X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania codziennie inna melodia maluje mój świat... :)
Dodaj do ulubionych
‹‹ 3 4 5 6 7 ››

25 sierpnia 2015, 17:56

Dobra, dzisiaj zacznę od dobrych wieści.
Mam pracę na następny rok. W nawet fajnym wymiarze godzin. Kolejne osoby interesują się korepetycjami więc na luzie żegnam się ze szkołą językową. Ta rozmowa jeszcze przede mną. Na początku trochę się stresowałam na tą myśl ale teraz w sumie nie mogę się doczekać.
Mąż rano poszedł na hormony z krwi. Wyniki w piątek. Coś się dzieje. Fajnie.

Dobra,a teraz przechodzę do złych informacji. Do bardzo złych.
Byłam u ginekologa. Na żadnym jajniku nie widać pęcherzyka ale to nie problem bo owulację w moim wypadku będzie łatwo wywołać lekami. Tylko no właśnie, trochę nie ma po co.
Po zobaczeniu wyniku mojego męża mój lekarz optymista zmarszczył czoło okrutnie i twarz przybrał pochmurną. Młody mężczyzna takiego wyniku mieć nie może. Oczywiście kazał badanie powtórzyć i do androloga się udać ale cóż, do szkoły chodziłam, wiem jak jest. Jak plemników nie ma to ciąży nie ma. No i powiedział, że to przypadek bardzo ciężki i raczej "klapa", i jeśli następny seminogram będzie miał zer tyle samo to naturalna ciąża nie wchodzi w grę.
No i tu się zaczyna ciekawa historia, w dalszym ciągu zła.
Mój mąż jako dziecko miał JAKĄŚ operację, przed którą brzuch go bolał a po której ma dwie blizny na podbrzuszu. Teściowie nigdy o tym nie wspomnieli, temat tabu, a póki nie trzeba było to mąż tego mimo moich usilnych próśb nie ruszał. Dzisiaj rano miał poruszyć ale się jeszcze z nim nie widziałam i nie wiem co tam się wywiedział. Jak nie porozmawiał dalej to biorę telefon i dzwonię do teściowej. Bo jeżeli to było wnętrostwo, czyli jądra nie zstąpiły same do moszny i teściowie to przeoczyli, to być może spowodowało to w jądrach nieodwracalne i nieuleczalne zmiany. Jeśli okaże się, że to faktycznie to, i zostanie to potwierdzone seminogramem i badaniem u androloga to tutaj kończy się moja przygoda z owu, bo cóż, muszę to powiedzieć bo to i tak prawda, bez względu na to czy się z tym godzę czy nie. Być może nigdy nie będziemy mogli mieć dzieci. Zawsze zostaje to być może bo może tamto badanie było błędne (taką prawdopodobność ginekolog też zaznaczył), może to wcale nie wnętrostwo tylko jakieś inne cholerstwo. I będę gorąco wierzyć póki ktoś mi tego "być może" nie zabierze.
Heh, kiedy powiedziałam lekarzowi że rodzice nigdy mężowi o tej operacji nie powiedzieli to wywalił oczy i zapytał "Dlaczego? Nie żyją?". Jeszcze bardziej był zdziwiony jak mu powiedziałam że mają się dobrze.
Jeśli to faktycznie to to nie wiem czy będę w stanie ich jeszcze kiedyś spotkać, po prostu nie wiem. Mój teść spłodził czwórkę dzieci a mój mąż miał prawo wiedzieć że on może nie spłodzi ani jednego.


Edit
Yep, wnętrostwo. Teściowa szuka wypisu ze szpitala, ja jutro dzwonię dowiedzieć się czy mają jeszcze dokumentację sprzed ponad 20 lat. Nie mam pojęcia ile lat miał mąż w momencie operacji, ale pamięta pobyt w szpitalu. Jądra same schodzą do 3 miesiąca życia.
Teściowie nie wiedzą, mąż tylko zapytał i nie wyjaśnił im naszej sytuacji. No i dobrze.
Kiedy mąż mi powiedział, to ja powiedziałam mu co usłyszałam u ginekologa. Popłakałam sobie ze dwie minuty i to by było na tyle.
Teraz nie czuję już kompletnie nic. Jestem cała odrętwiała, chwilowo bez emocji.
Jednak gdzieś we mnie nieśmiało zaczyna wzbierać gniew.

Ale cóż, trzeba jechać do tego androloga i zobaczyć co on ma do powiedzenia.

Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2015, 20:15

26 sierpnia 2015, 10:18

Słońce świeci, wraca wiara że zabieg nie miał nic wspólnego z wynikami męża, że może to jakieś zaburzenia hormonalne które będzie się dało uspokoić farmakologicznie.
Każdy dzień przybliża nas do wizyty u lekarza. Może on coś poradzi.
Wczoraj tak sobie myślałam, że to w sumie szczęscie w nieszczęściu że to tak szybko wyszło. Czasem ludzie miesiącami błądzą i nie wiadomo co nie tak, wszystko niby w normie a dzidziusia nie ma. A my dość szybko odkryliśmy problem. No i ja mam lat 23, mąż 28 więc dobrze że tak wcześnie zaczęliśmy diagnostykę bo jest sporo czasu na działanie.
Dzięki wierze nie potrafię upaść na dno, załamać się i dać za wygraną.
Być może przed nami długa i wyboista droga ale jej zakończenie jest na pewno dobre.
Hmm, to ciekawe, że kiedy jeszcze nie wiedziałam o żadnych problemach potrafiłam mieć dużo bardziej wisielczy nastrój niż dziś. Może dopiero trzeba stanąć twarzą w twarz z jakimś problemem żeby go naprawdę poznać. Nie umarliśmy po tym wyniku czyli jest nadzieja że będzie dobrze :)
Z tyłu głowy mam cały czas taką myśl, że jeżeli w najgorszym wypadku nie będzie możliwości leczenia to gdzieś jest jakieś maleństwo, jakaś mała duszyczka która czeka na nas. I na końcu drogi i tak będziemy wspaniałymi rodzicami.

Dzwoniłam do szpitala. Jeżeli mąż miał ostatnią wizytę ponad 20 lat temu to jego dokumentacja jest już trwale zniszczona. Znowu jestem zła na teściów bo gdybyśmy wiedzieli wcześniej to byłaby szansa. A tak to wątpię że po 8 roku życia jeszcze tam był. Ale może na wypisie będą wystarczające informacje. Żeby tylko teściowa znalazła ten wypis.

Trochę sobie to przemyślałam i wiem że to nie teściów wina i nie ma co ich tym obarczać. Skoro był problem to zrobili operację, potem na pewno byli na jakiś kontrolach i pewnie wszystko było w porządku, więc nie uznali że to może być w późniejszym życiu problem. Poza tym to było ponad 20 lat temu, wtedy może medycyna nie wiedziała jakie są rokowania na przyszłość i jeśli wtedy nie było żadnych problemów to może założyli że wszystko jest ok.
Zresztą, jeszcze nie wiadomo czy to ma związek. Mam nadzieję, że nie ma.

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 sierpnia 2015, 11:41

27 sierpnia 2015, 12:59

Może uda się że wyniki hormonów męża będą już dzisiaj. Jeśli nie, to jutro rano. Nie będę szukać na własną rękę interpretacji, obiecuję. Poczekam grzecznie do wizyty u lekarza. Mąż też poczeka bo on nie jest gorąca głowa, ja za raptus za nas dwoje.
Dzisiaj powiedziałam mamie o naszej sytuacji obecnej. Pocieszała mnie że dobrze że zaczęliśmy się badać i teraz trzeba pokornie słuchać lekarzy i nie tracić nadziei póki nam definitywnie nie powiedzą że nie ma szans. Trzeba wierzyć tyle ile się da, czasem się pomodlić, nie załamywać się i dbać o relacje w związku. Mądrą mam mamę :) Ale widzę, że ona to też bardzo przeżywa. Nie mogę się doczekać drugiego seminogramu. Mam nadzieję, że nie będzie identyczny jak pierwszy. Może to jeszcze jakaś pozostałość po jakiejś infekcji męża czy coś. Jestem dobrej myśli.
Dzisiaj podniosło mi się ciśnienie jak moja ciężarna przyjaciółka stwierdziła, że jej w ogóle nie wspieram, bo stwierdziłam, że jedna rzecz którą chce zrobić to kiepski pomysł. Po tym jak mi się wybekiwała najpierw że wpadła, potem że ma problemy z facetem i jeszcze masa innych rzeczy po drodze, po tym jak wielokrotnie negowała wszystko co ja mówiłam o swoich sprawach zamiast po prostu powiedzieć "będzie dobrze" dowiaduję się, że ja jej nie wspieram, bo mam inne zdanie na temat jednej tak naprawdę nieważnej rzeczy. Porzuciłam temat bo stwierdzilam że dyskusja nie ma sensu. Ona jest już na wylocie, za parę dni rodzi i kłótnia z nią teraz nie ma sensu. Poza tym jej zdaniem negowanie wszystkiego co robię to dobry pomysł bo mi przecież udziela dobrych przyjacielskich rad, więc to trochę błędne koło. O tym że między nami są czasem problemy już kiedyś pisałam. Widać w każdym związku trzeba raz na jakiś czas oczyścić atmosferę.
Chciałam sobie ułożyć jakiś swój przewodnik na to co nas czeka. Zapisuję to tu i teraz po to, żeby ewentualnie mieć się kiedyś czegoś złapać i doprowadzić się do porządku. Naczytałam się wielu mądrych rad, kilka z nich chciałabym wprowadzić w życie i zobaczymy jak to będzie.

1. Nie zadaję pytań typu "Dlaczego my?" itp. Na to nie ma odpowiedzi a tylko może to pogłębić moją frustrację. Jest wiele par które nigdy dziecka nie będą miały i może nasze problemy to jakaś kosmiczna sprawiedliwość wobec nich? Nie mówię też że życie jest niesprawiedliwe bo może jest sprawiedliwe w sposób którego nie rozumiem.
2. Myślę pozytywnie bo to ja jestem głównym odbiorcą swoich emocji, więc szanuję swoją psychikę. Chcę, żeby mi było dobrze więc się sama nie męczę. Moja pozytywna energia pomoże innym i przyciągnie dobre zdarzenia :)
3. Nie uzależniam całego swojego szczęścia od posiadania dziecka. To jak biblijne stawianie domu na piasku. Doceniam WSZYSTKIE dobre rzeczy w moim życiu, przyjmuję życie takim jakim jest i dziękuję Bogu za każdy jego dobry aspekt. Dziecko to bardzo ważny element naszego życia ale nie mogę wszystkiego uzależnić od tego czy zajdę w ciążę, bo jeśli nie zajdę to zamykam sobie wszystkie inne drogi do szczęścia.
4. Dbam o mojego męża, o jego zdrowie psychiczne i fizyczne. Nie pozwalam na to, aby problemy wpłynęły negatywnie na naszą relację. Na naukach przedmałżeńskich padło bardzo ważne dla mnie zdanie, że najlepszą rzeczą jaką matka może zrobić dla swoich dzieci to kochać ich ojca. Tutaj wszystko się zaczyna, w naszym związku. Co nas nie zabije to nas wzmocni. Z problemem niepłodności możemy sobie poradzić tylko razem.
5. Dbam o siebie. Nie mówię, że nie ma sensu. Dbam o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Dobrze pielęgnuję swoje ciało i swojego ducha :) Dzięki ćwiczeniom będę zdrowsza i silniejsza, zarówno w kontekście psychicznym i fizycznym. Daję upust złym emocjom aby pozbyć się ich jak najszybciej, pielęgnuję pozytywne emocje.
6. Dbam o swoje relacje z innymi. Nie porównuję się z nikim, nikomu nie zazdroszczę, nie szukam winy ani rozładowania swoich emocji w innych ludziach. Nie rezygnuję z życia.

Muszę o tym pamiętać w pochmurne dni. Ja jestem typem człowieka który musi mieć plan i jakieś zasady wobec których trzeba działać. Tak jak teraz, kolejne etapy diagnozy męża są dla mnie jak punkty, i działamy od punktu A do punktu B, od B do C. Póki są jakieś punkty to mam nadzieję i działam.

28 sierpnia 2015, 15:50

Wyniki mężowe odebrane. I chyba są dobre :)
Przede wszystkim markery negatywne!!!! Jak brałam tą kartkę do ręki to miałam miękkie kolana i od razu sprawdziłam właśnie te wyniki i wszystkie pięknie baaaaardzo daleko od górnych krawędzi normy. Mąż betę ma taką jak ja w tej chwili ;)
Jedynie co to prolaktyna jest lekko podwyższona a testosteron lekko obniżony, ale to nie są duże odchylenia. Mam nadzieję, że następny seminogram już nie będzie taki wyzerowany a ten poprzedni był jakiś walnięty czy cuś :)
Myślę, że gdyby mąż miał uszkodzone jądra przez to wnętrostwo to pewnie miałby całkiem duży problem z testosteronem, a tak to mam nadzieję, że to jakieś chwilowe wahania i po wizycie u androloga wrócą do normy :)

31 sierpnia 2015, 06:56

W tym miesiącu jestem spokojna jak nigdy. Wiem, że @ i tak przyjdzie więc nie towarzyszy mi nawet cień comiesięcznego oczekiwania.
W weekend byliśmy u rodzinki na imprezie, niestety było bardzo drętwo ale jedzenie pyszne, więc od dzisiaj wracam na ścisłą dietę + ruch. Mąż prawie nic nie pił i ani jednej fajki nie zapalił chociaż było dużo palących osób i go częstowali. Wiem, że dla niego to nie było takie proste ale cieszę się, że wziął sobie do serca badania. W sobotę powtarzamy seminogram, wyniki kilka dni później. No ciekawe co to będzie.
Odwiedziliśmy też moją prababcię która chwilowo przebywa w takim jakby domu spokojnej starości. O ile ona trzyma się świetnie, wszystko jeszcze dobrze kojarzy i nawet pożartuje, a ma już prawie 90 lat!, to miejsce samo w sobie bardzo przygnębiające. Ona na sali ma jeszcze takie dość sprawne panie, i pogadają, i się przejdą gdzieś, to pierwszy oddział na który się wchodzi to ludzie głównie z Alzheimerem albo jakąś głęboką demencją...przerażające. Ale mam takie marzenie, żeby powiedzieć prababci, że będzie praprababcią :) Może Pan Bóg pozwoli że się uda.
Idę drapać się dalej bo na tym wyjeździe u rodzinki komary mnie niemiłosiernie pogryzły. Pierwszy raz w tym roku :/ i oby ostatni.

1 września 2015, 09:21

Post przed sobotnim badaniem rozpoczęty :/
Ja się zaraz ubieram i mykam na rozpoczęcie. Mam w tym roku dwie pierwsze klasy, mam nadzieję, że będą spoko i dadzą żyć.
Od rana mam straszne mdłości. Gdyby nie to, że ja nie mam owulacji a mąż nie ma plemników to byłabym pewna, że to ciąża ;)

Jeszcze do bardzo niedawna to 10 cykli wydawało mi się niesamowicie długim czasem a teraz, kiedy znaleźliśmy się w takiej sytuacji wydaje mi się niczym. Może tylko jakimś ułamkiem czasu który jeszcze pozostał do przeczekania. Idę powoli z życiem na kompromisy. Kiedyś myslałam, że fajne jak na urodziny czy rocznicę czy jakieś święta zobaczę dwie kreski, teraz mam nadzieję, że jw w ogóle kiedyś zobaczę :(

Wiadomość wyedytowana przez autora 1 września 2015, 16:45

2 września 2015, 12:27

Dzisiaj kupiłam spodnie i koszulę w mniejszym rozmiarze! :) Super motywacja :)

Coraz bardziej boję się sobotnich badań. Boję się, że nawet szansa na walkę zostanie nam odebrana. Nie myślałam, że to się wszystko potoczy tak, jeden wynik i bach, zetnie nas z nóg. Jakoś nie było nawet czasu oswoić się z taką okolicznością. Tak bez walki? Tak bez nadziei? Nie może tak być. Musi być dla nas jakaś nadzieja. Dopóki będzie choć 1% szans musimy toczyć walkę. Nie wyobrażam sobie rezygnacji, życia bez tej walki.
Teściowa znalazła wypis, nic z niego nie wiemy bo jest cały po łacinie. Ale mówiła mi, że na wizytach kontrolnych zawsze wszystko było w porządku i lekarz mówił, że jest wszystko ok i nie ma żądnych komplikacji, więc mam nadzieję, że wyniki męża nie są powiązane z tym wnętrostwem. Czytałam że czasem nawet dorośli mężczyźni mają problemy z jądrami które da się wyleczyć, więc podchodzę spokojnie do tematu. Mąż w chwili operacji miał 6 lat, może to jeszcze nie tak źle. W archiwum szpitala sprawdzają czy mają jeszcze jego dokumenty, jutro się dowiem.
Staram się patrzeć na wszystko w miarę optymistycznie ale skłamałabym mówiąc, że mnie to nie martwi. Ale teraz najbardziej boję się o mojego męża, jak on sobie poradzi jeżeli coś pójdzie nie po naszej myśli.

4 września 2015, 14:42

Ciężarna przyjaciółka od rana na porodówce :) Do południa jeszcze ze mną smsowała więc nie było źle. Teraz czekam na sygnał że już ma swoją córcię :)
Mimo wszystko nie mogę się oprzeć myśli, że kiedy ona dowiedziała się o ciąży to ja byłam przy końcu 2cs. Tyle czasu minęło a ja dalej serce mam tylko jedno.
Dzisiaj w pracy kolejna koleżanka z brzusiem :) Kadra dość młoda, teraz kobiety często decydują się na dziecko nawet grubo po 30 więc w sumie nie powinno to być żadnym zaskoczeniem, że w każdym roku przynajmniej 2 osoby mają brzusio ciążowy.
Dobrze, że jutro już ten seminogram. Mam nadzieję, że w poniedziałek będę mogła zadzwonić po wyniki. W sumie nastawiamy się oboje na wynik identyczny do ostatniego. Mąż żadnych leków w międzyczasie nie brał ani stan jego zdrowia nie uległ żadnej zmianie więc nie ma powodu żeby zmieniły się i wyniki.
Coraz bardziej się boję, że nigdy nie będziemy mogli mieć dzieci. Wiem, że to nie znaczy, że nigdy nie będziemy mogli być kochającymi rodzicami, ale nigdy nie zobaczyłabym dwóch kresek, nie poczuła kopniaków, nie przeżyła bóli porodowych. Ale cóż, może właśnie taki ktoś stworzył dla nas scenariusz?

Chciałam jeszcze jedną rzecz napisać. Uczelnia poinformowała mnie o możliwości wyjazdu na semestralne stypendium zagraniczne do Izraela, na które nie pojadę bo trzyma mnie praca. Musiałabym pewnie wziąć półroczny darmowy urlop i nie wiadomo czy coś by na mnie we wrzesniu czekało. Poza tym nie teraz, kiedy jesteśmy z mężem w takim momencie.
Mam dzisiaj doła.

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2015, 14:54

5 września 2015, 19:17

Jesteśmy po pierwszej wizycie w klinice leczenia niepłodności :) wiem, że jesteśmy dopiero po badaniu nasienia ale już samo pójście w takie miejsce daje do myślenia. Przede wszystkim miejsce na ogromny plus. Już w holu jest bardzo ładnie :) pokój do oddania nasienia podobno bardzo fajny ;) przede wszystkim 100% dyskrecji. Drzwi do pokoju otwiera się na kartę magnetyczną, materiał do badania zostawia się w środku w specjalnej skrytce, która ma drugie drzwiczki prowadzące pewnie do jakiegoś laboratorium, więc nie paraduje się po korytarzu ze słoiczkiem. W pokoju tv i płyty dvd, nie jakies okropne gazetki które trzymało już w rękach niewiadomo ile mężczyzn. Co zwróciło moją uwagę w tym miejscu to ruch, naprawdę spory ruch. Pokazało mi to namacalnie, jak wiele ludzi ma taki problem, bo wszyscy byli tam w tym samym celu co my zapewne - aby w końcu zobaczyć dwie kreski. Telefon też dzwonił cały czas, niektóre pacjentki pani recepcjonistka witała już po imieniu, więc również taki miły personalny akcent :) jedyny minus to taki, że po wyniki trzeba przyjechać, nie możemy ich usłyszeć przez telefon ani dostać na maila nawet na nasze wyraźne życzenie. Ale takie są podobno jakies przepisy, trudno. Jesli któreś z nas będzie w okolicy to po te wyniki podskoczy, jesli nie to odbierzemy je dopiero w dzień wizyty u androloga i też będzie. Stwierdziliśmy, że w obu przypadkach wynik będzie taki sam to i w sumie teraz już dla nas bez znaczenia kiedy go poznamy. Mam nadzieję, że po wizycie u lekarza wrażenia będą równie dobre.
Czekając tam na męża zaczęłam się poważnie zastanawiać nad in vitro. Do tej pory byłam raczej na nie a teraz już nie jestem tego taka pewna. Tzn nigdy bym nie potępiła nikogo kto wybrał tę metodę, po prostu do tej pory byłam raczej pewna, że ja jej nie wybiorę. Teraz sama nie wiem co bym zrobiła gdyby się okazało, że to jedyna droga.
Mąż generalnie bardzo pozytywnie nastawiony, stwierdził że zrobi wszystko co zaleci lekarz, od przyjmowania leków po jakieś biopsje jąder czy inne operacje, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Ja żyję nadzieją, że zleci COKOLWIEK, że nie powie nam że jesteśmy beznadziejnym przypadkiem. Czytałam u nich w takim informatorze, że 80% kończy leczenie ciążą. To bardzo dużo, ale z drugiej strony 20% to nie jest mało.
Przyjaciółka urodziła córeczkę :) jestem szczęśliwa widząc jej szczęście i chętnie czytam jej wiadomości, ale przed Wami nie muszę ukrywać, że towarzyszy temu lekkie ukłucie. Ale ja kiedyś też przezyję takie chwile, prawda?

7 września 2015, 08:10

Plamienie dzisiaj lub najpóźniej jutro przerodzi się w @. Nawet mnie te plamienia nie martwią skoro i tak miesiączkę mam pewnie tylko dzięki lekom i mój naturalny poziom hormonów bez tabletek skacze sobie jak chce.
Dzisiaj zadzwonię do kliniki zapytać się czy już są wyniki męża, ale dalej ich nie poznamy. Myśl, że w ciążę nie zajdę przez przynajmniej najbliższe kilka miesięcy trochę mnie stopuje i w sumie sprawiam, że wrzucam na luz.
We wrześniu szykują się nam dwa rodzinne spędy, najpierw ze strony męża, potem z mojej. Na ten drugi nie wiem czy w ogóle będzie mi się chciało jechać bo to będzie już po wizycie u androloga. Mąż stwierdził, że jeśli ktoś będzie dopytywał o to kiedy bejbi to trzeba powiedzieć prawdę, nie możemy robić z tego tabu ani czuć z tego powodu wstydu. Muszę mu przyznać rację, bo sama już od jakiegoś czasu uważam, że to nie wstyd. Gdybym miała cukrzycę, nadciśnienie czy cokolwiek nie miałabym problemu żeby o tym powiedzieć, czemu mam się wstydzić swojej niepłodności? To nie jest nasza wina, tak się stało i już. Sami jednak nie będziemy poruszać tego tematu. Nie mam zamiaru go także poruszać w pracy bo nie jestem tam z nikim wystarczająco blisko. Koleżanki czasem pytają co z macierzyńskim i takie pytanie to dla mnie znak, że one nigdy nie były w takiej sytuacji jak ja.
Od jakiś dwóch tygodni waga nie chce drgać. Może dlatego, że ostatnio sobie trochę folguję :/ muszę znowu zacisnąć pasa i pewnie więcej się ruszać żeby dalej chciała iść w dół. Co ważne, trzyma się nie stałym poziomie, nie rośnie :) zdecydowaliśmy z mężem że na poczet nowego samochodu jednak sprzedamy moje jeździdło więc wróci ponad 4km spaceru dziennie. A w sumie i tak nasze opbecne auto i tak częściej bierze mąż więc co mi tam. A nie wiemy czy podołamy utrzymaniu dwóch aut, szczególnie teraz kiedy nie wiadomo co jeszcze trzeba będzie zrobić w kierunku posiadania potomka.

Swoją drogą cudownie dziewczyny że tu jesteście :) Wasze słowa otuchy naprawdę pomagają :)

9 września 2015, 14:18

Czasem się zastanawiam, ile stron pamiętnika wyprodukuję zanim w końcu przejdę na fiolet :)

@ się kończy i dobrze bo mam straszną ochotę na przytulanie. Mam dużo pracy ale dzięki temu że pracuję tylko w jednej szkole i w domu nie jestem taka zmęczona jaka byłam w zeszłym roku. Widzę, że mam dużo więcej czasu dla siebie. Docelowo na pisanie magisterki...

Jest we mnie taka dziwna ambiwalencja. Z jednej strony jest we mnie ogromny spokój że się uda, do tego stopnia że nawet po te wyniki seminogramu mi się nie spieszy. Czekają już na nas w klinice i poczekają jeszcze dwa tygodnie. Z drugiej strony zaczęłam się zastanawiać, że przecież na cud nie mam co liczyć. Jestem osobą głęboko wierzącą ale trochę "na swój sposób". Może bardziej chodzi o to, że wiem, że Bóg jest i nade mną czuwa ale nigdy nie odmawiałam litanii pompejańskiej ani różańca regularnie, dlaczego więc miałabym liczyć na to, że stanie się coś niesamowitego, skoro nie jestem przekonana o gorliwości swojej wiary? To by było piękne, w którymś miesiącu po prostu nie dostać okresu ale nie wierzę, że przydarzy nam się taka historia. Wierzę natomiast, że po walce i leczeniu będzie nas w domu troje :)
Czasami się obawiam, że za słabo wierzę, żeby zostać wysłuchaną. Jestem dobrym człowiekiem, pomagam innym, nikomu nie robię krzywdy, ale może za słabo wierzę, za mało pragnę?

10 września 2015, 22:19

Zastanawiam sie czy jest we mnie więcej spokoju i radości z faktu ze w końcu cos siebwyjasnia czy może strachu o to jaki bedzie final tych badan i smutku na myśl, ze przez najbliższe miesiące nie zajdę na pewno.

12 września 2015, 17:52

Dziewczyny to będzie smętny wpis, ale bardzo potrzebuję żeby ktoś go przeczytał i mnie uspokoił albo napisał mi jakąś radę.
Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że moje małżeństwo przechodzi kryzys :( nie jest on spowodowany problemami z zajściem w ciążę, to, o ironio, jakoś nas scala. Dużym problemem jest dla mnie praca mojego męża. On pracuje fizycznie i odkąd ma nowego pracodawcę, czyli gdzieś od wiosny, pracuje czasami po 13,14 godzin dziennie! I to nie jest że mu raz na jakiś czas wypadnie taki okres tylko to są całe tygodnie gdzie go nie ma w domu od 6 do 20 a czasem nawet 21. I taki stan rzeczy trwa najczęściej 6 dni w tygodniu. Dzisiaj też wyszedł rano do pracy i jeszcze go nie ma. Telefon ma poza zasięgiem, więc nie jest nigdzie blisko domu nawet tylko dalej na jakiejś budowie. Oczywiście są dni kiedy kończy o 18 ale to są wyjątki. I mi w tej sytuacji jest bardzo źle. Już z nim o tym rozmawiałam nie raz, że tak nie może być na stałe i nic, nie ma żadnych efektów. No i jak ten mój mąż wraca do domu o tej 21 to obiad je koło 21.30, co przy jego otyłości ma oczywiście tragiczny efekt. A potem koniec wieczora jest standardowy, pogra sobie na kompie godzinę lub dwie i idzie spać. W zeszłym miesiącu kochaliśmy się może ze 4,5 razy bo on nie ma siły. W międzyczasie miał kilka innych ofert pracy (!!!) i żadnej innej nie chciał przyjąć. O jakimś wyjeździe gdzieś na weekend to oczywiście nie ma mowy, o jakiejś sobocie we dwoje. Sobotę ma wolną jak już MUSI.
A ja się w ogóle nie czuję kobietą. Nie dość, że nie mogę zajść w ciążę to już nawet własnego męża na seks nie mam kiedy namawiać bo po pracy woli sobie pograć na komputerze. Ostatnio schudłam, uważam że jestem bardziej atrakcyjna i po co? Dla kogo?
To samo jest z jedzeniem. Ja się nawymyślam co mu tu ugotować żeby mu dostarczyć jakiś pożytecznych składników i wiecznie jest kręcenie nosem, bo mąż wychowany na schabowych nie będzie jadł np. warzywnych dań. Tzn zje, ale tylko dlatego, że nic innego nie ma. Żadnego "dziękuję".
Wkurza mnie jego hipokryzja bo na badania pójdzie, wszystkiemu się podda a żeby się wziąć za siebie i zrzucić trochę wagi to już jest za wiele. Mi na diecie też nie jest super łatwo ale mi zależy. A jemu widać nie.

Jutro pierwszy rodzinny spęd, jedziemy do rodziny męża i ja po prostu nie pojadę. Nie mam ochoty spędzać tak niedzieli. Siedzieć przy stole i udawać, że wszystko jest ok. Może jak dzisiaj powiem mężowi JESZCZE RAZ o moich problemach i jutro zostanę w domu to może mu to da do myślenia. Nie chcę jechać i już. W ogóle nie mam ochoty wychodzić z domu. W ogóle nie mam ochoty kompletnie na nic.

14 września 2015, 13:30

Po sobocie i całej niedzieli warczenia na siebie wieczorem porozmawiałam z mężem. Próbowałam już rano, mówiłam mu dokładnie i spokojnie o co mi chodzi ale spotykałam się tylko z agresją i żadnymi konstruktywnymi pomysłami jak tej sytuacji zaradzić.
No i wieczorem w końcu się otworzył. Złapałam go na balkonie jak pił piwo i palił (wrrr!) i miał łzy w oczach. Potem widziałam, że czytał po internecie o tym wnętrostwie (bo wzięliśmy od teściowej wypis i wklepał łacińską nazwę w google) i pewnie naczytał się niewiadomo czego. I mieliśmy szczerą i spokojną rozmowę która bardzo pomogła. Na początku przyznał się, że po pierwszym badaniu wrócił z nerwów do palenia. Dobrze się z tym krył. I powiedział mi, że praca to dla niego ucieczka od problemu, że kiedy pracuje to 13 czy 14 godzin to nie myśli o tym, że nie zachodzę w ciążę. Ale wyjaśniliśmy sobie, że tak dalej być nie może i że takie uciekanie tylko nas od siebie oddala i bardzo nadwyręża nasz związek. A przecież nie możemy pozwolić na to, żeby cała sytuacja odbiła się negatywnie na naszym małżeństwie, bo wtedy stracimy WSZYSTKO. Powiedziałam mu, że dla mnie dziecko to przede wszystkim dopełnienie udanego związku. I że musimy być silni i odporni bo trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, nie wiadomo jak to się skończy. Walczymy i liczymy na szczęśliwy finał ale w każdej sytuacji musimy żyć dalej, być dalej dobrym małżeństwem.
Jutro mąż ma wyjątkowo wolne i stwierdził, że chce jechać do kliniki po wyniki. Ja zaproponowałam mu też, żeby powtórzył jeszcze tą prolaktynę i testosteron i zobaczymy, czy jest jakaś zmiana. Cieszę się, że w końcu się otworzył i mogłam mu pomóc.
No i po rozmowie było cudowne serduszko <3

15 września 2015, 13:08

Mąż odebrał wynik seminogramu. Tak jak ostatnio kryptozoospermia :(
Martwię się o niego bo teraz pewnie znowu się podłamie. Ja też już nie mam siły. Wizyta u lekarza za tydzień, boję się, że pierwsza i ostatnia, bo nam nie da żadnej nadziei.

Dzisiaj śniło mi się, że moja znajoma ze studiów (z którą w realnym życiu nie jestem blisko,m tylko cześć i jakaś gadka szmatka) powiedziała mi, że jest w ciąży i się boi, bo pierwsze poroniła (tak naprawdę dziewczyna nigdy w ciąży nie była i nigdy by mi takich rzeczy nie mówiła). A ja jej odpowiedziałam, że ja nigdy nie będę mogła mieć dzieci. Czułam w tym śnie tyle żałości, że w momencie przebudzenia prawie płakałam. Widać to co staram się ujarzmić w dzień wyżywa się nocą.
Już długo zanim zaczęliśmy się starać o dziecko miewałam sny, w których ktoś mi mówił, że nie będziemy mieć dzieci. Albo w których dziecko było, ale bardzo chorowite, chude, słabe. Widać cały ten lęk siedzi we mnie bardzo głęboko i od bardzo dawna.
Teraz te złe sny do mnie wracają, nawet na jawie :(

edit

Mąż przyjechał, pokazał mi wynik i teraz sytuacja jest minimalnie inna jednak, bo w materiale bezpośrednim znaleziono sporadyczne ruchliwe plemniki, więc coś tam jest, bo ostatnio były widoczne dopiero po odwirowaniu, więc to chyba nie to samo? Modlę się, żeby to była kwestia jakiejś usuwalnej niedrożności nasieniowodów albo czegoś innego, co się da odkręcić. Ale może prosze o zbyt wiele?

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 września 2015, 19:16

17 września 2015, 08:14

Dobrze że dzisiaj już czwartek i do wizyty męża coraz bliżej. Mam nadzieję, że ta pierwsza da już jakiś zarys sytuacji.
Odebrałam prolaktynę i testosteron męża. Prl zeszła do normy, ale dalej jest wysoko w normie (ponad 20 gdzie norma jest 5 - 25), a testosteron dalej trochę poniżej (1,58 a norma zaczyna się do 2,27, ale kończy na 10 :/ ). Ale w zasadzie nie spodziewałam się, że bez leczenia samo z siebie coś drgnie.
Nie wiem co będzie jeśli okaże się, że jedyna szansa to in vitro. Nie jestem w 100% przekonana. A wiem, że decyzję trzeba będzie podjąć zawczasu, bo pewnie między nią a zabiegiem jest masa badań. Na pewno wiem że w takim wypadku będę potrzebowała kilku miesięcy przerwy, "normalnego" życia bez zadręczania się tą sytuacją. I mam odnośnie tej procedury 1000 pytań na które będę chciała poznać odpowiedź jakiegoś kompetentnego lekarza. Mam tylko nadzieję, że androlog nie odeśle nas z kwitkiem i dojdziemy do przyczyny słabego nasienia męża. Może uda się jej zaradzić.
Wiem, że in vitro to ostateczność, ale wyniki męża są tragiczne i nie dają dużo nadziei. Cały czas się modlę żeby to była wina jakiejś usuwalnej niedrożności.

W obecnej sytuacji nie myślę już nawet o przechodzeniu na fiolet. Czuję się tak jak zanim zaczęliśmy się starać, nie mam już żadnych oczekiwań, nie testuję. Testy owu też porzuciłam. Zostawię je w szafce, może jeszcze kiedyś się przydadzą. Z jednej strony czuję ogromny luz i brak napięcia. Wiem też, że cały miesiąc mogę żyć "normalnie", nie muszę w drugiej połowie cyklu myślec o tym czy mogę np. zażyć jakąś tabletkę na gardło czy nie. Mogę imprezować, ćwiczyć i w ogóle wszystko. Teraz jest to dla mnie jakimś pocieszeniem i wytchnieniem w tej całej sytuacji, ale nie chcę tak całe życie :(

Wczoraj za to kupiłam sobie cudne buciki na słupku <3 będą idealne i do pracy i na wyjścia. W szpilce bałam się że idąc po nieco śliskim szkolnym korytarzu za którymś razem wyrżnę spektakularnie :P W domu atmosfera też jest bardzo dobra. Wróciła radość z seksu. Seks dla samego seksu, bez myślenia który to dzień, czy pozycja dobra itp. Coś pięknego w tym szarym życiu.

19 września 2015, 12:14

Dzisiaj nawet w porządku dzień :) piekę babeczki jabłkowe z dość zdrowego i dietetycznego przepisu, na obiad będą odchudzone burgery z indyka a wieczorem wyskakujemy do znajomych na film i jakiś %% ;) dzisiaj mam ochotę na towarzystwo i dobrego drinka ;) słucham sobie muzyczki, sprzątam... :) dzisiaj rano waga pokazała kolejny kg mniej :D

Widzę, że im bliżej wtorkowej wizyty u androloga tym więcej włosów mi wypada. Na serio. Nigdy nie miałam z tym problemu więc to pewnie stres. Dużo o tej wizycie myślę, co jeśli na usg się okaże że jądra nie pracują? Nie będzie nadziei. Z drugiej strony mówię sobie co mi da to moje zamartwianie, nie zmieni to sytuacji w żaden sposób. Trzeba jakoś żyć. I dzisiaj i w środę po badaniu.

20 września 2015, 20:13

Pojutrze juz nareszcie ten androlog. Mąż jednak jedzie sam bo mam dużo pracy a stwierdził, ze sobie poradzi i w domu mi wszystko opowie. Najpierw ma androloga, chwile potem usg i od razu bedzie się umawial na dalsze badania/wizyty jesli androlog da nam jakas nadzieje i cos zleci. Ja sie jednak w głębi duszy jakos szykuje na najgorsze, ze na usg wyjdzie ze jadra nie pracują bo są zle wykształcone albo maja inny problem któremu sie nie da zaradzic. Mam naprawde ogromna nadzieje ze tak się nie stanie ale z drugiej strony cos zabrania mi się zbytnio łudzić.

22 września 2015, 15:23

Dziewczyny pojawiło się światełko w tunelu!!! :)
Mąż jest po wizycie u androloga i teraz czeka na usg, dopiero ma o 16 grrr! Ale dzwonił i androlog bardzo na plus :) Zrobił dokładny wywiad, pochwalił że mamy już wyniki hormonów i dał mnóstwo siły bo powiedział, że gdyby jądra nie pracowały, to hormony byłby zbyt wysokie (pewnie estrogeny) a one wszystkie pięknie w normie :D więc najprawdopodobniej gdzieś po drodze jest jakaś przeszkoda. Zbadał męża i na oko wszystko w porządku, wykształcone takie jak ma być. Jeśli jest jakaś niedrożność to na usg wyjdzie, i za tydzień z tymi wynikami wracamy do androloga i działamy dalej :) Mam teraz bardzo dużo wiary :) nawet jeśli to będzie jakaś ciężka niedrożność to jądra najprawdopodobniej pracują i może uda się z nich chociaż pobrać nasienie :) ale teraz włączam myślenie że po usunięciu niedrożności będą wystarczająco dobre parametry żeby się starać naturalnie :)

Dzisiaj na pewno zrobię jeszcze update kiedy się dowiem co tam na usg :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2015, 15:54

22 września 2015, 21:02

Po usg dobra i srednia wiadomość ;) ta srednia jest taka, ze nie sprawdził sie pomysl z niedroznoscia i wszystko jest drozne i przyczyny trzeba szukac dalej. Zdecydowanie dobra wiadomość jest taka, ze budowa jąder w normie, sa wykształcone takie jakie maja byc i nie ma żadnych widocznych wad. Sa jakies minimalne zylki ale lekarz który robił usg kazał sie tym nie martwic i powiedzial, ze takie cos moglo sie zrobic po wnetrostwie i nie powinno miec wpływu na wyniki. Nie miał podstaw do stwierdzenia, ze jądra nie pracują. Zobaczymy za tydzień co powie androlog.
‹‹ 3 4 5 6 7 ››