X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Dodaj do ulubionych
‹‹ 4 5 6 7 8 ››

29 października 2013, 21:54

ostatnio koleżanka spytała mnie, czy kontaktowałam się z moją dawną przyjaciółką, co dla niej brak ciąży to na pewno wina "spinania się"...otóż nie..dlaczego miałabym sie kontaktować...dlaczego jak ona była w ciąży ja leciałam z językiem na brodzie żeby ją wesprzeć, a ona napisała mi a propos niepłodności: masz męża, musicie jakoś sobie radzić, a teraz boi się wprost zapytać co tam u mnie, musi pytać przez koleżankę?! czy to że 20 lat byłyśmy przyjaciółkami od serca nie zobowiązuje? ale nie...przecież zapomniałam...to ja sie zamykam i nie odzywam...ach no tak...zapomniałam..ku**** mać! tak! niepłodni to trędowaci! zamknijmy ich w oddzielnych wioskach! w końcu wyginą, przecież NA PEWNO się nie rozmnożą!
w d*** mam wszystkich! (oprócz was dziewczynki:)

8 listopada 2013, 22:10

U mnie ostatnio dużo się działo
jestem świeżo po laparoskopii, wczoraj wyszłam ze szpitala, udrożnili mi jajowód i tym sposobem mam oba drożne! co więcej - nie potwierdziła się czarna teza z endometriozą! ja na razie dochodzę do siebie, lekarz ze szpitala, u którego wcześniej się leczyłam zanim poszliśmy do przychodni napro każe przyjść za miesiąc i proponuje inseminację lub stymulację, ale wcześniej powtórka badań męża. Wszyscy mówią że teraz trzeba jak najszybciej zajść w ciążę - presja jest podwójna. A ja mam czarne przeczucia co do badań męża - Boże jak bardzo chciałabym żeby wyszedł lepszy wynik.....Mąż zestresowany - bo stwierdził, że teraz to już tylko "przez niego" będzie, jeśli nie będziemy mogli zajść...
Ja sama już nie wiem co robić... - czy leczyć sie dalej napro - co przypuszczalnie może dać mniejsze szanse na wyrobienie się w 6 miesiącach z zajściem w ciążę, bo oprócz diety męża i witamin to nic nam na razie raczej nowego nie zaproponuje...czy wrócić do lekarza, który mnie kierował na laparo, u którego leczyłam się wcześniej, który proponuje stymulację czy inseminację (tylko jeśli wyniki męża sie nie poprawią, to nie wiem czy którakolwiek z tych propozycji będzie wchodziła w grę - ten lekarz nie wiedział wyników męża, powiedziałam mu tylko że nie wyszły zbyt dobrze - kazał powtórzyć). Jedno jest pewne - teraz musimy zrobić wyniki męża i wtedy podejmiemy ostateczną decyzję. Jestem strasznie zła na tego lekarza napro, bo straszył mnie mocno tą endometriozą, a wynik ca 125 najprawdopodobniej na prawdę był podwyższony przez okres i zapalenie pęcherza (czemu on zaprzeczył, by to mogło mieć wpływ - w szpitalu mówili wręcz inaczej), Jednocześnie to dzięki niemu odkryliśmy duże problemy z tarczycą mojego męża. On twierdzi, ze mogą mieć one wpływ na wyniki nasienia, a lekarz ze szpitala - że nie. Ktoś czytając mógłby powiedzieć - puknij sie w głowę kobieto i zdecyduj na jednego a nie na dwa fronty działasz...mi też w tym momencie z tym źle - ale nie wiem co wybrać....byłam zdecydowana na napro, ale teraz juz sama nie wiem, tym bardziej, że zdaję sobie sprawę z tego, że muszę JAK NAJSZYBCIEJ po laparo zajść w ciążę...I teraz dochodzę do wniosku, ze moze troche nie tak to rozegraliśmy, że moze trzeba jednak było zaczekać do wyników męża z tą laparo..no ale tego nie zmienię.

8 listopada 2013, 22:18

A na dokładkę, dzień przed pójściem do szpitala dowiedziałam się o ciąży mojej bratowej, natomiast dziś - o ciąży mojej bliskiej koleżanki. I zanosi sie na to, że nasze kontakty chyba się pogorszą - bo niestety ona cały czas musi zwracać uwagę jak to jej ciężko i źle, jakie ma dolegliwości, jak cierpi bo nie moze sie napić kieliszka wina i jakie ma mdłości - opatrzę to tylko jednym słowem komentarza - ku******! Co więcej - robi to świadomie przy ludziach, o których bezskutecznych staraniach wie od dawna....(nie chodzi o nas, o naszych staraniach nic nie wie)
KU***************wa! Ile jeszcze.....?!

9 listopada 2013, 10:44

znikam na razie..ten cykl odpuszczony, a ja się tutaj już coraz mniej odnajduję
pozdrawiam

11 listopada 2013, 19:10

jestem wybrańcem...a właściwie jesteśmy wybrańcami...
statystycznie rzecz ujmując znajdujemy się w tych 15-20% par dotkniętych niepłodnością, a w tym również w 15-20% par spośród tych dotkniętych niepłodnością, które są dotknięte niepłodnością z obu stron! co za wyróżnienie!...
jutro jedziemy na badanie nasienia, może okaże się jednak, że już nie należymy do grona wybrańców...bez żalu bym je opuściła..
coraz więcej osób z ovu zachodzi w ciążę (i bardzo dobrze!), coraz więcej znajomych, u nas nic - ehhhh. chyba najwyższa pora nauczyć się żyć jako osoby niepłodne, które moze, kiedyś...ale niekoniecznie..i nie wiadomo kiedy... tylko nie bardzo wiem jak to zrobić... teraz np. powinnam pisać moją pracę, ale nie - siedzę i czytam o problemie mojego życia..ehhh..
Muszę coś zmienić, zmienić podejście, nie wiem... nikt nie wie o naszych staraniach, nawet z moim pobytem w szpitalu z rodziny się nie dowiedział o co na prawdę chodzi..wie tylko moje eks-przyjaciółka, która nie bardzo chciała towarzyszyć mi w tym problemie i po 20 latach na prawdę zażyłej przyjaźni stała się 'eks". Pewnie sie izoluję...pewnie trochę tak - ale nie mam juz osoby, której z zaufaniem i poczuciem bezpieczeństwa psychicznego i empatii mogłabym i chciała opowiadać o tym wszystkim...tylko w szpitalu potrafilam obcym kobietom mówić otwarcie o tym wszystkim..mimo, ze żadna akurat z niczym podobnym sie nie borykała... cieszę sie że chociaż do tej pory trafiałam w wiekszości na lekarzy, którzy jeszcze mają trochę taktu w rozmowie o niepłodności (oprócz jednego- w szpitalu, ale inni go trochę hamowali), którzy nie krzyczą na głos i nie obwieszczają wszystkim w koło jaki jest problem (a najczęściej operowali łacińskimi określeniami hehhehe). Moja mama nie zrozumie, a nawet może nie zaakceptuje - niestety, mimo, ze jest kochana, mam podstawy by tak sądzić, mojego ojca to nawet nie obejdzie, podobnie jak nie obeszło go to, ze byłam w szpitalu itd itp. Bardziej w tym względzie zmartwili się moi teściowie niż mój własny ojciec...nie wiem dlaczego to piszę, czas konczyć, bez sensu, trzeba sobie odpuścić, tylko jak sie psychicznie nie nakrecać, jak cały czas jakieś wizyty, badania, teraz może stymulacje, inseminacje i nie wiem jeszcze co....chyba nie potrafię o tym nie myśleć..

12 listopada 2013, 20:27

szwy zdjęte, wygląda to nienajgorzej
badania męża nie zrobione - zapisany dopiero na piątek tym razem w klinice
to będzie dopiero dzień prawdy
biorę sie za pisanie pracy, bo wczoraj jak posiedziałam dłużej to tylko brzuch mnie bolał, nic więcej
czekamy jeszcze na badanie alergii pokarmowej mojego mężusia, a wtedy zmieniamy dietę - no....no.. nie bedzie to łatwe
tyle na razie - co dalej okaże sie już niedługo

13 listopada 2013, 20:41

próbuję się przygotować co będzie jeśli wyniki męża nie będą dobre...nie zrezygnujemy..ale znowu chyba trzeba bedzie zwolnić tempo...leczenie mężczyzn jest bardzo długotrwałe...jeśli się nie poprawią, to IUI chyba też nie bedzie - z tego co czytam to nie bardzo byśmy sie kwalifikowali...
ale....musi być lepiej! nie moze byc cały czas gorzej! nie lubie sobie wkręcać, ale co tam - musi być lepiej!

14 listopada 2013, 11:18

Powiedziałam dziś mojemu M., ze moja mam chyba sie domyśla o co chodzi, ze mamy problemy i mój pobyt w szpitalu był z tym związany
Mój M. na to: Ej no to co my teraz zrobimy, nie mozesz zajść w ciążę za szybko bo się w tym utwierdzą :)
Ja na to: no to co robimy?
Mój M.: wiesz co, chyba to co dotychczas
Ja: no tak, moze tym razem nie wpadniemy :)
Uwielbiam takie rozmowy - dają poczucie, ze resztki dystansu do tego wszystkiego jeszcze nie zanikły.. :)

18 listopada 2013, 13:58

mój maż zrobił w piątek badanie nasienia z posiewem, ale - no cóż - po odbiór wyników mu sie nie spieszy - ewidentnie sie boi. Wyników ponoc przez internet czy nawet mailowo odebrać się nie da, ja oferowałam się z pomocą - i tak byłam w mieście mogłam odebrać chociaż wyniki badania nasienia (na posiew trzeba czekać 5 dni) - ale mąż stwierdził, ze po co, ze trzeba poczekać na wszystkie i jak bedziemy jechać na wizytę 11 grudnia (!) to wtedy mozemy odebrać - zatem nie wiem nic.
Mnie coś dziś pobolewa brzuch, boję sie że coś złapałam, bo wczoraj też niewyraźnie sie czułam, no ale zobaczymy..poza tym ostatnio jakoś znowu nie za dobrze pod względem materialnym, samochodowym itp., ale szkoda o tym pisać..wczoraj pomyślałam, ze rzeczywiście juz niedługo grudzień i święta i nowy rok - ten rok był dla mnie najgorszym z moich dotychczasowych, musi być juz tylko lepiej..

19 listopada 2013, 15:08

pierwszy dzień na bromku
wczorajsze badania progesteronu, testosteronu i estradiolu - coraz lepiej, szczególnie progesteron :) musi być lepiej :)

20 listopada 2013, 14:15

Przyszły wyniki mojego męża dotyczące alergii pokarmowych...:/ ma silną wrażliwość na mleko krowie, podwyższoną wrażliwość na jajka, pszenicę, gluten i ziemniaki..W zaleceniach - wyeliminowanie wszystkich tych produktów i pochodnych...czyli życie na mięsie, kaszy gryczanej, warzywach i owocach..
oczywiście zalecane ułożenie indywidualnego programu dietetycznego, cena 300 zł...
KU*****WA!
mąż powiedział, że do żadnego dietetyka nie pójdzie i ani złotówki nie wyda...i że jak mu te badania nasienia nie wyjdą lepsze, to już nigdzie na żądne wizyty nie pójdzie...
Sama jestem wku****wiona strasznie i zastanawiam sie nad sensem tego wszystkiego..pójdziemy na wizytę i będą kolejne zalecenia - podobnie jak na pierwszej - żeby zmienić pracę. Najlepiej niech mąż rzuci pracę i jje korzonki, bo bez dużych pieniędzy, to ta dieta bezglutenowa, bezmleczna, bez ziemniaków i to całe leczenie nie da się zrealizować....
aaa mąż stwierdził, że jak piwa pić nie może, to żytnią zacznie...o tym mowy w zaleceniach nie ma...

22 listopada 2013, 23:09

dzisiaj odebraliśmy wyniki badania nasienia
wyniki poprawiły się - większosć parametrów jest w normie :) poza jednym, ale jakże ważnym: MORFOLOGIA - ani drgnęła i jest nadal na poziomie 1% :( :(
poza tym wyszła bakteria e.coli w posiewie nasienia - moze ona wplywa na morfologię?
trochę nas to przybiło, choc wiem, ze sie trzeba cieszyć że chociaż inne parametry się ruszyły...jednak siedzę i czytam, że tej bakterii na ogół trudno się pozbyć...oczywiście ze staranek w tym czasie nici, żeby się nie zarażać
nie wiem troche co robić, mamy umówioną wizytę na 20 grudnia, ale nie wiem czy nie spróbować jej przyspieszyć, zeby szybciej zacząć leczenie
kuźwa, jeden problem sie rozwiąże, to jest kolejny, już już nie pamiętam kiedy się z mężem kochaliśmy, bo jak nie urok to sraczka...teraz znowu
mam ochotę napisać pracę na temat wpływu niepłodności i jej leczenia na życie małżeńskie i w ogóle satysfakcję z życia..czasem przez to chcialabym odpuścić, nie mam już momentami siły to całe leczenie i wszytko wypełnia ostatnio całe nasze życie, wpływa dosłownie na wszystko, teraz nawet na jedzenie..zaczynam powoli myśleć, że chrzanić takie życie
dziś zrobiłam bezglutenowe pierogi - no nie powiem, cisto bezglutenowe rarytasem nie jest...:/

25 listopada 2013, 19:36

@ przyszła, no i dobrze..już myślalam, że mi sie coś poprzestawiało...
kolejny cykl raczej też bez staranek, moze chociaż pod koniec będę mogła przypomnieć sobie, jak to jest uprawiać seks..ehhhh rozmarzyłam się
biorę bromergon i ...nie mogę spać....to u mnie nowość, bo ja mogłam spać zawsze i wszędzie..mam nadzieję, że to tylko przejściowe, bo dlugo tak nie pociągnę..no i dla potencjalnej ciąży to też chyba nie bardzo

26 listopada 2013, 23:13

recepta na antybiotyk dla męża czeka na nas w przychodni do odebrania, konsultacja lekarska odbyła sie on-line :) przy okazji dowiedziałam się bardzo ciekawej rzeczy, a mianowicie, że mogę sie ubiegać o wydanie opisu całej laparoskopii z archiwum szpitala. Lekarz napro kazał mi taki opis przynieść, bo na karcie informacyjnej informacje są bardzo skrótowe. Dzwoniłam dzisiaj do archiwum szpitala i powiedzieli, żeby im taką prośbę przesłać albo przyjść osobiście, to mi dadzą (bądź wyślą) ten cały opis (kopię). Przesłałam im maila teraz czekam, ale ciekawość mnie zżera :) Niby wszystko mi lekarz powiedział, ale chętnie sobie przeczytam co oni tam dokładnie robili. Szczególnie interesuje mnie czy rzeczywiście ten jeden jajowód udrażniali, czy też po podaniu jeszcze raz kontrastu okazał sie drożny/udrożnił się dlatego, że w karcie informacyjnej miałam tylko wzmiankę, że jajowody obustronnie drożne, a nic nie napisali, że coś w tym celu robili szczególnego. No zobaczymy..

28 listopada 2013, 00:50

postanawiam skupić się na tym, na co mam wpływ - czyli pisaniu pracy. Muszę ją skończyć do końca roku, co będzie trudne przy ciągłym wałkowaniu tematu dziecka. Ostatecznie mogę zostać i bez obronionej pracy i bez dziecka. Postanowiłam przestać sie modlić o dziecko - modlę się o pomoc abym dokończyła co mam dokończyć. Leczenie leczeniem, niczego nie przyspieszę, a wysiadam psychicznie. Oczywiście moje wzniosłe postanowienia będą z pewnością ciężkie do zrealizowania, tym bardziej że i tak muszę prowadzić kartę obserwacji, ale zawsze warto takie postanowienia mieć...Życzcie mi powodzenia, bo ja juz fiksuję...Postaram sie mniej zaglądać do ovu, bo nie bardzo mi to pomaga w nie-myśleniu o naszej beznadziejnej sytuacji...
Powodzenia w staraniach, nasze kolejny miesiąc zawieszone..

30 listopada 2013, 17:06

mam kryzys w małżeństwie. Jakoś się wszystko ponakładało. Przygryzam język aby nie powiedzieć czegoś, czego potem mogłabym żałować. Jest to coraz trudniejsze - martwi mnie to. martwią mnie myśli, które mam w swojej głowie. Czuję się samotna.

30 listopada 2013, 19:46

Dzięki dziewczyny
Maxi za Twoją radą postanowiłam "oswoić wroga" i zaczęłam oglądać filmy i czytać o porodach, dzieciach i ciąży :) poprawiło mi to humor:)
a wszystkim na zimny andrzejkowy wieczór polecam film: pierwszy krzyk, można znaleźć na you tube - jest on o porodach na różnych kontynentach i na różne sposoby

4 grudnia 2013, 22:30

chyba Pan Bóg jeszcze postanowił mnie potrzymać na tym świecie...dzisiaj o maly włos a miałabym wypadek...jechałam prosto, wylotówką z miasta, wyjechał facet z bocznej uliczki i stanął w poprzek mojego pasa jezdni...nie było szans żebym wyhamowała..w ostatniej chwili zjechałam na pas obok nie patrząc nawet czy coś jedzie..a facet dalej stał..kuźwa.....!!!! jak ma mi prolaktyna nie skakać..
a propos prolaktyny - nie wiem czy ten bromergon więcej szkód niz pożytku nie narobi...mianowicie nie mam śluzu płodnego...temperatura zalicza niziny, a na owulację już czas..brzuch mnie pobolewa jakoś dziwnie, w ogóle czuję się masakarycznie "sucha" w środku..czy to może minąć? to już cykl w którym miałam laparo normalniej wyglądał - a wtedy jeszcze bromka nie brałam..

5 grudnia 2013, 21:18

dziś dostałam kopię opisu laparoskopii. Wynika z niej, że podczas zabiegu i podania płynu pod zwiększonym ciśnieniem oba jajowody go przepuściły :) zatem ten co był niedrożny udrożnił się płynem, nic przy nim dodatkowo nie majstrowali :) mam nadzieję tylko, że się znowu nie zapcha. Poza tym macica i jajniki prawidłowe, bez zmian chorobowych. Jestem szczęśliwa, mam jajowody ok :) a co do bromergonu i jakości śluzu to dziś usłyszałam od instruktorki, że nie powinien bromergon go pogarszać - wręcz przeciwnie.
Teraz "tylko" chłopaków poprawić, może ten antybiotyk męża wystarczy, a prolaktyna chyba nie jest tak bardzo trudna do wyregulowania. Może w koncu będzie dobrze... :)

12 grudnia 2013, 20:47

dziś byliśmy o lekarza, który robił mi laparo
powiedział, że nie powinna brać bromergonu, bo moja prolaktyna jest i była w normie i jeżeli mam regularne cykle - mam owulację, nie ma sensu faszerować sie chemią..
stwierdził, że główne nasze problemy są związane z "obniżonymi" (nie: złymi) parametrami nasienia męża, które owszem mogą byc spowodowane bakterią, ale bardziej haschimoto...nie mniej jednak stwierdził, że nawet z tymi parametrami mammy szansę na ciążę naturalną. Zaproponował dwa wyjścia - albo czekać jakieś 3 miesiące, powtórzyć badanie (w tym czasie tsh powinno dojść do normy) i dalej inseminacja lub jeszcze kilka cykli naturalnych prób, albo teraz inseminacja. Z tym, że stwierdził, że w naszym przypadku "mamy jeszcze czas"... my wybraliśmy tę pierwszą opcję. Zaznaczę, iż mojemu mężowi lekarz bardzo przypadł do gustu bo jest konkretny a jednocześnie miły i nie odbiera nadziei..baliśmy sie trochę jak zareaguje na fakt, iż w miedzyczasie poszliśmy do przychodni napro, ale zachował sie w porządku, tylko ta prolaktyna go zdenerwowała..powiedział też, że to nie jest tak, że muszę zajść w ciążę jak najszybciej po laparo bo niedrożnosć moze mi powrócić..bo ona tak po prostu nie powraca..
no i cóż...20 grudnia mamy wizytę w przychodni napro..zobaczymy, co nam tam zaproponują. Podejrzewam, że usłyszymy podobnie jak tu tylko bez opcji inseminacji...jeśli zapropnują mi stymulację to chyba sie nie zgodzę - jaki ona ma sens z obniżonymi wynikami męża?
cieszę sie z tej dzisiejszej wizyty
‹‹ 4 5 6 7 8 ››