w artvimedzie nie mają miejsc na wizytę. super. w poniedziałek będę dzwonić do swojego gina, jeśli do tego czasu a) nie dostanę b) szlag mnie nie trafi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 grudnia 2015, 12:25
Coś drgnęło. Mam nadzieję, że w nocy tendencja się utrzyma. Pierwszy dzień zawsze mam skąpy ale w nocy się zazwyczaj rozkręcało. Zobaczę rano. Jak coś będzie to jedziem z tym śledziem i igła w brzuch.
Wczoraj miałam totalną chwilę załamania. Byłam cały dzień sama w domu ze swoimi myślami, w pewnym momencie po prostu musiałam się położyć i wyryczeć. Na szczęście zbiegiem okoliczności mąż szybko wrócił. Niezbyt to dzielne, wiem. Ale czasem trzeba. Już się czuję pozbierana.
w nocy potwierdziło się, że małpa przylazła. Bałam się, że wczoraj to był taki jednorazowy wybryk w tym szalonym cyklu i nocą mój organizm nie pociągnie tematu ale na szczęście wredota przybrała na sile. Chociaż i tak mam wrażenie, że jest nieco słabsza niż zazwyczaj. Może to przez te długie plamienia? Trochę martwię się o endometrium. niby nigdy nie miałam z nim problemu ale w tym cyklu jest mi naprawdę bardzo bardzo potrzebne. Będę jeść migdały czy jakieś inne wspomagacze 
No i pierwszy puregon za mną. Nie było wcale źle, chociaż ręce trzęsły mi się tak jakbym robiła nie wiem co. Jutro już będzie luz bo już wiem co i jak
Wkłucie igły praktycznie nie odczuwalne, tłok w pewnie chodzi bardzo bardzo lekko. Pierwsze poglądanko w 6dc wypada w Boże Narodzenie
Dobrze, że całe święta mamy wyjazdowe i nie muszę się marwtic gotowaniem.Pochwalę się jeszcze że dzisiaj mam urodziny a kobieta podobno jest najbardziej płodna w miesiącu swoich urodzin więc może w końcu to będzie szczęsliwy cykl
Tylko mnie szczypało odrobinkę po wyjęciu igły ale ogólnie czuję się bardzo dobrze, nie mam absolutnie żadnych negatywnych objawów. Na pierwsze usg i badanie krwi jedziemy jutro żeby nie robić tego w Święta. Jutro pewnie się dowiem kiedy kolejne badanie, ale obstawiam 27.12. Małpiszon też się już całkiem rozpanoszył i sprawił mi tym niesamowitą radość, bo wiem, że wszystko jest w porządku 
Tylko się zastanawiam jak jutro to usg? Tez dowcipnie? Do jutra @ na pewno się nie skończy a jeszcze nigdy nie byłam u gina w trakcie i trochę mnie to krępuje. Ogólnie gabinet naprawdę na poziomie, przylega do niego łazienka w której pacjentka się rozbiera i zakłada taką jednorazową spódniczkę i jednorazowe kapcie i nie paraduje się z gołą dupą ale i tak tak z @? Ale kazali przyjechać nawet jak się nie skończy. No to pojedziemy. Małż zrobi seminogram, pierwszy raz z morfologią, i zobaczymy czy jego też będą musieli kłuć czy plemniki z nasienia będą na tyle silne że się nadadzą.
Ogólnie nastrój znowu bardzo na plus
Wierzę, że będzie dobrze
No i sama myśl, że za miesiąc o tej porze już będzie po wszystkim daje wielkiego kopa!Wczorajszy dzień też bardzo pozytywny
Dostałam od męża to co chciałam czyli całą sagę "Wiedźmina", a na kolację wziął mnie do naprawdę dobrej restauracji
Stwierdził że a co, jest w końcu co świętować
Życzę Wam kochane spokojnych i wesołych swiat, i żebyśmy za rok o tej porze juz wszystkie byly na fiolecie, w dwupaku a jeszcze najlepiej juz z malenstwami na powierzchni
2016 będzie nasz
prezenty rozpakowane, dużo jedzenia zjedzone
Chociaż staram się trzymać umiar. Od wczoraj jajniki dają mocno o sobie znać to mam nadzieję, że w niedzielę na usg się dowiem, że nie bez przyczyny. No i przy życzeniach wigilijnych sporo osób życzyło żeby coś nam za rok płakało
a wtajemniczeni żeby spełniło się to nasze największe marzenie
Jaką mam wielką nadzieję, że się spełni!Teściowie nic takiego nam nie życzyli i w sumie temat in vitro dalej nie wypłynął
Ale jakoś staram się do tego nie podchodzić, że muszą wiedzieć. Poza tym nie mam pojęcia jak to przyjmą, może źle i święta to nie jest najlepszy czas na takie wieści. Teraz kiedy tam jesteśmy i jeszcze jak szwagierki są to czas leci bardzo przyjemnie i może też dlatego nie chcemy tego ruszać. Może kiedyś to wyjdzie, może nie.Gratuluję wszystkim dziewczynom które w ostatnim czasie zobaczył drugą krechę!
Olza, Anuszka, będę za Was i Wasze maleństwa cały czas trzymać kciuki i Was dalej podczytywać na fiolecie 
A walczącym siły na 2016! W nowy rok wchodzimy z nową energią, chociaż cel dalej ten sam. Ale przecież z każdym dniem jesteśmy bliżej
Ruszyło coś
Na dzień dzisiejszy 10 pęcherzyków, 6 na prawym i 4 na lewym, jeszcze nieduże bo największy ma 12mm więc przynajmniej do środy puregon na podrośnięcie. Ale lekarz powiedział, że jak na taką dawkę którą mam to jest to normalny wynik i jest ok. Rzucił okiem na seminogram i stwierdził, że skoro mamy pojedyncze ruchliwe plemniki to weźmiemy je z nasienia, ale jeśli tym razem się nam nie powiedzie to przy następnym podejściu będzie punkcja jąder. Gorąco wierzę, że nie będzie takiej potrzeby!Następna kontrola w środę, punkcja jajników najwcześniej w piątek. W sumie w piątek będzie ok bo przez weekend prawie dojdę do siebie żeby wrócić do pracy w poniedziałek. Na sylwestra i tak celowo nie robiliśmy planów więc nic nas nie ominie. I dzisiaj będę robić pierwszy zastrzyk cetrotide, trochę się cykam bo to już nie jest fajny pen tylko jakaś strzykawa
Ale dam radę
Nie ma wyboru.
największy 18mm, dużo po 16 i 17. Jutro ostatni puregon i cetrotide, na noc ovitrelle i w sobotę klucie
jutro rano musze jeszcze raz zbadać progesteron i estradiol i zobaczymy czy do transferu dojdzie w tym miesiącu, ale mam nadzieje, ze tak
no i przede wszystkim mam nadzieje ze będziemy mieli chociaż jeden ladny zarodek zeby bylo co transferowac. Ale myślimy pozytywnie, na razie nic nie wskazuje na zle nowiny
EDIT
Zadzwoniłam do artvimedu z prośbą o przekazanie doktorkowi wyniku i jak coś jest nie tak to będą dzwonić. Pani mnie trochę uspokoiła bo estradiol z wczoraj to 1200 więc dzisiaj może nie jest bardzo źle. Szczególnie, że to już był ostatni puregon.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2015, 11:07
Niby się z tym liczyłam ale jednak smutek.
Jednak nie taki diabeł straszny jak go malują, albo jak go sobie sama wymalowałam
Do tematu podeszłam względnie spokojnie, wiadomość o tym że teraz nie będzie transferu bardzo mnie otępiła i sprawiła, że się zrobiłam obojętna na to wszystko. Ale przynajmniej nie było strachu. Wcześniej skoczyliśmy jeszcze z mężem do castoramy bo przechodzimy mały remont łazienki i potrzebowaliśmy kilku rzeczy, i to też pomogło nie myśleć. Strach na całego zaczął się dopiero po założeniu wenflonu. A potem już poszło w miarę gładko. Wszyscy bardzo mili i uśmiechnięci, szybko na fotelu ginekologicznym podano mi leki i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Wybudziłam się w miarę dobrze, nie miałam żadnych zawrotów głowy, mdłości ani nic, tylko było mi okropnie zimno, ale ja generalnie jestem zmarzluch a tam i tak było zimno. Przy pierwszej wizycie w toalecie okazało się, że mam na majtkach trochę krwi i trochę pojawiło się przy siusianiu, ale gin powiedział, że ja mam jajniki bardzo wysoko, musiał pogmerać, zrobiła się jakaś ranka i przez parę dni mogę tak plamić. Pęcherz też mógł zostać delikatnie draśnięty więc mam dużo pić i siusiać. Zapytany o to czy mam hiperkę odpowiedział "A to się okaże w najbliższych dniach", więc z jednej strony staram się bacznie obserwować a z drugiej nie świrować przy jakimś najmniejszym bólu.I w skrócie tak:
- byliśmy w klinice o 10, punkcja z lekkim opóźnieniem ale niedużym, o 13.30 wyszliśmy
- teraz, 7 godzin po zabiegu nie czuję już żadnego bólu, tylko czasem przy ruchu mam takie uczucie, jakby coś tam w środku było poprzestawiane ale to też mija. Uczucie podobne do przepełnionych jelit albo wzdęć
- no i nie jestem już taka napuchnięta jak się czułam przed punkcją
- sedno sprawy: 12 pęcherzyków pobranych, 6 najładniejszych będzie walczyć
I teraz plan działania jest taki:
- jutro do 15 dostaniemy telefon z informacją ile groszków rośnie
- mój progesteron to 1,83, od 1,5 nie robią transferu!!!
co wszystko przedłuża, ale jak tak ma być lepiej to niech im będzie- od dzisiaj 2x1 dupek + 2x1 unidox - antybiotyk żeby nie doszło do zakażenia i kończymy ten cykl. Podwójna dawka dupka do normalnej, to będzie pewnie krótki cykl
- w następnym cyklu między 20 a 25 dc scratching. To u nich podobno rutynowa procedura przed crio. Już się nie boję, przeżyłam punkcję to i to przeżyję. Nawet jestem zadowolona bo robią to po to żeby się udało, prawda?
- w następnym cyklu po scratchingu transfer
więc jakoś w lutymGeneralnie dzisiejszy dzień na plus. Chociaż w nocy śniło mi się, że umarłam i byłam duchem! Ale za to na fotelu śniły mi się świąteczne zakupy
Jedyne co to w artvimedzie znowu był straszny tłok, punkcji dużo a niestety warunki lokalowe nie są tam obliczone na taką ilość pacjentek. Do tego pacjentki na wizyty, z tego co mówiły to opóźnienia były długie, również przed punkcjami. Ja miałam dość wcześnie i przede mną chyba nie było dużo więc może dlatego opóźnienie było minimalne. Ale gdybym miała punkcję pół godziny czy godzinę później niż miałam mieć to bym chyba w międzyczasie umarła ze strachu. Ale personel dzielny, nie mogę powiedzieć.Teraz sobie odpoczywam bo mimo wszystko czuję się mocno zmęczona, już się nawet zdrzemnęłam, coś już zjadłam i powoli i leniwie dochodzę do siebie. Najtrudniejsza część chyba już za nami. Teraz został palec Boży i Boża wola jak się wszystko potoczy dalej.
Wczoraj jeszcze uzupełnialiśmy ankiety i różne formularze i na jednym było napisane rokowanie dla nas i było napisane, że szanse powodzenia metody w naszym przypadku są duże
Dało mi to promyczek nadziei.
z 12 pobranych zaplodnili 4 komórki z czego dwie zaczely sie rozwijać. Pod koniec tygodnia maja dzwonić z informacja ile się rozwinęły przed mrozeniem. Bardzo się boje ale gorąco wierze, ze nasze groszki będą silne i dotrwaja do mrozenia
za każdym razem jak dzwoni telefon to sie modle zeby to nie byl Artvimed. Gorąco wierze ze zadzwonią dopiero przed mrozeniem. Ja czuje sie juz calkiem dobrze, brzucha juz praktycznie nie czuje. Bola mnie tylko ramiona ale mysle, ze moze mnie gdzies tam zawialo bo w tej klinice bylo bardzo zimno. Trzymamy kciuki za male grochy
Ale za to drugi jest już zamrożony od czwartku 7.01
blastocysta pięknie rozwinięta, klasy 411, nie wiem co to znaczy ale podobno dobrze znaczy
Mamy więc jedną piękną śnieżynkę, która w lutym będzie już u mnie pod serduszkiem 
Teraz powoli kończę zażywać dupka, podwójna dawka objawia mi się zdecydowanie większym rozdrażnieniem (a może to jeszcze stres?) ale za to piersi...poezja! Co prawda bolą, ale są po prostu PIĘKNE
ja mam jakąś biustową manię i zawsze chciałam mieć duże pełne a na co dzień mam takie se, na szczęście chociaż kilka dni w miesiącu mam fajny biust.Czekam więc powoli na @, trochę się obawiam czy po tej stymulacji nie będzie jakaś bardzo mocna i bolesna ale wytrzymam. Potem ten scratching a w międzyczasie trochę odpoczynku od tematu. I tak nic się nie będzie u mnie ciekawego działo a to wszystko było dla mnie takim ogromnym stresem że muszę odpocząć.
Wiem, że jedna śnieżynka to jeszcze nie ciąża i może nie powinnam się jeszcze cieszyć, ale mam poczucie, że jesteśmy już tak blisko, że skoro jedna komóreczka tak ładnie się rozwinęła to mam nadzieję, że może się udać.
chociaż uplyna raczej intensywnie bo postanowiłam spiac pośladki i skończyć prace magisterska terminowo a mam jeszcze sporo do napisania, a termin właśnie do konca stycznia
ale damy rade
korków bede miec tylko pare wiec czasu bedzie dużo więcej. No i szykuje się chwilowy odpoczynek w staraniowym temacie. Moja psychika potrzebuje tego bardzo. W ostatni weekend ferii jedziemy z mężem do Sandomierza i to tez będzie taka mala celebracja napisania pracy przeze mnie i dotychczasowych sukcesów w staraniach
Dzisiaj 7dc, małpiszcze chyba nareszcie się skończyło, czas zacząć się odstresowywać
. A
to dla mnie niezawodny sposób na rozładowanie złej energii. Dzisiaj jeszcze wizyta u kosmetyczki, w końcu ferie to mam trochę więcej czasu.Teraz więc serca i możliwie relaks. I niemyślenie, że może się nie udać.
Może to stagnacja spowodowana tym, że teraz mogę tylko czekać, co też mnie frustruje dużo bardziej niż w listopadzie na początku procedury. Może to zmęczenie spowodowane ponad rokiem starań. Mąż chciałby mi pomóc, widzi że jest ze mną gorzej i pyta co on może zrobić żeby mi ulżyć. A co ja mam mu powiedzieć jak nie wiem?
Niepiękny jest ten mój ostatni wpis ale czasem potrzebuję się wyżalić i wypłakać, jak każda z nas.W ten weekend jedziemy do mojej rodzinki, raczej zabawowi ludzie i wczoraj już chciałam nas odmówić ale M. powiedział, że nie ma mowy bo nie będziemy siedzieć wiecznie z kotem w domu i wyjazd dobrze nam zrobi. A może ma rację. A w następny od piątku do niedzieli robimy sobie wypad do Sandomierza to też odsapniemy. Myślałam nad wypadem do jakiegoś gabinetu masażu tam na miejscu ale z drugiej strony mam ochotę na kilka ciuchów i nie wiem na co się zdecydować

Dzisiaj staram się pozytywniej patrzeć na całą sprawę, w końcu jest już 9dc, za dwa tygodnie o tej porze będę już po scratchingu a potem szybko dostać małpę i transfer
Zastanawiałam się nad tym cyklem z transferem, czy musi być owulacja? Może głupie pytanie bo pewnie musi. Tyle, że ja swoją owulację mam raczej sporadycznie i spontanicznie, więc pewnie będzie czymś wywoływana. Mam nadzieję, że hormony nie oszaleją i transfer będzie, i za dwa miesiące o tej porze już będę po teście.Lentilkaa głuptasie żadna droga nie jest zamknięta
Jeszcze będziemy się podczytywać na fiolecie
Zeszłomiesięczny plan serduszkowy spełzł na prawie niczym, przez cały miesiąc serca były może dwa. Zobojętniałam mocno na wszystko i wszystkich, a od męża niestety odsunęłam się bardzo. Nasze stosunki są powiedzmy poprawne, poza tym że co chwila mówię mu że coś mnie denerwuje to żyjemy jak przyjaciele, gadka szmatka, nie ma bliskości. Wszystko mnie denerwuje, w nocy nie mogę spać, unikam spotkań z ludźmi, szczególnie z rodziną. Jest mi już zupełnie obojętne czy transfer będzie teraz czy za miesiąc, gdzieś w głębi i tak nie wyobrażam sobie żeby się udało. Miałam też poważną rozmowę z mężem o tym moim wycofaniu po której postanowiliśmy, że pójdę do psychoanalityka czy tam psychoterapeuty. W zeszły piątek miałam pierwszą wizytę, jutro mam kolejną i w zasadzie nie mogę się doczekać. Najpierw miałam duże opory przed zadzwonieniem i umówieniem się, sama nie wiem dlaczego bo myślałam o tym od dawna i zawsze mówiłam że to dla ludzi, a kiedy mi przyszło zrobić to dla siebie to była duża ściana. Ale na szczęście poszło.
W trakcie tej rozmowy z mężem powiedziałam mu także, że nie chcę kolejnych procedur ivf. Ta jest pierwsza i ostatnia. Mam wrażenie, że mi nie uwierzył i dalej uważa że przecież mamy jeszcze dwie szanse.
Powiedzieliśmy też teściom w końcu o ivf. 0 jakiejś reakcji. Teściowa powiedziała że się pomodli, teść nic. Trudno. Tacy są i już.
Z pozytywów udało mi się w końcu napisać magisterkę, szkoda tylko że nie mogę złapać nagle kontaktu z promotorem i dzisiaj zamiast do pracy jadę go ścigać.


eh te nasze organizmy;/
Badz dzielna tylki krok dzieli Ci od rozpoczecia procedury na pewni przed swietamu wszystko sie ruszy