Wielki TEST kobiecej płodności!

Sprawdź swoją płodność i otrzymaj spersonalizowane wskazówki

Rozpocznij test

Wielki Quiz na Dzień Ojca!

Co wiesz o plemnikach swojego partnera?

Rozpocznij
X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki W oczekiwaniu na wiatr, który rozwieje burzowe chmury...
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4

27 sierpnia 2021, 13:19

Przetrwałam wesele ale oczywiście na lekach, bo głowa nie odpuszcza. Męczyłam się z odczynami po szczpionce, bo bardzo pieką, a tam nie miałam możliwości schładzać lodem.

Ale to wszystko to pikuś. Kilka godzin przed weselem stary poparzył dłoń. Widok tego co zrobiło mu się na palcach był potworny. Oboje się trzęśliśmy nie wiedząc co robić. Byliśmy 150 km od domu, sami u kuzynostwa, w szczerej wsi , bez kierowcy, 20 km od większego miasta i żaden lekarz w pobliżu nie chciał nas przyjąć. Uratował nas lekarz, znajomy mojej mamy, który na podstawie zdjęć mówił co należy robić. Dziś dłoń wygląda okropnie ale przynajmniej nie wyje z bólu. Będzie się paprało tygodniami. Także były porządne chwile grozy.

Po weselu stwierdziłam, że jestem stara. Bawiłam się średnio, ziewałam i patrzyłam na zegarek, czy już wypada wyjść. A dziś, pomimo że piłam tylko herbatkę, jestem nieprzytomna. Zamierzam przeleżeć dzień na kanapie.

30 sierpnia 2021, 16:37

Pierwszy dzień w pracy po urlopie i płakać mi się chce 😢 Już nawet nie chodzi o nawał roboty i zaległości, bo na to byłam nastawiona. Mam zmienione godziny pracy i zakres obowiązków. Będę wstawać o 4 rano i każdego dnia będę mieć kontakt z setkami ludzi. Do tej pory jeździłam autem z teściem, a teraz muszę przesiąść się w komunikację miejską. Przeraża mnie to, ponieważ w trakcie szczepień i najlepiej do transferu nie mogę być chora. Nie uchronię się kilka miesięcy, bo zawsze chłonę wirusy jak gąbka. Stanie na przystankach jesienią i zimą zawsze kończyło się źle. Już dziś wróciłam do domu zmarznięta i cała mokra. Szlag mnie trafi jeśli przez przeziębienia wszystko przesunie się w czasie albo co gorsze, szczepienia pójdą na marne.

Oczywiście dziś również bardzo boli mnie głowa. Mam dość. To trwa już nieprzerwanie dwa tygodnie 🙁

Naprawdę przelewa mi się już od tego wszystkiego 😢

Tymczasem jutro szpital i kolposkopia.

31 sierpnia 2021, 18:17

Szłam dziś na kolposkopię żeby potwierdzić, że zgodnie z dwiema ostatnimi cytologiami, nie ma już żadnych niepokojących zmian na szyjce macicy.

Okazało się, że są i to na tyle brzydkie, że od razu lekarz zrobił łyżeczkowanie. Bolało k*rewsko!!! Finalnie zasłabłam. Teraz czekam na wyniki histopatu. Mam nakaz siedzenia tydzień w domu ale to niemożliwe, bo muszę być w pracy 😔

Nie wiem, czy jestem bardziej zmartwiona, czy zła. Dr twierdzi, że część szyjki należy wyciąć ale muszę najpierw urodzić. A że nie wiadomo kiedy i czy w ogóle urodzę, koło się zamyka.

Boję się czy szyjka będzie zregenerowana za miesiąc żeby zrobić scratching endometrium. Oszaleję jeśli przez to transfer znów się przesunie.
Czy coś w końcu zacznie się układać? 😢

14 września 2021, 07:12

Dziś trzecie i mam nadzieję ostatnie przed ciążą szczepienie limfocytami partnera. Za 3 tygodnie badanie allo mlr i zobaczymy czy coś z tego będzie. Mam nadzieję, że męczarnia po silnej reakcji na szczepienia nie pójdzie na marne.

Trochę zaczynam panikować, bo widzę się też z doktorem P. po zalecenia do transferu. Jestem na takim etapie zmartwienia, rezygnacji, zwątpienia, że chciałabym dostać wszelkie medykamenty, które mogą pomóc. Upatrzyłam sobie szczególne szansę w accofilu na brak kirów i wysokie nk. Wcześniej dr o nim nie wspominał więc boję się, że go nie zleci. Będę prosić żeby dał wszystko, co zmaksymalizuje szanse na powodzenie transferu 🙏

Edit. Nie wiem, czy jestem usatysfakcjonowana zaleceniami od doktora. Na pewno nie jestem spokojniejsza 😕
- heparyna od dnia transferu do 12 tc
- do rozważenia wlew z accofilu 4 dni przed
transferem
- do rozważenia scratching jeśli nie będzie
podawany accofil
I tyle...
Decyzja o transferze lub doszczepianiu za 6 tygodni 😔 Zaraz zastanie mnie kolejny rok. Minęło 7 miesięcy od poprzedniej ciąży, a nadal jestem daleko w dupie 😢

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 września 2021, 17:41

21 września 2021, 06:29

Po wizycie w klinice nie jestem spokojna. Z dobrych wieści... mamy bardzo dobre zarodki. Oczywiście nie poznałam ich klasy, bo dr uznała, że to wiedza dla lekarza. Jak czytała sobie pod nosem to wyłapałam 5.1.1 ale nie wiem ilu maluchów to dotyczy. W każdym razie były same ochy i achy więc tu jest dobrze.

Z mniej dobrych wieści... goni nas czas. Korzystamy z dofinansowania więc transfer musi się odbyć najpóźniej w grudniu. Niestety zablokowały nas szczepienia limfocytami. Dopiero pod koniec października poznam wyniki allo mlr. Od nich zależy, czy możemy przystąpić do transferu. Jeśli wynik będzie ok, być może zdążymy ale też niekoniecznie, bo zrobiły mi się cykle po 35-36 dni.
Jeśli będzie konieczne doszczepianie to już calkowicie dupa.

Z bieżących zaleceń: wypoczywać, wysypać się, nie marznać i nie chorować. Niestety przez pracę niczego nie jestem w stanie spełnić 😔
Czarno widzę to wszystko...

27 września 2021, 05:37

Szlag by to trafił!!! Oboje jesteśmy przeziębieni. W środę za tydzień mamy badanie allo mlr i musimy być całkowicie zdrowi na kilka dni przed. Jestem wściekła, bo ogólnie bardzo często choruję ale ostatnie miesiące chroniłam się jak mogłam i dzielnie się trzymałam. Za to mój M w ogóle nie choruje no to zrobił psikusa akurat teraz i jeszcze mnie zaraził!

Nie wiem co robić... Przełożenie badania grozi utratą dofinansowania do ivf, bo obecnie każdy dzień jest na wagę złota. Natomiast jeśli nie staniemy na nogi w 3-4 dni, wynik może być zaniżony.

Zła jestem na niego, bo nie chce zostać w domu. Praca oczywiscie jest najważniejsza. Sama tez biję się z myślami czy wziąć parę dni wolnego, bo co to da jeśli ja się wykuruję, a on będzie chory...

Czy ciągle wszystko musi iść jak po grudzie?!

30 września 2021, 11:11

No i poległam 😔 Angina.... gorączka, kaszel, zawalone zatoki, ból wszystkiego co się da 😔
W środę badanie allo, które w takiej sytuacji nie może wyjść prawidłowo. Liczę się już z koniecznością doszczepiania. Oby tylko jedną dawką, to może zdążę do końca roku z transferem.

Niczego już nie planuję i na nic nie liczę. Ciągle wszystko pod górę. Skąd brać na to siły? 😔

7 października 2021, 17:02

Nawrót anginy, zapalenie zatok, uszu, krtani i węzłów chłonnych 😔 Nie potrafie nawet napisać jak się czuję, bo ciężko to określić. Choruję od dwóch tygodni. W pracy myślałam, że zejdę, a miałam zakaz od szefowej pójścia na zwolnienie lekarskie. Dziś już nie wytrzymałam. Lekarz tylko kręcił na mnie głową, że doprowadziłam się do takiego stanu. Dostałam antybiotyk, stos innych leków i L4 na 10 dni. W pracy wszyscy wściekli, choć sporo roboty wzięłam do domu. Płakać się chce jakiego poświęcenia wymagają, a i tak zawsze jest źle i zawsze im mało.

Wczoraj robiliśmy badanie allo mlr. Niestety oczekuję złych wyników przy takiej chorobie 😔 Przez chwilę była szansa na transfer w kolejnym cyklu, a teraz pewnie wszystko szlag trafi, bo choroba i antybiotyk niszczą efekt szczepień. Tyle nas to kosztowało nerwów, wyrzeczeń i pieniędzy, to była nasza ostatnia nadzieja, a może się okazać, że pójdzie na marne. Tak źle się dziś czuję, że nawet nie mam siły się zamartwiać i rozpłakać 😔

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2021, 16:39

10 października 2021, 16:38

Mija kolejny dzień, a ja wciąż z gilem, kaszlem, bólem wszystkiego co się da i bez głosu. Przenoszę się z łóżka na kanapę i albo śpię albo wegetuję patrząc w sufit. Tyle jest we mnie siły. Jedyna moja aktywność to czytanie OF. Dużo brzuszków się zwalnia więc zaglądam żeby wiedzieć co słychać u znajomych staraczek. Cieszę się z każdego forumowego bobasa, bo wiem ile kosztowało rodziców znalezienie się w tym miejscu.

Trochę jednak katuję się w ten sposób, bo pogłębiam swoją tęsknotę za dzieckiem. Cała ta otoczka ciążowa, wyprawkowa, porodowa zdaje się być abstrakcją. W mojej głowie macierzyństwo jest utopią. Coś o czym się marzy, czego się pragnie, co wydaje się spełnieniem. Świat pełen miłości, pięknych momentów, o którym się mówi, czyta i śni ale w rzeczywistości nie istnieje.

W chorobie mam za dużo czasu do myślenia. Zaczęłam sobie wyobrażać jak by było, gdyby w maju urodziło się nasze pierwsze dziecko. Jak by wyglądało, czy byłoby spokojne, czy mały łobuziak, co byśmy w danej chwili robili.
Później myślę o drugiej ciąży. Termin był na 18 listopada ale mogły to być bliźniaki więc duża szansa, że miałabym je już w domu. Ale byłby kolorowy zawrót głowy. Nigdy się to nie wydarzyło, a bardzo za tym tęsknię.

Niby do transferu coraz bliżej, biorąc pod uwagę, że powinno do niego dojść najpóźniej w grudniu. Nie ma jednak we mnie entuzjazmu i wiary. Choroba wiele popsuła i zdecydowanie podcięła skrzydła. Wisi też nade mną widmo niemożliwości utrzymania ciąży. Udany transfer to nawet nie połowa sukcesu. Ciężko jest mieć nadzieję. Cały czas popłakuję po kątach, bo zbyt długo już to trwa i mam też świadomość, że walczę z wiatrakami.

19 października 2021, 20:27

Wynik allo mlr 58,9% !!!
W końcu dobra informacja. Czekam jeszcze na info od docenta ale wynik jest dobry więc jego zgoda na transfer to formalność. Już się umówiłam w klinice na poniedziałek żeby ustalić wszystko przed transferem. Będzie też podgląd jajników, czy jest po owu i nie zrobiła się torbiel.
Zaczynam się denerwować, czy znów nie stanie nam coś na drodze.

Denerwuję się też pracą, bo wciąż jestem chora i zrobił się tam kwas, bo robota się piętrzy. W ogóle kilka bliskich osób namawia mnie żebym do transferu nie wracała już do pracy ze względu na zdrowie. Nie wiem co o tym myśleć, bo transfer prawdopodobnie za miesiąc, a od dwóch tygodni siedzę na L4 więc trochę by było tego zwolnienia 🤷‍♀️

25 października 2021, 21:31

Byliśmy dziś w klinice i jest decyzja o transferze w kolejnym cyklu!!! Czyli to już za miesiąc 😁

Tak cholernie długo na to czekałam i tak cholernie było to trudne i frustrujące. Mam nadzieję, że cały mój trud i ból podczas szczepień, stymulacji, a szczególnie hiperstymulacji nie pójdzie na marne. W szczepieniach pokładam ogromne nadzieje 🙇‍♀️

Dziś czuję ulgę i serducho się raduje. Oczywiście jest milion zmartwień, które chodzą po głowie ale mam na to cały miesiąc. Dziś będę się tylko cieszyć 😁 A może nawet jeszcze jutro 😁 A co tam, zaszaleję 😉🎉🎆

7 listopada 2021, 08:18

Doczekałam się 1 dc, w którym ma się odbyć transfer! Plan:
- od 2 dc estrofem i acard
- 10-11 dc monitoring
- ok 15-16 dc wlew z accofilu
- 19 lub 20 dc transfer i wchodzi heparyna.

Oczywiście zaczyna się stres. Pierwszym zmartwieniem jest przerośnięty pęcherzyk z poprzedniego cyklu. Niby brałam dupka ale nie wiem czy dał sobie z nim radę, bo jajnik dość mocno pobolewa.

Kolejne zmartwienie... boli mnie ucho. Kiedy w końcu przestanę chorować?! Uszy to moja zmora i kończy się antybiotykiem. Przed transferem chyba nie za bardzo brać leki takiego kalibru. Póki co próbuje się ratować kroplami z antybiotykiem.

Zmartwienie nr 3 to praca. Za 2 tyg. idę na dłuższe zwolnienie, a przy dobrych wiatrach nie wracam wcale. Mam tyle roboty, że brakuje mi doby. Zaległości się piętrzą, a mam wyprowadzić wszystko na tip top. Dyrekcja i reszta zawalają mnie dodatkowymi zadaniami, bo każdy chce wykorzystać mnie na maxa póki jestem. Nie wygrzebie się z tego do końca roku 😔

Aaa... i wciąż nie mamy decyzji ile zarodków transferować. Chciałabym dwa ale eMek się trochę buntuje. No i boję się, że mogę stracić dwa najlepsze zarodki. Mamy 4 więc jest bufor bezpieczeństwa ale co jeśli zostaniemy z niczym? 🤷‍♀️

Wiadomość wyedytowana przez autora 7 listopada 2021, 08:23

18 listopada 2021, 19:10

Transferu nie będzie do odwołania 😭😭😭
Na jajniku jest torbiel, którą dr określiła jako dziwną. Pomimo dupka, od 2 miesięcy wciąż się powiększa. Do tego nie reaguję na leki i endo w ogóle nie rośnie.

Nie wiem co dalej. Moja dr zaczyna rozkładać ręce. Poprosiła o konsultację innej lekarki i od teraz mają obie mnie prowadzić. Jedynym zaleceniem jest czekać, obserwować i mieć nadzeję. Jak do cholery mam czekać, skoro już wariuję?!

Najgorzej, że z każdym dniem efekt szczepień maleje, przez co maleją też szanse na powodzenie. Wisi też nad nami widmo konieczności oddania 5 tys zł dofinansowania za niewywiązanie się z umowy.

Tak bardzo się cieszyłam, że to w końcu się dzieje. Czekam już 7 miesięcy! Pozwoliłam sobie na optymizm, bo nie wierzyłam, że coś jeszcze może się spieprzyć. W tym momencie przestaję już wierzyć. 4 lata starań, 3 aniołki, 36 lat i 0 perspektyw 😢

Dziś termin porodu drugiej ciąży, która miała być mnoga 😢 Łzy ciurem lecą 😢

Wciąż się zastanawiam, czym tak bardzo w życiu zawiniłam, że ponoszę taką karę 😔

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2021, 20:57

23 listopada 2021, 18:57

Znów angina, zapalenie ucha i antybiotyk 😔 I znow zwolnienie lekarskie. Minął równo miesiąc od ostatniej choroby 😔

20 grudnia 2021, 17:19

🍍🍍🍍🍍🍍🍍🍍🍍🍍🍍🍍🍍🍍

Zabraliśmy dziś kropusia do domu 💞

Warunki ma nienajlepsze więc mam nadzieję, że jest silny i będzie dzielnie walczyć.

Sam transfer to wyjątkowo nieprzyjemne doświadczenie.

Czekamy... 🍀🍀🍀

29 grudnia 2021, 22:13

Dziękuję Wam z całego serca za pamięć o mnie, kciuki i ogromne wsparcie 😙

Wiadomości są słodko-gorzkie, ze wskazaniem na gorzkie. Mamy ciążę. Jest nawet malusieńki pęcherzyk w macicy. Niestety dwa dni mocno krwawiłam i wciąż krwawię ale mniej. Do tego mam intensywny ból brzucha. Progesteron spadł do 9 ale po tonie leków skoczył do 23. Póki co beta przyrasta prawidłowo, a pęcherzyk trzyma się w macicy, jednak rokowania nie są zbyt dobre. Nie ma krwiaka, nie ma pozamacicznej i nie widać żadnego źródła krwawienia. Wskazuje to niestety na początki czegoś złego, czego nie chcę napisać ani wypowiadać tego na głos. Póki co odstawiłam acard, mam leżeć, przyjmować ogromne ilości proga i powtarzać wyniki. Kolejne usg w poniedziałek. Pozostaje modlić się i wierzyć w cud. Tymczasem nie mam pojęcia co ze sobą począć żeby nie zwariować.

Klinika jak zwykle stanęła na wysokości zadania i spuściła mnie na drzewo. Najpierw kazali czekać na rozwój sytuacji, a gdy podniosłam alarm, kazali zwiększyć leki żebym nie marudziła.
Jestem pod opieką cudownego lekarza spoza kliniki, na którego zawsze mogę liczyć i jest moim Aniołem Stróżem.

Bardzo proszę Was o dobre myśli i moc kciuków za mojego maluszka.

3 stycznia, 20:19

Mamy za sobą jeden mały cud. Mimo krwawienia ciąża przetrwała! Póki co jest sam pęcherzyk ale na tym etapie niczego więcej się nie spodziewałam. Przyrosty bety zwaliły mnie z nóg. Poprzedni 185%, dzisiejszy 146,4%. Dla mnie to szok, bo w poprzednich ciążach były połowę niższe.

Powinnam odetchnąć ale nie potrafię. Przed nami najcięższy czas - oczekiwanie na zarodek i serduszko. Bicie serca jest u nas momentem krytycznym. Kolejne usg za dwa tygodnie i nie mam pojęcia jak dotrwać do tego czasu. Prawdę mówiąc jestem przerażona.
Po drodze będzie jeszcze doszczepienie limfocytami.

Bardzo Wam dziękuję dobre duszyczki za kciuki i proszę o dobre fluidy na ten najtrudniejszy dla mnie czas. Jestem Wam wdzięczna za pamięć i kibicowanie, mimo że nie jestem aktywna na of. Cały czas myślę o Was ciepło 😚

11 stycznia, 14:52

Wczoraj powtarzałam betę i wynik jest piękny. Jeszcze nigdy nie miałam tak dobrych przyrostów. Wróciła we mnie wiara, że to może się udać.

Niestety dziś rano niespodziewanie zaczęłam mocno krwawić i pojawił się ból brzucha 😢 Progesteron wczoraj był na poziomie 16 więc bez szału. Biorę tonę leków z progiem i wciąż jest źle. Jutro mam wizytę w klinice żeby sprawdzić co się dzieje.
Dziś już nie mam w sobie zbyt wiele nadziei. Jestem spanikowana i zrezygnowana. Jeśli utrzymam tą ciążę, będzie to ogromnym cudem.

12 stycznia, 22:38

Nie wiem jak interpretować dzisiejsze usg. Najważniejsze... ciąża jest mimo krwawienia. Źródła wciąż nie widać.

Dziś 6+0 więc cudów się nie spodziewałam. Jest zarodek ale tylko 1mm. Niby dr powiedziała, że na tym etapie nie czepiałaby się tego. Nastraszyła mnie, że jest za mały pęcherzyk ciążowy, bo ma 12 mm i wg niej to dolna granica normy. Powtórka usg za tydzień. Dodatkowo dostałam zastrzyki prolutex żeby podbić proga.

Dzwoniłam do swojego lekarza spoza kliniki i mówi, że absolutnie nie ma na usg niczego, co by go niepokoiło. Co do zarodka, twierdzi, że czasem na tym etapie nawet jeszcze się nie pokazuje więc to, że w ogóle już jest, bierze za dobrą kartę. Pęcherzykiem w ogóle kazał się nie przejmować, bo zarodek ma dużo miejsca.
Mam zdjęcie z pięknym pierścionkiem z brylantem i z tym mikro zarodkiem. Ale czy to nie za mało na 6+0?
2d660d1a5466.jpg

Co do krwawienia... wczoraj leciało jak normalna miesiączka, do tego strasznie nisko szyjka. Dziś rano całkowicie czysto i szyjka wysoko. W południe znów lekkie plamienie. Zupełnie nie wiem o co tu chodzi.

Kazali mi powtórzyć betę i bardzo tego żałuję. Wzrost dwudniowy jest w okolicach 50% ale też są to wartości blisko 20 tys więc chyba już inaczej się interpretuje. Ten drugi lekarz twierdzi, że jest jak najbardziej ok ale jakoś mnie to nie uspokaja.

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 stycznia, 10:28

18 stycznia, 17:01

Tak bardzo chciałabym napisać kiedyś coś dobrego po usg 😕 Zarodek urósł, serduszko bije ale powodów do radości wciąż brak.
Według terminu transferu mamy 6+6, a rozmiar zarodka wskazuje 6+1. Znając dokładną datę transferu, wiek blastki i moment zagnieżdżenia, taka różnica nie jest dobra. Serduszko bije poniżej 100 uderzeń na minutę, co wg pani doktor jest złym prognostykiem. Wprost powiedziała, że to odbiega od normy i rokowania nie są dobre 😔 Zwiększyła mi dawkę heparyny z nadzieją, że to coś pomoże.

Mój dr oczywiście uspokaja, że maluch nadrobi, a serduszko rusza z niskich wartości i za chwilę się rozbuja. No ale w ogóle mnie to nie uspokaja.

Prawdę mówiąc jestem przerażona. Nie mam siły na kolejną stratę i ponowne wracanie do walki, która okazuje się walką z wiatrakami. Głowa mi już siada i jestem kłębkiem nerwów.
1 2 3 4