Pamiętniki Chwila która zmieniła wszystko - jeszcze musi być dobrze...
Dodaj do ulubionych
1 2 3

11 lipca, 22:36

I jak nie urok to... :D
Po sobocie w pracy walczę z czymś co przypomina zapalenie zatok :|.
Dzień drugi, mam nadzieję, ze tymrazem bez krwotoku - jak to jest, że krwotok z nosa to nic nadzwyczajnego, a krew z żyły nie chce płynąć - ostatnie pobieranie krwi na krzywą cukrowa to tak się wkluwala w 6 miejsc, że wyglądam jak narkoman...
A teraz co? :D myślę o tym, żeby zeszło z zatok do konca cyklu, bo zaczynamy walkę z zastrzykami na pękanie pęcherzyków... czekam na ten 10dc i wizytę u lekarki jak na zbawienie... jakbym znowu uwierzyła, ze może kiedyś się uda...
Wierzę, córeczko, ze pomożesz, że będziesz czuwała, żeby rodzice kiedyś byli szczęśliwi... A teraz mam wrażenie, ze do szczęścia brakuje mi tylko żywego dziecka...

12 lipca, 23:14

Kolejny gorszy dzień, w którym mimo ze wróciłam do domu po 18, z moimi zatokami poszłam spać, więc czasu na myślenie dużo nie ma, ale jak bumerang wraca dziś pytanie, czy to sie uda... Z jednej strony chce wierzyć w te zastrzyki, z drugiej boję się uwierzyć, bo podświadomie boję się rozczarowania...

To dopiero 19dc, a ja czekam na jego koniec jak ma zbawienie, jakby nie wiadomo co miało się wydarzyć w kolejnym..m znowu robię sobie nadzieję, która pryska w jednej chwili...
To chyba będzie krótki cykl, bo czuje że mam typowego doła, jak na koniec prawie każdego cyklu... - moze To i lepiej, skoro i tak nic z teho? Szybciej będzie ten 10dc kolejnego...

Dalej walczę z zatokami... mam wrażenie ze umieram :D w pracy przy kompie się nabijali ze mam nie płakać... łzy od kataru zatokowego to nic przyjemnego... :|

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca, 23:16

14 lipca, 17:23

Kolejny etap skończony... dzisiaj mija równo 8 miesięcy odkąd Cię urodziłam...
I właśnie dzisiaj panowie postawili Ci pomnik... mi się podoba, tatusiowi tez ;). Mam nadzieję, ze Tobie też, ze jak patrzysz na tego anioła, to wiesz, ze zawsze będziemy o Tobie pamiętać... że cokolwiek nas w życiu jeszcze czeka, zawsze będę się zastanawiać jakby to było, gdyby ta jedna chwila która zmieniła wszystko, okazała się tylko złym snem z którego ktoś mógłby mnie tak po prostu obudzić...
Wierzę, ze jeszcze kiedyś dam radę powiedzieć, a potem uwierzyć, ze da się to wszystko jeszcze poskładać, ze nie może być tylko źle...

18 lipca, 20:54

Chyba nigdy podczas staran o dziecko tak bardzo nie czekałam na koniec cyklu... no może po porodzie...
Cykl krótki, bo tymrazem bez leków, więc nawet mnie to nie dziwi...
Jaki będzie kolejny? Ze się uda, to chyba nie wierzę, ale myślę ze robimy krok do przodu, bo to ma być pierwszy z zastrzykami na pękanie... może za którymś razem z zastrzykami się uda?
Z życia w normalnym świecie - od przyjaciółki usłyszałam, ze śniło się jej, ze byłam w ciąży... chyba przestało boleć, czy robić nadzieję... na początku takie sny sprawiały, ze zaczynałam się nakręcac...
Teraz bardziej rozkleilo co innego - 7 letnia córka kuzynki, której unikalam os listopada zapytała wczoraj "A twój dzidziuś to się już urodził?" :| na próbe tłumaczenia padlo typowe dla dziecka pytanie "dlaczego" - i co odpowiedzieć dziecku na pytanie, na które sama tak cholernie chciałabym znać odpowiedz? Bo właściwie dlaczego? Dlaczego nie mogłaś zostać tu z nami? Dlaczego mimo upływu czasu to dalej tak cholernie boli? Dlaczego to wszystko musi być tak bez sensu? Dlaczego...?

22 lipca, 21:13

Po prawie dwóch tygodniach w końcu czuje że zeszło z zatok, jakiś plus...
W pracy się poukladalo, szef docenił to co robię (wyjątkowo nie tylko słownie...), więc trochę pozytywnej energii...
Jak myślałam, cykl był krótki, 24 dni - w zasadzie zależy od punktu odniesienia, bo przed porodem byłby krótki, po bez duphastonu normalny... 26 i 28 było tylko po duphastonie... teraz miałam nie brać, bo pecherzyk nie pękł i podobno duphaston to większe ryzyko torbieli...
Jak na zbawienie czekam na wtorek, z nadzieja ze będzie jakiś pecherzyk do pęknięcia zastrzykiem... że może w końcu coś się ruszy...

26 lipca, 22:45

Za każdym razem wydaje mi się, ze już dłużej tak nie dam rady... że od listopada moje życie to ciągle czekanie na coś...
W listopadzie wydawało mi sie, ze nie przeżyje kolejnego dnia, tygodnia...
Mijają kolejne miesiące, a jednak żyje...
Nadal jak o tym myślę, to mi tak strasznie zle ..
Zwłaszcza patrząc na małe dziewczynki, wciąż zastanawiam się, jak mogłoby wyglądać nasze życie... jak wiele straciliśmy...
Od kilku tygodni czekam na jutro jak na zbawienie... trzymajcie kciuki żebym jutro dostała chociaż trochę nadziei, której tak bardzo potrzebuje...

27 lipca, 21:38

Czasami zaczynam się zastanawiać czego ja właściwie chce?
Dzisiaj na wizycie powiało optymizmem, jest plan, leki wykupione, a ja zamiast w końcu uwierzyć, mówię sobie, że nie mogę uwierzyć, ze mam sie nie nakręcac, to rozczarowanie będzie mniej bolało...
Może jednak bez dzieci też da się byc szczęśliwym? Czy każda kobieta musi mieć dziecko?

1 sierpnia, 15:04

Jutro kolejna wizyta, na której dowiem sie czy te zastrzyk cokolwiek dal...
Jeżeli nie, to pytanie czy mozna zrobic cos jeszcze?
Czy naprawde powinnam sie juz pogodzić z tym, ze nie kazdy musi miec dzieci? Moze jak wreszcie to zrozumiem, będzie po prostu łatwiej dalej zyc?

2 sierpnia, 16:29

I po wizycie...
Ja to już nic nie rozumiem...
Skoku temperatury nie bylo, więc spisalam cykl na straty... a dzisiaj niespodzianka, pecherzyk pekl i jest cialko żółte... czy z niego powstanie coś więcej?
🙏
Wychodzi ze jest moze 2-3dpo, wiec zostaje czekać...

6 sierpnia, 15:09

Minęły kolejne 4dni, wciaz zyje, chociaz zastanawiam się co to za zycie...
Wczoraj dowiedziałam sie ze kuzynka jest w ciąży, niby nic nadzwyczajnego, ale ma ywrnin porodu na początek września... pytanie czemu wszyscy robią z tego taka tajemnice? Czuję sie jak tredowata... jakby wszyscy próbowali ukrywać przede mna ciążę, dzieci... to nir pomaga...
Dzisiaj - kolejna ciaza koleżanki, która jeszczs chwilę temu mówiła ze nie chce byc mezem, ze myśli o rozwodzie, a dzisiaj wspólny znajomy mówi ze jest w kolejnej ciazy...
Czy naprawde wszyscy moga mieć dzieci tylko nie ja?
Gdziekolwiek jesteś daj mamusi sile do dalszej walki z życiem...🙏

9 sierpnia, 22:35

Tak naprawdę nawet nie wiem kiedy bys sie urodzila... trzymam siw daty, którą mi lekarze wyliczali, wg tego wczoraj skończyłabys pol roku... tak naprawdę z racji moich wskazań do cc pewnie z tydzień czy 2 więcej...
Dalej zastanawiam jakby wyglądało nasze życie... jak powinno wyglądać... czy skoro Ciebie nie moglam mieć kolo siebie, bedzie mi dane miec kiedys zywe dziecko?
Mimo ze juz nigdy nie bedzie normalnie, tak bardzo chciałabym dostać od życia szansę na bycie matką żywego dziecka...
Ciebie i tak bede kochać juz zawsze, mimo ze nie mogłaś zostac tu ze mna, juz zawsze będziesz częścią mojego zycia, niezależnie od jego dalszego scenariusza...
Chyba to czekanie jest najgorsze... kiedy juz wiem, pecherzyk pekl, ciałko żółte jest i zostaje czekać...

11 sierpnia, 21:50

Jutro 12, czwartek... zupełnie jak w listopadzie, 12.11 czwartek, którego nie zapomnę do końca życia... 9 miesiecy temu nawet przez myśl by mi nie przeszło, co usłyszę "jutro", 9 miesięcy temu jeszcze byliśmy szczęśliwi, a raczej nieświadomi, bo żyliśmy juz w nieświadomości, a Ty juz nie żyłaś... 😭

12 sierpnia, 20:16

I jednak czwartek 12 nie może być dobrym dniem...
Nie tymrazem 😭
Zaczynamy kolejny cykl walki... ile dam rade? Nie wiem, czasami mam wrażenie ze już nie dam rady... ze może trzeba przestać isc pod prad i zaakceptować wolę zycia, ze jedni maja dzieci a inni nie? Moze czas zacząć uczyć sie życia bez dziecka, zamiast ciągle walczyć o cos, co widocznie akurat dla mnie jest nieosiągalne?
Nigdy nie zrozumiem dlaczego ale co to zmienia?

13 sierpnia, 19:03

2dc... chyba najgorsze w staraniach o dziecko sa te wahania nastrojów...
3 dni kryzysu na poczatku, zs znowu się nie udało, ze zaczynamy od nowa...
Potem nadzieja ze może teraz... i kolejne rozczarowanie i tak to trwa 6 miesięcy... :| czy moje zycie już zawsze tak będzie wyglądać? Ze cokolwiek nie robię pomiędzy "czekaniem" wydaje mi się tylko zabijaniem czasu do wizyty, zastrzyku, pęknięcia, leków itp?

19 sierpnia, 14:00

8dc...
Kryzys minal, znowu jest nadzieja ze "moze teraz " pomieszana z poczuciem bez sensu...
Po prawej stronie jest 17mm pecherzyka,
Po lewej cos z krwia co sugeruje, ze poprzednio jednak nie wszystko było jak trzeba - jednak temperatura nie oszukala 😖
No nic, w 12dc ovitrelle, 13dc duphaston, 19 progesteron i zobaczymy co dalej, ale jakis plan niby jest. Tylko co z tego? 😢

23 sierpnia, 09:49

12dc
Wbrew pozorom dzięki temu ze narzucilam sobie intensywne tempo życia, mimo zmęczenia jest mi trochę lepiej... bo nie mam czasu myśleć... tylko czy na prawdę moje życie ma być ciągła ucieczka przed tym, czego tak bardzo chce, alw boję się ze nie dostanę?
No nic, zastrzyk zrobiony, walka podjęta... poprzedni chyba mi lepiej poszedl, ale cóż, zrobię wszystko żeby się udało... 🙏

25 sierpnia, 12:58

14dc...
Tymrazem dół przychodzi szybciej niz zwykle... minęło 2 dni od podania ovitrelle i nic... temperatura nie drgnela, czyli nic z tego... co dalej? Dalej zostaje czekać na wizytę, kolejny cykl ma byc stymulowany, ale powoli jest coraz mniej nadziei na szczęśliwy finał i zostaje strach, ze się nie doczekam 😭

26 sierpnia, 08:54

15dc...
Znowu nic nie rozumiem... w 8dc byl pecherzyk 17mm, zastrzyk 4 dni, czyki w teorii ma juz 25mm, skoku temperatury brak, az tu nagle dzisiaj 3 dni po Zastrzyku skok o książkowe 0.3... bez sensu, znowu robi w sobie głupia nadzieję... przeciez jeżeli pękł wczoraj to i tak mial w teorii 29mm...
Może to jest problem, ze za późno pekaly? :|
Mam dosyć, nie mam sily na wieczne analizy, które i tak kończą się rozpaczą wraz z końcem każdego cyklu 😭

30 sierpnia, 20:26

19dc...
Chyba potrzebuje dobrego psychiatry... znowu śniło mi sie dziecko... śliczny mały chłopiec, mial blond włosy i moje niebieskie oczy...
Dzisiaj wg skoku temperatury może być 5dpo, alw temperatura spadła :| jest 7 dni po zastrzyku ovitrelle i progesteron 17.7... podobno powyżej 10 znaczy ze była owulacja?
Moze jednak jest szansa? 🙏 może ten mały blondynek, chciał mi powiedziec ze jednak kiedys się doczekam? Córeczko pomóż, spraw żeby sie w końcu udało... 🙏

31 sierpnia, 23:25

Czy po śmierci dziecka naprawdę można być nieszczęśliwym "na pokaz"?
Tak, usłyszałam to od osoby której tak bardzo udałam... ze wszystko co robię, robię po to żeby pokazać światu jak mi źle...
Przez takie osoby znowu wracam dl tego co zaszlo, czy mogłam zrobić coś inaczej... 😢
Córeczko, mamusia Cie kocha i wszystko co robi, robi bo tak cholernie jej Ciebie brakuje... wiesz o tym, prawda? 😭
1 2 3
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego