Czuję się starsza o 20 lat po tym poranku. Chciałam wpuścić psa do domu zanim pójdziemy na drzemkę bo pada, wpuszczam go przez kotłownie, bo był czarny jak nieboskie stworzenie i musiałam go porządnie wyszorować zanim wejdzie do domu. W tym samym czasie córka oznajmia że idzie kupę 😅. Ja młodego zostawiłam więc w salonie żeby się nie pchał do kotłowni, bo on jest pierwszy do miski z wodą, a poza tym pełno tam było błota od czyszczenia psa. No więc mały zawędrował do córki, ona krzyczy że mam go zabrać bo dotyka deski klozetowej. Biegnę po małego, jednocześnie słyszę że ekspres zaczął buczeć, bo wstawiłam wcześniej kawę i skończyła mu się woda. Biegnę wyłączyć ekspres i słyszę że pies próbuje się dostać do domu. Jak krzyknęłam to mały stracił równowagę i jebnal na ziemię, więc kolejny ryk. Brakowało tylko żeby ktoś nasrał na środku pokoju, naprawdę