Pamiętniki Pokój z widokiem na morze.
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4 5

9 lipca 2014, 11:28

Nie myśl, że mnie zaskoczysz...ja czekam na ciebie @.


Bo marzenia (tak łatwo) się nie spełniają.

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 grudnia 2014, 16:54

11 lipca 2014, 10:22

Strasznie mnie przybijają moje niepowodzenia ciążowe. Wczoraj byłam w fatalnym stanie, znowu wyłam (bo to nie był płacz) i obwiniałam wszystkich dookoła...a przecież to moja wina, że nie mogę zostać mamą, to ja jestem wadliwa. I mimo, że z moim ciałem wszystko jest ok, to z głową już niekoniecznie. Rozmawiałam wczoraj z mężem...kazał (już nie pierwszy raz) zrezygnować z ovu i wziąć sobie urlop od staranek...termometr już schowałam.

Tak więc znikam z ovu...pojawię się dopiero z początkiem września. Będzie trudno, bo jestem uzależniona od pisania z dziewczynami i czytania pamiętników, notatek, oglądani wykresów i Waszych pięknych małych fasolek, błyskotek i kropków :)

Będę się za Was modliła, a Wy módlcie się za mnie...ale nie za ciążę, za to bym była silna i miała siłę na dalszą walkę...za jakiś czas.

Widocznie to jeszcze nie Nasz czas na zostanie rodzicami.

Mam nadzieję, że w trakcie mojej nieobecności pojawią się tylko same zielone kropki na wykresach...

URLOP uważam za rozpoczęty...

11 września 2014, 18:46

Wakacje minęły bezpowrotnie, pogoda za oknem z dnia na dzień coraz bardziej dołująca :(
Odpoczęłam troszkę, teraz znowu czas brać się do pracy.

Czasami wchodzę na ovu, głównie po to by zobaczyć co u małego Marcela, który dzielnie walczy o każdy dzień.
Moja koleżanka z liceum też obecnie walczy o swoje maleństwo-mała Zuza przyszła na świat w 29tc.

Moja najlepsza przyjaciółka jest w drugiej ciąży (obecnie 13tc)-boi się, bo pierwsze dziecko ma mukowiscydozę i jest aż 25% szans, że to dzieciątko też będzie chore (50% że nosiciel, 25% że zdrowe). Wpadła, ale od dłuższego czasu marzyła o maluszku...to z nią dzieliłam się wszystkimi problemami i smutkami. Razem płakałyśmy przy butelce wina, że chcemy dziecko. To ona mi powiedziała, że razem będziemy chodziły z brzuchami-ja z pierwszym bejbusiem, ona z drugim. No to czekam na tego mojego bejbusia...

O medycznych sprawach...W lipcu byłam u gina. wyniki mam książkowe (mąż też). Dostałam wtedy zadanie zaciążenia do września-nie udało się. Teraz miałam wizytę 3.09.14 i padło HSG, genetyka. Powiedziałam, ze do grudnia (kolejna wizyta) poczekam, a jak do tego czasu nic się nie wyklaruje, to idziemy na badania genetyczne i HSG (nie wiem jaka kolejność).

O obecnym stanie...W tym cyklu staraliśmy się jak szaleni...owulacja potwierdzona monitoringiem. Na chwilę obecną mam całą masę objawów ciążowych (tak przynajmniej mi się wydaje), ale to się okaże za kilka dni.

Posprawdzałam co u dziewczyn po tak długiej przerwie...u niektórych pojawiły się zielone plusiki, co niezmiernie mnie cieszy. Teraz kolej na mnie...

23 września 2014, 07:00

Ten tydzień jest strasznie ciężki...tydzień w którym przypadał termin mojego porodu. I wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że znajoma właśnie urodziła synka-zaszłyśmy w ciążę w tym samym terminie. A ja jak na złość teraz mam jakieś problemy z zajściem w kolejną ciążę. Teraz żałuję, że nie chciałam jeszcze skierowania na HSG, że niby dam radę sama zajść w ciążę. Biorę ten cały inofolic i modlę się o dwie kreski na teście ciążowym.

Dzisiaj zamiast do pracy mam ochotę iść do psychologa.

4 października 2014, 12:41

Miałam dzisiaj taki piękny sen... Śniło mi się, że rodzę. Śmiesznie się czułam, bo byłam świadoma tego, że termin miałam w zeszłym tygodniu (25.09). Poczułam jak odchodzą mi wody i powiedziałam do mojego męża, że już trzeba jechać do szpitala. Chwyciłam go za ramiona i potrząsając nim mówiłam podekscytowana "Donosiłam tę ciążę!".

Czekam na Ciebie.

10 października 2014, 06:23

Wczoraj do pokoju nauczycielskiego wpada moja koleżanka i mi gratuluje...moja mina była bezcenna, bo nie miałam pojęcia CZEGO. Okazało się, że w tym roku to ja zostałam wytypowana do nagrody dyrektora za całokształt pracy pedagogicznej. Po 7 ciężkich latach wreszcie doceniono mój wkład w pracę szkoły. Nagroda pieniężna-jedynie symboliczna-wyląduje na koncie oszczędnościowym. Od jakiegoś czasu śmieję się przez łzy, że te całe oszczędzanie to na in vitro.

Szkoda, że na polu ciążowym nie potrafię odnosić takich "sukcesów".

19 października 2014, 10:14

Nieszczęście ma moją twarz...

20 października 2014, 12:22

Byłam dzisiaj u ginekologa po skierowanie na HSG. Po konsultacji moich cykli okazało się, że trzeba popracować nad owulacją-jest zdecydowanie za późno (około 20dc). W piątek mam wysłać do gina. smsa przypominającego o ustaleniu terminu HSG. Tak więc, jeszcze w październiku czeka mnie sprawdzenie drożności jajowodów.

Byle do przodu...

25 października 2014, 18:30

31 października czeka mnie HSG. Mam nadzeję, że pójdzie sprawnie i w miarę bezboleśnie. W poniedziałek muszę zadzwonić na oddział i zapytać się jak się do tego zabiegu przygotować. W każdym szpitalu sa inne zwyczaje i mimo, iż ciocia (położna) powiedział i jak to jest u niej w szpitalu doradziła telefon.

Ten cykl z uwagi na HSG odpuszczam. Zresztą jestem już w takim stanie, że nawet mi już nie zależy. Chyba troszkę się pogodziłam z tym, że w kwestii rodzicielstwa nie bardzo mi się plany układają, więc muszę chyba nauczyć się cierpliwości i swoje "gonienie po trupach do celu" schować w kieszeń. Przestałam myśleć o tym w kategoriach porażki.

Czekam...trochę nawet z niecierpliwością na te HSG.

30 października 2014, 18:43

Powoli zaczynam się denerwować jutrzejszym badaniem...dzisiaj pewnie będę miała problemy z zaśnięciem. Mam nadzieję, że jutro wszytsko pójdzie sprawnie i bezboleśnie...i oby oba jajowody były drożne.

31 października 2014, 15:07

HSG już za mną...ból był nie do opisania. Przeszłam w swoim życiu wiele procedur medycznych, ale ten zabieg był zdecydowanie najboleśniejszy.

Na oddział przyjęli mnie o 8:30. W łapkę wbili wenflon i kazali czekać. Na sali leżałam z żoną kolegi z pracy, sobie pogadałyśmy (ona niestety po poronieniu czekała na zabieg). Około 11:00 dostałam zastrzyk w dupsko i zabrali mnie na RTG i tam zaczął się zabieg. Zakładanie tego całego ustrojstwa bolało jak silna miesiączka, ale wlewanie kontrastu to istny horror. Moim planem było patrzenie na monitor w trakcie wlewu, ale niestety wraz z bólem, ta myśl zniknęła gdzieś w mej głowie. To było najgorszych 5s.w moim życiu. Jajowody były niedrożne, ale na szczęście już są "naprawione". W niedzielę już mogę rozpocząć staranie o potomka :) Jak tylko przejdzie mi te obfite krwawienie.

Dla Ciebie zniosę wszystko...

4 listopada 2014, 15:24

Byłam po wyniki mojego HSG - narazie bez konsultacji z lekarzem (ale oczywiście wujka Google zapytałam już o radę). Mam tyłozgięcie macicy i w odcinkach dystalnych jajowodów mam zgrubienia. Drobne wodniaki (sactosalpinx), ale ogólnie jajowody są drożne.

USG tarczycy wyszło dobrze, guzek się nie powiększa.

6 listopada 2014, 09:00

Nadal brak skoku temperatury...mimo, że już 21dc. Śluz mam cały czas płodny, szyjka macicy otwarta...sama już nie wiem. Co prawda w tym cyklu mierzę temp. w innym miejscu jamy ustnej, ale i tak skoku nie ma. Bezowulacyjny? NIE ZGADZAM SIĘ!

8 listopada 2014, 19:49

Prawdziwy przyjaciel wie kiedy pojawić się przy drzwiach z butelką wina...wieczór z dziewczynami :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2014, 19:48

17 listopada 2014, 19:35

Powroty do pracy nigdy nie są łatwe...na szczęście dzisiejszy dzień mogę zaliczyć do udanych. Tak czy siak, jeden mniej do urlopu.

Moja koleżanka z pracy jest w ciąży (11tc) strasznie źle ją znosi. Cały czas ma mdłości, wzdęcia. Jak ją dzisiaj zobaczyłam to wyglądała jakby zaraz miała puścić pawia. Oczy załzawione, podkrążone, ale najważniejsze, że z fasolką wszystko ok. W pracy nieliczni wiedzą o jej stanie, na zwolnienie biedula nie bardzo może iść, bo jest na zastępstwie i nie chce podpaść dyrekcji.

A ja już powoli odliczam dni do ŚBN i Sylwestra. Ale najpierw wizyta u gina 15.12.14.

Co do mojego samopoczucia to dzisiaj czuję się nieswojo. Po powrocie do domu obowiązkowo krótka drzemka i chlipanie w kącie na kanapie. Piersi tkliwe, wzdęcia, zgaga i czasami sporadyczny ból miesiączkowy. Objawy znane z każdego cyklu, więc się nie nakręcam...czekam cierpliwie, co niezmiernie mnie zaskakuje.

Bo ja wiem, że mistrz w wymyślaniu objawów ciążowych to JA!

22 listopada 2014, 11:38

Nie mam zielonego pojęcia co się dzieje. Nie mam miesiączki, dzisiaj już nawet nie mam plamienia... dwa dni temu test ciążowy wyszedł negatywny, pewnie trzeba go powtórzyć, albo iść od razu na betę. Jestem na bank pewna, że to nie ciąża...

1 grudnia 2014, 10:29

No i mamy grudzień...dobrze, jeszcze tylko 30 dni tego parszywego roku. Ciężki był to czas, 2014 nie przyniosło mi (ponownie) wyczekiwanych 2 kresek. Wczoraj siedziałam i oswajałam się z myślą niebycia mamą przez jeszcze długi czas... Już nie mogę się doczekać wizyty u gina. 15 grudnia. Ciekawe co tym razem będzie w planach. Co jakiś czas wchodzę i czytam o in vitro, zastanawiam się jak by to było-czasami nawet się boję.
Jest mi nieziemsko smutno, cały rok chodzę jak struta, cały rok zadręczam się myślami o moim nieistniejącym macierzyństwie. Sama siebie zaczynam nienawidzić za brak radości do życia. Chciałabym przespać wszystkie smutki. Czy to depresja? Nie wiem, wiem tylko tyle, że coś jest nie tak :(
Mam wspaniałego męża, który ciągnie mnie do góry, gdy ja spadam w dół. Mam wspaniałe koleżanki - takie do tańca - takich teraz potrzebuję. Mam też moją rodzinę, której staram się oszczędzać smutków, ale oni wszyscy tak czekają, aż ich ukochana córka, siostrzenica, wnuczka zostanie mamą... a ja... a ja po cichutku płaczę.

7 grudnia 2014, 12:57

Zamówiłam kolejną porcję leków, tym razem inofem (140zł za 120 saszetek). Z moim samopoczuciem psychicznym już troszkę lepiej... fizycznie też spoko-dzisiaj już mnie nie boli gardło! Wczoraj myślałam, że rano wydrapię sobie migdały - na szczęście dzisiaj już czuję się zdrowo.

Ostatnio w pracy bardzo się zdenerwowałam na koleżankę. Wchodzę do sali komputerowej, by skserować kilka stron, a ona do mnie na cały głos (przy 3 klasach siedzących w tej sali), czy w moim brzuszku już coś jest? Myślałam, że padnę! Co niektóre głowy dzieci zwróciły się w moją stronę, a ja z rozdziawioną japą wybełkotałam, że dzisiaj zjadłam śniadanie. Zakręciłam się na pięcie i poszłam. Potem (na osobności-jak to dorośli ludzie robią) powiedziałam jej, że nie powinna mnie o takie rzeczy pytać w obecności uczniów. Jeśli ma jakieś pytania odnośnie mojego stanu (błogosławionego, czy nie) to wie gdzie mnie znaleźć. A swoją drogę, to i tak mam wrażenie, że dyrektorka jej podsunęła takie "dyskretne" pytanie. Wszędzie tylko węszy...

Już 3 tygodnie nie jem żadnych słodyczy i nie piję alkoholu (żadnego). Wagowo nie wiem jak to wygląda, bo baterie w wadze padły i nie mam czasu (czyt. chęci) ich wymienić. Fakt jest taki, że nie mam ochoty na jedno i drugie. Może na cukier działa tak magicznie inofolic?

Plany na przyszły tydzień: umyć okna (trochę), uprać firanki (dokładnie), ubrać choinkę (całą). Mąż już narzeka, że znowu zaczepię, te grające lampki (dźwięk wydobywający się z mechanizmu grającego, już dawno nie przypomina żadnej kolędy). A ja się śmieję, że ten dźwięk kojarzy mi się ze świętami i lampki muszą być :P Więc trochę szczęścia-chociaż na koniec parszywego roku 2014!

Byle do świąt...

8 grudnia 2014, 11:04

OMG przyplątało się zapalenie pęcherza, co prawda lekkie, więc od razu działam. Ale ja wiem od czego...ja już tak mam, że jak za dużo się pierdzielę to mam zapalenie :( A teraz po stosunku robiłam świecę przez 10minut i masz babo placek. Muszę to "przepić". Więc walę wodę hektolitrami i biegam do kibelka...

9 grudnia 2014, 10:39

W nocy doskwierał mi pęcherz...do 1 kołtuniłam się w łózku, potem na szczęście udało mi się zasnąć. Rano o 6 na termometrze 37,3...no to pięknie-sobie pomyślałam- choram. Do pracy pójść musiałam, bo i tak sporo n-l chorych, a ja mam dużo na głowie i się nie wyrobię jak wpadnie mi teraz L4. Przed początkiem pierwszej lekcji temp. już tylko 36,6 więc normalnie. Leki juz zakupione (C, urofuragin, żurawina, cytryny itd.) będę znowu się poić jak wrócę z pracy. teraz mam okienko i leniuchuje u rodziców.

Zaintrygowały mnie moje wrażliwe sutki...wczoraj przy dotknięciu lekko mnie bolały, ale myślałam, że sobie wymyślam. Jednak dzisiaj jestem pewna, że są tkliwe. Jest to jeden z objawów, który towarzyszył mi w obu ciążach. I ten drobny objaw sprawia, że boję się brać leki na pęcherz :( Że też kurwa musiałam zachorować teraz!
1 2 3 4 5
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego