Pamiętniki W oczekiwaniu na wiatr, który rozwieje burzowe chmury...
Dodaj do ulubionych
1 2 3
WSTĘP
W oczekiwaniu na wiatr, który rozwieje burzowe chmury...
O mnie: 36-letnia wieczna pesymistka. Od najmłodszych lat intensywnie doświadczana przez życie. Wciąż czekam aż uśmiechnie się do mnie. Rozwódka, obecnie u boku porządnego, kochającego mężczyzny.
Czas starania się o dziecko: Od stycznia 2018 roku
Moja historia: Dwie ciąże po 3 latach starań. Mama trzech aniołków 😔 Problem immunologiczny: odrzucanie zarodka. Nieprawidłowości: kir bx i brak 4 implantacyjnych, paskudne cytokiny (wysokie il2 niszczące zarodek, niskie il10 brak ochrony zarodka), wysokie nk 24%, MTHFR a1298c homo, PAI 1-4G/4G hetero, PCOS, skaczące tsh, rozregulowane cukry-hipoglikemia reaktywna obecnie opanowana.
Moje emocje: Rezygnacja, utrata nadziei, brak wiary w szczęśliwe zakończenie, smutek, zazdrość

27 kwietnia, 23:46

27 kwietnia - dziś mija termin porodu mojego pierwszego, długo oczekiwanego szkraba. Mojej miłości, spełnionego marzenia, iskierki, która odmieni życie i nada mu sens. Piękna data, którą mocno zakreśliłam w kalendarzu. Zawsze chciałam urodzić wiosną.

27 kwietnia - 7 miesięcy po stracie pierwszego maluszka i tydzień po stracie kolejnej ciąży. Miały być bliźnięta. Jeden niestety poddał się już w 5 tc ale drugi był dzielny. Pokazał mamie serduszko, które za chwilę zgasło 😔

Z każdym odejściem dziecka, umiera kawałek mojego serca. Ból psychiczny jest nie do opisania. Nie da się tego ująć słowami. Zrozumie go jedynie kobieta, która przez to przeszła. Przerażające jest to, jak bardzo zawodzą bliscy, jakim brakiem zrozumienia i taktu się wykazują. Owszem, mogę liczyć na partnera ale on inaczej przeżywa, nie chce rozmawiać, myśleć, pamiętać. Szanuję to i nie chcę być dla niego obciążeniem więc płaczę, gdy nie widzi. Każdego dnia łykam łzy i krztuszę się nimi żeby ukryć jak bardzo jest mi źle. Cierpię samotnie, po cichu, po kryjomu. Męczę się sama ze sobą. Nie znajduję niczego, co pomogłoby nie myśleć i nie widzieć ciąży, którą złapałam w dłonie w trakcie poronienia.

28 kwietnia, 22:05

Udało mi się zdobyć wizytę w klinice. Wracamy do planu, którego nie zdążyliśmy wdrożyć, ponieważ pojawiła się ciąża. Czekamy na @ po zabiegu i w kolejnym cyklu stymulacja, punkcja i zamrożenie zarodków. Później szczepienia limfocytami partnera i przy dobrych wiatrach jesienią transfer. Pod żadnym pozorem nie wolno nam się starać bez leczenia immunologicznego. Tak bardzo stwarzam zagrożenie dla własnego dziecka, że muszę chronić go przed sobą 🙁
W piątek na szczęście wizyta u docenta i mam nadzieję, że ustalimy dalsze postępowanie.
Dobrze, niech zacznie się coś dziać, bo bezczynne czekanie doprowadza mnie do szału. Teraz najgorszy czas to oczekiwanie na nowy cykl. Niestety może to potrwać, bo beta była bardzo wysoka.
Jutro wizyta u psychologa. Popłaczę sobie swobodnie, bo to jedyna osoba, przed którą nie muszę udawać.

29 kwietnia, 14:25

Dziś rano wpadłam w panikę, bo o godz. 6 dostałam smsa. Od razu pomyślałam, że siostra urodziła i mama wysłała zdjęcie dziecka. Bałam się wziąć telefon do ręki. O spaniu już nie było mowy. Po kilku godzinach eMek sprawdził z ciekawości... kurier dostarczy dziś paczkę.
Ciąża siostry jest dla mnie potwornym ciężarem. Nigdy nie zapomnę jak kilka dni po pierwszym poronieniu zadzwoniła pochwalić się swoim szczęściem. Wpadłam wtedy w histerię. Odsunęłam się od rodziny, bo jakoś inaczej nie potrafię. W czasie jej jednej ciąży ja straciłam troje dzieci 😔 Ale liczą się te, które są. O moich nikt nie pamięta. Usłyszałam nawet, że dziwnie się zachowuję, że przesadzam 😔 A to przecież były moje dzieci! Widziałam je i pokochałam!

Za chwilę dziecko będzie na świecie i nie wiem jak się zachowam. Życzę im jak najlepiej, a mała niech się zdrowo rozwija ale mnie to przerasta.

30 kwietnia, 17:17

Jestem po wizycie u docenta P. Właściwie nie dowiedziałam się nic nowego. Potwierdził słowa dr z kliniki, że starania przed szczepieniami limfocytami są bardzo ryzykowne i lepiej się wstrzymać.
Plan jest taki jak ustaliliśmy wcześniej: punkcja i zamrożenie zarodków, szczepienia, transfer. Teraz pozostaje czekać na pierwszą @ po poronieniu. Boję się, że to trochę potrwa.

Czekać, czekać, czekać.... to czego nienawidzę.

2 maja, 18:00

Zafundowałam sobie wspaniałą majówkę. Wczoraj wpadłam z impetem twarzą w futrynę. Myślałam, że złamałam nos. Ból był potworny i wyłam jak dziecko. Dziś nochal jest czerwony, a oko podbite. Przynajmniej nie myślę o bólu brzucha po zabiegu, bo boli mnie cała gęba 😐

8 maja, 10:45

Kilka dni temu koleżanka urodziła drugie dziecko. Ukrywała przede mną ciążę wiedząc o moich problemach. Oczywiście szybko się domyśliłam i poprosiłam żeby chociaż ona nie traktowała mnie jak zgniłe jajko. Cieszę się, że mają zdrowe dzieciątko ale wiadomo, że jest mi przykro, że inni mogą, a ja nie. Zauważyłam, że próbuje zmusić się do obojętności w takich sytuacjach, choć średnio to wychodzi. Tak jakbym przygotowywała się do tego, że nigdy nie będę mamą. Zapytałam o to eMka i powiedział, że trudno, najwyżej nie będziemy mieć dzieci. Zadziwia mnie jego beztroska. Tylko, że ja nie wyobrażam sobie przyszłości bez dziecka.

Ze spraw przyziemnych... zeszło mi limo spod oka ale nos nadal mocno boli. Żeby nie było zbyt dobrze, od tygodnia walczę z bólem szczęki, dziąseł i wszystkich zębów. Byłam u stomatologa i zęby zdrowe. Zrobiłam rtg i też czysto. Dr sugerowała, że to ból promieniujący od migreny lub objaw somatyczny stresu 😮

13 maja, 16:46

Dziś siostra urodziła piękną dziewczynkę. Rozpłakałam się, gdy zobaczyłam zdjęcie. Jestem zła na siebie, że nie potrafię się cieszyć ich szczęściem. Czuję jedynie zazdrość, żal i wściekłość na własny los.
Najgorzej, że w niedzielę jest u nich komunia i musimy jechać. Nie wiem jak to dźwignę. Strasznie się boję.

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 maja, 16:48

17 maja, 19:08

Przetrwałam jakoś komunię siostrzenicy. Nie odwiedziłam maluszka i siostry, choć wiem, że takie były oczekiwania. Oczywiście w przyjęciu nie uczestniczyła. Z jednej strony jestem zła, że zachowuję się w ten sposób, a z drugiej po postu inaczej nie potrafię. Starsze dzieciaki nie odstepowały mnie na krok, bo dotąd byłam dla nich ulubioną ciocią. Szwagier też robił wszystko żebym czuła się dobrze. Tymczasem siedziałam jak na szpilkach i nie mogłam doczekać się powrotu do domu. Źle mi z tym, bo dawniej jeździłam do nich z radością.

Dziś minęły 4 tygodnie od poronienia, a @ nadal brak. Czekam na nią jak na zbawienie. Od niej zależą dalsze działania więc oczywiście będzie się zbierać w nieskończoność 😕

25 maja, 21:48

Byłam dziś na kontrolnym usg po zabiegu. Wszystko ok, tylko @ nadal brak. Złoszczę się, bo to już 5 tygodni po łyżeczkowaniu. Bez niej ani rusz więc jak na złość się nie pojawia.

Dostałam skierowanie do szpitala na kolposkopię. Na szczęście mam się zapisać w cyklu po punkcji więc za jakieś 2 miesiące. Nie mam ochoty pojawiać się znów na tym oddziale. Uświadomiłam sobie, że byłam tam przyjmowana już 6 razy w ciągu 2 lat! Nawet na urlop nie wyjeżdżam tak często!
W tym roku chyba w ogóle powinnam zapomnieć, bo nie wiem jak wypadną szczepienia.
Ehh... ciągle tylko lekarze, badania i układanie wszystkiego pod starania. Całkowicie straciłam radość z życia. Ale skoro tak trzeba żeby móc ucałować te malutkie rączki, to jestem w stanie poświęcić tyle ile się da.

26 maja, 17:15

Pojawiło się plamienie więc w końcu coś zaczyna się dziać. W 18-20 dc mam iść na monit żeby upewnić się, że możemy rozpocząć stymulację. I tu niestety kolejna kłoda pod nogi 🙁 Wczoraj na usg pokazała się dorodna torbiel ok 4 mm. Nie ma szans żeby wchłonęła się w 3 tygodnie więc nie będę mogła rozpocząć procedury 😢 Co jeszcze stanie mi na drodze?
Dziś dzień matki... dzieciaki w przedszkolu śpiewały piosenki dla mam i przygotowywały niespodzianki. To trudny dla mnie dzień 🙁

7 czerwca, 19:53

Dziś 12 dc... prawy jajnik pobolewa od kilku dni. Coś mi mówi, że to nie rosnący pęcherzyk, a torbielka o sobie przypomina. Za tydzień usg kontrolne przed rozpoczęciem stymulacji i czuję, że lekarz pokaże mi figę z makiem.

Zaczynam wściekać się ciągłym czekaniem właściwie na nic. Na dziecko czekam od 3 lat, szczepienia i ivf miały odbyć się wiosną i też nic z tego. Teraz czekam na kolejne i coś mi się zdaje, że znów wszystko się przesunie. Brakuje mi wiary w to, że ruszę z miejsca. A o szczęśliwym zakończeniu boję się nawet marzyć.

Żeby w międzyczasie mi się nie nudziło, migrena daje się we znaki z nowymi objawami drętwienia i sztywnienia twarzy. Dostałam skierowanie do neurologa z adnotacją pilne. Najszybszy termin znalazłam na październik 🤦 Będę szukać dalej. Prywatnie nie pójdę choćbym miała z bólu gryźć ściany. Dość już mam wydawania kasy na ginekologów, endokrynologów, immunologów, genetyków, stomatologów. Jeszcze neurologa do tej kompanii brakuje 😡

14 czerwca, 07:43

Dziś dzień wizyt lekarskich. Ważny i trudny organizacyjnie.
14:00 neurolog
17:00 stomatolog
18:50 klinika
Ostatnia wizyta najważniejsza i najbardziej stresująca. Okaże się czy torbiel się wchłonęła i czy za 2 tygodnie możemy rozpocząć procedurę. Bardzo sie denerwuję, bo cały czas czuję jajnik i boli przy ucisku. Obawiam się, że torbielka ma się dobrze i pokrzyżuje nam plany. Nie mam dobrego nastawienia.

15 czerwca, 19:27

Dostaliśmy zielone światło na rozpoczęcie procedury. Powinnam się cieszyć, bo za dwa tygodnie wszystko się zacznie ale...

No właśnie, ciągle jest jakieś ale. Neurolog nie jest zadowolona z opisywanych przeze mnie objawów. Muszę zrobić na cito tomografię komputerową głowy i jak najszybciej skonsultować wynik. Jeśli pojawi się coś nieprawidłowego, nie będę mogła poddać się stymulacji. Załatwienie badania i jego opisu w tak krótkim czasie kosztowało mnie dużo stresu i zaangażowania.

Już nie wiem czym bardziej się martwić. Tym, że nie mogę mieć dzieci, czy tym, że coś może się dziać w głowie. Jestem kłębkiem nerwów. A głowa oczywiście mi pęka i leki nie pomagają 😔 Jestem wykończona tym bólem i nerwówką.
Czuję, że spadło na mnie zbyt wiele na raz.

Jakby wszystkiego było mało, beta nadal lekko pozytywna. Co prawda tylko 2,01 ale dr mówi, że do stymulacji musi całkowicie spaść 😕

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 czerwca, 10:30

17 czerwca, 08:25

Dziś TK głowy i dodatkowy stres, czy wybłagam wcześniejszy opis badania żeby zdążyć skonsultować wynik przed procedurą.

Mam pytać o wyniki w przyszłym tygodniu. Oby tylko były, bo będę miała 1-2 dni na skonsultowanie ich z neurologiem zanim przyjdzie 🐵.

Żeby dzień nie był lepszy od innych, głowa pęka na pół. Do ścięcia z nią 🗡️

Bardzo dziękuję za Wasze wsparcie i za to, że zaglądacie do mojego pamietnika 💗 To bardzo budujące i wiele dla mnie znaczy zważywszy na to, że jestem sama z wszelkimi kłopotami 😚
Zaglądam na forum i cały czas Wam kibicuję ✊💪

Wiadomość wyedytowana przez autora 17 czerwca, 17:34

22 czerwca, 17:05

Wynik tk głowy prawidłowy!

Jeszcze 2 dni dupka i wielkie wyczekiwanie @. Mam nadzieję, że pojawi się jakoś po weekendzie i ruszam ze stymulacją. Oby już nic nie stanęło na drodze.

Stres jedynie z pracą, ponieważ w lipcu nie ma nikogo poza mną i od dawna mam zapowiedziane, że nie mogę wziąć nawet jednego dnia wolnego. Mam nadzieję, że monitoringi będą popołudniami, a na punkcję uda mi się wypłakać jeden dzień urlopu.

26 czerwca, 10:19

Za kilka dni rozpoczynam procedurę i uświadomiłam sobie jak bardzo jestem nieprzygotowana i jaki jest brak zaangażowania z mojej strony. Tak mnie przeczochrały dotychczasowe kłopoty, tyle stresu mnie to kosztowało, że nie mam siły i nawet ochoty wdrażać się w to jakoś szczególnie. Pomyślałam, że pójdę na żywioł i będę poprostu robić to, co kazała dr. Nawet nie pomyślałam o podkoksowaniu jajeczek, diecie i skarpetkach w ananaski. Jakbym całkowicie olała to wszystko.

Zaczynam mieć wyrzuty sumienia, bo to co robię, a raczej czego nie robię, może mieć wpływ na jakość i ilość jajeczek i zarodków. Później będzie płacz, że mogłam dać od siebie więcej. Przeraża mnie ta obojętność na zasadzie co ma być to będzie. Ale serio nie mam siły nawet o tym myśleć.

Urlop mojej dr jeszcze dołożył nerwów. Będą mnie przyjmować przypadkowi lekarze i punkcję też wykona ktoś, kto będzie mógł wcisnąć mnie w grafik.

Słabo to wszystko wygląda. Tyle czasu czekałam na rozpoczęcie procedury, a jak jestem o krok od niej, straciłam energię i zaangażowanie.

Edit. Właśnie się dowiedziałam, że APC będzie mieć przerwę wakacyjną więc szczepienia limfocytami przesuną się w czasie. Takim sposobem wrześniowy/październikowy transfer zrobił się listopadowo/grudniowym 🙁
A co do tego czasu jeszcze się wydarzy???

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca, 18:33

30 czerwca, 09:10

Jest 1 dc !!! W końcu się doczekałam. Jutro badania z samego rana. Z wynikami dzwonię do jakiejś babki i ona decyduje czy mogę zacząć stymulację. Jeśli tak to ruszam z zastrzykami pojutrze wieczorem. Mam nadzieję, że nic się nie zadzieje w hormonach i dostanę zielone światło.

Wiadomość wyedytowana przez autora 30 czerwca, 18:26

2 lipca, 16:02

Dziś 3 dc i 1 dzień stymulacji. Boję się tych zastrzyków, tzn tego, że nie poradzę sobie z nimi. Dostałam mensinorm 75 jednostek, gonal f 150 jednostek i do tego encorton 10 mg. W przyszły czwartek pierwsze usg żeby podejrzeć 🥚🥚

Tymczasem umieram z bólu głowy. Trzyma mnie już drugi dzień. Od tego mam mdłości i zawroty głowy. Niestety znow czuję sztywność szczęki. Wzięłam proszki, robię zimne okłady ale nic nie przynosi ulgi.
Jestem przerażona tym, że stymulacja może nasilić bóle głowy i trzeba uważać na leki. Nie wiem jak to zniosę skoro już teraz gryzę ściany 😢

Edit. Podanie zastrzyków po raz pierwszy poszło kiepsko i długo trwało całe przygotowanie. Nawet polały się łzy z nerwów, bo wylało mi się trochę jednego leku. Mam nadzieję, że to nie zaważy na całości stymulacji. Myślę, że jutro będzie lepiej. Grunt, że zaczęłam i pierwszy dzień za mną 👍

Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lipca, 21:28

3 lipca, 20:51

4 dc, 2 dzień stymulacji... Zastrzyki poszły sprawniej. Udało się nie stracić ani kropli leku i wstrzyknąć całość dawki za jednym wkłuciem.

Czytałam o skutkach ubocznych i teraz się zastanawiam. Dokucza mi dziś ból rąk, taki reumatyczny. Przy gonalu f jest wspomniane o takim bólu i że trzeba to od razu zgłosić lekarzowi i odstawić lek. Póki co nie panikuję. Zobaczymy jak będzie jutro.

4 lipca, 22:32

5 dc, 3 dzień stymulacji... Z zastrzykami jakoś poszło, choć za każdym razem pojawia się coś, co podnosi mi ciśnienie. Dziś bolało ale trzeba zacisnąć zęby i dzielnie to znosić. Zaczynam czuć jajniki. Nie wiem, czy to one już tak intensywnie pracują, czy to moja głowa 😉

Oczywiście zawsze musi się coś spieprzyć! eMek od kilku dni ma anginę. Nie bierze antybiotyku ponieważ nie goraczkuje i ogólnie bardzo dobrze się czuje ale w gardle jest paskunie. Był u lekarza i dr kazała płukać różnymi specyfikami ale póki co nie pomaga. 3 sierpnia mam szczepienia limfocytami, a on jest dawcą. Nie może być ani chory ani brać antybiotyku. Nie wiem co robić. Czekać aż mu przejdzie pomimo, że Do tej pory nie ma efektów, czy dać mu antybiotyk już teraz żeby do szczepień stanął na nogi? Właściwie żadne rozwiązanie nie jest dobre, bo i choroba i leki osłabią układ odpornościowy. Ile będą warte jego limfocyty w dniu szczepienia? 😔 A to od nich zależy, czy moje wyniki się poprawią.
On raczej nie choruje i akurat teraz coś się przyplątało. Zaczynam wątpić, że to wszystko kiedykolwiek się uda.
Nie wiem jak sobie poradzę z emocjami jeśli okaże się, że trzeba przesuwać szczepienia o kolejny miesiąc 😢
1 2 3