nie chcę sie stresować jeszcze tym, mam dosyć spinania się, no ale zobaczymy, moze ona tylko przez telefon taka harda...
Kobieta wbrew moim obawom "na żywo" była bardzo sympatyczna i spadł mi kamień z serca

Zrobiła wprowadzającą prezentację nt. naprotechnologii, fizjologii cyklu no i zasad obserwacji w tej metodzie. Metoda bazuje TYLKO na obserwacji śluzu szyjkowego według ściśle określonych zasad, nie mierzy się tu temperatury. Obserwacje śluzu mają być bardzo dokładne. Dostaliśmy kartę obserwacji, naklejki do niej, książkę, którą trochę zaczęłam czytać. Umówiliśmy się na spotkanie kolejne, kolejną wizytę do lekarza na koniec października. Trochę się zdołowałam bo wychodzi, że według ich wytycznych to ja śluzu płodnego w ogóle nie mam (przynajmniej do tej pory nie zaobserwowałam, moze jak będę to tak dokładnie obserwować jak oni każą, to nie wiem..). Moja wodnista wydzielina w dniach okołoowulacyjnych jeśli nie am uczucia śliskości, nie jest zaliczana do płodnej...kuźwa kuźwa kuźwa. Dobra, poczytam popatrzę, moze nie będzie tak źle. W końcu nie spotykamy się, żeby się pochwalić jakie się ma super cykle, tylko żeby stwierdzić co w nich nie tak..chociaż mi z powodzeniem "wystarczyłaby" to co mamy już stwierdzone jako problem, a nie nowe, kolejne..kuźwa...już te dotychczasowe dają nam małe szanse (przynajmniej na razie) a nowe..moze dać sobie spokój...nie łudzić się..
głupie, ale przypomina mi się wizyta sprzed paru lat u protetyka, który mi odbudowywał ząb, którego nikt mi nie chciał robić i wszyscy spisywali na straty: jak siedziałam na fotelu, byłam w trakcie "odbudowy", powiedział mi: wie pani, tylko wariat robiłby takiego zęba.. Miałam spytać, czy chodzi mu o mnie, czy o niego, jako że podjął sie naprawy, ale nie mogłam mówić
ząb jest do dziś, a to już niedługo 10 lat będzie
głupie porównanie, bo płodność to nie naprawa zębów, ale czasem dobitnie do mnie dociera w czym jest rzecz i myślę sobie: na co Ty liczysz? na co sie porywacie?Jezu, ufam Tobie
kuźwa płakać mi się chce..a u mnie "płaczki" na zawołanie to ewidentny znak, że max 2 dni do okresu...w pn kupuję wino..
kuźwa płakać mi się chce..a u mnie "płaczki" na zawołanie to ewidentny znak, że max 2 dni do okresu...w pn kupuję wino..
oby tylko udało mi sie przed zalaniem zrobić badanie moczu, bo mój pęcherz znowu szwankuje i lekarz powiedział, że teraz bez analizy i posiewu leków nie dostanę..a laparo za pasem..kuźwa wszystko zawsze na łeb leci.
czuję się bezwartościowa
wiem, ze to głupie, ale tak się czuję. Całe stereotypowe myślenie mi sie włącza..jestem bezużyteczna..jestem jakaś felerna, ostatnio codziennie chodzę na jakieś badania: a to hormony, a to cukier, a to witaminy, a to żelazo, a to mocz...oczywiście pęcherz rozszalał sie na dobre, bo nie wystarczy jednego, trzeba żebym jeszcze układ moczowy sobie leczyła co 2 miesiące..dzisiaj myślałam że zejdę z bólu, a wyniki posiewu dopiero w pt. oczywiscie skończy się na prochach..kuźwa ja mam dopiero 28 lat, a bywam u lekarza 5x częściej niż moja babcia!!!co jest ze mna nie tak?!
poprzesuwały mi sie te okresy..termin laparo juz nie wypada w 8-9 dc jak to wyliczałam w lipcu, tylko w 3-4, co oznacza, że jest niedobrze i nie przyjmą mnie na oddział...pojęcia nie mam jak mam dzwonić i przekładać to wszytko, czy cokolwiek się uda przełożyć, czy znowu 3 miesiące się bujać.. wszystko jedno, na co ja liczę, przecież w ciążę zachodzą tylko wybrani...
Po pracy poszłam na prześwietlenie klatki piersiowej - potrzebne do laparoskopii. Przed drzwiami pracowni rtg spotkałam kobietę, zagaduje mnie po co badanie, na co itp. Mówię, ze mam problem z jajnikami i będę miała laparoskopię. A ona do mnie: a to Pani w ciążę nie może zajść? Moja córka już 7 lat nie zachodzi..
swój swojego pozna..

fsh znacznie niższe niz w maju, spadło o ok. 3 (teraz bliskie 8, wtedy ponad 10), mogłoby byc jeszcze lepiej, ale i tak sie bardzo ucieszyłam, bo może z tą rezerwą jajnikową jeszcze dam radę
lh nieco ponad 5, pewnie doktorek powie, ze trochę nisko, ale nie ma tragedii tak mi sie wydaje..za to marker CA-125 dwukrotnie przekroczył u mnie normę..trochę mnie to, że tak powiem ruszyło, ale czytam w necie, że moze być podwyższony podczas okresu (to po co wskazania do badania w 2 dc?) i w stanach zapalnych miednicy mniejszej! zatem składam wszystko na mój pęcherz a badanie do powtórki, kij z tym
Odebrałam dziś wyniki badań insuliny przed i po obciążeniu glukozą, szukam, szperam, bo nie podali do insuliny po obciążeniu norm, ale chyba wyszło ok. O prolaktynę spytam jutro, może już będzie. No i te nieszczęsne wyniki badania moczu i kolejna wizyta u lekarza, muszę to szybko wyleczyć do tej laparoskopii, mam nadzieję, że mi to nie pójdzie na jajniczki..
Mój mąż za to na maksa zwleka z badaniami. Wie, że sezon jest sprzyjający infekcjom, co może ostatecznie pokrzyżować zasadność robienia badań, ale no cóż..z zabiegiem na jąderko też jakos mu nie śpieszno. Musi zrobić jeszcze raz badanie nasienia, no a my przez te moje infekcje ostatnio nic nie serduszkujemy, wiec to też niedobrze..kolejna wizyta pod koniec miesiąca i mamy być już z wynikami, więc jeszcze jestem cierpliwa, ale już niedługo..
analiza i posiew moczu - oczywiście bakteryjka, oczywiście antybiotyk na 5 dni, więc się od razu w lacibios femina zaopatrzyłam coby mi coś innego nie przylazło
no i prolaktyna
no i tu niestety kiepawo - na czczo niby w normie, ale górnej granicy - 25,1 ng/ml (norma 2,8-29,2), ale po obciążeniu - 300,30 ng/ml, więc ponad 10x wyższa
trochę się zastanawiam, bo normy dla tej drugiej po obciążeniu podali takie jak dla tej na czczo, nie wiem czy tak powinno być, że po obciążeniu będzie taka sama
ale no cóż, jakby nie było to jest i tak za wysoka
gdzieś czytałam, że gdy inne hormony są ok i okres regularnie, to prl niekoniecznie się leczy, spotkałyście się z tym?
dzięki metodzie creighton'a i flavamedzie+hektolitry wody w końcu mam coś takiego jak śluz płodny! co prawda bez wielkiego szału, ale jest! no ale ten miesiąc bez staranek i w ogóle bez niczego...
potem będzie laparo więc abstynencja seksualna czeka nas taka, że nie ma pojęcia jak tu wykombinować, żeby mąż jeszcze badanie nasienia zrobił..zobaczyłam, że jak mówię innym lekarzom tak jak urologowi czy rodzinnemu o naszych problemach to wszyscy patrzą z politowaniem..ale bez chamstwa, tylko bardziej ze współczuciem...za to dzisiaj w laboratorium przyszła para, która miała trojaczki! pierwszy raz w życiu na żywo widziałam trojaczki!
piękne dzieci...nawet mi sie nie śni coś takiego...nawet nie śmiałabym prosić o trójkę....
siedzę i piszę tę durną pracę z przeświadczeniem, że nie mam pojęcia co powiem promotorowi jutro (ale oczywiście zakładam obcisłą bluzkę, żeby pytań nie było, bo już się zdarzały..), najchętniej bym mu wykrzyczała, że w d**** mam tą pracę, temat beznadziejny i myśle właśnie tylko o tym, żeby w ciążę zajść, nie inaczej! I ze jeszcze prawdziwe problemy, to są właśnie tu, na OVU i to tu dopiero jest niesprawiedliwość, a nie w jakichś durnych rozważaniach pogrzanych filozofów! Nie przeżyję tego seminarium...
Tak tak...myśleć o tym co sie udaje..niestety to nie w mojej naturze...wiem, że są ci co mają gorzej..ale jak śpiewal Kazik: "Lecz nie da ukryć sie, że są tacy, którym jest lepiej"....Ku*****! i już!
anty TPO, anty TG i TSH o niebotycznych wartościach... ku*****wa! zastanawiam sie czy jest sens iść na laparo.... dziecko chyba nie jest nam pisane, na każdym kroku jest to udowadniane...mąż sie podłamał...wyniki wyglądają na tak złe, że nie wiem jak to może wpłynąć na jego ogólny stan zdrowia... KU********wa! łudzę się tylko, że te wyniki moze jakos zawyżone przez ostatnią infekcję męża, ale żeby aż tak.....
KU*******wa! chyba zniknę z owu..nic to po mnie...
dał nam mnóstwo leków, mężowi jeszcze dużo badań, ja mam tylko hormony w drugiej fazie cyklu powtarzać (to "tylko" to 80 zł. co miesiąc). Dostałam bromergon, dużo innych leków i witamin, mąż jeszcze więcej...wydaliśmy majątek, wydamy jeszcze więcej..
rozmawialiśmy jak to zrobić żebym powiedzieć rodzicom dlaczego mam iść do szpitala i mój mąż powiedział, że ma juz dość i on chce rodzicom wprost powiedzieć a nie sie ukrywać i wymyślać coraz to nowe wytłumaczenia dlaczego gdzieś razem jeździmy, co robimy itd itp. Może to już czas..jest mi wszystko jedno, nie bardzo to sobie wyobrażam, ale w sumie co to wielkiego - niepłodność i już...
dobiła mnie ta endometrioza i to wszystko.....Pan Bóg o nas juz zapomniał..


na żywo zawsze trochę inaczej się z kimś rozmawia, daj znać jak było :)