X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Dodaj do ulubionych
‹‹ 6 7 8 9 10

21 marca 2014, 19:16

no cóż...pęcherzyk do tej pory nie pękł...ma 23x 23 mm i najwyższa pora na owulację...lekarz stwierdził, ze skoro śluz płodny jest to nic mi nie będzie na pęknięcie dawał, mam się zgłosić w poniedziałek i zobaczymy czy pękł.....ehh mam nadzieję że pęknie

22 marca 2014, 10:51

no cóż...pęcherzyk jeśli pękł to zrobił to bardzo dyskretnie, bo żadnego bólu brzucha nie miałam...za to ovu wyznaczyło mi owulacje na 11 dc, czyli cztery dni temu...hmm..tempka rzeczywiscie na to by wskazywala, co oznacza, ze chyba jednak pęcherzyk nie pękł i nie pęknie...do tego już czuje ciężkie piersi, jakby pod koniec cyklu..no tak no tak tego jeszcze nie było, trzeba żeby problemów z płodnością był full pakiet
tyle tego - może czas się w koncu przestać łudzic, że kiedykolwiek będę matką...na ovu jestem juz prawie weteranką mimo, że leczenie zaczęliśmy wcześniej niz po upływie roku od rozpoczęcia starań, co tu dużo gadać - moze jestem w tych kilku procentach "szczęśliwców" którzy dzieci mieć nie będą nigdy...bez komentarza..:(

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2014, 11:32

22 marca 2014, 13:36

czasem nachodzą mnie myśli typowo "ludzkie" - że to, ze nie możemy doprowadzić do poczęcia czyni nas osobami gorszymi...wiem wiem nie jest tak...ale jednak jak to jest, że jednym to nie sprawia żadnego problemu, a dla mnie zapłodnienie jest czymś w kategorii CUDU przez duze "C", prawdziwego cudu, tak jak wygranie w totka, uzdrowienie ze śmiertelnej choroby, rozmnożenie chleba itp itd. Podziwiam osoby którym sie to udało, choć wiem, że nie powinnam tego postrzegać jako czegoś co albo sie umie, albo nie umie zrobić...nie potrafię spokojnie mówić o pozytywnym teście ciążowym, ciąży, nowym życiu...coś nierealnego - jak fatamorgana...jak wygrana w totka - są ludzie, którym się przytrafia, ale nawet kupując los i tak wiemy, że to nie przytrafi sie nam..i to nie jest pesymizm - tylko przeczucie..
to nie jest rezygnacja - to jest to, jak to wszystko postrzegam

24 marca 2014, 17:57

no cóż - w sumie przeciez nic takiego - znowu nic no bo jeszcze przecież torbieli krwotocznej nigdy nie mialam, no to jakby mnie mogło ominąć...oj tam oj tam...co z tego ze jak sie nie wchłonie to nici ze stymulacji, starań, moze nawet jak dalej tak będzie szybko rosła to trzeba bedzie laparo zrobić....miałam jedną laparo, to mogę mieć i drugą...oj tam oj tam...czym tu się przejmować..
to co napisała dziś w swoim pamietniku XYZ: "cała jestem bólem" zamieniłabym na: "mnie już nie ma, został juz tylko ból"

24 marca 2014, 18:10

Napijmy się! Chociaż w tym będę "lepsza" od ciężarnych - będę pić do woli, aż skończę jako menel pod sklepem...hip hip hurra!

30 marca 2014, 22:01

dziś dowiedziałam się o kolejnej ciąży wśród znajomych i myśle sobie, że świat dzieli sie na dwa światy: jeden w którym ciąża to normalna konsekwencja współżycia, związku dwojga kochających sie ludzi, i drugi - gdzie ciąża to coś w rodzaju - przepraszam ze się powtórzę - wygranej w totka..żeby nie porównywać tego inaczej...
coraz częściej mam ochotę przerwać starania - przerasta mnie to wszystko, jestem tydzień przed okresem, wiem, ze do zapłodnienia raczej nie doszło, nic na to nie wskazuje, a poza tym pęcherzyk prawdopodobnie nie pękł, ale już teraz z lękiem myśle o tym, jak będzie wyglądało moje życie za kilka dni i jak sie podniosę z kolejnej porażki. Boję sie o samą siebie..
Wkurza mnie to, ze współżycie ma tylko jakiś smak gdy już przejdą dni płodne, ze zmienia sie na gorsze całe moje życie. To nie ma sensu.

31 marca 2014, 19:48

moje ciężkie piersi przed okresem mnie wykończą...z bromkiem miało być niby lepiej, ale niestety czasem jest jeszcze gorzej niż było kiedyś. Powinnam pójśc na profilaktyczne usg - boję sie, że coś mi się znowu zrobilo w lewej piersi, miałam tam kilka lat temu guzka, który mi usunięto...ale na razie sobie chyba to daruję, wszystko odkładam na lipiec jak już nie będę wiedziała co robić z czasem - odłożę i to. A moje piersi chyba niedługo wybuchną - są juz chyba nabrzmiałe do granic możliwosci, a tu jeszcze prawie tydzien. No i tak mam już ponad tydzień. Zespół napiecia dwa tyg. przed okresem? tak tak - to możliwe. Miało być lepiej, wyszło jak zawsze.

5 kwietnia 2014, 21:59

ehhh dzisiaj chyba najbardziej jak do tej pory odczulam co to jest mieć wyłącznie znajomych mających dzieci lub spodziewających się ich...same rozmowy o ciąży, o dzieciach itp itd.. ja się nawet nie dziwię - tym żyją. Tylko ja się kompletnie tam nie odnajduje i to nie w takim sensie, ze nie rozumiem o czym mówią - ja po prostu momentami chciałabym jak najdalej uciec. straciłam całkiem nastrój...a wszyscy oczywiście myślą, ze to dlatego, że tak się przejmuję obroną pracy i egzaminami..."noo widać, nie przejmuj się tym tak.."... z tego jednego powodu - mojej niepłodności, chciałabym aby ten etap edukacji w moim życiu jeszcze się nie kończył: wiem, że po obronie wszyscy zaczną natarczywie wypytywać o dziecko (no bo teraz to pewnie nie maja bo ona nie ma czasu), ja przestane mieć proste wytłumaczenie na częste wyjazdy do lekarza - ze jadę na uczelnie lub do biblioteki, no i sama mimo, że wiem, jak wiele rzeczy chcę zrobić gdy już to wszystko będzie za mną, a na które teraz nie miałam czasu, boję się że mimo wszystko zacznie mi się ta niepłodność jeszcze bardziej do łowy dobijać a wtedy to już będzie na prawdę nieciekawie o ile może być jeszcze bardziej nieciekawie..ehh pożyjemy, zobaczymy. trzeba zbierać siły. chyba zacznę mówić, że nie chcę mieć dzieci. To będzie najprostsze, wywoła najwięcej plotek - to lubię!

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 kwietnia 2014, 22:00

5 kwietnia 2014, 23:47

dziewczyny powiedzcie jak wyglada wasze funkcjonowanie wśród znajomych? bo ja dziś z przerażeniem stwierdzilam, ze niedługo nie będę się miała z kim spotykać - wszyscy bliscy znajomi są lub wkrotce bedą dzieciaci.. jak sobie radzicie? bo ja już zaczynam się czuć bardzo samotna.. a moze to ja sie zamykam? tylko jak sie nie zamykać, gdy wiem, ze nie powinnam mówić o naszym problemie, bo to bedzie jeszcze gorsze?

6 kwietnia 2014, 17:35

dzieki dziewczyny ale niestety bliżej mi do spojrzenia vanessy..niestety powiedzenie o problemie najlepszej przyjaciółce która jednak ma dziecko nie spotkało oczekiwanego zrozumienia, zatem dalej sie tego wystrzegam żeby nie żałować...myśle, że w przypadku pozostałych znajomych, już nieco dalszych byloby podobnie, co z resztą potwierdza sie w przypadku naszej znajomej która chyba takie problemy ma (tak przypuszczam, bo jakieś dwa lata temu ogłaszała wszystkim początki starań, po czy ucichła - a każdy boi sie pytać. Ja nie jestem jej bliskim przyjacielem więc nie zaczynam, a bliżsi dla niej, nasi wspólni znajomi jakoś nie widzę żeby wyczuwali temat, wiec w moim przypadku też by pewnie nie wyczuli). Nie jestem poza tym osobą która ma potrzebę dzielenia sie swoim życiem z innymi - wręcz przeciwnie, wystarczy mi jedna zaufana osoba ale niestety już takiej nie mam..nie lubię sama narzucać rozmów które na tematy ktore interesuja tylko mnie, żeby sie pochwalić czy coś..uważam to za dość niskie..ale inni tak nie mają...poza tym mimo, ze nieplodność jest tak powszechna to jednak tylko ci co maja jakis problem potrafią pojać, zę z czymś takim jak zajście w ciążę można mieć problem...inni wogóle nie biorą tego pod uwagę...tak jest w stosunku do nas..myślę że bardzo niewiele osób moze tak o nas myśleć i to tlko ze względu na to, że bylam w szpitalu na ginekologii...inni myślą że my jeszcze nie planujemy dziecka..to widać w rozmowach..ehh dlugo by pisać.

7 kwietnia 2014, 22:00

myślę, ze powinnam zmienić podejście...tzn nie mieć podejscia żadnego...myślę, ze w wielu sytuacjach sami siebie napędzamy...na macierzyństwo, realizację itp itd. Myslę, ze to wszystko nie jest warte moich łez, poświęcenia, pogorszenia relacji..nie mówię, że dziecko nie jest warte, ale że starania nie są warte..chcę byc szcześliwa z moim mężem i nie dawać sobie wmówić, że potrzebne nam do tego dziecko..w ostatnim czasie tyle razy czułam, że mnie to wszystko przerasta, że chyba w końcu przerosło...moje ramiona juz dawno załamały sie pod tym ciężarem, a łez juz chyba zabrakło. Skoro cały czas wszystko jest nie tak, to moze znak, że trzeba, jak to mówia: na to położyć lache i tyle...łatwo napisać, ale moze w końcu powinno coś do mojej pustej głowy dotrzeć...że nie macierzyństwem żyje człowiek...i ze na syzyfa ile by sie nie starał i tak kula spadała do końca. Całe życie sie o coś staralam. Wszystko co osiągałam, to był ogromny wysiłek. Do czego mnie to doprowadziło? Nie mam już siły, to dla mnie za dużo, chcę zapomnieć o staraniach i o instynkcie macierzyńskim - nic z tego nie jest warte jednej chwili naszego życia.

15 kwietnia 2014, 22:25

ehh ten cykl bez monitoringu, bez bardzo długiego (a jedynie długiego) przesiadywania po nocach, z oderwaniem w postaci egzaminów jakoś lepiej znoszę psychicznie przynajmniej na razie. Jutro idę na monitoring tak dla własnej ciekawości, chcę zobaczyć czy coś urosło bez stymulacji i jak ta torbiel.
Coraz częściej myślę o inseminacji i o powrocie do "starego" lekarza.

16 kwietnia 2014, 18:32

dziś usg kompletna klapa szkoda pisać, w jajniku na ktorym nie mam torbieli nic nie ma, w drugim nawet jeśli jest - to nie widać. Endometrium grube, nie wiem czy nie za grube bo 13mm linijne (wiec chyba jeszcze sprzed owulacji, o ile o takiej można mówić). Zaczynam mieć podejrzenie, ze mój jeden jajnik nie działa - jakoś nie przypominam sobie aby kiedykolwiek wśród tylu usg co miałam robione był w nim pęcherzyk dominujący bądź jakiekolwiek ślady po nim..
Za każdym razem jak wychodzę ostatnio od lekarza czuję się taka bezsilna...i cały czas tylko jedno przeczucie, tylko jedna myśle: ze na nic to wszystko - jeżdzenie, leki, badania - na nic...efektu ani nawet głupiej poprawy nie będzie i tak i że to nie od moich wysiłków zależy..nie wiem moze jestem głupia jak but ze tak piszę ale ja tak czuję już od jakiegoś czasu..
0cray.gif
a jak wracam i jadę samochodem to mam ochotę rozpędzić się i nie hamować...
0dash2.gif

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia 2014, 18:34

27 kwietnia 2014, 23:35

Nie nakręcać się...to chyba zrezygnować z owu..tak jak o miesiąc ostatnio boję się, że znowu za kilka dni będę na psychicznym dnie. Na ile jeszcze starczy mi siły, aby się podnosić? W tym cyklu olałam badanie progesteronu i szczerze mówiąc w ogóle mnie nie obchodzi co lekarz na to. Cieszę sie, że w końcu w jednej rzeczy sobie ulżyłam..wiem to pewnie głupio brzmi - bo przecież wszystko dla tego, aby mieć dziecko...otóż nie, nie wszystko..może jak zacznę szanować granice mojej wytrzymałości będę chociaż trochę szczęśliwsza, nawet bez dziecka? Z lekarza w tym tygodniu niestety nie umiem zrezygnować, chcę sie dowiedzieć czy torbiel zniknęła no i leki mi się skończyły..ale już teraz, choć nigdy tego nie miałam i wizyta u gina nie budziła u mnie jakichś wielkich oporów, teraz czuję sie niemal jakby odbywał się gwałt na mojej psychice, na mojej osobie, an moim najskrytszym "ja"...chyba na prawdę już nie mam na to siły..może czas na przerwę...może trzeba w końcu coś zmienić.........

29 kwietnia 2014, 22:38

bardzo kiepsko i u mnie i u mżonka, jest tylko gorzej i gorzej....

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia 2014, 22:38

2 maja 2014, 18:33

Boże, dlaczego cały czas mówisz NIE?????????!!!!!!!!!!!!?????????????????!!!!!!!!!!!!!!!!???????????????????????
Odchodzę z OVU. Nie chcę już tu być. To nie jest miejsce dla BEZPŁODNYCH. To jest miejsce dla tych, którzy maja problemy bądź nie, ale potem już ich jedynym problemem jest płacz niemowlęcia. Mnie to nie dotyczy. MNIE już dawno nie ma..

26 maja 2014, 17:25

I oto nadszedł dzień matki, razem z dniem dziecka to chyba najbardziej smutne dla staraczek święta...Życzę Wam wszystkim dziewczynki i sobie samej, abyście w końcu mogły świętować ten dzień i cieszyć sie z niego całym sercem..Przytulam te, którym dzisiaj może łezka, nawet niejedna zakręci się w oku, bo straciły swoje dzieciątka, albo ich jeszcze nigdy nie widziały...trzymajcie sie ciepło.

3 czerwca 2014, 20:42

Dziś byliśmy u lekarza. Najpierw lekarz przejrzał wyniki męża, wypytał go o hormony tarczycy. Mąż chodzi oddzielnie do endo, ale mimo wszystko lekarz stwierdził, że może jednak trzeba zmienić lek albo szybciej zmienić dawkę, jeśli tsh nie spadnie w stopniu zadowalającym, W sumie - logiczne, na pewno bardziej niż zalecana przez endo wizyta dopiero po wakacjach (!!!!) lekarz stwierdził, że jest to niepokojące, iż po kilkunastu miesiącach leczenia tsh wróciło do stanu sprzed leczenia...co prawda podobno w haschimoto tsh potrafi tak skakać, ale chyba mój mąż jest dość oporny na leczenie. Co ciekawe ostatnio jego endo sama stwierdziła, że dobrze byłoby ograniczać gluten, więc teraz, gdy już będę miała więcej czasu wracamy do diety, bo co prawda małż wyeliminował sine alergeny (mleko i produkty nabiałowe) to gluten i inne średnio uczulające od jakiegoś czasu jadł jak dawniej. Ja sie w sumie nie dziwię - jest tego sporo, a jak sie to zestawi z dietą dla osób z haschimoto to juz nie wiem co mógłby jeść. Np. w niedoczynności tarczycy zalecane jest dużo nabiału, a to największy alergen...nawet warzywa te, które mógłby jeść, w dużej części są nie zalecane w haschimoto...Jesli chodzi o nasienie to lekarz "przyczepia" sie tylko do lepkości - nadal maż ma pić tussipect i dostał jeszcze guajazyl. Oczywiście jest jeszcze zalecenie żeby więcej pił, ale jakoś szczerze mówiąc nie zauważyłam, by sie w tym względzie wysilał. Czasami na prawdę czuję sie z tym wszystkim sama...wkurza mnie, że sam nie wyjdzie z inicjatywą, żeby coś zmienić, kupić zdrowe jedzenie czy cokolwiek, a jeszcze trzeba go pilnować.. :/
Co do mnie to lekarz przy monitorze usg stwierdził: nie wiem jak mam to wyjaśnić...
Torbiel w prawym jajniku zniknęła! Ale jeszcze większa pojawiła się na jajniku lewym.... :( 6cm - to juz kwalifikuje sie do wyciecia..no i mimo zażywania bardzo dużych dawek progesteronu po to by zniknęła torbiel z jajnika prawego, ta na lewym nawet po okresie jest tak duża.....ehhhhh.....szczerze mówiąc to brak mi słów..mam tylko nadzieję, że ten problem z torbielami to jest nasz główny problem - bo to jednak da sie pokonać (przynajmniej tak sie wydaje). Boje sie, że jednak nie, bo wcześniej tak nie miałam, a usg dowcipne miałam nierzadko robione. Lekarz stwierdził, że mogło mi sie coś pozmieniać po prostu i że z fizycznego punktu widzenia to mój organizm mówi, ze najwyższy czas na ciążę, w sensie to by mu dobrze zrobiło...No wiec kolejny miesiąc bez stymulacji, no a jeśli w miesiąc nie zniknie, to dłuzej..chyba wakacje mam z głowy - ta z prawego jajnika była 1/3 mniejsza i znikała 2 miesiace. Dostałam "tylko" bardzo drogie leki do pękniecia pęcherzyka podczas tej owulacji aby znowu się torbiel nie zrobiła...10 tabl - 200 zł - to jest kuracja na 2 miesiące. Innych dostać nie mogę, bo mogłoby to pogorszyć kwestie z torbielą..Lekarz generalnie mam wrażenie, że sie wkurzył - nie wiem czy to dobre słowo...wkurzył, ze to wszystko tak topornie u nas idzie, a szczegolnie u mnie..
ja uroniłam parę łez, ale chyba bardziej przez to, że sie ścięłam z małzem..im dłużej to trwa i ciężej idzie, tym mam wieksze wrażenie, że będzie jak ma być po prostu i moje "wypruwanie flaków" nic nie da, trzeba tylko robic co zalecone..
za to pozytywem tego dnia bylo, ze dostałam dwie pozytywne recenzje pracy, więc chyba uda się ją obronić! jupi!!!! za to obrona być moze przesunie sie na drugą połowę lipca z uwagi na niedyspozycję jednego z recenzentów, ale to jeszcze zobaczymy...ehhh moze to wszystko tak właśnie ma być...to co przez pieć lat wydawało mi sie bez sensu i nie do zrealizowania jest coraz blizej, za to to czego tak bardzo pragnę - jest poza moim zasięgiem.
W sobotę jadę do Czestochowy. Popłaczę znowu Matce Boskiej, a potem będzie msza o uzdrowienie - będę o was pamiętać.
Wracam do zakuwania - przed obroną został mi jeszcze jeden egzamin. AA i od wakacji będziemy mieć maleńkiego kotka - zgodziłam sie go wziąć, będę miała więcej czasu to mysle, że to dobry pomysł - przynajmniej jego będę mogła miętosić do woli.
Obawiam sie tylko, że jednak stracę pracę i od nowego roku już nie bedzie nas stać na leczenie...

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 czerwca 2014, 20:51

23 czerwca 2014, 19:32

Kurcze, zaczynam się niepokoić, jakieś nieprzewidziane plamienie na kilka dni przed spodziewanym okresem...brzuch zaczyna pobolewać jak na okres..nie wiem nie wiem, może to od tych leków na pękniecie pęcherzyka - tylko szczerze to nie wiem, czy i tak znowu torbiel mi się nie zrobiła, bo coś mnie prawy jajnik pobolewał podczas serduszkowania. Nie będę się umawiać na wizytę, poczekam - mam na 30.06 - może jakoś dożyję...ale tego jeszcze nigdy nie było..kurcze oby tylko nie nowe kłopoty..
a od smutasów powstrzymuje mnie nasza kotka - jest tak pocieszna i towarzyska, że nie da się smucić :)

29 czerwca 2014, 19:58

Hajka dzięki :) Wam też życzę jak najlepiej :)
Niestety nie jest to zagnieżdżenie. Nie wiem co to było, może jutro się dowiem - jutro idę do lekarza. Już nawet nie mam jakiejś wielkiej nadziei na dobre wieści - że te wszystkie torbiele zniknęły, ale jeśli znowu zrobiło się coś nowego to chyba się załamię. Myślę, że jeszcze długo będę musiała czekać na dzieciątko. Mam tylko nadzieję, że się doczekam. Szczerze mówiąc, mój stan psychiczny co miesiąc pierwszego dnia cyklu to totalna depresja. Łudziłam się, że może teraz się udało. Już prawie w to uwierzyłam - te plamienia, brak PMS, wydłużający się cykl. Niestety - w takich chwilach czuję się jak ostatni głupek, któremu ktoś wcisnął niezły kit..Nie wiem, jak będzie dalej, w staraniach, w życiu, w małżeństwie, w pracy - robi się coraz mniej ciekawie.
"Niepłodna rodzi siedmioro, a więdnie bogata w dzieci..."
Jezu, ufam Tobie.
‹‹ 6 7 8 9 10