Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2013, 18:38
jednocześnie mam nadzieję, że w końcu będę w ciąży, choć gdy o tym pomyślę, zaczynam się bać: jak będzie z pracą, mieszkaniem, moim doktoratem, małżeństwem...?
Czuję, że jeżeli będę musiała bardziej zawalczyć - od razu się poddam. Możecie mówić co chcecie, ale o ile zawsze staram się doprowadzać sprawy do końca i walczyć, to właśnie gdy myślę, że może jakieś problemy a nie tylko zwykłe zrządzenie losu, ze nie jestem w ciąży do tej pory - myśl ta mnie tak obezwładnia, że czuję totalny brak sił do walki.
Czytam pamiętniki i zazdroszczę kobietom, które czekały i się doczekały..
nigdy nie zrozumie pewnych spraw..im dalej w życiu jestem, tym sprawy które wydawały mi się prostsze, wydają mi się nie do pojęcia..
trochę się tego boję..zawsze myślałam, że wiem na czym stoję, że mam ugruntowany światopogląd, podejście do życia - teraz coraz częściej mam wrażenie, ze te fundamenty kamyczek po kamyczku zaczynają się sypać

nie obwiniam się, bo rzeczywiście to nic nie zmieni, zawsze można gdybać..
czasem myślę, że może to dobrze, że nie zaszłam jeszcze w ciążę, bo to moje życie i zobowiązania mogłyby się odbić na dziecku. Choć podobno zmieniają się priorytety...podobno..
stwierdził, że zarówno lh jak i o dziwo fsh jest ok. Dał mi skierowanie na kolejne badania - progesteron i tsh oraz morfologię, nie wiem dlaczego nie dał mi prolaktyny..Dodatkowo dostałam skierowanie na hsg. Nie kazał jednak robić czystości pochwy, chlamydii i żadnych innych badań, tylko morfologię. Zastanawiam się, czy nie zrobić tych badań na własną rękę. Od dawna dawna mam problem z drożdżakami...
Jestem jakaś przybita tą wizytą..chyba dotarło do mnie, że to wszystko nie przelewki
Postanowiłam zrobić to badanie w poniedziałek na własną rękę żeby jakby co jeszcze się podleczyć i nie brać urlopu na darmo, gdyby mieli mnie odesłać bo coś byłoby nie tak w dniu HSG. U mnie to będzie 9-10 dzień, no chyba że okres spłata mi figla, tylko ja mam krótkie cykle i myślę, czy i tak nie za późno to badanie mi ustalili. Trudno, jak dostanę okres to najwyżej się będę do nich dobijać żeby pozmieniali.
Tymczasem temperaturo - zaskakująco wysoka spada..
ostatnio obiecałam sobie, że hsg będzie moim ostatnim badaniem, więcej po lekarzach łazić nie będę..
nie daję rady sama z myślami. Rozmawiam z moim M. ale nie chcę cały czas go tym zadręczać..poza tym zmiany w pracy mijają się nam, widzimy się tylko w nocy. A ja przychodzę po pracy i zaczynam myśleć i łapać doła..Nie mam z kim pogadać, w sensie z jakaś kobietką, wypłakać się. O moich starankach wie tylko moja przyjaciółka, która - jak to odbieram - nie bardzo czai temat..ma maleńkie dziecko, udało się im w drugim cyklu. Zawsze mówiłyśmy sobie wszystko, ale teraz czuję, że ona mnie nie rozumie. Ostatnio stwierdziła, że powinnam dać sobie spokój z badaniami, lekarzami, bo oni się mylą, a zapewne chodzi tylko o stres i że "za bardzo chcę". Pytam się tylko na co ja mam czekać? Czekałam na prawdę cierpliwie ponad pół roku, potem już trochę bardziej niecierpliwie. Teraz już nawet nie kalkuluję jak byłoby lepiej jeśli chodzi o pracę, naukę...
Ostatnio miałam hsg i nie mogę się pozbierać. Nie to, ze badanie było nieprzyjemne - to w ostateczności nie ma żadnego znaczenia. Jajowód jeden zatkany u ujścia, drugi przepuścił kontrast z opóźnieniem.. szczerze powiem nie spodziewałam się takiego wyniku. Nigdy nie miałam żadnych większych problemów zdrowotnych, operacji, zabiegów. Szłam na badanie i myślałam, że wszystko będzie na pewno ok, że to nie tu tkwi problem. Nie czułam w ogóle wpuszczania kontrastu - czułam tylko jak się ze mnie wylewa. Natomiast przeżyłam bardzo cale zakładanie tych aparatów czy czego tam - lekarz nie mógł mi tego założyć, cały czas mi wszystko "wypadało". Zrobiło się nerwowo bo trochę to trwało, o ile byłam w miarę spokojna przed badaniem to sie leżąc na tym stole zaczęłam denerwować porządnie właśnie przez to, ze cały czas coś było nie tak z zakładaniem tego ustrojstwa. Dziewczyny, możecie sie ze mnie śmiać, ale jak po wszystkim jeszcze usłyszałam te rozmowy, ze niedrożny itd itp to się po prostu przy tych wszystkich lekarzach i kij wie jeszcze kim rozpłakałam..Tym bardziej, ze wiedziałam, iż na tym jajniku przy którym jajowód jest teoretycznie drożny (przepuścił z opóźnieniem, więc nie wiem czy można powiedzieć o udrożnieniu, czy nadal i w przypadku nasienia mogą być problemy z przepuszczeniem), robiła mi się jakiś czas temu torbiel czynnosciowa.. Lekarz mi powiedział, że moja niedrożność jest jeszcze w najlepszym położeniu, bo do "udrożnienia" i że jeżeli nasz problem polega tylko na tym, to jest łatwy do usunięcia, a trudniejsze jest walczenie z hormonami czy problemami immunologicznymi. Nie wiem, może tak mówił, bo sam pracuje na ginekologii operacyjnej i na pewno bardziej się zna na zabiegach niż na hormonach.. Jestem pesymistką, tego nie ukrywam, ale mam przeczucie że to nie jest jedyny problem. Nie obserwuję u siebie śluzu płodnego, boję się, ze mogę mieć wrogi śluz. Mój śluz w dniach owulacji jest wodnisty, ale nigdy nigdy rozciągliwy..Nawet po lnie czy wiesiołku - jest go więcej, jest wodnisty, ale rozciągliwy nigdy. Mój M. chyba w kocu zbada sobie plemniczki, choć odwleka to jak moze i jestem za to na niego zła, zobaczymy ja wyjdą te badania. Hormony mam w normie.
Dziewczyny jestem podłamana. czytałam trochę o udrażnianiu jajowodów, niektórzy twierdzą, ze to nie ma sensu bo i tak często funkcje rzęsek są upośledzone i nie funkcjonują prawidłowo, zwłaszcza właśnie u ujścia jajowodów. Niektórzy od razu kierują do in vitro.

U mnie zbliżają się dni płodne a ja mogę spać i spać - ale tak w sumie było zawsze, mam niskie ciśnienie, dość mało śpię. We wtorek idę do lekarza. Dużo o nim myślałam, nawet czy go nie zmienić - jest młody, nie ma takiego doświadczenia, ale on ma kilka cech, które dziś rzadko spotyka się u lekarzy:
- duże zaangażowanie - dla swojej pacjentki jest w stanie bardzo wiele "załatwić" i dać z siebie: przyjąć po godzinach w szpitalu (bezpłatnie), ustalić "odpowiednią" osobą do przeprowadzenia zabiegów czy badań - i robi to sam z siebie, bez namawiania i próśb ze strony pacjentki;
- szczerość, konkretność i jasność, nawet w tłumaczeniu spraw niemedycznych, ustalaniu terminów itd.;
- nie liczenie na pieniądze nawet w chwilach, gdy robi więcej, niż musiałby. Po tym jak pierwszy raz byłam u niego na wizycie prywatnej odesłał mnie do przychodni, w której przyjmuje w ramach NFZ.
Nie wiem jak dalej będzie, może czas kiedyś będzie go zmienić. Na razie jest miedzy nami nić porozumienia.
Dzięki temu uświadomieniu sobie i przestawieniu pewnych spraw, trochę przygasł mój konflikt (?) z Bogiem..co mnie cieszy najbardziej. Nadal nie rozumiem, nadal pewnie będzie żal, ale jestem spokojniejsza - niech to trwa..

no i boję się trochę o badanie mojego M. (zmobilizował się
, ale to zrobimy dopiero w przyszłym tyg., bo na razie działamy 
wiecie, mimo większego spokoju, mam bardzo dużo złych przeczuć...nie ukrywam, ze jestem pesymistką, ale - może to zabrzmi magicznie - moje przeczucia lubią się sprawdzać (choć z drugiej strony, co do hsg miałam dobre "przeczucia", a wyszło jak wyszło). Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że Pan Bóg sobie ze mnie żartuje..śmieje się z wszystkiego co robię, jakby chciał powiedzieć: dziecko, to i tak na nic..
Nie wiem czy hsg nie rozregulowało mi cyklu trochę - jest 14 dzień, u mnie już zwykle po owulacji, a temperatura rośnie bardzo powoli. Po hsg lekarzowi zrobiło się chyba mnie szkoda i zrobił mi jeszcze w szpitalu usg..wyszło, ze w tym cyklu mam owulację z tego jajnika, przy którym jajowód jest drożny - wiec zapewne w okolicach @ będzie "lekki" stresik, bo jeśli @ przyjdzie, to teoretycznie w następnym cyklu wielkich szans nie mamy..wszystko się opóźni..trudno.
Wczoraj dowiedziałam się, że całkiem niedaleko przyjmuje zielarz, który podobno ma niesamowitą "intuicję" i potrafi np. poznać, czy ktoś bierze leki, czy nie (tylko spoglądając na człowieka)..potrafi podobno powiedzieć czy będzie się w ciąży i ile dzieci się będzie miało
coś jak cyganka-szamanka:) tylko on przyjmuje przy kościele...jest podobno niedoszłym bonifratem. Nigdy z takich trochę magicznych porad nie korzystałam, ale teraz to bym do niego poszła
mój mąż chyba też byłby ciekawy, z tego co się zorientowałam 
gdy szukałam jakichś informacji nt. tego zielarza, znalazłam trochę porad medycyny naturalnej na lepszą płodność. Pisali np., ze najlepiej się kochać między 2 a 5 rano:) czasem nam się to zdarza, jak się zasiedzę nad pisaniem pracy, moze by tak całkiem zmienic swój dobowy rytm?
zawsze mi sie lepiej pisało w nocy, wiec pracę może bym w końcu napisała, chociaż jedno


mi też ostatnio coś dolega i się obawiam że pewnie to torbiel;( A dopiero co zaczeliśmy starania - nie sądziłam że nagle coś zacznie szwankować. Czy miałam jakieś dodatkowe objawy, gdy miałaś torbiel ?? Bo ja mam bóle w podbrzuszu i w krzyżu mnie łupie:/ i taki ten brzuszek wydęty;(
kochana pobolewał mnie więcej tylko ten jajnik (teraz też go odczuwam co jakis czas ale mniej) i to nie tylko w okresie okołoowulacyjnym, poza tym był czas gdy czułam ból po tej stronie podczas stosunku. Ja to wiążę z tą torbielą, bo nic więcej mi nie dolegało. Nie martw się, bardzo często nawet jeśli coś się robi to jest to właśnie torbiel czynnościowa, która szybko znika i nie przeszkadza staraniom,.