, ale nadal jest wysokiechyba najwyższy czas iść do endokrynologa i nie opierac sie tylko na wskazaniach gina
moje wyniki po bromku lecą zdecydowanie na łeb i tak źle to do tej pory nie było...progesteron ok. 5 ng/ml siedem dni po owu...
gdzie w ostatnim, zdaje się nieowulacyjnym cyklu z laparo miałam ponad 15..testosteron prawie na granicy dolnej normy, estradiol też w dół - gdzie zanim zaczęłam brać bromka wszystko było ok...
może na serio nie powinnam go brać, tak jak mówił ten drugi lekarz ostatnio... w dodatku teoretycznie po bromku moja bolesnosć i obrzęk piersi przed okresem powinien slabnąć, a jest jeszcze gorzej niż wcześniej...już od tygodnia piersi mnie bolą, są bardzo ciężkie i widać na nich ciemne żyłki od obrzęku - aż tak to ja nigdy nie miałam...jestem wkurzona, bo jeśli rzeczywiście prolaktyny u siebie nie powinnam ruszać i to ten bromek mi wszystko poprzestawiał, to chyba kuźwa podam tego lekarza do sądu bo mam juz dość..najlepiej popsuć to, co było ok, bo mało jest innych problemów....
jutro wizyta u lekarza napro, @ moglaby z łaski swojej poczekać, bo znowu mnie nie zbada..
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 grudnia 2013, 19:07
mam drugi dzień @, a ostatni cykl był niepodobny do żadnego poprzedniego, do taj pory tak źle nie było
dziś byliśmy u lekarza napro
od jutra mam brać clo, potem luteinę, w kolejnym cyklu monitoring
moje złe samopoczucie i wyniki tłumaczył niskim progesteronem w ostatnim cyklu, a moze przebytą w listopadzie laparo
stwierdził coś zupełnie odmiennego od lekarza, który robił mi laparo - że moje cykle, nawet te wcześniejsze, z ładnym śluzem, progesteronem na poziomie 15, fazą lutealną min. 12 dniową wcale nie są dobre, a powyższe leki mają je unormować....wdałam się z nim w dyskusję i nie wiem..co do wyników męża nic właściwie nie powiedział oprócz tego, że na poprawę trzeba czekać...żadnych dodatkowych leków mu nie dał
co do prolaktyny - oczywiście on uważa, że bromergon powinnam brać
i stwierdził jeszcze, że skoro bym miała poprzednie cykle dobre to nawet mimo morfologii męża na poziomie 1% powinnam zajść w ciążę....trochę to pocieszające (z punktu widzenia problemów z plemniczkami), ale nie wiem czy takie łatwe do wykonania...mniej by było par zmagających się jedynie z problemem męskim, gdyby od niego tak mało zależało..
czasem czuję się jak cyborg - bo mam wrażenie, ze coś co jest dobre, w napro próbuje sie udoskonalić do granic możliwości kosztem mojej wątroby i setek tabletek które przyjmuję...jakbym miała być jakąś nad-kobietą z super ekstra wspaniałą macicą..to ma być naturalne ?!
nie wiem, dziś już chyba z tego bólu i zmęczenia jestem anty...
najlepszym zdarzeniem tego dnia było upychanie dwóch choinek w samochodzie ( w tym jedna w doniczce - drugą dostaliśmy do niej gratis)...oczywiście choinki nie były niczym związane ani skrępowane siatką
tak się uśmiałam, że masakra
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2013, 22:43
ja już się pewnie nie pojawię na owu do świąt i przez święta
życzę Wam tego, czego same najbardziej byście chciały, czego chyba wszystkie tutaj byśmy chciały..Doczekamy się! Życzę wam żebyście umiały ze spokojem "przełknąć" te wszystkie życzenia, aluzje i pytania dotyczące dziecka - niech ten czas będzie czasem relaksu, zbliżenia sie do najbliższych, szczególnie do naszych dzielnych mężczyzn
kiedyś to usłyszałam i cały czas się z tym zgadzam - w każdej rodzinie na pierwszym miejscu powinna być prawdziwa miłość małżonków - jeśli będzie prawdziwa, żadne dziecko na tym nie straci, a wręcz przeciwnie - to będzie właściwa podstawa do budowania relacji. Życzę Wam z całego serca ukojenia, małych i większych radości, oderwania od tych wszystkich tematów staranek..Trzymajcie sie dzielnie!Do nas na święta przyjeżdża brat z ciężarną bratową, pierwszy wnuczek moich rodziców i nastawiam się pozytywnie
postanowiłam się niczym nie przejmować, a ostatnio kupiłam nawet słodki sweterek dla dzieciątka
tylko szczerze to chyba im go nie dam, będę trzymała dla swojego
kiedyś się uda!przytulam was do serca!
Boję sie nakręcać, ale wierzę, ze kiedyś sie uda!
pozdrawiam
a moze dzięki temu kiedyś zostanę ministrem, najlepiej zdrowia i wtedy wprowadzę całkowicie bezpłatne leczenie niepłodności...nie zapomnę o NAS dziewczynki...
1. Najważniejsze - cokolwiek by się działo - nie załamać się
2. Skończyć ze studiami - jak nie broniąc pracy (bądź usiłując ją obronić - jeśli ich nie przekonam), to je rzucając - to nie będzie trudne, bo jeśli nie oddam pracy jeszcze w styczniu, to nie mam co marzyć o obronie w terminie, a na tą po terminie mnie nie stać... cena nieco niższa niż in vitro...

3. Nie przeklinać....
4. Zacząć w koncu żyć a także uprawiać sport, jak już sobie poradzę ze studiami i zakończyć raz na zawsze moją edukację (czytaj: nie wplątywać się w kolejne studia/kursy/zobowiązania edukacyjne - przynajmniej do końca roku)
5. Nie załamywać się pracą zawodową, kontrolami, przetargami, projektami i perspektywą, że za rok mogę być bezrobotna
Zajścia w ciążę nie wpisuję jako postanowienie noworoczne, bo od dłuższego czasu mam wrażenie, że ja na jego realizację mam jak najmniejszy wpływ, że ode mnie to zależy najmniej..
)jak ja się teraz nie dziwię tym ciążom urojonym...
muszę zmobilizować mojego meża do powtórzenia badań z posiewem..ale jakoś nie mam do tego ani głowy, ani siły, ani chęci...zmęczenie materiału...dobrej nocy
dziś miałam do czynienia z tyloma - co tu owijać w bawełnę - głupimi ludźmi, że ręce opadają...najgorsze jest to, że ci ludzie maja dzieci, które nie są winne tej głupoty, a cierpią na tym same nawet niejednokrotnie nie wiedząc...praca z ludźmi - coż.. kolejny raz dochodzę do wniosku, że ja sie do tego świata nie nadaję - ale to nie jest pesymizm, tylko stwierdzenie faktu..
mam nieformalną wojnę z kierowniczką - wczoraj przeszła samą siebie..w dodatku kolejny raz okazało się, że lepiej sie wychodzi na łażeniu, narzekaniu, ględzeniu i podpieprz... innych niż na zwyklym wykonywaniu swoich obowiązków i trojeniu się i dwojeniu żeby zdążyć na czas... (nie narzekasz tylko zaciskasz zęby, to znaczy, że ci za dobrze - to jeszcze ci dołożymy, ale nie pieniedzy - pieniedzy ci odejmiemy)z jednej strony chciałabym taka być - wkurza mnie to, żę mam przed tym jakieś opory, gdy okazuje się, że moja lojalność nie popłaca...a z drugiej strony - Boże broń zniżyć sie do takiego poziomu...temat rzeka...wracam do pracy, bo czas leci...wszystko wskazuje na to, ze nie zdążę na czas, ale nie składam broni...
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 stycznia 2014, 20:38
jak długo trzeba ćwiczyć naszą cierpliwość? jak długo ćwiczyć wytrzymałość naszego związku? Wiele pretensji do Boga.................................................................................
dzięki dziewczyny za wsparcie - to dla mnie bardzo ważne...nic już nie napiszę, bo nie chcę cały zas narzekać i biadolić...zacisnę zęby i wypłacze zal, zanim mąż wróci z pracy...
w piątek mąż ma powtórkę z rozrywki czyli badanie nasienia po raz trzeci i już bardzo to przeżywa...wyczytałam dziś na forum, że lepiej jest robić te badania jednak w niezależnych laboratoriach - i już sama nie wiem...są i argumenty za i przeciw...módlcie się, żeby nie wyszły gorsze niż ostatnio i żeby morfologia chociaż drgnęła w górę...bo mi sie facet załamie a ja razem z nim...
mam okropnego doła i nawet nie mam siły pisać o co chodzi
troche nie tak sobie to życie poukładałam, teraz muszę ponieść konsekwencje moich złych decyzji
Wam życzę powodzenia a ciężarnym - spokoju w ciąży i po ciąży!
mój małżonek dostaje zastrzyki, bo co prawda wyszły mu lepsze wyniki badania nasienia (morofologia tak zadziwiająco lepsza, że zastanawiam sie nad rzetelnoscią badania, bo nie wiem czy mozliwy jest skok z 1% do 25%), ale wyszła ponownie bakteryjka, co to jej miało już nie być, więc przez najbliższe dni jego najdroższe pośladki cierpią trzy razy dziennie...a że wypadło to w moje dni płodne no to cóż...z resztą ja postanowiłam na własną rękę zrobić sobie w koncu posiew z szyjki, bo przecież współżyliśmy bez zabezpieczenia, więc moze też powinnam się leczyć...doktorek przyznał rację, szkoda tylko że sam nie wyszedł z taką inicjatywą już dawno...jak pobierał materiał do badania to sam stwierdził, że coś mu się ta wydzielina nie podoba, i ja myślę, że mnie też leczenie czeka...więc pies trącał kolejny przyszły cykl..
no ale najlepszy jest monitoring i stymulacja clo, co do ktorej miałam wiele wątpliwości..w 12 dc. dwa małe pęcherzyki (15-16), w tym jeden nie wykazujacy wzrostu, dzień później pękły, zatem były za małe, brak jakiegokolwiek śluzu płodnego - generalnie gorzej niż było...lekarz czuł sie lekko zakłopotany...moze przypomniał sobie naszą ostatnią dyskusje, w której mówiłam o moich wątpliwosciach co do toku naszego leczenia, zwłaszcza mojego leczenia...ale co mu tam - on dzieci ma, my tylko zostawiamy kasę..
a na koniec jeszcze mandat dostałam, także niech to wszystko ... nie będę dokańczać, bo mialam nie przeklinać...
w pracy dowiedziałam sie o kolejnych ciążach i pomyślałam, że chyba tym całym leczeniem wyrabiam za całe 15% pracowników co to statystycznie są niepłodni...
ale ja przecież nawet nie mam kiedy w tą ciąże zajść, bo od 5 miesięcy, staraliśmy sie tylko jeden cykl...nie umiem już zaciskać zębów, chciałabym wygryźć sobie wnętrzności i wyrzucić przez okno i tak jestem nieproduktywna...niech sie mnożą Ci, co są tego warci, ja widać nie jestem....czasem myślę, że Bóg mnie bardzo nienawidzi...
widzisz!!!! malymi krokami z odrobina optymizmu jakos sie polepsza sytuacja!!! :) super,skoro twoj jajowod sie udroznil,wynika ze nic wiecej ci nie dolega...ja bym tez skupila sie na poprawie parametrow nasienia i w ostatecznosci na inseminacji!! ale najwazniejsze,abys myslac o ciazy czula radosc,a nie zmartwiala sie!! :) pozdrawiam i trzymam za was w kciuki!!!
Miło czytać że u Was idzie ku lepszemu.Poperam maxi, zabrać się za męża i spróbować z IUI.
dzieki dziewczyny za radę :) tak też myślimy zrobić