X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki 🍀 długoooo... terminowa 🍀
Dodaj do ulubionych
‹‹ 4 5 6 7 8

13 lipca 2023, 12:17

32+3 💙
Wczoraj miałam wizytę i... pobudkę, której się nie spodziewałam...

Wystrojona jak na wyjście na plażę, zrelaksowana i nie spodziewająca się żadnych niespodzianek zameldowałam się pod gabinetem i już od początku wizyty było coś nie tak. Najbardziej przejmowałam się dziwną wysypką na dłoniach i stopach, ale ona okazała się ostatecznie najmniejszym problemem.
Podczas badania usg lekarka zaczęła podejrzewać, że mam już skurcze (!!). I to takie regularne, prawdziwe skurcze, których nie czułam. Od razu wysłano mnie na ktg, które tylko to potwierdziło...
I teraz trzeba było podjąć decyzję - jadę do szpitala ze skierowaniem w celu podania sterydów na rozwój płuc czy wracam do domu obstawiona magnezem, luteiną, nospą i progesteronem i czekam niech miną dwa najbardziej wrażliwe tygodnie - oby do 34 tygodnia ciąży.
Po ochłonięciu i pierwszych emocjach związanych z myślą, że TO może stać się tu i teraz podjęliśmy decyzję, że jedziemy na izbę przyjęć. Zrobiono mi kolejne ktg i na szczęście po pierwszych dawkach nospy i magnezu skurczy nie było widać. Kolejny raz do mnie należała decyzja czy chcę zostać w szpitalu (na podanie sterydów) czy wracam leniuchować do domu. Po bardzo wnikliwej dyskusji, wszystkich "za" i "przeciw" padła decyzja o powrocie do domu.
Dziś odwołuję wszystkie swoje plany zaczynając od fryzjera kończąc na weekendowych imprezach rodzinnych, robię szybkie zakupy z typu "przecież mam jeszcze na nie czas" i poważnie dyskutuję z moim synkiem, żeby jeszcze chwilę poczekał w brzuszku na odpowiedni i bezpieczniejszy moment.
Mały na dzień dzisiejszy jest już dość spory i ma wagę prawie 2,3kg (i kwalifikuje go statystycznie +2 tyg.) , co delikatnie mnie uspakaja, ale wiadomo, każdy dzień dłużej to dla niego lepsza opcja.
Emocje z dnia wczorajszego dziś przerodziły się w motywację - w końcu zabieram się za poważne sprawy związane z przygotowaniem do porodu. Kolejny etap drogi, o którym bałam się pomyśleć, pomarzyć. Teraz wszystko staje się realne, nawet szybciej niż bym mogła się tego spodziewać.
Ciąża staraczki chyba mało kiedy jest spokojna i całkowicie bezproblemowa, ale tak szybko można zapomnieć o tych negatywnych emocjach i strachu. Wczoraj do mnie wszystko wróciło z podwójną mocą, łzami i tym poczuciem bezsilności... Ale podnoszę się szybko i staję do kolejnej bitwy w tej wojnie o dziecko.
W sobotę (15.07.) jadę sprawdzić czy "obstawa" tabletek działa - teraz znowu proszę o mocne kciuki, moc od cioć z forum 💖💖💖

27 lipca 2023, 10:23

34+3 ❤️❤️❤️

Czy to nie jest głupie, że ja nadal nie zawsze wierzę w to, że TO już się dzieje... że to prawda...
Sama myśl o porodzie i przygotowaniach do niego wywołuje u mnie dużo strachu i lekką panikę... Bo przecież tyle czasu odsuwałam od siebie myśl o tym etapie, nie pozwalałam sobie w ogóle na wyobrażanie tej chwili... Momentu jak będę mogła przytulić nasze dziecko, naszego Synka.
A dziś odliczam dni i zastanawiam się czy za miesiąc będzie już po... Jak za chwilę będzie wyglądało nasze życie? Jak to jest jak najskrytsze marzenie się spełnia?

Z przyziemnych spraw jestem już po baby shower i to była jedna z lepszych imprez, na której na serio pozwoliłam sobie na prawdziwą radość z tej ciąży (w końcu ;) ). Mam zapakowane komodę małych pachnących ciuszków, pół walizki do szpitala i staram się ogarnąć ile się da spraw przyziemnych, żeby później nie zawracać sobie tym głowy.
Za tydzień mam wizytę w klinice (będzie to już 35+6!!!) i pewnie odstawienie wspomagaczy typu nospa i magnez i odliczanie do porodu...

Ps. Słyszycie jak to brzmi? Odliczam do porodu 🥰

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lipca 2023, 10:27

27 sierpnia 2023, 20:10

38+6

To się dzieje! Zaraz, jeszcze chwilka...
Plan jest taki, że jutro - za dosłownie kilka godzin - zgłaszam się do UCK w celu indukcji porodu!!!
Poród - chyba dziś już staje się bardziej realny

Emocje - chyba wszystkie możliwe - staram się skupić na sobie i na tym, co dziś dla mnie jest najważniejsze, ale wiadomo jak to jest... Wyjątkowe "okoliczności" nie pozwoliły mi dziś na przeżycie tego ostatniego dnia w domu w taki sposób jaki sobie zaplanowałam.

Teraz, wieczorem - przed najważniejszym dniu w moim życiu - siedzę sama w ciszy i daję sobie właśnie ten czas na emocje te pozytywne. Na te, które będę wspominać tuląc do piersi swoje dziecko...

Denerwuję się bardzo, czuję się kompletnie nieprzygotowana - torba stoi spakowana na 60%, szkoła rodzenia obejrzana po łebkach, wciąż mam wrażenie, że nie mam pojęcia jak zająć się dzieckiem...

Ale z drugiej strony - może to już jutro będzie ten dzień kiedy spełni się nasze największe marzenie?
Synku już nie mogę się doczekać, aż Cię zobaczę, aż Twój tata weźmie Cię na ręce, aż to wszystko nierealne, wymarzone i wyśnione przez ostatnie 4,5 roku zmieści się w naszych ramionach.

Jeszcze chwila, dużo sił, modlitw, powodzenia i będziemy razem 💙💙💙

10 września 2023, 19:53

Minęło 10 pięknych dni a ja nie wiem jak zabrać się za podsumowanie tego wszystkiego

31 sierpnia na świecie pojawił się nasz syn - 💙H. 💙
Niezaprzeczalnie jest on idealny, wspaniały, kochany... I jest on mój, jest nasz
Od 10 dni żyjemy na jakimś rodzicielskim haju. Ogrom szczęścia i miłości, któremu w końcu możemy pozwolić się pojawić jest dla nas jak narkotyk... Siedzimy wspólnie i patrzymy na nasz Cud, płaczemy z ogromu tej miłości i z ulgi.
Kończymy pewną drogę, po prawie 5 latach osiągnęliśmy cel.
Ile nas to kosztowało wie chociażby ten pamiętnik i każdy z wpisów - większość wypełniona bólem, żalem i wciąż tą niegasnącą nadzieją...
Dziś przeglądam niektóre wpisy i nie wiem skąd miałam tą energię, wiarę i siłę - dziś mogę tylko sobie/ nam podziękować, że ten ostatni raz się nie poddaliśmy, że zaryzykowaliśmy kolejny raz stawiając wszystko na tego jednego małego Kropusia.

Teraz Kropuś leży obok i uśmiecha się z pełnym brzuszkiem 💙 Czy już mówiłam, że jest idealny?

A teraz "akcja poród"
25.08 mieliśmy ostatnią wizytę w klinice i tam padła decyzja, że czas na szpital i indukcję porodu oraz próba dostania się do UCK. Po kilku godzinach oczekiwań na IP zostałam "zapisana" na przyjęcie na oddział na 28.08 (głównym powodem było podejrzenie dużego Bobo - z usg wychodziło 4100g).
Nastawiona pozytywnie i w końcu spakowana 28.08 pojawiłam się na oddziale. Od tego momentu byłam spokojna, wiedząc, że jestem w dobrych rękach, pod opieką najlepszych, z regularnym badaniem ktg i planem indukcji.
Kolejny dzień minął na założeniu balonika i przygotowaniu szyjki. 30.08 na usg waga Bobo została określona na 4300g i od razu podjęto decyzję o podłączeniu oksytocyny. Początkowo nie czułam nic ale z każdą godziną pod kroplówką pisały się jakieś skurcze - odczucie ich miałam słabe - po 8h pod kroplówką miała zapaść decyzja czy akcja jest na tyle rozkręcona, że kontynuujemy na porodówce czy za dwa dni podejmujemy kolejne próby.
I w tym momencie odeszły mi wody - jeden z bardziej zabawnych momentów - nie myślałam, że tych wód może być aż tyle (zalałam połowę sali ;) )
Od razu przewieziono mnie na porodówkę, zadzwoniłam po męża i... nic się nie zaczęło dalej dziać. Po odłączeniu oksy skurcze ucichły całkowicie. Wieczorem podłączono znowu kroplówkę, ale nic spektakularnego się nie wydarzyło. Podjęto decyzję o przerwie nocnej i rozpoczęcie akcji następnego dnia rano.
31.08 ponownie podłączono mi oksy i ponownie za dużo się nie działo, jednak z czasem zaczęłam czuć skurcze i z każdą godziną były one mocniejsze... niestety szyjka nie reagowała i 16h po odejściu wód płodowych podjęto decyzję o cesarskim cięciu.
Poczułam w tym momencie wielką ulgę - bo już wiedziałam, że zaraz się spotkamy z naszym synkiem, że zaraz już skurcze miną...
O 13:22 usłyszałam głośny, wyraźny i lekko zachrypnięty głos mojego synka - i tak to jest moment w którym zapomina się wszystko co złe... a jak położna podeszła do mnie z małym zawiniątkiem wszystkie emocje puściły... Lekarz musiał mnie uspakajać, żeby dokończyć szycie rany.
💙H. ostatecznie miał 3540g. i 53 cm oraz piękne 10 pkt.
Po przewiezieniu mnie na salę poporodową spotkałam się z mężem a on mógł w tym momencie kangurować naszego synka - najpiękniejszy moment... płakaliśmy oboje i w końcu to były łzy szczęścia. Łzy prawdziwej miłości i spełnionych pragnień.
Nasza rodzina jest w komplecie, z naszym ziemskim synkiem i dwojgiem niebiańskich dzieci.

A co będzie dalej?
Tak bardzo zależało mi na porodzie naturalnym, żeby jak najszybciej powalczyć o drugie dziecko. Dziś za bardzo się nad tym nie chcę zastanawiać. Dochodzę do siebie, walczę o laktację i cieszę się każdą minutą spędzoną wspólnie - niezależnie czy jest to środek nieprzespanej nocy czy dzień, w którym czuję się słabiej.

Dziś jestem szczęśliwa
Pierwszy raz w 100% i bez żadnego "ale"






29 listopada 2023, 18:46

Mijają zaraz 3 miesiące, które spędzamy z naszym synkiem. Mam wrażenie, że on zawsze jest z nami a z drugiej strony patrzę na niego i nadal nie wierzę, że to sie dzieje! To nie sen!
Dużo emocji dziś ze mną, w zeszłym roku rozpoczynałam TEN CYKL, te liczne dni, które były przepełnione strachem, nerwami i wiecznym odliczaniem „od-do”. Nie byłam w stanie sobie wyobrazić nas „za rok”, nawet nie próbowałam wyobrażać sobie nas z dzieckiem… To wszystko za bardzo bolało.
I tak teraz mogę nazwać ten czas 5 lat oczekiwań na nasze narodzone dziecko - BÓL - fizyczny i psychiczny. Bez granic wypełniający każdy zakamarek naszego życia i oplatający wszystko, co się w nim działo.
Przez 5 lat byliśmy smutnymi, walczącymi ludźmi, którzy nie potrafią się poddać i porzucić największego marzenia.
Dziś bardzo czujemy następstwa tych miesięcy. Dziś każda chwila z synkiem jest chwilą wdzięczności. Nadal zdarzają się dni, w których płaczę ze szczęścia tak jak nigdy nie płakałam wcześniej.
Macierzyństwo nie jest idealne czy kolorowe, ale jest właśnie takie o jakim marzyłam (a nawet bardziej łaskawe). Nocne wstawanie jest wynagradzane najlepszym z uśmiechów, z kolkami walczymy długimi przytulaskami a złe humorki staramy się przeżyć z godnością 😉
Staliśmy się innymi ludźmi, uczymy się żyć „bez starań” i przygotować do tego co szykuje nam los. Jesteśmy teraz bardziej wyrozumiali i zdecydowanie chcemy doceniać każdą wspólną chwilę.
W końcu mogę napisać - fajne jesteś życie 😍


Ps. Pisząc ten post płacze jeszcze z jednego powodu - właśnie sejm przegłosował finansowanie inV - nareszcie 🩵

1 marca, 21:48

To już pół roku 💙

Czas ucieka niemiłosiernie, ale jest to dobry czas.
Moje życie mogę teraz nazwać życiem. Ta mała Kluska obok wnosi codziennie tyle radości, że nie jestem w stanie tego ogarnąć.
Małe rączki mimo mojego strachu dzielnie ściągają po podsuwane jedzonko, małe wesołe oczka z uwagą obserwują świat, małe serduszko bije obok a dopiero co słuchaliśmy go przez detektor.
Świat dosłownie stanął na głowie a nam się to bardzo podoba.
Mały jest dzieckiem idealnym na tyle, że już zaczynam bardzo nieśmiało myśleć „co dalej” a może powinnam skupić się na tym jednym cudzie?
Pytań jest wiele, wchodząc na ovf nadal za dobrze pamiętam ten ból starań i niepowodzeń.
Z drugiej strony jest już ON! Czy nie będzie teraz lżej?

Wiem, że na pewno spróbujemy… pewnie szybciej niż później… wiem, że znowu może być ciężko…
Jednak ponad wszystko wiem, że to cale pięcioletnie cierpienie, ta trauma starań, niepowodzeń i strat teraz jest wynagradzana porannym uśmiechem synka i każdą wspólną chwilą.

Jest dobrze, mimo że teraz moja panika „bezdzietności” przerodziła się w panikę o NIEGO, ciągłe sprawdzanie czy oddycha, czy żyje, czy na pewno jest…
To chyba już nigdy nie zniknie… Ale staram się nie zwariować i zapamiętywać każdy dzień.
Każdy „normalny dzień” który jeszcze niedawno był taki nierealny.

Teraz pozostaje mi napisać, że chcę więcej tej miłości, ale też nie chcę być zachłanna.

Z dużą ciekawością zerkam na to co przyniesie los
A dziś na usta cisną się najważniejsze słowa:
💙 DZIĘKUJĘ
💙 KOCHAM

C. D. N.



4 lipca, 22:44

Czas start!

Wróciłam do kliniki - jak do dobrych znajomych.
Dzisiejsza wizyta była taka spokojna, normalna.
Powstał na szybko plan, wizyty są umówione, badania zlecone.
Robimy kolejny krok, ale już nie idziemy na wojnę, ale wybieramy się w podróż.
Znamy już tą drogę, niebezpieczeństwa i ograniczenia z nią związane. Ale znamy też smak przekroczenia mety - co jest bardzo fascynujące i uzależniające.

Chcemy spróbować jeszcze raz, jednak dziś mamy głowy wolne od presji czasu, budżetu, powodzenia. Dzis idziemy dalej i sami jesteśmy bardzo ciekawi dokąd poprowadzi nas ta droga.
‹‹ 4 5 6 7 8