałam każde opakowanie - w końcu mama sama była w stanie do opieki więc musiałam ją odciążyć.
Dziadziuś mówił tego dnia, że „to koniec”, że źle się czuję. Nigdy tak nie mówił… to wysportowany i zdrowy człowiek. Kupiłam pulsoksymetr - 88% saturacji. Mówię do mamy że nie da rady sama i że rano ma załatwić kroplówkę (był niedożywiony, nie miał apetytu…) i pielęgniarza do pomocy. Wyszłam od nich chwilę przed 20 godzina.
W domu nakarmiłam córeczkę na noc, mąż pojechał po piccollo. Wrócił, a do mnie dzwoni ojciec (nie dzwoni prawie nigdy, raczej smsy) i mówi żebym przyjechała - czemu? - trzeba sie zająć pilnie mamą. W głowie scenariusz, że przecież ona odkąd wyszła to nie wykupiła swoich leków i mało jadła bo ogarniałyśmy ciągle dziadka.
Skręcam w ich ulicę i już widzę niebieskie światła, przerażona jak ja ogarnę dziadka sama w domu, kiedy ona będzie w szpitalu? Kolejny udar… to już 3, co z nią będzie? Milion myśli. Wbiegam do domu, tata daje mamie jakieś leki, na kanapie mama zapłakana, myślę że ma atak paniki, ale zaraz… obok niej siedzi sąsiad, a nie ratownik. Mówię na głos ZARAZ, CO SIĘ DZIEJE? Tata podchodzi i mówi „dziadek”.
Potem jak przez mgłę… na podłodze widzę jakiś śpiwór? Koc? Pod nim jakaś nierówna górka, na łóżku pusto, gdzie on jest? Robię kółko, potem drugie, serce wali, dostaje ślinotoku, wiem że zaraz zwymiotuję. Wybiegam na dwor, tam stoi karetka i w środku ratownicy siedzą i coś piszą. Sąsiedzi wyszli na ulice. Wybiega ojciec - pyta czy chce coś na uspokojenie. Złapałam go za rękę i zorientowałam że cała się trzęsę - mówię mu że nie mogę tu być, muszę wrócić do domu. - mam iść po pomoc? Słabo ci? I mówię mu że jestem w ciąży. On wie zanim wiedział jeszcze mój mąż. Wracam samochodem, mam 2 minuty drogi. Okazało się że dotarłam po 10. Mąż już wie że dziadek nie żyje. Zbliża się 21. Nie jestem załamana, nie płacze, jestem zmarnowana. Mąż nie wie o ciąży i ja nie wiem czy mu powiedzieć, on też przeżywa jakieś emocje, ale we mnie się kotłuje. Czuję kłucie w podbrzuszu. Boję się o ciążę, próbuję nie denerwować. Musiałam w końcu powiedzieć. I takim sposobem przywitaliśmy nowy rok słodko-gorzko.
Teraz znowu skrócę… następnego dnia sporo załatwiania, dziecko daliśmy teściom i jeździliśmy robić swoje. Na papierze znalazłam 2 nitki brązowego śluzu - już mi się zapaliła lampka. Jakieś skurcze się pojawiały, ale czytałam forum w różnych miejscach i to miało być wgryzanie się lub rośnięcie macicy. Tak minął dzień i mamy kolejny, 2.01. Dzień powtórki bety. Mąż dał mi pospać, wstałam o 10… czułam mokro, w łazience krew na papierze. Już wiedziałam. O 12 byliśmy w szpitalu, wcześniej znowu dziecko odstawione do dziadków. Długo się schodziło więc odesłałam męża do córki po wstępnym badaniu. W nim szyjka była zamknięta, nie było pęcherzyka (ale to była wczesna ciąża więc mógł się pojawić). Endometrium dość grube. Nadzieja była w tej zamkniętej szyjce. Zrobili betę i inne badania.
Nie mogłam usiedzieć na krześle, miałam skurcze krzyżowe (jak przy porodzie…), bolało podbrzusze… częstomocz mi doskwierał. Przy każdej toalecie coraz więcej krwi. Poprosiłam żeby wybrać się na kozetkę u pielęgniarek i tam kręciłam biodrami na czworaka. W końcu zasnęłam. Po obudzeniu się czekałam znowu na korytarzu… już nie miałam cierpliwości ani nadziei. Była 19 a mąż już z dzieckiem czekał w aucie, słyszałam że przygotowują wypis. No dobra ale co z wynikami? Pytam pielęgniarkę czy może mi podać wynik bety. Czekam chwilę i nagle życie się zatrzymało. 10. Potem już tylko szłam żółwim tempem bez kurtki w kierunku parkingu drąc się od płaczu.
Tak się skończyła moja ciąża, którą miałam szczęście cieszyć się po cichu przez 5 dni.
Dzisiaj, 2 dni po poronieniu jest już lepiej. Sprzątnęłam świąteczne ozdoby i przygotowuje się do pracy, bo jutro zaczynam nową po macierzyńskim. Te święta to była porażka. Dziś jest też rocznica odejścia mojej cudownej babci. Zastanawiam się ile jeszcze trudu może spotkać jedną rodzinę. Nie ojojajcie bo to nie chodzi o to. Ja po prostu NIE ROZUMIEM. Nie pojmuję co się stało, czy dało się inaczej, z jakiego powodu i dlaczego mnie?
Wiem że będzie lepiej. Na razie po prostu tego sobie nie umiem wyobrazić.#1 2024 – PCO i 2cs z inozytolem, który aktywował owulację (+9cs bezowulacyjnych)
Starania o #2
07.25 - 2. cykl po powrocie @; niedobory, nadczynność tarczycy, hiperkalcemia, długie cykle
STOP 08.25 - pierwotna nadczynność przytarczyc; 10.25 wycięcie gruczolaka 🟰wygrałam z nim💪🏼 walczę z osteopenią i anemią makrocytarną (b9)
💔cb 01/26
Co przyniesie 2026? -
Witajcie Dziewczyny. Widzę, że powstał nowy wątek
tydzień mnie nie było bo pojechaliśmy ze znajomymi i rodziną na narty na sylwestra
trochę się zrelaksowaliśmy w święta i na nartach i chyba nie wiem czy nawet nie za bardzo….
Myślicie że jak przed świętami robiłam betę i wyszła 7 to jak minęły już dwa tygodnie to ona chyba by spadła już do końca , co nie? Pozatym chyba 7 i poniżej by nie pokazał kreski ? Pytam bo nie miałam poronieniu jeszcze miesiączki a dzisiaj zrobiłam test pinka 10 i kurde serio widzę na nim cień 🤯 chyba test 10 nie wykrył by bety poniżej 10. ….Zrobię jutro rano drugi bo ten robiłam przed chwila, poza tym jestem trochę chora po tym wyjeździe i nie mam żadnych objawów że wogole owulacja była, gdzie zawsze po owulacji bolały mnie piersi a teraz nic. Normalnie szok, mojemu mężowi się na razie nie chwalę chyba że sam by zapytał…Wiadomość wyedytowana przez autora: 4 stycznia, 16:38
K 👩&L👨
Ja:
B12: maj: 413 | czerwiec: 523 | sierpień : 701|grudzien: 802
D3: maj: 37,6 | czerwiec: 42,9 | sierpień: 85,7|grudzien: 60
Ferrytyna: maj:16,9 | czerwiec: 44,2 | sierpień: 55,7
Kwas foliowy: maj: 6,53 | czerwiec: 12,2 | sierpień : 14,1| grudzień: 30
2dc
FSH: czerwiec: 5,55 |
LH: czerwiec: 5,3 |
TSH: maj: 1,96 | czerwiec: 2,3 |sierpien: 1,7 | wrzesień: 1,3| grudzień: 1,97
FT4: czerwiec: 1,29 (0,92-1,68) | wrzesień : 1,41
FT3: czerwiec: 3,28 (2-4,4)| wrzesień: 3,52
A-tpo:10 (0-34) | wrzesień <9
A-tg: 19,2 (0-115) | wrzesień: 13,5
Testosteron: czerwiec : 43 (8,4-48,1)
SHBG: czerwiec: 55,7 (32,4-128)
Insulina: czerwiec: 9,8 (2,6-24,9)
Glukoza: czerwiec: 88 (70-99)
AMH: 46,9[6,56]( brak objawów PCos)
18.11.2025 poronienie chybione, łyżeczkowanie 🪽❤️🩹
„Kiedy wydaje się, że wszystko się skończyło, wtedy dopiero wszystko się zaczyna”
5.01.26 beta 31
7.01.26 beta 84 -
Kleopatra
Bardzo mi przykro, bardzo dużo przeżyłaś w bardzo krótkim czasie 🥺 współczuję zarówno utraty dziadka, jak i utraty ciąży 🫂 Jesteś bardzo oddana osobą i masz wielkie serduszko! Nie "witam" Cię na tym wątku, ponieważ każda kolejna kobieta, która tutaj trafia to okropny ból 🥺 ale mam nadzieję, że szybciutko nadejdzie dla Ciebie nowy początek 🌱
Pamiętaj, że zawsze możesz tutaj napisać co Ci doskwiera, jakie masz myśli, co Cię martwi i boli. Jesteśmy tutaj pamiętaj 🍀
Cień, Daisy1, Jusia92 lubią tę wiadomość
91'
10.2023->07.2024 ❤️Syn 3810g 41+3 SN
07.2025 💔 7+2 (puste jajo)
10.2025 💔 10+1 (chłopiec triploidia)
21.12 ⏸️ 10 dpo
27.12 beta 239,4 mIU/ml || Prog 26,70
29.12 beta 339,0 mIU/ml 💔 || prog 25,64
30.12 Włączone Neoparin + Acard
31.12 beta 569,8 mIU/ml || prog 19,58
02.01.2026 beta 1281,7 mIU/ml 🤯 || prog 18,95
03.01 USG GS: 0,5cm YS: 0,19cm -
Klaudia k wrote:Witajcie Dziewczyny. Widzę, że powstał nowy wątek
tydzień mnie nie było bo pojechaliśmy ze znajomymi i rodziną na narty na sylwestra
trochę się zrelaksowaliśmy w święta i na nartach i chyba nie wiem czy nawet nie za bardzo….
Myślicie że jak przed świętami robiłam betę i wyszła 7 to jak minęły już dwa tygodnie to ona chyba by spadła już do końca , co nie? Pozatym chyba 7 i poniżej by nie pokazał kreski ? Pytam bo nie miałam poronieniu jeszcze miesiączki a dzisiaj zrobiłam test pinka 10 i kurde serio widzę na nim cień 🤯 chyba test 10 nie wykrył by bety poniżej 10. ….Zrobię jutro rano drugi bo ten robiłam przed chwila, poza tym jestem trochę chora po tym wyjeździe i nie mam żadnych objawów że wogole owulacja była, gdzie zawsze po owulacji bolały mnie piersi a teraz nic. Normalnie szok, mojemu mężowi się na razie nie chwalę chyba że sam by zapytał…
Mi pink pokazywał cień przy becie 7,5 🫣 także ciężko mi się odnieść. Aa kontrolowałaś jakoś owulację? Czy na żywioł?91'
10.2023->07.2024 ❤️Syn 3810g 41+3 SN
07.2025 💔 7+2 (puste jajo)
10.2025 💔 10+1 (chłopiec triploidia)
21.12 ⏸️ 10 dpo
27.12 beta 239,4 mIU/ml || Prog 26,70
29.12 beta 339,0 mIU/ml 💔 || prog 25,64
30.12 Włączone Neoparin + Acard
31.12 beta 569,8 mIU/ml || prog 19,58
02.01.2026 beta 1281,7 mIU/ml 🤯 || prog 18,95
03.01 USG GS: 0,5cm YS: 0,19cm -
Nie słyszałam żeby przyjmowała online 😢 chodzę do niej w WarszawieMq1991 wrote:A ta psycholog przyjmuje może też online? Miałam swoją do której chodziłam regularnie, byłam zadowolona i może to głupie, ale nie chcę do niej wracać, bo niedawno urodziła dziecko ;( a czuję, że potrzebowałabym teraz kilku spotkań...Starania od 09.2024
12.2024 👼🏼 6+1
04.2025,05.2025,10.2025 👼🏼 👼🏼 👼🏼3x biochem
💁♀️27l
- hashi i niedoczynność tarczycy (wyrównana)
- podejrzenie hipoglikemii reaktywnej i insulinooporności
- zespół antyfosfolipidowy
- kir Bx (jeden implantacyjny)
- z biopsji: cd138 czyste, z histeroskopii: polip i zapalenie 10/10 HPF 🥲
🤵♂️32l
- hla-c c2c2
- morfologia nasienia 1%, pozostałe parametry powyżej normy
- DFI 21% -
Nie kontrolowałam owu. Na razie nie nastawiam się, co ma być to będzie. Jednak wydaje mi się że z tych 7 przez 12 dni to miało czas żeby spaść niżej. Zobaczymy, zbadam betę może jutro i się okażeFox wrote:Mi pink pokazywał cień przy becie 7,5 🫣 także ciężko mi się odnieść. Aa kontrolowałaś jakoś owulację? Czy na żywioł?
Cień, Daisy1 lubią tę wiadomość
K 👩&L👨
Ja:
B12: maj: 413 | czerwiec: 523 | sierpień : 701|grudzien: 802
D3: maj: 37,6 | czerwiec: 42,9 | sierpień: 85,7|grudzien: 60
Ferrytyna: maj:16,9 | czerwiec: 44,2 | sierpień: 55,7
Kwas foliowy: maj: 6,53 | czerwiec: 12,2 | sierpień : 14,1| grudzień: 30
2dc
FSH: czerwiec: 5,55 |
LH: czerwiec: 5,3 |
TSH: maj: 1,96 | czerwiec: 2,3 |sierpien: 1,7 | wrzesień: 1,3| grudzień: 1,97
FT4: czerwiec: 1,29 (0,92-1,68) | wrzesień : 1,41
FT3: czerwiec: 3,28 (2-4,4)| wrzesień: 3,52
A-tpo:10 (0-34) | wrzesień <9
A-tg: 19,2 (0-115) | wrzesień: 13,5
Testosteron: czerwiec : 43 (8,4-48,1)
SHBG: czerwiec: 55,7 (32,4-128)
Insulina: czerwiec: 9,8 (2,6-24,9)
Glukoza: czerwiec: 88 (70-99)
AMH: 46,9[6,56]( brak objawów PCos)
18.11.2025 poronienie chybione, łyżeczkowanie 🪽❤️🩹
„Kiedy wydaje się, że wszystko się skończyło, wtedy dopiero wszystko się zaczyna”
5.01.26 beta 31
7.01.26 beta 84 -
Klaudia k wrote:Nie kontrolowałam owu. Na razie nie nastawiam się, co ma być to będzie. Jednak wydaje mi się że z tych 7 przez 12 dni to miało czas żeby spaść niżej. Zobaczymy, zbadam betę może jutro i się okaże

U mnie w tydzień z 13,7 spadło do 10,6 🫣 ale ja mialam totalnie inną sytuację.
Ciekawa jestem i trzymam kciuki 😇🤞koniecznie daj znac!91'
10.2023->07.2024 ❤️Syn 3810g 41+3 SN
07.2025 💔 7+2 (puste jajo)
10.2025 💔 10+1 (chłopiec triploidia)
21.12 ⏸️ 10 dpo
27.12 beta 239,4 mIU/ml || Prog 26,70
29.12 beta 339,0 mIU/ml 💔 || prog 25,64
30.12 Włączone Neoparin + Acard
31.12 beta 569,8 mIU/ml || prog 19,58
02.01.2026 beta 1281,7 mIU/ml 🤯 || prog 18,95
03.01 USG GS: 0,5cm YS: 0,19cm -
Daisy1 wrote:Dziękuję 😘 tak, łykam suple, piję ziółka, tran też jest i testuję w tym miesiącu dodatkowy NAC 😆 Prenacaps Ovi ma już dawkę 600mg, i to biorę cały cykl, a teraz w 3-7dc dorzuciłam jeszcze 600mg w ACC 🙂 kierowałam się głównie ceną, ACC wychodzi dość niedrogo, jestem ciekawa czy ruszy śluz ☺️ A u Ciebie widziałaś jakieś efekty?
Ja mam suplementację rozpisaną przez dietetyka i właśnie się zastanawiam czy nie dorzucić jeszcze prenacaps ovi. Czy acc jest bezpieczne? Bierzesz i jedno i drugie?👩🏼💼’89 👨🏻💻’87
Marzymy o pierwszym bobo ✨
5 cs
06.09.2025 - ⏸️- 10 dpo
08.09 - b-hcg 65 mlU/mL, progesteron 28,1 ng/mL
10.09 - b-hcg 260 mlU/mL, progesteron 28,5 ng/mL
15.09 - b-hcg 1469 mlU/mL progesteron 28,4 ng/mL
22.09 - 5+4 widoczny pęcherzyk ciążowy i żółtkowy
09.10 - 💔
10.10.2025 - poronienie zatrzymane 8/6 tyg. Nasze serca rozpadły się na miliony kawałków 😭💔
12.12.2025 lecimy z nową suplementacją
- Prenacaps multi 1
- Magnez
- Biocardine Omega-3
- Ubiquinol (CoQ10)
- Witamina B12
- Laktoferyna
- powoli kończymy żelazo -
Klaudia k wrote:Nie kontrolowałam owu. Na razie nie nastawiam się, co ma być to będzie. Jednak wydaje mi się że z tych 7 przez 12 dni to miało czas żeby spaść niżej. Zobaczymy, zbadam betę może jutro i się okaże

Trzymam kciuki.
🌸 1982 | 🦋 Hashi | 🌺 Endo/Adeno | 🧪 AMH 0,34
🧬 MTHFR C677T (het.) | PAI-1 4G/5G (het.)
💉 IVF od 2019: 8 IVF/ICSI (7 stym. + 1 AZ), niska odpowiedź(1 pęch., często 0 oocytów), 5 transferów, ET/KET 2-dniowe → ✖, MZ 2024 → 2× cb, AZ VI’25 → ciąża → poronienie 8 tc 🤍
✨ Kolejny transfer AZ: II/ III 2026 — czekamy na Ciebie ✨
🏥 obecnie Bocian W-wa | Novum (2019–2024) -
Mq1991 wrote:Tak, mój ginekolog też bardzo polecal ten NAC przy naturalnych staraniach. Tylko ja brałam od początku cyklu do owulacji.
Dziewczyny, a czy NAC mogę włączyć do suplementacji niemając PCOS? Przeczytałam, że polecacie na śluz. U mnie po poronieniu jest znacznie mniej śluzu. Widzę też że przy naturalnych staraniach przynosi pozytywne efekty. Ja biorę do owulacji olej z wiesiołka i tran ale bez większego efektu.👩❤️👨 92
Starania o pierwsze maleństwo od 03.2025 👶
05.2025 ⏸️
07.2025 💔👼 poronienie zatrzymane (10tc/8tc) -
Arisia wrote:Dziewczyny, a czy NAC mogę włączyć do suplementacji niemając PCOS? Przeczytałam, że polecacie na śluz. U mnie po poronieniu jest znacznie mniej śluzu. Widzę też że przy naturalnych staraniach przynosi pozytywne efekty. Ja biorę do owulacji olej z wiesiołka i tran ale bez większego efektu.
Tak, można
wspomaga śluz gdy stosujesz przed owu i implantację, gdy bierzesz po
nac i inozytole ogólnie poprawiają też jakość komórek jajowych
👩🏻’97 🧔🏻♂️’95
Niedoczynność tarczycy, hashimoto, IO, PCOS
Letrox 100/125, Glucophage XR 2000, PrenaCare Complete, Mio-inozytol 4g, NAC 1200/400
25.08.2023 👧🏼 (1cs 🍀)
Starania o rodzeństwo od 03.2024
15.06.2025 ⏸️ zivafert + besins
28.07 💔 poronienie zatrzymane 11tc/9tc
11.2025 cb
24.12.2025 ⏸️ luteina, acard
27.12 beta 86,22
29.12 beta 227,2
31.01 beta 571,7
02.01 beta 1512
06.01 pęcherzyk ciążowy i żółtkowy + heparyna -
Mi Pink raz dal fałszywie pozytywny wynik 🫣Fox wrote:Mi pink pokazywał cień przy becie 7,5 🫣 także ciężko mi się odnieść. Aa kontrolowałaś jakoś owulację? Czy na żywioł?
Szkoda, chętnie bym przygarnęła polecenie jakiegoś dobrego psychologa 😞nadzieja09 wrote:Nie słyszałam żeby przyjmowała online 😢 chodzę do niej w Warszawie
Arisia wrote:Dziewczyny, a czy NAC mogę włączyć do suplementacji niemając PCOS? Przeczytałam, że polecacie na śluz. U mnie po poronieniu jest znacznie mniej śluzu. Widzę też że przy naturalnych staraniach przynosi pozytywne efekty. Ja biorę do owulacji olej z wiesiołka i tran ale bez większego efektu.
Ja nie mam PCOS, ze sluzem nie mialam nigdy problemow, ale mój lekarz to polecał głównie na to żeby komórki jajowe były dobrej jakości (NAC wpływa też na prawidłowy wzrost komorek i na stres oksydacyjny)
Arisia lubi tę wiadomość
👱♀️ 34l👦🏻36l
Starania od 08.2020, CP 💔 w 2022, Klinika leczenia niepłodności (Ovum Lublin) od 10.2023, 4 x stymulacja owulacji, 3 x IUI, 2x histeroskopia (2023 i 2025)
AMH 7,34, Cross-match 30,2%, ANA2 ❌️, CD56❌️
2025 I IVF
-25.01 - stymulacja (Ovaleap, Cetrotide, Gonapeptyl)
-10.02 - punkcja, ❄️❄️❄️❄️❄️
-08.03/08.04 - I i II FET (Estrofem, Besins, Cyclogest, Prolutex, Accofil, Encorton, Acard)❌️
-08.05 - III FET (Estrofem, Besins, Cyclogest, Prolutex, Accofil, Encorton, Acard, Neoparin) 21dpt 💔
-17.07 IV FET ❌️
-08-12.2025 leczenie immunologiczne
-20.12 V FET(Estrofem, Besins, Cyclogest, Prolutex, Accofil, Encorton, Acard, Neoparin, Prograf) b-HCG 8dpt 36,5, 10dpt 67, 14dpt 17 💔
2026 II IVF ❔️ -
kleopatr4 wrote:Cześć dziewczyny, dołączę.
To jest jak najbardziej miejsce dla mnie od teraz.
Pozwólcie że raz a porządnie wyrzucę z siebie swoje emocje, żeby móc już o tym zapomnieć. Nie musicie nawet tego czytać. Ja chcę już po prostu nie mieć tej guli w gardle, chcę, żeby te chmury nade mną się rozeszły.
Lęk przed stratą był zawsze, zanim zaszłam w jakąkolwiek ciążę. Tym razem chciałam inaczej, nie robilam sikańców, po prostu zaufałam ciału i miłości…
Wiedziałam że jestem w ciąży. Ja kicham tylko w dwóch przypadkach - przy przeziębieniu (ze 3 razy) i przy ciąży (od 6 wzwyż). Z ogromnym spokojem i radością funkcjonowałam sobie w czasie świąt, nie miałam nawet żadnego testu w domu, ale swoje wiedziałam…
Niestety tamten czas był wymagający.
W piątek moja mama trafiła do szpitala, w niedzielę dziadek. Oboje w poważnym stanie. Kursowałam od jednego szpitala do drugiego. U dziadka potrzebna była operacja, traktowali go jak niewiele wartego starca, gdybym nie upominała się o badania, o uruchamianie, o wyprowadzenie do toalety… to było takie niegodne boże🥺 i jeszcze na wszystko wymówka że są święta… mało personelu… ok, więc ja go myłam, podnosilam żeby nie było odleżyn, analizowałam wyniki i dobierałam suplementację pomocniczą.
Przeoczyli coś ważnego przy operacji i musieli powtórzyć, były komplikacje i wypreparowano mu jelito. Słabł. Dalej były święta, na chirurgii ogromne oblężenie. Nie zaglądali do niego za dużo… odleżyny, opuchnięte kończyny… i szpitalne zapalenie płuc. Moja mama dalej w szpitalu, tylko ja mogłam z nim być.
Skracając sytuacje… pielegnujac go dostałam mdłości, a na liczniku miałam już 5 kichnięć od początku dnia, pobiegłam do labo piętro niżej i po 2 godzinach już wiedziałam, że nie mogę tak przeżywać tego i muszę prosić o pomoc. Wypisali mamę i ona mogła być z dziadkiem. Nazajutrz dostałam telefon że kolejnego dnia, w sylwestra przygotują wypis dziadkowi. Bylo to zaskoczenie, ale w domu psychicznie czułby się lepiej. Miał słabą saturację gdy odłączali mu rurki przy nosie. Pytałyśmy czy przyda nam się do domu koncentrator tlenu, jakieś 4 razy pytała mama i 2 razy ja dla pewności. Nie widzieli wskazań. Przygotowałyśmy całe mieszkanie, specjalna dieta, przemeblowanie, łóżko rehabilitacyjne, nowy materac, pościel, piżamy, wełniane skarpety, kremy, maści, leki… matko te leki… 800 zł… za same tabletki…
Ciężko mi było, ale czułam radość i ulgę. Chciałam już być z nim w domu i przyprowadzić moją córeczkę, bo ciągle o nią wypytywał. O 13 był już w domu, ja przyjechałam po załatwianiu spraw ok 16. Siedziałam 3 godziny i rozpisywałam mu leki - na rano, popołudnie, wieczorne i w międzyczasie. Do tego posegregowałam je i podpisałam każde opakowanie - w końcu mama sama była w stanie do opieki więc musiałam ją odciążyć.
Dziadziuś mówił tego dnia, że „to koniec”, że źle się czuję. Nigdy tak nie mówił… to wysportowany i zdrowy człowiek. Kupiłam pulsoksymetr - 88% saturacji. Mówię do mamy że nie da rady sama i że rano ma załatwić kroplówkę (był niedożywiony, nie miał apetytu…) i pielęgniarza do pomocy. Wyszłam od nich chwilę przed 20 godzina.
W domu nakarmiłam córeczkę na noc, mąż pojechał po piccollo. Wrócił, a do mnie dzwoni ojciec (nie dzwoni prawie nigdy, raczej smsy) i mówi żebym przyjechała - czemu? - trzeba sie zająć pilnie mamą. W głowie scenariusz, że przecież ona odkąd wyszła to nie wykupiła swoich leków i mało jadła bo ogarniałyśmy ciągle dziadka.
Skręcam w ich ulicę i już widzę niebieskie światła, przerażona jak ja ogarnę dziadka sama w domu, kiedy ona będzie w szpitalu? Kolejny udar… to już 3, co z nią będzie? Milion myśli. Wbiegam do domu, tata daje mamie jakieś leki, na kanapie mama zapłakana, myślę że ma atak paniki, ale zaraz… obok niej siedzi sąsiad, a nie ratownik. Mówię na głos ZARAZ, CO SIĘ DZIEJE? Tata podchodzi i mówi „dziadek”.
Potem jak przez mgłę… na podłodze widzę jakiś śpiwór? Koc? Pod nim jakaś nierówna górka, na łóżku pusto, gdzie on jest? Robię kółko, potem drugie, serce wali, dostaje ślinotoku, wiem że zaraz zwymiotuję. Wybiegam na dwor, tam stoi karetka i w środku ratownicy siedzą i coś piszą. Sąsiedzi wyszli na ulice. Wybiega ojciec - pyta czy chce coś na uspokojenie. Złapałam go za rękę i zorientowałam że cała się trzęsę - mówię mu że nie mogę tu być, muszę wrócić do domu. - mam iść po pomoc? Słabo ci? I mówię mu że jestem w ciąży. On wie zanim wiedział jeszcze mój mąż. Wracam samochodem, mam 2 minuty drogi. Okazało się że dotarłam po 10. Mąż już wie że dziadek nie żyje. Zbliża się 21. Nie jestem załamana, nie płacze, jestem zmarnowana. Mąż nie wie o ciąży i ja nie wiem czy mu powiedzieć, on też przeżywa jakieś emocje, ale we mnie się kotłuje. Czuję kłucie w podbrzuszu. Boję się o ciążę, próbuję nie denerwować. Musiałam w końcu powiedzieć. I takim sposobem przywitaliśmy nowy rok słodko-gorzko.
Teraz znowu skrócę… następnego dnia sporo załatwiania, dziecko daliśmy teściom i jeździliśmy robić swoje. Na papierze znalazłam 2 nitki brązowego śluzu - już mi się zapaliła lampka. Jakieś skurcze się pojawiały, ale czytałam forum w różnych miejscach i to miało być wgryzanie się lub rośnięcie macicy. Tak minął dzień i mamy kolejny, 2.01. Dzień powtórki bety. Mąż dał mi pospać, wstałam o 10… czułam mokro, w łazience krew na papierze. Już wiedziałam. O 12 byliśmy w szpitalu, wcześniej znowu dziecko odstawione do dziadków. Długo się schodziło więc odesłałam męża do córki po wstępnym badaniu. W nim szyjka była zamknięta, nie było pęcherzyka (ale to była wczesna ciąża więc mógł się pojawić). Endometrium dość grube. Nadzieja była w tej zamkniętej szyjce. Zrobili betę i inne badania.
Nie mogłam usiedzieć na krześle, miałam skurcze krzyżowe (jak przy porodzie…), bolało podbrzusze… częstomocz mi doskwierał. Przy każdej toalecie coraz więcej krwi. Poprosiłam żeby wybrać się na kozetkę u pielęgniarek i tam kręciłam biodrami na czworaka. W końcu zasnęłam. Po obudzeniu się czekałam znowu na korytarzu… już nie miałam cierpliwości ani nadziei. Była 19 a mąż już z dzieckiem czekał w aucie, słyszałam że przygotowują wypis. No dobra ale co z wynikami? Pytam pielęgniarkę czy może mi podać wynik bety. Czekam chwilę i nagle życie się zatrzymało. 10. Potem już tylko szłam żółwim tempem bez kurtki w kierunku parkingu drąc się od płaczu.
Tak się skończyła moja ciąża, którą miałam szczęście cieszyć się po cichu przez 5 dni.
Dzisiaj, 2 dni po poronieniu jest już lepiej. Sprzątnęłam świąteczne ozdoby i przygotowuje się do pracy, bo jutro zaczynam nową po macierzyńskim. Te święta to była porażka. Dziś jest też rocznica odejścia mojej cudownej babci. Zastanawiam się ile jeszcze trudu może spotkać jedną rodzinę. Nie ojojajcie bo to nie chodzi o to. Ja po prostu NIE ROZUMIEM. Nie pojmuję co się stało, czy dało się inaczej, z jakiego powodu i dlaczego mnie?
Wiem że będzie lepiej. Na razie po prostu tego sobie nie umiem wyobrazić.
Nie znajduje mądrych słów na to co się u Ciebie wydarzyło… to takie trudne. Przytulam mocno 🫂
👩🏼💼’89 👨🏻💻’87
Marzymy o pierwszym bobo ✨
5 cs
06.09.2025 - ⏸️- 10 dpo
08.09 - b-hcg 65 mlU/mL, progesteron 28,1 ng/mL
10.09 - b-hcg 260 mlU/mL, progesteron 28,5 ng/mL
15.09 - b-hcg 1469 mlU/mL progesteron 28,4 ng/mL
22.09 - 5+4 widoczny pęcherzyk ciążowy i żółtkowy
09.10 - 💔
10.10.2025 - poronienie zatrzymane 8/6 tyg. Nasze serca rozpadły się na miliony kawałków 😭💔
12.12.2025 lecimy z nową suplementacją
- Prenacaps multi 1
- Magnez
- Biocardine Omega-3
- Ubiquinol (CoQ10)
- Witamina B12
- Laktoferyna
- powoli kończymy żelazo -
kleopatr4 wrote:Cześć dziewczyny, dołączę.
To jest jak najbardziej miejsce dla mnie od teraz.
Pozwólcie że raz a porządnie wyrzucę z siebie swoje emocje, żeby móc już o tym zapomnieć. Nie musicie nawet tego czytać. Ja chcę już po prostu nie mieć tej guli w gardle, chcę, żeby te chmury nade mną się rozeszły.
Lęk przed stratą był zawsze, zanim zaszłam w jakąkolwiek ciążę. Tym razem chciałam inaczej, nie robilam sikańców, po prostu zaufałam ciału i miłości…
Wiedziałam że jestem w ciąży. Ja kicham tylko w dwóch przypadkach - przy przeziębieniu (ze 3 razy) i przy ciąży (od 6 wzwyż). Z ogromnym spokojem i radością funkcjonowałam sobie w czasie świąt, nie miałam nawet żadnego testu w domu, ale swoje wiedziałam…
Niestety tamten czas był wymagający.
W piątek moja mama trafiła do szpitala, w niedzielę dziadek. Oboje w poważnym stanie. Kursowałam od jednego szpitala do drugiego. U dziadka potrzebna była operacja, traktowali go jak niewiele wartego starca, gdybym nie upominała się o badania, o uruchamianie, o wyprowadzenie do toalety… to było takie niegodne boże🥺 i jeszcze na wszystko wymówka że są święta… mało personelu… ok, więc ja go myłam, podnosilam żeby nie było odleżyn, analizowałam wyniki i dobierałam suplementację pomocniczą.
Przeoczyli coś ważnego przy operacji i musieli powtórzyć, były komplikacje i wypreparowano mu jelito. Słabł. Dalej były święta, na chirurgii ogromne oblężenie. Nie zaglądali do niego za dużo… odleżyny, opuchnięte kończyny… i szpitalne zapalenie płuc. Moja mama dalej w szpitalu, tylko ja mogłam z nim być.
Skracając sytuacje… pielegnujac go dostałam mdłości, a na liczniku miałam już 5 kichnięć od początku dnia, pobiegłam do labo piętro niżej i po 2 godzinach już wiedziałam, że nie mogę tak przeżywać tego i muszę prosić o pomoc. Wypisali mamę i ona mogła być z dziadkiem. Nazajutrz dostałam telefon że kolejnego dnia, w sylwestra przygotują wypis dziadkowi. Bylo to zaskoczenie, ale w domu psychicznie czułby się lepiej. Miał słabą saturację gdy odłączali mu rurki przy nosie. Pytałyśmy czy przyda nam się do domu koncentrator tlenu, jakieś 4 razy pytała mama i 2 razy ja dla pewności. Nie widzieli wskazań. Przygotowałyśmy całe mieszkanie, specjalna dieta, przemeblowanie, łóżko rehabilitacyjne, nowy materac, pościel, piżamy, wełniane skarpety, kremy, maści, leki… matko te leki… 800 zł… za same tabletki…
Ciężko mi było, ale czułam radość i ulgę. Chciałam już być z nim w domu i przyprowadzić moją córeczkę, bo ciągle o nią wypytywał. O 13 był już w domu, ja przyjechałam po załatwianiu spraw ok 16. Siedziałam 3 godziny i rozpisywałam mu leki - na rano, popołudnie, wieczorne i w międzyczasie. Do tego posegregowałam je i podpisałam każde opakowanie - w końcu mama sama była w stanie do opieki więc musiałam ją odciążyć.
Dziadziuś mówił tego dnia, że „to koniec”, że źle się czuję. Nigdy tak nie mówił… to wysportowany i zdrowy człowiek. Kupiłam pulsoksymetr - 88% saturacji. Mówię do mamy że nie da rady sama i że rano ma załatwić kroplówkę (był niedożywiony, nie miał apetytu…) i pielęgniarza do pomocy. Wyszłam od nich chwilę przed 20 godzina.
W domu nakarmiłam córeczkę na noc, mąż pojechał po piccollo. Wrócił, a do mnie dzwoni ojciec (nie dzwoni prawie nigdy, raczej smsy) i mówi żebym przyjechała - czemu? - trzeba sie zająć pilnie mamą. W głowie scenariusz, że przecież ona odkąd wyszła to nie wykupiła swoich leków i mało jadła bo ogarniałyśmy ciągle dziadka.
Skręcam w ich ulicę i już widzę niebieskie światła, przerażona jak ja ogarnę dziadka sama w domu, kiedy ona będzie w szpitalu? Kolejny udar… to już 3, co z nią będzie? Milion myśli. Wbiegam do domu, tata daje mamie jakieś leki, na kanapie mama zapłakana, myślę że ma atak paniki, ale zaraz… obok niej siedzi sąsiad, a nie ratownik. Mówię na głos ZARAZ, CO SIĘ DZIEJE? Tata podchodzi i mówi „dziadek”.
Potem jak przez mgłę… na podłodze widzę jakiś śpiwór? Koc? Pod nim jakaś nierówna górka, na łóżku pusto, gdzie on jest? Robię kółko, potem drugie, serce wali, dostaje ślinotoku, wiem że zaraz zwymiotuję. Wybiegam na dwor, tam stoi karetka i w środku ratownicy siedzą i coś piszą. Sąsiedzi wyszli na ulice. Wybiega ojciec - pyta czy chce coś na uspokojenie. Złapałam go za rękę i zorientowałam że cała się trzęsę - mówię mu że nie mogę tu być, muszę wrócić do domu. - mam iść po pomoc? Słabo ci? I mówię mu że jestem w ciąży. On wie zanim wiedział jeszcze mój mąż. Wracam samochodem, mam 2 minuty drogi. Okazało się że dotarłam po 10. Mąż już wie że dziadek nie żyje. Zbliża się 21. Nie jestem załamana, nie płacze, jestem zmarnowana. Mąż nie wie o ciąży i ja nie wiem czy mu powiedzieć, on też przeżywa jakieś emocje, ale we mnie się kotłuje. Czuję kłucie w podbrzuszu. Boję się o ciążę, próbuję nie denerwować. Musiałam w końcu powiedzieć. I takim sposobem przywitaliśmy nowy rok słodko-gorzko.
Teraz znowu skrócę… następnego dnia sporo załatwiania, dziecko daliśmy teściom i jeździliśmy robić swoje. Na papierze znalazłam 2 nitki brązowego śluzu - już mi się zapaliła lampka. Jakieś skurcze się pojawiały, ale czytałam forum w różnych miejscach i to miało być wgryzanie się lub rośnięcie macicy. Tak minął dzień i mamy kolejny, 2.01. Dzień powtórki bety. Mąż dał mi pospać, wstałam o 10… czułam mokro, w łazience krew na papierze. Już wiedziałam. O 12 byliśmy w szpitalu, wcześniej znowu dziecko odstawione do dziadków. Długo się schodziło więc odesłałam męża do córki po wstępnym badaniu. W nim szyjka była zamknięta, nie było pęcherzyka (ale to była wczesna ciąża więc mógł się pojawić). Endometrium dość grube. Nadzieja była w tej zamkniętej szyjce. Zrobili betę i inne badania.
Nie mogłam usiedzieć na krześle, miałam skurcze krzyżowe (jak przy porodzie…), bolało podbrzusze… częstomocz mi doskwierał. Przy każdej toalecie coraz więcej krwi. Poprosiłam żeby wybrać się na kozetkę u pielęgniarek i tam kręciłam biodrami na czworaka. W końcu zasnęłam. Po obudzeniu się czekałam znowu na korytarzu… już nie miałam cierpliwości ani nadziei. Była 19 a mąż już z dzieckiem czekał w aucie, słyszałam że przygotowują wypis. No dobra ale co z wynikami? Pytam pielęgniarkę czy może mi podać wynik bety. Czekam chwilę i nagle życie się zatrzymało. 10. Potem już tylko szłam żółwim tempem bez kurtki w kierunku parkingu drąc się od płaczu.
Tak się skończyła moja ciąża, którą miałam szczęście cieszyć się po cichu przez 5 dni.
Dzisiaj, 2 dni po poronieniu jest już lepiej. Sprzątnęłam świąteczne ozdoby i przygotowuje się do pracy, bo jutro zaczynam nową po macierzyńskim. Te święta to była porażka. Dziś jest też rocznica odejścia mojej cudownej babci. Zastanawiam się ile jeszcze trudu może spotkać jedną rodzinę. Nie ojojajcie bo to nie chodzi o to. Ja po prostu NIE ROZUMIEM. Nie pojmuję co się stało, czy dało się inaczej, z jakiego powodu i dlaczego mnie?
Wiem że będzie lepiej. Na razie po prostu tego sobie nie umiem wyobrazić.
Bardzo mi przykro przez co musiałaś przejść.
I jesteś tak bardzo dobra kobietą. 😇
Dziadziu napewno czuwa nad Tobą teraz ✨💃🏻 34l.
🧔🏻♂️ 38 l.
First baby 🍬
💔
X.25
9/7tydz.
🕊️ Poronienie zabiera marzenie, ale nie zabiera prawa do nadziei…
•Życie i ciąża za granica 🌍 -
Void wrote:Tak, można
wspomaga śluz gdy stosujesz przed owu i implantację, gdy bierzesz po
nac i inozytole ogólnie poprawiają też jakość komórek jajowych
O dzięki! A bierzesz nac i inozytol razem? Nie chciałabym przesadzić w drugą stronę.👩❤️👨 92
Starania o pierwsze maleństwo od 03.2025 👶
05.2025 ⏸️
07.2025 💔👼 poronienie zatrzymane (10tc/8tc) -
Arisia wrote:O dzięki! A bierzesz nac i inozytol razem? Nie chciałabym przesadzić w drugą stronę.
Taaak
tylko nac biorę z obiadem (na opakowaniu mioveli każą brać z posiłkiem), inozytole biorę z Proton Labs Inozytol duo (Miovelia nac jest dość droga, ale każdy poleca, a proton Labs wychodzi super tanio w stosunku do innych firm) i to biorę przed śniadaniem 2g i przed kolacją 2g, super reguluje też cukier
Arisia lubi tę wiadomość
👩🏻’97 🧔🏻♂️’95
Niedoczynność tarczycy, hashimoto, IO, PCOS
Letrox 100/125, Glucophage XR 2000, PrenaCare Complete, Mio-inozytol 4g, NAC 1200/400
25.08.2023 👧🏼 (1cs 🍀)
Starania o rodzeństwo od 03.2024
15.06.2025 ⏸️ zivafert + besins
28.07 💔 poronienie zatrzymane 11tc/9tc
11.2025 cb
24.12.2025 ⏸️ luteina, acard
27.12 beta 86,22
29.12 beta 227,2
31.01 beta 571,7
02.01 beta 1512
06.01 pęcherzyk ciążowy i żółtkowy + heparyna -
Tak, podbijam dawkę NAC w fazie folikularnej, pomiędzy 3-7dc (przez 5 dni) do 1200 mg.Milunia wrote:Ja mam suplementację rozpisaną przez dietetyka i właśnie się zastanawiam czy nie dorzucić jeszcze prenacaps ovi. Czy acc jest bezpieczne? Bierzesz i jedno i drugie?
Ogólnie NAC (N-acetylocysteina) to silny antyoksydant, obniżający poziom wolnych rodników w komórkach. Ma działać korzystnie na jakość komórek jajowych i ich dojrzewanie. Biorę go w trakcie posiłku. Dziewczyny polecały wcześniej Miovelia NAC, zamiast popularnego Acc, tutaj też czytam o niej dużo dobrego 🙂
https://zosiawinczewska.pl/nac-a-wspieranie-plodnosci-w-pcos/Wiadomość wyedytowana przez autora: 4 stycznia, 22:52
Arisia lubi tę wiadomość
👧🏼36 🧑🏼
02.2024 starania o pierwsze bobo👶
02.2025 💔 11tc
08.2025 💔 10tc
❌️ ANXA5 M2/N‼️, cross-match 26.5%, Allo-MLR 0%, NK 16%, KIR Bx nieobecne 2DS1, 2DS3, 2DS4norm, 2DS5, 3DS1, HLA-C on: C2C2‼️
💊 Żelazo, wit. C, A, E, D, B12, kwas foliowy, cynk, Omega-3, Q10, L-arginina, korzeń Maca, maślan sodu, Prenacaps Ovi, estrogen na uparte endometrium, Acard
Jeszcze będzie pięknie ✨️ -
kleopatr4 wrote:Cześć dziewczyny, dołączę.
To jest jak najbardziej miejsce dla mnie od teraz.
Pozwólcie że raz a porządnie wyrzucę z siebie swoje emocje, żeby móc już o tym zapomnieć. Nie musicie nawet tego czytać. Ja chcę już po prostu nie mieć tej guli w gardle, chcę, żeby te chmury nade mną się rozeszły.
Lęk przed stratą był zawsze, zanim zaszłam w jakąkolwiek ciążę. Tym razem chciałam inaczej, nie robilam sikańców, po prostu zaufałam ciału i miłości…
Wiedziałam że jestem w ciąży. Ja kicham tylko w dwóch przypadkach - przy przeziębieniu (ze 3 razy) i przy ciąży (od 6 wzwyż). Z ogromnym spokojem i radością funkcjonowałam sobie w czasie świąt, nie miałam nawet żadnego testu w domu, ale swoje wiedziałam…
Niestety tamten czas był wymagający.
W piątek moja mama trafiła do szpitala, w niedzielę dziadek. Oboje w poważnym stanie. Kursowałam od jednego szpitala do drugiego. U dziadka potrzebna była operacja, traktowali go jak niewiele wartego starca, gdybym nie upominała się o badania, o uruchamianie, o wyprowadzenie do toalety… to było takie niegodne boże🥺 i jeszcze na wszystko wymówka że są święta… mało personelu… ok, więc ja go myłam, podnosilam żeby nie było odleżyn, analizowałam wyniki i dobierałam suplementację pomocniczą.
Przeoczyli coś ważnego przy operacji i musieli powtórzyć, były komplikacje i wypreparowano mu jelito. Słabł. Dalej były święta, na chirurgii ogromne oblężenie. Nie zaglądali do niego za dużo… odleżyny, opuchnięte kończyny… i szpitalne zapalenie płuc. Moja mama dalej w szpitalu, tylko ja mogłam z nim być.
Skracając sytuacje… pielegnujac go dostałam mdłości, a na liczniku miałam już 5 kichnięć od początku dnia, pobiegłam do labo piętro niżej i po 2 godzinach już wiedziałam, że nie mogę tak przeżywać tego i muszę prosić o pomoc. Wypisali mamę i ona mogła być z dziadkiem. Nazajutrz dostałam telefon że kolejnego dnia, w sylwestra przygotują wypis dziadkowi. Bylo to zaskoczenie, ale w domu psychicznie czułby się lepiej. Miał słabą saturację gdy odłączali mu rurki przy nosie. Pytałyśmy czy przyda nam się do domu koncentrator tlenu, jakieś 4 razy pytała mama i 2 razy ja dla pewności. Nie widzieli wskazań. Przygotowałyśmy całe mieszkanie, specjalna dieta, przemeblowanie, łóżko rehabilitacyjne, nowy materac, pościel, piżamy, wełniane skarpety, kremy, maści, leki… matko te leki… 800 zł… za same tabletki…
Ciężko mi było, ale czułam radość i ulgę. Chciałam już być z nim w domu i przyprowadzić moją córeczkę, bo ciągle o nią wypytywał. O 13 był już w domu, ja przyjechałam po załatwianiu spraw ok 16. Siedziałam 3 godziny i rozpisywałam mu leki - na rano, popołudnie, wieczorne i w międzyczasie. Do tego posegregowałam je i podpisałam każde opakowanie - w końcu mama sama była w stanie do opieki więc musiałam ją odciążyć.
Dziadziuś mówił tego dnia, że „to koniec”, że źle się czuję. Nigdy tak nie mówił… to wysportowany i zdrowy człowiek. Kupiłam pulsoksymetr - 88% saturacji. Mówię do mamy że nie da rady sama i że rano ma załatwić kroplówkę (był niedożywiony, nie miał apetytu…) i pielęgniarza do pomocy. Wyszłam od nich chwilę przed 20 godzina.
W domu nakarmiłam córeczkę na noc, mąż pojechał po piccollo. Wrócił, a do mnie dzwoni ojciec (nie dzwoni prawie nigdy, raczej smsy) i mówi żebym przyjechała - czemu? - trzeba sie zająć pilnie mamą. W głowie scenariusz, że przecież ona odkąd wyszła to nie wykupiła swoich leków i mało jadła bo ogarniałyśmy ciągle dziadka.
Skręcam w ich ulicę i już widzę niebieskie światła, przerażona jak ja ogarnę dziadka sama w domu, kiedy ona będzie w szpitalu? Kolejny udar… to już 3, co z nią będzie? Milion myśli. Wbiegam do domu, tata daje mamie jakieś leki, na kanapie mama zapłakana, myślę że ma atak paniki, ale zaraz… obok niej siedzi sąsiad, a nie ratownik. Mówię na głos ZARAZ, CO SIĘ DZIEJE? Tata podchodzi i mówi „dziadek”.
Potem jak przez mgłę… na podłodze widzę jakiś śpiwór? Koc? Pod nim jakaś nierówna górka, na łóżku pusto, gdzie on jest? Robię kółko, potem drugie, serce wali, dostaje ślinotoku, wiem że zaraz zwymiotuję. Wybiegam na dwor, tam stoi karetka i w środku ratownicy siedzą i coś piszą. Sąsiedzi wyszli na ulice. Wybiega ojciec - pyta czy chce coś na uspokojenie. Złapałam go za rękę i zorientowałam że cała się trzęsę - mówię mu że nie mogę tu być, muszę wrócić do domu. - mam iść po pomoc? Słabo ci? I mówię mu że jestem w ciąży. On wie zanim wiedział jeszcze mój mąż. Wracam samochodem, mam 2 minuty drogi. Okazało się że dotarłam po 10. Mąż już wie że dziadek nie żyje. Zbliża się 21. Nie jestem załamana, nie płacze, jestem zmarnowana. Mąż nie wie o ciąży i ja nie wiem czy mu powiedzieć, on też przeżywa jakieś emocje, ale we mnie się kotłuje. Czuję kłucie w podbrzuszu. Boję się o ciążę, próbuję nie denerwować. Musiałam w końcu powiedzieć. I takim sposobem przywitaliśmy nowy rok słodko-gorzko.
Teraz znowu skrócę… następnego dnia sporo załatwiania, dziecko daliśmy teściom i jeździliśmy robić swoje. Na papierze znalazłam 2 nitki brązowego śluzu - już mi się zapaliła lampka. Jakieś skurcze się pojawiały, ale czytałam forum w różnych miejscach i to miało być wgryzanie się lub rośnięcie macicy. Tak minął dzień i mamy kolejny, 2.01. Dzień powtórki bety. Mąż dał mi pospać, wstałam o 10… czułam mokro, w łazience krew na papierze. Już wiedziałam. O 12 byliśmy w szpitalu, wcześniej znowu dziecko odstawione do dziadków. Długo się schodziło więc odesłałam męża do córki po wstępnym badaniu. W nim szyjka była zamknięta, nie było pęcherzyka (ale to była wczesna ciąża więc mógł się pojawić). Endometrium dość grube. Nadzieja była w tej zamkniętej szyjce. Zrobili betę i inne badania.
Nie mogłam usiedzieć na krześle, miałam skurcze krzyżowe (jak przy porodzie…), bolało podbrzusze… częstomocz mi doskwierał. Przy każdej toalecie coraz więcej krwi. Poprosiłam żeby wybrać się na kozetkę u pielęgniarek i tam kręciłam biodrami na czworaka. W końcu zasnęłam. Po obudzeniu się czekałam znowu na korytarzu… już nie miałam cierpliwości ani nadziei. Była 19 a mąż już z dzieckiem czekał w aucie, słyszałam że przygotowują wypis. No dobra ale co z wynikami? Pytam pielęgniarkę czy może mi podać wynik bety. Czekam chwilę i nagle życie się zatrzymało. 10. Potem już tylko szłam żółwim tempem bez kurtki w kierunku parkingu drąc się od płaczu.
Tak się skończyła moja ciąża, którą miałam szczęście cieszyć się po cichu przez 5 dni.
Dzisiaj, 2 dni po poronieniu jest już lepiej. Sprzątnęłam świąteczne ozdoby i przygotowuje się do pracy, bo jutro zaczynam nową po macierzyńskim. Te święta to była porażka. Dziś jest też rocznica odejścia mojej cudownej babci. Zastanawiam się ile jeszcze trudu może spotkać jedną rodzinę. Nie ojojajcie bo to nie chodzi o to. Ja po prostu NIE ROZUMIEM. Nie pojmuję co się stało, czy dało się inaczej, z jakiego powodu i dlaczego mnie?
Wiem że będzie lepiej. Na razie po prostu tego sobie nie umiem wyobrazić.
Przeczytałam Twoją historię. Bardzo mi przykro, współczuję. Sama byłam bardzo związana z dziadkami i wiem jaki ból Cię dotyka. Myślę, że utrata dziadków powoduje, że na zawsze umiera w nas cząstka takiego dziecka. Przynajmniej ja tak czuję, a nie mam już żadnego z dziadków. Daj sobie czas na uspokojenie emocji, tym bardziej, że na pewno martwi Cię też mama. Życzę Ci, żeby praca przyniosła ukojenie, bo to często zajmuje trochę naszych myśli i odgania te złe emocje i oczywiście, żeby zdrowa ciaza przyszła w dobrym dla Ciebie czasie. A tutaj możesz po prostu zawsze się wygadać.
kleopatr4 lubi tę wiadomość
👩❤️👨 92
Starania o pierwsze maleństwo od 03.2025 👶
05.2025 ⏸️
07.2025 💔👼 poronienie zatrzymane (10tc/8tc) -
Hej dziewczyny,
Dolaczam do watku po naszej wrzesniowej stracie.
Odczekalismy zalecane 3 miesiace (bo niestety finalnie nie obylo sie bez zabiegu) i juz wystartowalismy z noworocznymi staraniami bo owulacja u mnie akurat dzisiaj. Teraz odliczanie do testowania. 🙂
Mam nadzieje, ze za jakis czas bedziemy mogly pochwalic sie dobrymi informacjami. ❤️
Daisy1, Jusia92, kleopatr4, Cień lubią tę wiadomość
-
Daisy1 wrote:Tak, podbijam dawkę NAC w fazie folikularnej, pomiędzy 3-7dc (przez 5 dni) do 1200 mg.
Ogólnie NAC (N-acetylocysteina) to silny antyoksydant, obniżający poziom wolnych rodników w komórkach. Ma działać korzystnie na jakość komórek jajowych i ich dojrzewanie. Biorę go w trakcie posiłku. Dziewczyny polecały wcześniej Miovelia NAC, zamiast popularnego Acc, tutaj też czytam o niej dużo dobrego 🙂
https://zosiawinczewska.pl/nac-a-wspieranie-plodnosci-w-pcos/
Ten z prenacaps bierzesz przez cały cykl? Chyba zamowie go dzisiaj.👩🏼💼’89 👨🏻💻’87
Marzymy o pierwszym bobo ✨
5 cs
06.09.2025 - ⏸️- 10 dpo
08.09 - b-hcg 65 mlU/mL, progesteron 28,1 ng/mL
10.09 - b-hcg 260 mlU/mL, progesteron 28,5 ng/mL
15.09 - b-hcg 1469 mlU/mL progesteron 28,4 ng/mL
22.09 - 5+4 widoczny pęcherzyk ciążowy i żółtkowy
09.10 - 💔
10.10.2025 - poronienie zatrzymane 8/6 tyg. Nasze serca rozpadły się na miliony kawałków 😭💔
12.12.2025 lecimy z nową suplementacją
- Prenacaps multi 1
- Magnez
- Biocardine Omega-3
- Ubiquinol (CoQ10)
- Witamina B12
- Laktoferyna
- powoli kończymy żelazo
Z GŁOWĄ O SUPLEMENTACH



