w d*** mam wszystkich! (oprócz was dziewczynki:)
jestem świeżo po laparoskopii, wczoraj wyszłam ze szpitala, udrożnili mi jajowód i tym sposobem mam oba drożne! co więcej - nie potwierdziła się czarna teza z endometriozą! ja na razie dochodzę do siebie, lekarz ze szpitala, u którego wcześniej się leczyłam zanim poszliśmy do przychodni napro każe przyjść za miesiąc i proponuje inseminację lub stymulację, ale wcześniej powtórka badań męża. Wszyscy mówią że teraz trzeba jak najszybciej zajść w ciążę - presja jest podwójna. A ja mam czarne przeczucia co do badań męża - Boże jak bardzo chciałabym żeby wyszedł lepszy wynik.....Mąż zestresowany - bo stwierdził, że teraz to już tylko "przez niego" będzie, jeśli nie będziemy mogli zajść...
Ja sama już nie wiem co robić... - czy leczyć sie dalej napro - co przypuszczalnie może dać mniejsze szanse na wyrobienie się w 6 miesiącach z zajściem w ciążę, bo oprócz diety męża i witamin to nic nam na razie raczej nowego nie zaproponuje...czy wrócić do lekarza, który mnie kierował na laparo, u którego leczyłam się wcześniej, który proponuje stymulację czy inseminację (tylko jeśli wyniki męża sie nie poprawią, to nie wiem czy którakolwiek z tych propozycji będzie wchodziła w grę - ten lekarz nie wiedział wyników męża, powiedziałam mu tylko że nie wyszły zbyt dobrze - kazał powtórzyć). Jedno jest pewne - teraz musimy zrobić wyniki męża i wtedy podejmiemy ostateczną decyzję. Jestem strasznie zła na tego lekarza napro, bo straszył mnie mocno tą endometriozą, a wynik ca 125 najprawdopodobniej na prawdę był podwyższony przez okres i zapalenie pęcherza (czemu on zaprzeczył, by to mogło mieć wpływ - w szpitalu mówili wręcz inaczej), Jednocześnie to dzięki niemu odkryliśmy duże problemy z tarczycą mojego męża. On twierdzi, ze mogą mieć one wpływ na wyniki nasienia, a lekarz ze szpitala - że nie. Ktoś czytając mógłby powiedzieć - puknij sie w głowę kobieto i zdecyduj na jednego a nie na dwa fronty działasz...mi też w tym momencie z tym źle - ale nie wiem co wybrać....byłam zdecydowana na napro, ale teraz juz sama nie wiem, tym bardziej, że zdaję sobie sprawę z tego, że muszę JAK NAJSZYBCIEJ po laparo zajść w ciążę...I teraz dochodzę do wniosku, ze moze troche nie tak to rozegraliśmy, że moze trzeba jednak było zaczekać do wyników męża z tą laparo..no ale tego nie zmienię.
KU***************wa! Ile jeszcze.....?!
pozdrawiam
statystycznie rzecz ujmując znajdujemy się w tych 15-20% par dotkniętych niepłodnością, a w tym również w 15-20% par spośród tych dotkniętych niepłodnością, które są dotknięte niepłodnością z obu stron! co za wyróżnienie!...
jutro jedziemy na badanie nasienia, może okaże się jednak, że już nie należymy do grona wybrańców...bez żalu bym je opuściła..
coraz więcej osób z ovu zachodzi w ciążę (i bardzo dobrze!), coraz więcej znajomych, u nas nic - ehhhh. chyba najwyższa pora nauczyć się żyć jako osoby niepłodne, które moze, kiedyś...ale niekoniecznie..i nie wiadomo kiedy... tylko nie bardzo wiem jak to zrobić... teraz np. powinnam pisać moją pracę, ale nie - siedzę i czytam o problemie mojego życia..ehhh..
Muszę coś zmienić, zmienić podejście, nie wiem... nikt nie wie o naszych staraniach, nawet z moim pobytem w szpitalu z rodziny się nie dowiedział o co na prawdę chodzi..wie tylko moje eks-przyjaciółka, która nie bardzo chciała towarzyszyć mi w tym problemie i po 20 latach na prawdę zażyłej przyjaźni stała się 'eks". Pewnie sie izoluję...pewnie trochę tak - ale nie mam juz osoby, której z zaufaniem i poczuciem bezpieczeństwa psychicznego i empatii mogłabym i chciała opowiadać o tym wszystkim...tylko w szpitalu potrafilam obcym kobietom mówić otwarcie o tym wszystkim..mimo, ze żadna akurat z niczym podobnym sie nie borykała... cieszę sie że chociaż do tej pory trafiałam w wiekszości na lekarzy, którzy jeszcze mają trochę taktu w rozmowie o niepłodności (oprócz jednego- w szpitalu, ale inni go trochę hamowali), którzy nie krzyczą na głos i nie obwieszczają wszystkim w koło jaki jest problem (a najczęściej operowali łacińskimi określeniami hehhehe). Moja mama nie zrozumie, a nawet może nie zaakceptuje - niestety, mimo, ze jest kochana, mam podstawy by tak sądzić, mojego ojca to nawet nie obejdzie, podobnie jak nie obeszło go to, ze byłam w szpitalu itd itp. Bardziej w tym względzie zmartwili się moi teściowie niż mój własny ojciec...nie wiem dlaczego to piszę, czas konczyć, bez sensu, trzeba sobie odpuścić, tylko jak sie psychicznie nie nakrecać, jak cały czas jakieś wizyty, badania, teraz może stymulacje, inseminacje i nie wiem jeszcze co....chyba nie potrafię o tym nie myśleć..
badania męża nie zrobione - zapisany dopiero na piątek tym razem w klinice
to będzie dopiero dzień prawdy
biorę sie za pisanie pracy, bo wczoraj jak posiedziałam dłużej to tylko brzuch mnie bolał, nic więcej
czekamy jeszcze na badanie alergii pokarmowej mojego mężusia, a wtedy zmieniamy dietę - no....no.. nie bedzie to łatwe
tyle na razie - co dalej okaże sie już niedługo
ale....musi być lepiej! nie moze byc cały czas gorzej! nie lubie sobie wkręcać, ale co tam - musi być lepiej!
Mój M. na to: Ej no to co my teraz zrobimy, nie mozesz zajść w ciążę za szybko bo się w tym utwierdzą

Ja na to: no to co robimy?
Mój M.: wiesz co, chyba to co dotychczas
Ja: no tak, moze tym razem nie wpadniemy

Uwielbiam takie rozmowy - dają poczucie, ze resztki dystansu do tego wszystkiego jeszcze nie zanikły..
Mnie coś dziś pobolewa brzuch, boję sie że coś złapałam, bo wczoraj też niewyraźnie sie czułam, no ale zobaczymy..poza tym ostatnio jakoś znowu nie za dobrze pod względem materialnym, samochodowym itp., ale szkoda o tym pisać..wczoraj pomyślałam, ze rzeczywiście juz niedługo grudzień i święta i nowy rok - ten rok był dla mnie najgorszym z moich dotychczasowych, musi być juz tylko lepiej..
wczorajsze badania progesteronu, testosteronu i estradiolu - coraz lepiej, szczególnie progesteron
musi być lepiej
ma silną wrażliwość na mleko krowie, podwyższoną wrażliwość na jajka, pszenicę, gluten i ziemniaki..W zaleceniach - wyeliminowanie wszystkich tych produktów i pochodnych...czyli życie na mięsie, kaszy gryczanej, warzywach i owocach..oczywiście zalecane ułożenie indywidualnego programu dietetycznego, cena 300 zł...
KU*****WA!
mąż powiedział, że do żadnego dietetyka nie pójdzie i ani złotówki nie wyda...i że jak mu te badania nasienia nie wyjdą lepsze, to już nigdzie na żądne wizyty nie pójdzie...
Sama jestem wku****wiona strasznie i zastanawiam sie nad sensem tego wszystkiego..pójdziemy na wizytę i będą kolejne zalecenia - podobnie jak na pierwszej - żeby zmienić pracę. Najlepiej niech mąż rzuci pracę i jje korzonki, bo bez dużych pieniędzy, to ta dieta bezglutenowa, bezmleczna, bez ziemniaków i to całe leczenie nie da się zrealizować....
aaa mąż stwierdził, że jak piwa pić nie może, to żytnią zacznie...o tym mowy w zaleceniach nie ma...
wyniki poprawiły się - większosć parametrów jest w normie
poza jednym, ale jakże ważnym: MORFOLOGIA - ani drgnęła i jest nadal na poziomie 1%

poza tym wyszła bakteria e.coli w posiewie nasienia - moze ona wplywa na morfologię?
trochę nas to przybiło, choc wiem, ze sie trzeba cieszyć że chociaż inne parametry się ruszyły...jednak siedzę i czytam, że tej bakterii na ogół trudno się pozbyć...oczywiście ze staranek w tym czasie nici, żeby się nie zarażać
nie wiem troche co robić, mamy umówioną wizytę na 20 grudnia, ale nie wiem czy nie spróbować jej przyspieszyć, zeby szybciej zacząć leczenie
kuźwa, jeden problem sie rozwiąże, to jest kolejny, już już nie pamiętam kiedy się z mężem kochaliśmy, bo jak nie urok to sraczka...teraz znowu
mam ochotę napisać pracę na temat wpływu niepłodności i jej leczenia na życie małżeńskie i w ogóle satysfakcję z życia..czasem przez to chcialabym odpuścić, nie mam już momentami siły to całe leczenie i wszytko wypełnia ostatnio całe nasze życie, wpływa dosłownie na wszystko, teraz nawet na jedzenie..zaczynam powoli myśleć, że chrzanić takie życie
dziś zrobiłam bezglutenowe pierogi - no nie powiem, cisto bezglutenowe rarytasem nie jest...
kolejny cykl raczej też bez staranek, moze chociaż pod koniec będę mogła przypomnieć sobie, jak to jest uprawiać seks..ehhhh rozmarzyłam się
biorę bromergon i ...nie mogę spać....to u mnie nowość, bo ja mogłam spać zawsze i wszędzie..mam nadzieję, że to tylko przejściowe, bo dlugo tak nie pociągnę..no i dla potencjalnej ciąży to też chyba nie bardzo
przy okazji dowiedziałam się bardzo ciekawej rzeczy, a mianowicie, że mogę sie ubiegać o wydanie opisu całej laparoskopii z archiwum szpitala. Lekarz napro kazał mi taki opis przynieść, bo na karcie informacyjnej informacje są bardzo skrótowe. Dzwoniłam dzisiaj do archiwum szpitala i powiedzieli, żeby im taką prośbę przesłać albo przyjść osobiście, to mi dadzą (bądź wyślą) ten cały opis (kopię). Przesłałam im maila teraz czekam, ale ciekawość mnie zżera
Niby wszystko mi lekarz powiedział, ale chętnie sobie przeczytam co oni tam dokładnie robili. Szczególnie interesuje mnie czy rzeczywiście ten jeden jajowód udrażniali, czy też po podaniu jeszcze raz kontrastu okazał sie drożny/udrożnił się dlatego, że w karcie informacyjnej miałam tylko wzmiankę, że jajowody obustronnie drożne, a nic nie napisali, że coś w tym celu robili szczególnego. No zobaczymy..
Powodzenia w staraniach, nasze kolejny miesiąc zawieszone..
Maxi za Twoją radą postanowiłam "oswoić wroga" i zaczęłam oglądać filmy i czytać o porodach, dzieciach i ciąży
poprawiło mi to humor:)a wszystkim na zimny andrzejkowy wieczór polecam film: pierwszy krzyk, można znaleźć na you tube - jest on o porodach na różnych kontynentach i na różne sposoby
a propos prolaktyny - nie wiem czy ten bromergon więcej szkód niz pożytku nie narobi...mianowicie nie mam śluzu płodnego...temperatura zalicza niziny, a na owulację już czas..brzuch mnie pobolewa jakoś dziwnie, w ogóle czuję się masakarycznie "sucha" w środku..czy to może minąć? to już cykl w którym miałam laparo normalniej wyglądał - a wtedy jeszcze bromka nie brałam..
zatem ten co był niedrożny udrożnił się płynem, nic przy nim dodatkowo nie majstrowali
mam nadzieję tylko, że się znowu nie zapcha. Poza tym macica i jajniki prawidłowe, bez zmian chorobowych. Jestem szczęśliwa, mam jajowody ok
a co do bromergonu i jakości śluzu to dziś usłyszałam od instruktorki, że nie powinien bromergon go pogarszać - wręcz przeciwnie.Teraz "tylko" chłopaków poprawić, może ten antybiotyk męża wystarczy, a prolaktyna chyba nie jest tak bardzo trudna do wyregulowania. Może w koncu będzie dobrze...
powiedział, że nie powinna brać bromergonu, bo moja prolaktyna jest i była w normie i jeżeli mam regularne cykle - mam owulację, nie ma sensu faszerować sie chemią..
stwierdził, że główne nasze problemy są związane z "obniżonymi" (nie: złymi) parametrami nasienia męża, które owszem mogą byc spowodowane bakterią, ale bardziej haschimoto...nie mniej jednak stwierdził, że nawet z tymi parametrami mammy szansę na ciążę naturalną. Zaproponował dwa wyjścia - albo czekać jakieś 3 miesiące, powtórzyć badanie (w tym czasie tsh powinno dojść do normy) i dalej inseminacja lub jeszcze kilka cykli naturalnych prób, albo teraz inseminacja. Z tym, że stwierdził, że w naszym przypadku "mamy jeszcze czas"... my wybraliśmy tę pierwszą opcję. Zaznaczę, iż mojemu mężowi lekarz bardzo przypadł do gustu bo jest konkretny a jednocześnie miły i nie odbiera nadziei..baliśmy sie trochę jak zareaguje na fakt, iż w miedzyczasie poszliśmy do przychodni napro, ale zachował sie w porządku, tylko ta prolaktyna go zdenerwowała..powiedział też, że to nie jest tak, że muszę zajść w ciążę jak najszybciej po laparo bo niedrożnosć moze mi powrócić..bo ona tak po prostu nie powraca..
no i cóż...20 grudnia mamy wizytę w przychodni napro..zobaczymy, co nam tam zaproponują. Podejrzewam, że usłyszymy podobnie jak tu tylko bez opcji inseminacji...jeśli zapropnują mi stymulację to chyba sie nie zgodzę - jaki ona ma sens z obniżonymi wynikami męża?
cieszę sie z tej dzisiejszej wizyty
kochana wylej z siebie wszystkie żale! my przyjmiemy wszystko na klate bo Ciebie rozumiemy!! ;)
frutka dzięki za takie wpisy jak ten! Wiem, że było Ci na prawdę ciężko gdy to pisałaś, ale ja to teraz czytając śmieję się bo znajduję w tym siebie. "w końcu wyginą, przecież na pewno się nie rozmnożą!" hahaha! Właśnie tak ostatnio się czuję!