żadnych nawet najmniejszych plamien, żadnych przedokredowych skurczy tylko lekkie klucie w okolicy jajników i lekki bol pleców, dużo mokrego i jasnego śluzu. Jest go więcej niż zwykle ale moze dlatego ze plodnego tez bylo więcej? Jesli ten plodny to faktycznie byl plodny to pojawi sie on juz ponad 10 dni temu. Wiem ze dopiero 24dc ale z drugiej strony ten cykl powinien byc krotki i cieszę się ze jeszcze nie mam żadnych plamien. Nie powiem żebym się nie ekscytowala przed testowanien, chociaż jedna kreskę przyjmę ze spokojem
najgorszy czas frustracji mam juz chyba za sobą.

Ale małpiszon czeka za rogiem i niedługo wyskoczy, czuję to w kościach.
Zaczęło się od playa, wkurzyli mnie strasznie. 4.07 przedłużyłam umowę, dzisiaj dostałam fakturę że mam zapłacić za dwa miesiące, bo nowy abonament + pakiety które w zeszłym miesiącu były ważne całe 4 dni! Ale oczywiście muszę zapłacić ich całą cenę, nie jakiś wykorzystany procent. Specjalnie poszłam do salonu bo tam pracuje znajomy i myślałam, że mnie nie wydoi. Równie dobrze mogłam przedłużyć umowę pod sam koniec miesiąca, tak że nowy abonament zacząłby się od 1.08 i po problemie ale po co mówić o takich rzeczach. Spoko że mają taką politykę, ok, ale miło byłoby poinformowac klienta. W sumie nawet nie tyle miło ile uczciwie.
Do tego drukarka coś nie chce współpracować, trzeba jej ładować papier 20 razy zanim złapie.
Grr.
Zrobiłam też rano sikańca bo nie wytrzymałam. Oczywiście jedna kreska. Ale jeszcze nie spisuję tego miesiąca na straty. To dopiero 26dc, na dobrą sprawę nie wiem ile dpo, w nocy spałam tylko 5h, dalej nie plamię. Ale z drugiej strony jeszcze dwa dni dupka, więc zasadniczo plamić jeszcze nie muszę. Ale jeśli w tym miesiącu nic to w następnym chyba pójdę na monitoring. To już bodajże 10 cykl, nie uważam że dwa następne zrobią jakąś różnicę. Mąż to oczywiście dalej oaza spokoju i wierzy że się uda bez niczego ale zanim pójdę do gina to będę chciała go wysłać na badania. Jego zdaniem jeszcze nie ma takiej potrzeby ale może jakoś go przekonam. Po @ muszę też powtórzyć prl i tsh więc jak szaleć to szaleć. Niech on też się bada.
Cały czas jestem na diecie i nie mam zamiaru przestawać, po @ zaczynam też intensywnie ćwiczyć.
Na razie jestem spokojna. Czytając historie tutaj dowiedziałam się, że dzidziusia można mieć nawet z dużymi problemami ze zdrowiem, że medycyna i/lub dobry los potrafią temu wyjść na przeciw. Mam nadzieję, że szybko odnajdziemy przyczynę i jej zaradzimy. Myślę, że kluczowy będzie monitoring i obserwacja co się dzieje z tymi moimi jajeczkami. Mam tylko ogromną nadzieję, że badania męża wyjdą ok.
jak to bywało wcześniej. Śluz jeśli jest to tylko gęsty i kremowy. Piersi nabrzmiałe i bolą, jajniki i podbrzusze czasem pobolewają, plecy już nie.Jakaś naiwna nadzieja mówi mi, że tamte testy były za wcześnie. A zdrowy rozsądek karze poczekać i zobaczyć
Popatrzyłam na ostatnie cykle i plamienia pojawiały się najpóźniej dzień po odstawieniu dupka, więc zobaczymy jutro czy coś się ruszy czy mi da jeszcze dzień nadziei.Znalazłam na necie klinikę gdzie zbadamy chłopców męża, kiedy wróci do domu to wspólnie uzgodnimy datę. Wyniki będą w ten sam dzień i to było nasze główne kryterium, myślę że wyniki będą równie wiarygodne z każdego innego miejsca.
Dzisiaj kupowałam zabawki i śpiochy na prezenty dla maluszków z rodziny i trochę się bałam, że mnie najdzie w sklepie jakaś ogromna żałość ale poczułam się bardzo dobrze. Wiem, że prędzej czy później my też będziemy kupować naszym skarbom takie cudne ciuszki

Jutro 30dc, jeśli przez noc nie zacznę plamić to rano testnę, chociaż w sumie nie wiem dokładnie kiedy była owulka jeśli była. Ale może wyjdzie już wiarygodny.
nie ma wyraźniej drugiej kreski wiec zakładam ze negatyw. @ ani nawet plamien jeszcze nie ma wiec nie tracę nadziei ze za wcześnie zatestowalam 
edit
Mąż umówiony na badanie. Prawie przed tym jak planuję iść do gina więc się dobrze składa. Wyniki będą do odbioru w ten sam dzień, na wynikach wartości referencyjne + pani doktor nam je zanalizuje, cobym sobie nie truła głowy internetami.
Tak sobie myślę, że test już by na pewno wyszedł w 30dc, nawet jakbym miała owu w 20dc.
Nie jestem w ciąży, na pewno.
Czekam na @, potem chyba znowu odwyk od ovu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 sierpnia 2015, 10:19
Uświadomiłam sobie, że teraz już trzeba WALCZYĆ. Że niestety sam seks nie wystarczy. Mam nadzieję, że szybko tą walkę wygramy.
Odwyk od ovu vol 2.
pomaranczowy-pokoik.blogspot.com

@ już się prawie kończy, libido już wróciło więc cierpliwie czekam aż mnie ta franca opuści.
Zbadałam prolaktynę i TSH i wyniki są bardzo ładne. TSH dalej odpowiednio niskie (1.19 przy normie coś do 5), prl poszła trochę do góry, ale jest prawie równo w połowie normy (15.53 na 35). Ostatnio kiedy ją badałam w bezowulacyjnym maju to była prawie przy dolnej granicy, może dlatego nie było owulki? W 17dc idę do gina, wyobrażam to sobie tak, że będzie pęcherzyk dominujący, dostanę coś na pęknięcie, potulam się z mężem i będą dwie kreski
Chociaż liczę się z tym, że pierwsze kilka miesięcy monitoringu to mogą być same obserwacje czy owulacja zachodzi samoistnie i nie dostanę żadnych wspomagaczy.Z dobrych nowin waga idzie w dół. Od początku wakacji prawie 7kg! I zaczęłam walkę z pracą magisterską. Cóż, trzeba być dzielnym

Staram się być dobrej myśli i wierzę, że prędzej czy później, z pomocą medyczną czy bez, zostaniemy rodzicami. Gdyby udało nam się w tym cyklu to rodziłabym zaraz przed rocznicą ślubu
może to znak? 
zamówiłam zestaw 50 owu + 5 ciążowych co teoretycznie powinno mi wystarczyć na 5/6 miesięcy ale mam nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby
w tym miesiącu idę do gina w 17dc a moje cykle wskazują na to, że owulka może być wcześniej, więc je kupiłam, bo tak jak teraz nie zawsze mam możliwość iść wtedy kiedy jest najlepiej. Teraz idę we wtorek 25.08, najlepiej byłoby iśc w sobotę 22.08 ale wtedy jedziemy z mężem na jego badanie i moglibyśmy nie zdążyć do mojego lekarza bo musimy czekać na wyniki.Postanowiłam, że skoro zaczynamy starania z pomocą lekarzy to musimy być pewni, że wyczerpiemy wszystkie możliwe opcje zaczynając od tych najmniej inwazyjnych, jak spadek wagi i testy owu
dzisiaj mam już 8dc a momentami dalej pojawia się lekkie plamienie. Mam nadzieję, że jutro już całkiem zniknie. Dodatkowo kłują mnie jajniki i podbrzusze momentami 
Od tych upałów od kilku dni mam problemy z żołądkiem, dzisiaj jeszcze cały dzień mdłości i zgaga. Gdyby nie to, że tydzień temu dostałam okres to na pewno potraktowałabym to jako ciążowe objawy
a tak to zostaje mi to zrzucić na upał.Mam nadzieję, że w tym tygodniu pojawią się testy owulacyjne
od wtorku zaczynamy abstynencję przed badaniem męża i oby się w międzyczasie nie pokazały dwie kreski bo będziemy w kropce
Najfajniej by było jakby się pokazały w sobotę po badaniu. No i oczywiście po odebraniu dobrych wyników
Mąż mnie cały czas wspiera, że na pewno wszystko będzie w porządku, że wyniki nie wyjdą złe a jesli to będzie się leczył możliwymi sposobami. Oby nie!
Wczoraj oglądaliśmy z mężem "Dziecko Rosemary". Może by tak w dni płodne zrobić mus czekoladowy?
mam nadzieję, że jutro już się zjawią, bo dzisiaj już 10dc.Infekcyjne objawy ustąpiły. Wczoraj miałam jeszcze jedno mikroskopijne plamienie ale dzisiaj już nic. Minęło też uczucie dyskomfortu. Dzisiaj ostatnie
przed sobotnim badaniem, więc bardzo chcę być w formie 
W sobotę czekając na wynik (musimy czekać 2-3h) wpadniemy do mojej ciężarnej przyjaciółki, która na początku września ma termin
Chcę jej zrobić małą wyprawkę. Nastawiam się raczej na praktyczne zakupy więc w koszyku będą na pewno pampersy, butelka, chusteczki i kosmetyki
Wiem, że ubranek ma mnóstwo więc pójdę raczej w tą stronę. Ubranka oczywiście kazałam jej przechowywać z myślą o moim maleństwie 
Po odebraniu wyników mamy zamiar jechać do ikei kupić kilka drobiazgów do domu. Zastanawiałam się czy nam ten wyjazd wypali, bo jeśli wyniki wyjdą złe, to mogę chcieć od razu jechać do domu. A potem pomyślałam o Boże, bez względu na to co wyjdzie trzeba żyć dalej. Nie mogę się załamywać i wycofywać. Tak naprawdę jeszcze nic się na poważnie nie zaczęło. Nie miałam robionych żadnych specjalistycznych badań, nie brałam żadnych leków, o żadnych metodach sztucznego zapłodnienia jeszcze absolutnie nie myślę. Są dziewczyny które przeżywają dużo większe tragedie niż ja i się nie załamują tylko walczą. Jakoś przeżywają badania takie jak hsg, przyjmują na siebie złe wiadomości i żyją dalej. Ja mam dopiero jeden cykl stwierdzony bezowulacyjny, a równie dobrze mogł to być efekt mojego przytycia i może samo wszystko wróci do normy teraz, kiedy tracę wagę. A może nie wróci i też będę musiała coś robić i żyć. I walczyć.
Czasami jest mi za siebie wstyd że się tak marzę i histeryzuję kiedy jeszcze tak naprawdę nic złego się nie stało. Nawet jeszcze nie minęło to przepisowe 12 miesięcy.
Zaczęłam też badać szyjkę. Zobaczymy czy to się będzie jakoś miało do wyników testów owu. Termometrowi na razie dalej podziękuję.
Chwilowo, zapewne z powodu utraty tych kilku kg, zaczynam na nowo cieszyć się swoim ciałem
Nie straciłam jeszcze dużo bo jakieś 7kg, ale widzę różnicę
Jeszcze 2kg i waga zacznie pokazywać na początku 6 zamiast 7
Będzie to dla mnie magiczny moment, dużo słodszy niż każda czekolada
i dla tego momentu odmawiam sobie słodyczy. Dzisiaj wróciłam też do ćwiczeń
Takich delikatnych ale regularnych. Wiem, że ostre diety i wyczerpujące ćwiczenia nie sprzyjają zaciążeniu więc idę sobie do celu powoli ale systematycznie 
Wczoraj też zamówiłam na allegro śliczny haftowany gorsecik w kolorze czerwonym
Bardzo lubię ładną bieliznę, uważam że niesamowicie urozmaica sferę serduchową i potrafi przypomnieć, że serca to nie tylko starania o potomka
Dzisiaj wieczorem siknę pierwszy.Wczoraj po
pojawiło się jeszcze troszkę krwi, nie wiem, może coś podrażniliśmy? Nie mam już żadnych dolegliwości a na jakieś plamienie okołoowulacyjne chyba za wcześnie.Opowiadałam wczoraj mężowi co to będziemy robić jak już wrócimy w sobotę po badaniu a on mnie sprowadził na ziemię słowami:
"Kochanie, ale ja już będę po.."
No tak
o tym nie pomyślałam
O ile siły witalne pewnie szybko wrócą to jego armia będzie zdziesiątkowana i chyba lepiej poczekać dzień lub dwa aż trochę się odbudują jej szeregi. W ten weekend badanie, w przyszły wyjazd do rodzinki na sobotę i niedzielę, mam nadzieję, że jeśli owu będzie to gdzieś pomiędzy 
Ale do tego cyklu staram się podejść spokojnie, zobaczymy na usg co tam słychać u mnie.
Byliśmy wczoraj na tych dziecięcych zakupach dla przyjaciółki
Poza pampersami i kosmetykami kupiłam też śpiochy, smoczek i butelkę bo były takie piękne, że nie mogłam się oprzeć
Każde takie wyjście to dla mnie obietnica, przedsmak tego, co mnie czeka. Kiedy widzę pozytywne testy w pamiętnikach innych dziewczyn to dla mnie jak małe objawienie, zajrzenie w przyszłość na to, co kiedyś będzie i moim udziałem. Każdy miesiąc nadziei, każda pozytywna myśl i każde marzenie to dla mnie mała zaliczka za to moje oczekiwanie.Ale póki co bardzo pomaga mi ta piosenka:
https://www.youtube.com/watch?v=ErvgV4P6Fzc
Wrzucam to co kupiłam córze psiapsiółki




I moje kocie kochanie



Próbowałam dzisiaj dla odmiany zrobić sobie jakąś zumbę z yt zamiast moich zwykłych ćwiczeń z Mel B i jeśli ktoś chce zobaczyć jak wygląda stworzenie o czterech lewych kończynach to zapraszam

Lentilka się martwi pracą...do mnie jeszcze nie dzwoniła nawet kadrowa ani w ogóle nikt i ciekawe co tam na mnie będzie czekało jak przyjdę na radę. Ciekawe czy coś w ogóle będzie bo już miałam z moim szacownym panem dyrektorem różne przeżycia i cóż, trzeba sobie powiedzieć w prost, że mocnych pleców to ja nie mam
I muszę stąpać po cienkim lodzie wiary w ludzką uczciwość.Staram się systematycznie codziennie pisać trochę pracy magisterskiej. Na razie robię tło historyczne do wydarzeń, które w późniejszej części będę analizować. Idzie jak krew z nosa, ale może się rozkręci. Temat mnie przynajmniej interesuje więc nie jest tak źle.

A jeszcze lepiej w niedzielę.Ale lewy jajnik już boli, wczoraj nie dawał mi zasnąć, uczucie wilgoci w pochwie powoli się nasila i śluz z lepkiego robi się wodnisty. Może coś z tego będzie
Z jeszcze większą niecierpliwością czekam na wtorkowe usg.W ogóle w tym cyklu brakuje mi cierpliwości. Tak sobie myślę, że już 1/3 za mną i niedługo mogę testować a tu nawet nie wiem czy owulacja na pewno jest. Ale niedługo się dowiem
Dzisiaj nawet sobie zrobiłam relaksację, 10min jakiś technik oddychania
Pomogło, bo czuję, że szybciej mi bije serce, mam problemy z koncentracją, wszystko z rąk leci. Teraz kawusia i powtarzanie sobie, że jest we mnie spokój i nie ma złych myśli. Zaraz biorę się do pracy i będę dzisiaj produktywna
Posprzątam, pogotuję i napiszę trochę pracy
Może nawet poćwiczę 
Dzisiaj szyjka chyba nieco wyżej niż wczoraj, jajnik dalej pobolewa, no zobaczymy.
Dzwonili też do mnie ze szkoły językowej w której pracuję, że mam się określić na przyszły rok. Z tą szkołą to jest historia.
1. Już im kiedyś mówiłam, że jak dostanę plan ze szkoły państwowej to się sama skontaktuję. Ale do osoby która jest za takie kontakty odpowiedzialna można mówić 20 razy a i tak ona wie lepiej i wszyscy inni są jacyś nie wiem, niedorozwinięci.
2. Mam się określić już a szkoła rusza w drugiej połowie października. A i tak do ostatniej chwili nic nie będzie wiadomo bo ktoś się do jakiejś grupy dopisze, ktoś się wypisze, jakaś grupa powstanie, jakaś się rozwiąże i plan będzie dwa dni przed startem. Tak jest co roku.
3. Pracuję w tej szkole już 5 lat, teraz zacznę 6 rok (o ile zacznę) i od pewnego czasu czuję się jakby mi skapywało to, czego inni nie chcieli. Zostają dla mnie takie godziny, które właśnie po prostu zostały bo już ich nie ma komu dać. Kiedy zaczynałam studia zaoczne (licencjat robiłam dziennie i pracowałam tam w weekendy) to rozmawiałam z szefem że chcę iść na zaoczne ale MUSZĘ mieć pracę bo jak ma dla mnie nic nie być to sobie pójdę dalej na dzienne. Ale ok, będzie praca bo mu się interes kręci i w ogóle. I co? I w październiku osoba która jest odpowiedzialna za przydział godzin (ta sama co z pkt. 1) o mnie ZAPOMNIAŁA i nie dała mi ANI JEDNEJ godziny. I pracę zaczęłam tak naprawdę w styczniu jak im coś tam doszło, pierwsza wypłata w lutym.
4. W tym roku kończy mi się status studenta i umowa o pracę jest mi najzwyczajniej w świecie potrzebna. W państwówce to mam. W tej szkole oczywiście nie wiadomo, bo żeby mieć umowę to muszę mieć ileś tam godzin bo 1/18 etatu nie dostanę. No i git, tyle że wiem, że już przyjął przynajmniej jedną nową osobę na taką umowę z zewnątrz, młodszą jeszcze ode mnie, i szuka dalej nauczycieli. I potem mi powie, że mi umowy o pracę nie da bo już ma dość takich pracowników i mu więcej nie trzeba. A ja znowu dostanę dwie grupy i jakieś indywidualne których nikt inny nie chce/nie może.
mam bardzo dużo chętnych na korepetycje, telefon mi dzwonił nawet w wakacje żeby komuś zaklepać miejsce od września więc nie mam ciśnienia. Najpierw się zorientuję, ile i co mają dla mnie w liceum. W zeszłym roku pracę w dwóch szkołach łączyło mi się bardzo źle, bo w prywatnej wiecznie był foch że mam rady,zebrania itp i za każdym razem byłam między młotem i kowadłem gdzie iść. Oczywiście o wszystko da się dogadać i wszystko da się dopasować ale nie z każdym. Ta kobieta która to ustala ma z tym zawsze problem i jeśli mnie sytuacja życiowa nie zmusi to nie będę pracować w tych dwóch miejscach naraz. I to w dużej mierze dzięki tej osobie.
Wylałam złości i żale, idę sprzątać kuchnię
Byliśmy rano z mężem na badaniach w klinice Life, której nikomu nie polecam swoją drogą.
Nie ma oddzielnego pokoju do oddania próbki tylko toaleta, na recepcji siedzi mała dziewczyna, zapewne córka pani tam pracującej, i sobie pośpiewuje i to wszystko w tej łazience słychać, słychać rozmowy innych par z korytarza ale do rzeczy.
Wyniki są złe. Pani nam powiedziała że w próbce NIE MA plemników, że jest "trochę" po odwirowaniu, czyli kryptozoospermia. Ale na badaniu nie ma napisane ile to jest to trochę, a kryptozoospermia to poniżej miliona na ml! I nie wiemy czy ich tam jest 100000 czy 800000. I dla tych plemników powinny być ustalone tak samo wartości jak dla "normalnej" próbki. Zostaje nam powtórzyć badanie za dwa tygodnie już w innym miejscu.
Mąż to przeżył bardzo. Wcześniej mówiliśmy, że sobie damy radę ale nie spodziewaliśmy się aż takiego wyniku. Mnie ukształtowało pierwsze 20min kiedy się nie popłakałam. Potem spędziliśmy jeszcze trochę czasu w ikei i wróciliśmy do domu. Przez te 3,4 godziny od dostania tej kartki do ręki poukładałam sobie w głowie kilka rzeczy i wiem, że się nie załamię, bo mąż mnie teraz potrzebuje silnej.
Powtórzymy badania w innym miejscu, jeśli nadal będą takie złe to wizyta u androloga i dalsza diagnoza.
Ja się nie poddaję i wierzę, że jakaś armia Spartan odnajdzie moje jajeczko, które może już niedługo pęknie. Dzisiejszy teścior coraz bliżej ideału więc czemu by nie podziałać

W poniedziałek dzwonię umówić męża na następne badanie. Nie ma co tracić czasu. Napomknę też o tym ginowi na wtorkowej wizycie.
Wczoraj rano mieliśmy z mężem małe załamanie, byli u nas znajomi i siedzieliśmy prawie do świtu aż w końcu mąż się wypłakał temu koledze...Obaj płakali. Widziałam, że ta sytuacja bardzo męża męczy i cieszę się, że się w końcu złamał, bo taki płacz i jasne sformułowanie swoich lęków moim zdaniem bardzo pomaga, dużo bardziej niż butelkowanie w sobie uczuć. Przez resztę dnia mąż był już w dużo lepszy nastroju.
Dzwoniłam już do kliniki i niestety androlog do którego chcemy iść idzie teraz na urlop, ale umówimy się zaraz po tym jak wróci. W ten sam dzień prawdopodobnie będzie mój ukochany miał usg jąder. Wcześniej musimy zrobić drugi raz seminogram, pani proponuje zrobić do tego chromatynę, ale muszę się zorientować czy jest sens skoro mąż prawie nie ma plemników? A to już badanie dużo droższe. Ale może w tej następnej próbce coś będzie i może warto je zrobić. No i posiew do tego.
Badania hormonalne z krwi może wykonać u nas w mieście, więc w któryś dzień przed pracą po prostu pójdzie pobrać krew. Najbardziej boję się markerów nowotworowych. Wiem, że je się robi standardowo w takich sytuacjach i zrobić je trzeba ale nawet nie biorę pod uwagę złego wyniku.
Z genetyką na razie się wstrzymamy bo to już baaardzo drogie badania, a zobaczymy co nam powie ten lekarz na wizycie. Może nie będzie potrzeby ich robić.
Jeszcze chyba nie ochłonęliśmy po tym wyniku i to dalej nam siedzi cały czas w głowach. Na początku była straszna gonitwa myśli i ten niesamowity lęk, że może nigdy nie będziemy mogli mieć dzieci. Ale potem zaczęłam się uspokajać, że taki wynik może być skutkiem przejściowych problemów i może uda nam się ich pozbyć. Najgorsze jest czekanie, najgorsze jest to że nie możemy iść do tego lekarza już jutro i wiedzieć co i jak. Na krew chcę męża wysłać jak najszybciej. To chyba nie ma znaczenia czy zrobimy te badania dwa dni czy dwa tygodnie przed wizytą.
Ja prócz lekkiego kłucia lewego jajnika mam wszystko standardowo więc raczej czekam na @. Mam nadzieję, że Twoje objawy okażą się ciążowe :-D Trzymam kciukasy :-)
Promyczek póki nie przyjdzie okres to nic nie mów, często objawy okresowe sa takie jak wczesnociazowe :)
Trzymam kciuki zeby to byly jednak oznaki ciazowe :-) pod koniec tyg testujesz?
Trzymam kciuki zeby to byly jednak oznaki ciazowe :-) pod koniec tyg testujesz?
Jedli wytrzymam to w sobotę ;) no i jesli do tego czasu nie dostane