Dziś w takim razie 11 dc. Po konsultacji z prowadzącym oraz zacnymi Forumowiczkami: idę oznaczyć dziś estradiol, LH i progesteron; trzeba złapać owulację. Jutro z rana powtórka morfologii, żeby sprawdzić tą krew, czy się poprawiła.
Mam wątpliwości, czy to, ze mam owulację nie zaprzepaści cyklu sztucznego, że to się znowu rozjedzie. To Ostatni. Kminię więc tym mocniej i na wszystkie strony. Może aż za dużo.
Koktajl z arbuza, buraka i imbiru aż za słodki. Ale piję. Postaram się zrobić jeszcze wino daktylowe na produkcję krwi (Tradycyjna Medycyna Chińska). Wczoraj akupunktura. Dziś zwykły fizjo i indiba.
Edit: fizjo powiedział, że przy tej rozjechanej morfologii warto zrobić CRP, prolaktynę i ferrytynę. Do tego udało mi się wczesać na jutro na indibę dopochwową (dziś miałam przez powłoki brzuszne), także zobaczymy, co to będzie. Mam wyniki hormonów.
Estradiol: 241,10 (czyli bez szału, jak przy naturalnie występującej owulce)
LH: 13,13 (przy PIKach miałam po 30, czyli to jeszcze nie to)
Progesteron: 0,24.
Jutro z rana powtórka badań z krwi. Popołudniu podgląd i indiba dopochwowa.
Po konsultacji z lekarzem: mimo wystąpienia pęcherzyka i "łapania" owulki jest to dalej cykl sztuczny. Mam brać estrofem.
Przeczytałam artykuł porównujący skuteczność FET na cyklu naturalnym i sztucznym. Brak konkretniejszych danych, niemniej najlepsze skutki są (bez znaczenia rodzaj cyklu) przy niezbyt wysokim estradiolu i jednocześnie grubiutkim endometrium. Podusia.
Trzymajcie kciuki, najpierw, żebym nie zwariowała ze stresu, a potem za całą resztę
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia, 21:49
Estradiol 506,06
LH 22,18
Progesteron 0,92
Ferrytyna 19 (norma 10 - 150)
Prolaktyna 9,65.
Morfologia powtórzona: w poprzedniej 9 wskaźników było poza normą. Teraz 2 z nich (neurocyty %, limfocyty %) wskoczyły w normę. Kolejne 2 mają się gorzej (limfocyty ilościowo, monocyty %), pozostałe zbliżyły się do normy (leukocyty,neurocyty, erytrocyty, hemoglobina, hematokryt).
Czekam na popołudniowe usg pełna nadziei. I czekam na inf.od lekarza. Jeśli morfologoa miałaby w czymś przeszkodzić - czekam na kolejny cykl.
Odwołana akcja. Morfo dziwna. A chcę zmaksymalizować szanse. Mogłabym jeszcze w poniedziałek sprawdzić, ale chyba lepiej ją wymaksić i dopiero podejść.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia, 13:46
Mamy piątek, 26 dc. Ostatni duphaston wzięłam w poniedziałek 22 dc. Zwykle moje cykle trwają 24 dni i 25 dc to 1 dzień nowego cyklu. Może moje własne hormony stoją dość wysoko? Piersi są baaaardzo ciężkie i trudno mi z nimi żyć.
Nie testuję, oczywiście, że moja wyobraźnia kręci przede mną obraz mnie w spontanicznej ciąży. 5 dpo czułam piętę - mój osobisty wyznacznik, że @ przyjdzie. Wczoraj też poczułam ukłucie w pięcie, pisząc także to czuję. Nie mam porównania, czy będąc w ciąży w ten sam sposób czułabym piętę 🤦♀️ bardzo mnie szczypie twarz podczas nakładania kremu, no kosmicznie (taaaak, tak, wiadomo objaw ciąży) i nie mam typowej biegunki przedokresowej. Jest to raczej spowodowane ilością przyjmowanego żelaza (od 7 kwietnia sukcesywnie zwiększam od 25 mg, przez 50 mg aż wczoraj 160 mg). Miałam też takie uczucie kłucia w kroczu - zwykle przed okresem je mam. Brzuch mnie pobolewa. Boże czemu mnie dotknąłeś niepłodnością?
Plan jest taki. Czekam. W poniedziałek miałam mieć pierwszy podgląd usg, odwołam to. We wtorek kolejny podgląd, ale u zaprzyjaźnionej lekarki - do niej pójdę.
Indiba poumawiana, może jeszcze jakąś akupunkturę wcisnę.
Żeby dobrze wybrzmiało: do nikogo nie miałabym pretensji, gdyby się okazało, że jestem w ciąży spontanicznej.
Niedziela, 28 dc. Krwawienia dalej brak. Pięta coś tam wczoraj bolała, nie za dużo. Zrobiłam wczoraj trening wspinaczkowy, męczyłam się mocniej niż zwykle, pociłam się jak tuż przed okresem. Testu nie robię, bo się boję rozczarowania (głowa żyje swoim życiem). Brzuch nie boli. Piersi zelżały, były dość napięte, lekko nabrzmiałe, teraz wróciły do normy. Jest 6 doba po odstawieniu duphastonu. O, pięta boli.
Po nieudanym transferze okres przyszedł następnego dni po odstawieniu dupka. Jeśli dobrze pamiętam 27 dc. Czy to możliwe, że estrofem i dupek tak mi rozregulowały mój własny cykl? Hm. Może się zrobiła torbiel.
Do tego zewsząd (wiecie jak jest) spływają do mnie informacje o porodach lub ciążach i to babek w moim wieku. Lekko nie jest.
We wtorek wizyta u lekarza.
Test bielusieńki.
Jutro lekarz.
Ale nie spodziewałam się, że zobaczę 2 dojrzewające powoli jajeczka. Otóż jestem w 1.fazie cyklu. 2 jajeczka. 5,8 mm oraz 8,1 mm, endometrium 7,5 mm. Około 4-5 dc, jutro muszę oznaczyć hormony. Nie dostałam krwawienia, od razu przeszłam w kolejny cykl. Co ciekawe, moja lokalna lekarz, współpracująca w dawnych czasach z kliniką jeszcze przed USG mówiła o takiej możliwości. No jest genialna.
Moje rozkminy, jak wcisnąć transfer jeszcze przed wyjazdem (18 maja wyjeżdżamy kamperem), skoro okres nie przychodzi - nie miały zupełnie sensu.
Kosmos. Po prostu kosmos.
Jak któraś z Was spotkała się z taką sytuacją, proszę o inf.
A, pięta dalej boli jak na okres.
estradiol: 86,82
LH 4,08
Progesteron 1,26.
Do tego zaczęłam plamić. Chyba cykl się rozjechał totalnie i organizm sam nie wie, co się dzieje.
Do tego sprawdziłam inne parametry:
wit. b12 - 532 (norma 211 - 911)
wit. d3 - 23,7 (norma dla staraczek 40 - 50, odpowiada za dobry podział komórkowy)
ferrytyna - 23 (suplementuję od około 13/14 kwietnia, przed suplementacją było 19)
kwas foliowy - 29,75.
W morfologii dalej 7 parametrów odbiega od normy.
Krótka modlitwa: Panie Boże, Opatrzności, Losie, obdarzyłeś mnie olbrzymim pragnieniem potomstwa. Zabierz ode mnie to pragnienie, bo nie mogę go zrealizować. Ciągle coś stoi na przeszkodzie. Nie możesz mi pomóc, poprowadź mnie inną drogą.
Edit: plamienie rozkręciło się w okres. Lekarz z kliniki po zobaczeniu wyników twierdzi, że to jest owulacja. A tu progesteron 1,26 🤦♀️
Wiadomość wyedytowana przez autora Dzisiaj, 18:17