Pamiętniki Od zielonego światełka do zielonej kropki
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4 5

3 sierpnia 2013, 07:31

Jest też druga strona medalu, kiedy dzwonię trzeci dzień z rzędu, marudna , niezadowolona z wszystkiego a On rozmawia ze mną cierpliwie , pogodnie i tak ciepło mówi Kochanie spokojnie ,to zaczynam zauważać że życie ze mną też nie jest łatwe. Jest we mnie jakiś błąd, który uniemożliwia mi bycie szczęśliwą, cieszyć się z tego co mam i doceniać to. Dzisiaj powiedziałam w pracy że odchodzę , tym razem definitywnie. Jestem wykończona, psychicznie i fizycznie , w lipcu przepracowałam ponad 300 godzin i mam dość. Gdzieś tam czuje jakbym coś straciła, kolejny raz życie toczy się zupełnie nie po mojej myśli, miałam zajść w ciąże i zagrać im na nosie tymczasem nic z tego. Nie ma ciąży, pracy też nie , ale na ten moment czeka mnie jeszcze dwa tygodnie okresu wypowiedzenia i chce wreszcie odpocząć , nacieszyć się morzem, dokończyć badania , uspokoić się i stać sie z powrotem sobą. Normalną , pogodną , wierzącą w to że będzie dobrze

4 sierpnia 2013, 12:17

To zaledwie jeden dzień komfortu psychicznego, a tak pozytywny. Cieszyło mnie niemal wszystko a najbardziej brak pośpiechu. Koniec z wiecznym lataniem, szybko do sklepu, szybko z psem, szybki obiad, szybka kąpiel. Rozkoszuję się tym spowolnieniem, planuję czas rozdzielając go na przyjemne czynności. Uwielbiam gotować , robić przetwory a nie miałam dotąd na to czasu i teraz wreszcie będę mogła rzucić się w wir takich przyziemnych zajęć.Wiem - minie tydzień lub dwa i zacznie mnie nosić , zacznie uwierać nadmiar czasu... W czerwcu w dzień moich urodzin zapisałam się na kurs prawa jazdy i tego też do tej pory nie zrealizowałam , bo właśnie wtedy zaczęły się kłopoty w pracy i z ośmiu dziewczyn zostałyśmy we trzy , nadrabiając ich pracę. Tak więc kurs dopisuję do planu, może jeszcze jakiś kurs znajdę, bo lubię poszerzać swoje umiejętności, chyba mam to po mamie bo ona miała wyuczone trzy zawody i kilka kursów a ja też na swoim koncie mam już parę. Zawsze myślałam że jestem beztalenciem jeśli chodzi o fryzury czy pielęgnację paznokci a teraz zauważam że jednak gdzieś to we mnie tkwi. W pracy wszystkie znajome zawsze myślały że mam tipsy i pytały ile płaciłam a ja robię to sama , i lubię swoje paznokcie , w 100% naturalne , może jakiś kurs w tym kierunku? Nabrałam niesamowitego apetytu na życie , jakbym obudziła się ze śpiączki , chce mi się wszystkiego , bo wcześniej przez wieczne zmęczenie i niedospanie nie miałam już powoli nawet ochoty na sex i tylko pragnienie dziecka i to że widzimy się z D.. tak rzadko potrafiło to utrzymać. Chce spacerów z psem długaśnych, chce posiedzieć na plaży z książką, wycieczek rowerowych , wybrać się na grzyby..chcę, chcę ,chcę ! Dzisiaj planowałam plażowanie ale w nocy o 2.00 obudziło mnie ciężkie dyszenie psa, myślałam że się struł i koniecznie trzeba biec z nim na spacer , niczym strażak poderwałam się z łóżka i wskakiwałam już w spodnie , kiedy zobaczyłam pierwszy błysk i oddalony jeszcze nie co pomruk burzy. Mój piesio strasznie się boi- wszystkiego a burzy i fajerwerków najbardziej. Żałowałam że nie ma D.. on ma jednak w sobie ten spokój, tą siłę męską która daje poczucie bezpieczeństwa, pewności że nic nie grozi i to działa na pieska mocno. Ja nie potrafie chyba tego dać , nie mam tego w sobie. Jedyne co mogłam zrobić to zamknąć wszystkie okna, zasłonić je i przytulić biedaka przemawiając do niego uspokajająco. Pogody nie ma więc plaża odpada, ale nie martwi mnie to , zrobię coś pysznego dla mojego Słońca , bo jutro znajomi do niego dojeżdżają to zabiorą po drodze .. jestem szczęśliwa , jak niewolnik odzyskujący wolność :)

5 sierpnia 2013, 17:01



Ze względów bezpieczeństwa zostałaś wylogowana po 30 minutach bezczynności. Jeśli nie chcesz być automatycznie wylogowywana, zaznacz opcję "Pamiętaj mnie" logując się do OvuFriend.

Zaloguj się ponownie
OK
po raz drugi coś takiego mnie spotyka podczas pisania mega długiego wpisu, i jak tu się nie denerwować.. chyba napiszę w tej sprawie do Ovu bo mnie to już wkurwi..a kobiety starające się nie powinny mieć za wiele stresów, szczególnie takie jak ja z podwyższoną prolaktyną. A wpis był i o tym , że część moich stresów to ja sama, głupia , wymyślająca problemy ,gdzie ich próżno szukać , mieląca negatywne myśli bez końca , spinająca się niepotrzebnie. Czasem jednak tak trudno dostrzec mi jasną stronę życia...
Jeszcze pięć dni i I'm free like fucking bird ;p , o znalezieniu czegoś nowego nie myśle, gdyby się trafiła jakaś fajna oferta to owszem , ale chce odpocząć, jak moje Słońce wróci , chcemy choć na tydzień pojechać odpocząć, tylko my i pies . Po ostatnich ciężkich chwilach przyda nam się trochę relaksu, odprężenia. Boli mnie to ,że gdzieś tam zgubiliśmy do siebie drogę - czas ją odnaleźć. przerwa na zapisanie posta - drugi raz bym tego nie przeżyła :D Uwielbiam gdy mówi mi , jesteś wszystkim co mam, najważniejszą osobą - taka jestem zachłanna na jego uczucia ,że to też powoduje u mnie spinkę , wymyślam że dla byłej gotował bo ona nie potrafiła, bardziej się starał więc może bardziej kochał. Tylko że z nią nie chciał mieć dzieci, nie planował przyszłości , bo jak sam mówi czuł że to się rozsypie a to ja będę matką jego dzieci - będę i koniec! To ze mną chce sie zestarzeć - czego chcieć więcej? Po co komplikować? Powoli zaczynam rozumieć jego złość, pokochał wesołą , ugodową dziewczynę a żyje z marudnym, kłótliwym babsztylem , bo fakt jest taki że każda nasza kłótnia ma jeden schemat. Ja rzucam focha, obojętnie czasem za jedno niewłaściwe słowo- kolejna przerwa trzeba być czujnym ;) Mój foch zamiast przemijać , łagodnieć - przybiera na sile, nawet jak wykrzyczę co mi nie leży to dalej rośnie. Robię się złośliwa, staję okoniem na wszelkie próby załagodzenia konfliktu. D.. mówi "nie prowokuj mnie" a ja brnę uparcie ku nieuniknionej burzy , a potem on wybucha- hardcore nie disco -uwierzcie i koniec końców jest tym podłym nieczułym bydlakiem ehh czasem ciężko mi ze samą sobą. Zodiakalny bliźniak, jak bum cyk cyk dwie osobowości, dr Jekyll i mr Hyde to ja. Teraz to widze i po raz setny obiecuje sobie że następnym razem będzie inaczej , a potem w ułamku sekundy amnezja, jakby ktoś mnie zresetował i jest jak zawsze. Szczególnie przed @ powinnam wsiąść na wielbłąda i udać się na pustynie by przeczekać ...Co do starań to zupełnie o nich zapomniałam , troche dlatego że ich w tym cyklu nie było, troche dlatego że moja podświadomość vel orzeszek którym rozumuję wreszcie zrozumiał że póki nie spadnie prolaktyna to nie ma co marzyć o dzidzi. Dzisiaj kolejna , trzecia dawka dostinexu, i mam nadzieje że działa choć odrobinę. W lutym prl 430 a w lipcu 560 więc kiepsko. Temperatury nie mierzę, tylko śluz , którego sporo ale żaden on płodny tylko budyń śmietankowy cały czas . Za tydzień ostatnia dawka leku i kontrola :) ole udało się :P

6 sierpnia 2013, 19:20

Wczoraj przed snem wziełam ten cholerny dostinex , masakra co się ze mną rano działo. Nudności okropne , "flaki" wirowały mi jak w pralce automatycznej, zaczęły mnie boleć mięśnie rąk, nóg ,pleców, co mnie zszokowało , bo od jakiegoś czasu biorę magnez z witaminą b6 , w połowie dnia dopadła mnie taka senność że mało nie zasnęłam na stojąco, na nockach nie miałam takiego kryzysu .. całe szczęście przeszło i mogłam zacząć myśleć o czymś innym niż o tym że zaraz puszczę pawia. Ostatnio jakoś zmienił mi się gust kulinarny, wcześniej wszystko soliłam na potęgę , nie jadłam słodyczy ale chipsy, paluszki,krakersy to mój żywioł, szczególnie przez @ .. a frytki o to już było przegięcie , nikt nie był w stanie zjeść moich frytek a ja wsuwałam trzy porcje , tak osolone że każdego odrzucało. Przez to wszystko zawsze zatrzymywała mi się woda w organiźmie, puchłam jak balon. A teraz nie mam ochoty, jem jałowe , lekko kwaśne potrawy , zupełnie bez soli i jest ok -chyba się starzeję. Co lepsze waga wczoraj pokazała mi 49.9kg szok , nieźle mi ta praca dała w kość , ostatnio ważyłam tyle mając 19 lat. Nie ma co się łudzić jednak ,posiedzę w domu, będę jadła regularnie i obiadowo, na co ostatnio czasu nie miałam i znowu wrócę do dawnej wagi. Nie wiem na ile uda mi się dotrzymać to postanowienie ale mam zamiar uruchomić mój rower;) lubię sie na nim zmęczyć, tylko pogoda musi być inna bo dzisiaj pocę się jak szalona, jest tak duszno że można zemdleć. O dziecku myślę mało , prawie wcale a jeśli już to wyobrażam sobie że już je mam , bez wcześniejszych stresów o owulację i czy trafimy w moment , bez frustracji że D.. jest na wyjeździe w te dni, bo przecież nie mam tych dni na dobrą sprawę.Jedyne czego jestem ciekawa , to czy cykl mi się po tym cholerstwie wydłuży .. zobaczymy

8 sierpnia 2013, 21:36

W poniedziałek badanie kontrolne i dowiem się czy prolaktyna spada czy nie ,nie będę kłamać trochę się denerwuję ale bez tragedii , najwyżej trzeba będzie kontynuować leczenie. Skupiam się na innych rzeczach, i staram się relaksować jak tylko mogę. Spotkania z ciotką mojego D. zawsze na mnie działają dobrze, w niedzielę wybieramy się razem do Rewy na plażę, wieczory spędzam z książką, staram się nie gonić, nie spieszyć nigdzie. Z moim Słońcem układa się poprawnie, spokojnie , bardzo wziął sobie do serca to co powiedziała mu pani doktor , żeby mnie nie denerwował , naprawdę się stara a ja to doceniam. W pracy zostało mi tylko kilka dni, pozbędę się kolejnego stresu , bo tam zawsze nerwowo i jeszcze ciągły hałas który też działa stresująco. Jak widzę bobaski to się uśmiecham i one do mnie zazwyczaj się też uśmiechają, choć częściej ekscytują się na widok mojego puchatego psiego przyjaciela i zawsze wtedy pojawia się obrazek w wyobraźni, mojego własnego maleństwa , które będzie miało tego pieska na własność. A ja od najwcześniejszych lat będę je uczyć szacunku do zwierząt... marzenia.. Jedyne co nie daje mi spokoju to rozterka, czy jak Słońce wróci to robić kolejny monitoring i starać się trochę pod dyktando , czy może dać się ponieść swobodzie. Swobodniej będzie przyjemniej ale biorąc pod uwagę że On znowu potem na dwa miesiące wyjedzie wolałabym nie przegapić odpowiedniego momentu , pozostawię tą decyzję , bo jeśli prolaktyna się nie unormuje to problem sam się rozwiąże

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 sierpnia 2013, 21:38

9 sierpnia 2013, 21:50

Ginekolog , która przepisała mi dostinex ,kazała powtórne badanie zrobić w 20dc, wyjdzie to akurat w niedzielę. Dlatego też badanie zrobie 21 dnia cyklu , a dzisiaj nie wiem czemu, chyba powoli PMS, zaczynam mieć czarnowidzenie. Nie lubię tego gdybania i w tym przypadku wolałabym być facetem, oni nie stwarzają sobie takich problemów i dylematów. No więc , moje cykle systematycznie się skracają, ostatni miał 21 dni , i jeśli teraz będzie to samo, to jestem w czarnej dupie. Skoro planuję zrobic to badanie 21 dnia , a wtedy dostanę @ to już nie będzie 21 dzień tylko 1 i co ja wtedy pocznę? I jeszcze nie wiedzieć czemu , pomyślałam że to pewnie nie koniec moich problemów, nawet jeśli prl się unormuje to pewnie wyniknie coś innego , jakaś niedrożność albo wieczny brak płodnego śluzu uniemożliwi mi ciążę. Mam nadzieje że to tylko pms. Obserwuję swoje ciało już jakiś czas i trochę je poznałam, jak dotąd , żadnych oznak zbliżającej się @ , piersi nie bolą, nerwowość nieco ponad normę ale nic strasznego , lekko wzrósł mi apetyt a to zawsze zapowiada powoli @ ale tak tydzień przed. Swoją drogą ta oznaka @ strasznie mnie zawsze irytuje( jak jest cykl starań) bo budzę się głodna i po chwili już mam nudności przez co zaczynam sobie wkręcać ciażę a to tylko @ . Dzisiaj klasycznie po pracy zjadłam obiad i padłam, obudziłam się z potworną niestrawnością i jeszcze głupia zjadłam pół kg śliwek matko i córko co ja teraz przeżywam.

10 sierpnia 2013, 16:02

PMS- pełną parą, może nie fizycznie ale psychicznie zdecydowanie. Wolę nawet nie rozmawiać dzisiaj z moim Słońcem , bo mam tak nieodpartą ochotę się czepiać że szok. Rzuciłam się w wir sprzątania, choć normalnie tego nienawidzę ,to w te dni mi pomaga, uspokaja. Pozwala odepchnąć natrętne myśli. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale jestem jak tykająca bomba a zarazem perpetum mobile, bo nawet jeśli nic sie złego nie dzieje , to sama ładuję się złymi emocjami. Przypominają mi się jakieś zamierzchłe nieporozumienia i mam ochotę to na nowo rozgrzebać- nienormalna i do tego mam tego świadomość. Przez dwie godziny rozmawiałam przez telefon z koleżanką i jak w tej całej swojej paplaninie , wypaliła nagle że jej chłopak nie chce dziecka narazie , a ona powiedziała mu że nie ma zamiaru jak ja, obudzić się po 30 z poczuciem niespełnienia , to myślałam że mnie szlag trafi. Ludzie , którzy sami przez to nie przechodzą nie potrafią tego zupełnie zrozumieć. Dlatego pewnie tak uzależniamy się od Ovu, bo czujemy się bezpieczne, rozumiane, nikt nie wyskoczy z durnym tekstem - typu a myśleliście o adopcji? Doceniam podejście mojego taty i jego żony oraz mojej najlepszej przyjaciółki. Po prostu milczą i czekają aż sama coś powiem, pocieszają dobrym słowem. Nie wyrywają się w głupimi tekstami , co najwyżej mówią że bardzo by się ucieszyli gdyby się udało. .. ehh mieszkanko lśni , obiad na jutro w połowie już gotowy więc teraz książka i leżakowanie, trzeba skierować myśli na inny tor , zanim komuś się oberwie, w końcu obiecałam że będę z tym walczyć

11 sierpnia 2013, 21:12

Brzuch mnie boli, po obu stronach , znajome ciągnięcie jajników i śluz zrobił się bardziej wodnisty, co oznacza że dzisiaj albo jutro zjawi się @ i tak jak przewidywałam badań nie zrobię.I nawet nie wiem co dalej w takim wypadku, chyba napiszę po prostu do tej mojej ginekolog i zapytam. Humor jak zawsze o tym czasie mam wyjątkowo podły. Sinusoida: smutek przechodzący w złość i złość przechodząca w smutek. Chciałabym coś na to poradzić ale zwyczajnie nie potrafię.Już teraz wiem że bez pracy oszaleje w krótkim czasie

11 sierpnia 2013, 21:12

Brzuch mnie boli, po obu stronach , znajome ciągnięcie jajników i śluz zrobił się bardziej wodnisty, co oznacza że dzisiaj albo jutro zjawi się @ i tak jak przewidywałam badań nie zrobię.I nawet nie wiem co dalej w takim wypadku, chyba napiszę po prostu do tej mojej ginekolog i zapytam. Humor jak zawsze o tym czasie mam wyjątkowo podły. Sinusoida: smutek przechodzący w złość i złość przechodząca w smutek. Chciałabym coś na to poradzić ale zwyczajnie nie potrafię.Już teraz wiem że bez pracy oszaleje w krótkim czasie.. A głupie Ovu pokazuje mi dzień płodny i jak tu temu wierzyć, fakt owulacji nie wykazał ale u mnie przy 21 dniowych cyklach dzień płodny 20 dnia to kpina

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 sierpnia 2013, 21:14

12 sierpnia 2013, 11:10

Zawsze tak jest, że kiedy człowiek może sie wyspać do woli ,to akurat wstaje skoro świt. Ja budziłam się od 5.00 co godzinę, w końcu od 7.00 zwlokłam się z łóżka. @ ani śladu choć brzuch boli dalej , zapowiadając jej rychłe przybycie. Jakaś zestresowana byłam wewnętrznie nie wiem czemu, i dla uspokojenia całą drogę do Gamety czytałam książkę , żeby zająć myśli i nie powtarzać sobie w kółko "nie stresuj sie". Na miejscu zamiast dobrze znanej mi pielęgniarki jakaś nowa pani, co gorsza ucząca się, rety gapiła się w moją żyłe dobre 10 minut , masując i pukając i jak tu się nie bać. Zazwyczaj pobranie krwi znoszę zupełnie bezstresowo ale wielka igła w rękach tej niepewnej kobiety ,wprawiła mnie w zaniepokojenie. Przeżyłam choć nie powiem- bolało. Teraz czekam na wynik PRL, ktory znając Brussa będzie już o 12.00 . Nie wiem czy dobrze zrobiłam , bo nadal czuje że dzisiaj @ mnie odwiedzi ale przecież ,jest możliwość że nie i nie mogłam czekać bo i tak robię to badanie dzień później. Idę łyknąć dostinex , ostatnią porcję , choć może i nie ..wszystko zależy od wyniku...Zauważyłam że tam w Gamiecie, klinice leczenia niepłodności wcale nie działał na mnie widok cieżarnych, może dlatego że mam świadomość że to kobiety, która jak ja walczyły o swoją ciążę i udało się im, potrafiłam z uśmiechem obserwować ich brzuszki i z nadzieją że mi też sie kiedyś uda. Chyba denerwują mnie tylko typowe wpadki i ciąże od tak w pierwszym cyklu starań :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 sierpnia 2013, 11:11

12 sierpnia 2013, 12:58

Wynik PRL w lipcu 560 a najnowszy dzisiejszy 222.2 kolosalna różnica :D yuuuhuu teraz to ja mogę sie nie stresować haha

13 sierpnia 2013, 16:10

Przeczytałam wszystkie dzisiejsze wpisy , jak zresztą każdego dnia. Mamy kolejny wysyp ciąż, to tak cieszy , bo przecież znam wasze losy, i przeżywam wszystkie wzloty i upadki razem z wami. U mnie spokojnie , mimo moich przypuszczeń @ nadal nie ma, a śluz dalej wodnisty, nie wiem o co chodzi ale nie chce mi się nawet dociekać. Wierzę w swoje przeczucia, zawsze gdzie w głowie kołatała mi się myśl , że w moimi hormonami nie wszystko jest ok. Już 7 lat temu jak odstawiłam tabletki antykoncepcyjne i mineło kilka miesięcy, czułam po prostu czułam że nie jest ok. I trochę jestem zła na niekompetentność lekarzy, jedna ginekolog powiedziała że moje hormony muszą być ok bo mam wypryski :D, długoletni lekarz kazał zrobić lh i fsh i było ok to mu wystarczyło, kolejny już pan doktor heh też tylko lh i fsh . Mi to jednak nie dawało spokoju , odwiedzałam kolejnych lekarzy ale większość twierdziło że musi minąć rok i wtedy dopiero badania.Po roku robili mi jakieś bzdurne usg które pokazywały tylko że jakieś pęcherzyki są więc musi być dobrze , i tak straciłam tyle lat, mogłam mieć już 6 letnie dziecko...Jest żal , ale i poczucie że wszystko dzieje sie według ustalonego scenariusza, tak miało być i koniec..tylko że zawsze chciałam być młodą mamą a na to szans juz nie mam. Pozostaje mi tylko wierzyć że moje przeczucie spełni się do końca, bo intuicja podpowiadała mi że mam drobny problem z hormonami, który nie będzie trudny do usunięcia i to się sprawdziło... Ostatni cykl miał 21 dni , ten ma 22 i chciałabym żeby trwał chociaż 26 dni. Zazwyczaj czytam o waszych oczekiwaniach na @ po 35, 40,50dniowych cyklach co dla mnie jest zupełną abstrakcją

14 sierpnia 2013, 16:57

Pojechałam do mojej gin , po receptę na dostinex, na cholerne Karwiny , strasznie daleko ode mnie. Ubrałam mój ulubiony beżowy,cieniutki kardigan i oczywiście nonszalancko nie zabrałam parasola. Już w autobusie zobaczyłam że pada, kurde kolejny raz zwyzywałam się w myślach od idiotek, po pierwsze za brak parasola a przede wszystkim za brak prawa jazdy. Tyle lat wszyscy mnie na to namawiali, już drugi rok D. też nad tym pracuje, a ja jak oślica się opierałam i mam teraz za swoje. Zamiast grzać tyłeczek w ciepłym autku i rozkoszować się muzyką , musiałam zastanawiać się czy przestanie padać zanim zajadę na miejsce. Oczywiście padać nie przestało, autobus z opóźnieniem nadawał przystanki więc wysiadłam jeden dalej i gnałam w deszczu żeby znaleźć własciwy adres, bo jeszcze nigdy nie byłam tam sama, zawsze mnie Słońce zawoził.Zmokłam jak kura a przenikliwy wiatr dał mi tak popalić ,że czułam od razu że skończy się to przeziębieniem, z trzy razy wpadłam butem w kałużę bo goniłam jedyną w polu widzenia kobietę , żeby zapytać czy idę we właściwym kierunku. Lekarka dała mi receptę na 4 tabletki , dwie mam brać po połowie co tydzień i następne dwie po 1/4 więc wystarczy na długo, życzyła mi zdrowia i dzidziusia- bardzo miła kobieta , choć czasami strasznie stanowcza. Bezpośredni autobus do domu mam tylko jeden z tego miejsca i oczywiście mi zwiał , pół godziny siedziałam na przystanku , sweterek przemókł całkiem, nadął się i bardziej ziębił niż grzał. Całe szczęście miałam ze sobą książkę "50 twarzy Greya " - dla mnie głupia i chyba zachwycałabym się nią z 5 lat temu, na dzisiaj ani mnie nie szokuje ani nie zachwyca. Choć rozumiem że niektórym może się podobać, dokładnie wiem dlaczego , mnie właśnie z tego samego powodu jest obojętna. Przede wszystkim jest nieciekawie napisana, irytująco ale tyle recenzji. Obiecałam że ją przeczytam , mojemu D. od którego ją dostałam , i przyjaciółce która jest nią zachwycona. Swoją drogą targam grubą książkę a parasola nie - dramat. Pojechałam zamiast do domu, to do centrum handlowego , bo od tygodnia szukam farby do włosów, tej którą kupiłam poprzednio i jak na złość nigdzie jej nie ma. Tam zresztą też nie było i kupiłam inną bo moje odrosty , przyprawiają mnie o ból głowy za każdym razem kiedy spojrzę w lustro. Oprócz tego kupiłam trzy bluzki i torebkę , humor od razu mi sie poprawił , a jak dostałam jeszcze karnet na siłownię zupełnie za free to już byłam w siódmym niebie. Teraz tak myśle czy czasem nie sprawiam wrażenia, pustej laleczki na którą mężuś , bądź partner pracuje a jej jedynym zajęciem jest shopping i kosmetyczka i dlatego dostałam ten karnet do kompletu hehe ale mam to w nosie , wiem jaka jestem a opinię innym mam gdzieś tam, gdzie światło dochodzi bardzo rzadko.W aptece miałam rozkminkę, kupować całość czy nie , lekarka wyraźnie powiedziała że jak zajdę to od razu przestać a jeśli nie to dopiero po pół roku. A we mnie gdzieś tli się nadzieja , że się uda , że nie będzie to potrzebne. I to wygrało, ta wiara że będę mamą już niedługo, wziełam odpis recepty i wykupiłam tylko 2 tabletki. @ nadal nie ma , wściekłość gdzieś uciekła, nawet nie mam tego tak normalnego dla mnie w czasie pmsu , znienawidzenia do własnego wyglądu. Bo własnie w pmsie nie mogę na siebie patrzeć , wszystko mi się w sobie nie podoba, w połowie cyklu zaś czuję się boginią ;) śluz nadal wodnisty- cholewcia czyżby cykl aż tak mi się wydłużył że to owulacja? Wiem to dopiero 23 dzień , i @ może przyjść za minutę ale trzeba sie cieszyć z małych rzeczy.. Dzidzia , jeśli się niedługo zjawisz , to będziesz miał mamę zadowoloną z życia i uśmiechniętą , no i z prawem jazdy bo jutro zaczynam kurs ehh

16 sierpnia 2013, 06:18

Porada dnia
Jeśli od roku (a jeśli masz powyżej 35 lat od 6 miesięcy) bezskutecznie starasz się o dziecko nie zwlekaj dłużej, zgłoś się do lekarza i poproś o zlecenie wykonania badań ogólnych zarówno przez Ciebie jak i Twojego partnera. Minimum badań, które powinniście wykonać to: analiza nasienia (badanie plemników), monitoring owulacji (sprawdzenie czy owulacja występuje), pomiar stężenia głównych hormonów we krwi (określenie rezerwy jajnikowej), badanie ultrasonograficzne macicy i jajników oraz histerosalpingografię (HSG – badanie drożności jajowodów i jamy macicy).

hmm lekki szok, bo skoro tak to dlaczego lekarze tak zwlekają z tą podobno podstawową diagnostyką ? Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Z tego minimum zostało mi tylko HSG, od strony czysto technicznej , z racji wyuczonego zawodu ( elektroradiolog) dokładnie wiem na czym to badanie polega, co jednak nie umiejsza mojego strachu.Dzidzia mogłabyś mamusi tego zaoszczędzić ;) ehh. Co do mojego kursu , to chyba tego nie przemyślałam, wybrałam kurs intensywny - teoria w 4 dni . Wczoraj myślałam że dostanę pęcherzy na tyłku , a już po 6 godzinie wykładu czułam że zupełnie nie przyswajam wiedzy.Pocieszam sie myślą że w niedzielę kończę teorię i w poniedziałek albo wtorek będę już mogła zacząć jeździć i jeszcze we wrześniu iść na pierwszy egzamin.W związku z czym we wrześniu pewnie znowu mi prolaktyna podskoczy :P W nowym cyklu jako że mam wolne , wrócę do mierzenia temp. wcześniej mierzyłam zawsze po śnie ale o róznych godzinach, wiadomo praca na zmiany nie było innego wyjścia. Teraz zrobię wszystko zgodnie z instrukcją i zobaczymy jak to wygląda. Nie wiem czy mój , przyjedzie do czasu ewentualnej owulacji, nie wiem nawet czy owulacja już wróciła. Gdzieś tam na dnie duszy jestem zniechęcona do tego wszystkiego, a moze to tylko pms..

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 sierpnia 2013, 06:33

17 sierpnia 2013, 07:41

Kolejny cykl zakończony, trwał 25 dni - wiem że dla wielu dziewczyn to krótko , ale dla mnie to milowy krok do przodu. Tylko 4 dni i aż 4 dni :) Zauważyłam że po wyregulowaniu prolaktyny , objawy pmsu były dużo łagodniejsze, miałam tak podobnie w czasie przyjmowania castagnusa. Zupełnie nie czułam piersi, które wcześniej przyjmowały gigantyczne rozmiary(jak na mnie) i bolały przy choćby najmniejszym dotknięciu. Nawet stanik mnie raził i marzyłam o tym żeby go tylko wreszcie zdjąć, nie powiem były fajne, duże i bardzo jędrne , niemal jak silikony ale co z tego kiedy sprawiały taki ból. Psychicznie też jakoś łagodniej, miałam wczoraj chwilę że wszystko mnie drażniło, ale nic po za tym a wcześniej w pmsie , płakałam, krzyczałam , łapałam doły. Są więc powody do zadowolenia, dostałam zalecenie żeby kontynuować leczenie aż do pozytywnego testu ciążowego lub przez pół roku jeśli ciąży nie będzie. Wychodzi na to że to będzie ta druga opcja , bo moje Słońce nie ma szans na powrót, przepadł mi jak kamień w wodę , nie ma zastępstwa dla niego. Jestem zła, na jego szefa że tak wszystko na jego głowę zwalił i nie pomyśli że też mamy jakieś życie. Jest mi też smutno, czuję pustkę ,bo mój świat od dwóch lat kręci się jak Ziemia , wokół Słońca... mojego Słońca :)Bardzo mi go brakuje , już nawet abstahując od starań o dzidzie , po prostu żeby był , żebym mogła sie obok niego obudzić , przytulić itd tych wszystkich zwyczajnych chwil , których nie docenia sie kiedy są zawsze

18 sierpnia 2013, 17:15

Jestem wredną, złośliwą i zemstliwą babą .. Od trzech tygodni , kiedy mojego D . nie ma , ciaglę mu tłumaczę, krzykiem , groźbą i prośbą, że skoro jesteśmy tak daleko to powinniśmy dbać o nasze relacje. Powinniśmy spędzać ze sobą czas, w ten chory jakby nie było skypowy sposób i rozmawiać. Nie dociera, nasze kontkaty wyglądają następująco.
Telefon1 On: No cześć Słońce potrzebuję żebyś doładowała mi konto .
Ja: Dobrze
On: no to ok, muszę kończyć
Telefon2 Ja: Cześć Słonće słuchaj bo dzisiaj to miałam taki dzień..
On: zadzwoń za 5 minut jestem zajęty
Telefon 3 Ja : miałeś się odezwać (foch)
On : mam urwanie głowy , pogadamy wieczorem
I tak w kółko, czasem mnie wysłucha, zazwyczaj nie ma czasu. I ja to rozumiem, jest w pracy, wszystko na jego głowie, jest tego naprawdę dużo. Niemniej przychodzi weekend , wieczór, mamy wolne i też kontakt jest zerowy. Próbowałam otworzyć mu oczy, nie dało się. Były awantury, żale , pretensje i próby wypracowania kompromisu, obietnice że coś z tym zrobi.Po czym powielał swoje zachowanie. W piątek wybuchłam kolejny raz , on kolejny raz przekonywał że coś zmieni. Wczoraj gadaliśmy może 10 minut po czym poszedł na drzemkę i kazał się obudzić za 2 godziny, obudziłam go ,dałam czas na rozbudzenie, po godzinie zadzwoniłam już wkurzona i co? Dowiaduję się że gra z kolegami w playstation - to już nie pierwszy raz . Coś we mnie pękło i powiedziałam sobie głośno basta!!!. Nie będę płakać po nocach, nie będę miała wyrzutów sumienia że swoimi fochami zatruwam mu życie- bo po prostu mam rację. Skoro koledzy , których codziennie widuje po 13,14 godzin są dla niego ważniejsi i dla nich znajduje czas a dla mnie nie potrafi znaleźć godziny to ok. Napisałam kilka mocnych słów i milczę. Dzisiaj na jego telefony odpowiadam smsami typu : jestem zajęta , zadzwonie jak znajdę chwilę..
On na to : dobrze Ci radzę zadzwoń
Ja: jak będę potrzebowała twojej rady to o nią poproszę.. i milczę zawzięcie i konsekwentnie, wiem że to głupie ale to mnie ugryzło do żywego , że jestem na szarym końcu jego priorytetów, jego listy osób z którymi chce spędzać czas , i wiem że mam rację .. zamieniłam smutek na złość , przez co jest mi lżej. Mam co robić z czasem , nie jestem sierotą , która musi wisieć na drugiej osobie bo nie potrafi sobie zorganizować sensownie czasu. Jeśli chce żebyśmy ostatecznie się od siebie oddalili , to ok ja już nie mam siły walczyć. Wcześniej jeszcze trafiały do mnie argumenty, że kiedy kłócimy sie podczas jego powrotu to jest to moja wina i on wtedy bierze ten ciężar na swoje barki , więc teraz ja mogę. Mogę owszem , ale nie trzy tygodnie, dzień po dniu. Są o mnie pewne prawdy ,które wyłożyłam mu jasno , kawa na ławę na początku znajomości. Nie jestem niewolnicą, nie jestem męczęnnicą, nie potrafię udawać. Kocham go i starałam się. Jednego dnia napisałam mu smsa na spontanie " Bardzo mi Ciebie brakuje " - zero odpowiedzi.. przemilczałam .. kolejnego dnia sms Kocham Cie ..w odpowiedzi dostałam " A Tobie co się stało?" no kurwa mać , no własnie , co mi się stało? Chyba mnie posrało że tak sie staram , jak nigdy jeszcze dla nikogo. Zostawiłam na Śląsku wszystko, i kocham , na ślepo wierze, wybaczam tak wiele , po to żeby dowiedzieć sie że playstation jest ważniejsze niż moje gęganie o tym co u mnie nowego .. wrrr

20 sierpnia 2013, 08:54

Najlepiej zrozumie Cie inna kobieta- to fakt. Po 30 tym telefonie skapitulowałam, pogadaliśmy i względnie doszliśmy do porozumienia. Choć we mnie pozostał żal, poczucie że trochę wymuszam na nim coś na co on nie ma do końca ochoty. Oczywiście usłyszałam , że nic się nie dzieje, przesadzam, dramatyzuję a cała akcja jest zupełnie niepotrzebna. Już więcej nie będę zwracała mu na to uwagi , bo to nie był pierwszy raz , tylko do niego uparcie nie dociera. Wytłumaczyłam wszystko dokładnie i przecież jest inteligentnym facetem, powinno wystarczyć. Wieczorem wzorcowo był gotowy. Zapytał czy dalej będę się bawić w fochmistrza ;) , nawet zapamiętał o której mam jazdy w środę bo zazwyczaj moje słowa cudownie mu umykają. Jakiś taki jednak był nieobecny myślami, nerwowy. Znam go nie oszuka mnie. Zapytałam wprost a on powiedział mi że miał straszny dzień i nie jest zły na mnie tylko po prostu zestresowany... że pewnie zaraz się położy spać bo go to wykończyło. I ok nie mam pretensji , rozumiem, choć kiedy usłyszalam że jeszcze musi na skype pogadać z kolegą, to znowu poczułam złość. Nerwowa to była rozmowa, ja czułam że bardzo wymuszona, gdyby nie moja afera to pewnie zwyczajnie by się nie odezwał. A u mnie co w sercu to i na ustach. I co , powiedziałam co myśle a w odpowiedzi usłyszałam że mam przestać dokazywać , bo nie ma na to nerwów i jeszcze jest dla mnie miły.. Jeszcze jest dla mnie miły..jeszcze jest dla mnie miły -szok , jak echo to brzmi w moich uszach do teraz.. Powiedziałam że w takim razie może na tym zakończymy i sama się wyłączyłam. Odpuszczam sobie, kosztuje mnie to zbyt wiele nerwów, tym razem to ja mam ochote pomilczeć na dłużej. Kiedy rozmawialismy tak szczerze to powiedziałam mu żeby odpowiedział sobie na jedno pytanie. Czy musi mnie zabraknać w jego życiu , żeby zrozumiał jak bardzo tego niedoceniał , kiedy jeszcze było jego. Myślałam że to zadziała ale gdzie tam to tylko facet. Zapytał mnie czy czymś mu groże ... ręce z majtkami opadają ..Mamy kryzys, nie da się ukryć. To ciężki układ , kocham go ale drugi raz mając tą wiedzę chyba bym się nie zdecydowała

21 sierpnia 2013, 08:55

Na Ovu jestem 18 cykl - masakra i gdyby każdy ten cykl był cyklem starań to pewnie troche bym się podłamała. Widziałam już tu wiele podobnych historii i właściwie wszystkie przechodzimy podobne etapy emocjonalne:
najpierw był seks spontaniczny, bez myślenia czy się uda czy nie, z nadzieją że a nuż..Po pierwszym takim cyklu pomyślałam : nie ,nie , dziewczyno źle kombinujesz , pewnie przegapiłaś właściwy dzień- sex musi być regularny. Zaczełam czytać na temat owulacji i uświadomiłam sobie, że tak naprawdę niewiele o tym wiem. Kolejny etap to już regularne serduszkowanie, także zakończone niepowodzeniem , i nowa myśl , ledwo jeszcze kiełkująca może nie wszystko jest ze mną ok? Jeszcze jednak wierzyłam w nie potrwierdzone żadnym faktem gadanie lekarzy , że musi sie udać , nie ma się czym przejmować , że to za szybko , że wszystko jest w porządku. Potem po kolejnych niepowodzeniach , przy regularnym serduszkowaniu sama zaczełam jeszcze bardziej zgłębiać temat i myśl że coś jest nie tak urosła do gigantycznych rozmiarów. Kolejny etap to badania , emocjonalnie ciężki okres, zmęczenie oberwacją temperatury, frustracją że wciąż sie nie udaje, straszne rozczarowanie kiedy przychodzi kolejna @. Wreszcie diagnoza , juz wiem co mi jest, już z tym walczę to mój etap na dziś. Następna może być ciąża albo kolejny problem do pokonania, więc albo będę spokojna jak teraz, szczęśliwa bo się udało, albo na nowo będę przechodzić przez falę złości pt. "Dlaczego mnie to spotyka" . Mój D. wraca za ok 2 tygodnie wiec owulację przegapi , dzisiaj mnie to jeszcze nie denerwuje , ale jeśli owulacja potwierdzi się śluzem , temperaturą i szyjką to wiem że będzie mi smutno że tracimy szansę. 18 miesięcy a prób moze ze 5,6 z czego część jeszcze własnie w nieświadomości a raczej poczuciu że jestem kompletnie zdrowa. Lekarzom nawet nie mówie że prób było tak niewiele bo wtedy nie traktowaliby problemu z należytą uwagą. Świat jest dziwny... dzisiaj pierwsza jazda w samo południe ...mam stresa

22 sierpnia 2013, 21:31

Mam za sobą straszny dzień , niby nic się nie stało a jednak. Wstałam jak zawsze o 7.00 żeby zmierzyć temperaturę i zasnełam ponownie. Na dobre obudziłam sie o 9.30, wyspana, wypoczęta. Wyprowadziłam psa, zrobiłam zakupy i zabrałam sie za sprzątanie. Problem w tym że nie bardzo jest już co sprzątać , bo od dwóch tygodni siedzę w domu i sprzątam w kółko jak szalona. Na drugi spacer z psem ,wybrałam się do pobliskiego lasu, niebo ciężkie, pochmurne , jesienne . W lesie spokój ,jakbym nagle przeniosła się w inne miejsce na Ziemi , jakby nie było to te same osiedle w wielkim mieście. Fajnie jest sie tak zmęczyć, podejście pod dosyć stromą górkę, wywołało u mnie zadyszkę, u psa też ;) tylko że on na ludzkie ma z 80 lat a i tak podbiegł trzy razy szybciej niż ja. Powietrze grzybowe, wiem że nie ma takiego określenia ale tak pomyślałam, że to zapach grzybów, mimo że żadnego nie znalazłam. Poczułam kłucie w jajniku , czyżby zbliżała sie owulacja? Ta myśl zupełnie zepsuła mi humor, bo co z tego , kiedy jestem sama i kolejny cykl idzie na straty , nawet bez spróbowania. Wróciłam do domu biegiem , w deszczu , i dobrze bo ledwo powstrzymałam sie od łez. Hormony ! mam takie dni , kiedy wszystko wydaje mi się do bani, dół w który wpadam a który nie ma dna, lecę w niego głębiej i głębiej. Leżałam i myślałam że moje życie to ciągłość niepowodzeń. Jak znajdę pracę to jest beznadziejna, facet którego kocham jest daleko, rodzina też , w ciąże też nie mogę zajść normalnie , bez wspomagaczy i latania po lekarzach. Kaszanka !! Tak naprawdę chodzi tylko o to że nie spróbujemy ani teraz , ani we wrześniu. D.. wraca 7.09 a ja 10 mam mieć @ , wyjedzie to jeszcze będzie pewnie daleko do owulki i znowu nie będzie go 6 tyg. Już nie daję rady, juz mam tego tak dosyć ,najlepiej bym uciekła. Rozmawialiśmy potem na skype i powiedział że w sumie mógłby wrócić za tydzień ale chce zostać , bo jakoś mu się tam z podatkiem przez to uda ..eee nawet nie wiem, bo nie słuchałam , kolejny raz sam nie pomyślał że są ważniejsze sprawy. Pieniądze to nie wszystko , a nam przecież niczego nie brakuje, mamy oszczędności .. wyłączyłam się zupełnie na to jego gadanie , niech robi jak chce . Po cholere mi to w ogóle było? W poprzednim zwiazku było to samo, ciągle pieniądze ,to na samochód , na wczasy , na czarną godzinę a dziecko może poczekać . W końcu odpuściłam sobie , najpierw starania a potem faceta . Teraz znowu to samo, różnica tylko taka że ten twierdzi że chce ale przecież już wiem że dzieci nie biorą się od samego "chcenia" Taka byłam spokojna jak już się wtedy poddałam . Po co mi było , wkręcanie się w ten cyrk na nowo? Muszę znaleźć pracę która mnie pochłonie bez reszty

22 sierpnia 2013, 23:04

Wierzę w przeznaczenie , widać tak ma być. Policzyłam wszystko dokładnie , Słońce gdybym się uparła najszybciej przyjechałby za tydzień , czyli tuż po owulacji. Ja do niego nie polecę , bo stres związany z podróżą i tak by mnie załatwił na starcie, wiem to bo w czerwcu u niego byłam właśnie celem zapłodnienia :) Według prognozy cyklów z ovu kolejną owulację będę miała 22.09 a Słońce będzie na miejscu do 21.09 więc dzień przed. Teraz uwaga , wyższa matematyka :D biorąc pod uwagę fakt że Ovu liczy moje cykle jako 26 dniowe to zyskuję jeden dzień , bo ostatni cykl miał 25 dni. Jest więc iskierka szansy, ale to takie naciągane bo z kolei jeśli cykl mi się wydłuży to dupa , chyba że jak już złapię mojego pana to go nie puszczę , i będziemy ściemniać że nie może jechać , już tak kiedyś zrobiliśmy podczas staranek. Dopadła mnie myśl że tak ma być i koniec , może nie jest mi to pisane i czas się pogodzić z tą myślą. A może to jakiś większy plan, którego jeszcze nie pojmuję
1 2 3 4 5
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego