Nam się udało;D
-
WIADOMOŚĆ
-
FeliceGatto wrote:Dziewczyny,
Ja mam sposób, który działa, choć pewnie pod warunkiem, że nie ma żadnych poważniejszych przeciwwskazań medycznych. Tyle, że zastosować się do tej metody jest bardzo ciężko. Trzeba... odpuścić i wyluzować.
My staraliśmy się 7 miesięcy. 7 cykli sprawdzania temperatury, szyjki, śluzu, pełnej kontroli własnego ciała, łykania kwasu foliowego i generalnie chuchania na siebie po każdej owulacji.
W 8 miesiącu wściekła na cały świat usunęłam konto z ovu, kalendarzyk, wszystko rzuciłam w kąt, przestałam sprawdzać cokolwiek i zwracać uwagę, czy mam dni płodne, czy nie. Mało tego, seks był szczątkowy i myślałam, że już po owulacji, bo śluz owulacyjny miałam mniej więcej dwa dni wcześniej, kiedy się kłóciliśmy i do seksu było nam bardzo daleko. Pierwszego dnia cyklu śmignęłam na 13 dni do Tajlandii. A tam... jedna wielka impreza. Po powrocie nie mogliśmy się ogarnąć w szarej rzeczywistości, więc balowaliśmy dalej i w piątki i w soboty. Totalny luz w dupie, grzane wino, drinki, tańce.
I co? Udało się W tym olewczym cyklu udało mi się zajść w ciążę.
I chociaż wiem, że brzmi to banalnie, że ciężko jest tak po prostu przestać myśleć, to polecam spróbować. A wiem, że wkurzenie i foch na kolejne porażki jest najlepszym motywatorem do olania sprawa. Także zakładajcie kiecki i ziuuu na balety!
A jakie byly Twoje pierwsze objawy ciazy i kedy sie pojawily?
-
ANULLKA wrote:To prawda Martii:) A jak Ty radzisz sobie? Podziwiam Cię...7 miesięcy oczekiwania na maluszka...
Raz jest lepiej raz gorzej. Paradoksalnie bardziej przeżywałam porażki na początku starań, no umyslilam sobie, że to bedzie banalnie proste, a tu klops. Teraz mam troche więcej pokory. Jest mi źle jak malpa sie pojawia, ale z czasem troche inaczej zaczyna sie na to patrzeć, bo ile można wyć
Teraz staram się myśleć tylko pozytywnie, nie zawsze wychodzi, ale próbuje
A te 7cykli zlecialo mi baaaardzo szybko, nawet nie wiem kiedy -
Tez juz czasami gubie sie, ktory to cykl...
Madzianka, a ty byłaś może przez ten czas starań u lekarza, zeby konkretnie wiedzieć na czym stoisz?
Ja szczerze powiem, że bronie się ręcamy i nogamy ale chyba w końcu muszę sie przejść, może wystarczy mała ingerencja, a ja sie męczę juz 7 cykli... -
nick nieaktualnydziewczyny czekamy na Was dzielcie się z nami...
FeliceGatto - super! Gratuluje:) (widzialam wczesniej wykresik)
Ps: ten miesiąc jest naszym 3 cyklem starań... Nadzieja zawsze jest..ale gorsze rozczarowanie..Wiadomość wyedytowana przez autora: 6 stycznia 2014, 16:02
-
Martii wrote:Tez juz czasami gubie sie, ktory to cykl...
Madzianka, a ty byłaś może przez ten czas starań u lekarza, zeby konkretnie wiedzieć na czym stoisz?
Ja szczerze powiem, że bronie się ręcamy i nogamy ale chyba w końcu muszę sie przejść, może wystarczy mała ingerencja, a ja sie męczę juz 7 cykli...
Jeszcze nie bylam u lekarza bo mysle ze to kwestia czasu a nie jakiefos wiekszego problemu daje sobie jeszcze troche czasu i jak nie wyjdzie to pojde na wszystkie badania. -
nick nieaktualny
-
madzianka wrote:Jeszcze nie bylam u lekarza bo mysle ze to kwestia czasu a nie jakiefos wiekszego problemu daje sobie jeszcze troche czasu i jak nie wyjdzie to pojde na wszystkie badania.
-
Miska0811 wrote:marti, negatywne myślenie to nie za dobre rozwiązanie... Nie można myslec zle:)
Staram sie myslec pozytywnie, caly czas wierze. Ale myśląc tak bardziej "technicznie", jakbym usłyszała taka dizgnoze, wiele by to wyjasnilo. Pewnie zalamalabym sie calkowicie, ale juz nie bylabym zawiedzina kazda @...bo z gory bym wiedziala, ze i tak przyjdzie...z drugiej strony chyba dlatego tez boje sie isc do lekarza...zeby tego nie uslyszec, może podswiadomie chce jeszcze pożyć z nadzieja -
nick nieaktualnyJeszcze wtrące swoje 5 gr:) przypomniało mi się coś.... A dokładnie chodzi mi o prawo jazdy. Ten czas był dla mnie bardzo ciężki i strasznie to przeżywałam. Tak samo pragnęłam żeby móc wsiąść w samochod i w końcu być niezależną... Bardzo długo zdawałam prawko, bo dopiero udało mi się za 9 razem co miesiac nadzieja, egzaminy i tak w kółko. Nie potrafiłam wyluzować, chciałam już ,teraz! Inni uspakajali, mówili że się uda, żebym wyluzowała, ale jak to ja nie potrafiłam od tak sobie po prostu nie myśleć. Aż do pewnego momentu, kiedy tak nagle już miałam dosyć, jechałam na ten ostatni egzamin bardziej wyluzowana, wkur....bylam,ze mi sie nie udawało, że miałam takiego pecha, przecież dobrze jeździłam,ale wystarczył mały błąd i już całkowicie się poddawałam. Byłam pewna, że znów mi się nie uda, nawet na to się nastawiłam:) miałam to prawko w dup.... Aż tu nagle egzaminator wystawił pozytywny wynik egzaminu. Byłam w szoku.. nie potrafie określić emocji, które wtedy czułam... To był dla mnie naprawdę ciezki egzamin nie tylko prawo jazdy,ale i życia, cierpliwości która jednak opłacała... Chyba jednak coś w tym jest, że osoby przy zenicie poddania ,wygrywają. Sukces osiągnięty. Rozpisałam się, ale przypomniało mi się to i jakoś podobna sytuacja jest w tej chwili,pewnie nie tylko w moich odczuciach...
Martii, Nadia, Cassie, FeliceGatto, Katha81 lubią tę wiadomość
-
nick nieaktualnyDziewczyny, zgłaszam się i ja, żeby Was wesprzeć
Moje(Nasze) starania trwały tak naprawdę od lipca. W sierpniu mialam ciąże biochemiczną. Usłyszałam jak to fajnie i szybko sie zachodzi w kolejna ciąże i...rozczarowałam sie. Wrzesien nic. Pazdziernik- 2 tygodniowy urlop- akurat w czasie owulki- marzyłam o tym żeby począć nasze dziecko w gorącym, południowo europejskim klimacie:) I znów rozczarowanie. Znienawidzona @ przyszła...Z uporem maniaka robiłam 2 razy testy z krwi, choc juz pierwszy powinien mnie upewnic na 100%. Ale ja nie chciałam wierzyć. Pomyslałam sobie, ok, listopad bedzie ok. I wtedy wpadlismy na pomysł, zeby moj maz zrobił badania. I klapa. 2% prawidłowych plemników, poszlismy chyba do najlepszego lekarza i zaczęły sie suplementy itp. W listopadzie oczywiście nic się nie wydarzyło. W grudniu nie liczyłam na to ze sie uda. Akurat miałam wyjazd w czasie przewidywanej owulki, poza tym lekarz kazał byc cierpliwym, bo wzmacnianie plemników może potrwać do 3 miesięcy. Ale gdzieś w głębi wierzyłam że może być ok. Mój mąż dzielnie wszystko znosił. Po przyjezdzie do kraju tego samego dnia, od razu po przylocie pojechalismy do lekarki zeby sprawdziła czy owulka była czy nie. Okazało się że nie:) Zrobiłam sobie test owulacyjny / to była sobota/ i wyszedł pozytywny. Wiedziałam juz że owulka bedzie albo wieczorem, albo rano, nastepnego dnia. NO i przytulanko było w sobotę, w niedziele przed południem okropny bol jajnika, wieczorem przytulanko, w poniedziałek rano przytulanko a wieczorem potwierdzenie przez lekarke owulki:)
Ten cykl był faktycznie luźniejszy niz pozostałe. Nie mierzyłam temp na poczatku, nie myslałam tyle. Ale skłamałabym, gdybym powiedziała że w ogóle o tym nie myslałam. Nie da sie wyłaczyc myslenia o upragnionej ciąże z dnia na dzien.
No i nastał TEN dzien:) zobaczylam bladziutka ale dosc gruba kreske. Taka, jakiej przy biochemicznej ciazy nie miałam. Poleciałam na Bete i...czekałam, chociaz wiedziałam juz ze cos sie wydarzy:) Wyniki potwierdziły moje przypuszczenia:)
Nam pomogły badania męża- gdyby nie to, pewnie jeszcze wiele miesięcy bysmy sie starali bezskutecznie. Zatem drogie Panie- jak waszemu facetowi zalezy na dziecku, goncie go do lekarza.
Mam nadzieje ze kogoś podniosłam na duchu i ze uwierzycie ze kazdemu sie uda. Choc ja jeszcze do konca w to nie wierze i jestem pełna obaw:) Ale cóż, taki los ciężarówki;)Jackie, Martii, Cassie, FeliceGatto, Katha81 lubią tę wiadomość
-
nick nieaktualnyNadia wrote:Dziewczyny, zgłaszam się i ja, żeby Was wesprzeć
Moje(Nasze) starania trwały tak naprawdę od lipca. W sierpniu mialam ciąże biochemiczną. Usłyszałam jak to fajnie i szybko sie zachodzi w kolejna ciąże i...rozczarowałam sie. Wrzesien nic. Pazdziernik- 2 tygodniowy urlop- akurat w czasie owulki- marzyłam o tym żeby począć nasze dziecko w gorącym, południowo europejskim klimacie:) I znów rozczarowanie. Znienawidzona @ przyszła...Z uporem maniaka robiłam 2 razy testy z krwi, choc juz pierwszy powinien mnie upewnic na 100%. Ale ja nie chciałam wierzyć. Pomyslałam sobie, ok, listopad bedzie ok. I wtedy wpadlismy na pomysł, zeby moj maz zrobił badania. I klapa. 2% prawidłowych plemników, poszlismy chyba do najlepszego lekarza i zaczęły sie suplementy itp. W listopadzie oczywiście nic się nie wydarzyło. W grudniu nie liczyłam na to ze sie uda. Akurat miałam wyjazd w czasie przewidywanej owulki, poza tym lekarz kazał byc cierpliwym, bo wzmacnianie plemników może potrwać do 3 miesięcy. Ale gdzieś w głębi wierzyłam że może być ok. Mój mąż dzielnie wszystko znosił. Po przyjezdzie do kraju tego samego dnia, od razu po przylocie pojechalismy do lekarki zeby sprawdziła czy owulka była czy nie. Okazało się że nie:) Zrobiłam sobie test owulacyjny / to była sobota/ i wyszedł pozytywny. Wiedziałam juz że owulka bedzie albo wieczorem, albo rano, nastepnego dnia. NO i przytulanko było w sobotę, w niedziele przed południem okropny bol jajnika, wieczorem przytulanko, w poniedziałek rano przytulanko a wieczorem potwierdzenie przez lekarke owulki:)
Ten cykl był faktycznie luźniejszy niz pozostałe. Nie mierzyłam temp na poczatku, nie myslałam tyle. Ale skłamałabym, gdybym powiedziała że w ogóle o tym nie myslałam. Nie da sie wyłaczyc myslenia o upragnionej ciąże z dnia na dzien.
No i nastał TEN dzien:) zobaczylam bladziutka ale dosc gruba kreske. Taka, jakiej przy biochemicznej ciazy nie miałam. Poleciałam na Bete i...czekałam, chociaz wiedziałam juz ze cos sie wydarzy:) Wyniki potwierdziły moje przypuszczenia:)
Nam pomogły badania męża- gdyby nie to, pewnie jeszcze wiele miesięcy bysmy sie starali bezskutecznie. Zatem drogie Panie- jak waszemu facetowi zalezy na dziecku, goncie go do lekarza.
Mam nadzieje ze kogoś podniosłam na duchu i ze uwierzycie ze kazdemu sie uda. Choc ja jeszcze do konca w to nie wierze i jestem pełna obaw:) Ale cóż, taki los ciężarówki;)
fajnie czyta się, że jednak warto mieć nadzieję...
super i gratuluję! -
Masz racje Miska, chyba podobnie jest z nami teraz. Na to licze, że jak juz nie bede miala sily i przyjdzie taki dzien, ze choc troche odpuszcze, pogodze sie z losem i wszysto bede miala gdzies, to wtedy coś zaskoczy;) To jest moj plan B
Miska0811 lubi tę wiadomość
-
nick nieaktualny
-
U nas nasienie wyszło ok. Mój M poszedł bez wahania. Wiem, że faceci mają z tym problem. Wstydzą się, czy coś... Dla mnie to niezrozumiałe, bo jeśli chce się mieć dziecko, to oboje starających się ludzi powinno się zbadać. Osobiście mam koleżankę, która zrobiła wszystkie badania i jest ok, starają się 6 lat i nic. A mąż jej powiedział, że nie pójdzie się przebadać. Dobrze, że nasi mężowie chcą iść
Miska0811 lubi tę wiadomość
-
nick nieaktualnyMilcia wrote:U nas nasienie wyszło ok. Mój M poszedł bez wahania. Wiem, że faceci mają z tym problem. Wstydzą się, czy coś... Dla mnie to niezrozumiałe, bo jeśli chce się mieć dziecko, to oboje starających się ludzi powinno się zbadać. Osobiście mam koleżankę, która zrobiła wszystkie badania i jest ok, starają się 6 lat i nic. A mąż jej powiedział, że nie pójdzie się przebadać. Dobrze, że nasi mężowie chcą iść
moim zdaniem faceci nie powinni się krepowac. Przeciez to dla dobra obojgu kochajacych sie ludzi. Nie rozumiem tego troszke,ze facet czuje sie nieswojo. Sorki,ale nie wierze ze nigdy nie byl sam na sam nie robmy z facetow takich swietoszkow:) w koncu to wspolna praca, 6 lat-wow sporo.. a moze rzeczywiscie problem tkwi u faceta? Przeciez to nie ejst powiedziane ,ze tylko to kobiet wina,ze nie moga zachodzic w ciaze. W takiej sytuacji oboje powinni wspierac i dazyc do tego,zeby sie udalo. Przede wszystkim razem rozwiazyac przeszkodzy i problemY! -
nick nieaktualny