Beta 79... koniec, kolejny okruszek nie mógł zostać z mamusią...
Boże, znam Twoja wolę, teraz daj mi siłę na dalsze życie, ja już jej nie mam 😭
Beta znowu rośnie, dzisiaj 98...
Dziecka z tej ciąży kolejny raz nie będzie ...więc chciałabym żeby skończyła się jak najszybciej ... 🤯 znowu jestem w ciąży i wiem że dziecka z tego nie będzie ...
Ile jeszcze dam radę tak żyć? 😭
4dpt 59.8
6dpt 80.3
7dpt 79.9
9dpt 98.3
11dpt 98.4
Żegnaj, ostatni okruszku 😭😭😭
Albo może Czy mam siłę nie walczyć? Może to ta walka wbrew logice stała się celem w samym sobie?
Cokolwiek nie wybiorę, mogę za chwilę żałować... co robić, jak żyć? 😔
Mam nadzieję że odnaleźliście siebie i starsza siostra i chociaż Wy jesteście tam razem...
4dpt 59.8
6dpt 80.3
7dpt 79.9
9dpt 98.3
11dpt 98.4
16dpt 150
Wygląda że to jakaś pozamaciczna... 😢
Boże, błagam daj mi siłę... wiesz, że nie dam rady odpuścić...
Jedyny plus, że ten mikropecherzyk jest w macicy... więc wygląda na biochem, co jest lepsze niż pozamaciczna...
Żyjemy w takim kraju, że leków się nie podaje... trzeba czekać... liczę że będzie to szybko i będę mogła myśleć co dalej... czy bardziej chce, czy bardziej się boję...
Co lepiej zniosę? Ewentualną porażkę, czy rezygnację z marzeń o drugim dziecku? Czy może jednak jest szansa na zywe dziecko z drugiej procedury? 🙏
Boże błagam, daj mi siłę...
Jednak pozamaciczna u moja procedura odsuwa się na niewiadomo kiedy... może to czas żeby poukładać w głowie?
Ostatnia nadzieja, zs przed 40tka chociaż będę w ciąży, skoro nie będzie mi dane urodzić....🙏
A teraz błagam, niech ta ciąża się skończy, chce kolejny raz zacząć "normalnie" żyć...
Boże, błagam daj mi siłę... 🙏
26.09
Kolejna wzrostową beta - 158, niby niewiele, ale jednak rośnie...
28.09
Chciałam sprawdzić jeszcze jednego lekarza pod kątem nowej procedury - jeszcze chwila i będę znać wszystkich ginekologów w mieście...
Rano zrobiłam betę, poszłam na wizytę. Zaczęliśmy od obecnej ciąży... pierwsze co wypisał skierowanie do szpitala, jeśli nadal będzie rosła...
Wyniki dostałam po 15... - 176, nadal rośnie...
29.09
Nie było się nad czym zastanawiać, pojechaliśmy... pani ba IP patrzyła jak na wariata, w końcu zdecydowali żeby zbadać betę i dopiero potem dalej rozmawiać... tymrazem nie bezpośrednio z żyły, a założyła wenflon... nie wiem czy to wina moich rąk, które knuje co drugi dzień od 9.09 czy Pani która tak grzebala mi w żyle, że pierwszyvraz od dawna skończyłam na podłodze... zaraz afera, kroplówka, lekarz zszedł z oddziału... po usg usłyszałam że raczej do zostawienia, ale czekamy na bete... wynik 214 nie dawal złudzeń...
03.10
Ciążę znaleźli w jajowodzie dopiero kilku dniach mimo codziennego usg...
Nadal czekam, czy metrotekstat czy jednak laparoskopia z usunięciem jajowodu... tyle z mojej szybkiej procedury 😭
Mam dosyć... nie widziałam dziecka od tygodnia... 😭
Wyciągnęli mi wenflon, bo już mnie ręka bolała, a jedyna rzeczą którą mi dawali przez niego była kroplówka, której bym nie musiała mieć, gdybym nie zaliczyła podłogi po wkłuciu...
02.10
Pierwsza rozmowa co dalej, skoro tej ciąży ewidentnie nie widać, beta nie chce sama spadać... zostaje metroteksat, po nim tydzień leżenia tutaj, bo trzeba sprawdzać betę na 4 i 7 dobę po...
03.10
Beta minimalnie spadła, bo wyszło 190, ale tak naprawdę waha się od przyjęcia między 190 a 215...
Na usg czekałam długo, dopiero koło 17, po pilnych pacjentach... lekarz który jest naprawdę dobry w znajdowaniu takich ciąż na 90% widzial ja w lewym jajowodzie... lekarz namawia na laparoskopie z usunięciem jajowodu, do ivf nie jest potrzebny... niestety ciąża jest w takim miejscu, że trzeba usunąć róg macicy.. oczywiście pierwsze pytanie czy to przeszkadza w procedurze...nie przeszkadza... decyzja należy do mnie, ale on sugeruje zabieg, 2 dni i wracam do domu... mam inne wyjście? Nie spałam cała noc, że świadomością że to ostatnie dni tutaj...
04.10
Bety juz nie badamy, bo bez sensu...
Rano nie jadłam śniadania, wody tyle co do moich tabletek...po 7 przyszedł lekarz co będzie robił zabieg... kazał zjeść śniadanie, bo nie będzie to prędzej niż 13, a może mawet 18-19...
O 8 przychodzi inny i pyta czy wiem że mam nie
jeść... no przed chwilą była wersja że to będzie późno... nie, to może być zaraz...
Wrocil o 14 pyta czy mam wenflon... nie mam... to zaraz założymy...
O 18 przynieśli mi kolację, szukam kogokolwiek kto mi powie jaki jest plan... pytam tego lekarza co był rano, to mówi że kończą ostatni zabieg i zaraz ja...
Jest 19, do tej pory nic nie jadłam i nie piłam... przychodzi lekarz z dyżuru, nie robiąc usg, stwierdza że beta spada (ma te same wyniki co on wczoraj...) I mówi że mam zjeść kolację, bo takich zabiegów nie robi się na dyżurze, bo to niepotrzebne ryzyko....
K*wa naprawdę nikr nie mógł mi tego powiedzieć w ciągu dnia? Ja rozumiem że są pilniejsze przypadki, cesarki, zabiegi ratujące życie... ale nie da się tego powiedzieć przed 19?
Pytam co dalej... to jutro zobaczymy, w zależności od bety będą decyzje... pytam czy skoro nie piątek, to w weekend się da? Tak...
05.10
O 6 chodzą z ciśnieniem... położna mówi że mam nie jeść, gdyby zabieg... bezczelnie zapytałam czy znowu do 19... powiedziała że do obchodu... o 8 beta... lekarka już wiedziała co wydarzyło się wczoraj, przyszła o 10, że czekamy na bete, usg I zobaczymy
Przyszła położna, że zakładamy wklucie gdyby zabieg, mówię jej, że się nie zgadzam, dopóki nie będzie pewności że zabieg siw odbędzie...
beta wzrosła znowu do ok. 200, na usg ona nie widzi... lekarz dyżurny nie podejmie się zabiegu nie wiedząc co usuwa... może jednak powinnam rozważyć metroteksat... powtórzyła że to się wiąże z tygodniem tutaj...
06.10
Kolejna beta, kolejne usg... beta 212, czyli granica błędu z tą przy przyjęciu... na usg nic nie widać, zlecają badania do metroteksatu...
Wieczorem lekarka na obchodzie mówi że na wszelki wypadek mam nie jeść, gdyby jednak zabieg... kolejny raz nie wiem co się dzieje....
07.10
Pobrali krew pod metroteksat...
Pojawia się lekarz co miał w piątek zabieg robić... zdziwiony że nie zrobili... oglada jeszcze raz na usg... widzi w jajowodzie, usuwamy jajowod, bez rogu macicy bo jednak jest głębiej niż w jajowodzie...
Pękłam polały się łzy... patrzy na mnie i pyta co się dzieje... mówię mu że chciałabym konkrety... bo jedni mówią że lepiej metroteksat, bo może się okazać że usuną jajowod bez ciąży... on mówi że zabieg, bo w środę dom, a po metroteksacie tydzień tutaj...
Pytam go czy jest szansa ze nie usuną...."gdybym nie był pewien co widzę nie sugerowałbym zabiegu..."
On sugeruje zabieg... poszłam się ubrać, wychodzę z łazienki a on stoi naprzeciw drzwi i pyta o decyzję, bo jeśli zabieg to ma 20 minut żeby przygotować blok...
Kolejny raz polały się łzy, powiedział że rozumie emocje, ale musimy coś zdecydować... mam iść na sale, ochłonąć i wróci za chwilę...
Zdecydowałam się, podpisałam papiery...
Tymrazem zabieg się odbył...
08.10
Po zabiegu czuje się nieźle, zwłaszcza że jutro dom....w końcu zobaczę moje dziecko...
Aż przychodzi on i mówi że nie usunęli jajowodu bo nie było tam tej ciąży...
Pobrali krew na betę... wieczorem wynik 150... 🫣
09.10
Kolejna krew na betę, rozważają metroteksat... ale pielęgniarki dały wypis sugerując że beta spada i dom... między 12 a 14 dostane wypis...
Beta 135, mąż przyjechał po mnie, a Lekarka zdziwiona, zw nikt nie mówił o wypisie, że dalej myślą o metroteksacie, bo powinna spadać szybciej....
10.10
Dalej myślą... beta 145....
11.10
Dostałam metotreksat...
Wypis na żądanie i dom... czekam na wyniki badań po metroteksacie...
Mlody nawet w domu patrzył czy na pewno jestem.... 😥 2 tygodnie to za długo...
Boże, błagam niech ten metroteksat zadziała... 🙏 Ty najlepiej wiesz, jak bardzo mam dosyć... chce wierzyć, że kiedyś czeka mnie żywe dziecko jeszcze, że nie może być tylko źle... błagam, daj mi siłę... 🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2024, 21:58
Czasami nadal nie dowierzam ze to też dzień mojego dziecka... to już 4... najgorszy był pierwszy, kolejne były trochę łatwiejsze bo z nim... dzisiaj znowu jest trudno... wraca przeszłość, która tam bardzo chciałabym wyprzec z pamięci... ale znam schematy i już się chociaż nie dziwię ze tak jest... bo jak może być, w roku w którym do swojej siostry dołączyły kolejne 2 aniołki? Jest inaczej, bo pierwszego widziałam tylko raz, drugiego nawet jedno usg się nie dało, bo po drugiej becie już wiedziałam zs jest źle... im krótsza ciąża tym niestety dłużej trwa jej koniec... nadal jestem w ciąży, mimo że od 11.09 nie mam nadziei że będzie z niej żywe dziecko...
Tegoroczny dzień dziecka utraconego jest dla mnie wyjątkowo ciężki, bo potrójny, bo po 2 tygodniach szpitala, bo nadal nie wiem czy metrotekstat zadziałał... wiem jedno, chciałabym żeby kiedyś on był starszym bratem... stracił 3 rodzeństwa razem z nami, ale chciałabym żeby kiedyś mógł zostać starszym bratem ... wiem, że byłby cudownym starszym bratem, wiesz, że Wy też to wiecie...
Moja żałoba znowu próbuje się ze mną zaprzyjaźniać ... wydawało się ze mam to przepracowane, coraz bardziej wiem, że chyba się nie da... zaraz listopad... mijają 4 lata... 4 lata które ktoś mi tak prostu zabrał... moje dziecko miałoby 4 lata... mamusia teskni kazdego dnia...🕯🕯🕯
Spadła o 17%, to więcej niż graniczne 15%...
Wypis na własne zadanie był dobrym pomysłem, nie wydarzyło się nic złego... może jedynie 2 spędzone na badaniach, gdzie nikt nie wiedział co ze mną zrobić.... ale lepsze to niż tydzień na oddziale... 😉.
Teraz 3-4 tygodnie i beta powinna być nieciazowa... jedyne czego się teraz boimy to jakieś dziwne bole brzucha, sporej ilości krwi no i tego że beta przestanie spadać... ale podobno szanse na to są małe...
Największy minus metroteksatu to 3 miesiące czekania... ale może to lepiej? Może tamtą ciąża była za szybko? 😔
Wiem jedno, chce spróbować jeszcze raz...🙏
I mamy listopad, miesiąc którego nienawidzę najbardziej... dzisiejszy dzień też jest dziwny...
Nadal nie rozumiem dlaczego... a za 13 dni miną 4 lata... moje dziecko miałoby 4 lata... do tego moje 2 male okruszki... czy można to zrozumieć, pogodzić się? Ja nie potrafię...
I tu dochodzimy do sedna... czasami mam wrażenie że czas ciągnie się jak... a innym razem nie wierze że mija tak szybko...
To już 4 lata 😭 4 lata wiedziałam już że moje pierwsze I tak bardzo oczekiwane dziecko....
Listopad to ciężki miesiąc, zwłaszcza teraz...
Był szpital z młodym w listopadzie, zasłużony zimowy urlop w grudniu... reset głowy jest...
Plan jest... nie chcę pisać o szczegółach, ale mamy plan....zmieniłam klinikę, bo nie potrafiłabym zaufać lekarce, która nie potrafila mi pomóc w ostatniej ciąży.. nawet nie tyle że nie potrafiła, ale nie skierowała nawet nigdzie dalej... nowa wydaje się dużo konkretniejsza, empatyczniejsza...
Do tego jakbym miała mało problemów, teściowa szukała zaczepki odkąd przyjechała, do tego stopnia, że w wigilię stwierdziła że jedzie do domu... takie były nasze święta... nie chciałam tego, ale dlaczego to zawsze ja mam uważać na słowa, poruszane tematy i znosić kazda krytykę, a jak się raz odezwę to obraza majestatu... ciężko budować relacje, jeżeli tylko jedna strona tego chce...
Boże, błagam, niech ten nowy rok będzie inny... gorszy już chyba być nie może.. daj mi siłę...
Jaki to był rok?
Ch...y...
Jak inaczej powiedzieć o roku, gdzie po 2 ciążach ilość dzieci pozostaje bez zmian... źle mi z tym, zwłaszcza że większość dziewczyn które rodziły że mną to już szczęśliwe mamy dwójki... większość znajomych w ciąży to też kolejne ciążę... tylko u mnie bez zmian, co najwyżej powiększyło się grono aniołków...
Do tego bliskie mi koleżanki mają rodzic wtedy kiedy ja powinnam z obu ciąż... z pierwszego tegorocznego transferu byłabym na początku 8mca ciąży... już wiedziałabym czy jesteś chłopcem czy dziewczynka, chociaż wydawało mi się że jesteś dziewczynka, albo prostu bardziej chciałam żebyś nią był...
Z drugiej ciąży byłby początek 5mca... a tak jestem tu gdzie jestem...
Tyle podsumowan, bo jakby nie patrzeć zmian nie ma, co najwyżej robie się obojętna na wszystko i coraz mniej cieszy mnie życie... ile tak sie da?
Życzę każdej z Was żeby 2025 był po prostu lepszy.... w moim przypadku mówiąc wprost, mniej ch...y...
Mimo że pierwsze dni zawsze wyglądały identycznie, i to było tylko czekanie aż każdy dzień się skończy, a kolejny wyglądał podobnie... to jednak czas mijał..
Jak usłyszałam że muszę czekać 3 miesiące do początku procedury to wydawało się ze nie przeżyje tyle czasu... to dzisiaj... od dzisiaj mogę próbować zajść w ciążę...
Dzisiaj myślę że warto było czekać, jest mi dużo lepiej... chce wierzyć że się uda, ale już chyba nie wbrew wszystkiemu...