Pamiętniki Plan A.
Dodaj do ulubionych
1 2 3

23 stycznia, 14:38

22 dc
Mój pms nabiera rozpędu. Od dwóch dni irytuje mnie wszystko i wszyscy. W pracy nic mi się nie klei. Mam ochotę nie wychodzić z domu, tylko zamknąć się w ciemnym pokoju z netflixem, zapasem popcornu i czekolady... Nie mam złudzeń, i tym razem się nie udało. W ogóle, zajście w ciążę wydaje mi się teraz tak samo realne, jak zaproszenie mnie na prywatną audiencję u królowej Elżbiety. No nieosiągalne po prostu. Myślę sobie, że jeśli kiedyś zobaczę pozytywny test, to nie uwierzę. Niesamowite, jaki hormony potrafią zrobić bigos w głowie 😟
Mjeszcze mąż ma codziennie ciągoty na ❤, a ja go odrzucam. On chodzi sfrustrowany... Czuję się z tym źle, ale jak czasem się zgadzam i robię to na siłę, to czuję się jeszcze gorzej... sama siebie mam dość 😧

24 stycznia, 08:27

Mój mózg robi sobie ze mnie jaja 😒

Wczoraj napisałam, że jeśli zobaczę pozytywny test ciążowy, to nie uwierzę. No więc dziś zobaczyłam... Dwie wyraźne, grube, czerwone krechy. No i faktycznie, niedowierzalam. Rozważałam, czy kupić jeszcze ze 2 testy dla pewności, czy od razu jechać na betę. I potem poczułam w środku taką iskierkę nadziei która zapaliła rosnącą radość, nieopisane szczęście... chciało mi się płakać. Pomyślałam sobie, że to chyba sen....... I wtedy się obudziłam!! 😂 To było okropne, nie życzę nikomu takiego rozczarowania... chciałam spowrotem zasnąć i być w tej ciąży, ale budzik był bezlitosny.

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia, 08:38

27 stycznia, 09:11

26 dc
36,6... moje ciało juz wie, że nie jest w ciąży. A więc @ najpewniej jutro. Sen pozostał tylko snem, jak się ma taki wykres, to nie trzeba robić testów.
Za tydzień nowa klinika, zaczynamy diagnostykę od początku, bo większość badań się już przedawniła. Czy dowiemy się czegoś nowego? Czy znów będzie zalecenie, by łykać suplementy, zdrowo odżywiać i starać się dalej? Ale czy można się bardziej starać??Tracę siły na to wszystko... Najbliższych parę dni zamierzam spędzić z moją mikro żałobą i nie odzywać się do nikogo, więcej, niż to konieczne.

29 stycznia, 12:39

3 dc, 20 cykl starań.

Krótki był ten poprzedni cykl, 25 dni.
Powolutku żegnam się z moją comiesięczną depresją i zbieram siły do dalszej walki. Choć przyznaję, tym razem nie jest łatwo. Wczoraj wpadła do nas moja kuzynka z prawie 2-letnią córeczką (moje ulubione dziecko w rodzinie). Na skype zadzwoniła moja siostra. Dziewczyny porównywały swoje ciążowe brzuchy, obie rodzą w kwietniu... a ja siedziałam z przyklejonym uśmiechem i nie swoim dzieckiem na kolanach. W środku wyłam, chociaż twarz mi nie drgnęła...

Ale dziś postanowiłam się otrząsnąć, ruszyć z miejsca, działać. Zamierzam przygotować się do kolejnej wizyty, uporządkować wszystko, co już mamy. Przygotować pytania do nowej lekarki, nie dać się zbywac. Zamierzam wycisnąć z tego programu tyle, ile się da. W końcu nie biorę 500+, ani zwolnień lekarskich, należy mi się chociaż porządna diagnostyka za składki, które płacę.

2 lutego, 17:03

7 dc
Cudnie, dziś od rana coś mnie bierze. Obudziłam się z drapanie w gardle i z każdą godziną jest coraz gorzej. Doszło łamanie w kościach, dreszcze i stan podgoraczkowy... a taka byłam dumna, że w tym sezonie opieram się wszystkim wirusom 😧
Czy to dlatego,że wczoraj wyszlam bez czapki?? Ale było 13 stopni, bez jaj...
Dlaczego teraz, tuż przed owu... jak choróbsko się rozkręci to cykl pójdzie na straty, eh. 😟
Abstynencja ❤ trwa już ponad tydzień, mąż zostanie mnichem zaraz 😛

3 lutego, 14:34

8 dc
No i mnie rozłożyło 😯 dzisiaj zamiast do pracy poszłam do lekarza i dostałam zwolnienie. Przynajmniej mam trochę czasu, żeby sobie bezkarnie poleżeć. Muszę tylko jutro jakoś stanąć na nogi bo mamy wizytę u lekarza, na którą czekaliśmy 2 miesiace. Chyba odpuszczę ten cykl. Temperatura nic mi powie (dziś rano miałam 38st). Jak poczuje się trochę lepiej to może przyjdzie ochota na ❤. A jak nie, to nie. Zresztą, co to jest, 1 zmarnowany cykl przy kilkunastu porażkach z rzędu?

4 lutego, 13:28

9 dc
1 wizyta z programu leczenia niepłodności.
Tak jak byłam ochoczo nastawiona i pełna nadziei, tak teraz czuję jakbyśmy wpadli w starą, skrzpiącą i zacinajacą się machinę NFZ.
Pojechaliśmy rano, ja z gorączka, ledwo stojąc na nogach. Szpital lata świetności ma juz dawno za sobą, widać doraźne remonty robione na szybko. W rejestracji 0 prywatności, pani z okienka kazała głośno i wyraźnie dyktować dane (na korytarzu szpitalnym było parę osob). Potem dostaliśmy papiery do podpisania i mieliśmy czekać w kolejce. Pod gabinetem tłum, jak się okazało 2 kolejki. Na naszą dr czekają osoby od 8. Ale w gabinecie pani dr nie ma. Co chwilę jacyś lekarze z pacjentkami, pielęgniarki wpadają na chwile, i zaraz wychodzą, nikt o niczym nie informuje. Telefon w rejestracji dzwoni non-stop. (Żeby sie umówić na wizytę, sama dzwoniłam 3 dni) W międzyczasie doktor z drugiego gabinetu wychodzi i mówi, że nie wie ile osób przyjmie bo w każdej chwili może dostać wezwanie na operację...
Na korytarzu panuje juz lekki niepokój, bo nie wiadomo czy w ogóle uda się coś załatwić. Nasza doktor przyszła po 10. W końcu coś ruszyło.
W gabinecie, krótki wywiad, najpierw mąż. Dostał skierowanie na testosteron i poszerzone badanie nasienia. Pierwsze zrobil od reki, drugie - termin oddania materiału (!) za miesiąc. Pani doktor, chociaż miła, ale sprawiała wrażenie, jakby nie bardzo ogarniała procedurę. Na dwóch kartkach miała ściągi, do których co chwilę zaglądała, 2 razy gdzieś dzwoniła, biegała po ksero karteczki informacyjnej która chyba chciała mi dać, ale w końcu nie dała...
za to zrobiła badanie gin i usg. Zapytałam o jajniki, czy coś tam się szykuje do owu, rzuciła zdawkowo "no jeszcze ciut za wczesnie". Zrobiła wydruk z usg, ale bez żadnego komentarza. Gdybym wcześniej nie robiła prywatnie, to nawet nie wiedziałabym, czy anatomicznie u mnie wszystko w porządku. Dostałam skierowanie na badania: morfologie krwi, TSH, prolaktyne, LH, FSH, estradiol, SHBG, DHEA-S, Testosteron. Wszystkie juz wcześniej robiłam, ale dawno, więc powtórzę na fundusz. Aha, i progesteron w 21 dc. Ja na to, że 21 dc wypada mi w niedziele, a ona- to prosze zrobić prywatnie. Yy, nie wiem gdzie, bo nawer diagnostyka jest nieczynna w niedziele. 😑
Ogólnie plan jest taki: czekać do następnego cyklu, między 3-5 dc zrobić zlecone badania, w 11, 13, 15 dc mam się zgłosić na monitoring ( juz mi skóra cierpnie na myśl o siedzieniu tej kolejce w godzinach pracy, a co jak mi zahaczy o weekend??😕, przecież to nie prywatna klinika), w międzyczasie powinny być juz wyniki nasienia ( tylko, że pani dr nie wiedziała, że mąż ma termin pobrania dopiero na marzec😂) . No i z takim kompletem wiedzy, będzie "wiedziała jak nam pomóc". Aha. O wcześniej robione badania nawet nie zapytała.
Kolejnym krokiem będzie skierowanie na sono-hsg, ale tylko w wypadku jeżeli nasienie wyjdzie w normie. Bo jeśli nie, to nie ma takiej potrzeby. 😑 no to dupa, bo od pół roku walczymy z wynikami męża. Kurde, to ma być "kompleksowa diagnostyka przyczyn nieplodnosci"?

Podsumowując, na razie nie dowiemy się niczego nowego, no może poza wynikami nasienia, czy jest poprawa. Ale przynajmniej nie wydamy kasy. Stracimy za to mnóstwo czasu i nerwów na czekaniu. Znowu.

Czuję, że wróciliśmy do punktu wyjścia 😧

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lutego, 15:11

5 lutego, 19:02

10 dc
Coś dziwnego się porobiło w tym cyklu. Miesiączki mam zawsze 5 - dniowe, potem plamienie 1, max 2 dni. A tym razem plamilam mocno do 8 dc, wczoraj lekko, lekarka przy badaniu tez zauważyła, ale jak jej powiedziałam, że nigdy tak nie miałam, to nic nie odpowiedziała. A dziś, pierwszy raz od kilku miesięcy pojawił się rozciągliwy śluz. Niby super, ale w łazience patrzę, a on jest zabarwiony na brązowo 😕
Możliwe, że przez chorobę plamienia się tak ciągną? Dziwne to...

11 lutego, 09:20

16 dc
Jest mi wszystko jedno w tym cyklu. Przez grypę chyba się trochę rozregulowalam, temperatura skacze wiec możliwe ze cykl jest bezowulacyjny. Cóż, bywa. Oczywiście zaraziłam męża, chociaż przeszedł to trochę łagodniej niż ja. Ciekawe, czy odbije się to na badaniach nasienia w marcu... Wróciłam do pracy po chorobowym i jak to zwykle bywa po przerwie, jest straszny kociokwik. Jeszcze szef na urlopie wiec wszystko spada na mnie 😑.
Oby do jutra, oby do @, oby do wiosny... 😧

24 lutego, 14:57

3 dc, 21 cs
Nowy cykl, wracamy do gry po krótkiej przerwie 🙂 Luty z przejściami, przez nasze choroby odpuściliśmy temat starań. Grypa żołądkowa wyciągnęła że mnie całą energię do zycia. Ale nie ma tego złego, przerwa psychiczna była mi potrzebna. Czekałam na @ spokojnie, nie zastanawiając się nad dniem cyklu, bez zaklinania wykresu, naprawdę dobre uczucie 🙂
Za to rozwijam się zawodowo, zrobiłam już 2 zlecenia i przekonałam sie, że na pasji można zarabiać 😁 to dopiero fajne uczucie! Jeszcze tylko muszę okiełznać relacje z klientami, bo nie mam w tym zbyt wiele doświadczenia i może jednak coś z tego będzie 😉

Teraz bierzemy się do roboty w temacie starań. Jutro idę na badania hormonów i umówię się na monitoring. Mąż ma badanie w przyszłym tygodniu. Nastawiam się pozytywnie, mimo ostatnich przejść z poradnią. Może uda mi się zmienić lekarza, bo doktorka, która nas przyjmowała nie wzbudziła zaufania delikatnie mówiąc 😛
Wiosno, przybywaj!

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego, 15:11

26 lutego, 09:18

5 dc
Zrobiłam wczoraj hormony na nfz, pierwszy monitoring we wtorek, 11 dc. Przy okazji dowiedziałam sie, że lekarka, u której byliśmy na pierwszej wizycie była na zastępstwo. Cóż... to by wiele wyjaśniało 😄 A dzisiaj poszłam za ciosem i zrobiłam jeszcze na własną rękę 5 tarczycową, by mieć pełny obraz.

Wczoraj oglądaliśmy dokument o in vitro Małgorzaty Rozenek. Wszystko, co było tam powiedziane, wiedziałam już z Waszych historii. Ale mąż się trochę doedukowal 😉 Widzialam, że utożsamił się z bohaterem programu, który ma wadliwe nasienie. I mimo, że nie pokazuje tego na codzien, to w środku go to boli. Ale nie ma oporów przed ivf, co mnie uspokoiło. W głębi duszy czuję, że to może być nasza droga, nasz plan B. Nie wiem, ile jeszcze będziemy próbować naturalnie. Może do końca roku, może do mojej 30... a może wcześniej lekarz nam powie, że już szkoda czasu i to dla nas najlepsze wyjście. Już 2 razy to usłyszeliśmy, ale to było za wcześnie... chcemy zrobić wszystko co się da, zanim podejmiemy decyzję o ivf. Sumiennie co miesiąc odkładamy oszczędności. Miały być rezerwą, może na mały remont, może na większy samochod, na marzenia... Ale coraz częściej myślę o nich, że to fundusz na in vitro. Zobaczymy. Pieniądze zawsze warto mieć 🙂
Czuję się bezpiecznie, kiedy wiem, że jest alternatywa.

3 marca, 19:33

11 dc
Diagnostykę zaczęłam praktycznie od początku, dlatego napiszę tutaj co zrobiłam do tej pory, żeby sobie to jakoś usystematyzować 🙂

Morfologia krwi
Dalej lekka niedokrwistość ale w porównaniu z poprzednim badaniem parametry ładnie poszły w górę. Biorę Szelazo, bo ma oprócz żelaza B6, B12 i kwas foliowy.

AMH: 15,66 pmol/L (wg przelicznika to ok 2,19 ng/ml)
(wynik pól roku temu 2,02 ng/ml)
TSH: 2,04 uIU/ml
wiem, że powinno być bliżej 1, ja cały czas mam około 2, ale żaden lekarz nie uważał tego za problem...
FSH: 7,87 muIU/ml [wartość ref. 3,5-12,5]
LH: 9,53 muIU/ml [wartość ref. 2,4-12,6]
Prolaktyna: 342 uIU/ml [102-496]
Estradiol: 130,0 pmol/l [46-607]
Testosteron: 0,28 nmol/l [0,29-1,67]
DHEA-S: 3,49umol/l [2,68-9,23]
SHBG: 81,1 nmol/l [26,1-110,0]

Aha, jeszcze pakiet tarczycowy z diagnostyki:
TSH: 2,04 2,04 uIU/ml [0,27-4,20]
FT3: 3,16 pg/ml [2,04-4,40]
Ft4: 1,09 ng/dl [0,93-1,71]
anty-TPO: <9,00 IU/ml [0-34]
anty-TG: 12,90 IU/ml [0-115]

No nie ma się do czego przyczepić...

Monitoring w 11 dc
Dzisiaj wizyta w ramach programu przebiegła znacznie lepiej, było 30min opóźnienie, ale ja też się trochę spóźniłam przez korki :/
Lekarka zrobiła bardzo dobre wrażenie, szybka i konkretna, a do tego miła.
Pęcherzyk 16mm w prawym jajniku. Powiedziała, że podejrzewa polipa/zrosty endometrialne w jamie macicy... Kurczę, tego się nie spodziewałam, USG miałam tyle razy i za każdym inny dr, a takie coś pierwsze słyszę. Powiedziała, że powinnam się umówić z lekarzem prowadzącym na hsg, a następnie histeroskopię. Trochę mnie to zmartwiło, ale z drugiej strony wreszcie ktoś chce mnie zbadać. I jeszcze mam pewność, że nie dla wyciągnięcia kasy, bo to przecież na nfz.
Mam wrażenie, że do tej pory jak lekarz miał wyniki moje i męża przed sobą, to skupiał się głównie na nim, a "Pani przecież jest zdrowa". No jasne, mam wielką nadzieję, że tak jest, ale jeśli coś rzeczywiście jest na rzeczy, to wolałabym od razu wiedzieć, a nie tracić kolejne miesiące w bezczynności.

Plan: Jutro mąż ma seminogram, trzymam mocno kciuki za niego 😁 Ja - kolejny monitoring w piątek (14 dc).
W tak zwanym międzyczasie staramy się ❤️ 😃

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 marca, 19:19

6 marca, 20:27

14 dc
Masz plan? Życie go zweryfikuje.

Zapisując nas do programu diagnostyki niepłodności zakladalam, że zrobią nam badania, potwierdzą występowanie owulacji (raczej nie mam z tym problemu), skierują mnie na hsg, ewentualnie zrobią inseminację i albo się uda, albo zaczniemy myśleć o in vitro, że względu na wyniki męża.
Dziś w szpitalu miałam usłyszeć że pęcherzyk ładnie urósł, lub już pękł i że starać się trzeba. A wyszłam... terminem operacji.
Histerolaparoskopia.
Dziś na dyżurze była inna lekarka, ale potwierdziła polipa, lub może nawet przegrodę w jamie macicy. Powiedziala, że nie ma co czekać na termin u lekarza prowadzącego i od razu wypisała mi skierowanie na zabieg oraz wszystkie wymazy przed. Termin? Wymazy pod koniec kwietnia, histero... 10 sierpnia 😦 za 5 miesięcy... Wtedy będzie nam mijać 2 lata starań. No i co do tego czasu?? Polip może uniemożliwiać zagnieżdżenie, może to jest przyczyna. Teraz mam czekać kolejne pół roku na zabieg, a po nim? Nawet nie wiem ile się powinno czekać że staraniami po operacji...

ALE, żeby nie załamywać się całkiem doszukalam się kilku pozytywów sytuacji:
* Mamy przyczynę (?)
* Można z czystym sumieniem wyluzować. Jeśli polip jest przyczyną, nie mam na to wpływu. Może wróci spontan serduszkowania 😉
* Mam czas na rozwinięcie swojego biznesu
* W lipcu mamy plany wakacyjne (dość wymagające 🙂) ciąża zmusiła by mnie do zrezygnowania z nich.
* Mogę "odciążyć" psychicznie Męża. Czuł się trochę podłamany że z nim jest problem, a teraz możemy sobie przybić piątkę 😛
P.S.
Pęcherzyk owszem urósł do 20 mm. Mamy kontynuować współżycie, najlepiej co 2 dni. Ale już nie mam takiego ciśnienia 🙂

20 marca, 12:16

28 dc, 14dpo
Temat starań stanął w miejscu, zresztą jak cały świat teraz...
Raz- ten polip (swoją drogą dobrze, że histero dopiero w sierpniu, bo jest szansa, że się odbędzie), dwa- wizyt w ramach programu nie ma przez koronawirusa, a trzy- nie mamy nawet wyników nasienia, bo mąż robił w szpitalu gdzie odbiór tylko osobiscie, a wiadomo jak jest. Więc luz, co ma być, to będzie.
Poza tym, zajście w ciążę teraz, w tym szaleństwie mogłoby być ryzykowne. Zawsze to jakieś pocieszenie...
Jestem jedną z nielicznych osób w miescie, które pracują normalnie. Biuro mamy bardzo kameralne, a przez puste miasto przejeżdża się praktycznie bez kontaktu z ludźmi. Jest jakoś tak... wolniej, spokojniej. Oczywiście, to co się dzieje jest straszne i konsekwencje epidemii będą ogromne, ale pierwszy raz od dawna nie mam wrazenia, że cały świat pędzi, a tylko ja nie nadążam.

22 marca, 10:15

30 dc
Nie ważne jak bardzo odsuwam od siebie myśli o dziecku, tłumaczę sobie, że to jeszcze nie ten czas, odpuszczam... Zawsze, kiedy nadchodzi TEN dzien, wszystko wraca, a ja się rozpadam. Pragnę dziecka bardzo mocno i wiem, że mój mąż też. Tego nie da się zapomnieć.
Wczoraj test negatywny. Czekam na spóźnioną @ zajadając smutki.

Edit: przyszła. No to zaczynamy 22 cykl.

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca, 13:46

9 kwietnia, 16:32

Radosny dzień!
Dziś na świat przyszła moja druga siostrzenica. Jeszcze rok temu NIKT nie dałby wiary w taki scenariusz. Siostra jest po 40. O pierwsze dziecko starali się długo, aż w końcu, 6 lat temu udało się z pomocą medyczną. Potem kolejne problemy, rozregulowane cykle, zegar biologiczny spowodowały, że po trzech latach siostra oznajmiła, że ich czas minął i nie spodziewają się już cudu. Kiedyś, że łzami w oczach powiedziała, że żałuje, że tak późno zaczęli się starać. Dlatego, kiedy zatrzymał jej się okres, była pewna, że to menopauza, lub jeszcze coś gorszego. A tu niespodzianka: dwie II 😃 Oczywiście, pojawiły się obawy, że w tym wieku rośnie ryzyko powikłań, ale wszystko potoczyło się książkowo. Dziś mają zdrową, piękna córeczkę 😊
Opisuję tą historię, bo mnie daje ona nadzieję. Życie potrafi zaskakiwać, nie tylko w negatywny sposób. Trzeba wierzyć do końca! 🍀

15 kwietnia, 11:13

25 dc, 22 cs
Tym razem test mi się nie przyda. Dziś temperatura poleciała na łeb, na szyję, brzuch już wysyła sygnały, że @ czeka za rogiem i nie będzie miała litości... Psychicznie nie lepiej, zwłaszcza, że kilka spraw się nawarstwiło. Nie urodzę w tym roku. Ovu wyliczyło potencjalny termin porodu na 24 grudnia, co dało iskierkę nadziei, że w kolejne święta będziemy we trójkę... Oczywiście, starałam się nie trzymać kurczowo tej myśli, ale jednak gdzieś tam z tyłu głowy ona była. No nic, to tylko kolejny zawód, znane już doskonale ukłucie w sercu. Codziennie dostaję zdjęcia maluszków, które urodziły się ostatnio w rodzinie, mam być chrzestną jednego z nich. Do tego cała ta izolacja, przestój w leczeniu, zimna wojna z moją mamą, męczący teściowie ze swoimi złotymi radami, spadek kreatywności... Chciałoby się rzucić wszystko i wyjechać na parę dni, ale kwarantanna. Wszystko to sprawia, że rano nie chce mi się wstać z łóżka, a home office przeciąga się do godzin wieczornych. I tak mija dzień za dniem.
Przynajmniej z mężem jest dobrze, trzymamy się w tym razem i chyba jesteśmy bliżej, niż kiedykolwiek.

20 kwietnia, 14:14

5 dc, 23 cs.
Od pewnego czasu zastanawiam się nad swoją przyszłością. Kryzys nadciąga nieuchronnie i nie mogę być pewna swojej pracy. Jeśli za jakiś czas dopadnie nas spowolnienie (a można się spodziewać, że tak będzie), to będę pierwsza do wylotu. Ciężko też mi sobie wyobrazić szukania nowej pracy w obecnej sytuacji, która nie wiadomo ile potrwa... Przebranżowić się? Lubię, to co robię i byłoby mi szkoda poświęconych lat na kształcenie się w moim obecnym zawodzie. Mój pomysł na dodatkowy biznes, (który na początku okazał się całkiem niezłym pomysłem), upadł zaraz po pojawieniu się wirusa w naszym kraju. Całe szczęście w tym wszystkim, że mąż ma stabilną pracę i nie grożą mu cięcia.
I tu znowu, jak bumerang wraca myśl - czyż to nie jest idealny czas na dziecko?? Przeczekać te trudne miesiące na macierzyńskim, zobaczyć jak sytuacja będzie się rozwijać. Wrócić kiedy wszystko się uspokoi (a jeśli nie, to pomyśleć o rodzeństwie :D )
Plan dobry. Zapał jak najbardziej jest :) Tylko odrobiny szczęścia nam potrzeba, tylko małego cudu...

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia, 14:16

27 kwietnia, 12:39

12 dc
Wczoraj był ten dzień, w którym nagromadzone od dłuższego czasu emocje wysypały się ze mnie hurtowo.
Boże, jak ja zazdroszczę parom, które mają swój własny kąt i nie muszą dzielić niemal każdego aspektu życia z rodzicami. Zwłaszcza na kwarantannie. Niestety sytuacja życiowa jest na ten moment na tyle skomplikowana, że czujemy się w obowiązku zostać w moim domu rodzinnym.
Poprzedni tydzień był dla mnie mocno stresujący, zarówno ze względu na pracę, jak i atmosferę w domu. A ponieważ pracuję teraz w domu, to czasu na wytchnienie nie było wcale. Na zewnątrz może nie tego widać ale w środku jestem cała spięta. Często łapię się na tym, że zaciskam zęby, nawet do bólu, jest mi duszno i nie mogę uspokoić oddechu, pocę się mimo, że siedzę bez ruchu przy kompie... Na pewno nie pozostaje to bez wpływu na organizm i jak wiadomo, płodność.
Wczoraj siedliśmy z mężem, żeby ogarnąć PIT-y, pogadać trochę o naszych finansach i planach. On powiedział mi, co chciałby zrobić z wakacjami w przyszłym roku i zapytał, co ja na to. Jego plan wydawał mi się nieco szalony i powiedziałam, że nie bardzo sobie to wyobrażam. Więc on zapytał: w takim razie, jakie ja mam marzenia? I wiecie co..? Poryczałam się jak bóbr, bo zdałam sobie sprawę, że ja teraz właściwie nie mam marzeń... No, poza jednym oczywiście. I na pytanie męża, gdzie widzę siebie za rok, zobaczyłam w myślach nic innego, jak tylko: dokładnie to samo miejsce i te same problemy, co dziś. I to pokazało mi, w jak czarnej dupie jestem, sama ze sobą ;( Jak tak dalej pójdzie to depresja murowana.
Dłuuugo o tym gadaliśmy i główny wniosek jest taki, że ja praktycznie nie mam czasu dla siebie, prosto z pracy wyrywam się do obowiązków domowych i spełniania oczekiwań innych. A resztę czasu w mojej głowie wypełniają myśli o dziecku. Ale co będzie, kiedy już zajdę w ciążę, ale będzie ze mnie wyssana cała radość życia? Czy będę umiała się tym cieszyć?

No więc postanowiłam, że codziennie spędzę minimum pół godziny dziennie TYLKO dla siebie. Wiem, nie wydaje się to dużo, ale ja nawet tyle nie mam. Póki co, zaczynam od jogi. Zaczęłam już wczoraj i poczułam, że moje ciało jest naprawdę w kiepskim stanie. Ale coś ruszyło... I efekt był od razu, trochę zeszło za mnie napięcie, a i <3 potem było jedno z lepszych od daawna ;)
Wiem, że długa droga przede mną i nic nie zmieni się w jeden dzień, ale zamierzam pracować nad sobą, wybiorę sobie jakieś fajne marzenie do spełnienia, a jeśli znowu wpadnę w ten marazm, to chyba pora na psychologa. Na razie najlepszym, jakiego poznałam jest facet, z którym chcę spędzić resztę życia (a on ze mną!) :)

6 maja, 13:57

21 dc
Z moją formą jest już wyraźnie lepiej. Takie oczyszczenie, jakie nastąpiło u mnie tydzień temu było mi potrzebne. Co się stało przez te kilka dni? Ano wróciłam do praktykowania jogi (okazało się, że robiona w domu, z YT też jest skuteczna i daje radość). W majówkę wybraliśmy się z mężem na dłuższy spacer z obłędnymi widokami :) Pracuję nad oddechem. Ostatnio też w czasie pracy puszczałam sobie wywiady z Kasią Miller. Jeju, jak ta kobieta potrafi przestawić myślenie i poprawić humor <3
Ogólnie można powiedzieć, że trochę zajęłam się sobą. Pracą też przestałam się tak stresować. Obiecałam sobie przykładać większą uwagę na to, co jemy, gdyż na kwarantannie trochę się rozpuściliśmy :P

Co do starań... cóż, czekamy...... Miałam mieć pobierane wymazy przed histeroskopią, przełożyłam na połowę czerwca. Mam nadzieję, że do tego czasu sytuacja w wirusem trochę się uspokoi, a w razie gdyby wyszły jakieś bakterie, to zdążę przed zabiegiem się z nich wyleczyć. Na ten moment nic innego nie mogę zrobić, więc staram się o tym nie myśleć. Będzie wielkie zaskoczenie, gdyby w międzyczasie przytrafiła nam się niespodzianka ;)
1 2 3
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego