Pamiętniki Nikt nie powiedział, że to (nie) będzie łatwe
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4 5

20 grudnia 2016, 13:15

Znowu ten czas w miesiącu...niby się nie staramy, ale i tak czekam na @(lub jej brak) z duszą na ramieniu. Tym bardziej, że to taki cudowny czas na dobre wieści. Teoretycznie jest to najgorszy możliwy moment na ciąże. Nadal nie mam pracy, kilka niespodziewanych spraw zeżarło nam resztki oszczędności do cna, więc ledwo nam starcza. Jeszcze teraz święta, prezenty, sylwester...szczerze to staję na rzęsach żeby starczyło na wszystko. Miało przynajmniej nie być prezentów, ale rodzinka się uparła. Tłumaczyliśmy, że z kasą krucho..."przecież my Wam też damy to wyjdziecie na zero". Nikt nie rozumie, że ja potrzebuję gotówki, a nie jakichś średnio trafionych podarków. Próbowałam przekonać męża, że w takim razie może jednak spędzimy święta sami. Wydamy mniej, a będzie tak fajnie, sami we dwoje, intymniej. Nie bo się obrażą. Tym sposobem od kilku dni gimnastykuje się jak tu wydać jak najmniej z jak najlepszym efektem końcowym :/ I dlatego byłby to również najlepszy czas na ciążę :) Najtańszy i najbardziej spektakularny prezent dla całej bandy, a dla nas w szczególności :D To jest tak piękne marzenie, że nawet się nie łudzę...

21 grudnia 2016, 10:07

Średnio obserwowałam cykl, ale jednak śluz płodny rzucał się w oczy, tak czy siak nie jestem na 100% pewna kiedy była owulacja. Na oko obstawiałam na dziś termin miesiączki. A tu nic. Zawsze około 2 dni przed zaczynam lekko plamić. Teraz czysto, nawet w środku. Szyjka dość wysoko, średnia/twarda i zamknięta. Dużo kremowego śluzu. Zaczynam się nakręcać niestety...Jeśli @ się nie pojawi to 23 w piątek zrobię test. Mam tylko jeden ostatni, więc nie chce go bez sensu zużywać ;)

16 stycznia 2017, 11:59

Dziś usłyszałam najbardziej przykry komentarz do moich starań. Koleżanka(już raczej była) w dobroci serca załatwiła mi pracę. Byłam uradowana dopóki nie dowiedziałam się, że jest to umowa na zastępstwo na okres 20 m-cy. Dziewczyna im poszła na L4 w ciąży + potem macierzyńskie. Nie chciałam im marnować czasu(a koleżance opinii bo to praca z polecenia) i szczerze jej powiedziałam, że mnie taka forma zatrudnienia nie urządza ponieważ sama staram się o dziecko i uciekłabym im do pierwszej pracy, która zaoferuje mi lepszą umowę. Nastąpiła ogólna obraza, bo jak to tak. Ja ci TAKĄ pracę załatwiam, a ty niewdzięczna odmawiasz? "Tyle czasu Wam się nie udaję i ty myślisz, że nagle jak grom z jasnego nieba zajdziesz w ciążę? Zejdź na ziemię i weź się do roboty." Także ten...smutno :(

18 stycznia 2017, 17:46

Byłam dziś na Facebooku świadkiem dwóch ciekawych spraw/dyskusji. FB to prawdziwa kopalnia absurdów.
Rano zauważyłam wpis znajomej o treści wskazującej na zaciążenie. Bezmyślnie polajkowałam i zostawiłam gratulacje. Minęło ledwie kilka minut, a w prawym górnym rogu migocze info o kolejnym komentarzu. Z ciekawości wchodzę, a tam istna burza słów :D Jej najlepsza przyjaciółka dość trafnie wytknęła jej fakt, że chwalenie się ciążą chwilę po zrobieniu testu zakrawa o kuszenie losu. I nie gratulowała jej jak wszyscy tylko życzliwie pożyczyła, aby zdrowo dotrwała do magicznego momentu kiedy ryzyko spada. Świeża ciężarówka nie mogła znieść tej zniewagi i poleciały inwektywy. Łącznie z wytykaniem zazdrości bo sama zajść nie może. Po powrocie męża z pracy dowiedziałam się, że to nie jest dziecko(jak podejrzewałam) prawie-ex-męża, tylko faceta(kochanka?) z którym spotyka się ledwie 1,5 m-ca. I który na jej nieszczęście kopnął ją w tyłek jeszcze dziś. No cóż. Karma za to, że zdradzała męża? Może.

Przed chwilą zaś, znajoma pochwaliła się rozpoczęciem starań o bobasa. Po chwili dodała kolejny wpis z mini-modlitwą coby się udało. Polajkowała już milion stron o zachodzeniu, byciu w ciąży i innych okołoporodowych. Jej facet napisał jej żeby ochłonęła bo przecież dalej jest na pigułkach. Które odstawić ma po ślubie...w kwietniu. Czyżby Pan Młody miał mieć niespodziankę? Czy tylko panna nadgorliwa? :D

Ja nie wiem czy to czasy są dziwne czy ja? O naszych staraniach wiedzą rodzice i kilku przyjaciół. O ciąży przed magicznym 3 m-cem dowiedzą się tylko rodzice i zainteresowany małżonek. Ewentualnie przyjaciele jeśli będzie impreza i nie damy rady tego ukryć. A wyciąganie każdego aspektu życia na fb? Po to żeby się chwalić setkom znajomych? Żeby ktoś pozazdrościł czy tylko dla gratulacji?

18 stycznia 2017, 17:46

Byłam dziś na Facebooku świadkiem dwóch ciekawych spraw/dyskusji. FB to prawdziwa kopalnia absurdów.
Rano zauważyłam wpis znajomej o treści wskazującej na zaciążenie. Bezmyślnie polajkowałam i zostawiłam gratulacje. Minęło ledwie kilka minut, a w prawym górnym rogu migocze info o kolejnym komentarzu. Z ciekawości wchodzę, a tam istna burza słów :D Jej najlepsza przyjaciółka dość trafnie wytknęła jej fakt, że chwalenie się ciążą chwilę po zrobieniu testu zakrawa o kuszenie losu. I nie gratulowała jej jak wszyscy tylko życzliwie pożyczyła, aby zdrowo dotrwała do magicznego momentu kiedy ryzyko spada. Świeża ciężarówka nie mogła znieść tej zniewagi i poleciały inwektywy. Łącznie z wytykaniem zazdrości bo sama zajść nie może. Po powrocie męża z pracy dowiedziałam się, że to nie jest dziecko(jak podejrzewałam) prawie-ex-męża, tylko faceta(kochanka?) z którym spotyka się ledwie 1,5 m-ca. I który na jej nieszczęście kopnął ją w tyłek jeszcze dziś. No cóż. Karma za to, że zdradzała męża? Może.

Przed chwilą zaś, znajoma pochwaliła się rozpoczęciem starań o bobasa. Po chwili dodała kolejny wpis z mini-modlitwą coby się udało. Polajkowała już milion stron o zachodzeniu, byciu w ciąży i innych okołoporodowych. Jej facet napisał jej żeby ochłonęła bo przecież dalej jest na pigułkach. Które odstawić ma po ślubie...w kwietniu. Czyżby Pan Młody miał mieć niespodziankę? Czy tylko panna nadgorliwa? :D

Ja nie wiem czy to czasy są dziwne czy ja? O naszych staraniach wiedzą rodzice i kilku przyjaciół. O ciąży przed magicznym 3 m-cem dowiedzą się tylko rodzice i zainteresowany małżonek. Ewentualnie przyjaciele jeśli będzie impreza i nie damy rady tego ukryć. A wyciąganie każdego aspektu życia na fb? Po to żeby się chwalić setkom znajomych? Żeby ktoś pozazdrościł czy tylko dla gratulacji?

20 stycznia 2017, 12:21

Teoretycznie miesiączka powinna być wczoraj...Od 3 dni plamię, najpierw różowy śluz tylko w środku, wczoraj rano brunatny na papierze toaletowym, potem czysto, a wieczorem nitka żywo czerwonej krwi. Spodziewałam się, że dziś rano mnie zaleje @, ale póki co cisza. Śluz brunatny, szyjka lekko rozchylona. Pewnie jutro okres. Nie chce się łudzić, skoro szyjka otwarta. Jeśli jutro rano nic się nie stanie to zrobię test. Jeszcze jakiś czas temu już bym szalała bo SIĘ SPÓŹNIA!!! a teraz boję się rozczarowania i odwlekam testowanie ;) Tak z rozbawieniem wspominam początki, kiedy padały słowa "Gościu owulacyjny pozytywny, więc chodź...zróbmy sobie dziecko" :D A teraz?
-Pobzykamy się?
-Nie chce mi się. Jutro rano mnie obudź wcześniej ;)
-A owulka?
-Nie zając nie ucieknie.

Przynajmniej wróciliśmy to seksu jako seksu, a nie jako rozmanażania :D

20 stycznia 2017, 12:21

Teoretycznie miesiączka powinna być wczoraj...Od 3 dni plamię, najpierw różowy śluz tylko w środku, wczoraj rano brunatny na papierze toaletowym, potem czysto, a wieczorem nitka żywo czerwonej krwi. Spodziewałam się, że dziś rano mnie zaleje @, ale póki co cisza. Śluz brunatny, szyjka lekko rozchylona. Pewnie jutro okres. Nie chce się łudzić, skoro szyjka otwarta. Jeśli jutro rano nic się nie stanie to zrobię test. Jeszcze jakiś czas temu już bym szalała bo SIĘ SPÓŹNIA!!! a teraz boję się rozczarowania i odwlekam testowanie ;) Tak z rozbawieniem wspominam początki, kiedy padały słowa "Gościu owulacyjny pozytywny, więc chodź...zróbmy sobie dziecko" :D A teraz?
-Pobzykamy się?
-Nie chce mi się. Jutro rano mnie obudź wcześniej ;)
-A owulka?
-Nie zając nie ucieknie.

Przynajmniej wróciliśmy to seksu jako seksu, a nie jako rozmanażania :D

21 stycznia 2017, 11:36

Niby nie robiłam sobie nadziei, ale łezka w oku się kręci. Tym bardziej jeśli zaraz po obrobieniu @ widzę na fb pod rząd 3 zdjęcia maluszków koleżanek. Dodatkowo mega załamka. Bank pobrał mi 2 razy ratę kredytu...zadzwoniłam na BOK, gdzie "miła" pani oznajmiła, że przyjmuję reklamację. Pieniążki mi zwrócą do 30 dni...szok. Z ich winy zostałam z 200 zł do 10...z czego muszę jeszcze opłacić ratę za lodówkę...Wczoraj kupiłam na promocji worek marchewki...śmieję się przez łzy, że do do wypłaty będziemy jechać na marchewkach na wiele sposobów.

21 stycznia 2017, 11:36

Niby nie robiłam sobie nadziei, ale łezka w oku się kręci. Tym bardziej jeśli zaraz po obrobieniu @ widzę na fb pod rząd 3 zdjęcia maluszków koleżanek. Dodatkowo mega załamka. Bank pobrał mi 2 razy ratę kredytu...zadzwoniłam na BOK, gdzie "miła" pani oznajmiła, że przyjmuję reklamację. Pieniążki mi zwrócą do 30 dni...szok. Z ich winy zostałam z 200 zł do 10...z czego muszę jeszcze opłacić ratę za lodówkę...Wczoraj kupiłam na promocji worek marchewki...śmieję się przez łzy, że do do wypłaty będziemy jechać na marchewkach na wiele sposobów.

21 stycznia 2017, 11:36

Niby nie robiłam sobie nadziei, ale łezka w oku się kręci. Tym bardziej jeśli zaraz po obrobieniu @ widzę na fb pod rząd 3 zdjęcia maluszków koleżanek. Dodatkowo mega załamka. Bank pobrał mi 2 razy ratę kredytu...zadzwoniłam na BOK, gdzie "miła" pani oznajmiła, że przyjmuję reklamację. Pieniążki mi zwrócą do 30 dni...szok. Z ich winy zostałam z 200 zł do 10...z czego muszę jeszcze opłacić ratę za lodówkę...Wczoraj kupiłam na promocji worek marchewki...śmieję się przez łzy, że do do wypłaty będziemy jechać na marchewkach na wiele sposobów.

21 stycznia 2017, 11:36

Niby nie robiłam sobie nadziei, ale łezka w oku się kręci. Tym bardziej jeśli zaraz po obrobieniu @ widzę na fb pod rząd 3 zdjęcia maluszków koleżanek. Dodatkowo mega załamka. Bank pobrał mi 2 razy ratę kredytu...zadzwoniłam na BOK, gdzie "miła" pani oznajmiła, że przyjmuję reklamację. Pieniążki mi zwrócą do 30 dni...szok. Z ich winy zostałam z 200 zł do 10...z czego muszę jeszcze opłacić ratę za lodówkę...Wczoraj kupiłam na promocji worek marchewki...śmieję się przez łzy, że do do wypłaty będziemy jechać na marchewkach na wiele sposobów.

21 stycznia 2017, 11:36

Niby nie robiłam sobie nadziei, ale łezka w oku się kręci. Tym bardziej jeśli zaraz po obrobieniu @ widzę na fb pod rząd 3 zdjęcia maluszków koleżanek. Dodatkowo mega załamka. Bank pobrał mi 2 razy ratę kredytu...zadzwoniłam na BOK, gdzie "miła" pani oznajmiła, że przyjmuję reklamację. Pieniążki mi zwrócą do 30 dni...szok. Z ich winy zostałam z 200 zł do 10...z czego muszę jeszcze opłacić ratę za lodówkę...Wczoraj kupiłam na promocji worek marchewki...śmieję się przez łzy, że do do wypłaty będziemy jechać na marchewkach na wiele sposobów.

30 stycznia 2017, 14:11

Ogromny plus braku kasy !!!
Dziś mija równe 7!! dni bez papierosa :D Powiem wam, że wychodzi nam brak pieniędzy na dobre ;) Więcej patrzę na to co jemy, wyrzucamy mniej jedzenia. Aż mi wstyd jak pomyślę ile tego wszystkiego szło do kosza...Jak nie musiałam myśleć ile wydaję to kupowałam dużo za dużo. Kilka dni temu umówiliśmy się z mężem, że jak tylko znajdę pracę to wybierzemy się do kliniki leczenia niepłodności.
W związku z tym dziś rano odwiedziła mnie koleżanka. Jakiś czas temu wspominała, że umówili się na wizytę w gynacentrum. I nie wyszło mi to na dobre.
Pierwsza wizyta kosztowała ich aż 1000 zł. O czym dowiedzieli się dopiero płacąc. Wykonano podstawową dignostykę:
-Progesteron
-Prolaktyna
-Estradiol
-FSH
-LH
-Testosteron
-TSH
-AMH
-Inhibina B (?)
-SHBG (?)
-anty-TPO (?)
-DHEA S
-HIV
-HCV
-Morfologia
-Ogólny mocz
-Nasienie

Z czego część będzie powtarzana co miesiąc lub co dwa, a nasienie co 3 m-ce przez cały okres trwania leczenia w klinice. Dodatkowo jako podstawową diagnostykę zlecono sono-HSG. Kolejne 500 zł. Koleżanka zapłaciła jeszcze 130 za kolejną wizytę na której chciała odebrać wyniki(ponoć musiała się wykłócać żeby je wydali z kartoteki). Póki co zrezygnowali z kliniki, chcą odłożyć trochę grosza. Bo nie da się wydawać co miesiąc kilkaset złotych ot tak. Sama teraz nie wiem. Rozważam iście zły plan. Ostatnio teściowie wzbogacili się na sprzedaży nieruchomości...a strasznie zaczynają naciskać na wnuka. Może by tak im pojęczeć jakie to wszystko drogie. Podejrzewam, że podjęli by się finansowania tego przedsięwzięcia ;) Tym bardziej, że 35! letnia szwagierka podpisała "lojalkę" że nie zajdzie w ciąże w ciągu najbliższych 5 lat. W stosunku do niej rodzice stracili nadzieję. Sami nam kiedyś(po roku starań?) proponowali, że jeśli trzeba będzie to pomogą z kasą na lekarzy. Bo na chwilę obecną po prostu nas nie stać na chodzenie po klinikach. A po półtora roku starań naturalnych już nie wierzę w powodzenie.

8 lutego 2017, 15:50

Jako świeżutka staraczka, kilkanaście miesięcy temu zaczęłam przekopywać internety w zakresie tematyki okołociążowej. Wiecie, wtedy byłam pewna, że rach ciach dołączę do grona ciężarówek ;) Starania, ciąża, poród, moje zainteresowanie skoczyło z dnia na dzień o jakieś 200 %. Zasubskrybowałam wtedy kilka kanałów na YT(nie tylko polskim), dziewczyn będących świeżo w ciąży, w zaawansowanej, lub tych zaraz po. Czas leciał klikałam "subskrybuj" na kolejnych kanałach i tamte gdzieś zginęły(moje zainteresowanie nimi też zmalało). Dziś postanowiłam zrobić porządek, żeby na stronie głównej YT faktycznie pojawiały się filmy, które chce oglądać. Przy okazji obejrzałam kilka nagrań tych dziewczyn i szok. Mi to 17 miesięcy tak szybko minęło,a te ich pociechy już takie duże :o I nachodzi człowieka taka refleksja...gdyby wszystko ułożyło się po mojej myśli to teraz taki szkrab popinkalałby po podłodze :D A niby ledwo półtora roku :)

8 lutego 2017, 15:50

Jako świeżutka staraczka, kilkanaście miesięcy temu zaczęłam przekopywać internety w zakresie tematyki okołociążowej. Wiecie, wtedy byłam pewna, że rach ciach dołączę do grona ciężarówek ;) Starania, ciąża, poród, moje zainteresowanie skoczyło z dnia na dzień o jakieś 200 %. Zasubskrybowałam wtedy kilka kanałów na YT(nie tylko polskim), dziewczyn będących świeżo w ciąży, w zaawansowanej, lub tych zaraz po. Czas leciał klikałam "subskrybuj" na kolejnych kanałach i tamte gdzieś zginęły(moje zainteresowanie nimi też zmalało). Dziś postanowiłam zrobić porządek, żeby na stronie głównej YT faktycznie pojawiały się filmy, które chce oglądać. Przy okazji obejrzałam kilka nagrań tych dziewczyn i szok. Mi to 17 miesięcy tak szybko minęło,a te ich pociechy już takie duże :o I nachodzi człowieka taka refleksja...gdyby wszystko ułożyło się po mojej myśli to teraz taki szkrab popinkalałby po podłodze :D A niby ledwo półtora roku :)

15 lutego 2017, 13:08

Z okazji 18 m-cy pożycia małżeńskiego zdecydowaliśmy się, że jednak udamy się do kliniki. Szczerze powiedziawszy zmotywowała nas moja mama. Co chwila podrzucała mi namiary na kliniki i nawet się zaoferowała, że ma trochę oszczędności ;) To ta sama babeczka co mi mówiła, że nie ma ciśnienia na kolejne wnuki :D Także jesteśmy na etapie szukania kliniki. Pisałam już na forum, ale jeśli ktoś ze śląskiego się tu zapląta...to szukam czegoś w Bielsku,Katowicach, ew. w Krakowie. Nie stać nas na zmienianie co chwila poradni, więc liczę na miejsce gdzie załatwię wszystko od A do Z :)

Aaaaa i w końcu znalazłam pracę! W sklepie i za najniższą, ale lepsze to niż siedzenie bezczynnie w domu :)

15 lutego 2017, 13:08

Z okazji 18 m-cy pożycia małżeńskiego zdecydowaliśmy się, że jednak udamy się do kliniki. Szczerze powiedziawszy zmotywowała nas moja mama. Co chwila podrzucała mi namiary na kliniki i nawet się zaoferowała, że ma trochę oszczędności ;) To ta sama babeczka co mi mówiła, że nie ma ciśnienia na kolejne wnuki :D Także jesteśmy na etapie szukania kliniki. Pisałam już na forum, ale jeśli ktoś ze śląskiego się tu zapląta...to szukam czegoś w Bielsku,Katowicach, ew. w Krakowie. Nie stać nas na zmienianie co chwila poradni, więc liczę na miejsce gdzie załatwię wszystko od A do Z :)

Aaaaa i w końcu znalazłam pracę! W sklepie i za najniższą, ale lepsze to niż siedzenie bezczynnie w domu :)

16 lutego 2017, 17:43

Rozpisałam się na wieeeele linijek. Ale to nie miało sensu. Powiem tylko, że moja najlepsza koleżanka jest w ciąży. A ta informacja skopała leżącego. Każdą inną ciążę przyjmowałam z godnością...teraz wokół mnie nie ma krztyny godności. Leże i kwiczę. Nie umiem sobie z tym poradzić, nie umiem spojrzeć jej w oczy, nie umiem cieszyć się jej szczęściem...i nie chce! Jestem tylko ja i moja tragedia. Moja porażka. I życie, które powinno rosnąć we mnie, a nie w niej. Zawiść, zazdrość, smutek. Zero radości. Zero nadziei. We mnie nie ma życia. I po prędku nie będzie. Tylko endometrium puchnie i jest wydalane. Tak w kółko. Mam ochotę się położyć i nie wstawać. Ale nie mogę. Muszę założyć maskę i żyć. Bo tak trzeba...udawać, że wszystko jest okay. Serce bije, ale tylko na pół gwizdka. Musi mu zawtórować drugie.

17 lutego 2017, 16:05

Czasami mam wrażenie, że jestem świetną aktorką. Nawet sama siebie umiem przekonać, że jest okay :D
Nie jestem pewna na 100% kiedy była owu. To tylko takie wróżenie z fusów(bólu jajnika), ale teoretycznie dziś/jutro powinnam dostać okres. Zawsze przed plamię, a teraz tylko sporo kremowego śluzu. Pojawiła się iskierka, której się boję jak diabli.

Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lutego 2017, 16:07

18 lutego 2017, 11:41

Wiecie co...zrobiłam test...i kurwa ja COŚ tam widzę. Jakiś kuzyn cienia cienia cienia :D

wqobdf.jpg

W poniedziałek powtórzę o ile nie dostanę @.

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2017, 12:46

1 2 3 4 5