Pamiętniki To juz prawie 4 lata staran :-(
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4 5
WSTĘP
To juz prawie 4 lata staran :-(
O mnie: Mam 35 lat,epilepsja, konflikt grup podstawowych krwi i rh, tylozgiecie, mialam depresje poporodowa po 1 ciazy i szok pourazowy, jestem po terapi, po rozwodzie, po malzenstie gdzie bylam zupelnie sama, teraz w zwiazku od prawie 8 lat, zareczona, szczesliwa ale nadal pelna obaw Mieszkam w UK od 10 lat gdzie sluzba zdrowia praktycznie nie istnieje :-(
Czas starania się o dziecko: Prawie juz 4
Moja historia: Jestesmy z moim partnerem razem juz ponad 8 lat, to bedzie moja 2 ciaza, mowie bedzie bo nadal mam nadzieje, ze cud sie zdazy...mam syna z 1-go malzenstwa, w tym roku skonczyl14 lat Moj facet ..jak sie ostatnio okazalo...dzieki temu, ze wyniki wyslalam do pl..ma bardzo slabe plemniki i szanse sa marne :-( tego dowiedzialam sie po 3 latach staran i roku od wizytyw klinice plodnosci..gdzie nam tego nikt nie powiedzial tylko nas oklamano :-(
Moje emocje: Emocje...odnosnie staran...w zaleznosci od dnia w cyklu szczerze mowiac, aktualnie beznadzieja...bo sie @ zbliza...prawdopodobnie za kilka dni nabiore nadzieji znowu...przynajmniej mam taka cicha nadzieje...chociaz w tym momencie to ryczec mi sie chce..i tak od 3 lat

4 czerwca 2014, 14:03

Jak juz wspomnialam powyzej dzisiaj od rana czuje sie beznadziejnie...temperatura mi spadla i odechcialo mi sie wszytkiego, jestem w 26 dc, brzuch mnie zaczal bolec jak na @, a mimo to zrobilam test i wlepialam te swoje galy przez godzine jak ta idiotka w nadzieji, ze zobacze cos czego oczywiscie nie ma...szlak mnie trafia na mnie sama..na to co robie...na to, ze doskonale wiem ze nic z tego i tak nie bedzie a mimo to z drugiej strony dalej sie ludze...glowa mi mowi jedno a serce drugie i tak miesiac w miesiac...ile mozna sie tak katowac do cholery...sama sobie to robie...jeszcze zeby bylo smieszniej to w tym miesiacu mialam hsg co z jednej strony oczywiste jest ze zajsc nie powinnam alenie...ja jeszce bardziej sie nastawilam bo to zwieksza szanse...juz mam dosyc samej siebie...

4 czerwca 2014, 16:36

Niech ta cholena @ juz przyjdzie bo to czekanie mnie dobija

4 czerwca 2014, 17:16

Jajniki mnie bola, zwlaszcza prawy, z ktorego byla owulacja... Oczywicie juz mam durnowatenadzieje w glowie..przestan aska!!!!! Przeciez wiadomo ze to @@@@!!!!!!co z tym moim mozgiem sie porobilo przez testarania to glowa boli, M jedzie z pracy...trzeba mi sie przytulic troche ;-) zobaczymy co jutrzejsza temp pokarze ale nadzieja umiera po malu x

4 czerwca 2014, 17:26

Robie takie bledy ze jak siebie czytam potem tp az mi rece opadaja...przepraszam z gory jak ktos to bedzie czytal, ale szybko pisze i bez zastanowienia

5 czerwca 2014, 12:42

No i przyszla @...jak ta cholerna kara za to ze chce dziecka i nie dosc ze boli samo wsobie ze ona jest to jeszcze czy to musi tak faktycznie mnie pilowac i rozrywac od srodka,od pasa w dol i przypominac o sobie wkazdej minucie, ze az mi sie ryczec chce caly czas...ile mozna jakby nie wystarczylo samo krwawienie do jasnej cholery to jeszce boli i boli i jakby mi ktos tak to wszystko wyrywal...niech to szlak

5 czerwca 2014, 12:50

Na szczescie nie musze nigdzie wychodzic przez nastepne 2 dni tylko to przeleze...przespie moze...mam nadzieje...poklocilismy sie troche z moim, ale pewnie dlatego,ze to ja jestem podminowana tym,ze znowu sie nie udalo i sie jego czepiam bez powodu i kogos trzeba obwinic a tak naprawde to niczyja wina tylko na kims to trzeba wyladowal zeby nie zwariowac...zaczelam to pisac zeby mi bylo latwiej moze to pomoze...zobaczymy...po przeczytaniu waszych histori jest mi troche latwiej bo duzo z nich konczy sie ciaza i szczesliwie i to dodaje mi nadzieji ale z drugiej strony to mnie to doluje bo to znowu nie ja...i tak w kolko...ale dalej czytam...dalej mam nadzieje mimo wszystko, tylko mnie opuszca pod koniec cyklu...straszne sa te dni...

5 czerwca 2014, 19:41

Dziekuje za wasze wpisy, jak to czytam to przynajmnej wiem ze nie zwariowalam do konca...dzisiaj rano powiedzialam mojeju,ze tutaj wchodze i ze jest wiele kobiet, ktore tez robia tysiac testow miesiecznie i gapia sie w nie godzinami tak ja ja, wiec moze jeszce do konca nie oszalalam...oczywiscie sie poryczalam i powiedzialam mu ze musze miec te cholerne testy co miesiac daje mi to poczucie kontroli nad czyms nad czym nie mam zupelnie zadnej kontroli, widzialam w jego oczach ze on nie do konca to rozumie...wiec mowie do niego ...gdybys ial test , ktory pokaze ci tego jednego zdrowego plemnika ktory da ci syna...robilbys taki test? ...no i on powiedzial ze tak...i zapytalam go ile razy taki test by robil? A on na to ze tak czesto jakby tylko mogl...no i wtedy chyba dotarlo o czym mowie...

6 czerwca 2014, 09:34

Zamowilam wczoraj testy i paski do monitora owulacji, ktorego nie uzywalam od kilku miesiecy...doszlam do wniosku, ze moze warto jeszcze zainwestowac bo owulacja mi sie przesowa od 12 dc do 16, wiec dobrze by bylo tak naprawde wiedziec kiedy dokladnie jest...pomimo tego ze sluz mam i brzuch mnie tez boli co by wskazywalo na to, ze mam objawy i sa one niby to oczywiste moze wcale nie sa, skoro cykle zaczelam miec nieregularne odkad sie staramy tzn ze jednak owu nie jest w 14 dc jak to glupio i naiwnie myslalam patrzac na objawy...wiec monitor powinien pomoc i temperatura i testy i wogole powinnam dokladnie to wszystko wylapac co powinno zwiekszyc szanse do maximum...oczywiscie kupilam zapas testow ciazowych,zeby potem moc robic 100000 testow dziennie jak glupia ale ten typ tak ma i trudno...pomimo obiecywan comiesiecznych ze juz nie bede...juz sie chyba pogodzilam z tym ze tak mam i ze musze testowac dla swietego spokoju ducha i tyle i odkad to zaakceptowalam to chyba mi z tym lepiej i latwiej i ciesze sie tez, ze powiedzialam o tym M bo juz nie bede musiala z tym ukrywac i czuc sie jak idiotka...moja najlepsza przyjaciolka ma 2 letniego synka, ktorego jestesmy rodzicami chrzestnymi i do tego bylam przy porodzie,bo ona zaplanowala ta ciaza za plecami ojca dziecka i ten koles za to ja nienawidzi chociaz jest przy dziecku itd...ale nie byl przy porodzie ja bylam co bylo cholernie bolesne...poza tym codziennie dzwoni, zebym przyszla na kawe i wogole bo siedzi sama z tym malym i nie ma z kim pogadac a mamy 5 min do siebie i wogole czai ze ja pomimi kocham tego malego jak wlasnego syna, jak patrze na niego to jasna cholera mnie trafia,ze wlasnego miec nie moge...nigdy co prawda jej tego nie mowilal ale chyba juz nie dlugo przyjdzie czas na to bo jest so raz gorzej...ona na dodatek pierd..tylko i wylacznie co on to dzisiaj nowego nie zrobil...a ja juz od dluzszego czasu po prostu sluchac tego nie jestem w stanie ...i wczoraj znowu sie pytala czy moze na spacer bym z nimi nie poszla...ze mnie sie leje jak z kranu o czym jej zreszta mowilam i ze dola mam a ona na spacerek chce isc???? Idz w pizdu kobieto!!!! Jak ktos nie przezyje to nie wie...ona zaszla , zaplanowala i zaszla w tym samym. Miesiacu i mi tylko powtarza od trzech lat...bedzie dobrze, przyjdziesz na kawe? ..no ku... Mac!!! To ma byc zrozumienie czy empatia??? Krew mnie zalewa!!!!

6 czerwca 2014, 18:56

Wykupilismy z M kanal filmowy ogladamy filmy jak mamy ochote wieczorami...tak na chybil trafil..i w kazdym cholernym filmie kbabka jest w ciazy..jak to jest do cholery mozliwe???

8 czerwca 2014, 08:11

Nowy dzien...zapomnialam wczesniej napomknac,ze mam epilepsje od 20 lat...ostatni atak mialam zaraz po porodzie bo hormony mi zaczely spadac ...straszne to bylo...wiec jest znowu to samo ryzyko...jak bylam w poprzedniej ciazy to nie bylo mowy o zadnej zmianie lekow i tego typu pierdol..tutaj w angli...oni chca od razu leki zmieniac na co ja nie zamiezam sie zgadzac bo dodatkowo chca zmienic na lek ,ktory nie powinien byc podawany w ciazy..wynika znajnowszych badan...poza tym to nie mam najmniejszego sensu,zeby zmieniac leki w ciazy do cholery...przed ciaza to tak ale w ciazy??? Gdzie ryzyko atakow jest najwieksze? Sluchac ich nie moge...poza tym w momencie kiedy bym zaszla w ciaze zbiera sie specjalna komisja do spraw epilepsji i siedzi sie przed jak kurwa w sadzie i czeka na wyrok na podjecie decyzji o swoim zyciu...mam nadzieje,ze wysluchaja tego co ja mam do powiedzenia bo jak nie to bedziemy miec duzy problem...ponadto zeby tego bylo malo to mialam depresje poporodowa a ryzyko nawrotu jest 95%,, wiec generalnie mozna przyjac ze w nastepnej ciazy tez bede miec...z czym juz zreszta sie oboje w pewnym sensie pogodzilismy...zajelo mi duzo czasu zeby wytlumaczyc mojemu aktualnemu partnerowi co sie moze dziac ale wkoncu dotarlo i dzieki temu czuje sie spokojniejsza, wiedzac, ze i on jest w pewien sposob przygotowany...chociaz tak naprawde nikt nie wie co bedzie...dodatkowo mialam szok pourazowy po porodzie...a przeklada sie to nato, ze jak to wiele matek twierdzi, ze o porodzie sie po miesiacu zapomino...ja po 14 nie zapomnialam..co gorsza jak pomysle o porodzie zaczynam odczuwac ten caly bol porodowy i wszystko wraca...pewnie trudno wam to sobie wyobrazic ale tak jest...dodatkowo ja i M mamy grupy krwi ( 0-, A+) wiec jest prawdopodobienstwo konfliktu syrologicznego...to wszystko zlozylo sie na to, ze zanim podjelam decyzje o dziecku wyladowalam u terapeuty bo nie chcialam nawet slyszec ze mam przechodzic przez to wszystko jeszce raz...pomijajac krwotok po porodzie i to ze mij byly mial mnie kompletnie w dupie i moja ciaze tez i byla kompletnie sama i moja matka tez miala mi zazle ze w ciaze zaszlam i td itd.....wiec po terapi jakos to wszystko sie wyprostowalo i staramy , ale obawy sa i co tak naprawde bedzie nie wiadomo ale napewno nie rozowo...

9 czerwca 2014, 18:10

Pomalu wracam do zywych...nastroj sie poprawil i nadzieja wrocila...nastawilismy sie pozytywnie do serduszkowania, byly dwa spontany ;-)...oby taki caly miesiac...M zmienia prace aktualnie i jest pozytywnie nastawiony, w tej starej go strasznie szef gnoil pomimo tego ze byl asystentem managera, to sie tak do niego przyczepil ze nei dalo sie juz tego wytrzymac...na szczescie znalazl nowa i zaczyna w poniedzialek...az odzyl chlopaczyna...ojciec jedzie do Polski na dwa tygodnie...nie lubie jak wyjezdza teskni mi sie zanim...pogoda dzisiaj ladniejsza troche ale tutaj to co 5 min inaczej...ale generalnie nastawia pozytywnie...na szczescie nie mam jutro duzo klientow to moze wyskoczymy na jaks kawusie jak bedzie ladnie :-)... 5dc..czekam na paski do monitora powinny juz przyjsc cholera, jutro juz powinnam ich zaczac uzywac a ich nawet nie dostalam jeszcze szlag by to...musze czekac ...tylko na wszystko czekac...czekac...nienawidze czekac...czemu to nie moze byc juz teraz wszystko...tylko czekac trzeba na wszystko i tak sie czlowiek dobija i wcale cierpliwosci sie nie uczy tylko depresji sie nabawia

9 czerwca 2014, 18:20

I niby napisalam ,ze wszystko pozytywnie i optymistycznie a tu znowu zaczelam narzekac...i jak to nie trzeba czlowiekowi duzo zeby sobie powod znalezc...zeby tylko do dupy bylo, zeby tylko zle, azawsze powtarzalam ze jestem optymistka i szczerze przy tym obtsaje...zawsze sobie powtarzam, ze wszystko bedzie dobrze itd itd...i jakos zawsze jest..tylko nie w temacie ciazy niestety...to jest ten jedyny temat na ktorego wplywu ani kontroli zadnej nie ma, a ja lubie miec kontrole nad wlasnym zyciem, nie do przesady ale jednak...dlatego mnie to do kurwicy doprowadza, ze nic z tym zrobic nie moge, ani sobie pomoc ani nic zmienic...i to jest moze moje challenge...zeby przestac kontrolowac...tylko jak...jak czlowiekowi zalezy...to tak jak z miloscia jak ci zalezy to jak masz odejsc? Wtedy jest najtrudniej...i tu jest tak samo...jak ignorowac..jak praktycznie czlowiek jeszcze w ciazy nie jest a juz marzeniami zyje i w wyobrazni wszystko jest jak zywe...jak to teraz zostawic i odejsc? Jak zapomniec? Musialabym chyba pogodzic sie z tym ze nigdy tego nie bede miec a to juz jest kompletnie inna gadka...inna rozgrywka...duzo trudniejsza...bo jak mam sie pogodzic skoro moze jest nadzieja? Jeszce nikt nie powiedzial ze nie ma, ze drzwi zamkniete,ze koniec...sama mam sobie zabronic marzyc? Sama sobie granice wyznaczyc ? Chyba jeszce nie umiem...i tak to sie kreci niestety dookola non stop bez konca....

10 czerwca 2014, 20:01

Polamalo mnie dzisiaj...wstalam z bolem plecow..cala prawa strona mnie boli jakby mnie ktos pala potraktowal...szukalam butelki rozgrzewajacej ale jak na zlosc zakretki nie moge znalezc oczywiscie...takze musze sie meczyc i czekac az przejdzie a prochow za bardzo nie chce brac wystarczy mi to co musze brac zeby funkcjonowac...siedze sobie sama M poszedl do nowej pracy i gawoze z dziewczynami i nawet fajnie mi sie gada , nie czuje sie samotna przez to, czy sama z tymi wszystkimi problemami...dzieki dziewczyny xxx...dzisiaj nareszcie przyszly paski do monitora jutro pewnie zaczne sikanca...zobaczymy...ogolnie nie taki kiepski dzien tylko pogoda kiepska....nawet w pracy byl dobry dzien xxx

12 czerwca 2014, 06:47

Znowu wstalam wczesniej ale dzisiaj to juz lekka przesada o 4 wstalam, musze pojsc spac w dzien i przesiedziec do pozna i moze pozniej wstane wtedy...dzisiaj 8 dc czekam na owulke i szczerze mowiac to mam duze nadzieje na ten cykl, bo jestem po hsg i nie dokonca pewnie to jest dobre, a z drugiej strony wszyscy ci mowia ze trzeba miec nadzieje, a z drugiej strony ci mowia nie nastawiaj sie..no to kurwa mam miec nadzieje ale nie za duzo tej nadzieji mam miec to ile do cholery mam jej miec tak dokladnie mi powiedzcie??? !!! Zdecydujcie sie moze mam czy nie mam jej miec?? Bo jak nie mam to jest zle i jak mam to tez jest bo sie nastawiam i sie rozczarowuje...juz kurwa mac nie wiem co mam robic do cholery...szlag mnie trafia...jak nadzieji miec nie bede to juz tylko sie polozyc krzyzem i lezec i walic glowa o sciane i po prostu sie pogodzic z tym ze dzieci miec nie bede...i znowu bedzie nie tak bo dlaczego tak myslisz zaraz mi ktos powie...jescze nie wszystko stracone, napewno jest jakas nadzieja...no to jak jest jaks nadzieja to sie nastawiam na to, ze moge w ciaze zajsc co miesiac do cholery, bo mam owulacje CO MIESIAC, to sie co miesiac nastawiam, ze moge w ciaze zajsc bo jest nadzieja, no tak czy nie??? Czy to tak trudno zrozumiec jest czy co? I jak nie zachodze to chyba oczywiste ze jak nie zachodze to sie rozczarowuje i mam dola bo nadzieje mialam...no tak czy nie..to wtedy wszyscy mowiac miej nadzieje...szlag czlowieka moze trafic juz nie mam sily tego sluchac...zal dupe sciska...co niektorym by sie przydalo starac sie rok czasu bez skutku zeby dotarlo o czym ja mowie, bo tak to nie maja pojecia...buzka

12 czerwca 2014, 06:48

Znowu wstalam wczesniej ale dzisiaj to juz lekka przesada o 4 wstalam, musze pojsc spac w dzien i przesiedziec do pozna i moze pozniej wstane wtedy...dzisiaj 8 dc czekam na owulke i szczerze mowiac to mam duze nadzieje na ten cykl, bo jestem po hsg i nie dokonca pewnie to jest dobre, a z drugiej strony wszyscy ci mowia ze trzeba miec nadzieje, a z drugiej strony ci mowia nie nastawiaj sie..no to kurwa mam miec nadzieje ale nie za duzo tej nadzieji mam miec to ile do cholery mam jej miec tak dokladnie mi powiedzcie??? !!! Zdecydujcie sie moze mam czy nie mam jej miec?? Bo jak nie mam to jest zle i jak mam to tez jest bo sie nastawiam i sie rozczarowuje...juz kurwa mac nie wiem co mam robic do cholery...szlag mnie trafia...jak nadzieji miec nie bede to juz tylko sie polozyc krzyzem i lezec i walic glowa o sciane i po prostu sie pogodzic z tym ze dzieci miec nie bede...i znowu bedzie nie tak bo dlaczego tak myslisz zaraz mi ktos powie...jescze nie wszystko stracone, napewno jest jakas nadzieja...no to jak jest jaks nadzieja to sie nastawiam na to, ze moge w ciaze zajsc co miesiac do cholery, bo mam owulacje CO MIESIAC, to sie co miesiac nastawiam, ze moge w ciaze zajsc bo jest nadzieja, no tak czy nie??? Czy to tak trudno zrozumiec jest czy co? I jak nie zachodze to chyba oczywiste ze jak nie zachodze to sie rozczarowuje i mam dola bo nadzieje mialam...no tak czy nie..to wtedy wszyscy mowiac miej nadzieje...szlag czlowieka moze trafic juz nie mam sily tego sluchac...zal dupe sciska...co niektorym by sie przydalo starac sie rok czasu bez skutku zeby dotarlo o czym ja mowie, bo tak to nie maja pojecia...buzka

14 czerwca 2014, 06:57

Dzisiaj. Juz 10dc a moj monitor owu pokazuje dalek 1 bar, zaczynam sie dolowac a dolowac sie nie moge bo mi sie jeszcze bardziej przesunie jezeli wystapi wogole...cholera....martwie sie ze wogole nie bede miec owu...z jednej strony szyjka otwarta i wszystko na dobrej drodze a z drugiej w tym okresie to juz mialam zawsze sluz konktertny itd a tu nic troche mnie to martwi musze przyznac bo to jeden z tych cykli o najwiekszej plodnosc po hsg, a tu cholera mialoby sie okazac ze ja owulacji nie mam no chyba by mnie szlag trafil... Caly cykl by byl zmarnowany...musze miec nadzieje i byc pozytywnej mysli bo mi sie jeszcze bardziej przesunie...wczoraj mnie klient wkurwil jeszcze dodatkowo i mozliwe tez ze to dodatkowo sytuacji nie polepsza...no nic zobaczymy...mus sie bzykac na potege w razie gdyby owu wystapila a ja bym gdzies to przeoczyla...oj do cholery z tym wszystkim

15 czerwca 2014, 12:59

No i zblizamy sie do owulacji...i szczerze mowiac gdybym nie sprawdzala szyjki, ktorej kiedys wogole nie sprawdzalam i gdybym nie miala monitora do owulacji to bym nawet nie wiedziala, bo testy wychodza negatywne, bo moze jakies gowniane..a tu szyjka pieknie otwarta i monitor wykazuje wzrost...wiec jakby nie to , to bym czekala do 14 dc a dzisiaj jest 11dc...i przez to mozliwe ze w poprzednich cyklach sie nie udawalo...szyjke mam otwarta od 3 dni...ten syrop faktycznie dziala i rozrzedza mi sluz, zawsze byl taki rozciagliwy ale cholernie suchy a teraz jest ladny i mokry , nie ma go duzo ale jest lepszej jakosci i wydaje mi sie to lepiej bo te plemniki sie nie przedra przez taka gume do zucia...zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie ale poki co jest pozytywnie...temperatura tez mi dziasiaj spadla wiec jezeli teraz bedzie wzrost to faktycznie by sie zgadzalo, jajnik prawy mnie boli i brzuch jak na owulacje rowniez...wszystkie oznaki prawidlowe...wczesna owulacja bo 11/12 dc co oznacza ze bedzie krotszy cykl ale to bedziemy testowac wczesniej i to nawet lepiej ...wszystko pozytywnie narazie

16 czerwca 2014, 06:51

No i tempka wzrosla dzisiaj :-)... Milutko...ale krew mnie zalewna dalej z tym moim wstawaniem o 5 rano...jakbym miala budzik w glowie..ding!!! Oczy otwarte i mierze temp i juz spac nie moge...dlaczego to kobiety musza to wszystko przechodzic, M ma w dupie i spi do 8, wczoraj tak mnie jajnik bolal ze myslalam ze zejde, juz zadne prochy nie pomagaly, a on tylko patrzyl na mnie ze skruszona mina, dlaczego to on nie moze miec bolow jader raz na jakis czas do cholery, tylko jak nie okres to mnie boli to tydzien prawie pozniej owulacjca i znowu zaraz cholerny okres i tak w kolko...a on nic ...ewentualnie jak go glowa boli czy jak ma katar to juz wielkie nieszczescie... No kurwa co to ma byc??? Daj ci dokopie w jaja co poltora tygodnia dzien w dzien zobaczymy czy katar wtedy bedzie mial wtedy takie duze znaczeznie...czemu to my muimy wszystkie bolesne badania przechodzic a oni jak maja badania to nawet to przyjemne jest dla nich? Co za cholera? Gdzie tu sprawiedliwosc? Niech by mu tak przy badaniu zmiazdzylo te jajczeta, to by bylo poswiecenie, a tu co, orgazm w zamiam i jeszcze marudzi , ze musi isc na badanie, ja pierdole... Idz i niech ci wsadza kamere w malego to zobaczymy jak to ci sie spodoba, jak nie lubisz patrzec na gole babki w gazecie i dobrze sobie robic...bo my to lezymy okrakiem i obcy gosc nam grzebie w ....ale co tam , nie..to on biedaczek musi sie spuscic do sloiczka i jeszcze trzeba sie pouzalac jaki on biedny...kurwa mac...szkoda slow

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 czerwca 2014, 22:00

16 czerwca 2014, 18:11

Postanowilam zucic palenie...od 10 rano nie zapalilam zadnego papierosa a jak na mnie to uwierzcie mi juz duzo...bo normalnie to tak co godzina lub 40 min to cigaret...juz jest 5 i jakos tam zyje...najgorzej to bedzie jutro z kawa, co prawda pije bezkofeinowa juz od 3 lat bo serce mi siada ale papieros zawsze byl, wiec najwieksza proba bedzie jutro, trzymajcie kciuki

17 czerwca 2014, 09:22

No i dalej nie pale... Im dluzej nie pale tym wieksza motywacja oczywiscie..dumna jestem z siebie i M jest dumny...:-) troche mi smutno, zaczelam gadac z lakami z forum ale zupelnie mnie olewaja nie wiem moze cos mowie nie tak ale nie wydaje mi sie, myslalam ,ze czlowiek bedzie mial wsparcie l sie troche rozczarowalam niestety i znowu cholera sam z tym wszystkim, chcialam miec jaks dziewczyne do pogadania co przechodzi to samo bo normalnie jak ktos sie nie stara to nie rozumie o czym mowa ale widze, ze za duzo wymagam, coz widocznie tak ma byc...pisza dziewczyny ze sama nie jestem ale czuje sie sama i nie mam z kim pogadac i tyle i nie wazne co mowicie tak et i tyle...a na ym forum zadaje jakies pytanie a tam zadnej reakcji...nawetjak ktos nie wie odpowiedzi fajnie jakby ktos zareagowal, ze zauwazyl, ze jestem...przykro mi i tyle ...juz mi sie nawet nie chce do nikogo z nich odzywac...bo wychodzi na to , ze jak czlowiek ma wlasne zdanie to sie nie podoba to nikomu...trudno przez trzy lata bylam sama to wytrzymam, moze trzeba zmienic strone i sie stad wypisac jak nie. Z kim rywozmawia...smutno mi jak cholera
1 2 3 4 5