Pamiętniki 4 ciąże, 5 aniołków, 1 ziemski syn ❤️
Dodaj do ulubionych
‹‹ 4 5 6 7 8

6 maja, 09:06

9 miesięcy i 11 dni macierzyństwa

Kiedy to piszę mały człowiek śpi w moich ramionach opleciony wokół lewej ręki niczym leniwiec wokół gałęzi.
❤️

Rodzicielstwo wygląda zupełnie inaczej niż się spodziewałam. Zupełnie. Być może to też kwestia wszechobecnego lockdownu. Dziecko jednak wymaga 100% uwagi, nawet jeżeli ma się mniej wymagający egzemplarz. Nie dam sobie wmówić, że jest inaczej, wszelkie "życie wcale się tak nie zmienia" można sobie wsadzić w nos. Zmienia się i to bardzo, człowiek jest niewyspany, zmęczony i szczęśliwy. Myślę, że macierzyństwo to jakaś forma masochizmu. Z jednej strony jest się zajechanym jak sandałki po pielgrzymce do Palestyny, z drugiej okrutnie szczęśliwym.

I tak właśnie cierpnie mi lewa ręka i cierpnie tak bardzo, że aż końce palców szczypią, ale przecież jej nie ruszę, bo dziecko śpi 🙈

26 maja, 00:32

10 miesięcy macierzyństwa

Nie mogę zasnąć, myślę o jutrzejszym dniu matki, który zacznie się za chwilę (zapewne zanim skończę pisać post). Myślę o wszystkich nie-mamach, o tym jak wiele kobiet ten dzień rani. Myślę o tym jak mnie ranił i o tym jak syn go odczarował. Małe dziecięce rączki mają niezwykłą moc, potrafią naprawić zranione serce. Myślę też o tym, jak bardzo świat bywa niesprawiedliwy, odmawiając rodzicielstwa tym, którzy go pragną, a dając tym, którzy nie potrafią uszanować. Myślę o tych, którym dano być rodzicem, a później to zabrano. Myślę o mamach walczących o życie swoich ciężko chorych dzieci. Myślę o mamie 11-letniego chłopca, który tak okrutnie został zamordowany. Myślę o ich ostatnim dialogu, o pytaniu chłopca czy może zostać dłużej pół godziny.. Pół godziny.. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić co czuje jego mama, nie jestem w stanie, patrzę na syna i na samą myśl ściska mi gardło.

Dlaczego świat jest czasem tak bardzo zły..

1 lipca, 00:05

Mój mały chłopiec ma 11mc+5d

Nieco ponad 11 miesięcy.. Czas przy dziecku ucieka między palcami. Pamiętam jak odbierałam pierwszy wynik bhcg 2,61 później kolejny i kolejny, każdy ze łzami w oczachi i z trzęsącymi się rękoma. Pamiętam jak ze ściśniętym żołądkiem chodziłam na usg, szukając na ekranie oznak życia, a teraz moje ziemskie dziecko śpi obok.. Mój mały chlopiec, o którego tak walczyłam, którego kocham ponad życie.

Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lipca, 00:06

23 lipca, 09:29

Za dwa dni roczek

Zleciało.. Jak mrugnięcie powieki.
Dużo się zmieniło, więcej niż przypuszczałam.

Zawsze marzyłam o dwójce dzieci, oczywiście cieszę się, że chociaż jedno ze mną zostało, ale chciałam o ile się uda, aby syn miał rodzeństwo i mimo, że mamy jeszcze 4 zarodki, to wiem że rodzeństwa nie bedzie. Moje małżeństwo nie przetrwało próby rodzicielstwa i nie ma szansy na powrót, zwyczajnie nie kocham już męża, a przynajmniej nie w taki sposób jaki powinien być podstawą związku. Tak bywa. Wolę rozstać się w zgodzie, póki się jeszcze lubimy niż czekać aż zaczniemy na siebie warczeć każdego dnia.

Wczoraj zaczęłam wystawiać na olx i vinted rzeczy, które odkładałam dla drugiego dziecka. Dziwne uczucie.. Szybko się sprzedają, jakby los chciał mnie utwierdzić w tym, że młody zostanie jedynakiem.

Marwię się o moją czwórkę dzieci w zipie otulonych mrozem w criokomorach kliniki leczenia niepłodności. Co z nimi? Ktoś powie, to są tylko zarodki.. Nie, nie są to tylko zarodki. Zanim urodził się syn, nie wiedziałam czy te zarodki nie będą jedynymi dziećmi, które kiedykolwiek będę miała, być może nienarodzonymi, ale kochanymi od pierwszego podziału komórkowego. Po ostatnim transferze mówiłam do brzucha "nie wiem jak długo ze mną zostaniecie, ale wiedzcie że na was czekamy i kochamy bardzo". Jeden z nami został. W czym te w klinice są gorsze, aby nie kochać ich tak samo? Bo nie zostały podane? Serce mi pęka jak o nich myślę, ale wiem że nie mam możliwości ich odebrać. Wiem, że świadomie nie zdecyduję się być samotną mamą dwójki a może trójki dzieci, widzę ile uwagi wymaga jedno dziecko, przy rodzeństwie nie będzie łatwiej, a chce być najlepszą mamą jaką tylko potrafię, a nie najbardziej sfrustrowaną, która ledwo wiąże koniec z końcem (a długi po ivf jeszcze się będą za mną ciągnęły przez kilka lat). Mam 3 opcje:
-rozmrozić w sposób niekontrolowany - w życiu się na to nie zgodzę, mimo że taka opcje popiera mąż,
-oddać do adopcji - jakoś ciężko mi o tym na razie myśleć,
-dalej mrozić - to odwlekanie decyzji w czasie, ale na ten moment jedyne rozwiazanie jakie jest dla mnie akceptowalne.

Ktoś kiedyś powiedział, że in vitro to droga na skróty.. Tak, jasne.. IVF nigdy nie jest proste zarówno brak zarodków jak i klęska urodzaju może być bolesna. Jedyne co mnie pociesza, to że jestem mamą, że kiedy tylko jest mi źle mogę przytulić jedno z moich dzieci, jedno z dziesięciu (5 umarło pod moim sercem, 4 zamrożone, jedno urodzone).

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca, 09:35

25 lipca, 22:30

Dzisiaj mija pierwszy rok razem!

@misia znam mamę z az i masz rację, miłości temu dziecku nie brakuje i to pomaga podjąć decyzję, ale na razie nie jestem na nią gotowa, chyba poczekam do momentu kiedy na 100% będę pewna, że nie dam rady ich urodzić (czyli zważywszy na mój wiek pewnie za kilka lat)

@abbigal i tu się zgodzę w 100% "nie ma nic gorszego dla dziecka niż tkwienie w nieudanym małżeństwie rodziców", dodatkowo rozstanie za kilka lat byłoby dla młodego trudniejsze.

@czekamynadzidzie często o ivf mają do powiedzenia najwięcej, ci którzy najmniej o nim wiedzą 🤦🏻‍♀️

@Jeheria niestety nie widzę takiej możliwości, ile zostało Wam zarodków?

To był niesamowity rok, cholernie trudny, ale też najpiękniejszy w moim życiu. Zdecydowanie macierzyństwo to jakaś forma masochizmu. Nigdy nie byłam tak niewyspana, a zarazem tak szczęśliwa.

Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lipca, 22:32

13 sierpnia, 10:20

Mój cud ma 1 rok i nieco ponad 2 tygodnie

Dzięki Dziewczyny za życzenia i wsparcie ❤️

@Marronek oj tak! Ten uśmiech rekompensuje wszystko i jestem w nim absolutnie zakochana 🥰

Od zeszłego poniedziałku młody chodzi do żłobka, zapisuję tutaj krótkie podsumowanie dwóch pierwszych żłobkowych tygodni, aby nie umknęło.

Adaptacja dzień 1, czas 1h - razem
Był pierwszy dzień po żłobkowej przerwie urlopowej. Chaos i zniszczenie. Chociaż młodemu się podobało (był bardzo zainteresowany dziećmi) wyszłam przerażona.

Adaptacja dzień 2, czas 1h - razem
Ciocie w pełni panowały nad sytuacją, były bańki mydlane, piosenki i w ogóle było fajnie, jakbym była w innym żłobku.

Adaptacja dzień 3, czas 1h - razem
Wszystko super, wszystko młodego ciekawi, bez sprzeciwu daje się ciociom brać na ręce. Jutro pierwsze podejście do samodzielności, jest sraczunia 🙈

Adaptacja dzień 4, czas 0,5h - sam
Szłam z dzieckiem w wózku i duszą na ramieniu, pierwszy dzień sam! Jak zareaguje? I w ogóle jak to będzie? Starałam się być spokojna, aby nie sprzedawać dziecku niefajnych emocji. Ciocia wzięła młodego na ręce i zniknęła za drzwiami. Nie było płaczu w chwili przekazywania, nie słyszałam go przez drzwi. Cóż, no to poszłam pospacerować po okolicy, w 30 min nie ma co się zapuszczać nigdzie daleko. Poszłam do Żabki po gorącą czekoladę, zupełnie nie przypadkiem przeszłam obok okien żłobka co by podsłuchać troszkę. Po upewnieniu się, że nikt K nie obdziera ze skóry, poszłam na okoliczną ławeczkę, zadzwoniłam do psiapsi i tak minęło 30 min. Kiedy odbierałam małego żłobkowica, pani przekazała, że interesuje się bardzo dziećmi, jest ciekawy wszystkiego i prawie cały czas był uśmiechnięty. Zgasiła przy okazji mój entuzjazm, że dzieci dzielą się na takie, które płaczą od razu lub po około tygodniu i lepiej się a to nastawić, bo bezproblemowe adaptacje to 1%. Ech..

Adaptacja dzień 5, czas 1h - sam
Młody w żłobku, mama w okolicznej restauracji, w końcu w 1h to już coś zdążę wszamać 😁 odbieram K, żadnych łez, pełen banan. Ciocia o K "to takie pogodne dziecko i lubi jak go się tak podrzuca, śmieje się wtedy w głos". To fakt, młody przy podrzucaniu cieszy się i hihocze głośno, trochę mnie to uspokoiło, bo to znaczy, że nie siedzi w koncie smutny, tylko faktycznie się nim zajmują 😄

Adaptacja dzień 6, czas 1h - sam
W żłobku spoko, nadal nie płaczemy, ani mama, ani dziecko. Niestety wieczorem zaczęły się gluty z nosa, nocka dramat, 2567532 pobudek. Świetnie, tydzień w żłobie i już choroba.

Adaptacja dzień 7, czas 1h, obiadek
Miałobyć 2h rano, ale nie chciałam zaprowadzać chorego dziecka do żłobka, nie chciałam też przerywać adaptacji. Poszliśmy więc do pediatry, okazało się, że idą 4 zęby na raz, stąd obniżona odporność i gluty, osłuchowo czysty może iść do żłobka. Poszedł na 1h (12:50 do 13:50). Odbieram swoje zadowolone z życia dziecko, ciocia sugeruje, że może jeszcze poda obiadek, mówię, że zjadł godzinę temu caly musik (200ml). Ustalamy, że jutro zje pierwszy posiłek, w tym momencie K zauważa pojemniki z jedzeniem i wydaje z siebie stanowczy dźwięk nieznoszący sprzewiwu, ciocia stwierdza, że "spróbuję go nakarmić" i tak z moich rączek dziecko wróciło na rączki cioci i zniknęło za drzwiami. Cóż chyba pierwszy posiłek jest żłobkowym kamieniem milowym. Ciocie jeszcze nie wiedzą, że nie ważne kto jest na końcu łyżki ważne, że łyżka jest pełna. Wróciliśmy z bardzo pełnym brzuszkiem do domu. W domu nadmiar został zwrócony.

Adaptacja dzień 8, czas 2h, śniadanie
Poprosiłam o pilnowanie wielkości posilku bo młody nie ma dna i będzie tak długo jeść dopóki widzi jedzenie. Ciocia stwierdziła, że faktycznie odniosła wczoraj wrażenie, że się K podniosło i wtedy przestała karmić. Cóż 🙈 Przy odbieraniu wszystko ok, ciocie są zachwycone. Przez chwilę przy odbieraniu pomarudził bo była akurat podawana zupka, szybko wyszliśmy i zjedliśmy na dworze.

Adaptacja dzień 9, czas 2,5h, śniadanie i zupka
Cały czas młody nie płacze, jest pogodny i zainteresowany otoczeniem. Wychodząc spotkałam dyrektorkę żłobka "ciocie prosiły abym im załatwiła na adaptacje tylko takie dzieci jak K, taka adaptacja bez adaptacji". Czyzby 1%? Póki co nastawiam się jeszcze na placz. Jutro podejście do drzemki w żłobku

Adaptacja dzień 10, czas 5h, śniadanie, zupka i drzemka
Młody jest w żłobku, a ja czekam sobie na telefon po "zupce" czy udało się go uśpić czy mam odebrać. Jestem ciekawa jak to będzie, bo zasypianie to coś w czym młodemu trzeba pomagać. Tymczasem wypoczywam w domowym spa 😎😁

Edit: młody zasnął po półgodzinnej zabawie nóżkami, spał godzinę, znowu nie płakał. Niepowiem fajnie codziennie słuchać jakie ma się radosne dziecko 🥰Najlepsze, że w końcu rodzina zaczyna wierzyć, w to co mówiłam od początku, że K płacze tylko jak ma powód (w sensie jest głodny, niewyspany, ma zatwardzenie, coś boli/dolega) i trzeba go wtedy utulić i być przy nim.

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 sierpnia, 07:50

9 września, 23:05

Mój cud ma 1 rok, miesiąc i 2 tygodnie

@Misia miło, że pytasz, dziwnie i fajnie było móc usiąść i nic nie robić. Z pozoru jestem ekstrawertykiem, ale bliżej mi do introwertyka, zawsze lubiłam spędzać czas sama ze sobą, po roku 24h razem z drugim człowiekiem zapomniałam już nawet jak bardzo.

@Jaheria kiedy startujecie ze żłobkiem?

Z każdej strony słyszałam, że dając do żłobka dziecko trzeba liczyć się z płaczem na początku i chorobami, i tak jak na płacz (mimo, że go finalnie nie było) byłam przygotowana, tak po cichu liczyłam, że choroby nas ominą. W końcu po drodze tyle dzieciaków u znajomych coś łapało, a młody nic, że tliła się iskierka nadziei, że trafił mi się tytan odporności. Eche.. żłobek szybko ją zgasił.

Już w drugim tygodniu kariery żłobkowej pojawiła się bezbarwna wydzielina z nosa, ilości nie były jakieś spektakularne, nie było gorączki, ani kaszlu, osłuchowo tez ok, do tego szły 4 zęby na raz, co sprzyja nosowym wydzielinom (górne kły i dolne dwójki). Pediatra stwierdził, że taki katarek może się utrzymywać nawet 3-4 tygodnie i jak najbardziej można z tym posyłać dziecko do żłobka. Generalnie kropelki, odsysanie, inhalacje. Po drodze było jeszcze szczepienie na odrę, świnkę, różyczkę i lekarka potwierdziła to co mówił lekarz na wcześniejszej wizycie. Niestety trzeci tydzień kariery żłobkowej był już pod znakiem nieobecności z powodu podwyższonej temp no i gluty zrobiły się zielone, a noce straszne. Młody nie mógł spać, ciągle się budził, przez katar i zęby. Żyłam na autopilocie. Czwarty tydzień w kratkę i piąty tydzień czyli obecny w domu. Nie ma temp, osłuchowo ok, ale gluty nadal zielone, gardło zaczerwienione, do tego doszło zapalenie spojówki oka (prawdopodobnie przeniósł sobie bakterie z nosa do oka, rozmazując gile po twarzy).

Młody ma się w tym chorowaniu całkiem nieźle, dbam o jego dobrostan najlepiej jak umiem. Niestety kosztem siebie, to prawda, że człowiek sobie flaki dla dziecka wypruje i jeszcze zawiąże na nich kokardę, aby było ładnie. Plecy bolą mnie już okrutnie, ale co zrobić kiedy mały człowiek w chwili złego samopoczucia znajduje ukojenie wklejony w moje ramiona? No to noszę.

Na szczęście jest światełko w tunelu, przede wszystkim noce się poprawiły, a dwa dni temu młody dostał leki, najpierw psikam w nochala czymś mocnym na receptę na obkurczenie śluzówki, później inhalacja i odciąganie. Cóż z nosa wychodzą rzeczy przywołujące w pamięci niektóre sceny z Obcego, ale przynajmniej na prawie cały dzień jest spoko i widać, że mocno mu to pomaga.

..a jednak istnieją bardziej obrzydliwe rzeczy niż zmiana zdefekowanej pieluchy ;)

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 września, 23:10

14 września, 19:56

1 rok i 1,5 miesiąca razem

Znajoma adoptowała dziecko kilkanaście lat temu. OA zapomniał poinformować, że dziecko ma FAS (alkoholowy syndrom plodowy). Zawsze była to złota kobieta o wielkim sercu, ale ta adopcja Ją niszczy, widzę jak każdego dnia gaśnie w Niej życie. Mąż odszedł dawno temu, przerosło Go bycie rodzicem dziecka z FAS, chciał rozwiązania adopcji, Ona się nie zgodziła,On odszedł. Podjęła się trudu samotnego wychowania dziecka. Robi dla Niego wszystko, stara się jak może, terapia, psycholog, psychiatra, leki. Jej całe życie kręci się wokół już nastolatka, który z każdym rokiem staje się coraz trudniejszy, traktuje Ją okropnie, nie uczy się, ma trudności w kontaktach społecznych, coraz częściej łamie prawo. Niestety dzieci z FAS nie rozumieją związku przyczynowo skutkowego. Wszystko jest efektem tego, że Jego matka w ciąży piła. Dziecko ma nieodwracalnie zniszczony mózg, a znajoma życie.. To nie była Jej świadoma decyzja.

Leżę właśnie w łóżku, mój chłopiec śpi w swoim obok. Trzyma mnie za rękę. Myślę o tym jak wdzięczna jestem, że syn ze mną został i o tym co przeczytałam przed chwilą "w Polsce na 300 000 urodzeń, aż 1000 dzieci ma FAS". Płakać się chce, płakać że jedne z nas latami walczą o to by móc trzymać swoje dziecko za rękę, kiedy inne piją w ciąży i niszczą trwałe układ nerwowy dzieci jeszcze przed ich narodzeniem.

Zawsze po telefonie od tej znajomej mam turbo doła..

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 września, 19:58

‹‹ 4 5 6 7 8
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego