X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania Na wszystko jest czas pod Słońcem.
Dodaj do ulubionych
‹‹ 7 8 9 10 11

19 października 2015, 18:46

20cs
25dc
11 lub 13 dpo
poniedziałek

Temp 36,64, ale zmierzona po nieprzespanej nocy (w ogóle nie spałam) i za wcześnie (bo o 6:00), więc nie wpisuję, bo popsuje mi widok. Strasznie źle spałam - tzn w ogóle nie spałam od godz. 0:00 - 6:00.

Gdy wróciłam dziś z pracy i zmierzyłam to miałam 37,10 (o godz. 17:00, prosto z dworu).

Test ciążowy sikaniec zrobiłam po pracy - negatyw. Nie plamię.

Czekam dalej, choć nadzieja trochę spadła na łeb na pysk.

Brzuch mnie pobolewa co jakiś czas okresowo.

No cóż... chyba jednak zapowiada się taki sam koniec jak co miesiąc.

Nadal pracuję na 2 etaty. Dziś miałam 9 lekcji. Znów głos mi wysiadł.

20 października 2015, 21:33

Taki dzień.

72e92956bc16edfdmed.jpg

3 rocznica Ślubu.
Mąż pamiętał. Wziął sobie wolne. Odwiózł do pracy. Wręczył kwiaty. Zabrał na obiad. Zabrał na spacer. Nawet oglądaliśmy nowy blok, który dopiero się buduje, a jest w miejscu w Warszawie, które nam się podoba.

Miło.

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2015, 21:37

21 października 2015, 17:34

Zaczęłam właśnie 21 cykl starań.

Miesiączka przyszła bez zapowiedzi, bez plamień i innych bolączek. Tylko spadek temperatury ją zdradził.

Jakoś nie mam nadziei, że się nam kiedyś uda. Życie nie jest sprawiedliwe.

21 cykl będzie naturalny, bo wizyta w poradni jest dopiero w fazie lutealnej.

Nie mam nic więcej do powiedzenia.

27 października 2015, 22:12

21cs
7dc
wtorek

Zarzucona robotą - chyba jak zwykle. Czy ja się kiedyś z tych papierów wygramolę? Nie wiem. Zawsze mam coś do zrobienia. Papiery leżą wszędzie. Sprawdzania prac co nie miara. Dziś udało mi się sprawdzić wszystkim moim uczniom pracę domową, no ale zajęło mi to z 1,5 godziny. Przed chwilą skończyłam.

Co do dzidziusia staramy się, a tu nic. No cóż u mnie nigdy w żadnej dziedzinie nie było łatwo, więc w sumie nie dziwię się. Szczerze, wiedziałam, że tak będzie... że będą trudności, dziwne by było, gdybym od tak, na pstryknięcie palca coś miała. Na większość ważnych i znaczących rzeczy/zdarzeń w moim życiu, musiałam czekać. Ehh widać taki mój los. Koleżanka z którą dzielę salę "niechcący" zaszła w ciążę z trzecim już dzieckiem. No u mnie niechcący się nigdy nie wydarzy. A szkoda.


W listopadzie mamy kolejną (tzn. drugą) wizytę w Poradni Leczenia Niepłodności. O ile kasa się nie skończyła na NFZ, to powinniśmy mieć podejście do inseminacji jeszcze w tym roku. Wizytę mamy 10.11, więc wtedy wszystko się okaże.

Marzę o tym, żeby zmienić pracę. Na razie mam lojalnościówkę do końca roku szkolnego i nie mogę nic z tym zrobić. Tkwię w jednym punkcie, czuję się "osaczona", bo chciałabym pokierować swoim życiem, a w tym momencie akurat nie mogę. Lojalnościówka mnie trzyma w tym miejscu pracy, a brak ciąży powoduje, że czuję, że stoję, ugrzęzłam i nic nie mogę na to poradzić.

Mój brat prowadzi firmę. Do tej pory pomagałam mu w prowadzeniu biura firmy za darmo, bo ciężko mu było. Od ślubu mojego (od 2012 r.) trochę odstawiłam na tor boczny firmę brata, bo nie wyrabiałam czasowo i psychicznie pracując i w szkole i w firmie. Brat ledwo wiązał koniec z końcem. Ale od września tego roku sytuacja się zmieniła. Jak tak dalej pójdzie to brat wyjdzie na prostą. Zaproponowałam mu, że mogę od września 2016 roku podjąć pracę u niego w biurze (prowadzić biuro i być spedytorem, tzw. 2 w 1, bo to firma transportowa). Na rzeczy się znam, bo tak naprawdę i tak to robiłam przez ostatnie w sumie już 5 lat. Ucieszył się na tę wieść, że chcę zrezygnować z pracy i podjąć pracę u niego. Ma mnie zarejestrować i normalnie płacić pensję.
Jejku jakby to się udało, to zmiana byłaby po prostu fenomenalna. Pracowałabym w domu. Bez pretensjonalnych rodziców, stosu zbędnych papierów, prac domowych i dzieciaków (które fajne są, ale dość męczące w ilości 25 sztuk), bez zdartego gardła i bez pracy po nocach, czy weekendów (tak, tak nauczyciel nie pracuje tylko w szkole; drugą część roboty zabiera w torbie - co ja gadam - w torbach !!!-do domu i ślęczy godzinami, szuka informacji, ciekawych propozycji, czyta, obmyśla, przygotowuje kolejne zajęcia).

Ta myśl, że mogłabym prowadzić biuro firmy transportowej, pracując w domu, sprawia mi przyjemność. Może... kto wie...

2 listopada 2015, 17:06

21cs
poniedziałek

Byłam wczoraj u lekarza na Świątecznej Pomocy Lekarskiej, bo stan mojego gardła się pogorszył. Cała szyja mnie boli (węzły chłonne), gardło tak jakbym miała tam jedną wielką ranę, wczoraj miałam temp. 37,7. Pani doktor stwierdziła, że mam klasyczną anginę. Antybiotyk (ospen 1000) na 10 dni. Zabrakło jej formularzy do zwolnień, więc dziś musiałam jeszcze iść do rejonu po zwolnienie.

No i tu zmartwienie.

Lekarz rejonowy osłuchał mnie i stwierdził, że mam szmery w sercu. Zrobił mi od razu ekg, cukier i zmierzył ciśnienie. Wszystko wyszło dobrze, ale osłuchowo mam szmery rozkurczowe. Dał skierowanie do kardiologa i dostałam leki na spowolnienie pulsu - bo od wielu miesięcy mam puls ok 90-110 spoczynkowe.
Trochę się tym martwię. Mama mnie pociesza, że przy chorobie (anginie w tym przypadku) zdarzają się szmery w sercu.

Zwolnienie mam do 10.11. Anginę wyleczę.

Gorzej z pulsem i sercem.

Za 2 dni mąż ma wizytę u androloga.

4 listopada 2015, 19:29

21 cs
15 dc
środa

Po wizycie u androloga.
Panie w rejestracji na Pl. Starynkiewicza w Warszawie chyba siedzą tam za karę. Są tak niemiłe, a wręcz chamskie, że człowiek jak z nimi rozmawia to ma wrażenie, że cofnął się w czasie o 30 lat.

Mąż miał badanie nasienia (bo okazuje się, że poprzednie, które robiliśmy w grudniu zaraz się przeterminuje). Na szczęście nie paradował z pojemniczkiem po korytarzu, wszystko załatwił w gabinecie. Gabinet androloga zawiera w sobie "pokoik" do "pobrania" materiału.

Jutro musimy jechać jeszcze raz, bo mąż musi zrobić badania z krwi, a dziś już laboratorium było zamknięte.
Potem jedziemy 10.11. na naszą wspólną wizytę. I zobaczymy co dalej.


W sprawie mojego tętna (bo mam podwyższone od wielu miesięcy) - dostałam w poniedziałek od lekarza internisty lek na obniżenie tętna. Trochę mnie to podłamało, bo takie leki to się zaczyna brać w nieco starszym wieku niż 34. No, ale po chorobie (bo cały czas leczę się z anginy) zamierzam trochę się uruchomić i spróbować plus zbić zdrowym trybem życia.

W poniedziałek 9.11. idę na echo serca, a wizytę u kardiologa udało mi się załatwić na 14 stycznia 2016 :).

5 listopada 2015, 12:50

21cs
16dc
czwartek

Byliśmy dziś na badaniu krwi męża. Odebraliśmy też wyniki badania nasienia. Okazuje się, że mąż ma bardzo wysoką aglutynację (zlepianie się plemników). Zaznaczone w wyniku: +++ Androlog powiedział, że taka aglutynacja mocno wpływa na ilość plemników, bo chociaż jest ich dużo (bo aż 238 mln), to przez aglutynację jest ich dużoooo mniej. Mąż dostał zalecenie - mucosolvan 2x1 oraz androvit 1x1 przez 3 miesiące i za 3 miesiące badanie nasienia do powtórzenia.

Zastanawiam się tylko czy fakt wysokiej aglutynacji nie odsunie nam kwalifikacji do IUI o te minimum 3 miesiące. Eh, co zrobić.

10.11. nasza wizyta w Poradni.

9 listopada 2015, 19:04

21cs
20dc
poniedziałek

Miałam dziś robione echo serca. Wynik bardzo dobry. ufff
Mój wysoki plus to na pewno nie wynik wady serca, bo i echo serca i ekg wyszło wzorowo.
Podejrzewam, że po prostu mam nerwicę - praca w szkole w trudnej klasie przez 3 lata mnie załatwiła.
W styczniu jeszcze wizyta u kardiologa, badania. Jak się okaże, że kardiologicznie jest ok, to idę do psychologa.

Zrobiłam też dziś wymaz z gardła i nosa, bo gardło mnie boli non stop, a w nosie mam jakąś bakterię, która od wakacji odnawia mi się co kilka tygodni.

Jutro nasza wizyta w Poradni Leczenia Niepłodności. Ciekawa jestem co nam jutro powiedzą.

Od 2 dni chodzę z kijami (nordic-walking). Średnio robię 4,5 km. :)

10 listopada 2015, 21:20

21cs
21dc
wtorek

Oj co to był za dzień. Jest 21:00, a ja dopiero teraz usiadłam i odpoczywam. Generalnie bardzo bardzo pozytywnie. :) NFZ też zaskakuje pozytywnie.

Okazuje się, że do IUI możemy podejść z kolejnym cyklem, czyli za kilka dni. Będzie na cyklu naturalnym. Mam 8-9 dnia cyklu przyjechać na monitoring. Modlić się tylko, żeby 8-9 dzień cyklu nie wypadł w weekend.

Oprócz tego, musiałam zrobić dodatkowe badania, bo wyszła w międzyczasie nowelizacja ustawy invitro.
Oprócz badań na żółtaczkę typu C, B, kiłę, HIV, musiałam zrobić dodatkowe. Na szczęście dziś mi się udało (właśnie wróciłam z laboratorium).

z krwi:
Różyczka IgG
Toxoplazmoza IgG
Toxoplazmoza IgM
CMV IgG (cytomegalia)
CMV IgM

wymaz:
cytologia
chlamydia trachomatis wymaz PCR
posiew tlenowy
posiew beztlenowy
posiew na grzyby

Za wszystkie dzisiejsze badania zapłaciliśmy z 10% zniżką 366 zł. Niestety tych badań NFZ nie refunduje.

Także czekamy na nowy cykl. Nie wiem jeszcze jak ja załatwię "zwolnienie" z pracy na "te dni".

Generalnie pozytywnie. :)

11 listopada 2015, 12:35

21cs
22dc
środa

Wczoraj robiłam badania, a dziś już odebrałam wyniki online. Nie będę tu wypisywać liczby i znaczków, napiszę ogólne wnioski:

Cytomegalia - stan po przebyciu choroby, nabyta odporność,
Różyczka - stan po przebyciu choroby, nabyta odporność,
Toxoplazmoza - dawne przechorowanie toksoplazmozy, nabyta odporność.

Najlepsza sytuacja dla mnie. :) Nie mam obaw, że zachoruję podczas ciąży.

Na wyniki z wymazu czekam - pewnie ok 10 dni.

Nie napisałam wczoraj, że lekarka u której byłam w Poradni jest superrrrr! Ludzka, kontaktowa. Stwierdziła, że nie ma sensu, aby mierzyła temperaturę, bo odkąd prowadzę obserwację, mam 21 cykli niemalże identycznych tzn. wzorowe cykle, zawsze jest owulacja, zawsze jest skok, zawsze mniej więcej w tym samym czasie (od 9 do 13 dc). Powiedziała, że dalsze mierzenie temperatury jest bez sensu, bo powielam tylko te same wzorcowe cykle. Radziła, aby odstawić termometr i używać tylko testów owulacyjnych, wyluzować się, pójść z mężem na spacer itp. Wzięłam sobie to do serca, bo po co mi to mierzenie temperatury?

Zdecydowałam więc, że przestaję mierzyć w całym cyklu. Będę tylko mierzyć w okolicy owulacji, aby mniej więcej wiedzieć kiedy jest skok temperatury (po skoku zawsze mam 13 dni i miesiączka). Takie mierzenie z zaznaczeniem skoku pozwoli mi określić długość cyklu zanim się skończy i zaplanować działania (wizyty, zwolnienia, zastępstwa) na kolejny cykl.

Co do leków lekarka mówiła, żebym dalej brała to co biorę plus dorzuciła mi Folacid 5mg - czyli mega dawka kwasu foliowego ze względu na moją mutację genu.

Mój zestaw obecnie:
acard 75 mg - 1x dziennie
euthyrox N 75 mg - pół tabletki/ doba
Femibion Natal 1 - 1x dziennie (tam jest zmetylowana postać kwasu foliowego)
wit. D 2000 - 1xdziennie
Folacid 5mg - 1x dziennie

Oprócz tego biorę ziołowe tabletki na uspokojenie, bo mam strasznie wysoki puls. Trochę pomagają, ale mogłoby być lepiej. Internistka wczoraj nie chciała mi przepisać leków na uspokojenie ciut mocniejszych, bo stwierdziła, że wysoki puls może być od choroby (anginy). Mam się wykurować na dobre i jeśli wysoki puls się utrzyma to wtedy przyjść.

A puls mam średnio ok 90 - 105, a w weekend miałam 4 razy 120. Mój puls nigdy nie schodzi poniżej 80. :( Strasznie to męczy.

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2015, 12:36

13 listopada 2015, 21:21

21cs
24dc
piątek

No cóż, IUI w listopadzie nie będzie. :( :( :( A myślałam, że może na gwiazdkę będziemy mieć w brzuszku dzidziusia... ehhh

Odebrałam wyniki. Chlamydii nie mam, cytologia gr. 1, posiew beztlenowy i na grzyby -wynik ujemny. Ale posiew tlenowy dodatni - mam gronkowca złocistego w pochwie. Masakra. Muszę iść do ginekologa po leki.

Zaczęłam plamić wieczorem. Zaraz zaczynam 22 cykl starań - właściwie to chyba bez starań, skoro mam gronkowca. Ciekawa jestem czy mój mąż nie ma? Eh, co robić?

16 listopada 2015, 20:31

22cs
1dc
poniedziałek

Nie wierzgam. Nie jęczę. Nie przeklinam. Nie wierzę, że w końcu się uda. Naprawdę nie wierzę. Za mną ponad 20 cykli starań. Każdy piękny, idealny, z owulacją, z pęcherzykami. Działaliśmy praktycznie w każdym. Dni płodne, testy, kłucie jajników, skok temperatury. I nic. Nie dzieje się nic. Jałowa jestem. Pusta. Wyschnięta. Bezpłodna. Smutna. Pogodzona. Rozczarowana. Ale czego innego mogłabym się spodziewać?

Przejdziemy wszystkie procedury, ale nie zdziwię się, jeśli nie przyniosą efektu, na który czekamy.
Trudno. Skoro nie możemy mieć dziecka to widocznie tak będzie lepiej dla wszystkich. I dla nas.


Nie będę mierzyć temperatury. I bez mierzenia wiem, że w pierwszej fazie cyklu mam temp. ok 36.2, owulację między 9 a 13 dniem cyklu, a druga faza cyklu to temp rzędu 36,6-8. Druga faza trwa 13 dni, kończąc się dwudniowym plamieniem. Jestem ekspertem w tej dziedzinie.

Złoszczą mnie znajomi, którym się udaje na pstryknięcie palcem. Którzy planują i osiągają to, co planują wtedy kiedy zaplanowali. Złości mnie ich wyniosłość, nadętość, kiedy mówią o planach rodzicielskich, które zrealizowali, realizują lub zamierzają realizować. Nie widzą tego, że od ich planów gówno zależy, bo jak Bóg zamknie łono, to nic się nie da zrobić. Złoszczą mnie wpadki innych i ich rozpacz z tego powodu. Złoszczą mnie matki, które rodzą i zabijają swoje dzieci, bo im z dziećmi nie po drodze. Wiem, brak mi empatii, bo widzę tylko swój kawałek podwórka i rozumiem tylko tych, którzy ze łzami w oczach witają kolejny nieudany cykl starań.

24cdd3fb2735eb7dmed.jpg

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2015, 20:31

17 listopada 2015, 23:00

22cs
2dc
wtorek

Z powodu anginy brałam ostatnio 2 antybiotyki:
- penicylina - przez 5 dni i odstawiłam, bo miałam strasznie wysoki puls (może to po niej?)
- azycyna - przez 6 dni.

Oba antybiotyki leczą również gronkowca złocistego, którego wyhodowałam sobie w pochwie.
Tak się zastanawiam, czy iść do ginekologa, aby dał mi coś jeszcze, czy może te 2 antybiotyki wystarczą, żeby zabić to cholerstwo? Kusi mnie, aby po prostu za jakieś 2 tygodnie powtórzyć posiewy bez wizyty u ginekologa i dodatkowego leczenia.
Co robić?

18 listopada 2015, 13:30

Dzwoniłam na Starynkiewicza, powiedziałam w czym rzecz. Mam przyjść bez zapisu na wizytę do lekarza we wtorek. No to idę.

20 listopada 2015, 17:58

22cs
piątek

Właściwie to już po miesiączce. We wtorek wybieram się do gin do Poradni Leczenia Niepłodności, zobaczymy na ile nam odroczą IUI ze względu na wynik badań.

Koleżanka, z którą dzielę salę i która niechcący (psia mać) zaszła w trzecią ciążę w sierpniu od dziś poszła już na stałe na zwolnienie. Znów mam zastępstwa za nią (w październiku 3 tygodnie pracowałam na 2 etaty, bo była na zwolnieniu). Od dziś robię po 8-9 godzin dziennie, nie wiadomo do kiedy tak...
Przyszły tydzień to hardcore, bo mamy zebranie Rady Ped w poniedziałek, zebranie z rodzicami we wtorek no i cały tydzień pracuję na 2 etaty. M-A-S-A-K-R-A

Mój dzień dzisiejszy zaczął się tak, że w drodze do pracy upolował mnie kierowca, który jechał za mną, tzn. wjechał mi w "tył" (mówiąc bardziej elegancko niż "w dupę"). Przepuszczałam dzieci na pasach, a on nie przepuścił, tzn. wytracił prędkość na moim wozie. Trochę się zdenerwowałam, łapy mi się trzęsły, ale generalnie nic mi się nie stało. Tylni zderzak do wymiany. Facet napisał oświadczenie.

Mąż jutro idzie do pracy, dlatego dziś nie wraca do domu. :( Dziś kończy o 22:00, a jutro idzie na 6:00. Dojazd do domu zajmuje mu 1 godzinę, więc zostaje u mamy. I tak czekam na niego od wtorku. Na plus jest to, że nie gotuję i mam dużo wolnego czasu (który w całości poświęcam na "pracę"). Ale wolałabym, żeby jednak wracał co noc. Kiedyś już o tym pisałam, że nasze zajście w ciążę, by wszystko rozwiązało. Poszłabym na zwolnienie i przeprowadzilibyśmy się bliżej jego pracy. A tak on ma 70 km do pracy, a ja 10. Z tym, że ja czasami przez te korki wracam dłużej niż on. Uroki mieszkania pod Warszawą.

24 listopada 2015, 10:29

22cs
9dc

Monitoring był. Pęcherzyk w prawym jajniku 15 mm. Endometrium 7 mm.
Bakteria prawdopodobnie zabita przez antybiotyki, które bałam na anginę - bo w badaniu wyszło, że akurat na oba antybiotyki bakteria ta jest wrażliwa. A nawet jeśli nie, Pani doktor i Pan doktor (bo było ich dwoje) stwierdzili, że to nie przeszkadza.
Mam brać globulki dopochwowe z kwasem mlekowym.

iiiiii.....

W czwartek (znaczy się za 2 dni) mam kolejny monitoring i prawdopodobnie inseminacja. Jeśli pęcherzyk okaże się za mały w czwartek - inseminacja na pewno w piątek. :D :D

Nie spodziewałam się w ogóle, że IUI jednak się odbędzie w tym cyklu.
Cieszę się, ale wiem, że IUI zwykle się nie udaje, więc ta świadomość studzi moje emocje. Do wszystkiego podchodzę z przekonaniem: co ma być to będzie, a ja i tak pewnych rzeczy nie przeskoczę.... choć Sosenko twoja historia z IUI daje mi nadzieję, że może i nam się uda.

Taki mały prezencik na gwiazdkę. Boże, niczego więcej nie pragnę.

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2015, 10:29

26 listopada 2015, 11:39

22cs
11dc
czwartek

Monitoring nr 2
Pęcherzyk nie urósł za wiele - bo tylko 2 mm i ma wielkość 17 mm (a myślałam, że będzie z 19).
Endometrium 8 mm

Podejrzewam, że stresy tego tygodnia skutecznie spowalniają wzrost moich pęcherzyków. Zastępstwa (praca na 2 etaty), Rada pedagogiczna, Zebranie z rodzicami i poinformowanie p. dyrektor o staraniach (bo przecież musiałam jakoś dostać wolny poranek), to wszystko złożyło się na to, że pęcherzyk rośnie powoli.

Mamy przyjechać jutro znów na monitoring. I nie wiadomo, czy będzie IUI, bo pęcherzyk może być jeszcze za mały, a weekend przychodnia nie pracuje - no cóż NFZ.
Wszystko i tak w rękach Boga.
Co ma być to będzie.

26 listopada 2015, 21:38

Jeszcze króciutki wpis dzisiaj o mojej pani dyrektor.

We wtorek poszłam z drżeniem serca do p. dyrektor opowiedzieć jej w skrócie o naszych problemach z poczęciem, leczeniem i tym, że w tym tygodniu muszę być w Poradni Leczenia Niepłodności właśnie wtedy kiedy mam lekcje. Bałam się tej rozmowy okrutnie, ale okazało się, że Pani dyrektor to jednak ludzka jest kobitka. Wysłuchała i stwierdziła, żebym się niczym nie przejmowała (w sensie tu w szkole) tylko zajęła się tym, co najważniejsze.
Na dzisiejszą wizytę w Poradni udało się jej tak mi ustawić grafik, że do mojej klasy rano dała kogoś na zastępstwo, a ja poszłam w zamian do innej klasy na popołudnie. Tym sposobem udało mi się uniknąć dnia z urlopu bezpłatnego.
Na jutro niestety taka zamiana nie udała się i prawdopodobnie poleci jeden dzień z urlopu bezpłatnego.
Gdy dziś rozmawiałam o tym z kadrową, że prawdopodobnie będę potrzebować co miesiąc kilka dni wolnych, stwierdziła, że powinnam iść do lekarza rodzinnego i wziąć zwolnienie po prostu. Ot i co.

Zobaczymy jak to wyjdzie.
Cieszę się, że pracodawca nie robi mi problemów.
Dziś p. dyrektor dyskretnie w pokoju nauczycielskim powiedziała, że zastępstwa za mnie na jutro zrobione, a żebym ja szła załatwiała swoje sprawy i się rozwijała (tzn. rozmnażała). :)

Miło.

27 listopada 2015, 14:46

22cs
12dc
piątek

IUI

Dopiero wróciliśmy ze szpitala.
Rano monitoring. Czekaliśmy bardzo długo, bo byłam 16-sta w kolejce. Okazało się, że pęcherzyk urósł niewiele, bo ma tylko 17,5 mm (a wczoraj było 17mm). Endometrium z 8mm skoczyło leniwie na 8,5 mm. Na USG wyraźnie było widać bardzo dużo śluzu na szyjce macicy, więc zaznaczam dziś śluz płodny, choć na zewnątrz absolutna susza.
Po monitoringu poszliśmy do położnej, która zaprowadziła nas do pokoiku, gdzie ja wypełniałam dokumentację, a mąż mój oddawał materiał do zabiegu. Oddaliśmy wszystko ok 10:20. Inseminacja miała być około 12:00.
Poszliśmy sobie na miasto. Zjedliśmy coś. Wróciliśmy do szpitala na 12:00, a do gabinetu zostałam poproszona ok. 12:30. Położna przygotowała wszystkie "narzędzia", dała do trzymania w dłoni próbówkę z nasieniem i kazała czekać na lekarza.
Za chwilę przyszła pani doktor, włożyła wziernik pobrała nasienie w cienką długą rurkę i włożyła ją w moją szyjkę macicy. Nic to nie bolało, rurki wcale nie czułam. Wpuszczając towar powiedziała: "No, lećcie chłopaki!".
Leżałam jeszcze z 15 minut. Ze szpitala wyszliśmy o 13:10.

Teraz czekamy do wtorku, bo mamy stawić się we wtorek na monitoring, sprawdzić czy pęcherzyk pękł. Potem czekamy do końca cyklu.

Jeśli się nie udało, to grudniowa IUI raczej niemożliwa, bo w grudniu robią tylko do 23 grudnia. Kolejna w styczniu.

Jeśli się uda, mam ok 6tc przyjść na usg, aby potwierdzić ciążę.

CZEKAMY.

30 listopada 2015, 20:29

Smutno mi.
Siedzę w ramce.
Chciałabym żyć po swojemu.
Marionetka.

Uwikłana w sieć zależności.
Dla dobra ogółu.
Poprawna i rozsądna.
Przez innych podziwiana.

Wszyscy wokół przytakują.
Przytrzymują za sznurki.
Mówią, że tak dobrze.
A ja umieram.

Zazdroszczę ptakom skrzydeł.
Zazdroszczę kotom własnych dróg.
Rzucić wszystko i biec tam
gdzie mi w duszy gra. Ach.

Bezsilna ja.

P.S. To nie wiersz, ani wielka twórczość. To wyrzucone ze mnie kawałki serca, jak odłamki szkła.

d2f2cdc04c567509gen.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 listopada 2015, 20:29

‹‹ 7 8 9 10 11