Forum W oczekiwaniu na owulację Monitoring cyklu
Odpowiedz

Monitoring cyklu

Oceń ten wątek:
  • Robotka1 Autorytet
    Postów: 6880 6735

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 10:25

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    hehe ja jestem po pregnylu a już bym najchętniej test sprawdzający zrobila;)

    qdkkqps699ih7zxn.png
    3i49io4plnxypnm1.png
    I JESZCZE JEST MAJA Z 2008 ROKU:)
  • oliwia85 Autorytet
    Postów: 728 426

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 10:33

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Moj ginelokog mówił ze krócej sie utrzymuje do 12 dni.
    Test prawdziwy nie wiem kiedy zrobie w środę powinna przyjść to moze w czwartek jak mie przyjdą szybciej znane objawy ;/ ja robotka boje sie zrobic test nie chce jednej kreski:(

    w4sq3e3ky3ds3xdy.png
  • kapturnica Autorytet
    Postów: 23854 63935

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 11:48

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Czesc dziołchy!!! :D
    powiedzcie mi jedna rzecz kochane...jak mierze tempke zawsze o 6.15 a dzis zmierzylam o 5.55bo mnie es od chlopa obudzil i wczesniej wstawalam o 1 i o 3rano to ta tempka jest ok??? czy jest ona zaburzona??kurde mam najnizsza od poczatki cyklu a w nocy pare razy wstawalam i tak sie zastanawiam czy brac czy nie brac po uwage ? :-/ Czy zaburzona wstawaniem wychodzi nizsza czy wyzsza??

    Wiadomość wyedytowana przez autora: 27 stycznia 2014, 11:50

    V8GJp2.pngZtiMp1.png
  • Robotka1 Autorytet
    Postów: 6880 6735

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 11:52

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    yyy nie wiem, ale w sumie jak masz nie mieć owulacji to może zostaw a w notatkach sobie zaznacz co zaszło w nocy;)
    jak się trzymasz?? kiedy luteinę zaczynasz??

    qdkkqps699ih7zxn.png
    3i49io4plnxypnm1.png
    I JESZCZE JEST MAJA Z 2008 ROKU:)
  • kapturnica Autorytet
    Postów: 23854 63935

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 11:54

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    No wlasnie mialam wziasc sobie od dzis od19dnia ale chyba sie wstrzymam do jutra.....Jak sie nie odbike do gory temp to wezme wtedy...bo w sumie ciekawi mnie co jest moze jajco rosnie jak zolw w blocie tak powoli hje hje///A na powaznie no ciekawi mnie co dalej a wiem ze jak wezme lutke to zaburze to w uja./....

    V8GJp2.pngZtiMp1.png
  • kapturnica Autorytet
    Postów: 23854 63935

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 11:56

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    I od wczoraj wieczor pobolewa mnie prawy jajnik jakos tak dziwnie sluz tez sie dziwny robi raz bialawy a raz jak bialko...wiec sama sie pogubilam hee

    V8GJp2.pngZtiMp1.png
  • kapturnica Autorytet
    Postów: 23854 63935

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 12:00

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    A co do zaburzen snu to szkoda gadac jaka mialam koncowke dnia jprdole !!! laski sadza mi sie na wieczor w kominie zapalila !!!!straz pozarna gasnice itd ittd,, placz strach kuva mieszanka wybuchowa...Sprzatalam dom do 23 echhhh tak proszku bylo z gasnic w kotłowni.....I noc z glowy ,przez to wstawanie w nocy patrzenie czy sie co nie jara ...echhh koszmar...Ze tez gaz taki drogi bo chetnie bym tylko nim grzala ale ceny jak z ksiezyca :( ....szkoda gadac dlatego bylam pewna ze temp to raczej moze wzrosnac jak cisnienie skacze....

    V8GJp2.pngZtiMp1.png
  • Robotka1 Autorytet
    Postów: 6880 6735

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 12:44

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    no coś Ty....ale miałaś przezycie:(
    ale teraz gdy mrozy to strach.....
    ciągle słyszy się o spalonych mieszkaniach;/
    wrrr współczuję przeżyć;/
    nooo Kapturnica może dopiero teraz mogłaby wystąpić u Ciebie owulacja? skoro się ciało przygotowuje:) warto się obserwować w cyklu bez owulacji zeby wiedzieć czego się spodziewać;)

    qdkkqps699ih7zxn.png
    3i49io4plnxypnm1.png
    I JESZCZE JEST MAJA Z 2008 ROKU:)
  • kapturnica Autorytet
    Postów: 23854 63935

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 12:47

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    A daj spokoj takich nerwow to ja nie pamietam.,.na szczescie wszystko skonczylo sie dobrze dzis kominiarz sprawdzil czy ciag komin a nie spekal i jest ok..Ale trauma to mi zostanie na dluuuugo.... No cos sie dzieje bo sluzu coraz wiecej i wodnisty szklisty bym ujela..A dol brzucha o malo mi nie urwie ...Kurcze nie pamietam takiego bolu cos jak na miesiaczke :-/ .Tak liczylam ze przy cyklu 30dni moglaby dzis byc wiec obserwacji cdn hehehe A Ty jak tam samopoczucie >?bo temp Twoja jest jedVabista :D Moze metformina dziala??hmm ona odzywia jajeczko

    Wiadomość wyedytowana przez autora: 27 stycznia 2014, 12:55

    V8GJp2.pngZtiMp1.png
  • Robotka1 Autorytet
    Postów: 6880 6735

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 14:03

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    nie biorę metfrorminy;) hihihi
    taaa ja tam ogólnie się dobrze czuje, niche zauważyłam u siebie nic nadzwyczajnego oprócz nadzwyczajnych żył na cyckach.
    ale na 90% to zasługa dufastonu więc nie ujmuję tego jako objaw czegololwiek.
    no i oprócz tego że mi chce cycki urwać to wsio okej;)

    Kapturnica to faktycznie temperatura miała podstawy aby ja zaburzyć...
    fajnie że sięobserwujesz:) nie będziesz zielona na przyszły cykl:)

    qdkkqps699ih7zxn.png
    3i49io4plnxypnm1.png
    I JESZCZE JEST MAJA Z 2008 ROKU:)
  • marta83 Autorytet
    Postów: 344 165

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 15:09

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Robotka1 wrote:
    cześć laseczki:)
    ja na chwilę, jestem u mamci jednak:) zaraz obiadek więc pośpiesznie podglądam co u której słychać:)
    nooo MARTA ja też miałam dwa pęcherzyki i jeden na monitorze pękł a w sumie nawet nie wiem co z drugim;) więc tez mnie ciekawi, temperatura u mnie nie wskazuje na druga owulacjie, za to np teraz ćmi mnie po lewej stronie podbrzusze...
    ja tempki nie zmierzylam ale ten bol byl dziwny i dlatego mnie to zaciekawilo.ale gadalam z kumpela i mowi ze jest taka mozliwosci nawet klikunastu u dni,w odstepie pekniecia pecherzykow

    marta
  • kapturnica Autorytet
    Postów: 23854 63935

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 15:47

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Robotka1 wrote:
    nie biorę metfrorminy;) hihihi
    taaa ja tam ogólnie się dobrze czuje, niche zauważyłam u siebie nic nadzwyczajnego oprócz nadzwyczajnych żył na cyckach.
    ale na 90% to zasługa dufastonu więc nie ujmuję tego jako objaw czegololwiek.
    no i oprócz tego że mi chce cycki urwać to wsio okej;)

    Kapturnica to faktycznie temperatura miała podstawy aby ja zaburzyć...
    fajnie że sięobserwujesz:) nie będziesz zielona na przyszły cykl:)
    A zle ehh ta metformina ze u mnie dziala nie u Ciebie przerzucilo mi na dol to zdanie....

    V8GJp2.pngZtiMp1.png
  • Robotka1 Autorytet
    Postów: 6880 6735

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 16:26

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    hahaha ale jesteś zakręcona:) no może u Ciebie działa:)

    a ja za chwile spadam do domu, usypiam na siedząco po tej nocce:P

    cycki mi tez niebawem odpadną, musze unikać mojego ;)

    qdkkqps699ih7zxn.png
    3i49io4plnxypnm1.png
    I JESZCZE JEST MAJA Z 2008 ROKU:)
  • Milcia Autorytet
    Postów: 6798 5797

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 17:18

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Jestem już po. Mam mieszane uczucia. Napiszę więcej jak wrócę do domu.

    oliwia85 lubi tę wiadomość

    ltCGp1.png HZoWp2.png
  • kapturnica Autorytet
    Postów: 23854 63935

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 17:21

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Milcia wrote:
    Jestem już po. Mam mieszane uczucia. Napiszę więcej jak wrócę do domu.
    Milcia czekamy na wiadomosci.....

    V8GJp2.pngZtiMp1.png
  • oliwia85 Autorytet
    Postów: 728 426

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 17:28

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    jestem rowniez:)milcia czekamy na wiesci:)

    w4sq3e3ky3ds3xdy.png
  • kapturnica Autorytet
    Postów: 23854 63935

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 17:37

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    Oliwia jak tam samopoczuciE???Juz zostalo Ci nie dlugo by sie dowiedziec?nerwy chyba siegaja zenitu,,,

    V8GJp2.pngZtiMp1.png
  • oliwia85 Autorytet
    Postów: 728 426

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 17:58

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    a kochana wlasnie troche poplakalam dostalismy powiadomieni o psie z Irlandi zabitym ?
    "Od 7 lat mieszkam w Irlandii, małym mieście Carlow, samotnie wychowuję 9 letniego syna. Po długich prośbach mojego syna uległam i postanowiłam zrobić mu niespodziankę na święta Bożego Narodzenia i podarować w prezencie pieska. Po długich namysłach i poszukiwaniach w internecie jakiej rasy ma być piesek przy dorastającym dziecku, tak żeby nie stwarzał zagrożenia a jednocześnie żeby zapewniał nam bezpieczeństwo w domu, tym samym poznając historię najwierniejszego psa na świecie HACHIKO i po obejrzeniu filmu HACHIKO A DOG STORY zdecydowałam wspólnie z synem na pieska rasy Akita.
    Wybrałam American Akita, ponieważ ta rasa jest stosunkowo mniejsza od rasy Japan Akita i łagodniejsza do dzieci. Nazwaliśmy go Tajfun. Ze szczeniaka wyrósł piękny i mądry pies. Tajfun nigdy nie był trzymany na łańcuchu, nigdy nie poruszał się sam i zawsze towarzyszył nam w zdarzeniach rodzinnych i codziennych spacerach. Wspólnie ze mną i moim przyjacielem każdego dnia odbierał moje dziecko ze szkoły, co wieczór zasypiał przy nogach mojego synka w jego łóżku, rano gdy słyszał budzik budził go do szkoły.
    22 czerwca wychodząc na spacer z psem spotkałam na ulicy sąsiadkę , też Polkę, mieszkającą w domu obok nas. Pies zawsze, jak i tym razem był prowadzony na szelkach i krótkiej smyczy, która dawała mi całkowitą kontrolę nad psem. Z tego powodu, że pies nie jest na liście niebezpiecznych psów w Irlandii, jak i że nigdy nie przejawiał żadnej agresji do ludzi nie miał założonego kagańca. Sąsiadka miała kaptur na głowie. W trakcie bardzo krótkiej rozmowy z sąsiadką, kiedy pies próbując obwąchać paczkę z chipsami trzymaną przez sąsiadkę w ręku , został niespodziewanie agresywnie uderzony przez sąsiadkę w okolice głowy lub karku.Do zajścia doszło tak szybko i niespodziewanie, że nie miałam czasu na reakcję . Pies naturalnie, odruchowo stanął w obronie mojej i własnej i złapał uderzającą rękę sąsiadki . Sąsiadka energicznie wyrwała rękę z uścisku psa, przy czym ja go również w tym samym czasie odciągnęłam. Zajście nie trwało więcej jak setki sekund. Po incydencie sąsiadka wróciła do domu i udała się do opieki medycznej.Całą sytuacją jestem zszokowana, z tego powodu, że nigdy nie spodziewałabym się takiego zachowania ze strony jakiegokolwiek człowieka do mojego psa. Cała sytuacja jest bardziej szokująca, że ta kobieta zarówno jak cała jej rodzina czasami odwiedzała nasz dom i pies nigdy agresywnie sie nie zachowywał w jej obecności, nawet jej dzieci godzinami potrafiły bawić sie z moim synem i psem u nas w domu . W efekcie zdarzenia sąsiadce założono kilka szwów, o czym dowiedziałam się kilka dni później z irlandzkiej lokalnej gazety. Przy czym od razu po zajściu byłam w domu sąsiadki, gdzie zostałam potraktowana agresywnie przez jej męża i wyszarpana na zewnątrz jej domu, gdzie publicznie mnie obrażano i wyzywano.Mój przyjaciel całą sytuację zgłosił na posterunku Gardy kilka minut po zdarzeniu. Na Gardzie poinformowano go, że nie mają żadnej informacji z drugiej strony, ale ze będą się z nim kontaktowali na jego nr i mój, które zostały zostawione dla oficera. W tym samym dniu blisko północy, Garda wtargnęła mi do domu, nie biorąc wglądu na mnie i na moje dziecko agresywnie bez żadnych wyjaśnień , próbowała zabrać psa do uśpienia, bez jakiegokolwiek wyjaśnienia sprawy i pokazania jakichkolwiek papierów. Nie podali mi nawet swoich imion. Nie pozwoliłam im zabrać psa, broniąc się że tak poważną decyzję nie może podjąć tylko oficer Gardy. Dzisiaj już wiem, że gdybym wtedy oddała swojego psa, pies zostałby wywieziony w pole i zastrzelony!!! Oficer zabierając mój nr telefonu opuścił mój dom , wykrzykując że pies będzie PUT DOWN, co znaczy konkretnie utracony. Jestem całkowicie zdruzgotana, jak i moje płaczące, wystraszone dziecko. Zdecydowaliśmy bronić naszego kochanego psa za wszelką cenę.
    Mój przyjaciel zabrał psa do osoby, która ma duże doświadczenie z psami, zarówno jest właścicielem kilku psów miedzy innymi rasy Akita. Rozstanie z psem było bardzo trudną decyzją, ale po obeznaniu się z irlandzkim prawem o ochronie zwierząt z 1911 roku!!!! zwierzęta w Irlandii nie mają dosłownie żadnych praw!!!! 3 dni później ten sam oficer, po godzinie dziesiątej w nocy zapukał do moich drzwi. Szukał psa w moim domu bez nakazu lub jakiegokolwiek pozwolenia. Na pytanie GDZIE JEST PIES?, odpowiadam, że pies jest poza miastem, nawet poza hrabstwem Carlow. Oficer był agresywny, wychodząc z mojego domu wykrzykiwał po ulicy, że pies i tak będzie utracony, i że sędzia będzie szukał tego psa. Te słowa były przepowiednią prawdziwego horroru. Biorąc wgląd na swoje dziecko, zmieniam mieszkanie w przeciągu kilku dni, pomimo że mieszkam tam kilka lat i mój syn jest bardzo zżyty z okolicą i przyjaciółmi na osiedlu, którzy zaczęli rozpytywać o całą sytuację. Na tym osiedlu są tylko 2 rodziny obcokrajowców, oni i my. Tym samym straciłam dużą kwotę pieniężną z depozytu domu, jak i zostałam narażona na koszta nowego domu. Ale zrobię wszystko aby mój syn uniknął ciężkich pytań przyjaciół o utraceniu psa. Cała sprawa nabrała obrotów po opublikowaniu zdjęć obrażeń sąsiadki i artykułu extremalnie dramatycznego, gdzie mój pies przez gardę został opisany jako rasa wykształtowana do zabijania niedźwiedzi i że kobieta po tym ataku prawie nie straciła ręki. Zdjęcia obrażeń są powiększone na pół strony i to pierwszej strony gazety. Nie wierzę własnym oczom.Po tej publikacji sprawy biegną bardzo szybko. Odwiozłam swoje dziecko na kilka tygodni moim rodzicom do Polski. 17 lipca w godzinach popołudniowych zostałam poinformowana przez znajomego, że ja i mój pies jesteśmy poszukiwani przez wszystkich 109 policjantów hrabstwa Carlow, pomimo że garda miała mój nr telefonu. Nawet mieszkanie mojego znajomego zostało przeszukane w celu znalezienia niebezpiecznego psa. Mój znajomy na moje polecenie podał mój nr który garda i tak już miała. Za kilka minut zostałam telefonicznie poinformowana, żeby wstawić się na posterunku gardy w celu wyjaśnienia sprawy. Po dotarciu na stację gardy byłam przepytywana o miejsce pobytu psa. Poinformowałam, że pies ma nowy dom i znajduje się daleko poza hrabstwem Carlow i jest pod opieką doświadczonego właściciela psów. Po tej informacji zostały mi do rąk wciśnięte dokumenty o moim jutrzejszym porannym sądzie/10:30/. 18 godzin przed odbyciem sie sprawy. Jestem zszokowana zabraniem mi całkowitej możliwości przygotowania się i obrony.Cudem udało mi się zdobyć jednego z najlepszych prawników w hrabstwie. Umówiliśmy się na 9 rano na zapoznanie się ze sprawą. 10:30 czekałam w sądzie. Sprawa przebiega miedzy 12 a 13 godziną. Przesłuchiwana była poszkodowana i jej mąż oraz oficer gardy, który próbował zabrać psa z mojego domu. Całe zeznania pod przysięgą są wielkim kłamstwem. Kobieta udawała, że nigdy wcześniej nie przychodziła do kontaktu ze mną i moim psem, ani jej dzieci. Jej maż wymyślił kolejny atak mojego psa na ich syna. Bez braku jakichkolwiek dowodów. Oficer gardy zeznał, że w podobnym czasie została pogryziona jego córka w największym prawdopodobieństwie przez tego samego psa. Opisał psa wagi ok 10 kg. Moj pies waży ponad 45kg. Ja w ogóle nie byłam przesłuchiwana.Adwokat stawia obronę na brak czasu do przygotowania i tym, że American Akita nie jest na liście niebezpiecznych psów w Irlandii i nie powinna mieć kagańca w miejscach publicznych. Sędziego to nie interesowało, zapadł wyrok DESTROY the DOG co znaczy ZNISZCZENIE PSA. Prawnik automatycznie złożył apelację do Najwyższego Sądu. Jestem całkowicie załamana. W drodze powrotnej do domu otrzymałam telefon od gardy, że jestem aresztowana, żeby określić swoją pozycję lub natychmiastowo wstawić sie na posterunek gardy. Zadzwoniłam do adwokata, który prowadził inną sprawę w sądzie. Adwokat skierował mnie natychmiast do swojego biura prawnego. Przyjechał po ok pół godziny, udzielił mi porad i przygotował mnie na to co nastąpi.Ok 16 zgłosiłam się na stację gardy, zostałam przeszukana i zabrano mi rzeczy osobiste. Natychmiast nastąpiło 3 godzinne przesłuchanie, w trakcie którego moje zeznania nie były w pełni spisywane, wyśmiewano mnie w twarz, byłam zastraszana i dyskryminowana. Po przesłuchaniu w przeciągu 3 minut zostało mi przedstawionych 5 nowych zarzutów, w tym: napaść fizyczna na poszkodowaną, uszkodzenie jej prywatnych rzeczy, prowadzenie niebezpiecznego psa bez kagańca, prowadzenie niebezpiecznego psa na długiej luźnej smyczy jak i brak oznakowania psa. Z tego 3 ostatnie zarzuty tycza się tylko psów, oznaczonych na liście niebezpiecznych psów w Irlandii z roku 1986, do których American Akita nie należy. W ogóle brak zapoznania się gardy z prawem o kontroli i regulacji psów w Irlandii z roku 1986.W tym samym momencie zostałam poinformowana i natychmiast przeprowadzona na specjalnie zwołany sąd, który był przygotowany i zwołany podczas przesłuchiwania mnie. Takie sądy są zwoływane w przypadkach morderstwa do 2 dni. Rozprawa zaczyna sie ok 19:15 wieczorem. Na rozprawie był obecny mój prawnik i polski tłumacz. Rozprawa odbyła się bez obecności publicznej, tak samo jak i poranna. Sprawa skończyła się po ok 1godzinie i 20 minutach. Zapadł wyrok o moim aresztowaniu i umieszczeniu mnie w jednym z najgorszym wiezieniu dla kobiet w Irlandii. Zostałam ostrzeżona, że cały sierpień w Irlandii nie pracują sądy i do następnej sprawy mogę czekać w wiezieniu aż do września. Z powrotem zostałam przeprowadzona na posterunek gardy, gdzie po raz kolejny zostały mi odebrane moje rzeczy, zostałam poddana kontroli osobistej i umieszczona w celi z jednym materacem i dziurą w podłodze do załatwiania potrzeb fizjologicznych. Przed wprowadzeniem do celi, najwyższy dowódca gardy złożył mi propozycję, że jeśli ujawnię miejsce pobytu psa mogę wyjść za kaucją. Miałam prawo do wykonania 1go telefonu. Zadzwoniłam do przyjaciela, który o wszystkim poinformował moich przyjaciół, rodzinę, poza moim dzieckiem. Siedziałam roztrzęsiona, zapłakana, w extremalnym stanie psychicznym w celi. Byłam zdecydowana nie oddać psa. Dla jednych to rzecz, dla mnie to członek rodziny, którego jestem zdecydowana chronić za każdą cenę!!!!!Na zewnątrz mój przyjaciel domagał się kontaktu ze mną. Pozwolono mu na telefoniczny kontakt. Później dowiedziałam się, że po tym telefonie mój przyjaciel odbył rozmowę z Inspektorem Gardy sam na sam, podczas której padła propozycja dosłownie z ust inspektora: ODDAJ MI TEGO PIEPRZONEGO PSA< JA CI ODDAM DZIEWCZYNĘ. Po tych słowach mój przyjaciel nie wierzył własnym uszom. Czuł się jak na posterunku policji gdzieś w Afganistanie lub innym kraju 3-go świata. Moj przyjaciel postanowił odszukać psa i oddać go w ręce gardy po upewnieniu się, że pies nie zostanie utracony i będzie przewieziony do ośrodka ISPCA.

    Nie mógł również ryzykować, że będę w wiezieniu do września i o całej sprawie dowie sie moje dziecko. Ja siedziałam w celi i czekałam na przewiezienie mnie do więzienia w Dublinie. W celi było bardzo gorąco, cały dzień było ponad 30 stopni. Było mi bardzo źle, od wczoraj wieczór nic nie jadłam, chciało mi się pić. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Dzwoniłam na dzwonek przy drzwiach. Nikt nie reagował. Pukałam w metalowe drzwi. Zero reakcji. Ze wszystkich sil stukam w metalowe drzwi i krzyczałam. Po ok pół godziny przyszedł oficer zaglądnął przez okienko w drzwiach. Poprosiłam o wodę i wyjście do toalety. Powiedział mi żebym użyła dziury w podłodze i zgasił mi światło. Odszedł. W całkowitej ciemności krzyczałam i waliłam w drzwi i prosiłam o szklankę wody. Ta sytuacja trwała ponad godzinę, może dwie. Nie wiem już. Już nie miałam całkowitego pojęcia o czasie. Siedziałam i płakałam. Z powrotem waliłam w drzwi. Ręce miałam już całkowicie obolałe. Przyszła gardzistka z kajdankami. Poprosiłam ją o wodę i o wyjcie do toalety. Ponownie byłam skazana na dziurę w podłodze. Tłumaczyłam jej, że jestem człowiekiem, kobietą. Zabrała mnie do toalety i dostałam szklankę wody.Chwilę potem pojawił się mój przyjaciel. Wymiana została dokonana. Było po północy. Podpisałam dokumenty i odebrałam swoje rzeczy osobiste.Gardzista z uśmiechem , łamanym polskim powiedział mi CZEŚĆ i DZIEKUJĘ. Mój przyjaciel po tym jak widział w jakim jestem stanie, bez słów zabrał mnie na pogotowie. Lekarka, też obcokrajowiec, nie wierzyła że coś takiego mogło wydarzyć się w Irlandii. Dostałam Valium i inne leki uspokajające na najbliższe 3 dni. I po lekach nie mogłam zasnąć. Płaczę i jestem wystraszona. Jestem w domu, ale i tak boję sie, że w każdej chwili sytuacja może sie powtórzyć. Zostanę znów aresztowana bez podstaw. Rankiem udałam się ponownie do lekarza, jestem całkowicie wykończona. Próbuję jeść ale wymiotuję. Po długich prośbach, mój przyjaciel zabrał mnie do weterynarza, od którego miał być rano odebrany mój piesek i przewieziony do ośrodka ISPCA, gdzie miał czekać na decyzję Najwyższego Sadu, o jego losie.Weterynarz ani personel nie byli w ogóle zorientowani w temacie. Myśleli, że szukamy zgubionego psa i zabrali nas na zaplecze. Pokazali, że mają tylko 2 psy. Całkowicie w tyle, w ostatniej klatce był 3 ci pies, mój pies!!!!!!Weterynarz był całkowicie zaskoczony!!!!Zaczęłam płakać i mój pies też. Tulił sie do mnie przez klatkę prosząc o wyjście. Był stale od wczoraj w kagańcu!!!!!W szelkach!!!!!!Nie miał wody i jedzenia!!!!!!!!Temperatura ponownie ponad 30 stopni. W stalowym magazynie nie było o wiele mniej. Ale jednak stale żyje!!!!!!Próbował przez kaganiec lizać pusta miskę pokazując że nie ma wody!!!!!Moj przyjaciel nagrywał całą sytuację na telefon. Personel wpadł w panikę i zadzwonił na gardę. Garda była za 5 minut na czele z tym samym inspektorem, który wczoraj dokonał wymiany z moim przyjacielem, obiecując, że pies będzie rano przewieziony do ośrodka ISPCA .Garda była bardzo agresywna , wyklinając, szarpiąc nas, popychając, wyciągnęła nas siłą przed klinikę. Pojawiły się jednostki uzbrojone w broń palną Próbowali postawić nam zarzut nielegalnego wniknięcia na teren prywatny. Nagrałam kawałek zajścia przed kliniką . Jeden z uzbrojonych oficerów próbował wyrwać mi z rąk telefon . Mój przyjaciel go powstrzymał , ja uciekłam i w szoku próbując ratować to małe nagranie, schowałam się na cmentarzu . Płakałam i przed oczami mam stale widok swojego płaczącego psa. Mój przyjaciel odbył rozmowę z inspektorem. Informując go o tym , że do środka weszliśmy drogą legalną i zadał mu pytanie , czemu złamał jako inspektor obietnicę, którą mu dał. Agresywny inspektor wykrzykiwał ; widzisz, że pies nie został przecież zastrzelony !!!! na zewnątrz wyszedł weterynarz i dał obietnicę , że pies dostanie wodę i jedzenie i do wieczora będzie zabrany przez ISPCA i że będzie miał ściągnięty kaganiec.Adwokat o całej sytuacji jasno się wyraził, że jest to dyskryminacja. Teraz czekam na Sąd Najwyższy. Nie wiem jakie zarzuty jeszcze będą użyte przeciwko mnie, ale wiem na pewno, że zrobię wszystko żeby uratować mojego kochanego psa. Wszyscy nasi znajomi i ludzie, którzy znali Tajfuna nie wierzą w całą sytuację . Nawet nasi irlandzcy przyjaciele i inni właściciele psów są zszokowani i nigdy o podobnej sytuacji w Irlandii nie słyszeli Wreszcie przy pomocy Pani Emilii z fundacji KASTOR udało nam się ustalić, że pies został zabrany w piątek przez Gardę do ośrodka ISPCA i na razie jest bezpieczny. Mamy pierwszą iskierkę nadziei po kilku dniach męczącego czekania, że jednak może uda nam się uratować Tajfunka. Jutro planujemy całą sytuację osobiście, bo mailowo było już zgłaszane, zgłosić do Ombudsmana Gardy w Dublinie." - Urszula Gralczy

    w4sq3e3ky3ds3xdy.png
  • oliwia85 Autorytet
    Postów: 728 426

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 17:59

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    dzisiaj go zabili mordrecy pieprzoni:(
    a o zblizajacym sie termnie z tego wszystkiego nie mysle ale za to w nocy zle spie zasnac nie moge:(

    w4sq3e3ky3ds3xdy.png
  • kapturnica Autorytet
    Postów: 23854 63935

    Wysłany: 27 stycznia 2014, 18:14

    Cytuj  /     /  Zgłoś
    oliwia85 wrote:
    a kochana wlasnie troche poplakalam dostalismy powiadomieni o psie z Irlandi zabitym ?
    "Od 7 lat mieszkam w Irlandii, małym mieście Carlow, samotnie wychowuję 9 letniego syna. Po długich prośbach mojego syna uległam i postanowiłam zrobić mu niespodziankę na święta Bożego Narodzenia i podarować w prezencie pieska. Po długich namysłach i poszukiwaniach w internecie jakiej rasy ma być piesek przy dorastającym dziecku, tak żeby nie stwarzał zagrożenia a jednocześnie żeby zapewniał nam bezpieczeństwo w domu, tym samym poznając historię najwierniejszego psa na świecie HACHIKO i po obejrzeniu filmu HACHIKO A DOG STORY zdecydowałam wspólnie z synem na pieska rasy Akita.
    Wybrałam American Akita, ponieważ ta rasa jest stosunkowo mniejsza od rasy Japan Akita i łagodniejsza do dzieci. Nazwaliśmy go Tajfun. Ze szczeniaka wyrósł piękny i mądry pies. Tajfun nigdy nie był trzymany na łańcuchu, nigdy nie poruszał się sam i zawsze towarzyszył nam w zdarzeniach rodzinnych i codziennych spacerach. Wspólnie ze mną i moim przyjacielem każdego dnia odbierał moje dziecko ze szkoły, co wieczór zasypiał przy nogach mojego synka w jego łóżku, rano gdy słyszał budzik budził go do szkoły.
    22 czerwca wychodząc na spacer z psem spotkałam na ulicy sąsiadkę , też Polkę, mieszkającą w domu obok nas. Pies zawsze, jak i tym razem był prowadzony na szelkach i krótkiej smyczy, która dawała mi całkowitą kontrolę nad psem. Z tego powodu, że pies nie jest na liście niebezpiecznych psów w Irlandii, jak i że nigdy nie przejawiał żadnej agresji do ludzi nie miał założonego kagańca. Sąsiadka miała kaptur na głowie. W trakcie bardzo krótkiej rozmowy z sąsiadką, kiedy pies próbując obwąchać paczkę z chipsami trzymaną przez sąsiadkę w ręku , został niespodziewanie agresywnie uderzony przez sąsiadkę w okolice głowy lub karku.Do zajścia doszło tak szybko i niespodziewanie, że nie miałam czasu na reakcję . Pies naturalnie, odruchowo stanął w obronie mojej i własnej i złapał uderzającą rękę sąsiadki . Sąsiadka energicznie wyrwała rękę z uścisku psa, przy czym ja go również w tym samym czasie odciągnęłam. Zajście nie trwało więcej jak setki sekund. Po incydencie sąsiadka wróciła do domu i udała się do opieki medycznej.Całą sytuacją jestem zszokowana, z tego powodu, że nigdy nie spodziewałabym się takiego zachowania ze strony jakiegokolwiek człowieka do mojego psa. Cała sytuacja jest bardziej szokująca, że ta kobieta zarówno jak cała jej rodzina czasami odwiedzała nasz dom i pies nigdy agresywnie sie nie zachowywał w jej obecności, nawet jej dzieci godzinami potrafiły bawić sie z moim synem i psem u nas w domu . W efekcie zdarzenia sąsiadce założono kilka szwów, o czym dowiedziałam się kilka dni później z irlandzkiej lokalnej gazety. Przy czym od razu po zajściu byłam w domu sąsiadki, gdzie zostałam potraktowana agresywnie przez jej męża i wyszarpana na zewnątrz jej domu, gdzie publicznie mnie obrażano i wyzywano.Mój przyjaciel całą sytuację zgłosił na posterunku Gardy kilka minut po zdarzeniu. Na Gardzie poinformowano go, że nie mają żadnej informacji z drugiej strony, ale ze będą się z nim kontaktowali na jego nr i mój, które zostały zostawione dla oficera. W tym samym dniu blisko północy, Garda wtargnęła mi do domu, nie biorąc wglądu na mnie i na moje dziecko agresywnie bez żadnych wyjaśnień , próbowała zabrać psa do uśpienia, bez jakiegokolwiek wyjaśnienia sprawy i pokazania jakichkolwiek papierów. Nie podali mi nawet swoich imion. Nie pozwoliłam im zabrać psa, broniąc się że tak poważną decyzję nie może podjąć tylko oficer Gardy. Dzisiaj już wiem, że gdybym wtedy oddała swojego psa, pies zostałby wywieziony w pole i zastrzelony!!! Oficer zabierając mój nr telefonu opuścił mój dom , wykrzykując że pies będzie PUT DOWN, co znaczy konkretnie utracony. Jestem całkowicie zdruzgotana, jak i moje płaczące, wystraszone dziecko. Zdecydowaliśmy bronić naszego kochanego psa za wszelką cenę.
    Mój przyjaciel zabrał psa do osoby, która ma duże doświadczenie z psami, zarówno jest właścicielem kilku psów miedzy innymi rasy Akita. Rozstanie z psem było bardzo trudną decyzją, ale po obeznaniu się z irlandzkim prawem o ochronie zwierząt z 1911 roku!!!! zwierzęta w Irlandii nie mają dosłownie żadnych praw!!!! 3 dni później ten sam oficer, po godzinie dziesiątej w nocy zapukał do moich drzwi. Szukał psa w moim domu bez nakazu lub jakiegokolwiek pozwolenia. Na pytanie GDZIE JEST PIES?, odpowiadam, że pies jest poza miastem, nawet poza hrabstwem Carlow. Oficer był agresywny, wychodząc z mojego domu wykrzykiwał po ulicy, że pies i tak będzie utracony, i że sędzia będzie szukał tego psa. Te słowa były przepowiednią prawdziwego horroru. Biorąc wgląd na swoje dziecko, zmieniam mieszkanie w przeciągu kilku dni, pomimo że mieszkam tam kilka lat i mój syn jest bardzo zżyty z okolicą i przyjaciółmi na osiedlu, którzy zaczęli rozpytywać o całą sytuację. Na tym osiedlu są tylko 2 rodziny obcokrajowców, oni i my. Tym samym straciłam dużą kwotę pieniężną z depozytu domu, jak i zostałam narażona na koszta nowego domu. Ale zrobię wszystko aby mój syn uniknął ciężkich pytań przyjaciół o utraceniu psa. Cała sprawa nabrała obrotów po opublikowaniu zdjęć obrażeń sąsiadki i artykułu extremalnie dramatycznego, gdzie mój pies przez gardę został opisany jako rasa wykształtowana do zabijania niedźwiedzi i że kobieta po tym ataku prawie nie straciła ręki. Zdjęcia obrażeń są powiększone na pół strony i to pierwszej strony gazety. Nie wierzę własnym oczom.Po tej publikacji sprawy biegną bardzo szybko. Odwiozłam swoje dziecko na kilka tygodni moim rodzicom do Polski. 17 lipca w godzinach popołudniowych zostałam poinformowana przez znajomego, że ja i mój pies jesteśmy poszukiwani przez wszystkich 109 policjantów hrabstwa Carlow, pomimo że garda miała mój nr telefonu. Nawet mieszkanie mojego znajomego zostało przeszukane w celu znalezienia niebezpiecznego psa. Mój znajomy na moje polecenie podał mój nr który garda i tak już miała. Za kilka minut zostałam telefonicznie poinformowana, żeby wstawić się na posterunku gardy w celu wyjaśnienia sprawy. Po dotarciu na stację gardy byłam przepytywana o miejsce pobytu psa. Poinformowałam, że pies ma nowy dom i znajduje się daleko poza hrabstwem Carlow i jest pod opieką doświadczonego właściciela psów. Po tej informacji zostały mi do rąk wciśnięte dokumenty o moim jutrzejszym porannym sądzie/10:30/. 18 godzin przed odbyciem sie sprawy. Jestem zszokowana zabraniem mi całkowitej możliwości przygotowania się i obrony.Cudem udało mi się zdobyć jednego z najlepszych prawników w hrabstwie. Umówiliśmy się na 9 rano na zapoznanie się ze sprawą. 10:30 czekałam w sądzie. Sprawa przebiega miedzy 12 a 13 godziną. Przesłuchiwana była poszkodowana i jej mąż oraz oficer gardy, który próbował zabrać psa z mojego domu. Całe zeznania pod przysięgą są wielkim kłamstwem. Kobieta udawała, że nigdy wcześniej nie przychodziła do kontaktu ze mną i moim psem, ani jej dzieci. Jej maż wymyślił kolejny atak mojego psa na ich syna. Bez braku jakichkolwiek dowodów. Oficer gardy zeznał, że w podobnym czasie została pogryziona jego córka w największym prawdopodobieństwie przez tego samego psa. Opisał psa wagi ok 10 kg. Moj pies waży ponad 45kg. Ja w ogóle nie byłam przesłuchiwana.Adwokat stawia obronę na brak czasu do przygotowania i tym, że American Akita nie jest na liście niebezpiecznych psów w Irlandii i nie powinna mieć kagańca w miejscach publicznych. Sędziego to nie interesowało, zapadł wyrok DESTROY the DOG co znaczy ZNISZCZENIE PSA. Prawnik automatycznie złożył apelację do Najwyższego Sądu. Jestem całkowicie załamana. W drodze powrotnej do domu otrzymałam telefon od gardy, że jestem aresztowana, żeby określić swoją pozycję lub natychmiastowo wstawić sie na posterunek gardy. Zadzwoniłam do adwokata, który prowadził inną sprawę w sądzie. Adwokat skierował mnie natychmiast do swojego biura prawnego. Przyjechał po ok pół godziny, udzielił mi porad i przygotował mnie na to co nastąpi.Ok 16 zgłosiłam się na stację gardy, zostałam przeszukana i zabrano mi rzeczy osobiste. Natychmiast nastąpiło 3 godzinne przesłuchanie, w trakcie którego moje zeznania nie były w pełni spisywane, wyśmiewano mnie w twarz, byłam zastraszana i dyskryminowana. Po przesłuchaniu w przeciągu 3 minut zostało mi przedstawionych 5 nowych zarzutów, w tym: napaść fizyczna na poszkodowaną, uszkodzenie jej prywatnych rzeczy, prowadzenie niebezpiecznego psa bez kagańca, prowadzenie niebezpiecznego psa na długiej luźnej smyczy jak i brak oznakowania psa. Z tego 3 ostatnie zarzuty tycza się tylko psów, oznaczonych na liście niebezpiecznych psów w Irlandii z roku 1986, do których American Akita nie należy. W ogóle brak zapoznania się gardy z prawem o kontroli i regulacji psów w Irlandii z roku 1986.W tym samym momencie zostałam poinformowana i natychmiast przeprowadzona na specjalnie zwołany sąd, który był przygotowany i zwołany podczas przesłuchiwania mnie. Takie sądy są zwoływane w przypadkach morderstwa do 2 dni. Rozprawa zaczyna sie ok 19:15 wieczorem. Na rozprawie był obecny mój prawnik i polski tłumacz. Rozprawa odbyła się bez obecności publicznej, tak samo jak i poranna. Sprawa skończyła się po ok 1godzinie i 20 minutach. Zapadł wyrok o moim aresztowaniu i umieszczeniu mnie w jednym z najgorszym wiezieniu dla kobiet w Irlandii. Zostałam ostrzeżona, że cały sierpień w Irlandii nie pracują sądy i do następnej sprawy mogę czekać w wiezieniu aż do września. Z powrotem zostałam przeprowadzona na posterunek gardy, gdzie po raz kolejny zostały mi odebrane moje rzeczy, zostałam poddana kontroli osobistej i umieszczona w celi z jednym materacem i dziurą w podłodze do załatwiania potrzeb fizjologicznych. Przed wprowadzeniem do celi, najwyższy dowódca gardy złożył mi propozycję, że jeśli ujawnię miejsce pobytu psa mogę wyjść za kaucją. Miałam prawo do wykonania 1go telefonu. Zadzwoniłam do przyjaciela, który o wszystkim poinformował moich przyjaciół, rodzinę, poza moim dzieckiem. Siedziałam roztrzęsiona, zapłakana, w extremalnym stanie psychicznym w celi. Byłam zdecydowana nie oddać psa. Dla jednych to rzecz, dla mnie to członek rodziny, którego jestem zdecydowana chronić za każdą cenę!!!!!Na zewnątrz mój przyjaciel domagał się kontaktu ze mną. Pozwolono mu na telefoniczny kontakt. Później dowiedziałam się, że po tym telefonie mój przyjaciel odbył rozmowę z Inspektorem Gardy sam na sam, podczas której padła propozycja dosłownie z ust inspektora: ODDAJ MI TEGO PIEPRZONEGO PSA< JA CI ODDAM DZIEWCZYNĘ. Po tych słowach mój przyjaciel nie wierzył własnym uszom. Czuł się jak na posterunku policji gdzieś w Afganistanie lub innym kraju 3-go świata. Moj przyjaciel postanowił odszukać psa i oddać go w ręce gardy po upewnieniu się, że pies nie zostanie utracony i będzie przewieziony do ośrodka ISPCA.

    Nie mógł również ryzykować, że będę w wiezieniu do września i o całej sprawie dowie sie moje dziecko. Ja siedziałam w celi i czekałam na przewiezienie mnie do więzienia w Dublinie. W celi było bardzo gorąco, cały dzień było ponad 30 stopni. Było mi bardzo źle, od wczoraj wieczór nic nie jadłam, chciało mi się pić. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Dzwoniłam na dzwonek przy drzwiach. Nikt nie reagował. Pukałam w metalowe drzwi. Zero reakcji. Ze wszystkich sil stukam w metalowe drzwi i krzyczałam. Po ok pół godziny przyszedł oficer zaglądnął przez okienko w drzwiach. Poprosiłam o wodę i wyjście do toalety. Powiedział mi żebym użyła dziury w podłodze i zgasił mi światło. Odszedł. W całkowitej ciemności krzyczałam i waliłam w drzwi i prosiłam o szklankę wody. Ta sytuacja trwała ponad godzinę, może dwie. Nie wiem już. Już nie miałam całkowitego pojęcia o czasie. Siedziałam i płakałam. Z powrotem waliłam w drzwi. Ręce miałam już całkowicie obolałe. Przyszła gardzistka z kajdankami. Poprosiłam ją o wodę i o wyjcie do toalety. Ponownie byłam skazana na dziurę w podłodze. Tłumaczyłam jej, że jestem człowiekiem, kobietą. Zabrała mnie do toalety i dostałam szklankę wody.Chwilę potem pojawił się mój przyjaciel. Wymiana została dokonana. Było po północy. Podpisałam dokumenty i odebrałam swoje rzeczy osobiste.Gardzista z uśmiechem , łamanym polskim powiedział mi CZEŚĆ i DZIEKUJĘ. Mój przyjaciel po tym jak widział w jakim jestem stanie, bez słów zabrał mnie na pogotowie. Lekarka, też obcokrajowiec, nie wierzyła że coś takiego mogło wydarzyć się w Irlandii. Dostałam Valium i inne leki uspokajające na najbliższe 3 dni. I po lekach nie mogłam zasnąć. Płaczę i jestem wystraszona. Jestem w domu, ale i tak boję sie, że w każdej chwili sytuacja może sie powtórzyć. Zostanę znów aresztowana bez podstaw. Rankiem udałam się ponownie do lekarza, jestem całkowicie wykończona. Próbuję jeść ale wymiotuję. Po długich prośbach, mój przyjaciel zabrał mnie do weterynarza, od którego miał być rano odebrany mój piesek i przewieziony do ośrodka ISPCA, gdzie miał czekać na decyzję Najwyższego Sadu, o jego losie.Weterynarz ani personel nie byli w ogóle zorientowani w temacie. Myśleli, że szukamy zgubionego psa i zabrali nas na zaplecze. Pokazali, że mają tylko 2 psy. Całkowicie w tyle, w ostatniej klatce był 3 ci pies, mój pies!!!!!!Weterynarz był całkowicie zaskoczony!!!!Zaczęłam płakać i mój pies też. Tulił sie do mnie przez klatkę prosząc o wyjście. Był stale od wczoraj w kagańcu!!!!!W szelkach!!!!!!Nie miał wody i jedzenia!!!!!!!!Temperatura ponownie ponad 30 stopni. W stalowym magazynie nie było o wiele mniej. Ale jednak stale żyje!!!!!!Próbował przez kaganiec lizać pusta miskę pokazując że nie ma wody!!!!!Moj przyjaciel nagrywał całą sytuację na telefon. Personel wpadł w panikę i zadzwonił na gardę. Garda była za 5 minut na czele z tym samym inspektorem, który wczoraj dokonał wymiany z moim przyjacielem, obiecując, że pies będzie rano przewieziony do ośrodka ISPCA .Garda była bardzo agresywna , wyklinając, szarpiąc nas, popychając, wyciągnęła nas siłą przed klinikę. Pojawiły się jednostki uzbrojone w broń palną Próbowali postawić nam zarzut nielegalnego wniknięcia na teren prywatny. Nagrałam kawałek zajścia przed kliniką . Jeden z uzbrojonych oficerów próbował wyrwać mi z rąk telefon . Mój przyjaciel go powstrzymał , ja uciekłam i w szoku próbując ratować to małe nagranie, schowałam się na cmentarzu . Płakałam i przed oczami mam stale widok swojego płaczącego psa. Mój przyjaciel odbył rozmowę z inspektorem. Informując go o tym , że do środka weszliśmy drogą legalną i zadał mu pytanie , czemu złamał jako inspektor obietnicę, którą mu dał. Agresywny inspektor wykrzykiwał ; widzisz, że pies nie został przecież zastrzelony !!!! na zewnątrz wyszedł weterynarz i dał obietnicę , że pies dostanie wodę i jedzenie i do wieczora będzie zabrany przez ISPCA i że będzie miał ściągnięty kaganiec.Adwokat o całej sytuacji jasno się wyraził, że jest to dyskryminacja. Teraz czekam na Sąd Najwyższy. Nie wiem jakie zarzuty jeszcze będą użyte przeciwko mnie, ale wiem na pewno, że zrobię wszystko żeby uratować mojego kochanego psa. Wszyscy nasi znajomi i ludzie, którzy znali Tajfuna nie wierzą w całą sytuację . Nawet nasi irlandzcy przyjaciele i inni właściciele psów są zszokowani i nigdy o podobnej sytuacji w Irlandii nie słyszeli Wreszcie przy pomocy Pani Emilii z fundacji KASTOR udało nam się ustalić, że pies został zabrany w piątek przez Gardę do ośrodka ISPCA i na razie jest bezpieczny. Mamy pierwszą iskierkę nadziei po kilku dniach męczącego czekania, że jednak może uda nam się uratować Tajfunka. Jutro planujemy całą sytuację osobiście, bo mailowo było już zgłaszane, zgłosić do Ombudsmana Gardy w Dublinie." - Urszula Gralczy

    Kochani3 troche to naciagane mieszkalam ponad 2lata w irlandii i nie sadze byktos z GARDY tak sie zachowywwal a poza tym te ponad30zstopni ciepla...szczerze???w irl nie ma takich temperatur nawet w lecie to nie Pl gdzie jest taki klimat tam maks25stopni tempka a i to zdarza sie baaardzo rzadko ,,,Troche mi to opowiadanie naciagane zbyt dobrze poznalam realia zycia w irl zeby wierzyc w cos takiego.,.Co do zwierzat normalnie one sa traktowane a nie jak jakies przedmioty...Maja szcepienia chipy itd...Wiec tak do konca cos mi nie pasuje w tym opowiadaniu..lekko naciagane....

    V8GJp2.pngZtiMp1.png
‹‹ 51 52 53 54 55 ››
Zgłoś post
Od:
Wiadomość:
Zgłoś Anuluj

Zainteresują Cię również:

PMS, czyli zespół napięcia przedmiesiączkowego - przyczyny, objawy, leczenie

Zespół napięcia przedmiesiączkowego to ogólne określenie na objawy i dolegliwości, które odczuwają kobiety przed miesiączką. A jakie są najczęstsze objawy PMS? Co jest ich przyczyną? Czy i kiedy napięcie przedmiesiączkowe wymaga leczenia? 

CZYTAJ WIĘCEJ

Jak obliczyć dni płodne?

Czy starając się zajść w ciążę powinnaś wiedzieć kiedy występuje owulacja i kiedy są dni płodne? Czy nie wystarczy zadbać o to, żeby kochać się regularnie przez cały cykl i prędzej czy później i tak zajdziesz w ciążę? Nie zawsze. Każdego cyklu masz zaledwie 20% szans na zajście w ciążę, a pary z obniżoną płodnością mają ich dużo mniej. Warto wiedzieć jak obliczyć dni płodne i poznać wady i zalety każdej z metod.  

CZYTAJ WIĘCEJ

Ciąża bliźniacza – wszystko co musimy o niej wiedzieć

Ciąża bliźniacza to rodzaj ciąży wielopłodowej, podczas której w macicy kobiety rozwijają się jednocześnie dwa płody. Ciąże bliźniacze stanowią około 1,25% wszystkich ciąż, czyli średnio jeden na sto porodów kończy się przyjściem na świat nie jednego, a dwójki dzieci. Współcześnie coraz więcej ciąż to właśnie ciąże bliźniacze. Przeczytaj i dowiedz się m.in. jak powstaje ciąża bliźniacza, jakie są jej rodzaje i jakie może powodować ryzyka. 

CZYTAJ WIĘCEJ
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego