Pamiętniki 4 ciąże, 5 aniołków, 1 ziemski syn ❤️
Dodaj do ulubionych
‹‹ 4 5 6 7 8

11 maja 2020, 06:11

26tc+1d, waga 61kg (+7kg)
(Acard, Neoparin, Encorton, Progesteron Bensis, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin, Maglek)

Progesteron brany od 7 dni skutecznie wpędza mnie stany depresyjne i lękowe, zastanawiam się jak przetrwałam I trymest biorąc 12 tabletek dziennie, skoro teraz przy dwóch jest mi tak ciężko.. Staram się być dzielna, ale to naprawdę nie jest takie proste. Dopiero teraz uświadamiam sobie jak fatalnie reaguje na ten hormon, mąż od razu wylapał różnice w zachowaniu, zauważył, że jestem smutna i osowiała, wróciły też mdłości.. Dopiero po kilku dniach przyszło oświecenie co jest przyczyną, zastanawiam się nad zmniejszeniem dawki.. Nie chcę narzekać.. Pragnę tego dziecka bardziej niż czegokolwiek innego na świecie, ale chyba za dużo od siebie wymagam, dojrzewam do tego, aby pozwolić sobie na złe samopoczucie bez wyrzutów sumienia.

18 maja 2020, 15:34

III trymestr 😱
27tc+1d waga 61,2 kg (+7,2 kg)
(Acard, Neoparin, Encorton, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin)

Dzięki Dziewczyny za wsparcie, Wasze słowa bardzo mi pomogły, musialam sobie poukładać, że mam prawo czuć się źle i mam prawo ponarzekać, bycie staraczką i aniołkową mamą nie powoduje, że inaczej czuje się dolegliwości ciążowe (a czasami jest naprawdę ciężko). Odstawiłam progesteron, zwiekszyłam dawkę magnezu, więcej odpoczywam, brzuch się nadal spina, ale jest lepiej. Zobaczymy co powie w piątek lekarz.

Wczoraj przywitałam się z pierwszym dniem III trymestru i jednocześnie rozpoczęłam 7 miesiąc ciąży.. Rety jak to brzmi!! W domu coraz więcej rzeczy dla dziecka, głównie dlatego, że sporo dostaliśmy.. Jest już łóżeczko.. To jest dopiero hard core 🙈

Młody człowiek jest bardzo aktywny, co cieszy, każdy Jego ruch cieszy. Od ponad miesiąca obwód brzucha się nie zmienił, a macica idzie jakby do góry wpychając organy pod żebra, powoduje to spory dyskomfort i ból. Nawet nie wiedziałam, że może tak być. Płuca są w stanie zebrać chyba połowę tego tlenu co zazwyczaj, bo oddech stał się płytki i krótki, a po jakimkolwiek wysiłku dyszę jakbym maraton przebiegła. Dodatkowo jak syn zasadzi kopa w żołądek to leci załącznik (taki bez ostrzeżenia), ale przynajmniej psychicznie po odstawieniu proga jest zdecydowanie lepiej. Zaczynam myśleć jak to będzie kiedy się spotkamy 😊

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja 2020, 23:07

25 maja 2020, 12:07

28tc+1d, waga 61,5kg (+7,5kg)
(Acard, Neoparin, Encorton, Luteina, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin, Maglek)

@Anuśla jeszcze nie możemy się zdecydować, myślimy nad Filipem lub Konradem, a Wam które się bardziej podoba?

Ostatnimi czasy szczęśliwi rodzice znów straszą chronicznym nie wyspaniem przy posiadaniu potomstwa, co niezmiennie wprawia mnie w rozbawienie, a ich jak skończę swój monolog w konsternację. Moim ulubionym hasłem jest "wyspij się teraz, później nie będzie możliwości". Zadaję wtedy proste pytanie, które zostawię na końcu monologu.

Kładę się średnio o 22 wstaje ok 6-7 (choć jak jest kiepska noc to później), nocne maratony na siku w wersji bardziej optymistycznej odbywają się 1x na godzinę, w pesymistycznej 2x i tak do średnio do godziny 4 wstaje od 6 do 12 razy. Czasem nie jestem pewna czy klop to klop, czy wytwór umęczonej wyobraźni i zanim siądę to macam go przez chwilę aby potwierdzić klopa realność, kiedy pewności nie uzyskuje przemywam twarz wodą i macam jeszcze raz. Wrócił lęk przed sfajdaniem się do łóżka i jest silny (i na tym mogłabym już poprzestać, ale nie, nie.. to nie koniec). Kiedy łaskawie pęcherz czy też nerki postanawiają iść spać budzą się ONE (one są jeszcze gorsze) poranne mdłości, około wspomnianej 4 przychodzi do mnie ochoczo uczucie dozpierajacego ciepełka w przełyku, które podjeżdża radośnie pod migdalki szczęśliwie lub nie bez finalizacji celu podróży. Nie osiągnowszy jamy ustnej owe ciepełko przybiera postać gluta spacerującego na linii żołądek - migdałki, migdałki - żołądek, czyli do przełyku wrócił oślizły bez skorupy ślimak, który w sadyzmie tych spacerów znalazł sobie upodobanie. Niestety nie da się tego przespać, ślimak uniemożliwia jakiekolwiek zaśnięcie, nie pomaga żadna znana temu światu rada (a przerobiłam wszystkie: usłyszane od lekarzy, znajomych i te od wójcia googla). Ślimak kończy spacerować średnio o 6.. Są to dwie wyjątkowo długie godziny, w czasie, których leżę w łóżku patrząc tępym wzrokiem w ścianę zastanawiając się czy można popełnić sepuku długopisem.

I tak od samiuśkiego początku ciąży czyli około 7 miesięcy, z cudowna przerwą na 3 no może 4 tygodnie, jednak żeby nie było monotonnie (bo przecież nie ma w życiu nic gorszego niż nuda) od miesiąca do nocnych zabaw doszły nowe elementy. 😁💪

Kiedy głowa krąży wokół myśli związanych z innowacyjnymi technikami wykorzystania długopisu sądząc, że gorzej być nie może, uaktywnia się przyszły pierworodny.. Wtedy długopis schodzi na drugi plan, zaczynam intensywnie powtarzać mantrę "byle nie w nerke i byle nie w żołądek", nie zawsze jest skuteczna, a celności dzieciowi odmówić nie można.. Kop w nerke = zwiększona świadomość anatomii ludzkiego ciała ze szczególnie bolesnym uwzględnieniem lokalizacji nerki, kop w żołądek = rzyg (z którego ślimak nic sobie nie robi, bo na tą chwile zmienia się w tasiemca uzbrojonego, który przywiera do ścian przełyku jakby był integralną jego częścią), tak więc rzyg leci, a ślimak zostaje i tak bawimy się średnio do 6. 🤣 Jeżeli jestem mocno umartwiona nocą to idę spać, a raczej padam z wycieńczenia i wtedy żadna siła nie jest w stanie mnie obudzić, przez jakieś 2h, w sumie ciężko to nazwać snem, wpadam w jakąś totalnie czarną odchłań bez świadomości.

Wracając do pytania, które rzucam radośnie tym którzy jeszcze chwilę wcześniej sugerowali wyspanie się na zapas "a ile razy wstajecie w nocy do dziecka?" To jest ten moment kiedy widzę głupie miny i słyszę coś pomiędzy 2 a 4. Nawet nie muszę komentować.. marzę o tym, aby tyle razy w nocy wstawać, może nawet przydarzy mi się wtedy faza snu głębokiego 🤔

A tak po za tym oprócz tego, że progesteron mnie umartwia to wyciszył skurcze, więc jesteśmy na siebie skazani do 34tc 💪

Kocham Cię synku, ale jak będziesz kiedyś pyskował to osobiście wyślę Cię na kolonizację księżyca i będzie to misja w jedną stronę 💛

Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2020, 12:17

5 czerwca 2020, 03:27

29tc+6d, waga 62kg (+8kg)
(Acard, Neoparin, Encorton, Luteina, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin, Maglek)

W 29+2 miałam trzecie prenatalne, niby wszystko ok, dziecko rozwija się prawidłowo, ALE nie zwróciłam uwagi jak lekarka powiedziala wagę 1410 gram, co by oznaczało, że syn urósł tylko 60 gram przez 11 dni. Przez to, że nie urósł mieści się wagowo w średniej, co nie wzbudziło podejrzeń lekarki, jednak przez prawie całą ciążę był większy o 1,5 do 2 tygodni niż wiek ciąży, teraz rodzi się pytanie co zahamowało rozwój? Do tego mam dużą ilość wód płodowych (wartość na granicy normy), przyczyna nieznana, sprawa do obserwacji, bo jeżeli dojdzie do wielowodzia to jest to sytuacja dość niebezpieczna, zarówno dla syna jak i dla mnie, może skutkować odklejeniem się łożyska, porodem przedwczesnym, niedotlenieniem wewnątrzmacicznym i jeszcze kilkoma innymi niefajnymi rzeczami, nie wspominając o tym, że przyczyną może być wada rozwojowa dziecka (układ pokarmowy, mózg). Teraz już wiem też dlaczego tak mocno czuje ruchy, bo dziecko ma bardzo dużo miejsca, niestety w dużej ilości wód kryje się kolejne niebezpieczeństwo "kolizja pępowinowa", bo jak dziecko ma za dużo miejsca to się może poobwijać pepowiną..

😔

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 czerwca 2020, 03:27

5 czerwca 2020, 17:45

Dzięki Dziewczyny 💛

Na badaniu prenatalnym, przepływy krwi w tętnicy pępowinowej (UA) wyszły minimalnie poniżej normy, a przepływy krwi w tętnicach macicznych (LtUA, RtUA) w normie, lekarka nie wspomniala, że to jest coś nieprawidłowego, wszystkie pozostałe parametry wyszły w normie, waga wyszła zgodna z wiekiem ciąży, ale nie powiedziałam ile ważył na poprzednim badaniu i głupia zachodzę w głowę czy wszystko ok 🤦‍♀️ oby to był błąd pomiaru tak jak napisały Abigail i KasiaAsia. No i oczywiście teraz schizuje mnie ten przepływ UA..

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 czerwca 2020, 17:46

20 czerwca 2020, 08:38

31tc+6d, waga 62kg (+8kg)
(Acard, Neoparin, Encorton, Luteina, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin, Maglek)

Jeheria, KasiaAsia, Kd_eye, Wio, czekamynadzidzie, vivienne0803, Niepogodzona bardzo Wam dziękuję za rady i słowa wsparcia, bardzo, bardzo, bardzo 💛

Kilka dni po prenatalnych zrobiłam badanie przepływów, trafiłam na fantastyczną lekarkę, która w ramach tego badania sprawdziła wszystko, naprawdę anioł kobieta. Przepływy w tętnicy pępowinowej faktycznie poniżej 5 centyla, ale minimalnie, wytłumaczyła, że taka sytuacja nie zagraża dziecku, bo pozostałe przepływy w normie, a dziecko rozwija się prawidłowo, AFI nie jest 20 a 17 więc do wielowodzia mamy jeszcze zapas, a waga nie wynosi 1410gr tylko 1986gr, więc przytyl nie 60gr a 636gr! Błąd pomiaru na prenatalnych.. Ponoć na tym etapie taki duży błąd może się zdarzyć, zwłaszcza kiedy dziecko jest ruchliwe. Szyjka obecnie 3,1 cm trzyma dobrze, ale się systematycznie skraca, lekarz prowadzący mówi, że na tym etapie jest to pożądane, bo nie chcemy mieć przy porodzie długiej szyjki. Brzuch nadal się stawia, jak leżę jest ok, ale wystarczy, że wstaje i robi się twardy jak kamień. Mam robić KTG raz w tygodniu, skurcze się już na piszą na wydruku, więc żeby ich nie prowokować dużo leżę. Ciąża staje się bolesna, nawet lekarz skwitował "ojej przy takim małym brzuchu, dużym dziecku i tej ilości wód musi panią wszystko boleć" i boli, bolą organy wewnętrzne i bolą żebra, ucisk na żołądek powoduje, że nie jestem w stanie zjeść więcej niż pół bułki, każdy posiłek kończy się mdłościami, waga stoi, ale najważniejsze, że syn rozwija się prawidłowo, zniosę wszystko. Chciałbym aby już był w ramionach, czasem mam wrażenie, że mój organizm to jakieś koszmarnie wrogie środowisko..

Z miłych rzeczy mały chłopiec stał się odpowiadający na bodźce z zewnątrz, wcześniej jak się przykładało rękę do brzucha przestawał się ruszać, teraz tam gdzie ręka tam ruchy, do tego "odpowiada" na dotyk, delikatnie ugniatam brzuch palcami po lewej i za chwilę kopniaki po lewej, powtarzam czynność po prawej i kopniak po prawej, to naprawdę fascynujące, że takie dziecko w brzuchu potrafi już odpowiadać na bodźce 🥰

Jeszcze trochę nasz mały wojowniku, jeszcze trochę, oby tylko wszystko było dobrze..

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 czerwca 2020, 08:41

28 czerwca 2020, 08:34

33tc+0d, waga 61,6kg (+7,6kg)
(Acard, Neoparin, Encorton, Luteina, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin, Maglek)

Skończony 33 tydzień ciąży.. Od ostatniego czasu nie dzieje się nic groźnego, żyjemy w świecie mdłości i coraz trudniejszego przemieszczania się, co tydzień robimy ktg, skurcze cały czas się na nim zapisują, więc moja macica nadal się buntuje, ale ostatnio mniej boleśnie. Czekam na 34 tydzień jak na zbawienie, bo od tego momentu jest ponoc już bardzo bezpiecznie gdyby dziecko się urodziło, a od 37 ciąża donoszona.. Jeszcze trochę..

Mam coraz większy kontakt z naszym małym chłopcem. Wczoraj glaskałam go po pleckach, a on je wypychal w miejscu gdzie była moja ręka, specjalnie zmieniłam jej pozycje żeby sprawdzić czy to wypychanie to reakcja na dotyk, a On wędrował plecami tak, aby były w tym miejscu gdzie glaskałam, to niesamowite i piękne uczucie 💛

Ostatnio ktoś zapytał czy boję się porodu. Nie, nie boję się. Nie boję porodu i nie boję się bólu, każdy skurcz będzie mnie przybliżał do spotkania z naszym dzieckiem. Wiem, że poród to nie pobyt w spa, że to ból i łzy, ale nie mogę się tego doczekać, po tak trudnej ciąży będę spokojna dopiero z synem na rękach, poród niezależnie jak bardzo bolesny będzie oznaczał wolność od lęku czy mój organizm nie zrobi krzywdy dziecku, które jest pod sercem. Boje się powikłań około porodowych, konfliktu pępowinowego, czy bezdusznego personelu - tego się boję.

2 lipca 2020, 08:03

33tc+4d, waga 61,6kg (+7,6kg)
(Acard, Neoparin, Encorton, Luteina, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin, Maglek)

@czekamynadzidzie chciałabym rodzic sn, ale jeżeli będzie potrzebne cc, to nie mam z tym problemu, najważniejsze zdrowie i dobro dziecka.

@Turkusowa82 Acard i Neoparin 0,4 biorę w związku z PAI-1 4G hetero, które samo w sobie dla wielu lekarzy nie jest wskazaniem, ale w pakiecie z 3 poronieniami już widzą podstawę do podania leku.

No i pierwsza wizyta na izbie przyjęć zaliczona.. Brzuch się stawia od 20tc, ale ostatnie dwa dni był cały czas twardy i bolał do tego stopnia, że nie byłam w stanie normalnie funkcjonować 😔 lekarka prowadząca poleciła jechać na IP. Pojechaliśmy, poszło nawet sprawnie. Z dzieckiem wszystko ok, mały ma już 2600 gram, jego serduszko bije prawidłowo, niestety moja macica nadal się mści, brzuch twardy jak skała, skurcze piszą się na ktg. Akurat jak zdejmowali ktg brzuch się uspokoił i mówię do położnej, że teraz jak na złość miękki, podotykała chwilę, spojrzała na mnie ze zdziwieniem i odpowiedziała "wcale nie jest miękki", po chwili znów zrobił się klasyczny kamień, położna zrobiła oczy spytała czy to tak cały czas, na co ja że tak (i tu byłam bardzo zdziwiona poziomem empatii) powiedziała, że pewnie mnie to bardzo boli, ale niestety nie ma na to sposobu, bo przyczyną sytuacji jest AFI 20 czyli dużo wód i dlatego macica się tak pręży. Nie powiem trochę mnie to uspokoiło bo już myślałam, że jestem histeryczką, która wiecznie narzeka na bolący brzuch, a teraz przynajmniej wiem, że to nie moje wymysły.

Edit: przygód ciąg dalszy, od poniedziałku siusiam na czerwono, ale jadłam w poniedzialek buraki i myslalam, że to od tego, właśnie odebrałam wyniki morfologii i moczu, sporo wyników powyżej normy, w moczu jest ponad 29 tys erytrocytow norma jest do 0 do 18 (i bynajmniej nie tys).

Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lipca 2020, 14:04

8 lipca 2020, 22:21

34tc+3d, waga 61,1kg (+7,1kg)
(Acard, Neoparin, Encorton, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin, Maglek)

Krew w moczu okazała się jakimś zakażeniem, dostałam antybiotyk. Jutro kontrola siurków i morfologii czy jest ok, kolor już normalny więc powinno być dobrze.

Nie umiem tego wyjaśnić, ale coś jest inaczej.. Dziwnie się czuję. Coś dzieje się z moim ciałem, nie chodzi o skurcze czy akcje porodową, ale coś się zmienia, to zmiana zarówno psychiczna jak i fizyczna. Zaczęłam pakować torbę do porodu (choć syndrom wicia gniazda nadal się nie uaktywnił), robię się też spięta, nerwowa (to do mnie nie podobne, nawet w ciąży), w sensie jeszcze nie warcze na otoczenie, ale czuję jak w sytuacjach, które zupełnie nie powinny wywoływać emocji rośnie mi ciśnienie i najchętniej bym poprzegryzała ludziom tętnice 🤦‍♀️ Z objawów fizycznych to od trzech dni nie wiem co to zaparcia (przepraszam za dosłowność), zaczęłam chodzić jak kaczka i mogłabym spać na potęgę. Odstawiłam dzisiaj luteinę, zobaczymy co na to macica.

Martwi mnie utrata wagi.. Ale nie jestem w stanie jeść przez mdłości.. 🤢

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lipca 2020, 05:55

12 lipca 2020, 07:38

35tc+0d waga 61,2 kg (+7,2 kg)
(Neoparin, Encorton, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin, Maglek)

Ostatnio stałam się autorką zdania
"nudna ciąża? Potrzymaj mi drinka i patrz!" 😅

W 34tc+4 byłam o godzinie 11 na ktg w szkole rodzenia, położna patrzy na mnie i pyta czy czuje skurcze.. WAIT, WHAT?! jakie skurcze? No takie co 8-10 minut, chwilę trwało zanim mózg przetworzył informację i mówię, że trudno mi powiedzieć bo w tej ciąży ciągle mnie coś boli, brzuch się wiecznie spina, więc jak mam być szczera to nie widzę różnicy, ale wątpię, że są to skurcze porodowe, bo tych pomylić z niczym się nie da. Wysłano mnie do szpitala, aby sprawdzić czy wszystko jest ok, no to idę, daleko nie było więc poszłam pieszo.

Do szpitala dotarłam ok 12. Tego dnia był jakiś ciążowy armagedon, 8 kobietek, wszystkie w niedonoszonej ciąży i wszystkie ze skurczami. Cóż trzeba czekać, o kolejności przyjęć decyduje lekarz prowadzący wdg ważności przypadków i tym sposobem spędziłam ponad 4h w poczekalni, ale jak mus to mus (szczęśliwie Małż wpadł z obiadem bo bym z głodu padła, mój wybawca ❤️). W międzyczasie wśród oczekujących rozpętała się kupoburza, że czas oczekiwania taki a nie inny, że niektóre przyszły później, a weszły szybciej.. Nie wytrzymałam i zupełnie spokojnie rzekłam "drogie panie, też tu czekam i byłam szybciej niż część z was a pewnie wejdę później, bo jeżeli wszystkie mamy skurcze (to wynikało z wcześniejszych rozmów), to logiczne, że najpierw wezmą te osoby, którym się sącza wody, które krwawią lub są w młodszej ciąży, bo skurcze w 28tc są bardziej niebezpieczne niż w 34tc, a skoro siedzimy i mamy siły narzekać to znaczy, że jeszcze nie jest tak źle". Feedback "no w sumie, ma pani rację" cisza. Później zaczęły się normalne rozmowy jak w poczekalni pełnej emerytek, której co dolega itd 🤣 Swoją drogą nie przestaje mnie zadziwiać, że czasem ludziom trudno spojrzeć dalej niż po za koniec własnego tyłka 🤦‍♀️

Po przyjęciu na IP lekarka przebadała mnie wzdłuż i wszerz, skurcze nadal się piszą na KTG (regularnie co 8-10 minut), ale wszystko z dzieckiem ok, szyjka skrócona (2,4), miekka, ale trzyma. W pewnym momencie pyta, wiek ciąży z usg czy om? Odpowiedziałam, że z terminu transferu, więc znany jest dokładnie. Okazało się, że zwątpienie lekarki przyszło w chwili mierzenia dziecka, wykonała czynność ponownie, po czym mówi "ale duże dziecko, no inaczej nie chce być, mierzyłam 2x". Nasz mały chłopiec ważył 3128 gram 😲 niektóre dzieci mają tyle w 40tc 🙈 Do domu wrocilam po godzinie 18, przeorana tym dniem ekstremalnie padłam do łóżka i tyle mnie było widać.

Kolejnego dnia miałam wizytę kontrolną na nfz, lekarz w związku z krwiomoczem zlecił usg brzucha udało się ogarnąć tego samego dnia 💪 i żeby nie było nudno skoro dzień wcześniej na izbie wszystko było ok, to na usg wyszły kamienie na nerkach ok 2mm, na obu i więcej niż po jednym, także ten teges no 😅

Odstawiona Luteina i Nospa, niedługo odstawiamy magnezy. Mam już nie hamować skurczy, tydzień ciąży i waga klopsa pozwalają na poród, ale najlepiej gdyby tak jeszcze z 2 tygodnie posiedział.

Torba na poród prawie spakowana 🍀

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2020, 19:43

19 lipca 2020, 04:36

36tc+0d waga 61,2 kg (+7,2 kg)
(Neoparin, Encorton, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Maglek)
+wiesiołek i herbata z liści malin

Od 2h przerzucam się z boku na bok, trudno zasnąć kiedy kolega ślimak wrócił do przełyku 🤦‍♀️ Mdłości ostatnio znów nie dają żyć, ale! Dostaliśmy od lekarza zielone światło na naturalne sposoby eksmisji małego chłopca, oby zadziałały bo nie ukrywam, ale już chciałabym Go poznać no i odzyskać kontrolę nad pęcherzem i w ogóle własnym ciałem 😁

Niestety przez mdłości nie przybieram na wadze, a dzieć rośnie znaczy, że chudnę i trochę mnie to niepokoi bo nie jestem w stanie wcisnąć w siebie za dużo jedzenia, a wiem, że syn potrzebuje. Przytulam niezmiennie coca-cole choć wiem, że to straszny shit, ale tylko ona przynosi ukojenie, na krótką chwilę (ale zawsze).

Za oknem robi się jasno.. A mi po głowie chodzą wszystkie zakazane w czasie ciąży rzeczy.. napiłabym się kakao, takiego prawdziwego czarnego kakao z mlekiem od krowy a nie roślinnym (bleee) i tatar bym zjadła i serniczek i sery pleśniowe i sushi... 🤤 Już niedługo rzucę się na jedzenie ☺️

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca 2020, 04:38

20 lipca 2020, 08:57

Już spieszę z wyjaśnieniem odnośnie kakao 😉 bo w sumie nie kakao jest problemem, a krowie mleko, lekarka prowadząca ciążę powiedziała, że nie jest jeszcze pewna czy chodzi o laktozę, czy o to jak paszonone są hormonami krowy, aby były mleczne cały rok, ale zauważyła, że ma mniej powikłań w ciążach gdzie pacjentki odstawiają mleko krowie "od krowy można tylko masło, dozwolone jest mleko i wyroby kozie i owcze" (odpadają serki, jogurty, maślanki wszystkie przetwory mleczne i rzeczy które mają w składzie mleko jak np. czekolada, ciasta z mlekiem itd.). Jest naprotechnologiem, dzięki Niej nasze in vitrowe dziecko żyje, sprowadziła też naturalnie wiele maluszków na ten świat, mam do Niej 100% zaufania, gdyby kazała się smarować końskim guano też bym to robiła. Niestety okazało się, że mleko jest WSZĘDZIE, a ja jestem bardzo mleczna, ale jeżeli mogę zrobić cokolwiek, aby urodzić to to zrobię (z resztą same dobrze wiecie jak jest). "Mleka" roślinne to zupełnie nie moje smaki, kozie też średnio, ratuje się czasem owczym, ale jest trudno dostępne i drogie. Więc póki co pozostaje post, a kocham sernik i tiramisu i w ogóle dużo rzeczy, które mają mleko i śmietanę, o rety bita śmietana z truskawkami 🤤🤤🤤

Więc jak się tylko maluszek urodzi.. 😁😈

Co do wiesiołka i liści malin od 36tc, to działa to tak, że jak dzieć gotowy nie jest to go żadne naturalne eksmitery do wyjścia nie zmuszą. Nasz chłopak ma ponad 3 kilogramy więc na ten moment waga byłaby idealna na poród sn, koło 40tc pewnie będzie cesarka bo wagowo cały czas 95 centyl, więc może stuknąć 4-5kg. Google mówią, że jeszcze ananas jest dobry więc wjedzie jeszcze ananas 💪😁

Turkusowa82 wcinaj sushi wcinaj, bo później już tylko takie grzeczne "bez surowej rybki" 😉

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca 2020, 14:05

28 lipca 2020, 13:35

25.07.2020 poznałam naszego syna 🥰

25.07.20 o 1:30 poczułam, że coś ciepłego ze mnie wyleciało, nie było tego dużo nie miałam pewności co to poszłam do toalety sprawdzić, tam znowu poleciało, byłam już prawie pewna, że to wody, choć nie było ich dużo. Czułam, że rozpoczyna się poród, nie bałam się, miałam poczucie, że jestem świetnie przygotowana do porodu, do błękitnego porodu. W pełni świadoma, że czekających mnie zdarzeń przewidzieć się nie da i w pełni z tym pogodzona. Zgodnie z planem chciałam jechać do szpitala na ostatnią chwilę, położyłam podkład na łóżko, aby go nie pobudzić, zdążyłam usiąść i chlupnęło, to był moment kiedy nabrałam 100%, że tego dnia poznam swoje dziecko. Poszłam do łazienki się przebrać tam znowu odeszły wody, około godziny 2 zaczęły się mocne regularne skurcze co 5 min, co skurcz sączyły się wody, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, nie byłam pewna co robić. Zadzwoniłam na ip położna powiedziała, że jak tak ma się sytuacja, to poród raczej szybko i poleca mi w ciągu godziny przyjechać. Skurcze nasilaly się z każdym kolejnym, powtarzałam w głowie, że skurcze to fale, kiedy dotarliśmy na izbę miałam wrażenie, że w nich tonę, spadły na mnie nagle i gwałtownie jak tsunami. Po badaniu przez lekarza okazało się, że jest 2 cm rozwarcia, na salę porodową idzie się przy 4 cm, ale widząc tempo akcji porodowej dano mnie na salę od razu, usłyszałam, że to będzie "szybka akcja". Na sali był że mną mąż, Jego obecność była nieoceniona, nie wyobrażam sobie być tam sama. Skurcze nasilały się okrutnie, pod prysznicem było trochę lepiej. Przyszedł lekarz nie wiem ile czasu minelo, ale miałam wrażenie, że wieczność, bada - nadal 2 cm, to był moment kiedy się złamałam, tyle bólu, zero postępu. Fale zaczęły mnie zalewać, zaczęłam w nich tonąć nie widząc sensu bólu, który odczuwam. Mimo wszystko cały czas aktywnie na skurczach "poród to ruch", tak pomagam dziecku się wstawić w kanał rodny, z resztą nawet nie wyobrażam sobie jak można się na skurczu nie ruszać, ciało wymusza to samoistnie. Było już w pełni jasno, a ja miałam tylko 3 cm rozwarcia. Z pomocą przyszła położna, zasugerowała pozycję, powiedziała słowa, które towarzyły mi do końca porodu "musisz się otworzyć, jak kwiatek". Uświadomiła mi też, że dopóki co skurcz sączą się wody to znaczy, że dziecko nie jest w kanale. Jego główka podziała jak korek. Cały czas byłam podpięta pod ktg, ale mogłam się ruszać, siedziałam na piłce odchylona do tyłu, kręcąc biodrami co skurcz, myśląc "otwierasz się jak kwiatek, robisz to dla swojego dziecka, nogi na ziemi luźno - całe stopy nie spinaj się, pamiętaj o oddechu - dmuchasz świeczkę" (to był ten moment gdzie mąż kiedy spinałam się na skurczu przypominał aby się rozluźnić, jestem mu za to wdzięczna, bo jest w tym 100% racji, kiedy spinałam się na skurczu był o wiele bardziej bolesny). Co skurcz nadal sączą się wody, przychodzi lekarz, mamy 4 cm rozwarcia, proponuje oksytocyne, odmawiam, czuję że to nie jest dobry pomysł. Postęp porodu zatrzymuje się na 4 cm, przez cały poród mierzą mi regularnie ciśnienie, jest wysokie, za wysokie, lekarz skoro nie chce oksytocyny proponuje cc, po 12h skurczy i braku postępu porodu, czuję że nie mam już siły dłużej walczyć, zgadzam się (zgodziłabym się nawet na wycięcie nerki). Zakładają cewnik, robią wklucie w kręgosłup, żadna z tych rzeczy nie była bolesna. Położono mnie na stole, przestało boleć - niesamowita ulga. Nie tak miałobyć, ale za chwilę poznam moje dziecko, tylko to się liczy, czuję każde cięcie, ale bez bólu, lekarz ma problem z wyjęciem dziecka, w końcu się udaje, słyszę, "jest na szelkach", pytam co to znaczy "jest owiniety pepowiną" i wszystko staje się jasne, już wiem dlaczego syn nie schodził do kanału rodnego, dziękuję Bogu w myślach, że nie zgodzilam się na podanie oksytocyny, która wciskałaby na siłę moje dziecko tam gdzie groziłoby mu niedotlenienie. Kolejne trzy dni po porodzie jestem naćpana lekami, wszystko mnie boli.. Dzisiaj jest pierwszy dzień gdzie jestem w stanie na spokojnie pozbierać myśli.. Było ciężko, cholernie ciężko.. Ale było warto, nasz syn jest z nami 💓

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia 2020, 14:36

20 grudnia 2020, 13:59

4 miesiące i 24 dni macierzyństwa
Cała nasza trójka jest covid+
spotkanie z wirusem przechodzimy dobrze


Izolacja spowodowana covid mnie przytłacza, normalnie już dostawałam w domu na głowę, bo lubię wychodzić, a wózek + 3 piętro to skutecznie utrudniają, ale teraz już jest naprawdę ciężko. Brak możliwości wyjścia nawet po drobne zakupy przygniata na maxa, moją jedyną "rozrywką" i odskocznią od codzienności jest wanna, nalewam ciepłej wody i znikam na 40 minut. Bez męża, bez dziecka. Nie sądziłam, że macierzyństwo jest takie trudne. Pamiętam jak z zazdrością słuchałam opowieści koleżanek jak bardzo są styrane życiem z niemowlakiem, myśląc że nie wiedzą o czym mówią bo oddałabym wszystko za te nieprzespane noce. Los postanowił mnie obdarować dzieckiem o dużym temperamencie, w pakiecie z kolkami, napięciem mięśniowym, asymetrią. Pierwsze 3 miesiące syn był zupełnie nieodkładalny, później było chwilkę mega fajnie, a od kilku tygodni mamy regres snu, w nocy śpię kilka h lub prawie wcale, jestem na granicy wytrzymałości, rzeczywistość czasem miesza się z fikcją, miewam omamy, zawieszam się, płaczę z byle powodu (a nie jestem płaczliwa). Zastanawiam się czy to było to czego tak bardzo pragnęłam, a później sama się karcę w głowie za te myśli. Może coś w tym jest, że lepiej mieć dzieci wcześniej bo człowiek ma więcej siły do opieki i szybciej się regeneruje. Za 3 lata suknie mi 40.. Zanim pojawił się syn nie czułam się na swój wiek i na swój wiek nie wyglądałam, każdy mówił max 27, patrzę w lustro i widzę zmęczoną i sfrustrowaną kobietę, wyglądam staro, szaro-blada cera, oczy podkrążone, zmarszki których wcześniej nie było. Stres i zmęczenie dosłownie zjadają moje ciało. Ostatnio siostra zwróciła uwagę, że wyglądam jakbym była chora. Kiedyś ze złością słuchałam matek, które mówiły "kocham moje dzieci ALE..", a teraz mam ochotę powiedzieć to samo.. Kocham syna, ale... ale chciałabym się wyspać, ale chciałabym móc być sama w WC, chciałabym na chwilę odpocząć, złapać oddech, czuję że duszę się własnych życiem. Byłam ambitną, energiczną kobietą, realizującą się zawodowo, teraz jestem kobietą, która ucieka przed własnym dzieckiem do łazienki i wkurza się na męża, że za mało pomaga. Jestem zła na siebie za te myśli, bo przecież kocham syna najmocniej na świecie i dodałabym za niego życie bez wahania, ale zmęczenie robi swoje, chciałabym po prostu wziąć urlop od własnego życia, tak choć kilka dni.. Aby naładować baterie, wyspać się i zjeść coś ciepłego.

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego, 10:33

4 stycznia, 00:38

5 miesięcy i 10 dni macierzyństwa

Dziewczyny BARDZO, ALE TO BARDZO DZIĘKUJĘ za słowa wsparcia, mega mi pomogły I podniosły na duchu 💛 a naprawdę byłam w strzępkach..

Obecnie czuję, że złapałam oddech, noce nadal są kiepskie, ale poprawiły się dni, co pozwala w miarę funkcjonować, no i w końcu skończyła się izolacja pocovidowa. Sytuacja gdzie oboje z mężem źle się czuliśmy i potrzebny był nam odpoczynek, a syn był trudny w dzień i w nocy dużo nas nauczyła, przede wszystkim o samych sobie, że jako rodzice również mamy granice wytrzymałości - takiej czysto fizycznej i że to jest ok. Zrozumieliśmy też, że kłucąc się o to kto jest bardziej zmęczony daleko nie zajedziemy.

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego, 10:33

17 lutego, 11:00

6 miesięcy i 23 dni macierzyństwa

Kiedy to piszę syn śpi w moich ramiomach, mój mały cud, mój mały świat.. Tyle łez wylałam zanim się urodził, a teraz śpi sobie spokojnie co jakiś czas ciumkając pierś. To była długa i trudna droga, ale jestem szczęśliwa. Nie wiedziałam, że można kogoś tak kochać. Niesamowite jest jak w pół roku od porodu zmienia się dziecko, jak widać jego charakter, jak szybko się rozwija, z każdym dniem jest coraz fajniej.

Regres snu trwał nieco ponad 2 miesiące i skończył się po wprowadzeniu zaleceń cdl, równo 21 dni temu. Od dwudziestu nocy wstaje 2 do 4 razy co umożliwia funkcjonowanie. Bo wstając co 30 min a 1,5h żyje się na totalnej rezerwie.

Wychowujemy syna w duchu RB, mimo, że nie było lekko ani przy kolkach, ani przy regresie snu. Na argumenty "nie noś bo się przyzwyczai" najpierw starałam się tłumaczyć, że noszony był 8 miesięcy, a teraz się raczej odzwyczaja. Niestety oporność (głównie starszego pokolenia) skończyła się tym, że aktualnie odpowiadam "ależ ja chcę aby się przyzwyczaił", to skutecznie kończy rozmowę. Przez ostatnie miesiące dowiedziałam się, że mam w swoim otoczeniu "specjalistów" od laktacji, kolek, rozszerzania diety, wychowywania, etc.. Rety, ależ my mamy uzdolniony naród, aż dziwne że to Amerykanie polecieli na Księżyc. Jak młody miał regres snu sugerowano, że mamy dać mu się wypłakać, aż sam zaśnie - gestapowskie metody wychowawcze rodem z prlu. Kolejna złota rada tym razem do płaczu w dzień "powinnaś dać mu się uspokoić samodzielnie", świetny pomysł! Tyle, że 6 miesięczne niemowlę nie posiada jeszcze umiejętności panowania nad emocjami, będzie płakać tak długo aż się zmęczy i zaśnie, a ja nie chce aby moje dziecko zasypiało w taki sposób. Płacz to jego jedyna forma komunikacji, chcemy aby czuł się bezpiecznie i wiedział, że jego potrzeby są dla nas ważne. Czas na stawianie granic będzie, ale jeszcze nie teraz.

Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lutego, 11:02

18 lutego, 20:58

Co pomogło na przedłużający się regres snu
specjalnie dla Jaheria 😉

Słynny pierwszy regres snu zaczyna sie ok 4-5 miesiąca i trwa 2 do 6 tygodni. U nas zaczął się jak syn miał równo 4 miesiące i 7 dni, skończyły jak miał 6 miesięcy i 2 dni, po zastosowaniu rad cdl, z którą skontaktowałam się w akcie desperacji, bo jechałam już na oparach. Z pobudek w nocy co 3-4h, najpierw zrobiły się co 2h, później 1h i co 30 minut (wstawanie około 11x w nocy - noc czas między 21 a 6 rano). Czasem między pobudkami nawet nie zdążyłam zasnąć.

Jest to rada dostosowana do naszej sytuacji w danym momencie i nie koniecznie u każdego się sprawdzi, wszystko zależy od przyczyny wybudzania. Cdl rzekła, że dziecko w wieku 6 miesięcy powinno budzić się w nocy na jedzenie 0 do 2 razy, co przy naszych 11x brzmiało jak jakaś totalna utopia. Poleciła nie szczuć dziecka w nocy piersią - wtedy jeszcze syn śpał z nami (dzieci doskonale wyczuwają zapach mleczarni, efekt jest taki sam jak z psiakiem, któremu podłoży się pod nos szynkę jak śpi - wiadomo co się stanie). Miałam spać w staniku sportowym, ale ze akurat był zastój i nie było opcji, to spróbowaliśmy z odłóżeniem dziecka do łóżeczka. Druga część rady brzmiała "nie karmić częściej w nocy niż 2x", w pozostałych razach woda 10 do 30 ml. Cdl powiedziała, że pierwsze 3 noce mogą być bardzo trudne, dużo wstawania, tulenia, usypiania bez piersi, ale jak dziecko zrozumie, że nie za każdym razem dostaje pierś, to przestanie się jej tak często w nocy domagać i w żadnym wypadku nie zostawiać dziecka do wypłakania samego. Obiecała, że jak wytrwamy to napewno będzie lepiej. Do tej pory u jej pacjentów udawało się osiągnąć sukces po 1 czy 2 nocach max trzech. Stwierdziliśmy, że mąż weźmie wolny piątek i zaczniemy od czwartkowego wieczoru. Nastawieni na armagedon, byliśmy gotowi zawalczyć o lepszy sen. Jakież było nasze zdziwienie kiedy nie było żadnego armagedonu, a syn obudził się w nocy 4x (2x dostał pierś, 1x wodę, 1x utulilam i odłożyłam). Rano byłam jak nowo narodzona po takiej ilości snu 🤣 kolejna noc jeszcze lepsza! 2 pobudki! Obecnie mamy 2 do 4 pobudek w nocy, syn śpi w łóżeczku obok nas, jak się wybudza to czasem wystarczy, że chwycę go za rączkę 😊 Cdl twierdzi, że widocznie mocno mu pierś pachniała albo się gmeraliśmy co go wybudzało, stąd taka szybka poprawa sytuacji.

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lutego, 21:05

25 lutego, 02:10

7 miesięcy macierzyństwa

7 miesięcy temu o 1:30 zaczął się poród, byłam podekscytowana, nie bałam się, chciałam poznać mojego syna, gotowa znieść każdy ból, by tylko móc chwycić go w ramionach.. To niesamowite, że minęło już 7 miesięcy, to były jednocześnie najpiękniejsze i najtrudniejsze miesiące w moim życiu, wiele się nauczyłam, nie tylko z zakresu opieki nad dzieckiem, ale też o swoim małżeństwie, o mężu, o sobie, o miłości zupełnie bezwarunkowej.

Rodzicielstwo przenosi miłość na zupełnie inny poziom - wręcz wywala ją w kosmos. Małe rączki odciskają w duszy najmocniejsze ślady, zrozumiałam, że byłabym w stanie zabić niedźwiedzia gołymi rękami broniąc syna. Znalazłam w sobie siłę i cierpliwość, o którą bym się nie podejrzewała.

Porusza mnie niesamowicie to pełne ufnosci spojrzenie, które mówi, że czuje się przy mnie bezpiecznie.. I to że ramiona rodzica rozwiązują każdy problem, dziecko znajduje w nich wszystko co ukoi nawet najgorszy dzień i jest w tym coś bardzo wyjątkowego 💛 Żałuję jednej rzeczy, że tak długo czekałam aby Cię poznać kruszynko, ale warto było 🥰 (późno w sensie zwlekania z decyzją o rodzicielstwie i poblemów z płodnością)

Dziewczyny, nie poddawajcie się! Choćby nie wiem jak ciężko było, to warto walczyć! Na końcu tej drogi są małe rączki, które sprawiają, że nie żałuje się ani jednej łzy.

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 marca, 21:31

10 marca, 22:30

7 miesięcy i 13 dni macierzyństwa

Każdego dnia staram się być najlepszą nieidealną mamą jaką tylko potrafię być i jestem w tym ​szczęsliwa, tak po prostu!
Dobry Boże.. Nie wiedziałam, że można tak kogoś kochać.

Codziennie rano zaczynam dzień włączając The Piano Guys - A Thousand Years (https://youtu.be/QgaTQ5-XfMM) i tańczę tuląc w ramionach mój najcenniejszy skarb.

"I have died everyday waiting for you
Darling don't be afraid
I have loved you for a thousand years
I'll love you for a thousand more"

Mama ❤️

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 marca, 22:33

1 maja, 11:31

Maj, to trudny miesiąc, kiedyś ulubiony, później znienawidzony. Maj to budząca się do życia przyroda w pełnym rozkwicie. Maj to ciepłe wieczory pachnące bzem. Maj to termin porodu naszego pierwszego dziecka.. Kończyłoby w tym miesiącu 2 lata. Mój mały dzielny wojownik, przetrwał w ciele które z nim walczyło długo, odszedł w 11 tygodniu ciąży. Nigdy o nim nie zapomnę, ani o nim, ani o żadnym straconym później dziecku. Kiedy tule syna, tule je wszystkie, wszystkie moje dzieci.. Kiedyś się spotkamy.

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 maja, 20:34

‹‹ 4 5 6 7 8
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego