Pamiętniki Czekamy na Aniołka
Dodaj do ulubionych
‹‹ 5 6 7 8 9

4 listopada 2020, 12:00

Moja choroba ma swoje plusy. Nie mam za dużo siły do działania, więc większość czasu spędzam w łóżku, a co za tym idzie szukam różnych rzeczy dla dziecka. Mamy już mniej więcej wybrany wózek gondola+spacerówka, muszę jeszcze poszukać samej spacerówki, bo nie wiemy w jakim wieku będzie dzidzi... Robię to po to, by później już tylko wszystko zamówić, bo nie będzie czasu na przebieranie. Mamy łóżeczko i fotelik samochodowy... Sprawia mi przyjemność przeglądanie tego wszystkiego, a jednocześnie to takie dziwne, nie wiedząc do końca czego będziesz potrzebować.
Ciekawe czy jesteś już na świecie nasz Aniołeczku?

7 listopada 2020, 15:56

Miałam dzisiaj bardzo dziwny sen... Szłam miastem z jakąś grupą dzieci, jakąś panią. Była tam bardzo maleńka dziewczynka (wzrostem jakby miała ok roczku), ale jak to w snach ta maleńka istotka też szła... Wzięłam ją za rączkę "chodź pójdziemy razem". Pojawiły się jakby schody, ona usiadła i nie chciała iść dalej... Zapytałam ją co się stało, dlaczego nie chce iść, a ona pokazała mi i poinformowała, że pod takimi jakby papciami nie ma żadnych bucików i już ma mokre nóżki (byłą brzydka pogoda). Pojawił się mój mąż i nagle przenieśliśmy się do sklepu w poszukiwaniu bucików dla tej maleńkiej istotki. Wysłałam męża do Pepco, bo było niedaleko, a ja zostałam w jakimś strasznie koszmarnym i dziwnym sklepie... Miałam ogromny stres związany z tymi bucikami, bo kompletnie nie wiedziałam jakiej wielkości mają być. Wiecie tak instynktownie czułam, że pojawiła się nasza córeczka. W tym śnie było trochę negatywnych i dziwnych scen, część pominęłam, bo jak to w snach... Wszystko na opak... Rano opowiedziałam o tym śnie mojemu mężowi. Tak strasznie zapragnęłam znaleźć moją córeczkę...
"Nie wiem czy jesteś chłopcem, czy dziewczynką... a może będzie Was dwoje? Może nawet troje? Nie wiem gdzie jesteś? Ile masz lat? Czy teraz cierpisz? Czy jesteś jeszcze w brzuchu swej mamy? Czy tęsknisz już za nami? Nie wiem czy masz ciemne, czy jasne oczy? Czy Twoje włosy się kręcą? Czy ktoś czyta Ci bajkę na dobranoc? Tęsknimy za Tobą nasze maleństwo..."

7 listopada 2020, 15:59

Wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy znalazłam dla dziecka... Czuję taką pustkę...
Miałam czas, w którym nie myślałam o tym wszystkim tak intensywnie... Wiem, że na wiosnę chcemy zacząć budować dom i byłoby nam o wiele wygodniej zostać rodzicami dopiero po jego ukończeniu. Zaczęłam też studia. Ale rzuciłabym wszystko by móc przytulić moje dziecko...

8 listopada 2020, 23:06

Dziś z kolei śniło mi sie, ze mam ciążowy brzuszek i tak go z mężem glaskalismy i dzidzia tak koapala sobie. No i mowie w tym śnie, ze teraz to ja na pewno jestem w ciąży... Oczywiście obudziłam sie...

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2020, 08:37

9 listopada 2020, 08:38

To juz czwarty tydzień mojego chorowania, za bardzo mi nie przechodzi... Jestem juz wykończona ta chorobą -_-

9 listopada 2020, 23:09

Mózg mi dziś paruje... Bo nie wiem, czy pisałam ale studiuje... I to nie dietetykę, jak na poczatku mialam... Sudiuje psychologię... Musialam zmienić uczelnie i kierunek... Bo na dietetyce zajecia mialam od piątku po południu do niedzieli wieczorem... Nie dałabym rady fizycznie, praca itd... Teraz mam mało takich spotkań typowo on-line, by siedzieć i słuchać. Mam za to duzo ZA DUŻO zadan, które musze wysyłać na zaliczenie... Koszmar... Teraz jestem chora, wiec nie mogę pracować, ale w normalnym trybie mojego zycia nie wiem czy to ogarne xD czas pokaze :D narazie wysyłam zadania w terminach... Trochę sie boje jak to bedzie, ale cóż... Jakoś trzeba spożytkować czas oczekiwania na dzidzię...
W środę test na Covid...

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2020, 13:57

11 listopada 2020, 23:03

Jestem po teście, mam kwarantannę. Dzisiaj czułam sie duzo lepiej, ale teraz na wieczór mnie dopadło trochę... Kaszel i lekkie duszności. Ostatnio zaczęliśmy wypełniać Księgę adoptowanego dziecka ;)
Fajne jest te poszukiwanie zdjęć z początku drogi do adopcji. ;)

12 listopada 2020, 15:40

Mam znów spadek mocy... @ coraz bliżej, a ta choroba mnie strasznie meczy... Te studia juz mnie zaczynają coraz bardziej wkurzać... Nie wiem już w jaki sposob odreagować, bo jestem osłabiona i na kwarantannie... Czuje sie paskudnie, negatywnie, źle, strasznie, ech...
Wszystko mnie juz denerwuje! 🙄

15 listopada 2020, 23:43

Strasznie dziwny cykl mnie dopadł. Z tego stresu chyba wszystko sie kiełbasi. @ przyszła w piatek, no ból był, ale nie zaczęłam jakoś mocno krwawic, drugi dzień juz niemal by okres a dzisiaj jakby wszystko stanęło, jakbym miała ostatni dzień. Mialam mega stresujacy weekend i jestem po chorobie... Przed okresem wysypało mnie jak nigdy... Zdarzają sie jakieś zmiany skórne zawsze ale nie tak mocno... Może to tez ta moja długotrwała choroba... Dopiero dzisiaj kaszel w miarę ustał.... Brałam.duzo różnych leków, jedne takie mocne dość... Stres związany z wynikiem testu na covid i ze studiami jeszcze większy... Ech ten rok jest dla mnie bardzo trudny... Z jednej strony jestem z siebie dumna, ze wiele mi sie udało rzeczy zrobic, a z drugiej jestem tak zastosowana wszystkim, ze masakra...

27 listopada 2020, 14:56

Ten czas leci tak niesamowicie szybko... Już od prawie 4,5 roku staramy się o to by zostać rodzicami. Kolejne święta w dorosłym składzie, jeszcze teraz "umilone" koronawirusem... Świetnie... Wiecie, że takie długie czekanie hartuje? Na początku tych wszystkich diagnoz i starań (również tych starań w ośrodku adopcyjnym), kiedy słyszałam: za miesiąc, za pół roku, za rok to krew mnie zalewała... Miesiąc wydawał mi się być całą wiecznością. Nie potrafiłam, a w sumie bardziej nie chciałam się pogodzić z tą świadomością, że nasze rodzicielstwo jest tak odległym, niemalże nieosiągalnym wydarzeniem. A dziś? Dziś jestem spokojniejsza. Choć są momenty, kiedy moja tęsknota bierze górę, to już rok nie wydaje mi się aż tak daleki jak wcześniej. Wcale nie oznacza to, że nie mogę się doczekać tego maluszka, bo jak wiele razy już pisałam, oddałabym niemalże wszystko by móc tulić już tego aniołka. Jestem jednak spokojniejsza, staram się rozwijać na różnych płaszczyznach, nie wartościuję swojego życia przez pryzmat dzieci. Myślę, że to jest bardzo zdrowe, że w końcu dotarło do mnie to, że moje życie bez dzieci jest coś warte, że mogę się nim cieszyć. Choć w teorii wiedziałam, że dziecko kiedyś dorasta i zostajemy znów sami jako małżeństwo, to w praktyce nie mogłam dopuścić do siebie myśli bycia szczęśliwą bez dziecka, w szczególności tu i teraz... Oczywiście nie wyobrażam sobie swojej rodziny bez dzieci, walczę o to by móc zostać mamą. Jednak dziś jestem świadoma, że moje szczęście nie zależy tylko i wyłącznie od tego czy zostanę mamą, choć mam świadomość, że przyniesie mi to ogromną radość, pewnie taką nie do opisania, to jasne... Będę najszczęśliwsza na ziemi, kiedy zostaniemy rodzicami. Jednak staram się być szczęśliwa tu i teraz, robić rzeczy, z których za jakiś czas przyjdzie mi na pewien okres zrezygnować. Wcześniej swoje zajęcia traktowałam trochę jako takie zapychacze życiowe... Po części nadal staram się nie strać w miejscu, nie skupiać swojej uwagi tylko i wyłącznie na tym aspekcie życia, ale nie na taką skalę jak dawniej. Nie mogę osiągnąć tego w czasie, który sobie wymyśliłam, więc zaleję się 1000 spraw by o tym nie myśleć. Trochę to niebezpieczne... Jeśli znajdujemy pasję i bawimy się przy niej świetnie to ok, warto zająć czymś głowę, ale kiedy przestajecie mieć czas na własne myśli, na choć chwilę wytchnienia z mężem, to znaczy, że jest źle... Mimo wielu doświadczeń w moim życiu, cieszę się z tego, gdzie jestem obecnie. Może to głupie, ale jestem wdzięczna, że mam tak ogromną świadomość tego, że moje "chcę", nie zawsze oznacza "mam". Jestem ogromnie wdzięczna za to, że wiem jak ważna jest relacja z drugim człowiekiem i jak cenne jest ludzkie życie... Jestem wdzięczna za to, że wiem jakim cudem jest dziecko. Jestem wdzięczna za to, że wiele spraw mogłam przepracować w sobie, bo dzięki temu będę lepszym rodzicem, niż byłabym gdybym nie musiała się o to tak bardzo postarać... Wiem, że są rzeczy, o które warto walczyć i wiem już jak o nie walczyć by nie zatracić siebie.

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2020, 15:09

7 grudnia 2020, 10:18

Grudzień to zdecydowanie najpiękniejszy, a zarazem najsmutniejszy miesiąc dla par, które starają się o dziecko. Nie ważne w jaki sposób się starają... Chyba każdy odczuwa w grudniu większą pustkę niż zwykle. Świąteczne piosenki, zakupy, przygotowania... a nam brakuje tuptania tych małych stópek... Perspektywa kolejnych świąt w dorosłym gronie (choć ta czasem może być lepsza od tej, w której jest pełno dzieci, ale nie naszych...) Wczoraj odwiedziłam małą księżniczkę, jestem mamą chrzestną <3 To jest takie cudowne móc trzymać tego maluszka na rękach i patrzeć na jego radość...
W grudniu tęsknimy jakoś tak bardziej.... <3

8 grudnia 2020, 10:15

Wczoraj wstawiałam post i chyba coś poszło nie tak, bo go nie ma... Pisałam o tym, że w grudniu jakoś tak tęsknimy bardziej... Brakuje nam jakoś tak mocniej tupotu tych małych stópek... My wszyscy, starający się, oczekujący itd. mamy przed sobą kolejną perspektywę świąt w dorosłym gronie... (a jeśli z dziećmi, ale nie swoimi, to może i czasem gorzej...) Mimo, że ten czas grudniowy, świąteczny jest wspaniały, to tęsknota wkrada się bardziej niż przez resztę roku... Odwiedziłam w Mikołajki moją mała księżniczkę (jestem mamą chrzestną). Cudownie tak móc potrzymać takie maleństwo na rękach <3

Gdzie jesteś nasz aniołku?

17 grudnia 2020, 13:27

Coraz bliżej święta.... Ten rok jest totalnie zakręcony. Za pare dni mam 27 urodziny. Na 30 planowałam oddać włosy na fundacje. Jednak zmieniłam zdanie... Zrobię to teraz... W moje urodziny idę oddać włosy. Moze dla niektórych to tylko włosy... Ja przeżywam to bardzo, lubie je, kocham moje długie warkocze, kocham... Ale pragnę, by ktoś tez mógł jak ja pogłaskać sie po włosach... Dlatego mam ogromna motywację... :) moze do 30 oddam drugi raz :D

2 stycznia, 10:11

No i mamy styczeń. Miesiąc, w którym wykonam telefon do ośrodka, podpytam co słychać... Choć czuję, że w moich uszach zabrzmi, jeszcze trochę... Nic na ten moment nie możemy powiedzieć... Wczoraj uzupełniłam bardzo dużą część księgi adoptowanego dziecka. Dzisiaj znalazłam zdjęcia, które już możemy tam zamieścić. Taka książka trochę uświadamia "Będziesz mamą!"... Do mnie to jeszcze do końca nie dociera, w końcu nie mam dziecka, nie wiem kiedy ono się pojawi, więc trochę ciężko w takiej sytuacji nazywać się mamą... Poza tym dla nas jest to już tak nieosiągalne, tak wyczekane, że aż trochę abstrakcyjne. Piękna jest ta księga... Wczoraj uzupełniłam sporo dat... Ile czasu to wszystko trwało, by dojść do tego miejsca to aż człowiek nie dowierza...

6 stycznia, 21:16

Czasami pękam... Rozpadam sie na małe drobne kawałki... Potłuczona rozpadam sie na kawałki jakbym była zrobiona z kryształu.. Mimo, że w teorii jestem wielu rzeczy świadoma, mimo tego, że wiele w sobie przepracowałam, ale tez mimo tego, za co jestem wdzięczna... Rozpadam sie czasem... Chyba nic w tym złego... Tak bardzo chowałam swoje uczucia przed innymi. Oczywiście nie przed moim mężem... Świadomość braku zrozumienia mojej i waszej sytuacji jest silniejszy ode mnie. Przez to moze część rodziny postrzega mnie jako kogoś silnego, nie mającego zmartwień... Tak bardzo chciałabym czasem stad uciec... W miejsce, w którym cisza zrozumie mój ból, w którym cisza ukoi tęsknotę... W miejsce, w którym moje łzy będą mogły uleczyć jakąś część mnie...

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia, 21:17

7 stycznia, 23:56

Kolejny dzień jakby pogodniejszy... Choć ostatnio nie jestem w dobrym nastroju... Oglądaliśmy wczoraj piękny film na Netflixie "Rodzina od zaraz". Piękny film o adopcji. Strasznie mocno mnie wzruszył. Do tego czekam na @, wiec kumulacja hormonów, bieżące problemy itd... Dały taki skutek jak wczoraj... Dziś jest lepiej. Moi znajomi starają się o dzidzię, podejmują leczenie. Kuzynka męża spodziewa sie drugiego szkrabika.
Mnie trochę przytłacza życie xD
Moze to śmiesznie brzmi... Ale taka jest prawda... Jak mówiłam wczoraj... No i nadal podtrzymuje... Dajcie mi na chwile zniknąć =D
Zbliża sie sesja na studiach... Dokumenty trzeba ogarnąć z budowa domu... Ach namnożyło się, szkoda gadać...

11 stycznia, 01:04

Ostatnio wpadła mi myśl, by założyć instagrama tematycznego. Dotyczyłyby głównie adopcji. Sama szukam takich kont na insta, jest ich coraz wiecej, ale wciąż mało. Ludzie boja sie adopcji, maja ja za teamy tabu... Rodzice adopcyjni sa czasam postrzegani jako bohaterowie, a z samej adopcji robi sie cos egzotycznego... Sama nie chce być ta, której rodzinę będą definiować na zasadzie T"y patrz, to sa Ci co dzieci adoptowali", "pewnie nie mogli miec swoich, biedni"... A no wlasnie wcale, ze nie biedni... Szczęśliwi... Moze trochę inaczej stworzymy swoja rodzinę niż przeciętny kowalski ale bedzie ona taka jak u przeciętnego kowalskiego... Beda te same problemy... Pewnie część tez innych ale w końcu każdy.ma inne te same problemy :D

18 stycznia, 15:35

Puls 150... albo więcej... Niedługo minie 3 miesiące odkąd mamy kwalifikację i czekamy już tylko na TEN telefon...
W ośrodku wspomnieli żebyśmy dzwonili tak co kwartał i się przypominali, żeby oni wiedzieli, że my nadal chcemy i czekamy na dzieciątko. Zaplanowałam sobie ten telefon na 19 stycznia... Jest sobie piątkowe popołudnie (15 styczeń)... Spokojnie sobie siedzę... Dzwoni telefon.... Patrzę... OŚRODEK ADOPCYJNY!!! Puls 150! Czułam, że to pewnie jeszcze nie to... Ale jakoś mimo wszystko moje myśli już budowały całą wizję tego jak to będzie... Byłam taka zestresowana, że musiałam brzmieć bardzooooo fachowo... Okazało się, że dzwonią tylko się upewnić czy nie zmieniły się nasze oczekiwania... Zwiększyliśmy granicę wieku do lat 3, no i zaznaczyłam, że nie musimy się tak sztywno trzymać tych ram wiekowych... Być może do następnego telefonu liczbę dzieci zwiększymy xD. Mamy podane 1 lub 2 rodzeństwa... Ale... troje też byśmy chyba się zdecydowali adoptować :D Wiecie jakie to jest dziwne uczucie, kiedy już czekacie tylko na telefon, który ma zmienić CAŁE WASZE ŻYCIE?! JA już myślałam o tym, że będę chyba ze szkoły rezygnować, że trudno, olać.... Już miałam w głowie, miejsce do którego pojedziemy zobaczyć się z dzieckiem... A to wszystko w czasie normalnej rozmowy, na konkretny temat z Panią z ośrodka...
PS. Założyłam profil na Insta: szukajac_aniołka, także zapraszam.... Jednak nie mam tam jeszcze kompletnie nic....
Nie mam pomysłu co do zdjęć, bo swoich osobistych nie chciałabym tam wstawiać... Od tego mam swój profil... Być może kiedyś... Na razie chcę coś neutralnego, bo tam głównie wpisy będą ważne... Nie wiem jeszcze od czego tam zacząć... Może na początek dlaczego zakładam w ogóle te konto... A później samo jakoś pójdzie :)
Chciałabym żeby to było miejsce, w którym przyszli rodzice adopcyjni będą mogli znaleźć odpowiedzi na swoje pytania... Sama szukam takich profili, jest ich coraz więcej, ale wciąż mało... Bardzo mało mówi się o adopcji...

21 stycznia, 10:59

Instagram działa, ludzi przybywa :)
Mam nadzieje, że to będzie fajne miejsce :)
U mnie po staremu... Telefon milczy, projekt nie skończony, praktyki nie załatwione, zadania na studia w trakcie tworzenia, motywacja średnia... Szczerze mówiąc ostatnio największą radość sprawia mi taniec... Nawet jak mam lenia to efekty mnie tak motywują do działania, że głowa mała... Dobrze, że chociaż na ten kurs tańca można wyjść... Kiedy w końcu otworzą restauracje? Kina? Hotele?!
‹‹ 5 6 7 8 9
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego