Zapisz się i otrzymuj powiadomienia o
zniżkach, promocjach i najnowszych ciekawostkach ze świata! Jeśli interesują
Cię tematy związane z płodnością, ciążą, macierzyństwem - wysyłamy tylko
to, co sami chcielibyśmy otrzymać:)
ah zapomniałam...kochana wspaniałomyślna przychodnia postanowiła przesłać wyniki posiewu meża pocztą tradycyjną bez żadnego uzgodnienia i informacji, w związku z tym mój mąż dostał list z pieczątką i nazwą placówki....a że mieszkamy z rodzicami i oni odbierają pocztę, to szczegół...rzygać mi się chce jak slyszę o indywidualnym podejściu...a jak ostatnio usłyszałam publiczną wypowiedź, że leczenie napro powinno kosztować maksymalnie średnio 500 zl. na miesiąc czyli 3000 tys. za pół roku, to ogarnął mnie pusty śmiech...trzy tysiące to nam na koncie ubyło już po dwóch miesiącach...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia 2014, 19:33
leczenie jest drogie...i to jest kolejny smutny fakt...ale ja i tak trzymam za ciebie w kciuki, a twoim obowiązkiem jest aby przestać się tak stresować i napinać!! żyj ! bo warto, bez względu na to jakie kłody to życie rzuca nam pod nogi.
dziś przeczytałam, że rodziny "małodzietne" to rodziny patologiczne i swoją patologią wpływają patologicznie na społeczeństwo...jak łatwo wrzucić wszystkich do jednego wora, jak łatwo strzelać z największych dział...
wracam z moim patologicznym łonem do pracy w samotności...dobrze, ze niepłodność nie jest zaraźliwa...
dziś dostałam plan na najbliższe 3 miesiące od gina...
ponieważ clo niekorzystnie bardzo wpłynął na śluz - zamieniony na FEMARĘ. Dodatkowo dr stwierdził, ze z uwagi na bardzo dużą bolesność miesiączek ostatnio endometriozy nie moze do końca wykluczyć, mogą być jakieś małe zmiany, których nie wyłapano w laparo - dostałam lek psychotropowy używany w leczeniu uzależnień, tylko w mniejszych dawkach - NALTREXONE. Dodatkowo oprócz flavamedu na poprawę śluzu - guajazyl. Dr stwierdził też, ze dr robiący monitoring w 12 dc musiał sie pomylić i wpisał zbyt małą wielkosć pęcherzyków(a) bo poziom hormonów świadczy o tym że owulacja była prawidłowa.
No i nie wyszła mi żadna bakteryjka wiec mozemy się kochać! tylko jest taki mały szkopuł - pokłóciłam się z mężem - tak mnie zdenerwował swoim gadaniem u lekarza jak ja mam dużo stresów i jak mało śpię od zawsze (!), że dostałam 15 minutowe kazanko żeby sluchać męża...super ekstra zajebiście ja jestem gotowa to wszystko co robiłam przez ostatnie 5 lat rzucić na kilka miesiecy przed samym finałem, na prawdę, tylko niech mi ktoś zagwarantuje, że w tym czasie zajdę w ciążę....
No i stwierdził na koniec - chyba chciał to wszystko jakoś podsumować - że przy problemach z obu stron trudno jest to wszystko zgrać żeby był oczekiwany efekt w miarę szybko...
wyszłam z 5 receptami, uboższa o 240 zł i 40 minut mojego cennego czasu...bogatsza zaś we wkurwa na męża..
ale jestem pełna optymizmu mimo wszystko!
plan to podstawa, i podokanczaj swoje sprawy,moze jak juz je pozamykasz, latwiej ci bedzie zajsc w ciaze(wiem,ze to glupio brzmi,ale ja w to wierze)psychika jednak duzo potrafi namieszac...wiem co mowie....ja, jak zaczynalam starania jedna noga bylam na tak, a druga jeszcze nie, bo to, bo tamto...przyplacilam to polrocznym zanikiem @ zlymi wynikami hormonalnymi, diagnozami...receptami....jak najgorszy czas minal....cykle wrocily do normy, zaszlam w ciaze...Moze jednak cos cie blokuje....moze masz jakies obawy co do ciazy,macierzynstwa???' nie wiem...moze...ale gleboko wierze, ze nasz stan umusly odbija sie na naszym ciele....
kurde mam jakiś kryzys w relacjach z mężem..i mi sie to rozprzestrzenia na całe nasze życie..za dużo myśli mam w głowie, nie mogę się skupić na pracy...jeszcze mnie wkurza to, że on śpi...niby pracuje, ale dawno juz mówił o zmianie pracy i nic z tym nie robi...przychodzi do domu i albo śpi, albo sie kręci to tu to tam - nie robi nic konkretnego..jesteśmy małzeństwem na dorobku, może nie wiem coś by sobie znalazł, moze jakis kurs no nie wiem..nawet glupia nauka jeżyka..ludzie kombunują, szukają, dorabiają..czepiam się, nie?
i wkurza mnie to, że jest taki mało aktywny, mało pomysłowy - gdybym ja miała tyle czasu co on, to chyba bym do domu nie wracała...tyle jest ciekawych rzeczy do robienia...miejsc do zobaczenia..a on jest taki zamknięty... od dawna chciałabym pójść na jakis bal, kuźwa poczuć sie jak kobieta przynajmniej sie odp****ić: uczesać, obrać w suknię, odmalować jak juz w ciąży być nie mogę - ale nie no jak na bal pójdzie...no przecież nie przystoi...nie rozumiem tego - bo ja gdyby jemu bardzo zależało i powtarzał to po kilka razy to poszłabym nawet na zawody w sraniu na odległość ... ale on no przecież jak...to nie jego styl...tylko nasze style nigdy nie były takie same i wydaje mi sie, że przy odrobinie dobrej woli dałoby sie to ciągnąć...ale no cóż..ostatnio myślę, że będzie cieżko z nami..
skup sie na jego zaletach :) bo chyba one przewazaly gdy za niego wychodzilas za maz :) a wady to maly efekt uboczny brania czlowiek calego, a nie tylko jego wybranych cech :)
Mój mąż też jest mało pomysłowy i przebojowy. Dużo jest takich facetów a tych co są tacy naprawdę obrotni w każdej sprawie można szukać jak igły w stogu siana. Takich jest mało.
dziś na wyprzedaży kupiłam sobie taką ładną torebkę, że aż mi lepiej jak na nią patrzę hehehe kasy i tak szkoda, ale dotychczasowa torebka ma już swój staż i wysłużenie jednak zakupy działają na kobietę kojąco hehehe i mój mżonek stwierdził, że w końcu mu sie moja torebka podoba...pamiętam poprzednią kupiłam jak miałam takiego doła, że aż jak o tym powiedzialam sprzedawcy to mi cenę obniżył hehhehe pamiętem to było dwa lata temu po jakimś szkoleniu na którym facet prowadzący uświadomił nam, co za odpowiedzialnosć karna ciązy na nas za najmniejszy błąd w pracy....ehhh..
Mój Boże - tak bardzo chciałabym być w ciąży...dlaczego to jest dla nas jak jakiś majaczący na horyzoncie, nieosiagalny punkt, jakaś fatamorgana? dlaczego to nas spotyka?
jutro spotykam sie z dawną przyjaciółką, która była jedyną z "realnych" osób wiedzących o staraniach i tego nie zrozumiała...nie wiem o czym będziemy rozmawiać, ja juz "obwarowuję się", bo zbyt wiele łez mnie to nasze "nieformalne rozstanie" kosztowało, by teraz się otworzyć jak kiedyś..zaproponowała spotkanie, niech będzie - jest tyle uniwersalnych tematów. Mam jakieś przeczucie, że ona znowu jest w ciąży...niech będzie...ktoś te dzieci musi rodzić jeśli ja odpadam..
Boże, Kochana, coraz częściej i mnie dopadają takie myśli...Tyle osób codziennie zachodzi - także na OvuFriend. A ja ciągle nie, nie i jeszcze raz nie... Za moment zaczynam się szykować do drugiej inseminacji-w powodzenie pierwszej już nie wierzę (zresztą pewnie nigdy nie wierzyłam).
Mnie pomagają ostatnio spotkania z moimi koleżankami singielkami-dla nich etapem nie do przeskoczenia jest znalezienie drugiej połówki, temat ciąży, starań, dzieci, itp. z przyczyn oczywistych w ogóle nie istnieje. I w efekcie miło spędzamy czas gadając o pracy i tym podobnych pierdołach.
Trzymaj się ciepło!
dziś mój mżonek kończy 30 lat..mógłby mu tak Pan Bóg potomka zesłać na te urodzinki...u mnie śluzu płodne jak na lekarstwo..cieżko się w ogóle kochać...Jezu dlaczego jestem takim beznadziejnym przypadkiem, nic na mnie nie działa...femara teoretycznie miała śluzowi nie przeszkadzać, biorę dodatkowo tyle wspomagaczy, piję hektolitry płynów, kiedyś to pomagało bardzo, a teraz nic....pustynia....boję sie, ze na kolejnej wizycie lekarz powie mi, że on już wyczerpał wszystkie możliwości i nie ma już dla mnie wspomagaczy, bo na żadne nie reaguję właściwie...
moze ja juz dostaję owulacyjnej paranoi..nie będę sie nakręcać...to i tak NIC nie daje...
Kochana,życzę takiego prezentu Tobie i Twojemu mężowi z całego serca!
Nie przejmuj się brakiem śluzu - na szczęście są lubrykanty nieszkodliwe dla spermy (my uzywamy Conceive Plus). Mam swoją teorię,że to stres i napięcie związane ze staraniami tak nas wysusza- dopóki nie zaczęliśmy się starać,dosłownie się ze mnie lało.A od roku śluzu mogę z przysłowiową świecą szukać - występuje w ilościach szczątkowych i tylko wewnątrz.Trzymaj się ciepło
na pewno stres robi swoje :/ to nigdy nie pomaga. musisz postarać się jakoś 'odetchnąć' trzymam kciuki żeby z wiosną przyszły nowe pokłady energii i mniej stresu!
no sukces! dziś poczułam takie szczęście, że dawno już nie byłam tak zadowolona! jest śluz - i to całkiem dużo...i brzuszek boli - może to owu nadchodzi, w końcu to 12dc...ehh nakręciłam sie tak, jakbym co najmniej w ciąży była....ja już dziś zrobiłam co mogłam...chłopaki biegnijcie!
eeeeee nie pogada, mam status ekspertki na ovu....no dziewczyny walcie jak w dym, ale jak zajść w ciąże to raczej nie pomogę...tak jakby nie mam doświadczenia...nie wiem śmiać się czy płakać..?
wozki dzieciece trzeba ogladac hehe wkladac poduche pod bluzke i ogladac sie z nia w lustrze...wizualizowac siebie z bobo na wakacjach i podczas swiat, medytowac,chodzic na yoge..ogladac porody na you tubie...ja w kazdym razie jestem fanem teori,ze pozytywne nastawienie najwazniejsze...chodz wiem,ze czasem o nie trudno i kazdy ma prawo miec zle dni,ale trzeba pamietac aby tych dobrych bylo wiecej :)
Oczywiście Frutka, jestem świadoma. Ja na in vitro nigdy i tak bym się nie zdecydowała. Inseminacja też budzi moje opory, choć z braku pomysłu na siebie już byłam praktycznie zdecydowana. O napro słyszałam wiele dobrego, ale długo wzbraniałam się, bo bałam się stania w miejscu, uczenia się kiedy mam owulkę, jaką ma fl i czy nie wahają mi sie hormony - ja to wszystko już wiem. Teraz z kolei, gdy trafiłam do nowego lekarza utwierdził mnie on w przekonaniu, ze kolejne stymulacje clo nic nie dadzą, bo mam jakiś problem, który trzeba najpierw rozwiązać. Idąc tym tropem doszukałam się problemów z tarczycą. Jeśli endokrynolog potwierdzi, że sobie ich nie wyimaginowałam, to ten lekarz będzie miał rację. Z niedoczynnością i tak bym nie zaszła, a nawet jeśli, to pewnie szybko bym poroniła. Nie zgadzając się jednak na stanie w miejscu i obserwowanie się, będę się jednocześnie leczyła u genetyka, specjalisty od endometriozy i endokrynologa. Może te połączone siły coś zmienią :)
Będę się zgłaszać po porady w sprawie napro, jako do bardziej doświadczonej koleżanki, jeśli pozwolisz :)
Powodzenia!
po raz pewnie nie ostatni, resztką sił, spytam: DLACZEGO? dlaczego nam się ciągle nie udaje? już nie mam nawet ochoty przeklinać...nie jest mi to w stanie ulżyć..a jak patrzę na mój pamietnik to mam ochotę się go pozbyć - bo jeszcze bardziej dołuje mnie, że z normalnej dziewczyny w ciągu roku stałam się starą, jęczącą zgrzędą..
Kochana - może jęczącą, może zrzędą, ale na pewno nie STARĄ ;-)
A moim skromnym zdaniem również nie jęczącą ni nie zrzędą, tylko uparcie starającą się pomimo przeciwności losu, silną, niepoddającą się i nie załamującą rąk, dzielną i dojrzałą kobietą!
moj dzień kobiet przywitał mnie bólem..żebym nie zapomniała, że jestem kobietą zapewne dziś dostanę okresu...złudne nadzieje poszły w las...pewnie musi tak boleć...skoro nie mogę przekonać sie o swojej kobiecości nosząc dziecko pod sercem, ból nie do zniesienia podczas okresu musi mi o kobiecości przypominać..nie wiem po co mi Bóg dał jajniki i macicę, skoro nie chce mi dać dziecka...po co robić złudne nadzieje..
kiedyś głęboko w sercu czułam, żeby jednak nie iść na dalsze studia..nie posłuchałam siebie i poszłam... mecząc się i odmawiając sobie wszystkiego aby je ukończyć, i dziś wiedząc, że wiele szczęścia musiałabym mieć by je sfinalizować jak należy, zawsze przypominam sobie tamto uczucie...i wiem dziś, że nie trzeba działać wbrew takim przeczuciom, wbrew sobie..moze to brzmi jakoś magicznie, nie wiem..dziś mam przeczucie, że nie mogę zrobić już nic...że nawet gdybyśmy podeszli do inseminacji, to i tak by sie nie udało..tak czuję, bardziej niż cokolwiek innego..i czuję że to wszystko juz nie zależy ode mnie..nigdy nie zależalo
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 marca 2014, 13:24
Może trzeba przestać myśleć o dziecku? włączyć sobie myślenie, w którym go po prostu nie ma? Przestać sobie wyobrażać, przestać oglądać sie za małymi ubrankami w sklepie, zaglądać do wózków, przestać spoglądać rzewnie na męża gdy bawi sie z dziećmi znajomych? może trzeba zacząć układać sobie w glowie scenariusz życia, SZCZĘŚLIWEGO życia bez dziecka? bez spełnienia się, własnego, nas, w tym wymiarze? Może trzeba już teraz szukać sobie czegoś, co może zapełnić nam czas na lata, a co nie byłoby dzieckiem? Mnóstwo jest takich rzeczy, ale na wszystko jest czas....-może jednak nie na wszystko? Moze trzeba w końcu przestać sie buntować, kłócić z Bogiem, przeklinać los i modlić o rychły koniec tego łez padołu - tylko beznamiętnie przejść nad tym dalej? do jakiego DALEJ? Jakie ma być to DALEJ? Może trzeba sobie przestać zadawać pytania, które nie mają odpowiedzi? Moze trzeba zaciskać zęby gdy się chce płakać, moze nie pozwolić sobie na słabość na żal? Mój mąż ma rację - po skończeniu przygody z obecnymi studiami i tak sobie coś znajdę...bez tej meczącej odskoczni rzeczywistosć bedzie nie do zniesienia...znowu będę narzekać, zę tylu rzeczy nie mogę zrobić...ale przynajmniej ukradnę swój czas, żeby było go coraz mniej...
nigdy sie z tym wszystkim nie pogodzę..niech się dzieje co chce, to życie i tak się w końcu skończy..
wiesz, ja uważam, że robić badania/leczyć się zawsze trzeba żeby dać sobie szansę na dziecko, ale pewnie większość Twojej frustracji i załamanie są właśnie dlatego że jesteś skoncentrowana wyłącznie na dziecku, zupełnie nie dziwię się, bo też miałam taki czas, ale musisz uwierzyć że życie ciągle się toczy, musisz mieć coś jeszcze poza staraniami, skoncentrować się na innych rzeczach, cieszyć się życiem, jak Twoja psychika odpocznie to uwierz, może być Wam łatwiej w wielu kwestiach!
może znajdź sobie jakieś fajne hobby, coś co będzie sprawiało Ci dużo radości, może jakiś wyjazd na wakacje zacznijcie planować, może psiaka sobie sprawcie, zwierzaki zawsze potrafią nas relaksować i potrzebują dużo miłości którą możemy im dać. to tylko takie moje propozycje, które mi na przykład pomagały.
eta kochana niestety do czerwca nie mam czasu na hobby, nie mam czasu nawet na sen...a moje starania dołują mnie ze względu na czas, kasę i fakt, ze teoretycznie teraz wszystko powinno być ok, wiec dlaczego efektu brak? jest to jeszcze jeden ciężar, który teraz muszę nieść i niestety nie mam już kompletnie sił..
ze strony http://abrahamisara.pl/:
1. Chcę rozmawiać o problemie swojej niepłodności
2. Nie bój się, że zranisz mnie pytaniem, o to jak się czuję, w związku z tym
3. Postaraj się być delikatny
4. Nie musisz udzielać mi rad, jeśli będę chcieć rady, to o nią poproszę
5. Wysłuchanie i Twoja obecność, to najlepsze wsparcie
6. Nie mów, ze to nic takiego i smutek przejdzie z czasem, ja to wiem, ale teraz właśnie cierpię
7. Nie mów, ze rozumiesz, jak to jest, bo Ty masz dziecko
8. Nie mów, ze przesadzam i ze to nie koniec świata, bo dla mnie, to jest koniec świata, o jakim marzę
9. Nie mów, że na pewno w końcu doczekam się dziecka, bo tego nie wiesz
10. Powiedz mi, że mnie kochasz i będziesz przy mnie, kiedy będzie mi ciężko
czasem chciałoby sie to nosić na czole, choć i tak nie jest tak źle jeśli chodzi o "udawanki" - dzisiejszy tekst koleżanki: chcesz mam do sprzedania ubranko z chrztu syna moze was to zmobilizuje.....hehehe nooo chłopaki! słyszeliście! mobilizować się! ale nie na bacznosć tylko lećcie łaskawie do takiej wielmoznej jajowej! szybciej szybciej szybciej!
Chyba rzeczywiście sobie to wytatuuję na czole... albo chociaż taki t-shirt z nadrukiem zrobię :/
Taki głupi żarcik a zawsze tak cholernie boli!
Trzymaj się! :*
dzisiaj mam jakis dzień słabości, a moze wykończenia po prostu..gdybym nie liczyła dni to pewnie pomyślałabym,że jestem przed okresem..rozmawiałam z promotorem i mało się nie popłakałam, normalnie łzy stanęły mi w oczach jak sie okazało co JESZCZE mam zmienić w pracy, a co miało być pierwotnie tak jak jest...aż sie biedny spytał, co się stało..a mi dziś poprostu łzy lecą ciurkiem bez powodu, moze to przez te leki stymulujące? jakoś coraz gorzej wszystko znoszę, kiedyś tak nie było..
w poniedziałek pierwszy monitoring przy femarze, nawet jakos strasznie nie jestem ciekawa wyników, jak to mój mąż powiedział: co z tego, że wyniki nasienia mi sie poprawiły, jak i tak efektu tej poprawy brak? no chyba ze femara też na mnie nie działa, no to wtedy to juz chyba niewiele opcji zostaje
starania + dokotora ....niezly miks sobie naszykowalas...i jedno i drugie stresujace....i tu i tu zegar tyka....spokojnie..krok po kroku...wdech i wydech...wszystko sie ulozy
Prośba do komórki jajowej: droga, 23-mm komórko jajowa bardzo cie proszę, nie pekaj! poczekaj do 22.30 jak plemniki wrócą z pracy...przecież wiesz, że bez nich nie jesteś nic warta..
ehhh jak widać z moją głową już coś źle chyba..dzisiaj zaspałam do pracy...normalnie dobrze, że kierowniczka tego nie zauważyła ehh...teraz czekają mnie 3 miesiace ciężkiej nauki do egzaminów i modlitwy, żeby recenzenci przyjęli z łaskawością moją pracę...jakoś bedzie..
ja tego nie rozumiem - wczoraj w monitoringu wyszedł mi pęcherzyk dominujący na skraju pęknięcia, z prognozą że pęknie albo wczoraj albo dziś - do tego wczoraj wieczorem bolał mnie brzuch właśnie po tej stronie co on był, za to sluzu płodnego zero...dziś gdy już byłam pewna że w związku z tymi bólami owulka juz była, nawet tempka troszkę się podniosła, zalało mnie śluzem płodnym...o co chodzi? zobaczymy co wyjdzie jutro na usg..
Kochana ja ostatnio też tak miałam.. już po domniemanej owulacji zalał mnie śluz.. I tak sobie myślałam, że może on cały czas był przy szyjce.. a dopiero teraz zleciał na dół?
Treści zawarte w serwisie OvuFriend mają charakter informacyjno - edukacyjny, nie stanowią porady lekarskiej, nie są diagnozą lekarską i nie mogą zastępować zasięgania konsultacji medycznych oraz poddawania się badaniom bądź terapii, stosownie do stanu zdrowia i potrzeb kobiety.
Korzystając z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki wyrażasz zgodę na użycie plików cookies. W każdej chwili możesz swobodnie zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich zapisywaniu.
Dowiedz się więcej.
leczenie jest drogie...i to jest kolejny smutny fakt...ale ja i tak trzymam za ciebie w kciuki, a twoim obowiązkiem jest aby przestać się tak stresować i napinać!! żyj ! bo warto, bez względu na to jakie kłody to życie rzuca nam pod nogi.
dzięki maxi - chociaż Ty w nas wierzysz. "-Panie premierze jak żyć, jak żyć? - jak to jak? krótko!"
he he...dobre...