dostałam skierowanie do szpitala na laparoskopię, jeśli dobrze by poszło to 20 lipca bym poszła, jeśli nie - dopiero na październik. Uprzedziłam kierowniczkę w pracy, koleżanki też - i chyba źle zrobiłam. Mam dosyć mojej pracy, mam dosyć ich wszystkich..brak mi słów, ręce mi opadają. Każdy myśli tylko o sobie, nikt nic nie wie, a człowiek z cała robotą zostaje sam..na nikogo nie można liczyć, a już do kierownika to szkoda słów..czuję sie wykorzystywana, maksylmalnie a nawet ponad..
duży odpoczynek psychiczny 
ten weekend z dużym wysiłkiem fizycznym, w którymś momencie pomyślałam, ze może za dużym - jeśli doszłoby do zapłodnienia, może ciężko byłoby z zagnieżdżeniem? Ale nie dam się zwariować, a poza tym moja faza wyższych temperatur niby jest prawidłowa, ale jakoś nie zachwyca, więc nie nastawiam się na nic. No cóż, trzeba czekać i tyle.
Zastanawiam się tylko dlaczego pobolewa mnie podbrzusze, czy to może być jakiś odległy skutek hsg robionego przed owulacją?
odebrałam wyniki męża, są bardzo złe..pomijając inne wskaźniki, tylko 1% plemników o prawidłowej budowie....

dziewczyny nie wiem jak mam mu o tym powiedzieć, on się załamie.. a jak on się załamie, to i ja się załamie, bo z nas dwojga to on jest tym dającym nadzieję.. pojechał do pracy na noc a ja nie wiem, czy mam zadzwonić do niego, że są te wyniki, czy nie.. jutro sam sprawdzi i się dowie, mnie przy nim nie bezie bo będę w pracy, też źle. Ja na prawdę nie wiem co teraz, nie nastawiałam się na rewelacje, ale nie spodziewałam się tak złego wyniku.. Boję się o mojego męża, na razie nie myślę o tym, że może byc na prawdę ciężko zajść w ciążę, ale on się na prawdę załamie, nawet jeśli ja się będę trzymać. Nie wiem co mam robić, poradźćcie mi coś, nawet nie wiem jak mu powiedzieć - przez telefon?
No z tego co się zorientowałam podczas rozmowy telefonicznej z nim, jest podłamany.. Ja gram chojraka i próbuję go trochę mobilizować i podnosić na duchu, a jak jestem sama to płaczę..
Dziękuję wam dziewczyny, ze ze mną jesteście. W realu nie mam nikogo, kto mógłby jakoś mi pomóc. Moja przyjaciółka od dziecka chyba się na mnie obraziła, jak jej napisałam, że "wyluzowanie się" to jednak nie wszystko i że brak możliwości poczęcia to dramat- wyszłam na wariatkę - takie to dla mnie przykre. Ale co tam! Koniec żalenia się!
Dziewczynki czy macie, miałyście kontakt z naprotechnologią, a może jacyś znajomi?
Boże, daj nam go przetrwać i wyjść zwycięsko.. Nie rozumiem tego, nie akceptuję - tak trudno powiedzieć "bądź wola Twoja"...
Przeraża mnie to wszystko, przerażają mnie koszty leczenia - my jesteśmy młodym małżeństwem na dorobku.. chyba trzeba będzie zapomnieć o planach własnego lokum, bo pieniądze będą nam potrzebne na co innego..ale czy to pomoże..caly czas jest tylko coraz gorzej..
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lipca 2013, 23:23
A poza tym staramy się normalnie żyć.
Jednocześnie czasami prześwitują mi myśli, że nigdy nie będziemy mieli dziecka i to jest trudne, ale jeśli tak będzie - to będzie jeszcze trudniejsze. Nic na to nie poradzimy.
Przyszła samotność
płaszcz
ręce trzymające owieczkę
otworzył katechizm i mówił
- za mało w tej książeczce
ściągawka do religii
tak pewna że za łatwa
nie pytać
nie odpowiadać
tylko zdumiewać się więcej
tym co rozumie i nie rozumie serce
(ks. J. Twardowski, 1999)
Tę chwilę gdy byliśmy razem
wspólnej pokory się uczyć
zamknąłem by nie uciekała
na złoty kluczyk
(ks. J. Twardowski, 2003)
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2013, 10:37
Jak nazwać rozpacz wiarę
zwierzęta rośliny
ból nie najważniejszy
a przecież jedyny
zdjąć czapkę jak w kościele
klęknąć przy cierpieniu
do Nienazwanego
mówić po imieniu
(ks. J. Twardowski, 1979, 1980)
Baranku wielkanocny coś wybiegł z rozpaczy
z paskudnego kąta
z tego co po ludzku się nie udało
prawda że trzeba stać się bezradnym
by nielogiczne się stało
Baranku wielkanocny coś wybiegł czysty
z popiołu
prawda że trzeba dostać pałą
by wierzyć znowu
(ks. J. Twardowski, 1983, 1994)
coraz częściej łapie się na tym, że boli mnie widok nie tylko kobiet w ciąży, ale i rodziców w z małymi dziećmi..czy tak już będzie? dziś złapałam się na tym, że jakoś "dziwnie" był między nami gdy razem oglądaliśmy serial, w którym była kobieta w ciazy..przecież to paranoja...a jednocześnie - rzeczywistosć
oprócz wielu lęków, o których juz pisałam, lub o których nie warto pisać, boje się, ze przez nasze problemy zacznie się psuć miedzy nami..że w końcu nerwy zaczną puszczać, emocje itd itp..
i jak bardzo nie wiedzą o naszych problemach ci , którzy nigdy ich nie mieli..jak bardzo to dla nich proste..nikomu nie życzę, by musiał tego doświadczać..
chciałabym cały nasz ból - nas wszystkich - i wszystko wykrzyczeć światu, a szczególnie tym, którzy "wiedzą lepiej"..
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca 2013, 20:57
w sobotę może udałoby mi się - jeśli mój lekarz da radę mnie przyjąć na oddział - dostać na laparoskopię. Tak bardzo bym chciała - jeśli nie z niedrożnym jajnikiem będę musiała sobie pochodzić do późnej jesieni
nie nastawiam się - ale i tak pewnie złapie doła jeśli się nie uda.BĘDZIE
Koniku polny co żyjesz jedną tylko jesień
serce kochające nie kochane
smutku w cztery oczy
bo mieszkanie za dwadzieścia lat
szczęście o tyle o ile
prawdo co obrażasz
ciotko której w dowodzie dzieciak dorysował brodę
dygnitarzu który zlecisz ze stołka
wszystko tak będzie jak ma być
(ks. J. Twardowski, 1985)

wczoraj mój mąż był u urologa. Dostał szereg usg, lekarz podejrzewa coś w jąderku (chyba wodniak) - najprawdopodobniej do usunięcia. Poza tym powiedział, że on się nie zajmuje niepłodnością i dał nazwisko takiego co się zajmuje i wziął za wizytę 150 zł. (choć przynajmniej zadeklarował, ze jak mąż zrobi usg to przyjść z wynikami będzie mógł bezpłatnie). Powiem szczerze, że spodziewałam się jednak więcej zaangażowania. Zdaję sobie sprawę, że są androlodzy, jednak urolog chyba też coś o płodności wiedzieć powinien. O żadnych witaminach, powtórzeniu badań, posiewie nic nie wspomniał..Poza tym co do andrologów to słyszałam, ze jako takiej specjalizacji w Polsce nie ma, tylko za granicą i tak naprawdę to tych andrologów z ukończoną specjalizacją w Polsce jest kilku. Pewnie coś w tym jest, bo jak czytam opisy kwalifikacji co niektórych lekarzy podających sie za andrologów, to najczęściej ukończoną to mają ginekologię, a o andrologii to nic nie jest napisane..dlatego poszliśmy do urologa, nie do androloga.
Jestem przybita..kolejne miesiące pójdą się grzać..żebym chociaż ja z tymi jajowodami sprawę załatwiła, możnaby coś więcej myśleć, stymulować cykl, iść gdzieś dalej..No ale tak, to prędzej się zestarzeję, niż zajdę w ciążę..zabieg dla mnie, dla męża, na który trzeba czekać, potem czekać, aż wszystko wróci do normy..a nie wiadomo, czy na tym sie skończy, czy to wszystko..
Niestety, nie zawalczę już. Przyjaźń nie wytrzymała próby czasu, odległości i ... niepłodności...
Nie wiem, być może to moja wina. Nie chcę tego od początku opisywać, ja ze swej strony czuję się zostawiona w jednym z najtrudniejszych momentów w moim życiu. Nie wiem jak to wygląda z drugiej strony, nie będę osądzać, niech będzie moja wina..
Jedynym wsparciem, kobiecym wsparciem, jesteście dla mnie w tym czasie Wy Kochane i za to Wam dziękuję. Nigdy nie myślałam, że w internecie, obcym bądź co bądź osobom, będę opisywała jedne z najbardziej bolesnych przeżyć w dotychczasowym życiu.
rzeczywiście w kupie raźniej 
przytulam Was mocno


A czym Ty się przejmujesz, idziesz i koniec. Nie możesz przedkładać własnego dobra i zdrowia nad widzi mi sie innych , zaręczam Ci że Tobą nikt by się nie przejął
Kochana wiem..ale chciałam tylko uprzedzić, żeby nikt nie miał pretensji, bo jakoś zawsze im ciężko mnie zastąpić..:/ no i wyszły jakieś pretensje i nie wiadomo co, że sezon urlopowy sie może pokrzyżować..itp itd..szkoda słów, trzeba było nic nie mówić..ale wtedy też by było źle..
:( wal ich...
Popieram MAxi ;D