Pamiętniki Oczekiwanie
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4

27 maja 2020, 16:14

Za godzine ide sie spotkac z moja dobra przyjaciolka ktora za 3 tygodnie bedzie rodzic. Lamiemy zasady kwarantanny, ale jak czlonkowie rzadu moga i nie zostaja zwolnieni to ja ide. Mam dosyc siedzenia w domu. Co prawda zachowamy odleglosc ale pueprzyc to wszystko. Wiem, ze z zazdroscia bedempatrzec na ten jej brzuszek pilke i wiem, ze juz nie moze doczekac sie na Milosza. Nie moge sie jednak ilozowac od moich kolezanek, ktore zachodza w ciaze a ja nie. Na szczescie ta do ktorej ide jest wyrozumiala, sama miala problem wiec tez nie bedziemy rozmawiac tylko o dzieciach.

Dzisiaj jest 1dc wiec czuje sie fizycznie slabo, dziekuje bardzo za tabletki przeciwbolowe, ktore ratuja mnie co miesiac. Po moim ostatnim wpisie przemyslalam i przegadalam branie clo. Doszlam do wniosku, ze jednak nie bede ryzykowac, bo mam juz te 3 mrozaczki czekajace na mnie w szpitalu i jedyne co to musza wznowic procedury. Nie chce ryzykowac, ze wezme te tabsy i beda to jedna nieszczesna osoba, ktorej cos sie tam stanie. Czasami trzeba wstrzymac swoj zapal i czekac cierpliwie. Cos czuje, ze zaczynam miec alergie na slowa czekanie i cierpliwie 😁😁😁.
No nic trzeba miec nadzieje, ze klinika ogarnie sie i od czerwca jakos ruszy. Wznowie telefony od przyszlego miesiaca.

11 czerwca 2020, 18:28

Kwarantanna....dzien ja juz nie mam pojecia, zgubilam sie w tym wszystkim.
Nadal siedze w domu do konca czerwca a moze i dluzej. Czekam na wiesci od mojej szefowej i naprawde mam nadzieje, ze od lipca zaczne pracowac. Jak na razie u mnie w firmie zdecydowano, ze zwolnia 22 osoba i obecnie sa na tak zwanych konsultacjach. Gdyb otrzymalam tego maila ulzylo mi, ze to nie ja, ale jednoczesnie smutno, ze moi koledzy straca prace. Chyba dopiero w tym momencie dotarlo do mnie tak konkretnie, ze konsekwencje tego wirusa beda sie ciagnac bardzo dlugo.
Moja klinika nadal sie nie odzywa w sprawie wznowienia procedur , probuje sie do nich dodzwonic codziennie ale nikt nie odbiera ani nie oddzwania. Kolejny cykl mi ucieka, jeden za drugim......
Z mezem stwierdzilismy, ze sprobujemy skontaktowac sie z bbc, bo powiedzieli 11 maja zeby wznowic procedury i jak na razie nic sie nie ruszylo.

13 czerwca 2020, 00:11

Po kolejnej zostawionej wiadomosci wreszcie pielegniarka do mnie oddzwonila. Wytlumaczyla, ze co prawda, ze maja pozwolenie na wznowienia procedur, to jeszcze czekaja na ostateczne pozwolenia od szpitala przy ktorym jest klinika 😥😥. Wiadomo wszystko musi byc bezpieczne, ale dlaczego to wszystko tyle trwa????? Biurokracja angielska wrecz ten flegmatyzm doprowadza mnie do furii, bo ja jestem zadaniowcem i zawsze chce dzialac tu i teraz! Porozmawiam z pielegniarka i ona wytlumaczyla, ze zanim zaczniemy transfer to musze miec konsultacje z lekarzem najprawdopodobniej online i dopiero transfer. Zostalo mi powiedziane ze mam zadzwonic w ostatnim tygodnia czerwca i wtedy moze juz beda mogli umowic mnie na konsultacje. Oznacza, ze kolejny cykl mi przepadnie bo okres bedzis 23 czerwca. Ciesze sie, ze udalo mi sie wreszcie z kims porozmawiac, to jedyny pozytyw. Mam nadzieje, ze nastepnym razem juz beda jakies konkrety a nie ze znowu mnie splawia. Wiem, ze to nie jest nikogo wina tylko to ten cholerny wirus ale i tak mnie to troche zirytowalo. Maz jak wrocil z pracy to juz widzial, ze chodze podminowana wiec zrobil najlepsza rzecz przyszedl i mnie przytuli zanim moglam byc w trybie ataku 😆😆😆😆

17 czerwca 2020, 00:12

Dziewczyny potrzebuje Waszej pomocy.....burza mozgow.
Sprawa dotyczy invitro transfer.

1. Czy lepiej robic transfer na cycklu sztucznym czy naturalnym? ( za i przeciw)
2. Czy cykl sztuczny zwieksza szanse na ciaze?
3. Jakie endometrium powinno byc na przyjecie zarodka
4. Czy endometrium mozna sprawdzac w kazdym momencie cyklu?

Ze wzgledu na to, ze mialam taka ostra reakcje podczas stymulacji, boje sie zrobic cykl sztuczny bo musialabym brac te same tabletki na endometrium i mysle o cyklu naturalnym. Nie wiem czy dobrze robie. Mam totalny metlik w glowie. Tutaj w UK lekarz w takich sytuacjach nie powie tobie co ma sie zrobic, bo oni uwazaja, ze musi to byc decyzja pacjenta no chyba ze sa wskazania do cyklu sztucznego badz naturalnego. Mozg mi paruje......😁😁😁

21 czerwca 2020, 19:09

Dziewczyny dziekuje Wam wszystkim za komentarze z calego serducha. Przekopalam internet, porozmawialam z osobami, ktore mialy naturalny transfer. Jezeli chodzi u mnie o koszt lekow chzy wizyt to moj transfer jest refundowany wiec na cale szczescie obecnie tym nie musze sie kierowac. Jedyne co to dojazd do szpitala 2h w jedna strone no i zeby miec pewnosc, ze endometrium bedzie ladne. W piatek udalo mi sie umowic prywatna wizyte w polskiej klinicie ( praktycznie wszedzie nie bylo miejsca) musialam do niej dojejechac ponad godzine. Z wizyty bylam bardzo zadowolona, ponad godzine, lekarz wnikal, zrobil porzadnie usg, wszystko sprawdzil i wytlumaczyl. Powiedzial mi, ze macice i endometrium mam ksiazkowe ( to ja sie pytam gdzie ta ciaza 😥😥😥) . Ta wizyta przekonala mnie, ze sprobuje jeden transfer na cyklu naturalnym jak wreszcie wszystko ruszy.
Dzisiaj pierwszy dzien cycklu i znowu lekki spadek formy a w miedzyczasie moja kolezanka na porodowce ....ah czy to bedzis mi pisane. Nie uzalam sie dzisiaj nad soba, mrozaczki sa trzeba je przetransferowac i sie modlic, zs zie uda.
Milego wieczoru. 😚

16 lipca 2020, 17:06

Wiem, ze podjelam juz decyzje o tym aby robic cykl naturalny, bo nawet dzwonila do mnie pielegniarka, zeby wszystko potwierdzic. Nie moge jednak przestac o tym myslec, bo wiem, ze to jest moja decyzja i nie sugestia lekarzy. Oni wola zrobic wszystko na sztucznym bo nie musialabym tak czesto przychodzic i mieliby kontrole. Nie chce miec znowu takiej jazdy jak poprzednio ale z drugiej strony mysle jak sie nie uda to bedzie moja wina. Jestem pewna, ze macie pojecie o co mi chodzi funduje sobie jazdy na wlasne zyczenie. Od ponad tygodnia nie moge spac, budze sie codziennie ok 3am i oczy jak 5zl a potem na pysk padam, ide spac i powtorka z rozrywki. Jak ja juz teraz mam tak to jak ja wytrzymam te dwa tygodnie po transferze?
Przez ta kwarantanne w ogole do mnie nie dociera, ze jeszcze troche i zaczynamy. Wiem, ze tyle czekalam na ten moment i chce to zrobic, ale jednoczesnie boje sie porazki. Mam za soba dwie nieudane inseminacje i to bolalo, wiec to rozczorowanie moze byc jeszcze wieksze, zwlaszcza, ze jeeli to zawiedzie to musimy sie pogodzic ze nie bedziemy rodzicami.
Moj maz zaczyna byc coraz bardziej podekscytowany, on zawsze wychodzil z zlozenia ze ivf nam pomoze. Oby jego wiara i optymizm sprawily, ze tak sie stanie. Pocieszenie znajduje w tym, ze wrocilam do pracy i przynajmniej jestem czyms zajeta. Moja szefowa powiedziala mi, ze po tranferze moge zostac w domu cale dwa tygodnie ze wzgledu tez na Covid-19, ale mysle, ze jezeli bede sie czula spoko bede przyjezdzac do biura. Zreszta i tak obecnie pracuje 2 dni w biurze 3 dni w domu. Jak to mowia tutaj przeskocze ten most jak do niego dotre :)

29 lipca 2020, 23:10

Dzisiaj rozmawialam sobie z moja szefowa o IVF i staraniach o dziecko. Wiem, ze mam ogromne szczescie, ze moja szefowa jest tak bardzo wyrozumiala i strasznie mi kibicuje, bo w innych pamietnikach naczytalam sie jak musialyscie sie ukrywac, zeby nic sie nie wydalo. Szczerze nie wiem czy gdybym bylam w podobnej sytuacji to czy dalabym rade! Siedzialysmy sobie i ona chciala sie dowiedziec na czym stoje itd i w pewnym momencie mnie uderzylo wiec zapytalam czy planuje dzieci. W tym roku konczy 40 lat i jest mezatka od prawie 2 lat. No i wtedy wyszlo, ze staraja sie z mezem od jakies czasu (ok roku), ale niestety rowniez im nie idzie. Przebadali sie i wychodzi, ze jedyna opcja jest IVF dla nich, ale ona nie za bardzo chce podchodzic do tego calego procesu. Staralam sie jej wytlumaczyc ze co prawda ja mialam stymulacje petarde i skutki uboczne daly mi popalic, ale ona moze miec spokojna stymulacje. Powiedziala mi, ze to nie tylko o to chodzi. Jej mama zmarla 2 lata temu na raka jajnikow i ona sie boi faszerowac sie hormonami. Wiadomo to nie oznacza nic, ale mysle, ze to w jej glowie. No i tak sobie siedzialysmy dwie kobiety, ktore chcialy by miec dzidziusia.
Ostatnio przeczytalam tutaj wiele pozytywnych wpisow, ktore zakonczyly sie ciaza. Tak chcialabym wierzyc, ze moja historia juz nie dlugo tez sie tak zakonczy.

12 sierpnia 2020, 14:32

Witam dziewczyny.
Dzisiaj jest 9 dzien po moim transferze na cyklu naturalny. Ogolnie caly moj transfer byl bardzo przyjemny i bez zadnych niespodzianek. Podczas zabiegu pani doktor poraz kolejny mowi, ze wszystko u mnie wyglada idealnie. Juz nie moge tego sluchac, krzyczec mi sie chce, bo nigdy nawet nie mialam powodu zeby robic test!!!!! Ehhhh po transferze w domu zamowilismy z mezem frytki McDonalds bo to taki zabobon, a ze frytki lubie to z checia je wciagnelam. Przez pierwsze pare dni bylam wyciszona i nawet udawalo mi zajmowac czyms glowe. Pierwsze kilka dni mialam wrazenie, ze mam jakies objawy bo czulam sie troche zmeczona i troche wyczulony wech. Teraz jak o tym mysle, to sobie pewnie wszystko wkrecilam. Moje piersi mnie troche bolaly ale od wczoraj nic czyli dokladnie tak samo jak momwnt przed okres. Do tego mam moj typowy PMS czyli kluje mnie z prawej strony i plecy mnie bola zwlaszcza w nocy jak spie 🙁🙁🙁 tak jak bylam pozytywnie nastawiona tak teraz wszystko powoli we mmie przechodzi na ciemna strone. Dodatkowo zaczynam miec wiecej sluzu ktory normalnie rowniez zwiastuje, plamienia. Do szpitala na bete mam jechac w poniedzialek 14 dpt, ale dzisiaj wybralam sie na bete do polskiej kliniki. Niestety na wyniki trzeba czekac bo oni je gdzies odsylaja, wiec przed piatkiem nie ma szans na wynik. Gdy wrocilam do domu zrobilam test i wyszedl tak jak sie spodziewalam kompletna biel 😭
Powiem wam, ze jestem wyczerpana tym wszystkim. Dlaczego o wszystko w moim zyciu musze walczyc, nigdy nie bylo tak, ze poprostu cos sie stalo. W takich momentach zastanawiam sie co ja takiego zrobilam, ze dostaje po tylku. Ile razy jeszcze bede mowic potrzebuje przerwy bo wszystko mnie przytlacza. Dokladnie rok temu robilam IUI i tez czekalam na wynik, majac na dzieje, ze cos sie zmieni.....i to samo w tym roku. Powoli zaczyna brakowac mi czasu i sily.....

14 sierpnia 2020, 17:23

Beta 1

Po podaniu najlepszego zarodka. Nie chce mi sie nic....czuje sie pusta.
Nie ruszylo sie nic specjalnie zrobilam ta bete. Mysle, ze moi lekarze cos przeoczyli, cos jest nie tak,ale oni i tak nie zrobia dodatkowych badan bo to NHS.

@Anusla dzieki za Twoj wpis. Zanim bedzie drugi transfer bede robic konsultacje w Polsce.

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2020, 12:44

23 sierpnia 2020, 14:17

Powoli mija pierwszy tydzien od nieudanego transferu. Poczatki byly trudne, ale powoli dochodze do siebie. Co prawda nie mam za bardzo ochoty zeby rozmawiac z wieloma osobami, ale tez nie chce byc sama ze swoimi myslami. To takie bledne kolo. Moj szpital sie odezwal i powiedzieli, ze chca zrobic konsultacje online 3 wrzesnia, ktora sie nazywa po nieudanym ivf. Wiem, ze nie moge od nich oczekiwac niczego bo napewno nie przeprowadza dodatkowych badan. Czekam z niecierpliwoscia na konsultacje online z Invicta w Gdansku u Dr Stencla. Po tym spotkaniu kupuje bilet do Polski i jade sie przebadac, moze ktos znajdzie jakis powod i doradzi co sprobowac przed kolejnym transferem. Nie podejde do transferu dopoki nie przebadam sie z kazdej mozliwej strony.

6 października 2020, 21:41

Przeczytalam wpis z sierpnia, w ktorym napisalam, ze dochodze do siebie...chyba probowalam sama siebie oszukac. Dlugo mnie tutaj nie bylo. Bardzo ciezko bylo mi tutaj wchodzic aby czytac o staraniach, udanych probach i niepowodzeniach. Potrzebowalam przerwy i jeszcze nie jestem pewna na powrot. To nie tak, ze siedzialam z zalozonymi rekami i przestalam myslec o ciazy, bo bylabym wielka klamcucha. Mialam konsultacje online w klinice Invicta w Gdansku i po niej zarezerwowalam bilet do Polski. Po caly tym syfie, ktory zgotowal mi 2020 ( i innym)- turbo stymulacja, ataki lekow, pandemia, rozdzielenie z rodzina, nieudany transfer- pojechalam do Polski w kawalkach. Przez pierwszy tydzien placz/wzruszenie i rozczulanie towarzyszyly mi niemal codziennie. Jestem pewna, ze wystraszylam moja rodzine, bo zobaczyli co ten cholerne starania robia z kobieta i maalzenstwem z pierwszej reki. Moja mama nawet mi powiedziala, ze jak postanowie to mam sie pakowac i wracac do nich nie zwracajac uwagi na nic. Czas spedzony z nimi byl kojacy na moje zszargane nerwy, dal mi czas na przemyslenie roznych spraw. Podczas pobytu w Polsce zrobilam sobie badania:
TSH
Progesteron
Estradiol
LH
Trombofillia (wyszly mi dwie mutacje, ale ponoc mozna je skorygowac poprzez zmiane odzywiania)
Kurczliwosc macicy
biopsje endometrium ( 5 dpo i 7dpo) -ERA test
cytokiny
subpopulacje limfocytow

Obecnie czekam na wyniki i bede miala konsultaje z lekarzem online. Mam nadzieje, ze cos tam wynajda co bedzie mozna skorygowac. Klinika niby prywatna, ale przyznam, ze napsuli mi krwi, bo wciaz mieszali moje wizyty, nie widzieli jakie badanie krwi mieli zrobic itp. Przysiegam, ze gdyby mi tak nie zalezalo i ze bylam ograniczona czasowo to bym dym zrobila.
Najlepszym hitem byl moj pierwszy ERA test i lekarz ktory to wykonywal. Weszlam do gabinetu i juz z ryja widze, ze to mul. Mowie sobie nie nastawiaj sie zle, rzucilam maly zarcik na rozluznienie sytuacji....on NIC ....westchnelam dobra przezyje. Nie wiem czy ktos mial to badanie tutaj?! Nie nalezy do najprzyjemniejszych ( na zywca wycinaja kawalek endometrium i poprostu boli), wiec chcialoby sie miec fajnego lekarza. Klade sie a doktorek Mulek mowi " Jak bedzie pania bardzo bolec to niech pani krzyczy ale niech sie pani nie rusza bo przebije pani macice" . No ja pierd....... ale czegos takiego to ja nigdy nie uslyszalam jak chodzilam na zabiegi na NFZ....wszystkie soki ze mnie zeszly. Na szczescie poszlo szybko i druga biopsja byla z lepszym lekarzem, ktory nadrobil i to z nawiazka.
Gdy nie chodzilam po lekarzach, zwiedzilam kilka miejsc, pojechalam na Mazury i wiele chodzilam po lesach zeby sie wyciszyc i zblizyc sie do natury. Wrocilam do UK w niedziele i teraz jestem w kwarantannie, bo Anglia usunela Polske z korytarza powietrznego. Dwa tygodnie nie moge wychodzic z domu nawet do sklepu. Na szczescie moge pracowac z domu.

Chcialam jeszcze tutaj w szczegolnosci podziekowac @czekamynadzidzie ktora swoja wiedza poradzila mi jakie zrobic badania jak bede w Polsce i ogolnie za wsparcie. Buziaki kochana.

17 listopada 2020, 15:13

No i takim sposobem sutknely mi kolejne urodziny w piatek.... 37. Nie wierze, ze juz tyle mam lat, do zeszlego roku w ogole nie czulam sie na swoj wiek. Niestety przedluzajace sie starania zaczynam odczuwac na mojej psychice i fizycznie, bo brak mi jakiejkolwiek motywacji.
Po dlugim oczekiwaniu dostalam wyniki testu ERA i ogolnie moj lekarz powiedzial mi ze wszystko jest praktycznie dobrze( gdybym dostawala £5.00 za kazdym razem kiedy to slyszalam, dzisiaj bylabym milionerka :)) Zauwazyl nieprawidlowosci w 7dpo kiedy wycial kawalek endometrium na biopsje. Otoz mam troche podwyzszony poziom komorek NK i powiedzial, ze to moze byc przyczyna niepowodzenia przy zagniezdzeniu. Przepisal mi sterydy i zachecal, zeby sprobowac podejsc do kolejnego transferu. Jezeli sie nie uda, powiedzial,ze przyczyn bedziemy szukac w genetyce i juz w razie czego dal mi zlecenia na badania dla mnie i meza. Siostra wykupila mi sterydy i czekam az zostana dostarczone z Polski. Targaja mna emocje, bo chcialabym dzialac a tak bardzo boje sie porazki. Poza tym troche poczytalam o insulinoodpornosci i zaczelam mierzyc sobie cukier glukometrem. Jak na razie cukier wychodzi troszke przy gornej granic i raz byl powyzej jak go mierze rano na czczo. Zastanawiam sie czy to moze miec wplyw na nasze niepowodzenia? Prosze was dziewczyny doradzcie cos?
Rowniez mam MTHFR_1298A-C układ homozygotyczny MTHFR_1298A-C układ heterozygotyczny , wiec zaczelam to troche korygowac jedzeniem. Codziennie na sniadanie pije smoothie ze szpinakiem, jarmuzem, nasionami chia, siemie lniane, banan i pomarancza i przyjmuje kwas foliowy metylowany, ale czy to wystarczy? Moze powinnam porobic diete przez przynajmniej 6 tygodni i zrezygnowac z absolutnie calego cukru? Nie wiem, nie wiem, nie wiem........................aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa taki stan umyslu....ale przynajmniej na razie sie usmiecham a nie placze.

25 grudnia 2020, 18:40

Nigdy nie sadzilam, ze przyjdzie mi sie zmagac z nieplodnoscia, zawsze zylam w przekonaniu, ze zajdziemy w pierwszym cycklu.
Kolejne swieta, sami we dwoje i jak na razie nie widac na horyzoncie, zeby cokolwiek mialo sie zmienic. Ostatnie trzy lata zatracilismy sie w staraniach przez co nasz zwiazek strasznie ucierpial, ale jak to nie oddac siebie i probowac wszystkiego kiedy wszedzie ludzie maja dzieci lub sa w ciazy i coraz bardziej czujesz, ze nie pasujesz do ukladanki.
Podeszlam do kolejnej proby invitro 17.12, niestety poraz kolejny zakonczy sie porazka, mimo, ze ostateczna bete bede miec 30.12. Tym razem przetransferowalismy 2 zarodki, zeby zwiekszyc szanse, wykluczylam z diety przetwory mleczne, praktycznie mieso i gluten, zaczelam biegac, schudlam 5kg. Lekarz zlecil mi steryd, bo moje komorki NK 7 dniu po owuluacji sa troszke ich za duzo. Poczatek byl w miare, jakies klucia, nabrzmiala byla a potem we wtorek okropny bol plecow z prawej strony promieniujacy do posladka. Prawie zwijalam sie z bolu i juz czulam, ze to zly zwiastun. Wczoraj rano zrobilam test ktory byl krystalicznie bialy i zaczelam plamic jak przy pierwszym transferze. W sama Wigilie, zalamalam sie. Zadzwonilam do mamy, bo jej potrzebowalam i przez to zrujnowalam jej , tacie i siostrze Swieta, bo wiem , ze martwia sie o mnie i oczywiscie kibicowali nam bardzo. Ja rycze a moj maz zmknal sie w sobie, powiedzial, ze ma dosyc i chce zamknac ten rozdzial za soba. Nie sadze, ze ja jestem na to gotowa na ten moment. Czuje sie wybrakowana i ze przynosze wszystkim wstyd, bo moj organizm odrzuca zarodki, dlaczego?!!!! Zastanawiam sie co ja takiego w zyciu zrobilam, ze przez to przechodze!
Wszyscy jak mnie badaja mowia jest pieknie, endo, zarodki idealne warunki a jednak cos zawodzi!!!!!
Zrobilam wiele testow jak bylam w Polsce wliczajac ERA i co nic nie jest gwarancja niczego.

Niech ten gowniany rok juz sie skonczy i oby ten nowy rok przyniols cos lepszego dla wszystkich staraczek, ktore walcza, cierpia, badz sa w zalobie bo sie nie udalo/badz stracily malenstwo.

P.S w jedyny dzien w ktorym zobaczylam 2 kreski bylo w 1 dpt to byly pozostalosci po ovitrelle.....cudnie to bylo zobaczyc........bo jak dotad nigdy to mi sie przydazylo.

Przepraszam, chcialabym byc bardziej pozytywna, ale jestem na etapie ze lzy leca mi po twarzy bez opamietania!

28 grudnia 2020, 18:47

Wymiana smsowa z kolezanka, ktora wiedziala, ze podchodze do transferu. Ona urodzila w czerwcu i pojechala z mezem i mlodym na Swieta do Polski. Napisalam jej, ze juz koniec itd, odpisala cos abym sie jeszcze nie poddawala itd. Dzien pozniej dostaje wiadomosc z informacja, ze ktos z rodziny ma Covid i koniec koncem nie mogli spotkac sie z rodzina i byli w Swieta sami tylko we trojke i na koniec " The worst Christmas EVER" Soki ze mnie wszystkie zeszly i momentarnie stalam sie Hulkiem.
Odpisalam " Witaj w moim swiecie" i nic wiecej.

Wiem, ze nie zrobila tego specjalnie, no ale do cholery.......chcialabym wierzyc, ze ja czegos takiego jak do tej pory nie zrobilam! Szkoda slow!

31 grudnia 2020, 11:58

Przyszedl czas na ostatni dzien tego jakze dziwnego roku. Pamietam jak w zeszlym roku w Sylwestra pakowali sie z mezem, bo sie przeprowadzalismy 02.01 i bylismy pelni pozytywnych emocji. Mowilismy, ze 2020 bedzie lepszym rokiem i ze wreszcie wszystko wyglada jakby mialo sie wreszcie zaczac ukladac, nowa praca, lepsza kasa,wyprowadzka z Londynu i przygotowania do invitro. Gdybym spotkala siebie z zeszlego roku to bym sobie powiedziala " ty naiwna kobieto, nic nie mozesz przewidziec, bo nic od ciebie nie zalezy".....
Postanawilam sobie zrobic podsumowanie co przyniosl mi 2020:
1. Rozpeczelam stymulacje, ktora okazala sie turbo jazda. Przez nia nabawilam sie jakis lekow nad ktorymi probuje zapanowac, ale jestem daleko w polu.
2. Marzec poczatek pandemii i sytuacja robi sie bardzo powazna w ciagu paru tygodni
3. Maz traci nowa prace przez pandemie i to doklada nerwow juz do mojej znekanej duszy...bo stymulacja trwa.
4. Punkcja sie udaje, ale wszystkie procedury w klinikach sa wstrzymane.
5. Sytuacja w UK jest coraz gorsza i zaczynaja sie zwolnienia u mnie w firmie.
6. Podchodze do pierwszego invitro pelna nadzei, ale nadzieja umiera szybko.
7. Zaczynam szukac rozwiazac gdzies indziej i wyjezdzam do Polski na 3 tygodnie, dzieki czemu wracam do jakies rownowagi.
8. Moj zwiazek coraz bardziej odczuwa przedluzajace sie starania. Wiem, ze musimy sie skoncentrowac na nas, bo inaczej za chwile nie bedzie juz zwiazku.
9. Moi rodzice w pazdzierniku zarazaja sie Covid-19 i kolejne trzy tygodnie to stres czy ich stan sie pogorszy czy polepszy. Dzieki Bogu powoli odzyskali zdrowie.
10. Pelna nakdzei podeszlam do kolejnego ivf w grudniu. Niestety 7dpt mialam dokladnie ten sam bol i potem brazowe plamienia jak przy pierwszej probie. Swieta do bani, maz powiedzial, ze ma juz dosyc.
11. Dzisiaj oficjalne potwierdzenie, ze transfer sie nie udal. Poraz drugi beta nawet nie drgnela.

Jestem zrezygnowana, ale nie jestem jeszcze gotowa,zeby sie poddac. Powiedzialam to mezowi i na szczescie powiedzial, zs tez jeszcze nie chce, mimo, ze jest tym wszystkim przybity.

Nie szukam wspolczucia ale chcialam sobie spisac wszystko i moze rozmowic sie z tym rokiem. Odejdz i zostaw nas w spokoju i nigdy juz nie wracaj. Wolalabym tutaj napisac, ze zdarzyl sie cud i beta urosla i poraz pierwszy moc powiedziec,ze jestem w ciazy. 😢😢😢 niestety to nie byl moj rok.

Na chwile obecna nie chce robic zadnych planow, bo tak naprawde wszystko zostanie zweryfikowane a nie chce sobie niepotrzebnie dodawac stresow. Mam jakies pomysly, ale mysle, ze musze poprostu go with the flow......

Wszystkim staraczkom, ktory ten rok przyniosl wiecej lez i rozczarowan zycze abysmy ujrzaly swiatelko w tunelu, ktore przyniesie nam upragnione 2 kreski i upragnionego babasa. A tym staraczkom, ktprym sie udalo gratuluje i zycze szczesliwego rozwiazania. Mam nadzieje, ze uda mi sie dolaczyc do waszego grona.

Buziaki dla wszystkich.

Udanego Sylwestra!!!!!

Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2020, 12:00

24 stycznia, 13:15

Wczoraj dostal @ drugi raz po kolejnym nieudanym invitro. Przypomnienie, ze nadal nie jestem w ciazy. Dzisiaj rano dostalam wiadomosc od mojej przyjaciolki, ktora mieszka w Australii, ze jest w ciazy. W Grudniu miala slub i czekalam na filmik, nic nie wysylala i poraz kolejny intuicja mnie nie zawiodla bo dzisiaj otrzymalam potwierdzenie. Wiadomosc mnie przygnebila. Nie chce zeby mnie ktos zle zrozumial, ciesze sie ze nie mieli problemu i szybko poszlo. Niestety kazda kolejna ciaza przypomina mi o tym, ze jestesmy wybrakowani (przynajmniej tak to obecnie czuje). Zastanawiam sie czy to uczucie przeminie tylko wtedy jak zajde w ciaze? Tak bardzo chcialabym zapanowac nad tymi emocjami, ale dzisiaj przegralam. Mysle, ze wizja mojego wieku ma nade mna coraz wieksza kontrole.

Jutro musi byc lepszy dzien.....

4 kwietnia, 11:37

Kolejne Swieta....nadal we dwojke. Jedyny plus to taki, ze obecnie jestem w Polsce i spedzam Swieta z rodzina. Jutro juz wracam, ale musze przyznac, ze mialam farta i zdazylam wjechac zanim Polska wprowadzila przymusowa kwarantanne mimo negatywnego testu. Ten czas w domu byl mi bardzo potrzebny mimo, ze tak naprawde pracowalam zdalnie, ale czas ktory spedzilam z rodzicami dal mi tyle energii. Nie wazne ze lockdown i nic nie mozna bylo zrobic....naladowalam bateryjki.

Moj przyjazd byl ze wzgledu na zaplanowana wizyte u doc. Pasnika. Zlecil mi cztery badania i maz w miedzyczasie zrobil badania w UK. Wyniki juz dostalam z wyjatkiem kariotypu....no i wyszlo czarno na bialym, ze moj KIR to AA. @czekamynadzidzie przyszla z pomocy i wyjasnila mi, ze nia mam kirow implantacyjnych. Nic dziwnego, ze beta nawet nie drgnela u mnie w ogole. Moglabym sobie robic kolejne proby invitro i wykanczac sie nerwowo. Zajelo mi pare dnie z oswojeniem sie z sytuacja, ze powili wychodzi, ze to moja wina. Po rozmowie z mezem czuje sie lepiej, ale oboje bylismy wkurzeni, ze przez to ze zaufalismy lekarzom z NHS, ktorzy nie zlecili zadnych badan to stracilismy 2 lata i cala procedure invitro. Nie mozna jednak plakac nad rozlanym mlekiem i bedziemy walczyc! Zdecydowalismy sie, ze bedziemy podchodzic do invitro w Polsce z zaleceniami od doc Pasnika. Kolejna wizyta u docenta w maju i po niej bedziemy ruszac z procedura oczywiscie jezeli obostrzenia w UK i Polsce nam na to pozwola.
Nie czuje juz optymizmu ani energii, bo invitro wydawalo sie byc lekiem na cale zlo a jak na razie przynioslo stres i rozczarowanie. Mam nadzieje jednak, ze z pomoca kliniki (lekarz zgodzil sie wprowadzic zalecenia docenta) i zaleceniom docenta uda nam sie dojsc do finishu.

Kochane zycze Wam spokojnych i pelnych milosci Swiat Wielkanocy, oby to byly nasze ostatnie swieta we dwojke.

Ja uciekam spedzic ostatnie godziny z rodzicamii siostra, bo o 2am wyjezdzam na lotnisko do Poznania i lot o 6am :D

3 maja, 20:35

Dziewczyny dziekuje za wszystkie komentarze i slowa otuchy!
Dni wleka sie niemilosiernie wolno odliczajac dni to wizytu u Pasnika! Wiem, ze nie powinnam sie nakrecac za bardzo, ale mam nadzieje,ze on mi pomoze! Jedno jest dobre, ze UK powoli wraca do normalnosci, wiec staram zajmowac sobie czyms czas, zeby wciaz nie myslec o staraniach.

W zeszlym tygodniu troche krwawilam i wiem, ze to bylo po tym jak przesadzilam na silowni. Glowa staraczki jednak nie zawodzi i mimowolnie pomyslalam sobie, ze byc moze to krwawienie implantacyjnie. Wiadomo to nierealne, bo mam KIR AA ale nadzieja matka glupich :D
1 2 3 4
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego