X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania codziennie inna melodia maluje mój świat... :)
Dodaj do ulubionych
‹‹ 4 5 6 7 8 ››

23 września 2015, 10:21

Dzisiaj mały chichot losu. Mam bardzo dużo śluzu więc pomyślałam a co mi tam, zrobię ten test owu. No i wyszedł taki ;)

mt9wu9.jpg

Może coś tam jednak u mnie czasem zaskakuje i co któryś miesiąc pojawia się owulka. Cudownie by było jakby dzisiaj wieczorem znalazł się u mojego męża jakiś silny maratończyk który dobiegnie do celu, ale to chyba byłby cud.

24 września 2015, 11:38

Dzisiaj powtórzyłam test owu, dalej dwie grube krechy więc pewnie żadnej owulki nie będzie :/ serducho oczywiście było bo grzechem by było nie zawalczyć ;) Libido dalej mega w górze więc na pewno dalsze próby zostaną podjęte :)

Rozmawiałam wczoraj z mężem na temat następnej wizyty u androloga. Trochę się stresuję, bo on na in vitro jest zdecydowanie bardziej otwarty niż ja. Wiem, że w tej chwili takie rozważania mogą się wydać daleko idące, ale skoro nie ma żadnej niedrożności to nie wiem co nam następnym razem zaproponuje lekarz. Pocieszające jest to, że ostatnio powiedział, że te plemniki które są w stanie przetrwać do momentu wytrysku są najmocniejsze z najmocniejszych. Chociaż pewnie i tak w ogólnym rozumowaniu są słabe :/ We wtorek na kolejną wizytę jedziemy razem i będziemy rozmawiać z tym lekarzem.

Dzisiaj i jutro jestem w domku na l4 :( ogromny ból gardła, gorączka, rozbicie :( więc nawet jeśli jakieś jajo coś tam chciało działać to mu pewnie i tak nie wyjdzie. Trochę mi to wolne nie na rękę, bo muszę złożyć prośbę o bezpłatny urlop we wtorek na tego androloga. Ale co zrobię. Cały rok chodzę do pracy, nie będzie mnie 3 dni to się nic nie stanie. Zresztą wolę się teraz wykurować solidnie te dwa dni i wrócić do siebie niż przechodzić to i się bardziej pochorować. A widzę, że dzisiaj jest gorzej niż wczoraj i przedwczoraj, pomimo, że działam już od 2,3 dni z tym gardłem. Budzę się o 3,4 w nocy i nie mogę spać do rana bo tak mnie boli i nic nie pomaga.

W niedziele są imieniny teściowej. Jakoś wybitnie nie mam ochoty jechać. Oni są sympatyczni i w ogóle ale zawsze sobie "żartują" na temat naszego samochodu, mieszkania w bloku, nawet kota :/ czasem mi się nudzi już. Teściowi się wydaje że mój mąż pracując już przecież tyle lat (ma 28) to powinien mieć tyle kasy żeby latać do pracy prywatnym helikopterem. Wcale nie takie złe to nasze auto. Jeździ, nie sypie się i to mi wystarcza. Poza tym i tak za jakiś czas chcemy kupić nowe ale im nie powiemy póki nie kupimy, bo jak coś pójdzie nie tak to znowu będą "żarty". Szczęśliwie nigdy nie poruszali tematu "kiedy dziecko?", ani oni ani szwagierki. Może coś podejrzewają i chcą być dyskretni. Na pewno gdybyśmy ich wtajemniczyli zachowali by się taktowanie, ale nie mam parcia ich wtajemniczać.

Wczoraj dostałam też okropny telefon :( Moja ledwo co 15-letnia kuzynka trafiła nagle do szpitala i miała usuwany jajnik :( Początkowo lekarze podejrzewali że w jajniku mogą być komórki nowotworowe :( na szczęście po operacji powiedzieli, że jajnik wyglądał "ładnie" ale trzeba czekać na wyniki histopatologiczne. Modlę się za nią gorąco.

28 września 2015, 08:09

Dzięki dziewczyny :)

Jajnik kuzynki uratowany! :) Dziewczyna miała skręt jajowodu bo zrobiła się jej torbiel na 8,5 cm!!! I w pierwszym szpitalu do którego trafiła nawet jej nie chcieli operować tylko poczekać kilka dni!!! Dziewczyna miała niesamowite bóle a oni jej dawali nospę i paracetamol! Szczęśliwie ciotce udało się ją przenieść gdzie indziej i tam od razu operacja. Jajnik wyglądał dobrze, na szczęście nie doszło do martwicy więc go zostawili, tylko teraz leczenie stanu zapalnego. No i dochodzenie skąd u tak młodej dziewczyny taka torbiel?

Od wczoraj czuję się już znacznie lepiej więc nawet wybrałam się na te imieniny do teściowej. Byłoby 100% sympatycznie gdyby szwagierka oczywiście nie cisła nam o nasze auto, bo przecież za tyle co my kupiliśmy samochód to oni kupili wózek dla dziecka. Grrrr. Nigdy nie cieszyły mnie takie wyliczanki co kto ma, szczególnie z kimś kto już jednak ma swoje lata i powinien mieć jakiś rozum. A ona jakiś czas temu straciła kontakt z rzeczywistością ale to inna historia.

Jutro androlog! Z jednej strony nie mogę się doczekać, z drugiej nie nastawiam się na wiele. Nie wiem jakie badania mógłby nam jeszcze zlecić. Biopsję jąder? Boję się, że powie że to wszystko co można było zrobić, skoro nie ma niedrożności to jądra nie pracują i nam proponuje in vitro icsi. Ale zobaczymy. Mimo wszystko jest we mnie wiele spokoju. Oczywiście bardzo się boję ale przyjmuję ten strach ze spokojem. Nie ma płaczu, żalu, wyrzutów. Paradoksalnie czuję, że nasze małżeństwo jest teraz bardzo mocne i to wszystko co przechodzimy tylko zwiększy naszą radość na końcu drogi.

Aaa i w tym miesiącu jestem na 99% pewna że była owulacja :) po tych dwóch pozytywnych testach następne były negatywne już więc się jakoś zmienił poziom hormonów, było mnóóóóóóóóóóóóstwo śluzu, ogromne libido i ból jajnika :) Taki miły akcent ;) Ale testować nie będę, wiem co bym zobaczyła. Łykam dupka i pokornie czekam na @.

29 września 2015, 14:12

Dobra, my już po wizycie.
Doktor bardzo bardzo na plus. Rzeczowy, profesjonalny, delikatny.
Niestety interpretacja usg męża nie pozostawia złudzeń. Jedno jądro jest za małe, drugie ma rozmiary ok ale oba mają jakąś niejednolitą strukturę która niestety wpływa bardzo źle na produkcję plemników. I z tym fantem nic się nie da zrobić. Jest to prawdopodobnie efekt wnętrostwa i nie da się go odwrócić. Jednak szczęście w nieszczęściu jest takie, że jakaś ta produkcja jednak występuje i do ejakulatu trafiają żywe i ruchome plemniki. Mąż dostał jakiś suplement, Fertilman plus i za miesiąc ma powtórzyć seminogram + testosteron + wolny testosteron i jeszcze alfa coś tam, teraz nie pamiętam, w każdym bądź razie tez coś z nasienia. Raczej mu się te wyniki cudownie nie poprawią, chodzi o to żeby nie utracić produkcji plemników która jest teraz. Będą też pracować nad testosteronem, a w przyszłości mąż musi regularnie badać markery. Pan doktor obiecał także skonsultować się z urologiem, bo na jednym jądrze są jakieś żyłki i one też w jakiś sposób mogą przeszkadzać, no ale nie są główną przyczyną złego nasienia. Ale zapytać warto.
I teraz co możemy zrobić. Zapytałam o inseminację i pan doktor powiedział, że nie chce nam dawać złudnych nadziei. Swoją drogą widziałam jak mu było przykro i niezręcznie to mówić, poczciwy człowiek. Powiedział, że jeśli dopuszczamy myśl o metodach rozrodu wspomaganego (Boże, nazwa jakby chodziło o jakieś krowy) to jest dla nas nadzieja w in vitro ICSI/IMSI, szczególnie że mąż ma jednak żywe i zdrowe plemniki i być może dałoby się je pobrać z ejakulatu a nie z jądra. Nic nie sugerował, nic nie proponował, po prostu nas poinformował.

Mi swoją drogą doradził konsultacje u ich gina który się w in vitro specjalizuje i żeby rzucił na mnie okiem zanim podejmiemy decyzję. Jemu też możemy zadać wszystkie gnębiące nas pytania odnośnie tej metody. I zaraz mam zamiar do niego zadzwonić, iść w połowie następnego cyklu, przynieść ze sobą kartę od mojego obecnego gina i zapytać go o wszystko zanim mąż wróci za miesiąc do androloga z tym seminogramem i testosteronem. I będziemy myśleć dalej. I mąż nawet sam powiedział że ze mną pojedzie bo on też chce porozmawiać, nie powiem żebym nie była trochę pozytywnie zaskoczona ;) Wiem że jest w to żywo zaangażowany ale myślałam, że wystarczy jak mu powtórzę :P

Kiedy rozmawialiśmy po drodze do domu to miałam wrażenie, że decyzja chyba już w nas zapadła. Ale wcześniej bezwzględnie musimy o tym porozmawiać z lekarzem zanim powiemy sobie "tak". Ale z drugiej strony, co nam zostało innego? Wiemy, że leczenie, zabiegi, że nic nam nie pomoże bo mąż ma jądra jakie ma i się tego leczyć nie da. Nawet nie ma żadnych metod które lekarz mógłby nam zaproponować.

Jeśli będziemy podchodzić do in vitro to na pewno już nie w tym roku. Oczywiście jesli lekarze każą coś badać to będziemy, ale wszystkie ewentualne procedury odkładamy na 2016, pewnie na początek i tak.

Oboje znosimy to myślę dość dobrze. Nie było żadnego płaczu, pytań, złości. Najgorszy ból był przy pierwszym seminogramie, teraz jakoś już wiem na co się nastawić w gabinecie u lekarza. Dużo czytam i artykułów i historii dziewczyn i wiem czego się mogę spodziewać a czego raczej nie. I tak samo przygotowuję męża. Musi rzucić palenie (teraz czasem popala) i schudnąć, ale musi też wiedzieć, że to nie zmieni drastycznie naszej sytuacji.
Ogólnie oboje jesteśmy szczęśliwi że wreszcie wiemy, w czym tkwi problem i jakie mamy w tym momencie możliwości. Kończy się jakiś etap. Wreszcie.

1 października 2015, 20:21

Jest dobrze :)

Można powiedzieć, że decyzja została podjęta :) i nie będziemy czekać do stycznia, bo okazało się, że pogram trwa tylko do 30.06.2016, a nie do końca roku jak myślałam. Teraz zbieram info jak plus minus wygląda procedura. Mam nadzieję, że po październikowej wizycie ruszymy z badaniami i szybko dostaniemy się do programu.
A jak się nie dostaniemy, to będziemy odkładać na komercyjne.

Dzisiaj 25 dc, objawów jak na razie brak, brak jakichś plamień (jupi!), bólu piersi. Czasem tylko brzuch zaboli.

Z jednej strony brakuje mi testowania, bo gdybym nie wiedziała to już niedługo pewnie bym testowała. Z drugiej strony naprawdę ogromna psychiczna ulga. Mamy kierunek, idziemy do celu.

3 października 2015, 08:28

Dziękuję dziewczyny za dobre słowa :) to naprawdę bardzo bardzo pomaga :)

nie mogę się już doczekać tej październikowej wizyty :D wiem, że wszystko jeszcze trochę potrwa zanim zrobimy potrzebne badania i być może na nfz będzie kolejka i trzeba będzie trochę poczekać ale trudno. Jak już się dostaniemy do programu i to będzie tylko kwestia aż przyjdzie nasza kolej to nam kilka miesięcy nie robi w obecnej sytuacji różnicy. I tak nie ma innego wyjścia dla nas.
Ale na tą chwilę wszystko inne przestało być ważne. Wyjazdy, plany z pracą. Nie mamy zamiaru świadomie odkładać tej decyzji na później bo np. tak byłoby wygodniej w pracy. To już teraz nie jest ważne. Nawet jakbym od początku miała być na l4, czego wcześniej bardzo chciałam uniknąć. Najważniejsze iść do celu i w końcu zobaczyć upragnione dwie krechy :) :)
Staram się nie myśleć o tym że nie możemy mieć dzieci naturalnie i nie przeżywać tego, że nasze małe szczęście nie zostanie poczęte naturalnie. Ani nie obarczać nikogo winą za tą sytuację. Na razie powiedzieliśmy o naszej decyzji 3 osobom (mama, bliska ciocia i przyjaciółka) i też otrzymaliśmy wiele dobrych słów i wsparcia :) do teściów trzeba podejść ostrożnie bo po pierwsze są dużo bardziej konserwatywni i nawet nie wiem w sumie jakie mają zdanie na temat in vitro a po drugie nie chcę żeby mieli do siebie żal czy poczucie winy za to wnętrostwo. Tak się stało i trudno.
Ale tak się czasem zastanawiam, wiele naszych znajomych par miało dzieci dopiero jakiś czas po ślubie i nie wiemy u ilu to była świadoma decyzja a u ilu problemy i może kto wie, może na moim osiedlu czy wśród moich znajomych też jest ktoś kto ma dziecko z in vitro? Każda wizyta w klinice i ogromny ruch jaki tam panuje pokazuje mi, że to nie są jednostkowe problemy.

W domu atmosfera jest bardzo ok, poza tym że mąż rzuca palenie (znowu) i czasem zachowuje się gorzej niż ja kiedy mam pmsa, a teraz mam pmsa :/ to naprawdę złoty człowiek ale jak chce mu się palić to wychodzi z niego jego wredna strona. Ale co zrobię, ślubowałam na dobre i złe ;) ale zaraz idę na shopping ciuchowy, na wieczór mam plan wykorzystać to że jeszcze nie mam @ więc może będzie dobrze :D

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 października 2015, 08:28

5 października 2015, 21:31

Dziewczyny jeszcze raz dziękuję :D
Khalan co do mrożenia to dobry pomysł, dzięki :) w przyszłości chcielibyśmy więcej niż jedno dziecko więc dobrze będzie w coś takiego zainwestować. Pewnie nie będziemy tego robić już teraz ale w niedługim czasie na pewno to przedyskutujemy. Co do suplementów to wiem, że cudów nie uczynią, ale na pewno nie zaszkodzą. Wątpię, żeby lekarz miał przepisać coś mężowi innego bo raczej się nie nastawiamy na poprawę. Jądra są uszkodzone od zawsze i wątpię, że jakieś leczenie im pomoże :(
Niestety w naszym Macierzyństwie już nie ma miejsc. Ale nie marnowałam czasu i już mam zaklepaną wizytę w Artvimedzie, bo tam miejsca jeszcze są. Co prawda dopiero na 21.10 i ta pierwsza wizyta nie będzie jeszcze kwalifikacyjną, ale pani mnie uspokoiła, że wtedy wystarczy ;) od razu po wyjściu z gabinetu zrobię tam komplet badań jakie zleci mi lekarz i umówimy się na następną wizytę, już tą kwalifikacyjną :D wcześniej tylko chcę zrobić amh bo pewnie będzie potrzebne i nie chcę czekać na wynik. Liczę, że tydzień, góra dwa od tej pierwszej wizyty pojedziemy na następną.
Małż też chodzi napalony :D powiedział, że zrobi wszystko żeby mieć wolne i jechac ze mną jakby on też miał jeszcze robić jakieś badania, to żeby je zrobił od razu i żeby nie przedłużac :) Wizja że będziemy mieli szansę na fasolkę w ciągu może już najbliższych miesięcy daje nam mega kopa :) Mam nadzieję, że kariotypy będziemy robić już po klasyfikacji bo na to czeka się długo :/ Ważne jest dla nas żeby załapac się jeszcze do programu, a jak potem trzeba będzie czekac to już trudno :) będziemy już spać spokojnie :)
Teściów reakcji jakoś bardzo się nie boję. Wiem, że nas nie wyklną ani w żaden sposób nie potępią. Bardziej chyba chodzi o to, że z nimi mamy kontakt poprawny i miły ale niezbyt intymny. Ale kiedyś ten temat pewnie prędzej czy później wyjdzie i przed nimi nie będziemy robić tajemnicy.
Dzisiaj 29dc, brzuch już boli małpowo, więc pewnie przez noc przyjdzie. Ale w tym miesiącu nie miałam żadnych plamień więc kto wie, może była owulacja i organizm zachowuje się hmmm...normalnie? :P

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2015, 21:33

7 października 2015, 10:47

Dzisiaj 31dc, @ ani widu ani słychu, ale mnie robi w balona! Tym razem wzorowo, żadnych plamień, tylko piersi trochę bolą i czasem poczuję brzuch.
Rano aż siknęłam na test ale oczywiście jedna kreska, ale tym razem nie oczekiwałam od niego że pokaże dwie ;) Miałam gdzieś cichą nadzieję, że może uratuje nas jakoś cudownie przed tymi wszystkimi procedurami, ale nie mogę mieć mu za złe, że się tak nie stało. Dzisiaj już 10/11 dzień po ewentualnej owulce więc zakładam, że jakby co, to już by pokazał. Ale póki @ nie przyjdzie będę cichutko wierzyć :)
I sobotę i niedzielę mamy wyjazdową, więc chciałabym dostać trochę wcześniej. Jak do soboty nie dostanę to siknę jeszcze raz :P ale bardziej martwi mnie, że coś może znowu mi się porozregulowywało :/ i małpiszon wredny z jakichś innych przyczyn przyjść nie chce :/

8 października 2015, 20:25

Ostatnie dwa dni nieco szalone :) bo najpierw dużo dużo czytałam na tutejszym forum (jak dobrze, że jest!) a potem dużo dużo dzwoniłam, bo jest duża duża szansa, że na pierwszej wizycie będziemy mieć wszystkie dokumenty potrzebne do kwalifikacji :D miejsca kończą się szybko więc zależy nam na czasie. Ale widzę po sobie, ile stresu mnie to tak naprawdę kosztuje. Wczoraj nie spałam prawie całą noc, nie mam apetytu. Dzisiaj jest już lepiej, bo udało mi się znaleźć laboratoria które zrobią badania na czas :) najgorzej z chlamydią. W moim mieście 10 dni roboczych czekania, a wizyta 21.10! Ale na szczęście w Krakowie tylko dzień. Dzisiaj jestem już dużo spokojniejsza i mam nadzieję, że się wyśpię :) kolacja też zjedzona :)
@ przyszła nad ranem. Nareszcie. Tyle że fsh, tsh i prl muszę zrobić w sobotę, co mi w ogóle nie na rękę, ale trudno. Wyjazd do rodziny, i sobota i niedziela, nie chce mi się!
Do tego przedwczoraj przy kolacji złapał mnie okropny ból prawej żuchwy. Dzisiaj już przechodzi, mam nadzieję, że to żadne problemy z zebami.

13 października 2015, 22:14

Dzisiaj jest mi smutno i zle. Coraz częściej zadaje sobie pytanie co będzie jesli ivf nie wypali? I jakos nie umiem na nie odpowiedzieć.

15 października 2015, 16:50

Dzięki dziewczyny za wsparcie jeszcze raz :)
Dzisiaj faktycznie jest już lepiej :) staram się nie dopuszczać do siebie złych myśli. Teraz mamy już wszystkie badania, które mielismy zrobić przed tą wizytą. Niemało się ich nazbierało! Jesteśmy przebadani na kiłę, chlamydię, hiv, hcv, hbs i sama nie wiem co jeszcze. Grupa krwi też zrobiona, chociaż oboje oddawaliśmy krew :P ale musi być wynik z laboratorium. Ja dodatkowo w 3dc zrobiłam estradiol, fsh i lh. Niestety estradiol trochę za niski a stosunek lh/fsh dość wysoki, bo prawie 3 :/ Ale nie martwię się tym jakoś szczególnie bo dla mnie to po prostu potwierdzenie pcos, co na dzień dzisiejszy i tak nie ma szczególnego znaczenia. Na szczęście AMH bardzo ładne, bo 9 <3 i tu nie ma żadnych przeciwwskazań do in vitro :) Dzisiaj rano byłam tez u swojego gina, wypisał mi taką jakby historię leczenia i powiedział, że trzyma za nas kciuki gorąco, a na końcu pożegnałam go słowami, że mam nadzieję, że się szybko zobaczymy :)
Ogólnie nastawienie mam bardzo pozytywne, ale liczę się z tym, że w najbliższą środę nie zostaniemy zakwalifikowani, bo będzie nam jednak jakiegoś badania brakowało albo po prostu skończą się miejsca. W takiej sytuacji zapiszemy się na jakąś listę rezerwowych i cała sprawa się odwlecze zanim rozpoczną jakiś nowy program albo my odłożymy pieniądze. Ale staram się nie podchodzić do tego jak do sprawy życia i śmierci i czekać cierpliwie na rozwój wydarzeń.

Ciesze się, że wśród czytanych przeze mnie pamiętników kolejna zielona kropka :) Jenny gratuluję jeszcze raz!! :)
Mam nadzieję, że prędko złożę też gratulacje innym dziewczynom :)

18 października 2015, 20:15

Środowa wizyta coraz bliżej :) Jestem pełna nie wiem sama czego, chyba najbardziej spokoju. Z jednej strony jest we mnie dużo optymizmu bo przecież mamy dość dużo badań, właściwie wszystkie które pani mi podała przez telefon jako konieczne, z drugiej strony już wiem że nie mogę brać czegoś takiego za pewnik. Nie chcę się za bardzo nastawiać żeby potem się nie załamać. Czekam w miarę cierpliwie na rozwój wydarzeń. A może to nie spokój tylko niemoc? Wiem, że na tym etapie i tak już nic nie mogę zrobić poza czekaniem. Tak bym chciała żeby już było po tej wizycie!
Pomimo względnego wyciszenia i braku tak intensywnych emocji jakie towarzyszyły mi jeszcze kilka miesięcy temu, czuję się bardzo bardzo zmęczona. Nie płacze, nie zalamuję się ale jednak czuję ogromne zmęczenie psychiczne całą sytuacją. Chciałabym, żeby ta cała procedura już się zaczęła, żeby już coś się działo, żeby już być bliżej. Momentami czuję ogromne zmęczenie fizyczne, jakbym całymi dniami ciężko robiła w polu :/ w nocy względnie dobrze śpię ale w ciągu dnia i tak dopada mnie wielkie zmęczenie. To pewnie trochę jesień ale i trochę stres.

A tak z innej beczki to rozbiłam telefon :( mnóstwo razy spadł mi na ziemię i nic mu nie było a w piątek spadł mi może z 10cm i to na biurko i ekran niczym pajęczyna :( ale na szczęście działa.

20 października 2015, 12:17

emocje powoli sięgają zenitu :D
Dzisiaj wieczorem muszę sprawdzić dokładnie czy mam wszystkie wyniki zebrane i wydrukowane, uporządkować je jakoś, zebrać może prolaktynę i tsh od momentu kiedy badam. Jakbym szykowała się na wycieczkę ;) przygotować listę pytań do lekarza i...pomodlić się. Chociaż czasem w kościele kiedy słyszę listy od biskupów czuję się trochę potępiona za to że "wybrałam in vitro". Mam wrażenie, że często tak się przedstawia tą sprawę, jako wybór takiej medycznej metody ZAMIAST środków naturalnych. Bo przecież dziecko powinno być poczęte z miłości. A nasze nie będzie? Ja mogę obserwować cykle, brać jakieś ziółka na regulowanie ale co z tego? Już dwóch lekarzy, mój ginekolog i androlog męża którzy pracują niezależnie od siebie powiedziało nam, że to JEDYNA metoda. Owszem, podjęliśmy decyzję żeby to zrobić, ale do wyboru mieliśmy to albo zrezygnować. Nie mamy innego oręża w tym nierównym starciu z losem.
Boże, tak bardzo się nie mogę doczekać jutra. Nie jem, chodzę cała spięta, mięsnie, barki tak bardzo mnie bolą, nie śpię dobrze. Chcę już być po.
W najlepszym wypadku może już w listopadzie zaczniemy, w bardzo dobrym wypadku zostaniemy zakwalifikowani ale trzeba będzie poczekać jeszcze na jakieś badania, w optymalnym nie zakwalifikujemy się, wskoczymy na listę rezerwowych i cała sprawa się odwlecze. Ale nie ma "w najgorszym wypadku" bo się nie poddamy. I w końcu będziemy rodzicami. Może to głupie ale czasem jak widzę mojego męża jak się bawi nawet z naszym kotem (!!!) o innych dzieciach już nie wspominając to z jednej strony serce mi rośnie (bo nawet do tego sierściucha mówi jak do dziecka!!! gorzej niż ja :P ) a z drugiej tak bardzo mi go żal że on też musi przez to wszystko przechodzić.
Dzisiaj widziałam się z mamą, w sumie przypadkiem i bardzo krótko, ale nawet w tej krótkiej chwili powiedziała, że cały czas nas wspiera i musimy być dobrej myśli. I że wcześniej kiedy się tym nie interesowała, nie zdawała sobie sprawy, że tyle ludzi się z tym boryka. Teraz nagle okazuje się, że zdecydowanie więcej osób z jej środowiska miało problemy z zajściem w ciążę niż wcześniej przypuszczała.
W mojej rodzinie wiele osób wie, że mamy ten problem. Kiedyś na mocno zakrapianej imprezie coś tam komuś powiedziałam, a było to już chyba w sierpniu, i nawet ostatnio na rodzinnym spędzie niektórzy życzyli nam siły i wiary. I wiecie co? I dobrze. Bo ucięłam plotki, pytania, wszystko. Nawet niechcący. A tak to dalej krązyłyby jakieś domysły czy niewiadomo co. Nawet mnie nie interesuje czy wiedzą dosłownie wszyscy czy tylko niektórzy. Jedno zmartwienie mniej. Nikt tego tematu nie rusza i jest w porządku.
Za to od strony męża nie wie nikt. Ale tam tego tematu też nikt nie rusza bo tam generalnie nikt nas o nic nigdy nie pytał ani się niczym nie interesował. Może się domyślają, pewnie tak. A może jak zajdę w ciążę to się nie będą dopytywać i się nigdy nie dowiedzą o in vitro? A może im sami kiedyś powiemy? Tak szczerze mówiąc ich reakcja nie jest dla mnie w ogóle ważna.
Ważne jest tylko jutro.

21 października 2015, 18:47

No dziewczyny dobra robota :) muszę Wam powiedzieć że kciuki trzymacie zawodowo :)
My już po kwalifikacji do programu :) Wizyta przebiegła dość szybko, lekarz zrobił wywiad i obejrzał z uśmiechem wszystkie wyniki :P i w grudniu ruszamy :) nie ruszymy w listopadowym cyklu bo wszystkie kliniki muszą mieć 1.11 przerwę bo wtedy kończy się jakaś ustawa i muszą podpisać nową i to może zająć kilka dni, więc pan doktor stwierdził, że na spokojnie ruszymy jeszcze w następnym cyklu. Teraz dupek na wywołanie, w listopadzie też i podczas tego drugiego cyklu z dupkiem mam się pojawić na usg i wtedy dostanę receptę :) i ruszamy z krótkim protokołem z antagonistą, bo mam dość wysokie amh i ta metoda ma zmniejszyć ryzyko hiperstymulacji.
Kiedy będę jechała na tą wizytę to mam jeszcze zrobić usg piersi, bo w przeszłości miałam w piersi niegroźnego guzka a jednak będą mi podawać hormony więc kontrolne usg się przyda. A mąż ma wtedy zbadać jeszcze raz nasienie i będą kombinować, czy plemniki da się pobrać z nasienia czy trzeba robić biopsję, która w naszym wypadku nie jest najlepszym wyjściem bo mąż ma jakieś naczynka krwionośne na jądrach.
Obyło się bez kariotypu i badań genetycznych. Pan doktor powiedział że możemy je zrobić opcjonalnie żeby sprawdzić czy przyczyna wnętrostwa jest genetyczna, ale chyba się nie zdecydujemy. Przynajmniej nie od razu.
Tylko pani na recepcji jakaś taka dziwna ale nie można mieć widać wszystkiego :P

Ogólnie wrażenia bardzo bardzo pozytywne i czekamy niecierpliwie na następne wizyty :) Może uda się, że rok 2016 przywitamy już w trójkę :)

22 października 2015, 15:00

Dziś chcę szybko napisac o tym jak to na świecie nic nie dzieje się przypadkiem :)

1. Rano była u mnie znajoma na angielskim. Nie widziałyśmy się od sierpnia i generalnie nie wie o naszych problemach z ciążą. I od razu zapytała się mnie czy czasem nie jestem w ciąży bo ślicznie wyglądam a dzisiaj w nocy właśnie się jej śniło, że oznajmiam jej tą radosną nowinę na naszym spotkaniu :) W dalszym ciągu nic jej nie powiedziałam ale widać jakimś dziwnym nieziemskim sposobem wie że jesteśmy coraz bliżej :)

2. Później w pracy ciężarna znajoma mnie prosiła, żebym wzięła wychowawstwo jej klasy, obecnie druga klasa więc potrzebują wychowawcy do końca tego roku i na następny. No i powiedziałam, że nie mogę, bo się staramy o dziecko już z pomocą medyczną i mam nadzieję że w końcu się uda, no i nie wiem ile w ciąży będę pracować. A gdyby się zapytała z miesiąc temu to kto wie, może bym się zgodziła i byłby problem w razie mojej ciąży, bo dla dzieciaków szukaliby trzeciego wychowawcy. Ciążę z in vitro traktuje się jak ciążę podwyższonego ryzyka (tak było napisane w informatorze który dostaliśmy) i już mi przyjaciółka i mama mówiły, że powinnam pomyśleć o L4 od początku. Nie bardzo chcę, ale jeśli trzeba będzie to się nie będę zastanawiać.

3. Nie wiem czy kiedyś o tym pisałam, ale w przeszłości, dawno dawno, jak ja jeszcze kończyłam liceum, mąż zrobił jeden seminogram bo wiedział, że jest po "jakiejś operacji". I wtedy wyniki wyszły w miarę przyzwoite, coś tych plemników było. I na ostatniej wizycie pytaliśmy androloga jak to możliwe. I powiedział nam, że to nie jest możliwe, że badanie musiało zostać źle wykonane albo wyniki pomylone. I kto wie jakby się potoczyło nasze życie gdybyśmy wtedy dowiedzieli się że nie możemy mieć dzieci? W pierwszej kolejności pewnie nie moglibyśmy wziąć ślubu kościelnego. Może nawet w ogole byśmy się rozstali. Wtedy byliśmy jeszcze szczeniakami i nie byliśmy ze sobą długo. Nie wiem jak byśmy wtedy zareagowali. Widać więc jakiś błąd MIAŁ być.

A tak poza tym to zastanawiam się czy przez te dwa miesiące nie zacząć przyjmowac dupka szybciej niż w 19dc. Ten cykl prawie na bank bez owulki będzie, następny nie wiadomo. A jak zacznę wcześniej, to może wcześniej dostanę okres i wcześniej ruszymy z procedurą. Boję się, że jakieś etapy pokryją się ze Świętami czy cuś i jakoś będzie ciężko. Dzisiaj mam 15dc i myślę, żeby zacząć brać od 16. I lekarz kazał odstawić bromergon :D niby nic specjalnego mi się już później po nim nie działo ale cieszę się, że jeden proch mniej. Dzisiaj czuję się już mega mega lepiej, pełna energii, w ogole nie zmęczona tak jak zawsze :) Nie wiem czy to bromek czy moja psychika ale jest ŚWIETNIE :) ale w to miejsce mam witaminkę D3 :P ale gdzie tam temu do bromka.

A teraz myślimy pozytywnie :) hodujemy zdrowe robaki u męża i czekamy niecierpliwie :)

https://www.youtube.com/watch?v=qxAcx8jyqoY

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2015, 15:08

28 października 2015, 11:41

Na razie dni płyną powoli ;) a chciałabym, żeby już przyspieszyły :D 25.11 mam usg piersi + wizyta z usg u ginekologa i wtedy jeśli wszystko będzie ok to dostanę receptę na leki do stymulacji :) Póki co kupiłam sobie femibion 1 bo chciałam mieć tabletki dla planujących + na pierw2szy trymestr ale jak skończę to opakowanie to wrócę do classica. Cena dwa razy wyższa a skład bardzo podobny, nawet trochę uboższy o witaminy i mikroelementy.
No i za moje permanentne zmęczenie odpowiadał najprawdopodobniej bromergon. Kiedyś byłam po prostu cały czas zmęczona, na korkach miałam ochotę spać, jak miałam w ciągu dnia wolne 30min to nie mogłam się za nic zabrać. A teraz jakbym miała śmigiełko no, wiadomo gdzie :D Bardzo długo ten bromek zażywałam i chyba sobie nie zdawałam sprawy że to on tak wpływa. A teraz inna ja :) No i myśl o tym że ivf już tak blisko też mnie uskrzydla :)
W tym miesiącu zaczęłam brać dupka wcześniej, od 16 zamiast 19dc. Jeśli @ przylezie wcześniej to w następnym cyklu powtórzę ten proceder. A potem mam nadzieję już tej zołzy nie oglądać przez słodkie 9 miesięcy :D
Razem z mężem już trochę wariujemy :D Rozmawiamy już czasami o imionach, gdzie wstawimy łóżeczko itp :) Jesteśmy do tej sprawy bardzo pozytywnie nastawieni i mamy mnóstwo wiary że nam się uda :) widzę, jak bardzo mój ukochany jest podekscytowany tą sytuacją i jestem tym faktem przeszczęśliwa :)

Opowiem jeszcze jak dzisiaj z rana podnieśli mi ciśnienie w moim miejscowym szpitalu. Od jakiegoś miesiąca (!!!) nie mogę się doleczyć z zapalenia gardła. Nie mam temperatury ani nawet dużego bólu tylko czerwone gardło + taką jakby wydzielinę, która powoduje kaszel. Spróbowałam chyba już wszystkich domowych sposobów a teraz mnie zaczęło naglić żeby się wyleczyć. Co dzień jakoś tak nie miałam czasu iść do lekarza, a dzisiaj z rana byliśmy z M załatwiać takie sprawy w urzędzie i zostało mi jeszcze ponad pół godziny do pracy więc stwierdziłam że to dobry moment. Była 7.30, wchodzę na opiekę całodobową (czynna od chyba 18 do 8 ) i mówię, że chce iść do lekarza. A kobieta do mnie, że 7.30 to nie jest godzina o której się przychodzi na całodobówkę tylko mam czekać aż po 8 zacznie przyjmować rodzinny! W całej przychodni ani jednego pacjenta, lekarz siedzi sam w otwartym gabinecie i ja nie mogę zostać przyjęta bo co?! Dowiedziałam się, że na całodobówkę to ja powinnam przyjść z NAGŁYM zachorowaniem a jak nie jest tragicznie to mam czekać na rodzinnego. WTF?! Oczywiście powiedziałam, że mam zostać przyjęta tu i teraz i z wielką łaską pani mnie zarejestrowała. No ludzie, proszę. Po to jest opieka całodobowa żebym mogła iść wtedy kiedy potrzebuję. Wizyta z 10 min, szybko do apteki i mogłam normalnie iść do pracy. A po pracy pewnie bym musiała spędzić z godzinę w kolejce do tego rodzinnego. Swoją drogą dostałam leki odczulające, bo lekarz powiedział, że to nie jest infekcja ale raczej reakcja alergiczna jakaś. Jak po tych lekach nie przejdzie to mam pomyśleć o wizycie u laryngologa żeby zobaczył czy w tchawicy jest ok. Ale myślę, że po tych lekach przejdzie :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 października 2015, 11:43

29 października 2015, 16:05

Dzisiaj sobie zafundowałam trochę stresu, na własne życzenie.
Rano kiedy wychodziłam do pracy, zeszłam po schodach na parter a tam mały kotek siedzi i na mój widok zaczął się wydzierać wniebogłosy, łasić o nogi, podskakiwać, tulić... Pobiegłam szybko do mieszkania po jakieś smakołyki i postanowiłam sobie w duchu, że jeśli dalej będzie na klatce jak wrócę z pracy popołudniu, to namówię męża żebyśmy przygarnęli... Wracam a to leży biedne na wycieraczce, na mój widok się ożywał, znowu zaczął mruczeń, miauczeć... No i co ja miałam zrobić? Mąż przez telefon zachwycony pomysłem nie był, ale w sumie nie miał czasu rozmawiać i stanęło na "zrób jak uważasz" ;) Kot mój zareagował bardzo źle, od razu zadzwoniłam a później poszłam do weterynarza i panie mnie uspokoiły, że pierwszy tydzień a nawet dwa mogą być takie nieprzyjemne. Póki co mały kociak musi przebywać tylko w jednym pomieszczeniu, za kilka dni można zacząć stopniowy kontakt z moją Milcią. Na początku byłam przerażona, mały miauczy bo zamknięty, duży syczy i atakuje mnie wręcz bo pachnę tym małym, ale teraz już jest lepiej. Oba koty się uspokoiły, każdy w innym pokoju. Mam nadzieję, że kiedyś w końcu znajdą wspólny język. W sobotę ide z małym do weta na odrobaczanie itp i potem mogę je sobie przedstawić. :)
Najsmutniejsze jest to, że kociak wygląda jak porzucony. Jest młody, z 4 miesiące, czyściutki, bardzo ufny. Tak nie zachowuje się piwniczny kot.
Tak sobie myślę, że jak teraz spełnimy taki dobry uczynek to może za jakiś czas nam się też coś dobrego przydarzy :) Czekam na powrót męża do domu, jestem pewna, że się w tym małym rozkocha :) Możliwe też, że weźmie go córka sąsiadów która ma dom z ogrodem.

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2015, 17:17

31 października 2015, 09:54

Finał kociej historii był taki że malec znalazł nowy dom u mojej przyjaciółki jeszcze tego samego dnia :P tak czy siak coś tam pomogłam i maleństwo ni8e błąka się po klatkach. A i mój kot już się przeprosił i mnie znowu toleruje :P bo kochać to mnie kocha tylko w rejonach lodówki :P
Dzisiaj 24dc, kończę dupka jutro i brzuch już zaczyna małopowo pobolewać więc mam nadzieję, że ta jędza mnie nawiedzi wcześnie w tym miesiącu. I w przyszłym też. A potem się żegnamy na 9 miesięcy :D
Podjęliśmy z mężem wstępnie decyzję o zapłodnieniu jak najmniejszej ilości zarodków, czyli z tego co się orientujemy, dwóch. Wiem, że nie ma pewności że one się będą ładnie dzielić ale nie chcemy tworzyć więcej niż planujemy mieć dzieci. Wiem, że może się nie udać, ale liczę się wtedy z następną stymulacją. Oczywiście naszą decyzję przedyskutujemy z lekarzem i zobaczymy jak on się na to zapatruje, ale my obstajemy przy jak najmniejszej liczbie. Przy naszej metodzie icsi chyba wszystkie zapłodnią się i tak bo plemnik jest wstrzykiwany bezpośrednio do komórki, tylko teraz kwestia jak będą się rozwijać. Listopad już za pasem, już mniej niż miesiąc do wizyty. Może za dwa o tej porze już będzie po transferze :)

A dzisiaj miałam ambitny plan pomycia okien ale pogoda nie dopisała, a z tym moim niedoleczonym gardłem wolę nie ryzykować. Oddam się za to pracy naukowej i w końcu się wezmę za tą moją magisterkę :P No i popołudniami dzisiaj i jutro wizyty na grobach. I dużo modlitwy do tych u góry, szczególnie do taty, co by tam podziałał coś w sprawie wnuków :)
Chcę jeszcze upiec dzisiaj ciasto drożdżowe, które wychodzi mi wtedy kiedy ma taką ochotę :P oby dziś miało ;)

3 listopada 2015, 21:15

Od wczoraj się zamartwiam :/ wczoraj o 3 w nocy budzę się, widzę że ślubnego obok mnie nie ma, widzę że się w łazience świeci, wstaję a tam M się przytula do kibelka i mi mowi, że chyba jest w ciąży :P Ale tak na serio to dopadł go jakiś wirus żołądkowy. Dzielnie to przetrwał, pił wody, herbatek i elektrolitów ile mógł i w zasadzie przespał cały wczorajszy dzień. Ale najgorsze jest to, że na wieczór dostał bardzo wysokiej gorączki :( 39,5 :( od razu wziął paracetamol i przespał całą noc. Dzisiaj już dużo lepiej, jest jeszcze osłabiony a temperatura mu oscyluje w okolicach 37, co jest dalej jednak podwyższoną wartością :( Mam nadzieję, że wczoraj się w nim robaki nie ugotowały i jak na następnej wizycie w klinice zrobi seminogram to lekarze tam nie będą mieli dla nas jakichś tragicznych wieści :( W najgorszym wypadku trzeba będzie in vitro przesunąć do momentu aż te jego niedobitki wrócą do siebie. Łyka cały czas fertilmana ale to jednak tylko witaminy i nie wiem czy przy takiej gorączce coś miały szansę zmienić :(
Wiem, że powinnam być cierpliwa, że już jesteśmy w programie i przez tą gorączkę z niego nie wylecimy tylko najwyżej sprawa się odwlecze trochę... Ale bardzo byśmy tego nie chcieli :(

Ja teraz nocami mam włączony jakiś "tryb maminy" i budzę się praktycznie na każdy ruch męża, upewnić się że z moim kochaniem wszystko jest ok. Z bejbusiem pewnie też tak będzie. Heh może niemądra jestem ale nie mogę się doczekać :)

tak poza tym to dziś 27dc, drugi dzień bez dupka, piersi bolą mnie jak nigdy!! A po małpie ani śladu jeszcze :/ Przyłaź ty wredoto przebrzydła już!! I żeby mi to był przedostatni raz!!

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 listopada 2015, 21:15

5 listopada 2015, 07:15

Małż już zdrowy, wczoraj już nie gorączkował na szczęście. Zobaczymy co nam wyjdzie na tym najbliższym seminogramie. do ivf będziemy podchodzić w drugiej połowie grudnia więc może coś tam się zrobi do tego czasu...
Ja mam dzisiaj 29dc, 4 dzień bez dupka i nic. @ pewnie i tak przyjdzie po 30 dc i na nic mi było to wcześniejsze zażywanie. A kupie dziś po pracy test, tak w swojej naiwności bo wynik przecież i tak znam.
Tak sobie myślę że teraz dobiega końca okrągły, 12 cykl starań. I jestem bardzo szczęśliwa, że jesteśmy w tym miejscu w którym jesteśmy. Podczytuję dziewczyny, które latami się starają i walczą z przyczynami niepłodności. Ja nie wiem czy miałabym siłę na 30,40 cykli, czy nie załamałabym się. Dopiero z tego miejsca w którym się znalazłam widzę, że 12 cykli to wcale nie tak dużo jak wydawało się na początku. Właściwie to niewiele.
Nie wiem co się jeszcze wydarzy i co przyniesie przyszłość, nie wiem jak nam pójdzie to in vitro, ile zarodków się ładnie rozwinie ani czy się rozgoszczą u mnie, ale żyję gorącą nadzieją, że te najgorsze wieści mamy już za sobą.
‹‹ 4 5 6 7 8 ››