Pamiętniki W oczekiwaniu na cud
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4 5

7 grudnia 2020, 19:44

Dr. Szaflik nie dal zadnej nadziei. Jutro jedziemy na Warszawe. Bedziemy walczyli do konca.

8 grudnia 2020, 19:07

Jestem w Warszawie. Porobili badania wszystkie dobre więc jutro powinni podać prowastatyny. Dzisiaj lekarka ktora byla na dyzurze powiedziala ze jestem w dobrych rekach i sprobuja nam pomoc jak tylko sie da... jutro konsylium...podobno wszystcy lekarze w szpitalu znaja moj przypadek i maja jutro debatowac... boje sie ze dzisiaj dostalam malenka iskierke nadziei a jutro mi ja zgasza...

9 grudnia 2020, 11:33

Podjęli się! Dzisiaj dostanę pierwszą dawkę leku! Szczęściem bym tego nie nazwała ale poczułam ogromną nadzieję...siłę do walki której już miałam brak..
Dziękuję Wam za każde słowo otuchy, każdą modlitwę :* rokowania nadal są bardzo złe bo krew dostarcza najwięcej przepływu do mózgu i serca aby podtrzymać dziecko przy życiu ale niestety inne ograny przez to dostają mocno po tyłku i się nie rozwijają...tego boję się najbardziej...że mała urośnie wagowo ale organy zle sie rozwina...poki co staram sie tym nie zamartwiac ale gdzies w glowie to jednak siedzi...

10 grudnia 2020, 09:43

Serduszko mojej maleńkiej przestało dzisiaj bić ... dołączyła do swoich siostrzyczek 😭 serce kolejny raz pękło mi na milion kawałków...
"To było jak piękny sen..."

11 grudnia 2020, 09:48

O 4:05 urodziłam trzecią córeczkę...czuję się taka...pusta. Co czuję? Nie potrafię opisać tych uczuć...czuję się jakby normalnie a jednak serce mi pęka. Tym razem przechodzę to inaczej. Bardziej świadomie? Moze gdzies tam w podswiadomosci wiedzialam ze moze sie to tak wlasnie skonczyc?
Caly czas zastanawiam sie czy dm rade jeszcze sprobowac. Na koncultacje do profesor Bomby przyjedziemy-to pewne, ale czy podolamy kolejnej probie? Chcialabym byc ziemska matka ale moze nie jest mi to pisane? W szpitalu jakis lekarz mowil mi o surogatce..nie wiedzialam ze to w PL jest legalne...
Mialo byc pieknie a wyszlo jak zawsze.
Stwierdzam ze moje zycie to jakies nieporozumienie...taki krzyz musze dzwigac tylko nikt nie pomyslal ze ja nie mam juz sily..z kazdej strony dostaje w łeb..az w koncu padne i sie juz nie podniose. Za wiele tego jak na jedna osobe..

12 grudnia 2020, 13:28

Ból rozrywa mnie dzisiaj od środka..przepłakałam pół nocy... w szpitalu się trzymałam ale widok wózka,fotelika i torby spakowanej dla małej rozerwały mnie na kawałki... szukam sensu w bezsensie ale znaleźć go nie potrafię. Próbuję wstać ale brak mi sił...umówiłam się na wideorozmowę z psychologiem bo inaczej źle się to skończy.. muszę przetrwać..muszę dać radę..dla moich dzieci..nie dla siebie bo mnie na siebie już nie ma..

14 grudnia 2020, 21:32

I jutro kolejny raz zamiast łóżeczka będę wybierała urnę 😭
Jestem złą matką. Nie potrafiłan ochronić żadnej z moich córek.

16 grudnia 2020, 16:01

Leżę na łóżku, gapię się w bożonoarodzeniową oświetloną szopkę i zastanawiam się dlaczego moje życie tak wygląda...przywieźliśmy dzisiaj choinkę.. zaczęłam sobie wyobrażać jakie cudowne byłoby nasze życie gdyby dziewczynki żyły...J i P pomagałyby nam ją ubierać, G słodko by spała w koszu mojżesza...w tle po cichutku leciałyby kolędy..byłaby radość, śmiech i miłość...tak zawsze wyobrażałam sobie moją rodzinę..pełną gwaru i dziecięcego śmiechu...a tymczasem jestem sama...śmiechu nie ma..jest cisza..smutek i pustka.. gdyby kiedykolwiek mi ktoś powiedział że takie będzie moje życie to zaśniałabym mu się w twarz.. tymczasem czasu nie cofnę, życia dziewczynkom nie zwrócę.. mogę jedynie być w dzięczna za to że choć przez krótką chwilę, ale je miałam..P mogłam zobaczyć, przytulić, pocałować...i na końcu pożegnać.. niektóre z Was tak dzielnie walczą aby choć raz być w ciąży...aby choć raz poczuć się matką..sama już nie wiem co jest lepsze czy w ogóle nie być w ciąży i cierpieć z tego powodu czy być w ciąży a dzieci przy sobie nie mieć? Straszne to wszystko...spotkałam na tym forum taki ogrom walecznych kobiet że w głowie mi się to nie mieści... jak ciężką i ciernistą drogę trzeba przejść aby w końcu móc przytulić swoje dziecko i usłyszeć słowo "mamo"..
Natłok myśli jest w mej głowie ale macie rację, nie mogę się obwiniać...za każdą z moich córek byłam gotowa oddać swoje życie i wiem że więcej zrobić po prostu się nie dało.
Tak bardzo się boję że znowu będę miała trudności z zajściem w ciążę...że kolejny raz się nie uda...że nigdy mój M nie będzie miał ziemskich dzieci..

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 grudnia 2020, 16:03

19 grudnia 2020, 08:38

Wczoraj pochowaliśmy naszą Iskierkę ❤ było ciężko...poprosiliśmy o wyjęcie jej z urny...mamusia owinęła ją pieluszką, włożyliśmy jej małą zabaweczkę, aby miała się czym pobawić...kolejny raz na bilion kawałków pękło nam serce, ale po pochówku poczuliśmy się delikatnie lepiej. Nasz Aniołek jest już z siostrzyczkami a nie w tej cholernej chłodni..
Jest ciężko, ale staramy się jak możemy. Nie mamy innego wyjścia, musimy dać radę.
DTJ86 kochana wysłałam Ci zaproszenie do przyjaciółek, chciałabym podpytać o prof. Bombę.

21 grudnia 2020, 11:08

Dzisiaj mam emocjonalny zjazd...dół i smutek taki jakiego już nie pamiętam :( to życie jest tak kurewsko niesporawiedliwe :( wiem że będą dni lepsze i gorsze...wiem, że muszę żyć dalej...wiem, że innego wyjścia po prostu nie ma. Muszę zebrać się sama w sobie bo widzę w lustrze jak się zaniedbałam..oczy podkrążone, 0 makijażu...mogłabym straszyć. Dzisiaj zamiast czuć kopniaki Gajusi, nie czuę nic...w święta zamiast paradować z dużym brzuchem, będę starała się udawać, że nic się przecież nie stało...rodzina już nie wie jak ma się przy mnie zachowywać...jeden brat z łzami w oczach powiedział, że przeprasza, ale on nie wie jak ma ze mną rozmawiać, jak pocieszyć...drugi w ogóle nie podjął tematu, udaje, że nic się nie stało...szwagierka i teście tak samo...nie mam do nikogo ani żalu, ani pretensji, bo wiem, że wszyscy chcą dla nas jak najlepiej...w święta nie będę składała sobie z nikim życzeń, nie podzielę się opłatkiem, bo nie chcę przy wszystkich łez...popłaczę sobie w samotności, jak wrócę do siebie... coraz częściej zadaje sobie pytanie ile człowiek jest w stanie znieść? Czy rzeczywiście każdy ma gdzieś tam zapisany scenariusz swojego życia? Ile można wytrzymać bólu, rozpaczy i ile razy można się składać od nowa?
Kittinko dziękuję, że jesteś :* myślę o Tobie cały czas!
Kochane...z racji zbliżających świąt chcę Wam życzyć, aby były one ciepłe, radosne, spokojne i spędzone w rodzinnej atmosferze... przez te kilka dni doceńmy to co mamy, zatrzymajmy się na chwilę..nie pędźmy..i choćby w naszym życiu było teraz naprawdę źle to nie zapominajmy, że niestety, ale zawsze mogłoby być jeszcze gorzej..

23 grudnia 2020, 07:00

I od jutra trzydniowy udawany maraton. Sztuczny uśmiech, piepszenie o niczym... tak, chcę aby ta szopka już minęła. Magia świąt już dla mnie nie istnieje. Owszem choinka ubrana, coś tam do jedzenia zrobione... ale nie sprzątałam jak co roku, nie wyczekiwałam...wszystko jest ni obojętne...mój M zapytał mnie wczoraj czy wszystko już zawsze będę miała gdzieś? Chyba tak. Jestem pusta. Nie odczuwam jakiś większych uczuć. Po prostu jestem. To wszystko.
Poczytałam ostatnio o niepłodności immunologicznej i chyba tutaj jest nasz problem. Poczytałam o dr. M z Łofzi który się w tym specjalizuje. Podaje szczepionki z limfocytów męża. Dość drogi interes. Przepłakałam oczywiście pół dnia że nas nie stać, ale dostaliśmy kasę z ubezpieczenia za Gajusie i na pierwsze szczepionki, badania i wizyty byśmy mieli. Przez chwile pojawiła się kolejna iskierka nadziei, ale czy to jest to? Czy lekarze dobrze myślą? Jedno jest pewne. Mam dość. Tego wszystkiego jest dla mnie za wiele... M się nie poddaje. Jest mu ciężko, ale wierzy, że w końcu się uda. Ja staram się wierzyć, ale wiara uleciała. Chciałam posprzedawać wszystkie rzeczy po dziewczynkach i zagospodarować w końcu jakoś ich pokój, który robi obecnie za graciarnię, ale M nie pozwolił. Widzę, że kurczowo trzyma się tego, że to dziecko będziemy mieli. Boję się, że on ma tak głęboką wiarę i, że spadnie z takim hukiem, że się nie podniesie jak się nie uda... dodatkowo przypomniało mi się o polipie, którego mam podobno na przedniej ściance szyjki macicy...taaaaaa...już widzę szybkie zajście w ciążę i zdrowe dziecko przy sobie. Ha! Dobry żart...
Dziewczyny Wam mimo wszystko życzę zdrowych, wesołych świąt!

25 grudnia 2020, 12:32

Wigilia za nami....było psychicznie ciężko ale obie rodziny stanęły na wysokości zadania...u mnie życzeń ani opłatka w tym roku nie było...złożyliśmy sobie po prostu przy stole wspólne życzenia dzięki czemu obyło się bez łez...później brat przebrał się za Mikołaja, gadał jakieś durne teksty przy dawaniu prezentów więc było trochę śmiechu...bratanek przeszedł pierwszy raz przez pokój...wszyscy bili brawo tylko tata się popłakał patrząc na niego gdy stawia pierwsze kroki a później jego wzrok wbił się w zdjęcie Poli i poleciały łzy..ale szybko wytarł myśląc że nikt nie widzi... do teściów dotarliśmy już po życzeniach także tutaj też tylko ogólne życzenia i było ok... wieczorem M wyjechał do pracy ale zadzwoniła bratowa i do 23 rozmawiałyśmy..chyba z mamą się zgadały że zadzwoni żebym nie siedziała sama i nie płakała.. jestem im za to wdzięczna. Dzisiaj z kolei wyszliśmy z M na poranny spacer...nie pamiętam kiedy ostatnio szliśmy ot rak po prostu trzymając się za ręce i rozmawiając o jakiś pierdołach...oczywiście o naszych dzieciach też rozmawialiśmy ale obyło się bez łez...a nawet trochę się pośmialiśmy wyobrażając sobie nasze 3 Iskierki..jakbyśmy je ogarnęli? :) na cmentarzu u dziewczynek oczywiscie wczoraj bylismy... tak bardzo się cieszę że wszyscy o nich pamiętają i każdy był też u nich ze światełkiem..
Psychicznie czuję się jakby coraz lepiej...odliczam dni do wizyty najpierw u prof. B a pózniej zdecydujemy co z wizytą w Łodzi.. załatwiłam już sobie skierowanie do reumatologa, będę dzwoniła w poniedziałek. Pójdę i powiem jakie chcę badania...mówili że na nfz badania się należą po 3 stracie to niech dają wszystko co mogą a za resztę zapłcimy prywatnie. Pojadę w marcu przygotowana, aby nie marnować czasu. Tak. Chcemy z M ostatni już raz spróbować bo oboje stwierdziliśmy że więcej strat nie damy rady unieść. Dajemy sobie ostatnią szansę.

27 grudnia 2020, 21:18

Mija kolejny dzień...
Jak jest? Obojętnie. Tak, to właściwe słowo.
Dzisiaj cały dzień w mojej głowie kłębią się różne myśli...a może śmierć moich dzieci była po coś? Może powinnam nauczyć się doceniać to co mam, a nie wiecznie dążyć do tego co chciałabym mieć? Nie pamiętam już kiedy ostatni raz szczerze się śmiałam, kiedyś potrafiłam cieszyć się z drobnych rzeczy...potrafiłam uśmiechać się w niebo, gdy zza chmury było widać blask słońca...radość sprawiała mi jazda samochodem...tak było jeszcze jakieś 10 lat temu..później zaczęłam brnąć tylko do przodu zapominając o tych wszystkich prostych rzeczach...może powinnam się zatrzymać i od nowa przemyśleć swoje życie? Pragnę mieć dziecko najbardziej na świecie, lecz czy powinnam skupiać się tylko na tym? Chęć posiadania malucha zawładnęła całym moim życiem, zapomniałam w tym wszystkim o sobie...o tym że życie przemija a ja tkwię w martwym punkcie. Przecież kocham moje dziewczynki najbardziej na świecie i nie zapomnę o żadnej z nich nigdy, lecz czy chcę, aby moje życie było już zawsze smutne? Czy one by chciały widzieć mamę wiecznie zapłakaną?

30 grudnia 2020, 18:59

Był sobie rok i roku nie ma. Dzieci jak nie było tak nie ma. Pracy, która sprawia przyjemność nie ma. Beznadziejne życie.
Podsumowanie roku 2020:
Styczeń - czerwiec - monotonia, starania, zrezygnowanie
Lipiec-grudzień - radość, strach, wielka nadzieja
Druga połowa grudnia - walka o przetrwanie
No to by było na tyle.
Poza tym... miałam dzisiaj sen...straszny sen..nawet sny sobie ze mnie drwią. Śniło mi się, że M miał na ręce dzieko...nasze dziecko, ale chyba nie była to żadna z dziewczynek...tak więc trzyma to dziecko..był taki szczęśliwy..i w pewnym momencie jakiś głos zaczął się śmiać i mówić "nie cieszcie się, bo to dziecko i tak za chwilę umrze".. ja zaczęłam przeraźliwie płakać i się obudziłam...

Życzę wszystkim forumowiczkom, które czytają mój pamiętnik szczęśliwego Nowego Roku! Niech się spełnią Wasze marzenia :*

1 stycznia, 09:15

I w końcu 2020r się skończył. Witaj 2021r. Witam Cię z przeziębieniem, bólem zęba i ucha. Cudownie! Zapowiadasz się tak samo wyśmienity jak Twój poprzedni kumpel... dodatkowo jestem wściekła jak osa. Tak, to będzie niezapomniany rok... :/

Wiadomość wyedytowana przez autora 1 stycznia, 09:16

2 stycznia, 17:32

Dzisiaj spędziłam pół dnia na czytaniu o immunosupresji...skutki uboczne jednak raczej w większości się zdarzają, ale jestem w stanie przetrwać wszystko...tylko czy to da pozytywny efekt? Zapisałam się już do reumatologa i immunologa po to,aby przepisali mi badania, które należą mi się na nfz po 3 stracie...zobaczę czy dadzą mi cokolwiek z listy, którą mam zrobioną...
Od poniedziałku nie piję słodkich napojów, ograniczam słodycze i spróbuję częściej wychodzić na spacery... na początek mój cel to 5kg...wiem, że waga także jest ważna przy staraniach, więc i dla swojego samopoczucia przy okazji coś postaram się zrobić :)
Stan emocjonalny na dziś? Obojętność, chęć działania, strach.

3 stycznia, 18:36

Zrobiłam wczoraj trochę porządków...kolejny raz pochowałam do kartonów większość rzeczy tym razem Gai.... łzy mi już nawey nie leciały...sama nie wiem czy aż tak bardzo jej śmierć wyparłam czy może przyzwyczaiłam się do tego że tylko jestem przez jakiś czas w ciąży a dziecka i tak przy mnie nie ma? Tylko czy można się do tego przyzwyczaić? W ciąży z Gają M mi mówił aby nie wyciągać tych wszystkich rzeczy za szybko... ale ja się uparłam bo przecież wierzyłam że trzeci raz nic złego przecież się nie może stać...ależ byłam durna...
Dzisiaj z kolei spojrzałam na fotelik który jest schowany w szafie i jakis wewnętrzny głos mi powtarzał że mogę sobie tylko na niego popatrzeć bo i tak nigdy nie będę go używała dla swojego dziecka... najchętniej sprzedałabym te wszystkie rzeczy ale M nie chce... ja niby chcę walczyc, jechac na konsultację do prof. B i prof. M ale w głębi serca chyba się boję.. nie chcę kolejny raz rodzić martwego dziecka, po prostu nie chcę! A tak jakoś serce podpowiada mi że mam się nie łudzić, nie nigdy się nie uda... chcę wierzyć ale nie potrafię...sama siebie troszeczkę zmuszam aby myśleć pozytywnie a brak mi już na to sił...
W grudniu mieliśmy złożyć łóżeczko...odliczać czas do końca stycznia/połowy lutego...mieliśmy się cieszyć tym że w końcu wszystko jest dobrze a tymczasem nie ma nic...oprócz smutku, żalu i pustki.

Mamaxa dziękuję Ci za komentarz z całego ❤ aż poleciały mi łzy..

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia, 21:17

6 stycznia, 19:20

Co za dzień do dupy... dzisiaj miałam non stop chwile zwątpienia, płaczu, smutku, a nawet histerii.. M doprowadzał mnie do pionu, ale raz mu się to udawało innym razem już nie...widzę, że jest już zmęczony podnoszeniem mnie na duchu i mówieniem, że się uda...
Tak bardzo chciałabym przytulić te moje trzy Iskierki...pocałować...stworzyć z nimi szczęśliwą rodzinę...a tymczasem wszystko się sypie.. czasami mam wrażenie, że moje życie to kiepski żart.. wiem, że inni mają jeszcze gorzej ode mnie..są nieuleczalne choroby młodych osób, ludzie przez pandemię potracili pracę i nie mają za co żyć... ale jakoś tak po prostu, tak po prostu mam to swoje życie w dupie.

10 stycznia, 20:10

Podjelismy z M decyzję o adopcji. Wiem że jestem w stanie pokochac tego malucha najbardziej na świecie. M nie był do tego przekonany bo powtarzał że będzie się doszukiwał w tym dziecku naszej P...i nie da rady pokochać tego malucha... teraz chyba dojrzał do tego że jednak każde dziecko potrzebuje miłości a my możemy mu je dać...bynajmniej taką mam nadzieję. M pokłada jeszcze ogromną nadzieję w prof. B, ja z kolei pojadę na wizytę, ale chyba straciłam już nadzieję na biologiczne dzieci..nie chcę już zadręczać się myślami..nie chcę więcej rodzić martwych dzieci. Gdyby ktoś na mnie spojrzał to jestem pewna że nigdy by się nie domyślił jakie tragedie w życiu przeżyłam. Nauczyłam się zakładać na twarz taką maskę że w sumie sama jestem w szoku. Czy to dobrze? Nie wiem ale tak mi łatwiej niżeli mówić ludziom dlaczego jest mi źle. Stałam się zgorzkniała. M stwierdził że czasami zachowuję się tak jakbym nie miała uczuć. Chyba się z nim zgadzam. Z każdą kolejną śmiercią dziewczynek moje uczucia umierały razem z nimi...

16 stycznia, 22:23

Dzisiaj zaczęłam mieć delikatne plamienie więc @ za rogiem! Jak ja się cieszę :D jeszcze 2 i może Bomba pozwoli nam się starać... wizytę u niej mamy 22.02.. liczę na to że da mi immunosupresję i jak najszybciej nam się uda... czy wierzę że urodzę zdrowe, żywe dziecko? Raz w to wierzę, drugiego dnia już nie, ale jedno jest pewne...staram się o biologiczne dziecko ostatni raz. Więcej nie dam rady. Wóz albo przewóz....albo będziemy mieli dziecko swoje i adoptowane albo tylko adoptowane. To co się teraz dzieje w mojej głowie to jakaś masakra.. staram się, naprawdę się staram myśleć pozytywnie..ale całe moje życie wydaje mi się być kiepskim żartem.. dzisiaj byli znajomi..nie wiedzieli, że byłam w 3 ciąży, że miesiąc temu urodziłam i znowu pochowałam kolejną córkę...wyszło to podczas rozmowy..znajoma stwierdziła że gdybyśmy im nie powiedzieli to by się nie domyślili że coś złego znowu się stało w naszym życiu... jak to człowiek potrafi się zamaskować, pokazać światu to, co chce widzieć...człowiek się uśmiecha a w rzeczywistości chce mu się krzyczeć i wyć.. najgorsza jest bezsilność...człowiek nie chce żyć, a musi... nie ma siły, a walczy... czy kiedykolwiek będzie w końcu dobrze?
Z plusów to to, że dostałam od immunologa sporo badań na nfz, więc chociaż będzie zaoszczędzone trochę pieniędzy na zrobienie badań, których nie dostałam i na dojazdy do Warszawy :)
1 2 3 4 5
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego