X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania codziennie inna melodia maluje mój świat... :)
Dodaj do ulubionych
‹‹ 8 9 10 11 12

20 września 2016, 15:49

Dzisiaj pierwszy raz od bardzo dawna śniło mi się, że jestem w ciąży. Ktoś mi po prostu powiedział, żebym na siebie uważała, bo jestem w ciąży. Eh, piękny sen.
Ale wiem jak jest i raczej muszę się upewnić, czy nie trzeba uzupełnić podpaskowo - tamponowych zapasów. Nie mam żadnych złudzeń, nie po tym co już przeszliśmy. Po co mi one w sumie.
Z pozytywów za mną i mężem cudowny wspólny weekend, dieta idzie jak należy, w pracy wszystko ok :) Jak się trochę ogarniemy finansowo to jedziemy na wizytę do artvimedu i ustalamy co dalej, i kiedy. Ale chyba chciałabym raczej już po zimie. Teraz na jesień nie wystartujemy z niczym na bank, najwcześniej więc wiosna, bo tak szczerze mówiąc skoro na dzień dzisiejszy nic nas nie goni wolę przeczekać najgorszą pogodę i sezon grypowy.
Śluz nie chce się odczepić, dzisiaj trzeci dzień brania lutki a mnie dalej zalewa, ale ten jest już mniej płodny. W trakcie serduch jednak jest szał ;)

22 września 2016, 08:09

Dzisiaj znowu miałam macierzyński sen :) Śniło mi się, że spacerowałam po mieście z pięknym, zdrowym niemowlakiem w wózku. Jeśli wcześniej śniły mi się dzieci, to zawsze był chude, sprawiające wrażenie chorych, trochę przerażające. A dziś było naprawdę pięknie. Słońce powoli zachodziło i wszystko było takie ciepłe, złote.
Na początku po przebudzeniu było mi trochę smutno, ale szybko pomyślałam, że kiedyś przecież tak będzie. Jeszcze pewnie długa droga do tego, ale kiedyś tak będzie. :)

24 września 2016, 10:23

Kocham mojego męża m.in. za to, że jest oazą spokoju. Teraz jestem przerażona tym co się w naszym państwie wyprawia, a on mi tylko powtarza żebym się nie martwiła, że wszystko będzie dobrze, że damy radę mimo wszystko. Ja sama mam dylemat czy poczekać spokojnie, zobaczyć co będzie, odłożyć trochę gorsza i wtedy ruszać czy może zapożyczyć się i ruszać już? Drugiego pomysłu małż nie poprze, ale mi taka myśl po głowie chodzi.
Niedawno znajoma powiedziała mi, że poroniła. Trochę się zdziwiłam, bo nie jesteśmy ze sobą bardzo blisko, ale powiedziałam jej że doskonale ją rozumiem, bo ja też przez to przechodziłam. Ale od jakiegoś czasu nie mogę przestać o tym myśleć. Ile nas jeszcze jest? Ile kobiet mijam codziennie pod domem, w pracy, na spotkaniach ze znajomymi o których nie wiem, że dźwigają taki ciężar jak ja? Wierzę, że każda z nas prędzej czy później będzie tulić do siebie swoje maleństwo.
Myślałam też, że muszę jakoś za sobą zamknąć ten rozdział definitywnie, pozwolić mojemu nienarodzonemu dziecku naprawdę odejść i zaznać spokoju. I zrobiłam coś, czego bardzo dawno nie robiłam, a w czym kiedyś byłam bardzo dobra - zaczęłam pisać. Napisałam dwa wiersze, takie pożegnanie z moim maleństwem. Jeszcze je opłakałam, pewnie jeszcze nie raz opłaczę, ale wiem, że tego potrzebowałam. Muszę w końcu pogodzić się z tym co było i iść dalej. Musiałam jakoś symbolicznie pozwolić mu odejść.

27 września 2016, 15:36

Jestem szczęśliwa :) mimo wszystko, mimo tego że małpa tuż tuż a kiedy w końcu nie przyjdzie to nie mam pojęcia, mimo tego że nie mam pojęcia co się jeszcze wydarzy to po prostu jestem szczęśliwa. Odcięłam się grubą kreską od tego co było, zbieram siły na dalszą walkę. Nie pozwolę żeby ktokolwiek mi to moje liche szczęście odebrał. Ani banda oszołomów ani, co nawet gorsze, ja sama dołowaniem i zamartwianiem się.

9 października 2016, 14:51

Tonący brzytwy się chwyta, bo ostatnio często myślę o naprotechnologii. Może jakoś udałoby się wyregulować mnie a do tego naprodukować choć trochę robaków u męża? Pierwszy seminogram jaki kiedykolwiek robiliśmy był w dolnych granicach normy, dalej nie wiemy tak naprawdę czy to był błąd laboratorium czy potem się coś zmieniło. Tylko trzeba liczyć się z tym, że to na pewno byłoby długie leczenie a wyniki tak naprawdę nie są gwarantowane. Co Wy o tym myślicie?

14 października 2016, 15:43

Po naradzie z mężem odpuściłam jednak to napro. Boimy się, że pochłonie to wiele czasu i pieniędzy a efektów nie da i tak. Wnętrostwo to jednak jednoznaczna diagnoza i chyba muszę się w końcu pogodzić z tym, że tych plemników nie będzie.
Badałam ostatnio morfologię i tsh po długim osłabieniu. Wszystkie wyniki bardzo ładne, tsh 0,88! Badania jednak potwierdziły moje przypuszczenia, że stany osłabienia, spadki energii są psychosomatyczne u mnie i nie mają podłoża czysto fizycznego. Będę wracać na terapię, być może już od przyszłego tygodnia. Chcę być w formie przed następną rundą.
Właśnie, co do następnej rundy, w listopadzie będę chciała umówić się do kliniki. Najlepszy termin dla nas to sobota, a lekarz nie zawsze w sobotę jest, ale myślę że się uda :) Na razie będzie to wizyta zwiadowcza.

20 października 2016, 10:23

Za nami relaksujący weekend w górach :) Zrelaksowałam się na tyle, na ile to było możliwe. Porozmawialiśmy też z mężem o iui z dawcą i teraz już nie mam wątpliwości, że on tego chce. A w moje serduszko wlała się nowa nadzieja, że może za parę miesięcy zobaczymy dwie kreski :) Znowu będzie realna szansa. Jedyny temat jaki został do dyskusji to to, czy dzielić się szczegółami z rodziną męża. Nie mam pojęcia jak zareagują i bardzo się boję, że ich reakcja zrani mojego męża. Za tydzień wracam na terapię, więc będę miała z kim podrążyć ten temat. Małż twierdzi, że nie ma co z tego robić tajemnicy, ale jeśli mamy czekać na jakieś zainteresowanie ze strony teściów to ten temat i tak nie wypłynie. Pół roku temu dowiedzieli się o ivf i moim poronieniu i od tego momentu nie usłyszałam ani jednego słowa na ten temat, żadnego pytania jak sobie radzimy, już nie wspomnę o tym czy potrzebujemy jakiejś pomocy. Chyba mam do nich podświadomie żal, obwiniam ich za to że M miał to wnętrostwo tak późno zoperowane i chciałabym, żeby teraz wykazali jakąkolwiek inicjatywę. Wiem, że to trochę irracjonalne, ale kiedyś terapeutka powiedziała mi, że większość uczuć właśnie taka jest, irracjonalna. Jest to temat do zastanowienia się.
Z moją stroną nie ma problemu, bo dwie osoby które wiedzą, czyli mama i najbliższa ciotka, na bieżąco pytają i się interesują, więc nie ma powodu ich okłamywać.
Uznaliśmy z mężem, że jakby nie było, to najważniejsze będzie dziecko i zdanie mojej mamy czy jego rodziców tak naprawdę nic nie znaczy, może jedynie wpłynąć na relacje między nami, ale nie na naszą decyzję. A w obecnym momencie te relacje schodzą na dalszy plan. Z teściami i tak już dawno zeszły właściwie. Jedyne o co mi chodzi, to żeby M przez nich nie cierpiał.

24 października 2016, 20:16

Ja to chyba głupia jestem albo pogarsza mi się... Znajomi chcą się spotkać, tacy co nam bardzo dopingują, ale ja się bronię bo ona w ciąży, pierwszy cykl starań właściwie bez żadnych obserwacji i bach.. Zaraz po naszym drugim ivf, byłybyśmy w tym samym momencie praktycznie. Nie wiem, nie umiem, nie potrafię. W czwartek pierwsza terapia, w chwilach jak ta czuję jak bardzo jej potrzebuję. Mam ogromne wyrzuty sumienia, bo oni naprawdę cały czas nas wspierali, bardzo chcieli pomóc jak tylko dali radę, a ja nie potrafię się z nimi spotkać.

27 października 2016, 19:22

Dziękuję dziewczyny za wszystkie miłe słowa <3 wiem, że wy rozumiecie jak nikt inny.
Ze znajomymi jednak się nie spotkaliśmy. Wiem, że nie obyłoby się bez mojego zbędnego rozklejenia, nie umiałabym się cieszyć tak jak na to zasługują. Może kiedyś im to wytłumaczę a może następnym razem po prostu będzie lepiej.
Jestem po powrocie na terapię. Pierwsze wrażenia (nowa terapeutka) bardzo ok, jeszcze jedno lub dwa spotkania "zapoznawcze" i będziemy mówić o stałej współpracy. Wypłakałam się, wyżaliłam, powiedziałam parę rzeczy na głos. Terapeutka podoba mi się nawet bardziej niż poprzednia, więcej pyta, już dzisiaj doszłyśmy do jakichś konstruktywnych wniosków. Powiedziała mi na przykład żebym nie zadręczała się myślą i nie powtarzała sobie usilnie że nie możemy mieć naturalnie dzieci jeśli obecnie jest to dla mnie zbyt trudne tylko powinnam zmienić myślenie na takie, że w tym momencie nie możemy zostać rodzicami. Mam nadzieję, że określimy wspólne możliwe do wypracowania cele i będziemy razem nad nimi pracować.
25.11 wizyta u doktorka :) która zapewne rozpocznie cykl oszczędzania. Dowiemy się od strony technicznej wszystkiego o tej inseminacji nasieniem dawcy.
Chyba owu była w tym cyklu, jajniki bolą bardzo, piersi też, śluz kremowy mnie po prostu zalewa. Momentami jest mi tak mokro, jakby to był płodny. Mam nadzieję, że małpiszcze nie będzie z tego powodu jakieś niesamowicie silne.
I znowu mnie bierze choroba a ze dwa tygodnie temu już byłam 3 dni na l4 :( jakoś przeturlać się przez jutro i będzie ok. W weekend jedziemy do rodzinki ale będzie to w sumie relaks, więc sporo odpocznę.

30 października 2016, 19:15

Snów macierzyńskich ciąg dalszy ;) śniło mi się, że zrobiłam test i wyszedł pozytywny :) test był jakiś full wypas bo od razu pokazywał betę :P i piękna liczba prawie 400 :) Cóż, dosłownie chyba się nie spełni bo mam nadzieję, że zajdę zanim wynajdą takie testy ;) Ale staram się gorąco wierzyć, że kiedyś zobaczę pozytywny wynik. Czasem się zastanawiam czy jakiejkolwiek parze na świecie z tą pieprzoną kryptozoospermią jakimś cudem się udało, czy jest jakiś cień prawdopodobieństwa że ktoś zaskoczył? Procent szans to chyba za dużo, ale może jest chociaż jakiś promil ;)
Tymczasem czekam na @, dzisiaj 30dc więc jutro, może pojutrze wredota przyjdzie. Nawet dobrze, że na wolnym.

1 listopada 2016, 16:43

Pierwszy raz od bardzo bardzo dawna chciało mi się dzisiaj płakać na cmentarzu. Zapaliłam na grobie taty dwie dodatkowe świeczki dla naszych aniołków. Ale cały czas gorąco wierzę, że zechcą wrócić i już z nami zostać.

5 listopada 2016, 10:52

Długi, 35 dniowy cykl skończony! Zaczęłam nawet już nie liczę który. Ale ten niesie ze sobą jakąś nadzieję, bo wracamy do kliniki :) I z mężem w domu i na terapii rozmawiamy o inseminacji z dawcą i powoli zaczynam akceptować tą myśl. Ale myślę, że z konkretnym działaniem ruszymy pewnie w wakacje, albo przynajmniej na wiosnę.

23 listopada 2016, 15:42

Już pojutrze wizyta w klinice :) Widzę, że mąż jest w 100% zdecydowany na tego dawcę, oboje wiemy że niesie to ze sobą jakieś pytania i trudności na przyszłość ale podchodzimy do tego jak do sprawy którą trzeba jakoś ogarnąć i rozwiązać, co mnie w sumie bardzo cieszy. Cieszy, bo nie ma (szczególnie ze strony małża) żadnego "jeśli" ani "czy w ogóle" tylko rzeczowe "jak to zrobimy". No a u mnie oczywiście zawsze pytanie "kiedy" ;) Mam nadzieję, że uda się na wiosnę. Duzo zależy od tego, jakie koszta doktorek oszacuje na wizycie.
Zdecydowałam, że 2-3 miesiące przed inseminacją zacznę pić inofem. Na pewno nie zaszkodzi, a może pomoże jakoś. Odżywiam się dość zdrowo ale może uda mi się włączyć w dietę więcej zielonych warzyw. Chciałabym też zacząć ruszać te moje cztery litery ale tak szczerze mówiąc, nie mam na to siły. Pracuję praktycznie od rana do 18/19 i potem już mi się po prostu nie chce wychodzić na żaden aerobik, ale może zmotywuję się chociaż do basenu raz w tygodniu.
Trochę mi szkoda, że nie będziemy podchodzić 3 raz do ivf ale wiem, że to raczej nie ma sensu. Doktorek jeszcze przed pierwszą próbą powiedział, że z takim nasieniem może się nie udać i te dwa nieudane podejścia niestety to potwierdzają.
Terapia działa, wiele rzeczy udało mi się w głowie ułożyć, nad częścią ciągle pracuję. Najważniejsze, że wróciła mi wiara i ekscytacja nawet :)
będzie dobrze, musi być :)

3 grudnia 2016, 07:56

Parę dni temu wysmarowałam piękny post, po czym coś nacisnęłam na klawiaturze i wszystko zniknęło :P Będzie więc wersja skondensowana ;) tak myślę ;)
Wizyta w klinice przebiegła tak jak myślałam. Lekarz zaproponował albo: badanie fragmentacji dna plemników -> długi protokół (wyższe ryzyko hiperki) -> biopsja jądra i zobaczymy jak będzie albo dawca. Wybraliśmy dawcę. Ivf to wielkie koszty i wielki stres i odpowiedzialność i myślę, że zdecydowalibyśmy się gdyby nasze szanse były większe. A przy takim nasieniu, przy jednym zarodku nawet po imsi po prostu to może być walka z wiatrakami i uznaliśmy, że to moment aby powiedzieć sobie DOŚĆ. Dostałam receptę na Lamette i mam sobie wykupić kiedy uznamy za stosowne. Będzie to najprawdopodobniej luty/marzec. Do tego czasu chcemy przyoszczędzić żeby mieć odłożone na ewentualnie dalsze próby, poza tym będę sobie piła inofem bo przy ivf wiele komórek było zdefragmentowanych (prawdopodobnie przez moje wysokie AMH i podejrzenie pcos) a ten proszek, tak tutaj szumnie zachwalany, może coś pomoże :) A czy któraś z Was wie, czy jest jakaś najlepsza pora dnia żeby go pić? Poza tym definitywny koniec z czymkolwiek niezdrowym do jedzenia.
Dodatkowo w styczniu będzie aktualizowana baza dawców. Póki co żaden nam w 100% nie odpowiadał, a może potem będzie większy wybór. No i muszę powtórzyć część badań, bo ostatnie robiłam w czerwcu albo w maju i już nie będą ważne.
Poza tym praca na terapii idzie dobrze i chyba nawet zbliżam się do sedna problemu. Z różnych przyczyn założyłam sobie, już bardzo dawno temu, że dla mnie jedyny sposób na pełne i szczęśliwe życie to tylko rodzina i dzieci, że bez tego nigdy nie będę w pełni szczęśliwym człowiekiem z pełnym poczuciem bezpieczeństwa. A tutaj życie pokazuje że do tego może tak naprawdę nigdy nie dojść, bo przecież nie wiem jeszcze co przede mną. Myślę, że "wrzucę na luz" dopiero kiedy zrozumiem, że być może nigdy nie zostanę mamą ale pomimo to mam szansę być szczęśliwym człowiekiem, że to nie jest wyrok który przekreśli całe moje życie. Dopiero teraz zrozumiałam, że całe dotychczasowe starania i procedury to nie była konieczność i jedyna droga (jak to do tej pory postrzegałam), ale jedna z dwóch dróg. Tej drugiej po prostu nigdy nie zaakceptowałam, wypierałam samą myśl o niej. Nie musiałam tego wszystkiego przechodzić, ale taki był mój wybór. A teraz chyba muszę zrozumieć, że nawet jeśli będzie trzeba sobie kiedyś jeszcze raz powiedzieć DOŚĆ, to będę dalej żyć. I nie musi to być wcale życie tragiczne.

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 grudnia 2016, 07:55

13 grudnia 2016, 08:54

@ w tym cyklu wyjątkowo krótka, bo dzisiaj 5 dc i już ani śladu. Specjalnie mnie to nie martwi, bo wszelkie starania i tak będą na lekach a przynajmniej szybciej będą serca :D
Zaczęłam pić inofem, mam zakupione 120 saszetek i mam nadzieję, że do lutego/marca dadzą jakiś efekt w postaci lepszych jajek :)
Za nami cudowny wspólny weekend. W sobotę pojechaliśmy na randkę i na koncert :) Poszłam za radą i staram się być najlepszą żoną jaką się tylko da. W końcu mamy tylko siebie i aż siebie, więc nasze życie powinno być jak najlepsze :)
Staram się, aby mój punkt wyjścia do starań był taki, że na chwilę obecną jestem szczęśliwa, a dzidzia może tylko to moje szczęście powiększyć. W końcu nasze życie nie jest takie złe i powinnam chyba bardziej doceniać to, co mam.
19.12 miałam mieć termin porodu. Jeszcze niedawno bardzo bałam się tego dnia, ale terapia mi pomaga i wiem, że po prostu muszę zaakceptować niektóre rzeczy jako część swojej rzeczywistości. Skupiam się na tym, że przede mną następny bardzo dobry weekend. W sobotę imprezka urodzinowa, w niedzielę jedziemy na koncert. Ostatnie spotkanie na terapii było dla mnie przełomowe i zrobiłam bardzo duży krok do przodu. W końcu jasno sobie uświadomiłam i wypowiedziałam pewne rzeczy i teraz może łatwiej będzie mi je wypracować.
Może moje życie nie jest takie, jakie sobie zaplanowałam, ale nie chcę myśleć, że jest gorsze. Jest inne.

8 stycznia 2017, 17:05

W Święta przeszłam małe załamanie i przestałam pić inofem. To były bardzo trudne święta. Wyartykułowałam wszystkie swoje lęki związane z inseminacją z dawcą i stwierdziłam, że jednak nie chcę tego robić. I ulżyło mi. Małżowi też. Nic na siłę. Teraz żadne z nas nie było w pełni przekonane. Może jeszcze nie teraz, może ta metoda po prostu nie jest dla nas. Terapia jednak dużo mi daje, daje mi dostęp do wielu uczuć, które wypierałam. Z zewnątrz taka decyzja może wydawać się krokiem wstecz, ale dla mnie jest krokiem naprzód - bo sama przed sobą mam siłę powiedzieć, że nie będę robić czegoś, czego nie jestem w 100% pewna. Nie potępiam absolutnie metody, po prostu nie jest dla nas na obecną chwilę. Zaczynamy powoli rozmawiać o adopcji. Ale bez żadnych postanowień, decyzji. Chcemy się przyjrzeć tematowi bliżej, spotkać z parą znajomych znajomych którzy adoptowali, później, pewnie dużo później, odwiedzić jakiś ośrodek. Dajemy sobie czas, żadnych ram. Nie mam naprawdę żadnego ciśnienia na to jak i kiedy będę mieć dziecko. W końcu, po ponad dwóch latach starań, nie mam ciśnienia. Wiemy, że adopcja to też trudny i długi proces, dlatego nic szybko i nic na siłę. Musimy do tego też dojrzeć.
Wzięłam się za siebie, przeszłam na dietę, chodzę regularnie 2,3 razy w tygodniu na siłownię. Już powoli planuję wakacyjne wyjazdy. Żyję. Nawet nie jakoś. Nie jest tak bardzo źle, jak myślałam, że będzie. Najgorsze chyba już za mną, za nami. Bo ile jeszcze złego może się stać? Została mi tylko do akceptacji myśl, że pewnie nigdy nie będę w ciąży, nie zobaczę dwóch kresek, nie poczuję ruchów, nie będę karmić piersią. Ale przecież pomimo to mogę kochać. Ale to jest coś, z czym się nie spieszę. Wszystko musi dojrzeć.
Rzadziej wchodzę na ovu ale cieszę się bardzo z każdej zielonej ramki, z każdego przejścia na fiolet :) Powodzenia dziewczyny!

9 stycznia 2017, 20:24

Ze stricte ovu newsików... zapomniałam w tym miesiącu z tego wszystkiego o luteinie na wywołanie, przypomniałam sobie jakoś w 23dc i poszłam na żywioł. I małpiszcze zaczyna się rozkręcać dzisiaj, w 32dc!! Jest to dla mnie mega pozytywne zaskoczenie, bo to pierwsza taka naturalna @ bez żadnych leków chyba od kilku lat :) Jeszcze na studiach brałam tabsy bo się zatrzymała, co odstawiłam to nie przychodziła, a potem jak przestałam łykać pigułki to ciągle lutka albo dupek... A w tym miesiąciu nic!! :) Przez parę dni na początku piłam inofem ale to chyba raczej zasługa tego, że na dzień dzisiejszy mam już -12kg na liczniku w porównaniu z "najcięższym" momentem mojego dotychczasowego żywota ;) Za miesiąc też zaryzykuję, co mi tam :)

7 lutego 2017, 09:10

U mnie nowego nic... Raz lepiej, raz gorzej, raz się godzę z myślą o tym, że prawdopodobnie będziemy bezdzietni, raz nie. Byliśmy w ośrodku adopcyjnym - i wyszłam stamtąd załamana. Trzeba być naprawdę silnym i wytrwałym człowiekiem, żeby przez to przejść, a ja na dzień dzisiejszy taka po prostu nie jestem. I tak póki co nawet nie możemy złożyć podania na kurs rodziców adopcyjnych, bo mamy za krótki staż małżeński. Gdybyśmy mogli złożyć go w dniu naszej wizyty, to i tak nie rozpoczęlibyśmy tego kursu w tym roku, bo wszystkie miejsca były już zajęte!! A byliśmy na przełomie stycznia i lutego!! Najwcześniej możemy składać takie podanie za rok, więc jeśli się zdecydujemy, to z tą procedurą ruszymy pewnie w 2019... Jeśli jeśli, wszystko takie jeśli. No i miałam masę wątpliwości odnośnie samych dzieci, ich biologicznych rodzin różnych problemów które się w przyszłości mogą pojawić - i pani pracująca w ośrodku wszystkie je potwierdziła. Ale po to chyba każą tyle czekać, żeby albo odsiać albo wzmocnić takich jak ja. Namawiam męża na jeszcze jedno ivf, ale on nie chce. Nie mogę go zmusić, muszę to uszanować. Może zmieni zdanie i zrobimy ivf? Może uznamy, że dawca to jednak nie był taki zły pomysł i wrócimy do niego? Może może, wszystko takie może. Wiem tylko, co się stać już nie może - cud.


Poza tym moje postanowienia noworoczne idą mi wyjątkowo dobrze, dieta ok, siłownia 3 razy w tygodniu. Już mogę kupować ciuchy w mniejszych rozmiarach, ale nie szaleję, bo mam plan jeszcze się zmniejszyć troszeczkę. Niestety pierwsze co się zmniejszyło to biust :( Będę teraz musiała nadrabiać osobowością ;)
‹‹ 8 9 10 11 12