Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Marzenia o rodzinie...

Autor: MaBi
Wstęp

O mnie: Marta, rocznik 1990, zapalona szydełkomaniaczka i sutaszystka :). Mająca prawie wszystko...

Czas starania się o dziecko: Ogólnie od czerwca 2016, powtórnie od listopada 2016 - po zielonym świetle od lekarza

Moja historia: Ślub w czerwcu 2014. Starania o dzidzię podjęte dwa lata po ślubie. W lipcu 2016 zaszłam w ciążę, niestety radość nie trwała długo - pod koniec 8 tc stwierdzenie pustego jaja płodowego i zabieg łyżeczkowania. Od tamtej pory starania są bezskuteczne

Moje emocje: Ogromna bezsilność, stres, zazdrość.

13 maja, 21:47

Wiem, że to co się dzieje jest moją winą, On jest zdrowy, problem leży po mojej stronie.
Pomimo wizyt w klinice niepłodności tak naprawdę nadal nie wiem co mi jest. Niby wszystkie wyniki mam dobre, owulacja również jest co miesiąc - potwierdzana monitoringiem. Ale ciąży nie ma... Od marca przygotowywaliśmy się do inseminacji, w kwietniu pojechałam na wizytę pełna nadziei, że zabieg się odbędzie - ale doktor rozwiała moje nadzieje stwierdzając, że owulacja była dwa dni wcześniej - badania hormonów tylko to potwierdziły. Nie ukrywam, że bardzo się zdenerwowałam - zawsze owulację miałam w okolicach 17 dnia, a jak chcieliśmy zrobić zabieg to nagle się pospieszyło i była w 13 dniu. Nosz ręce opadają...

Na szczęśnie w tym miesiącu pojechałam na monitoring o wiele wcześniej, 11 dnia już byłam w gabinecie - 13,3mm po prawej. Trochę mało, więc musiałam obserwować się dalej. W piątek kolejna wizyta - urosło do 17,5mm. Dostałam zastrzyk na pęknięcie i wczoraj mieliśmy pierwszą inseminację z którą wiążę tak duże nadzieje, że aż boję się mojej reakcji jak jednak przyjdzie miesiączka. Sam zabieg nie był bolesny, doktor fachowo się mną zajął, mówił po kolei co robi. Ale dzisiaj dziwnie się czuję, pobolewa mnie brzuch po lewej i prawej stronie - taki kłujący. Może schodzi ze mnie stres z ostatnich kilku tygodni.

Tak bardzo nie chcę znów zawieść Męża... Początkowo podchodził do tego na luzie, mówił że w następnym miesiącu się uda. I tak pierwszy miesiąc, trzeci, szósty, dziesiąty... Nadzieja zamieniła się we frustrację, zwłaszcza, że w naszym najbliższym otoczeniu jest teraz bum na ciąże, wszyscy już mają, tylko my zostaliśmy... Nikt nie pyta czy planujemy dziecko, bo wszyscy wiedzą przez co przeszliśmy w 2016r.
Widzę u siebie postęp, bo już nie reaguję płaczem na informację o ciąży koleżanki czy kogoś z rodziny, za to zauważyłam, że Mąż zaczął bardzo to przeżywać. Tak bardzo chciałabym dać mu to o czym tak marzy, ale nie potrafię...

2 komentarze (pokaż)
14 maja, 20:49

Dzisiaj pierwszy dzień z Duphastonem, widzę po sobie skok progesteronu bo pojawiły się krosty na buzi i biust ciut większy i pełniejszy. Normalne objawy u mnie po owulacji.

Zapowiada mi się dość intensywny czas w pracy, teraz pracuję nad platformą firmową, a w piątek jadę na targi biurowe. Może nie będę miała czasu myśleć nad tym czy inseminacja się udała.

Przyznam, że momentami chciałabym skończyć starania. Po półtora roku i każdorazowym rozczarowaniu jestem już zmęczona... Bieganie do lekarza kilka razy w miesiącu, "przytulanie" w określone dni, nerwowe oczekiwanie i nadzieja, że a nóż widelec miesiączka się nie pojawi. Ale pojawia się, zawsze, w terminie.
Fakt, nie płaczę już, gdy dowiem się o ciąży jakiejś znajomej, ale nie potrafię się z nią cieszyć. Niby gratuluję, niby ściskam mocno i mówię, że wszystko będzie dobrze, ale w środku serce mi się rozrywa. Boję się, że przez to stanę się złym człowiekiem...


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 maja, 20:58

0 komentarzy (pokaż)
15 maja, 22:11

Po dzisiejszym dniu jestem totalnie wypompowana, ale bardzo usatysfakcjonowana, że udało mi się wszystko ogarnąć. To było jakieś apogeum: załatwianie kontraktu na tonery dla wiceprezesa, platforma, zamówienia, faktury, WZ-etki, serwisy, zatowarowanie. No dramat jakiś.
A dzisiaj czułam się naprawdę fatalnie, brzuch na dole rwał mnie jak nigdy :/. Nie wiem czy to jest spowodowane zastrzykiem na owulację, czy bardziej Duphastonem. Niby wcześniej miałam taką mieszankę, ale nie przypominam sobie takiego bólu brzucha w drugiej fazie cyklu. I to nie jest ból taki skurczowy czy kłujący, tylko mocno ciągnący.
Najgorsze jest to, że w pracy nie mogę pozwolić sobie na chwile słabości. Ogólnie jestem osobą bardzo skrupulatną, dokładną i skupioną, a złe samopoczucie zaburza moją wydajność, co mnie wkurza. Kolejne dni wcale nie zapowiadają się lepiej, może na piątkowych targach troszkę odpocznę. Prezesi zawiesili mi wysoko poprzeczkę, czasami mam wrażenie, że specjalnie dokładają mi obowiązków, żeby zobaczyć na ile mnie stać.
Dzisiaj nawet nie wzięłam szydełka do ręki, nie mam siły... Na szczęście wszystkie projekty "na już" są skończone i szydełkowanie to teraz tylko relaks :), w planach jest Masza, szydełkowy byczek i bluzeczka, tylko jeszcze nie wiem jaka :)

0 komentarzy (pokaż)
17 maja, 21:46

4 dzień z Duphastonem.
Dziś jest pierwszy dzień kiedy nie boli mnie brzuch, mam tylko takie delikatnie ukłucia od czasu do czasu.
Za to piersi... Dziś rano będąc w łazience zdjęłam koszulkę nocną, żeby wziąć prysznic i zamarłam... Takiego biustu nie miałam nawet przy II kreskach! Chłopaki z pracy patrzą na mnie podejrzliwie, pomimo usiłowania zakrycia biustu luźną bluzką. Tylko czekam, aż padnie pytanie w stylu: Słoneczko czy Ty przypadkiem nie jesteś w ciąży? Jak mam facetom wytłumaczyć, że to wina hormonów i po @ mi to minie? No nie da się. Chociaż bardzo chciałabym powiedzieć, że tak, jestem.
Ciężko ukryć nagły skok rozmiaru z B na C... A Mąż chodzi wokół mnie cały uchachany :), wiem że by chciał, ale ja chyba nie jestem w stanie serduszkować, nie z tym biustem - dużym, ciężkim i bolącym. W końcu będę musiała się przełamać, bo biedak przejdzie załamanie nerwowe :)
To dopiero czwarty dzień, aż strach pomyśleć co będzie za tydzień ;).


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 maja, 22:23

2 komentarze (pokaż)
18 maja, 21:48

Przygód biustowych ciąg dalszy...
Dzisiaj miałam ogromny problem, żeby ubrać się do pracy. Bez kitu, wszystko za małe! Bluzki bardzo opinają się na piersiach, sweterki rozłażą na wysokości biustu. No dramat! Znalazłam coś luźniejszego ale i tak było średnio :/. Dobrze, że odwołałam wyjazd na targi, bo nawet nie miałabym w co się ubrać.
Brzuch dzisiaj lekko pobolewa, ale i tak jest o wiele lepiej niż wcześniej.
Wigoru dodaje mi fakt, że dostałam dzisiaj zdjęcia Maluszka dla którego dziergałam sweterek i buciki :), jest taki uroczy <3. Lubię ubierać dzieci, to dla mnie taka namiastka radości :). Gdy uda mi się już być w ciąży (może kiedyś w końcu się uda) to wydziergam sama całą wyprawkę, a co! ;)

0 komentarzy (pokaż)
21 maja, 21:37

Wczoraj pojechałam do Mamy, niestety sama bo Mąż po wyrwaniu zęba jest nieco opuchnięty i obolały. W sumie przejechałam szybciutko, godzina i byłam na miejscu.
Pojechałam też do Taty, kupiłam śliczną różowo-białą wiązankę, wymieniłam wkłady w zniczach i jak zawsze się popłakałam... Minął ponad rok, a mi za każdym razem lecą łzy jak grochy... Ale muszę przyznać, że jak tak sobie popłaczę to jakoś mi lepiej na duszy, jakoś lżej.

A Mama jest taka rozpromieniona, aż cudnie patrzeć jak się znowu uśmiecha <3. Poznała kogoś :), co prawda młodszy i Mama bardzo sceptycznie podchodzi do tej znajomości, ale widać po niej, że jej się to podoba :). Była nieco zaskoczona jak jej powiedziałam, że chciałabym żeby jeszcze kogoś miała. Bo dlaczego nie? Nikt nie powinien być sam, a ona zasługuje na to by być szczęśliwą. Wiem, że Tata też by tego chciał. Dlatego mam nadzieję, że to się rozwinie w coś więcej. Nie mówię od razu o ślubie, bo może już nie chce być żoną, ale bardziej o takiej bliskiej relacji, żeby nie była sama, żeby mogła się przytulić czy zwyczajnie się wygadać albo wyżalić.

I oczywiście Mama również zauważyła że nieco mnie przybyło w górnej partii ciała. Ale jeszcze za wcześnie, żeby cokolwiek sprawdzać. Ovitrelle może jeszcze być w organizmie, testy i beta raczej niczego nie pokażą. Minął dopiero troszkę ponad tydzień od [email protected] powinnam dostać 30.05. A może nie będzie? Może będziemy mieli prezent na rocznicę ślubu? Tak bardzo bym chciała... Ale jeszcze bardziej boję się rozczarowania...

0 komentarzy (pokaż)
22 maja, 21:44

Wpadł do nas dzisiaj na chwilę brat Męża. Mówił, że niedługo zaczną się starać o Maleństwo. Życzę im jak najlepiej i nawet mówiłam, że im nie odpuszczę, bo będę ciotką która będzie je najbardziej rozpieszczać. Ale w głębi serca poczułam smutek i niepokój. Nie wiem czy będę umiała się z tego cieszyć...

0 komentarzy (pokaż)
24 maja, 20:34

Teoretycznie w przyszłą środę powinnam dostać @. A praktycznie to się zobaczy. Obawiam się, że jednak przyjdzie. To byłoby za proste, żeby 1 IUI się udała. Boję się swojej reakcji i reakcji Męża. On tak pragnie dziecka, ja również... Może za bardzo chcemy? Może dlatego się nie udaje? Nie wiem co o tym myśleć, tak bardzo bym chciała poznać jakąkolwiek diagnozę. Na początku myślałam, że to hormony, wyniki dobre, tsh 1,5 - idealne na ciążę. Potem, że może zrosty w macicy po łyżeczkowaniu - pięknie, wszystko drożne, macica gładka bez zrostów. Później, że niedomoga lutealna - brałam duphaston i luteinę, a i tak dupson...
W pracy, gdy zaczyna się gadka o dzieciach to biorę kartkę z zamówieniem i wychodzę z biura, że niby idę sprawdzić towar na magazynie. Nie chcę słuchać o dolegliwościach ciążowych, pierwszych kąpielach, ząbkowaniu, rozrabianiu. Bo wszyscy już mają lub zaraz będą mieli. Niedawno mój kierownik ogłosił, że będzie trzeci raz tatą. Też kiedyś chciałam mieć przynajmniej troje dzieci, a nie wiadomo czy w ogóle będę miała chociaż jedno. Mój Mąż nie chce słyszeć o in vitro, a adopcji mówi stanowcze nie.
Czemu ja zawsze muszę być ostatnia? Czemu zawsze muszę przegrać?
Wiem, że jeszcze nic nie jet przesądzone, dopóki nie dostanę @ mogę mieć nadzieję. Ale mam wrażenie, że i tym razem będzie miesiąc do tyłu...

0 komentarzy (pokaż)
25 maja, 20:30

Siedzę i ryczę... Łzy płyną mi strumieniami. Dzisiaj dostałam plamienie, czyli znowu się nie udało... Nie mam już sił. Myślałam, że ta inseminacja coś da, że w końcu będziemy rodzicami. A jak zwykle dostałam po twarzy od życia. Przestaję wierzyć, że kiedykolwiek się uda, że kiedykolwiek zobaczę na teście dwie kreski i że usłyszę słowo "mama".
W pracy ostatkiem sił powstrzymywałam łzy, gdy kolega pokazywał film z jego niedawno narodzonym synkiem. Nie umiem cieszyć się z cudzego szczęścia... Wzięłam dokumenty i wyszłam z biura.
Mąż też to mocno przeżył, czasem żałuję że pracujemy razem, w firmie teraz jest bum na dzieci. Każda informacja jest jak nóż wbijany w serce. Do tego koledzy chyba nie widzą (lub nie chcą widzieć), że każda rozmowa na temat dzieci bardzo nas dotyka.
Wszyscy myślą, że jestem taka silna, taka mocna. To fałszywe twierdzenie. Tak naprawdę jestem krucha jak figurka z porcelany. Tylko mój Mąż wie jak jest naprawdę, to przy nim płaczę, to on widzi jak bardzo to wszystko przeżywam i jakie mam wyrzuty sumienia, że to przeze mnie nie może teraz być na miejscu naszych kolegów i cieszyć się z dzieci.
Dzwoniłam do mojej Pani Doktor, poleciła odstawić Duphaston i czekać na @. Mam zadzwonić do niej jutro, żeby ustalić dalszą drogę. Jedyne z czego się cieszę, to to że zawsze mogę do niej zadzwonić, poradzić się...

Czuję się źle, bardzo źle... Jak nic nie warty, niepotrzebny przedmiot...

4 komentarze (pokaż)
27 maja, 17:22

W piątek odstawiłam Duphaston, tylko plamienie jakby zelżało ;/. Czasem poleci kropelka albo dwie czegoś ciemniejszego, a tak to cisza ;/. Ech... Dlaczego nie mogę dostać po prostu okresu, tylko nękają mnie zawsze jakieś dziwne plamienia i to jeszcze nie wiadomo skąd.
Piątek był ciężki zarówno dla mnie jak i dla Męża, od tamtej pory mam problemy ze snem, budzę się często w nocy i nie mogę znowu zasnąć. Mąż też chodzi niemrawy, prawie nie rozmawiamy ze sobą. Nie wiemy jak sobie z tym radzić, nie umiemy nawzajem się pocieszyć. No bo nie mogę powiedzieć "Spokojnie Kochanie za miesiąc się uda", bo to nieprawda. Tak naprawdę nie wiemy czy kiedykolwiek się uda...

Dzisiaj będąc w Kościele natrafiliśmy akurat na 1 rocznicę Komunii dzieciaczków z naszej parafii. I nagle dotarło do mnie, że my możemy tego nie doświadczać jako rodzice. Że mogę nigdy nie zrobić wianka dla córki albo muszki dla synka. Że mogę nigdy nie organizować takich uroczystości. Owszem, mam Chrześniaka, ale to jednak nie jest to samo, pomimo tego że kocham tego łobuziaka najbardziej na świecie.

Mam wrażenie, że gdyby nie Mąż to w ogóle bym nie podchodziła do IUI. Czuję w sobie taki żal, zniechęcenie, smutek i bezradność. Czuję że już odpuściłam.

Jeszcze dwie inseminacje i koniec naszej drogi w walce o dziecko... Nie będziemy podchodzić do in vitro i nie będziemy starać się o adopcję. Mąż tego nie chce, a ja nie będę robić nic przeciw niemu. Gdy się nie udadzą, będę musiała pogodzić się z tym, że będziemy sami. Choć będzie to bardzo, bardzo trudne. I dać wszystkim do zrozumienia, że my dzieci mieć nie będziemy - żeby uniknąć pytań w stylu "A kiedy?", "A dlaczego?" , "Na co czekacie?".

Najgorsze jest to, że przez to wszystko co się dzieje, ja przestałam lubić samą siebie. Biustu, brzucha i dolnych partii dotykam tylko wtedy, gdy się myję. Nie podkreślam już swoich atutów, najchętniej do pracy chodziłabym w trampkach i rozciągniętym dresie lub dżinsach i bardzo luźniej bluzce. I tak mało kogo obchodzę.
Przestałam też lubić serduszkowanie, które mam wrażenie że ostatnio zrobiło się trochę mechaniczne. Zawsze w określonych dniach, zawsze pod wizyty u lekarza. Nie ważne czy mamy ochotę czy nie, trzeba to odbębnić. Więc w sumie robimy to żeby mieć jak najszybciej z głowy.

0 komentarzy (pokaż)
28 maja, 18:42

Plamień ciąg dalszy... Dzisiaj poleciały trzy kropelki i to takie dość jasne. Dzwoniła dzisiaj do mnie moja Pani Doktor. Jak do piątku nie dostanę @ to mam się testować i dać jej znać. A jak będzie @ to od 5 do 9 dnia cyklu jadę z CLO. Później 11-12 dzień cyklu mam przyjechać na monitoring. Dobrze, że chociaż jest jakiś plan.

A ja czekam na środę, bo Mąż dzisiaj zadecydował, że musimy się zresetować po tym wszystkim i w środę jedziemy nad morze :)

1 komentarz (pokaż)
29 maja, 22:31

Przyszła @, 1 dzień przed terminem. Niby się spodziewałam, niby byłam przygotowana, ale i tak niezbyt się z niej cieszę. Pierwszy raz od bardzo dawna @ zaskoczyła mnie w trakcie pracy, zazwyczaj dostaję po powrocie do domu. Ale nie dziś, dziś mój organizm postanowił sprawdzić moją wytrzymałość na ból i zdolność do ukrywania tego oraz skupienia się na pracy.
Serio, myślałam że mnie rozerwie... Taki ból miałam tylko raz, po podaniu tabletki poronnej przed zabiegiem łyżeczkowania. Nie wiem czym to jest spowodowane.

Dobrze, że dzisiaj przed pracą pojechałam do kliniki po receptę na CLO. Od soboty będzie mi potrzebne, a w Trójmieście miałabym problem, żeby znaleźć lekarza.

W ogóle nasz wyjazd stanął dziś pod znakiem zapytania, rano kobitka od której mieliśmy wynająć pokój anulowała naszą rezerwację. Na szczęście Mąż znalazł hotel w miarę rozsądnej cenie. Wiem, że jest nieco rozczarowany tym, że dostałam @, bo to miał być nasz wyjazd. Ale jakoś mu to wynagrodzę. W ogóle nieco mnie zaskoczył, bo gdy powiedziałam mu, że przyszła @ to pogłaskał mnie po brzuchu i powiedział: "Widzisz, robi się nowa szansa". Dobrze, że chociaż on wierzy w to, że może następna IUI się uda, bo ja już straciłam nadzieję...

1 komentarz (pokaż)
2 czerwca, 08:58

Jesteśmy nad morzem :). Regenerujemy się, odpoczywamy i dużo spacerujemy. Moja @ jest w tym miesiącu mega dziwna, gdy we wtorek ją dostałam to fakt troszkę tego było, ale np. wczoraj od południa nie było już nic. Ale ma to swoje plusy ;). Mąż zachwycony, ja w sumie również, możemy serduszkować ile chcemy :)

Wczoraj dowiedziałam się co autor miał na myśli zabierając mnie na ten spontaniczny wypad. Chciał mi pokazał, że bez dziecka też da się żyć i że są momenty gdzie lepiej, że jesteśmy sami. W sumie ma rację... Mając dziecko nie moglibyśmy pozwolić sobie na taki nagły wyjazd, nie wiem jak poradziłabym sobie z dzieckiem na plaży, które ciągle biega, chce pić, jeść, jest zmęczone i płacze. Ale z drugiej strony instynkt macierzyński chyba jest silniejszy...

Dzisiaj biorę pierwszą tabletkę CLO. Dawno z tego nie korzystałam, mam nadzieję, że nie będę miała skutków ubocznych.

Za tydzień mam wizytę w klinice, niestety moja Pani Doktor akurat jest na urlopie i wizyta będzie u innego doktora. Na początku nieco się zestresowałam, ale w sumie to może i lepiej, może będzie miał świeższe spojrzenie na to wszystko, może wymyśli coś nowego.

1 komentarz (pokaż)
4 czerwca, 20:14

Wczoraj wróciliśmy z naszego spontanicznego wypadu. Potrzebny był nam ten wyjazd, musieliśmy odpocząć psychicznie od problemów, pracy i starań.

W sobotę byliśmy w Gdyni, zawsze mówię, że to nasze miasto. Gdy byliśmy tam dwa lata temu to byłam w ciąży... Wtedy spacerując po molu południowym wybieraliśmy imię dla Maleństwa, jeszcze nie na poważnie bo to przecież był początek. Mieliśmy tyle planów, tyle marzeń... Kilka dni po urlopie wszystko runęło jak domino albo domek z kart.
Będąc tam w tym roku Mąż mówił, że za kolejne dwa lata przyjedziemy we troje, w najgorszym przypadku Ja, On i pies :D. W sumie to nawet podoba mi się taki układ :).

Niestety pora wrócić do szarej rzeczywistości, dzisiaj w pracy się nasłuchałam ile to oni mieli roboty, ojejej. Jakoś im nie współczuję. Nie jestem im potrzebna na koniec miesiąca, przez ponad 4 lata prosiłam żeby nauczyli mnie zamykać miesiąc, w końcu co trzy osoby to nie dwie. Ale nie robią tego, a ja nie będę się więcej prosić. Jestem potrzebna tylko do układania faktur i podpinania dokumentów, no i oczywiście wtedy jak wiceprezes sobie o mnie przypomni. Tak samo jak biurówka jest dodatkiem do tonerów, tak ja jestem dodatkiem do chłopaków. Nie zabierają mnie na spotkania, nic mi nie mówią, nie uczą mnie. Ech... Chyba pora pomyśleć na poważnie nad zmianą pracy.
Jutro planuję porozmawiać z kierownikiem, ale czy on mnie zrozumie? Wątpię, choć będę miała spokojne sumienie, że o wszystkim mu powiedziałam. Muszę tylko zdobyć się na odwagę, żeby zacząć rozmowę.

Staraniowo jest ok, @ była wyjątkowo krótka, trochę ponad 4 dni i to taka słaba. Od soboty biorę CLO, i nie miałam jakiś takich wyjątkowych objawów. Do dzisiaj. Od 14:00 co jakiś czas czuję kłujący ból lewego jajnika. To chyba dobrze, mój lekarz mówił mi kiedyś, że jak boli to znaczy że pracuje. A na to liczę :) i mocno się tego trzymam. Spisałam sobie w kalendarzu wszystkie pytania do lekarza, bo jak zwykle mogę o czymś zapomnieć.

0 komentarzy (pokaż)
5 czerwca, 20:32

Zgłupiałam... Wykres pokazał już dni płodne, możliwe to? Fakt śluz jest bardzo wodnisty i lewa strona daje o sobie znać. Temperatura prawie książkowa - 36,7. Nie mogę doczekać się soboty, pomimo tego, że będzie mnie badał inny lekarz. Mam taką nadzieję, że tym razem się uda. Że przed urlopem zobaczę dwie kreseczki. I że wszystko będzie dobrze...

1 komentarz (pokaż)
7 czerwca, 20:13

Rozmawiałam dzisiaj z moim kierownikiem. Niby atmosfera się oczyściła, bo była już taka że można było siekierę powiesić. Niby mi ulżyło, ale tak naprawdę przez całą rozmowę próbowałam się nie rozpłakać. Dało mi to dużo do myślenia... Ja nigdy nie dostanę od firmy Iphona, nigdy nie dostanę służbowego samochodu, nigdy nie będę zarabiała tyle co oni. Nigdy... Kierownik nie powiedział mi tego wprost, ale dał mi to jasno do zrozumienia. Nie byłam wcale wyróżniona jako pracownik, zawsze jak dostałam podwyżkę to inni też dostali.
Niby z kolegą mamy to samo stanowisko, ale to tylko na papierze. Dlatego jutro zapytam czy mogliby obniżyć mi stanowisko z powrotem na asystentkę. I tak jestem niewidzialna, dostrzegana tylko wtedy, gdy coś złego dzieje się z biurówką...

Pozostaje mi tylko czekać na dwie kreski, bo nie wiem czy odważę się złożyć wypowiedzenie. Co miesiąc żyję nadziej, że się uda i będę mogła iść na zwolnienie.

Nauczyłam się bardziej obserwować swoje ciało. Temperatura wciąż niezmiennie 36,7 , śluz zmienił się z wodnistego w lepki, na buzi pojawiły się bolesne krostki ale może jakoś dotrzymam do soboty. Ciekawość mnie zżera czy jakiś pęcherzyk urósł i kiedy będziemy mogli zrobić zabieg.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca, 20:14

0 komentarzy (pokaż)
8 czerwca, 20:15

Zdenerwowałam się dzisiaj... Serio. Mój Mąż od jakiegoś czasu miał napięte stosunki z naszym kierownikiem. Pewnego dnia oboje się unieśli i od tamtej pory prawie się do siebie nie odzywali. No ale mój Mąż zachęcony tym, że ja odważyłam się porozmawiać, to dziś również postanowił porozmawiać z kierownikiem i wyjaśnić tą sytuację. Owszem rozmawiali dłużej niż zazwyczaj, ale to co potem powiedział mi Mąż sprawiło, że dosłownie ręce mi opadły. Nasz kierownik uważa, że był dla mojego Męża za dobry, że Mąż stęka jak tylko ma coś zrobić czy gdzieś pojechać. No serio??? Mówi tak o osobie, która prawie wcale się nie myli, która sprawdza wszystko 3 razy zanim wyśle, bez mrugnięcia okiem jeździ na odbiory i doskonale zajmuje się reklamacjami. I nie sądzę tak, dlatego że to mój Mąż - tylko naprawdę uważam że jest świetnym i wartościowym pracownikiem. Nie wiem czemu kierownik ma o nim takie zdanie, nie rozumiem tego.
Fakt, Mąż ma tendencję do nie odzywania się do danej osoby, gdy ta zajdzie mu za skórę, ale taki ma charakter i nie zmieni tego. Kierownik uważa, że powinien rozmawiać i wyciągać rękę na zgodę. Tak? Przez prawie miesiąc sam widział, że ze mną dzieje się coś niedobrego, że przestałam chodzić z nimi na kawę i mało rozmawiałam. Nie odezwał się ani razu, nigdy nie wziął mnie na stronę i nie zapytał co się dzieje... Ech... Widziałam, że Mąż przeglądał oferty pracy i nie dziwię mu się. Ja mam jeszcze resztkę nadziei, że zajdę w ciążę, a jego nie trzyma już nic w tej pracy.

Osobiście dzisiaj poprosiłam o obniżenie mojego stanowiska ze specjalisty na asystentkę, ale spotkałam się z czynnym oporem. Niby zasługuję na to stanowisko i pracowałam na to 4 lata, ale byłoby mi lżej na duszy gdybym miała niższe stanowisko, w psychice miałabym zakodowane, że jestem niżej to nie dostaję tych wszystkich profitów. Dzisiaj kolega dostał nowego laptopa, a za tydzień mają dostać służbowe samochody. A ja? Na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy dostałam 200 zł brutto podwyżki i to dlatego, że wszyscy na magazynie dostali... Zaczynam już powoli przyzwyczajać się do tej sytuacji. Postanowiłam, że nie będę się przejmować i nie będę aż tak się starać jak do tej pory. Bo to wszystko nie jest tego warte, zajmę się swoją częścią pracy i nie będę się wtrącać w ich sprawy. Mam dwa certyfikaty logistyczno-spedycyjne, planowałam iść na studia logistyczne. Ale po co? I tak to mi niczego nie da, bo zawsze będę na końcu...

Dzisiejszy humor poprawia mi jedynie perspektywa jutrzejszej wizyty w klinice i czekająca nas druga IUI, która zapewne będzie jakoś na dniach.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca, 20:19

0 komentarzy (pokaż)
9 czerwca, 20:10

Jestem po wizycie :) 12 dc a na lewym jajniku mam dwa pęcherzyki: 22mm i 20mm. I szczerze? Na początku zamiast się cieszyć byłam przerażona :D. Jak pękną oba? Jak się uda? Chyba by mi kręgosłup pękł przy bliźniakach :D. Mąż mnie pocieszył: "Przecież masz tytanowy :D". No to fakt, kręgosłup mam tak poskręcany, że nic go nie ruszy :).

Dostałam zastrzyk z Ovitrelle i w poniedziałek będziemy mieli drugą IUI. Nie mogę się doczekać :). Kurczę cieszę się, że CLO tak ładnie zadziałało :).

Zazwyczaj każda sobota była "nasza", ale rano wolałam nie ryzykować <3 przed wizytą. Ale Doktor powiedział żebyśmy dzisiaj wykorzystali wieczór, więc Mąż zachwycony ;). W końcu zaczął się trochę uśmiechać po wczorajszych perypetiach w pracy. Uwielbiam jak się uśmiecha <3, mi też od razu robi się lepiej na duszy :)

0 komentarzy (pokaż)
10 czerwca, 16:15

Niby miałam wczoraj zastrzyk, ale jakoś nie za specjalnie czuję, żeby pęcherzyk miał pęknąć :/. Trochę wczoraj pobolewał mnie brzuch, ale to prawej stronie. Dzisiaj mam duuuużo wodnistego śluzu, to dobry objaw, bo przez 2 dni miałam kremowy. Zobaczymy jutro.
Wczorajszy wieczór wykorzystaliśmy. Dzisiaj mamy zakaz, a w Mężu z rana rozpaliła się namiętność :D. Wbrew sobie musiałam ją zgasić, bo przecież jutro już będziemy mogli <3, bo po zabiegu to nawet wskazane.
Ciekawa jestem jutrzejszego USG przed zabiegiem. Szczerze to wolałabym mieć IUI na niepękniętym jeszcze pęcherzyku, może jakoś dotrzyma do jutra :D

2 komentarze (pokaż)
11 czerwca, 12:58

No więc jestem już po :D. Moje odczucia co do owulacji okazały się słuszne. Pęcherzyk nie pękł wczoraj, tylko dzisiaj zaraz przed IUI :D. Gdy przebierałam się przed zabiegiem zauważyłam na bieliźnie ciągliwy śluz, pierwszy raz od chyba roku :D. To musi być znak :)

Również pierwszy raz miałam okazję zobaczyć owulację na USG :). Doktor tak wpatrywał się w ekran, że aż zaniepokoiłam się, że coś jest nie tak, jednak po chwili zapytał, czy chcę zobaczyć. Pęcherzyk właśnie się opróżniał <3 <3. Moment idealny <3.

Okazało się, że Ovitrelle działa u mnie z opóźnieniem, lub nie działa wcale, bo teoretycznie pęcherzyk powinien pęknąć najpóźniej wczoraj wieczorem. Ale tak się cieszę, że pękł dzisiaj i że mogłam to zobaczyć :)

Doktor zalecił dużo odpoczywać, nie stresować się i przez najbliższe 2 dni serduszkować :)

Mam cudowny humor :)

1 komentarz (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)