tyle tego - może czas się w koncu przestać łudzic, że kiedykolwiek będę matką...na ovu jestem juz prawie weteranką mimo, że leczenie zaczęliśmy wcześniej niz po upływie roku od rozpoczęcia starań, co tu dużo gadać - moze jestem w tych kilku procentach "szczęśliwców" którzy dzieci mieć nie będą nigdy...bez komentarza..
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2014, 11:32
to nie jest rezygnacja - to jest to, jak to wszystko postrzegam
to co napisała dziś w swoim pamietniku XYZ: "cała jestem bólem" zamieniłabym na: "mnie już nie ma, został juz tylko ból"
coraz częściej mam ochotę przerwać starania - przerasta mnie to wszystko, jestem tydzień przed okresem, wiem, ze do zapłodnienia raczej nie doszło, nic na to nie wskazuje, a poza tym pęcherzyk prawdopodobnie nie pękł, ale już teraz z lękiem myśle o tym, jak będzie wyglądało moje życie za kilka dni i jak sie podniosę z kolejnej porażki. Boję sie o samą siebie..
Wkurza mnie to, ze współżycie ma tylko jakiś smak gdy już przejdą dni płodne, ze zmienia sie na gorsze całe moje życie. To nie ma sensu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 kwietnia 2014, 22:00
Coraz częściej myślę o inseminacji i o powrocie do "starego" lekarza.
Za każdym razem jak wychodzę ostatnio od lekarza czuję się taka bezsilna...i cały czas tylko jedno przeczucie, tylko jedna myśle: ze na nic to wszystko - jeżdzenie, leki, badania - na nic...efektu ani nawet głupiej poprawy nie będzie i tak i że to nie od moich wysiłków zależy..nie wiem moze jestem głupia jak but ze tak piszę ale ja tak czuję już od jakiegoś czasu..

a jak wracam i jadę samochodem to mam ochotę rozpędzić się i nie hamować...
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia 2014, 18:34
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia 2014, 22:38
Odchodzę z OVU. Nie chcę już tu być. To nie jest miejsce dla BEZPŁODNYCH. To jest miejsce dla tych, którzy maja problemy bądź nie, ale potem już ich jedynym problemem jest płacz niemowlęcia. Mnie to nie dotyczy. MNIE już dawno nie ma..

Co do mnie to lekarz przy monitorze usg stwierdził: nie wiem jak mam to wyjaśnić...
Torbiel w prawym jajniku zniknęła! Ale jeszcze większa pojawiła się na jajniku lewym....
6cm - to juz kwalifikuje sie do wyciecia..no i mimo zażywania bardzo dużych dawek progesteronu po to by zniknęła torbiel z jajnika prawego, ta na lewym nawet po okresie jest tak duża.....ehhhhh.....szczerze mówiąc to brak mi słów..mam tylko nadzieję, że ten problem z torbielami to jest nasz główny problem - bo to jednak da sie pokonać (przynajmniej tak sie wydaje). Boje sie, że jednak nie, bo wcześniej tak nie miałam, a usg dowcipne miałam nierzadko robione. Lekarz stwierdził, że mogło mi sie coś pozmieniać po prostu i że z fizycznego punktu widzenia to mój organizm mówi, ze najwyższy czas na ciążę, w sensie to by mu dobrze zrobiło...No wiec kolejny miesiąc bez stymulacji, no a jeśli w miesiąc nie zniknie, to dłuzej..chyba wakacje mam z głowy - ta z prawego jajnika była 1/3 mniejsza i znikała 2 miesiace. Dostałam "tylko" bardzo drogie leki do pękniecia pęcherzyka podczas tej owulacji aby znowu się torbiel nie zrobiła...10 tabl - 200 zł - to jest kuracja na 2 miesiące. Innych dostać nie mogę, bo mogłoby to pogorszyć kwestie z torbielą..Lekarz generalnie mam wrażenie, że sie wkurzył - nie wiem czy to dobre słowo...wkurzył, ze to wszystko tak topornie u nas idzie, a szczegolnie u mnie..ja uroniłam parę łez, ale chyba bardziej przez to, że sie ścięłam z małzem..im dłużej to trwa i ciężej idzie, tym mam wieksze wrażenie, że będzie jak ma być po prostu i moje "wypruwanie flaków" nic nie da, trzeba tylko robic co zalecone..
za to pozytywem tego dnia bylo, ze dostałam dwie pozytywne recenzje pracy, więc chyba uda się ją obronić! jupi!!!! za to obrona być moze przesunie sie na drugą połowę lipca z uwagi na niedyspozycję jednego z recenzentów, ale to jeszcze zobaczymy...ehhh moze to wszystko tak właśnie ma być...to co przez pieć lat wydawało mi sie bez sensu i nie do zrealizowania jest coraz blizej, za to to czego tak bardzo pragnę - jest poza moim zasięgiem.
W sobotę jadę do Czestochowy. Popłaczę znowu Matce Boskiej, a potem będzie msza o uzdrowienie - będę o was pamiętać.
Wracam do zakuwania - przed obroną został mi jeszcze jeden egzamin. AA i od wakacji będziemy mieć maleńkiego kotka - zgodziłam sie go wziąć, będę miała więcej czasu to mysle, że to dobry pomysł - przynajmniej jego będę mogła miętosić do woli.
Obawiam sie tylko, że jednak stracę pracę i od nowego roku już nie bedzie nas stać na leczenie...
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 czerwca 2014, 20:51
a od smutasów powstrzymuje mnie nasza kotka - jest tak pocieszna i towarzyska, że nie da się smucić
Wam też życzę jak najlepiej 
Niestety nie jest to zagnieżdżenie. Nie wiem co to było, może jutro się dowiem - jutro idę do lekarza. Już nawet nie mam jakiejś wielkiej nadziei na dobre wieści - że te wszystkie torbiele zniknęły, ale jeśli znowu zrobiło się coś nowego to chyba się załamię. Myślę, że jeszcze długo będę musiała czekać na dzieciątko. Mam tylko nadzieję, że się doczekam. Szczerze mówiąc, mój stan psychiczny co miesiąc pierwszego dnia cyklu to totalna depresja. Łudziłam się, że może teraz się udało. Już prawie w to uwierzyłam - te plamienia, brak PMS, wydłużający się cykl. Niestety - w takich chwilach czuję się jak ostatni głupek, któremu ktoś wcisnął niezły kit..Nie wiem, jak będzie dalej, w staraniach, w życiu, w małżeństwie, w pracy - robi się coraz mniej ciekawie.
"Niepłodna rodzi siedmioro, a więdnie bogata w dzieci..."
Jezu, ufam Tobie.
trzymam kciuki, niech peka bo naprawde pora na niego :)
wez pogadaj z tym jajem,moze poslucha!!!! niech peka!!