Pamiętniki Nikt nie powiedział, że to (nie) będzie łatwe
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4 5

19 lutego 2017, 12:52

Nie ma nic. Ani okresu ani ciąży. Wczorajszy test był o czułości 20 mIU/ml. Dziś o 6 zrobiłam test 25 mIU/ml i negatyw. Poszłam spać dalej i o 10:30 zrobiłam kolejny tym razem najbardziej czuły jaki miałam...10 mIU/ml. No i jak ten też jest negatyw to obstawiam jakiś błąd testu wczorajszego. Czekam na @. Nie uczę się na poprzednich błędach i znów dałam się ponieść emocjom. Głupia ja. Rozczarowanie.

19 lutego 2017, 12:52

Nie ma nic. Ani okresu ani ciąży. Wczorajszy test był o czułości 20 mIU/ml. Dziś o 6 zrobiłam test 25 mIU/ml i negatyw. Poszłam spać dalej i o 10:30 zrobiłam kolejny tym razem najbardziej czuły jaki miałam...10 mIU/ml. No i jak ten też jest negatyw to obstawiam jakiś błąd testu wczorajszego. Czekam na @. Nie uczę się na poprzednich błędach i znów dałam się ponieść emocjom. Głupia ja. Rozczarowanie.

20 lutego 2017, 10:17

Boli mnie lewy jajnik. Ten z którego podejrzewam, że była owulka. Już od wczoraj aż mnie ciągnie w pachwinie. Uczucie jakby kolka, ewentualnie ból miesiączkowy skoncentrowany w jednym miejscu. Zaczynam się bać, że tam w środku coś się dzieję złego :/ Jakaś torbiel czy coś:(

20 lutego 2017, 11:32

Będę dziś z mamą w przychodni to jeśli punkt pobrań będzie czynny machnę bete...

Edit: Beta zrobiona, jutro po 11 wyniki :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego 2017, 14:53

21 lutego 2017, 12:10

<0,1 mIU/ml :(
Idę sobie popłakać.

22 lutego 2017, 13:51

Dziś pojawił się różowy śluz. Czyli jednak owulacja była później niż sądziłam. Od kolejnego cyklu muszę się znów zabrać za tempkę, żeby już się tak nie dać oszukać :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lutego 2017, 20:49

28 lutego 2017, 12:28

Przyjaciółka, której ciąży nadal nie mogę przeboleć była wczoraj u mnie zdać relację. I klops. Tak się jarałam jakby to super było być razem w ciąży...taaa...jej szwagierka jest. Równiutki tydzień niższa ciąża...Jakie to musi być wspaniałe uczucie dzielić ten czas z kimś bliskim. W sensie z inną ciężarną. I to tak równiutko. Ehhh...mieszkają razem, będą wszystko tydzień po tygodniu przechodzić razem. Mam w sobie dużo za dużo zazdrości...

8 marca 2017, 11:40

Wiecie co...tak hucznie planowaliśmy klinikę. Ale jakoś tak w weekend przy lampce wina omówiliśmy to i póki co się wstrzymamy. Uznaliśmy, że jakby nie patrzeć nigdzie się nam nie pali jeszcze. Najpierw poregulujemy trochę zobowiązań finansowych, odłożymy coś grosza, wezmę się za siebie i schudnę kilka kilo. Póki co znikam stąd :) Może jak odpuścimy to bez stresu się akurat uda :)

24 marca 2017, 11:47

Znowu najgorszy okres w miesiącu. OKRES...zawsze jak przychodzi mam straszne załamanie. Wczoraj dosłownie chodziłam i beczałam. Cały dzień...Pokłóciliśmy się z mężem o jakieś pierdoły i po prostu fala...Że jestem do dupy. Nie radze sobie z prowadzeniem domu na tip top, zawalam finanse, moje libido ostatnio pozostawia wiele do życzenia, nawet nie mogę spełnić jego największego marzenia...dziecko. Media kreują wizję idealnej pani domu. Co to pracuje, ma piękne mieszkanie, wysprzątane na błysk, do tego zawsze wyszykowana, ma czas na ćwiczenia i fit gotowanie, w ciąże zachodzi ot tak, potem też jest wszystko na 100%. A ja? Jak mam wolne to popinkalam po domu w dresie i szlafroku...sprzątam wiecznie na raty, gotuję byle szybko, albo zamawiam pizze, ćwiczę od święta do święta, ostatnio prawie nic nie jem(wiem że to źle) i waga nic nie spada. Z ciąża...no cóż. Klinika nadal się przewija, ale jestem tą wizją przerażona. Boję się tam pójść. Może to głupie ale najbardziej się boję, że mi powiedzą "Jesteś gruba, schudnij to zajdziesz". Dlaczego? Bo mąż przy każdym problemie zdrowotnym to słyszy. Chrapie Pan? Nadwaga! Bolą Pana kolana? Nadwaga! Ma Pan chrypę cały czas? Nadwaga! Ma Pan żylaka na pół łydki od dziecka? Nadwaga! I nikt nie chce słyszeć, że jak ważył 30 kg mniej to też te problemy miał...

A ja naprawdę nie mogę schudnąć. Nie mam apetytu. Jem bardzo mało. To też źle, ale waga powinna się chociaż wahać, a tu nic. Wczoraj zjadłam na śniadanie o 11 kawałek pizzy(o zgrozo!), potem około 16 drożdżówkę. I tyle. Dziś jeszcze nic. Bo nie jestem głodna. A waga? Waga pokazuje coraz więcej...dziś 89kg :(

26 kwietnia 2017, 00:32

Najgorszy nie jest dzień, kiedy za każdym rogiem widzę ciężarną. Najgorszy jest, gdy zza każdej ściany wyskakuje kobieta z maluszkiem w wózku i drugim w brzuszku...COMBO!

5 maja 2017, 00:40

No i stało się. Nie wytrzymam dłużej ciąży koleżanki...i to tak na 102%...ledwie stukną jej 3 m-c, a ja już nie daje rady. Ciągle tylko paplanina o tym jak to całe dnie spędza na necie i tylko jeździ co chwila do paczkomatu. Ciuszki, grzechotki i inne cuda wianki. Jak to niewiele czasu trzeba aby zapomnieć jak to jest być po tej drugiej stronie :( Próbowałam delikatnie zasugerować, że na prawdę ciężko mi tego słuchać, ale nastąpiła chwila oburzenia jak to powinnam się cieszyć ich szczęściem. Pozostał mi tylko dyplomatyczny uśmiech.

Ciągle o tym myślę, stresuje się, stres nie pomaga w zaciążaniu, stresuję się tym, że się stresuje, kółko się kręci...masakra.

Od jakiegoś czasu mam jakieś dziwne wrażenie, że owulacji nie ma. Już 3 cykl po domniemanej owulacji ciało nie daje żadnych objawów takowej. Piersi nie bolą, jajniki nie dokuczają itp. Chyba jednak wybiorę się do gina. Może dostane ten osławiony i cudotwórczy clo...

12 maja 2017, 16:25

@ punktualna jak nigdy. Przynajmniej moje ciało miało tyle przyzwoitości, żeby mnie nie karmić złudzeniami.

16 maja 2017, 09:27

Normalnie wyjdę z siebie! Dziś o 6:30 przyjechał fachowiec zaczynać remont jednego z pokoi. Wypuściłam psa na ogródek co by załatwił swoje potrzeby i poprosiłam gościa, żeby zawołał mnie jak przywiozą materiały budowlane. Wyjaśniłam, że pies ucieka i nie można przy nim otwierać bramy. Rozwinęła się jakaś tam rozmowa w trakcie której jeszcze kilkukrotnie napomknęłam o ucieczkach psa i tym, że dopiero się uczymy nowych komend i pies na "wolności" staje się głuchy i trzeba go gonić, szukać, modląc się żeby nie poleciał do drogę szybkiego ruchu. Dosłownie 2 minuty, zdążyłam wstawić wodę na kawę i widzę przez okno, że brama otwarta, noszą worki z gipsem. Lecę na złamanie karku, a facet mi jakby nigdy nic mówi "No pies chyba wybiegł". Nosz kurwa. Pytam w którą stronę pobiegł? To mi pokazuje, że w stronę dwupasmówki...i drę się po idiocie, czego w zdaniu "pies ucieka-nie otwierać bramy" nie zrozumiał, czy pokryje mi koszty jeśli coś się psu stanie albo narobi szkód?! I ten wzrok chujka jak na durną rozhisteryzowaną babę "CO SIĘ PANI TAK DENERWUJE?" Zakładając buty mówię mu nerwy to Pan zobaczy jeśli psa nie znajdę i powiem mężowi coś Pan odjebał. A małżonek cóż, wrażliwy na punkcie psa :P Jakiś czas temu własnemu ojcu prawie przyłożył jak ten po głupiemu bramę otworzył :D

Psa w końcu capłam, jeżdżąc za nim samochodem. Wystraszył się pociągu i sam się wpakował do auta. Reakcja faceta? Wrócił, to po co było się unosić? Zawsze wracają. Tylko tak się nauczy, że nie warto uciekać... To co chujek po prostu był "mądrzejszy" ode mnie i postanowił mi psa wychowywać po swojemu?! Ja wszystko rozumiem, ale no nasz misio po prostu jest trochę oporny w nauce i nadal nie opanował posłuszeństwa przy rozpraszaczach (wolność, tyleeee zapaszków, co z tego, że Pańcia woła i ma smaczki :P)

7 czerwca 2017, 17:24

Rzadko tu bywam. Aktualizuje sobie wykres co jakiś czas, serduszka i inne takie. Nic ponad to. Czasem poczytam jakieś zaległe pamiętniki, ale w granicach rozsądku bo jakoś wszystkie dziewczyny które "śledziłam" pozachodziły. A to mnie negatywnie nakręca. Ogólnie zczilowałam. Praktycznie nie obserwuje nic w cyklu, tyle tylko co mi się jakiś śluz rzuca w oczy to zaznaczam co by mnie @ nie brała z zaskoczenia ;) W końcu udało mi się wysępić clo. Ginka pocmokała nad usg i "no może faktycznie coś będzie z tą owulacją." Tak więc od przyszłego cyklu muszę wprowadzić trochę rygoru i mierzyć temp. Dodatkowo włączamy znowu luteinę. Monitoring będzie dość skomplikowany przy moim trybie pracy, ale jakoś to postaramy się uplanować :) Może KrzysioDosia zaskoczy tym razem :)

7 lipca 2017, 11:08

No i wszystkie staraniowe plany poszły do dupci. Znowu zmieniłam prace. Poprzedni pracodawca po zakończeniu się umowy na okres próbny stał się bardzo zapominalski. W szczególności odnośnie kontynuacji zatrudnienia. Kontynuować by chciał, ale umowa mu jakoś uciekała z głowy. Zawsze myślałam, że te czasy "prywaciarze to mendy" minęły...a jednak nie. Nie dość, że płacili psie pieniądze to jeszcze by chcieli płacić tak samo mało tylko na czarno. Już mi zapowiedzieli, że za 2 tygodnie bez umowy dostanę 9,40 zł/h...kpina. No ale cóż... ja im zgłoszenia do PIP nie zapowiem...a wszystkie dziewczyny tam robią 1/2 etatu na umowie, a reszta pod stołem. I nie żebym psuła komuś życie. Bo pod stołem dostają 50 gr. więcej niż na umowie. Janusze biznesu, nie?

Mniejsza. Wyszło mi to na dobre. Poszłam pod skrzydła dużego niemieckiego marketu. Praca przyjemna, umowa pewna, opieka medyczna, ubezpieczenia na życie. Po okresie próbnym bony. Połowę rozmowy rekrutacyjnej babeczka przegadała jak to świetnie traktują pracowniczki w ciąży i w ogóle są super prorodzinni :P Mam się niczym nie martwić tylko w razie czego, instynkt stawiać na pierwszym miejscu :D I faktycznie. Rozmawiałam z dziewczyną, która zaszła jeszcze na okresie próbnym, dostała umowę na dwa lata, po niecałym miesiącu poszła na zwolnienie, macierzyńskie pełne i kilka miesięcy wychowawczego. Wróciwszy miała umowę jeszcze na niecały miesiąc. I kurde przedłużyli jej na nieokreślony. Szok! I teraz mam szczerą nadzieję, że znalazłam TĄ pracę, gdzie chce zostać na lata.

Odnośnie cyklu. Wczoraj rano jakiś diabełek w głowie podkusił mnie i zrobiłam test. Negatyw. Niby mojemu sokolemu oku coś tam majaczyło, ale w majaki już nie wierzę. Poza tym coś tam troszkę plamiłam. Byłam przekonana, że do dziś się rozkręci @. A tu czysto. Nawet w środku. Moja wyobraźnia już szaleje ;) Ale zdrowy rozsądek trzyma wszystko w ryzach :D Jakoś nie wierzę, żeby po 2 latach samo z siebie zaskoczyło. To byłby chyba cud.

17 lipca 2017, 23:53

W tym cyklu zaczęliśmy clo. Jutro miałam mieć z samego rana monitoring, a dziś wiadomość od gina, że sorry jednak idzie na urlop...i kurde obdzwoniłam co się dało nigdzie mnie ot tak z dnia na dzień nie przyjmą...od jutra robię jeszcze testy. Muszę jakoś wyłapać moment owulki, żeby zdążyć z luteiną. Ehh.

20 lipca 2017, 11:06

No i dupa ciąg dalszy ;) Obdzwoniłam cały powiat, część sąsiedniego i no cóż...okres urlopowy. Jedna Pani była na tyle "uprzejma", że chciała mnie wcisnąć na 31.07 pod warunkiem, że będzie to pełna wizyta za 150 zł :P Tak tak na monitoring owulacji wtedy kiedy ja już będę czekała na okres. I jeszcze to żerowanie na moich uczuciach. Bo przed okresem też dobrze, mamy świetny sprzęt, lekarz na pewno będzie widział co i jak. Nie będzie musiała Pani się stresować testami, tylko ot będzie Pani wiedziała na czym stoi.
Powiem Wam, że we wtorek coś we mnie pękło. Odwiedzaliśmy znajomych. Ot szybka kawa bo byliśmy w okolicy. Mają 3 miesięcznego maluszka i...to jak mój mąż na niego patrzył, jak dotykał, zachwycał się małymi stópkami, miękką skórą. Ten uśmiech i błysk w oku. Na co dzień aż widać w nim to napięcie, praca, stres. A wtedy. Był taki zrelaksowany. I kurczę. On naprawdę zasługuje na to. Na to żeby być dla takiego małego istnienia tatą.

21 lipca 2017, 17:54

Eh trochę mi tego brakowało...testy, tempki, czarowanie tego wykresu :D Za chwilę będzie jeszcze wróżenie z wykresu :) Dało mi to kopa :D

24 lipca 2017, 19:40

Mamy 3 dpo, więc dziś poszedł pierwszy cukierek luteiny. Wróżenie z objawów czas zacząć :D Jestem dobrej myśli, ale staram się nie nakręcać. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Jak coś to testuję dopiero 3 sierpnia. Może dostaniemy prezent na 2 rocznice ślubu :)

26 lipca 2017, 11:34

Jestem jak nakręcona :D Wczoraj posprzątałam całe mieszkanie tak od serca, a dziś jeszcze dopieszczam. Z reguły w tygodniu moje chęci oscylują wokół zera i co najwyżej odkurzę, albo zetrę kurze. A teraz? Najchętniej bym myła okna, ale na 14 do pracy i nie zdążyłabym skończyć ;) Nawet nabrałam odwagi i lekko przesegregowałam szafy. Mały kroczek bo uzbierałam tylko mały worek, ale od czegoś trzeba zacząć. I naszła mnie melancholia, gdy układałam wszystkie moje sukienki wieczorowe. Tak sobie wyobraziłam siebie za kilkanaście lat. Opowiadającą córce: "W tej byłam na komunii Twojej kuzynki, w tej na ślubie wujka X, w tej na weselu wuja i cioci Y, ta jest ze studniówki, a ta z matury. A ta kochanie jest wyjątkowa bo ślubna" :D Od czasów studniówki nie wyrzuciłam ani jednej. I każdą miałam na sobie tylko raz. Każda ma swoją własną historie i będzie moją pamiątką na zawsze. Kto wie może styl vintage będzie nadal modny i moja córka pójdzie na studniówkę w mojej sukience ślubnej? Jest dość klasyczna i mało ślubna ;) Już teraz jest trochę retro. Rozkloszowana, do kolana, koronkowa, w kolorze ecru, z dekoltem pod szyją. Ahhh marzenia :D
1 2 3 4 5