Pamiętniki W oczekiwaniu na wiatr, który rozwieje burzowe chmury...
Dodaj do ulubionych
1 2 3

5 lipca, 22:38

6 dc, 4 dzień stymulacji... Zastrzyki wykonane bez większych kłopotów. Jeden jak zwykle bolał ale zagryzam wargę i cisnę do końca. Jajniki chyba już pracują na wysokich obrotach. Nie wiem w jakim tempie się to wszystko rozkręca ale czuję je coraz mocniej. Mam nadzieję, że spiszą się na medal 🙏

Ból głowy nadal nie odpuszcza. Dziś jakoś dałam radę ale wczoraj było kiepsko. Udało mi się złapać wizytę na środę u pani igiełki. Oby coś zaradziła.

6 lipca, 20:27

7 dc, 5 dzień stymulacji... jajniki mocno dają się we znaki. Zrobienie siusiu to największe wyzwanie 🙈 Nawet paznokcie u stóp malowałam na raty, bo brzuch był zbyt mocno przyciśnięty.
Dziś dzwoniłam do siostry z życzeniami imieninowymi i po raz pierwszy słyszałam malutką, a ma już prawie 2 m-ce. Bardzo dziwnie się czułam. Nie mogłam się skupić na niczym poza słuchaniem kwilenia dziecka.

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca, 22:11

7 lipca, 21:16

8 dc, 6 dzień stymulacji... Ostatni zastrzyk stymulujący bolał jak cholerka ale mam już to za sobą. Teraz ze strachem spoglądam na dużą igłę w zastrzykach blokujących.

Jajniki coraz bardziej dają się we znaki. Ciężko już siedzieć, stać, przewrócić się z boku na bok. Czuję się jak oferma.

Byłam dziś na akupunkturze i pani doktor twierdzi, że w jakiś swój magiczny sposób wyczuwa, że dużo dzieje się na jajnikach. Jutro się okaże...
Poratowała mnie igłami na ból głowy. Oby przyniosło to efekty.

8 lipca, 20:51

9 dc, 7 dzień stymulacji... Byłam na pierwszym usg. Jest 8 pęcherzyków 17 mm, jeden 21 mm i dużo małych. Ze względu na ten duży, będę przyjmować na przemian zastrzyki stymulujące i blokujące. W sobotę kolejne usg. Punkcja prawdopodobnie w poniedziałek.

Pożaliłam się doktorowi, że jestem obolała i mam brzuch ważący 100 kg. Powiedział, że do punkcji może być jeszcze gorzej.
Dziś ruszam się jak słoń, a chodzę jak kaczka. Każdy ruch zajmuje mi dwa razy więcej czasu. Nie spodziewałam się, że będzie tak ciężko.

Doedukowałam się w necie, że to jednak mało pęcherzyków 🙁 Tylko dlaczego dr twierdzi, że dobrze zareagowałam na stymulację?

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca, 23:08

9 lipca, 10:24

10 dc, 8 dzień stymulacji...
Przyszedł kryzys emocjonalny 😔 Pękłam o 1 w nocy przy zastrzykach z cetrotide. Zmęczona, zaspana, z obolałym brzuchem, z mdłościami. Zastrzyki były bolesne i powstały cholernie piekące i swędzące odczyny. Wyłam jak bóbr pytając sama siebie pod nosem czym tak bardzo w życiu zawiniłam, że muszę przez to przechodzić.

W klinice usłyszałam dziś, że wynik stymulacji jest bardzo przeciętny. Tyle bólu i poświęcenia, a efekty kiepskie 😔 Martwię się z iloma zarodkami zostaniemy.

W dodatku olśniło mnie, że nie mam wymazów z szyjki, bo dr miała pobrać w wybranym przez siebie momencie. No ale jest na urlopie więc zostałam z tym wszystkim sama i błądzę jak dziecko we mgle.

Jeszcze mnie nastraszyli w rejestracji, że do poniedziałku nie zdążę z covidem więc nie mogę podejść do punkcji! To co do cholery mam sobie sama wyjąć te jajka na czas?!?!

Za dużo niewiadomych, za dużo na głowie, za dużo nerwów. Jestem na to za cienka 😔

10 lipca, 14:30

11 dc, 9 dzień stymulacji...
Jest decyzja o punkcji! Odbędzie się w poniedziałek o 11:30.
Okazało się, że stymulacja przyniosła dobre efekty:
▫️jajnik lewy 7 pęcherzyków 18x20
▫️jajnik prawy 8 pęcherzyków 16x20
Musiałam dorobić kilka badań i wymaz na covid. Dr pobrał jeszcze wymaz na chlamydię.
Pozostało mi leżeć i pachnieć do poniedziałku, bo jestem cholernie obolała, brzuch jest jak balon, a jajniki pękają w szwach. Usg tak potwornie bolało, że zaciskałam zęby żeby wytrzymać do końca. Byle do poniedziałku...

W nagrodę za dzielne wysiadywanie jajek kupiłam sobie torebkę 😁👜

11 lipca, 21:08

Jutro punkcja... Jest trochę stresik ale myślę głównie o tym, żeby mieć to już za sobą i żeby skończyły się te bóle. Ledwo się ruszam. Leżeć źle, siedzieć jeszcze gorzej, a chodzenie to już w ogóle dramat. Jedyne co mnie zaskoczyło w trakcie stymulacji to właśnie ten ból. Mam nadzieję, że to najtrudniejszy etap ten trudnej drogi i że dalej będzie trochę lepiej. Choć jest jeszcze lęk jak zniosę szczepienia limfocytami. Podobno to też nie jest przyjemność. Coraz częściej zastanawiam się za jakie grzechy pokutuję.

12 lipca, 16:46

Dzień punkcji! W końcu mam to za sobą! Nie zniosłabym tego bólu ani dnia dłużej. Niestety po wszystkim też mocno boli, a jestem po ketonalu. Jest ryzyko hiperki i trochę mnie nastraszyli. Boję się, że nie wyłapię momentu krytycznego skoro bardzo boli już od kilku dni.

Nie obyło się bez wrażeń. Zemdlałam po wybudzeniu i wstaniu z łóżka. Musiałam dłużej poleżakować z dodatkową kroplówką.

Efekt stymulacji mnie nie zadowala. A raczej jakość moich komórek. Pobrano 19, z czego tylko 9 jest dojrzałych i nadaje się do zapłodnienia. Martwi mnie sugestia pani embriolog, że należy zapłodnić wszystkie 9. Niby argumentem jest mój wiek ale przewija mi się myśl, że może kiepsko je oceniła. Jutro po 14 mamy dzwonić po informację ile się zapłodniło.
Tak bardzo bym chciała żebyśmy mieli 3-4 zarodki. Kolejny raz nie dałabym rady tego przechodzić.

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca, 16:47

13 lipca, 21:08

Dzień po punkcji jest dramat z bólem brzucha 😔 Już poprzedniego dnia było bardzo źle ale myślałam, że w dniu zabiegu może tak po prostu jest. Postawa mojej kliniki to dno i wodorosty! Dostałam telefon, pod którym mam zgłaszać jakieś powikłania. Po rozmowie z panią z rejestracji dostałam info od lekarza, który wykonywał zabieg, że NA OKO nie widzi odchyleń od normy. A ja nadal wiję się z bólu. Zadzwoniłam do mojego ginekologa spoza kliniki i kazał natychmiast jechać wszcząć tam alarm. Przyjęła mnie po godzinach Pani doktor, która stwierdziła hiperstymulacje! Jajniki są rozmiarów 9×6 i sączy się płyn do jamy brzusznej. Dostałam zastrzyki i tabletki, a jutro kiedy pojawią się wyniki badań, będzie decyzja czy wymagam podania kroplówek z albumin.

Ehh... ręce mi opadają. Wydajemy kolejne setki złotych. W aptece zostało 470 zł, do tego wizyta 200 i w piątek jeszcze kontrola. Wiem, że zdrowie jest ważniejsze ale zaczyna mnie to przerażać.

No i to tak cholernie boli 😢 Dobrze, że eMek ma urlop, bo nie jestem w stanie sama nic zrobić. Podnosi mnie z łóżka, sadza na toalecie, pomaga się myć.... A to wszystko okupione strasznym bólem i łzami.

Z dobrych wiadomości... zapłodniło się 7 komórek z 9 i jeszcze ósma jest pod znakiem zapytania, bo trochę wolniej jej to idzie. W sobotę info ile przetrwało i nada się do zamrożenia 🙏 Tak bardzo się o nie martwie 😔

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca, 22:41

14 lipca, 21:38

W wynikach jest trochę odchyleń ale w klinice uznali, że nie potrzebuję albumin. Żałuję, bo czytałam, że dość szybko ściągają wodę z jamy brzusznej i ból trochę odpuszcza.
Od wczoraj nic się nie zmieniło. Postęp jest jedynie taki, że dwa razy wstałam z łóżka bez pomocy eMka. Wieczorem, po całym dniu, wyć mi się chce z bólu. Brzuch jest tak twardy i napięty, że popękały mi naczynka w pępku i zrobił się siny. Kiedy wreszcie to się skończy?! 😢

15 lipca, 19:12

Do wcześniejszych objawów doszła gorączka i zawroty głowy. Jestem bez sił. Przespałam cały dzień. Klinika nadal uważa, że nic niepokojącego się nie dzieje. Każą spokojnie czekać do jutrzejszej wizyty kontrolnej. Wykończę się... 🙁

16 lipca, 21:26

W końcu jest przełom! Czuję się trochę lepiej. Brzuch nadal boli ale do wytrzymania i nie mam gorączki.

Byłam w klinice na kontroli. Jajniki wciąż wielkie, a płynów w brzuchu przybyło ale spłynął na dół. Podobno to dobrze, bo jest już daleko od płuc i będzie stopniowo schodzić. Mam przedłużone zastrzyki i nakaz leżakowania. Mam nadzieję, że najgorsze już za mną i z dnia na dzień będzie lepiej. W poniedziałek koniecznie muszę iść do pracy, za co dostałam opr od lekarza. No ale nie mam wyjścia.

Jutro będziemy wiedzieć ile maluszków dotrwało do 5 doby. Mam nadzieję, że na tyle dużo, że nie będę musiała kolejny raz przechodzić procedury. Chyba bałabym się po tym co przeszłam w ostatnich dniach.

17 lipca, 15:13

Mamy dziś już zamrożone 3 maluszki 😍😍😍 Ale dwa jeszcze dojrzewają. Embriolog mówi, że jeden raczej na pewno dojrzeje, a drugi ma dużą szansę więc finalnie powinniśmy uzyskać 4 lub 5 😍 Mam dzwonić w poniedziałek po ostateczną informację.
Czuję się już w połowie mamą 😁💖

Jestem trochę spokojniejsza. Biorąc pod uwagę problem immunologiczny, potrzebujemy większej ilości zarodków. Nie wiadomo, który transfer, z jakim zestawem leków będzie owocny.

18 lipca, 13:11

Przyszła @ w 19 dc! 😲 Niby lekarze mówili, że po punkcji pojawi się wcześniej ale nie sądziłam, że aż tak wcześnie . No nic, na plus jest to, że z jej przyjściem hiperka ma zacząć całkowicie ustępować. Na minus - kolejna @ pojawi się idealnie na urlop i wyjazd nad morze 🤷‍♀️

Wracam po mału do życia. Wczoraj nawet pojadłam. A jutro wracam do pracy.
To był mega ciężki czas. Ciesze się, że mam to już za sobą.

19 lipca, 17:51

Ostatecznie mamy 4 mrożaczki 💪😁 Bardzo się cieszę 😃 Najbardziej bałam się konieczności powtarzania stymulacji. Teraz długi czas czekania na transfer. Póki co nastawiam się pozytywnie. Widzę te dzieci i wierzę, że ze mną zostaną 💞

Śmieję się do eMka, że przypuszczalnie ma 4 różowe księżniczki, a on się łapie za głowę, bo przeraża go ta ilość różu 😃

Po przyjęciu do organizmu całej tej chemii @ przeszła samą siebie. Cierpiałam całą noc i ranek. Wyłam i wiłam się z bólu. Oby przetrwać dzisiejszą noc i jutro będzie już lepiej.

29 lipca, 08:38

Minęło 2,5 tygodnia od punkcji, a nadal odczuwam skutki hiperstymulacji. Niby ogólnie czuję się nienajgorzej ale są bóle, objawy, które mnie niepokoją i utrudniają codzienne funkcjonowanie. Dla własnego spokoju poszłam na usg do mojego doktora spoza kliniki. W klinice kazali mi już nie przychodzić mówiąc "teraz już będzie Pani żyć". Jednak usg pokazało, że nie jest wesoło: jajniki nadal duże ok 8×5 cm, płynu w jamie brzusznej ubyło ale wciąż tam jest i są złe przepływy w macicy, co świadczy o ryzyku zakrzepicy. Mam stosować neoparin przez 2 tygodnie i po tym czasie przyjść na kolejne usg.

Doktor był bardzo zły, że puścili mnie z nie wyleczoną hiperką i bez zaleceń brania leków i dalszych kontroli. Nie zostawił suchej nitki na miejscowych klinikach. Pracuje w szpitalu mówi, że ciągle ratują przestymulowane pacjentki zostawione same sobie, których leczenie wszystkim jest nie na rękę ze względu na koszty.

Jest mi przykro, że mam takie złe doświadczenia z kliniką. Zupełnie nie tego się spodziewałam. Naprawdę miałam przekonanie, że pacjenci podchodzący do procedury są traktowani jakoś specjalnie. Ze względu na kasę jaką się tam zostawia i z powodu trudnosci i wagi całego tego procesu. Przecież są to pary z problemami zdrowotnymi, po poronieniach, po latach starań, cierpienia psychicznego i fizycznego. Okazuje się, że jesteśmy tylko źródłem dochodu. Przykre to...

3 sierpnia, 18:33

Jestem po pierwszym szczepieniu limfocytami. Bolało, a kilka godzin po boli i piecze jeszcze bardziej. Oczywiście prawa ręka, która jest potrzebna w pracy, cierpi najbardziej. Już spuchła i nie mogę jej wyprostować. Oby jutro nie było jeszcze gorzej.

Te szczepienia to moja ostatnia szansa i jedyna nadzieja. Wmawiam sobie, że jeszcze tylko to i się uda. Boję się myśleć, że to nic nie da i wtedy dojdę do ściany. A przecież tak też może się stać.

Pamiętam jak 1,5 roku temu zawitałam na forum i pierwszy raz przeczytałam o szczepieniach. Był to dla mnie kosmos i coś niesamowicie abstrakcyjnego. Pomyślałam wtedy, że współczuję dziewczynom, które mają tak ogromne problemy i muszą przez to przechodzić. Byłam przekonana, że nigdy nie znajdę się w podobnej sytuacji. A gdzie jestem dzisiaj?

Myślałam o tym ile bólu fizycznego i psychicznego doświadczyłam przez ostatni rok. Przeraża mnie to. Przecież to ponad ludzkie siły.

18 sierpnia, 20:46

Odważyłam się i poznałam moją malutką siostrzenicę. Mieliśmy w urlopie złożyć siostrze grzecznosciową wizytę, a zostaliśmy 1,5 tygodnia 😯

Mała ma 3 miesiące, jest śliczna, pogodna i bardzo grzeczna. W moim mniemaniu jest po prostu dzieckiem idealnym. Dopiero trzeciego dnia odważyłam się ją wziąć na ręce, a teraz najchętniej w ogóle bym jej nie odkładała.

Patrząc na nią, staram się nie myśleć o swoich dzieciach ale to jest silniejsze. Moje maleństwo z pierwszej ciąży byłoby miesiąc starsze więc widzę, w jakim momencie byśmy teraz byli. Natomiast w drugiej ciąży zaczynałabym trzeci trymestr z dwoma brzdącami. Ciagle mam ból serducha, gdy obserwuję ciąże dziewczyn na tym samym etapie. Źle mi z tą zazdrością ale nie da się tego pozbyć. Boję się, że nie będę mogła nigdy doświadczyć tego szczęścia, które obserwuję w domu siostry.

Tymczasem w przyszły wtorek drugie szczepienie limfocytami. Mam nadzieję, że przejdę je znacznie lepiej niż pierwsze. Do dziś mam bolące, swędzące guzy.

Ehh... kiedy w końcu doczekam się transferu? 😔

24 sierpnia, 15:36

Nadszedł dla mnie zły czas... Od tygodnia pęka mi głowa. Żadne sposoby nie pomagają, a tabletki uśmierzają ból na tyle, że mogę wstać z łóżka i jako tako przetrwać dzień. Doszły do tego wymioty i zawroty głowy. Ledwo żyję. Nikt kto nie doświadczył migreny nie zrozumie jakie to jest dziadostwo.

Najgorzej, że dziś miałam drugie szczepienie limfocytami i nie wolno mi brać żadnych leków. Mam wytrzymać najdłużej jak się da ale minimum 3 dni. Nie wiem jak dam radę 😔

Jakby tego było mało, w czwartek mamy wesele. Zapowiada się rewelacyjnie biorąc pod uwagę migrenę w pełni i dolegliwości po szczepieniu. Mam nadzieję, że tym razem nie dadzą mi w kość tak bardzo jak przy pierwszej dawce.

Mam straszne nerwy na siebie, że jestem takim słabym fizycznie człowiekiem, że wszelkie choroby się mnie imają, a dolegliwości odczuwam ze zdwojoną siłą.

Nawet nie poczułam lata w tym roku. Lipiec spędziłam w łóżku cierpiąc podczas stymulacji i hiperki, a sierpniowy urlop zabrała mi migrena. W poniedziałek wrócę do pracy wykończona. Tyle z życia...

25 sierpnia, 14:03

Drugiego dnia po podaniu limfocytów ręce spuchły, bardzo bolą i zrobiły się wielkie piekące odczyny. Czyli sytuacja taka sama jak po pierwszej dawce.

Głowa tak mi dziś pęka, że łzy same lecą po policzkach 😢 Nie wolno mi wziąć leków żeby nie popsuć efektu szczepienia. Do tego mdłości i zawroty głowy. Nie wytrzymam tego dłużej! 😢

Edit. Nie dałam rady... Zrobiło mi się tak słabo z bólu, że położyłam się na podłodze tam gdzie stałam. Nawet nie zdołałm dojść do łóżka. Wzięłam leki i jest odrobinę lepiej, choć nadal łupie.

Przedtem płakałam, bo tak bolało, a teraz płaczę, że musiałam wziąć leki. Nie daruję sobie jeśli przez to, wyniki będą kiepskie.
Rety jak ja już mam tego wszystkiego dość!

Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia, 23:38

1 2 3
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego