Pamiętniki Musisz dać życiu szansę
Dodaj do ulubionych
‹‹ 9 10 11 12 13

24 listopada 2020, 13:58

37 tc +2

Od niedzieli ciąża donoszona. Nie chce się wierzyć, że dotarłam do tego etapu, nadal jest to abstrakcja.
Od tygodnia jest u nas moja mama, gotuje nam, sprząta, bo ja już do niczego się nie nadaje.
Końcówka ciąży oczywiście obfituje w kolejne nieprzewidziane rzeczy. Mniej więcej od połowy ciąży robił mi sie guzek na dziasle. Pojawiał się i znikał, wyczytalam, że to nadziaslak, robi sie w ciąży od hormonów. Ale ostatnio urósł na centymetr, zaczelam mieć już problemy z mówieniem, wygladalo to strasznie. Poszłam do chirurga stomatologa, kazał to plukac, potem ściągnąć kamień i wyciął. Dziadostwo poszło do histopatologii, ale chyba to nic groźnego. Za te 3 wizyty zapłaciłam 700 zl, nice... Bardziej mnie martwi jednak mój mąż. Wyrwal tydzień temu dolną ósemke, zabieg był bardzo trudny. Ból codziennie i mega opuchlizna. Wczoraj ja miałam wycinanego tego guzka a on pojechal na kontrolę. Okazalo sie, że wdala sie ropa, wyczyscili go, za tydzień zdjecie szwów. Jak wyszedl taki blady z gabinetu to mi sie zrobiło słabo. Przeniesli mnie na kozetke i z pół godziny tam lezalam. Lekarz myslal, że to po moim zabiegu, ale nie, to na widok męża zaslablam, no czeski film. Dobrze, że nie straciłam przytomności, bo karetke by wzywali i byłby dopiero ambaras. Jak ja pomogę dziecku jak coś zmajstruje jak na mnie widok bladego męża tak działa? Niestety po czyszczeniu nadal go boli, codziennie kilka środków przeciwbólowych, martwię się, strasznie mi go żal. A to ja go cisnelam żeby wyrwał, bo próchnice mial straszna w tym zebie.

Poród za pasem. 7.12 termin cc, czekam jeszcze na info od lekarza kiedy mam sie stawić do szpitala. Zostały niecałe 2 tygodnie! Ale szyjke mam jeszcze długa, więc mam nadzieję, że dotrzymamy do terminu. Wszyscy pytają czy boję sie operacji. Gdzie tam, balabym sie porodu naturalnego, operacji sie nie boję. Mialam w zeszłym roku dwie operacje łokcia pod narkoza, nic mnie po nie bolało, a przecież skladali mi odlamy kości, nawet rehabilitantka sie dziwila, że mnie nie bolalo. Licze, że mam superszybka zdolność gojenia i będę szybko sprawna. Czego sie boje to testu na covida, tego wymazu z nosa - to już wiem że zaslabne, bo nos mam bardzo wrażliwy.

Torba do szpitala spakowana, musze tylko jakieś batoniki musli dokupić.

I na koniec aktualizacja brzuszka (bebzola raczej😀):

eb892843006d.jpg

30 listopada 2020, 13:37

38 tc + 1

Gin wreszcie odpisał, że 7.12 rano mam się stawić na przyjęcie do szpitala, 8.12 będzie cięcie. W piątek prawdopodobnie wymaz na covid. Paradoksalnie tego wymazu bardziej się boję niż cc, ale tak jak radziłyście poproszę o wymaz z gardła.

Czy doczekamy? Nie czuję na razie żadnych skurczy ani bóli podbrzusza, więc uważam to za dobrą monetę. Coraz częściej jednak mam wrażenie jakby rozwierała mi się szyjka macicy, czy to normalne? Nie wiem, czop na razie nie odszedł, a przynajmniej ja go nie widziałam.

Mąż mi zamówił ostatnią książkę Agnieszki Maciąg - to będzie moja ostatnia lektura do... no właśnie, do kiedy?:D

Z okazji black weekendu trochę poszaleliśmy. Zamówiłam 4 pieluchy wielorazowe - niechybnie pójdę z torbami. 3 są we wzory z Harrym Potterem. Co jest fajne w pieluchowaniu wielorazowym - ta nieprzyjemna czynność wywołuje u mnie dreszcze emocji, wzory są takie piękne, no i poczucie tej misji, że nie owijam dziecka w pampersową chemię i zmniejszam liczbę śmieci na planecie. Jestem mocno zdeterminowana na wielopieluchowanie.

Oprócz pieluch kupiliśmy dużą walizkę. Nie do szpitala. Jestem chyba jedyną dziewczyną, która bierze do szpitala kabinówkę. Mogłabym się specjalizować w doradztwie podróżniczym - jak spakować dosłowne minimum i mieć wszystko:) Ale duża walizka tak czy siak teraz będzie nam potrzebna. Walizki były przecenione aż o 70 %! Kupiliśmy fajny model za 100 zł zamiast 300 zł. Myślę, że na te ceny wpływa też obecna sytuacja covidowa, więc to dobra okazja.
Poza tym, w naszym mieszkaniu jest strasznie wilgotno. Niestety, mąż popełnił błąd przy kupnie mieszkania. Jeszcze się wtedy nie znaliśmy, był singlem, mieszkał w Polsce zaledwie od kilku lat (mąż to Polak ale wychowany za granicą). Otóż, kupił 40 m na poddaszu, nie zapytał tylko o ocieplenie dachu. Ale kto by myślał, że ktokolwiek buduje blok bez ocieplenia? Okazało się, że nasz blok jest jedynym blokiem na osiedlu bez ocieplenia dachu i bez własnej kotłowni. Skutkiem tego czekamy minutę zanim pod prysznicem poleje się ciepła woda, w kranie trzeba czekać kilka min... Kiedy nadchodzi zima i temperatury są niskie, nasza sypialnia, która jest pod skosami, dosłownie płacze: na ścianach ciekną kropelki wody, okna zaparowane, ze zbierającą się wodą. Trzeba to codziennie osuszać, bo inaczej wdaje się grzyb. No i co z tego, że mieszkanie jest w najlepszej dzielnicy Krk, skoro ktoś zrobił taką fuszerkę. Wilgotność sięga czasami 75%, co jest zdecydowanie przekroczeniem normy i mając dziecko nie możemy sobie na to pozwolić. Kupiliśmy elektroniczny osuszacz, mam nadzieję, że będzie lepiej. Planujemy jeszcze 2 lata tu pomieszkać, więc jakoś trzeba sobie radzić.
Do tego zepsuł się nam odkurzacz! Na to też ratunkiem okazał się black weekend. A wy co kupiłyście ciekawego? Skusiłyście się? Można się, za przeproszeniem, zesrać, od tych black fridayowych reklam, ale czasami to jednak dobry deal.


28.12 jesteśmy zapisani na sesję noworodkową. Szczęśliwie znalazłam fotografkę rzut beretem od nas, ze zdjęciami które trafiają w mój gust. Nie podobają mi się te wszystkie wymyślne zdjęcia dzieci w gniazdkach, koszykach, jakichś dziwnych ubrankach, koralach. To dzieci, nie zwierzątka. Chciałabym taką naturalną sesję.
Oprócz tego, słyszałam, że wszystkie zajęcia baby swim są bardzo obłożone, trzeba się zapisywać na nie będąc jeszcze w ciąży. Niestety, w szkole która nas interesuje jeszcze nie ma terminów na przyszły rok. Ja sama nie mogę się doczekać basenu, basen i sauna to dwie rzeczy których mi najbardziej w ciąży brakuje.

Zaczyna do nas dochodzić, że za tydzień nasze życie zmieni się o 180 stopni, spadnie na nas odpowiedzialność za drugiego człowieka. Wow. Za tydzień nasze potrzeby staną się drugoplanowe, jak to będzie??? Oglądam po raz enty filmiki o przewijaniu i ubieraniu dziecka i dalej mam wrażenie, że nic nie wiem.

The final countdown...

Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2020, 14:17

4 grudnia 2020, 11:07

Nie, nie, jeszcze nie urodziłam. Dostałam dziś wiadomość od doktora, że jednak przyjecie do szpitala 8.12, bo 7.12 nie ma miejsc. Cesarka raczej 9.12. No ciekawie, ciekawie, bo 13.12 mam termin wyliczony z transferu, zobaczymy jak to sie potoczy. Zostawiam to Bogu.

Dziś wymaz na covid, po stokroć dzięki za rady, żeby poprosić z gardła. Nie było problemu, co prawda bierze na wymioty, ale na pewno to lepsze niż z nosa. Kolejka do badania okropna, stanęłam na jej końcu, ale ostatnia pani mi powiedziała że przecież w ciąży to żebym szla na poczatek. I poszlam, tam mnie też od razu starsza kobieta przed siebie wpuscila. No, to już ostatnie dni tych przywilejow, trzeba korzystać😄

Od 2 tyg sie izoluje, ale po tym teście wymoglam na mężu zakupy w Leroy Merlin. Kupiłam pierdoly świąteczne za miliony monet, zaraz też ubieram choinke. Niech się dzieją cuda😄

9 grudnia 2020, 21:32

9.12, godz 8.27 urodziła się nasza córeczka Klara. 4290 g, 59 cm. Wywołała furorę na sali operacyjnej swymi gabarytami😄 Jak sie ogarnę napisze więcej. Dziękuję wszystkim e-ciociom za kciuki😗

22 grudnia 2020, 15:45

Tydzień i 6 dni z naszą córeczką. Jutro skończymy 2 tygodnie.
Chciałabym w tym miejscu opisac swój poród, pobyt w szpitalu i to co się dzieje teraz. Uchwycić emocje i te dobre i te złe.
Cz. 1. Poród.
Do szpitala zostałam przyjęta 8.12. Wyniknely problemy zwiazane z moją zakrzepica. W porozumieniu z moim lekarzem odstawiłam heparyne dzień przed przyjeciem do szpitala. Wg niektórych lekarzy to było za wczesnie, wg niektórych za późno. Byly dyskusje. W końcu jednak klamka zapadla. Cc na następny dzień, ja pierwsza w kolejce. Nie bałam sie zabiegu. Jeszcze nie wiedziałam jakie komplikacje mnie spotkaja. Bardziej balam sie tej ogromnej zmiany w naszym życiu. Nie spałam cała noc. Zalecenie pobudka o 5.00, prysznic, ubranie wdzianka operacyjnego. Przyjechala po mnie pielęgniarka i pojechalysmy na blok operacyjny. Tam zobaczyłam na rozpisce swoje nazwisko i nazwisko mojego gina prowadzącego. Uff, a więc wszystko idzie zgodnie z planem. Potem mila młoda pielęgniarka przewiozla mnie do jakiegoś pokoju i zapytała czy chce jej dać komórkę żeby zrobiła zdj. Jasne że chce! Nastepnie pojechałam już na blok. Tam przedstawiła mi sie anestezjolog z asystentka. Zaczęły zagadywac i stres sie rozładował. Zmierzyły ciśnienie. Pierwszy raz w życiu miałam 120, bo jestem niskocisnieniowcem. Pokazaly jak mam siedzieć do znieczulenia i żebym pod zadnym pozorem sie nie ruszala. Wklucie w kręgosłup było bezbolesne, tylko potem wiercenie w nim już nieprzyjemne.
- Będziemy pania musieli znów nakłuć, bo trafiłam na skrzep.
Ok, czekam. Znów skrzep. Trzecie naklucie, trzecie wiercenie w kregoslupie. Asystentka pyta czy wszystko ok. Mówię, że tak ale robi mi się słabo. Doktorka zerka na saturacje:
- Spada ciśnienie. Podać leki kondycyjne! Za chwilę będzie lepiej.
Już leżę, faktycznie jest lepiej. Nie czuję już nog, zakładają cewnik. Laski w szpitalu straszyły, że cewnik zakłada sie przed znieczuleniem. Nie ma to jak głupia plota.
Leżę już, sprawdzaja próbą zimna gdzie kończy mi sie czucie. W sali jest teraz dużo osób. Nade mna stoi instrumentariuszka i zagaduje pytaniami o dziecko. Podchodzi mój doktor:
- Dzień dobry!
- Dzień dobry Panie doktorze!
Instrumentariuszka:
- No proszę, wwystarczy mężczyzne zobaczyć i od razu uśmiech.
- A bo to znajoma twarz.
- Za chwile nas wszystkich będzie pani znała. Ok, my już tutaj pracujemy na pani.
- Jak to?
- No już operacja w toku.
O matko, ale szybko. Nie poczułam rozciecia. Ponoć czuć to jakby ktoś paznokciem jechał po ciele. Ja nie czułam nic. Instrumentariuszka:
- No, włosów to nie ma dzidzia za dużo.
Anestezjolog:
- Jak nie ma, ma i to czarne.
I nagle okrzyki wszystkich włącznie z moim doktorem:
- O rany jaka duża! Jak ona się tam zmiescila?! Czuje mocne szarpniecie na wysokości mostka, tak jakbym byla rozcieta w pionie a nie w poziomie. Instrumentariuszka:
- 8:27! Mamy ją!
I usłyszałam płacz naszej córeczki. To była najpiękniejsza chwila mojego życia. Popłynely łzy. Instrumentariuszka:
- No, już myślałam że sie pani nie złamie.
Słyszałam placz malej z pokoju obok i pomiary:
-4290 g! 59 cm!
Ile??? - mówi mój lekarz z niedowierzaniem.
Tak że Klara przyszła na świat z przytupem. I to jakim, ale o tym co się wydarzyło podczas tej cesarki później. Na razie lekarz mnie zszywal, tłumacząc swoje kroki studentowi. To trwało dluzej niz sama operacja i przygotowanie do niej. Ale ja byłam w euforii. Pielęgniarka przyniosla mi Klare na calusy i przylozyla do buzi. Dostała pierwsze buzi zza maseczki. Korona- dziecko😄 Potem lekarz mi pogratulował, kazal upomnieć sie o Clexane po wypisie i sie pożegnał. Ech, o Clexane wcale upominac sie nie musiałam, bo uważali na te moją zakrzepice jak na jajko. Potem pojechałam do sali pooperacyjnej. Pielęgniarka przyniosla mi komórkę ze zdjeciami, pogratulowala i powiedziala ze mała jest piekna. To było bardzo miłe. Tam leżałam ok 7 godzin. Czułam że mam skrzydła, emocje we mnie kotlowaly. Wyslalam wiadomości ze zdjeciem bliskim. Zaczęłam ćwiczyć rekami, tak jak nas uczyli na szkole rodzenia. Po jakimś czasie przywiezli nam maluchy i dostawili piersi. Pierwszy raz poczulam jaki to mocny chwyt i całkiem bolesny. Mleka jeszcze nie mialam, ale mała sobie possala. Jest wymarzoną królewną, słodką kluseczką. Pokochałam ja od razu. Strasznie chcialo mi sie spać jak tak lezalam z mała, ale nie chcialam przy niej zasnąć. Potem ja wzieli, ale wyspałam sie jakas godzinke i przyjechaly po mnie pielegniarki i zabraly na sale poporodowa. Przyszła babka żeby mnie spionizowac. Musialam wstać, nie było zmiluj się. Ból brzucha jest spory, tak jakby wszystko tam było w środku rozerwane. No bo przecież było. Jakos wstalam, przeszłam sie kawałek. Cewnik zostawiono mi na noc. Alez to super sprawa. W ogóle nie czuć, że chce się lać, bomba. Przeniesiono mi jeszcze mała, ale potem poprosilam żeby ja wzieto na noc. To była ostatnia noc porządnego snu.

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2020, 15:50

27 grudnia 2020, 08:56

Cz. 2. Szpital.
Na sali leżałam z dwoma innymi dziewczynami w podobnym wieku, też z pierwszym dzieckiem, też po cesarce tylko 2 dni wcześniej. Rano wstałam z cewnikiem żeby trochę sie przejść. Nakapalam krwia na podłogę. Nie moglam sie schylac, więc mylam to noga. Potem wyciagnieto mi cewnik i przywieziono mała. Zostalam poinformowana, że zalozono jej na pampersa jakaś folijke na mocz, bo bedzie miała badana cytomegalie. Zimny strach zajrzał mi w oczy. Czyżby miała jakies symptomy? Po co ja badaja skoro dostarczyłam badanie z wysoką awidnoscia? Potem dowiedzialam sie od neonantolog, że to profilaktycznie, bo ja miałam przeciwciala, wiec sprawdzają. Ale Klarcia nie chciala wspolpracowac. Srala caly czas i siki udalo sie uchwycic dopiero wieczorem. Poszły transportem do Prokocimia. Na dniach mam dzwonić po wyniki.
Po cc czułam sie trochę oslabiona, ale ogólnie ok gdyby nie to, ze strasznie bolały mnie żebra. Zglosilam to na obchodzie, ale stwierdzono, że to normalne po porodzie.Cały dzień przystawialam mala, ale z piersi leciala tylko siara. Koleżanki z pokoju wypisano do domu. Przyjechała nowa dziewczyna po cesarce. Nadeszla noc a mała pol nocy płacz. Dla mnie wszystko nowe. Pierwszy raz ja podnioslam. Po cesarce to trudna sprawa. Pierwszy raz zmienialam pieluche, darla sie w nieboglosy. Plakala tak bardzo, że o 3 w nocy zadzwonilam po pielegniarke. Jak mnie zobaczyla to wzięła dziecko na noc. Musiałam wyglądać fatalnie. Umylam sie i przespalam. Klarcie przywieziono o 7. Chciało mi sie plakac. Nie chcialam żeby ja przywozono, bałam się jej i czulam, że ona boi się mnie. Że robie wszystko niedelikatnie i ja krzywdze. Ze nie potrafie jej dac tego co ona chce. Potem znów badania. Neonantolog pokazala mi jej wedzidelko, że jest do podciecia. Była też bardzo glodna. Chciało mi sie plakac, ale podalam jej mleko modyfikowane. Kolejna noc nieprzespana, ale mała już spokojniejsza. Dolaczyla do nas kolejna dziewczyna po cc. Te dwie dziewczyny miały już drugie dziecko, więc wiedzialy co i jak. Dla mnie wszystko było nowością, wszystkiego sie balam. Czulam się tak strasznie samotna. Najchętniej oddalabym mała na caly pobyt do pielegniarek. Ale juz jutro piatek i wypis!
Poranny obchód. Profesor:Pani wyjdzie w poniedzialek, bo nie mamy jeszcze wynikow anty xa żeby dobrac dawke heparyny. Omg, plakalam pół dnia. Nie mogłam podołać emocjom, tak bardzo chcialam żeby był przy nas mąż. Dowiedzialam sie tez, że podawalam malej za malo mmleka modyfikowanego, zupelnie pomylilam dawki. Zawodze ja na każdym kroku.
W sobotę poszlam do pielegniarek po kolejna porcje mm. Tam jedna z nich stwierdziła, że mam piersi laktacyjne i widac, że jest w nich mleko. Poszla ze mna do sali. Przystawiala mała. Stwierdziła, że nie polyka pokarmu z powodu krotkiego wedzidelka. Ale ja mam mleko, więc mam odciagac i jej podawac, a resztę dokarmiac. Podala namiary na speca od wedzidelek. Siadlam z wielka doza nieufnosci do laktatora. Pierwszym razem odciagnelam 20 ml. Wow, coś tam jest! Potem było go coraz wiecej. To byl dla mnie przelom. Mój baby blues zostal przelamany. Karmilam Klarcie choć częściowo wlasnym mleczkiem. Przed porodem karmienie było mi obojetne. Chcialam karmić piersia, ale gdyby była potrzeba modyfikowanego, to mowilam ze nie bede sie szczypac. Szczypala mnie za to Klara. Sutki poranione, dobrze że mialam.lanoline i kompresy z multi mam. To karmienie urosło do rangi najważniejszej rzeczy na świecie. Chciało mi sie wyć, że dzieci z pokoju pija z cycka, a moja Klarcia nie. Nie wierzyłam, że to na 100% wina wedzidelka. Ja, jej matka, nie potrafie jej wykarmic, musze jej podawac chemie. Dopiero jak zaczelam odciagac dzieki radom tej pielęgniarki, moje nastawienie sie zmienilo. Koleżanka z pokoju poratowala mnie woreczkami do wyparzania w mikrofali i tak wygladal mój dzień: pielucha, karmienie, pielucha, sen malej. Ja w miedzyczasie laktator, kurs do kuchni żeby umyć i wyparzyc. I tak w kółko. Jakoś zlecial tydzień. Odkrylam, że poznajemy sie z mała. Zaczelam na nia patrzyc z czułością i zachwytem, stopniowo wyzbywalam sie strachu. Nadal jednak bolały mnie żebra, bardzo trudno było podnieść sie z łóżka. Nadszedl poniedzialek, wyczekiwany powrót do domu. Jeszcze nigdy nie tesknilam tak za mężem. Profesor na obchodzie: pani jeszcze zostanie do jutra, nie ma dzisiaj wyników anty xa. Świat mi zawirowal, łzy napłynęły do oczu. Oczywiscie może pani wyjść na własne żądanie, dodał prof. Pytam czy moge wtedy jutro odebrać wyniki. Tak, może pani. No to sru, wychodze na żądanie! Z malutka wszystko ok, dostała wypis. Mamy tylko zgłosić sie w styczniu na usg glowki, bo w usg wyszły niesymetryczne komory mózgu. Ponoć to sie zdarza bardzo często i do miesiaca one sie wyrownuja, a jak sa nieposzerzone to nie ma sie czym martwić. A wiec nie martwię się na razie. Ja miałam jeszcze usg, zmiane opatrunku i do domciu. Ubralam mała w ciepły pajacyk. O dziwo sie nie darla. Zeszłysmy na dół z pielęgniarka. Tam czekał na polu tata. Mógł wejsc z fotelikiem. Alez to byly emocje. Kiedy wsiedlismy do auta mąż powiedział, że ma tyle emocji, że nie może złapać oddechu. Widzialam że ma lzy w oczach. Wiezlismy najwiekszy skarb naszego życia. Do domku😄

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2020, 08:59

2 stycznia, 11:24

Cz. 3 - dom. Pierwsze kroki w rodzicielstwie, komplikacje po cc.

W domu czekały na mnie kwiaty i zdjęcie małej w ramce. Mąż pojechał jeszcze po sushi, bo cała ciążę o nim marzyłam. Mała smacznie spała. Mogliśmy zjeść, pogadać, nadal to była burza emocji. Jak dobrze być w domu, jakie to nasze gniazdko ładne. Kiedy mała zaczęła sie przebudzać pokazalam mężowi jak zmieniam jej pieluche. Oczywiście darla sie wnieboglosy. Nie znosi tej czynności. Potem ja siedziałam w salonie a mąż poszedl ja przewinąć. Słyszę jak z nia gada i nagle: ojej, co to sie stało, ojej ojej! Ide, patrze, dziecko leży w gownie i sikach. Mąż nie podwinal sobie starej pieluchy pod dupka i mała zrobiła niespodziankę na ubranka. Wszystko do zmiany, płacz i kwik. To był chrzest. Pokoncertowala jeszcze trochę, mąż w szoku, że to tak wygląda. I odtad zaczął sie nasz Armagedon. Każdy wie, że rodzicielstwo jest trudne, jednak mimo to staraczki je idealizuja. Kiedyś tak mi psycholog powiedziała i miała rację. Można snuć plany, robić wyprawki a dziecko i tak wszystko zweryfikuje. Co to było u nas?

1. Spiworek - moje dziecko będzie spalo w śpiworku, bo to najbezpieczniejsze. Nie ma innej opcji. Śpiworek okazał się za mały. Mała śpi nakryta kocykiem i rozlozonym rozkiem, który tworzy małą kołderke.
2. W łóżeczku ma być pusto, tylko dziecko i spiworek. Ponieważ uznalam, że od ściany ciągnie zimnem, założyliśmy na szczebelki otulacz. W łóżeczku śpi też Miś Szumis.
3. Nie podam smoczka do skończenia miesiaca życia. Smok podany po 2 tygodniach życia. To była ostatnia deska ratunku, by liznac snu.
4. Będę używać pieluch wielorazowych. W praktyce połowa z nich okazała sie za mała na nasza duża córe, a drugą połowę zakladam o wiele rzadziej niż powinnam. Mała strasznie krzyczy przy przewijaniu, potrafi sie zanieść i po prostu nie mam czasu żeby ułożyć ładnie wkład i otulacz.
5. Nie będę jeździć z dzieckiem z tylu auta bo to niebezpieczne. Na święta jechaliśmy do teściów 1h40 i nie wyobrazalam sobie zostawienia jej z tylu samej, mimo że mamy zamontowane lusterko.
Przykłady pewnie będą sie mnożyć.

Jak wygladaja początki z dzieckiem? Człowiek jest ledwo żywy z braku snu, głowa leci i od razu sie coś sni. Zapomina się o swietach, koronie, o swiecie w ogóle. Oprócz oszałamiającej miłości pojawia sie uczucie strachu. Każda jej łza to rana w naszym sercu, każdy ból brzuszka to bezsilny płacz rodzica. Każde stekniecie- jesteśmy przy łóżeczku. Czy tak już będzie zawsze? Czy strach o dziecko kiedykolwiek mija? Nie wierzyłam w to. Byleby tylko zajść i urodzić. Reszta sie nie liczy. A teraz ta reszta przyslania wszystko.

Ogromna potrzeba karmienia piersia. Mój pierwszy tydzień w domu stal pod znakiem laktatora. W dzień i w noc.

2 dni po wyjsciu ze szpitala przyjechali teściowie. My pojechalismy na zdjęcie szwów. Położyłam sie na kozetce i już z niej nie wstałam. Ból żeber okropny. Pielegniarka zawolala lekarke. Mówi, że mam chyba żebro złamane. Lekarka mówi, że nawet jak mam to nic sie na to nie poradzi. Pielęgniarka mówi, że ona wie jedno, pani jest cierpiaca i ona jej tak z gabinetu nie wypuści. Doktorka zmiekla. Zadzwoniono po karetkę i zawieziono mnie na sor. Ta pielegniarka powinna dostać medal i podwyżkę. Na sorze lekarz wkurzyl sie, że mnie przywiezli, bo bede siedziec z covidami. Chyba nie wierzyl w to żebro. Po rtg mia już głupia mine: Nie wiem jak pani to zrobila, ale ma pani 3 zebra złamane. Chyba musze zadzwonić na ta ginekologie i zapytać co oni wyprawiają.
Rozplakalam się. Jak ja będę sie opiekowac mała, czy pójdę do szpitala? Nie, nie musze iść do szpitala, żebra sie same zrosna, mam nie nosić dziecka jak boli. Zrobil mi jeszcze usg żeby sprawdzić czy zebra nie uszkodzily narzadow wewnętrznych. Na szczescie nie ma przemieszczenia, więc nie.
Teść rozmawiał z sasiadem ginekologiem. Ponoć zdarza sie to nawet przy cc. Naciecie w brzuchu jest małe i na samym dole, jeśli dziecko jest duże to przy pchnięciu żebra łatwo można złamać. Tak chcialam żeby mój gin robil mi cc, wszystko było zgodnie z planem, a on mi żebra polamal. Nie winie go jednak, zdarzyło sie, może popelnil blad, może nie. Moze Klara tak była ułożona. Położna mówi, że mam piekne ciecie i blizne jakbym nie miala operacji. Więc mu wybaczam. Mam żal jednak do lekarzy na obchodzie. Zglaszalam ogromny bol żeber dwa razy i nikt sie tym nie zainteresowal. W wyniku tego nosilam 4 kg dziecko przez caly tydzien, mogłam sobie zrobić krzywdę i na pewno przez to dłużej sie beda zrastac. Dziewczyny z forum radza, żeby skarżyć szpital. Przymierzam sie do tego, ale czasu brak. Nie chciałabym też robić problemów swojemu ginowi. Z drugiej strony może przestaliby lekceważyć skargi pacjentek. Choć na opieke nie moge narzekac, wręcz przeciwnie. Niestety zglaszalam ból żeber mlodym lekarzom na wieczornych obchodach zamiast na porannym obchodzie glownym, gdzie profesor był naprawdę zaangazowany. Cc wspominam pieknie, szkoda ze taki cień na nią padł.
Do domu wróciłam z sor w fatalnym stanie psychicznym. Ryczalam przy tesciach. Dlaczego w ciągu 2 lat znów spotyka mnie złamanie? I to w takim momencie, wszystko bedzie na barkach męża.
A jednak tego dnia wydarzyl sie cud. Przyszedl nawal pokarmu, a mała zaczęła pić. Mimo swojego nieszczęsnego wedzidelka! Ta noc byla jednak mega ciężka, bo mała plakala, chciała cyca, a ja nie moglam sie nawet obrócić w łóżku jak mąż mi ja przystawial. Ból zapierajacy dech w piersiach. W końcu musial jej podac mm.

Oprócz przygody z zebrami ostatnio na wizycie u fizjo dowiedziałam sie, że rozszedl mi sie miesien prosty brzucha. Tak ze tylko czekac aż mi wyskoczy przepuklina albo zaczne sikac pod siebie. Cudownie.... Muszę ćwiczyć, ale martwi mnie to...

Dodatkowo teraz, kiedy zaczęliśmy wpadać w jakikolwiek rytm, zaczęły sie kolki. Nie życzę nikomu. Dziecko pręży sie, wykręca, widać ze cierpi, płacze ciągiem kilka godzin. Nie ma nic bardziej bolesnego niż patrzeć na cierpienie swojego dziecka. Ale musimy to przejść. Zastanawiam się czy może z moim mlekiem jest coś nie tak? Może mała ma nietolerancje na laktoze? Chcialam zamówić do domu cdl, bo może zle przystawiam mała, ale ta najlepsza w Krk nie przyjedzie bo covid. Muszę szukać dalej...

Kilka dni temu podcielismy wedzidelko. Myślałam że zemdleje jak widzialam jak chirurg pakuje spiczaste nożyczki do buzki mojego dziecka. Teraz ćwiczymy co 4 godziny, miedlimy jej palcami w buzce, bo ćwiczenia to połowa sukcesu.

Zaliczylismy też sesje zdjeciowa, już nie mogę sie doczekać fotek. Kiedy tak siedzieliśmy w studio, a fotografka rozebrala malutka i zaczęła cykac zdjecia, strasznie chciało mi sie ryczec. Że oto my, ktorym wiatr tak długo wial w oczy, siedzimy u fotografa na sesji z nasza córeczka. Czy to prawda? Muszę sie szczypac cały czas.

Klarcia jest cudna, słodka, bystra, już wodzi oczkami za przedmiotami. Jest też niezwykle silna, potrafi już sie z boku na brzuch przewrocic, co akurat mnie o palpitacje serca przyprawia. Żeby jej tylko brzuszek nie bolal to ja zniose wszystko, nieprzespane noce, zmeczenie, zlamane żebra. Niech ja tylko nic nie boli. Człowiek przeszedl tyle trudnych etapów w walce o rodzicielstwo, a okazuje sie, że ten najtrudniejszy jest właśnie teraz. Kiedy towarzyszy nam ciągły strach o nią.

Na koniec wrzucam zdjęcie naszej dziewczynki i życzę Wam dziewczyny noworocznych cudów!

40c3e415beb5.jpg

22 stycznia, 20:34

6 tygodni i 3 dni. Waga: 5040 g.
Mój mąż traktuje każdy tydzień jako krok milowy. Że przetrwaliśmy. Razem. I dalej walczymy i uczymy się siebie. Mąż jest wspanialym ojcem. Ciepłym, kochajacym, ma fioła na jej punkcie. Nie spodziewałam sie takich pokładów uczucia u niego.
Od 2.tygodnia walczymy z kolkami. Nie życzę tego żadnemu rodzicowi. Nie wiem w sumie czy sa to typowe kolki, ale bóle jelit - z pewnością. I pediatra i położna mówią, że to niedojrzaly układ pokarmowy i trzeba przeczekać do 3 miesiąca. Tylko jak? Kiedy widzi się, że dziecko tak bardzo cierpi, wygina się, pręży, poplakuje. Nie wiem jakim cudem serce mi jeszcze nie pękło. Pomaga noszenie przez tatę, leżenie u babci na brzuszku i suszarka. Nie pomógł ani espumisan ani esputicon, ani biogaia. Od 3 dni testujemy delicol. Niby jest poprawa, bo sen jest spokojniejszy, bez stękania i prezenia, ale kupa nadal boli. Jest żałosny płacz. Taki płacz z bólu.
Edit, odstawilismy delicol, przestal działać😣

Dochodzę do siebie jeśli chodzi o żebra. Chyba sie zrosly, a przynajmniej prawie przestały boleć. Ciężkie były te początki macierzyństwa. Macierzyństwa wyczekanego, gdzie przez 6 tygodni byłam pozbawiona jednej z najważniejszych czynności rodzicielskich - noszenia dziecka. Niby dziewczyny pocieszaly mnie, że nie na tym polega rodzicielstwo. Ale jednak potrzeba utulenia placzacego dziecka, dodania mu ciepła i odwagi sa mega ważne. Ja ich nie mogłam dac. Dawał za to mąż. Po dwutygodniowym l4 na opiekę nad żoną po cc dostał kolejne 2 tygodnie. To on tulil Klarcie, chodzil z nia po mieszkaniu i pokazywał różne sprzęty, to on przynosil mi mała do karmienia, zanosil na przewijak i był na każde zawołanie. W ostatnim tygodniu l4 jednak to było już dla niego za dużo. Odparowal mi raz tekstem, że jest na rozkazy. No sorry, tak jakbym specjalnie go prosiła o różne rzeczy, bo jestem leserem. Sa dni warczenia na siebie i fochow, ale ostatnio jakby lepiej. Mąż zaproponowal ostatnio żebym sobie poszla na jakieś spa czy manicure, widzi ze jestem zmęczona, że czuję sie zaniedbana. Ale na manicure nie pojde bo ćwiczymy po podcietym wedzidelku, nie chce mieć lakieru na paznokciach jak jej palce wpycham do buzki.

Tak sobie myślę, że gdyby nie moje żebra i kolki małej to naprawdę te początki muszą być fajne. Lubię karmić piersią, uważam że to piękne, jestem wytrzymała jeśli chodzi o brak snu. Mąż pracuje teraz w większości zdalnie, rodziców wpradzie nie mam na miejscu, ale mieszkaja godzinę od nas, a teściowie 1,5 godziny. Byli u nas w weekend, potem moja mama przyjechała na tydzień.

Wczoraj mieliśmy ciężki dzień, mała tak płakała po karmieniu że sie zanosila. Poplakalam i ja, że nie moge jej pomoc, i w ogóle czuje sie taka zmeczona, brudna z mleka, zaniedbana. Dziś już lepiej. Klarcia śpi po szczepieniu 3, 5h, ja spałam razem z nią. Tak to można żyć, a nie że trzy drzemki na dzień po 15 minut. O, budzi się, lecę!

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 stycznia, 20:36

10 lutego, 10:37

Wczoraj Klara skończyła 2 miesiące, dziś kończy 9 tygodni.

Jest cudowna. Gdyby nie kolki i moje problemy z koscmi to poczatek macierzyństwa byłby sielanką. Jednak kolki skutecznie zepsuly nam ten czas. Jest to koszmarnie przykre i trudne i dla dziecka i dla rodziców. Koleżanka mi ostatnio mówi: nie przyzwyczajaj do spania z wami bo sie nauczy. Pytam czy jej dziecko miało kolki. Nie. No właśnie, no to pogadane. Samo położenie dziecka na swoim brzuchu już przynosi ulge. Tak wiec ja śpię w salonie z nią, mąż w sypialni. Od kilku dni jesteśmy u moich rodziców, podaje jej krople sab simplex z Niemiec i jest dużo lepiej. W nocy jedno lub 2 karmienia, a czuwaja przy niej moja mama lub tata. Tak że sie wysypiam. Mama nauczyła ja spać z powrotem w łóżeczku. Mamy też u rodziców kolyske, w której była kolysana już moja babcia. Tata znalazl ja na strychu i odnowil. Ma ok 100 lat! Klara ja bardzo lubi, oglada spojenia drewna w środku i zasypia w niej. Żałuję że nie możemy jej wziąć do naszego małego mieszkania.

Od kilku dni obserwujemy u malutkiej skok rozwojowy. Jest super aktywna i energiczna, interesuje ja otoczenie, zwlaszcza lubi ogladac obrazy na ścianach, aż wykreca głowę żeby obraz zobaczyc. Poza tym lubi bajeczki kontrastowe, uśmiecha sie na widok mamy, taty, babci, dziadka. Dziadkowie stracili dla niej głowy, i jedni i drudzy. Mąż ja przyzwyczail do noszenia, więc moj tata ja nosil wczoraj 2 godziny, bo co odkładal to wrzask. Oj nawarzylismy sobie😂

Uwielbia kąpiele, robi wtedy takie duże oczy i wycisza się. Na przewijaku znów jest wrzask. Nie znosi zmiany pieluchy i ubierania. Wiele razy nam sie zaniosla, dobrze ze wiemy co wtedy robić, bo jest to olbrzymi stres.

Z mężem dużo się kłócimy, zawodzi mnie w tym okresie. Tzn mała opiekuje sie wspaniale i ma fioła na jej punkcie, może dlatego czasami mówi rzeczy które mnie bolą. Mam wrażenie że cały czas mu się nie podoba coś co robię, gdzieś szpilke zawsze wetknie. Choć on twierdzi, że sama to sobie wmawiam... No, nie układa sie między nami najlepiej.

A ja... No cóż, czuje sie zaniedbana, zmęczona. Chciałabym pójść do fryzjera, kosmetyczki. W sumie mogłabym, ale już tak przylgnelam do roli mamy, że jestem tylko mamą. Już nie kobietą, nie żona, tylko mamą. A to też nie jest dobre. Pewnego dnia mała była caly dzien marudna, kiedy mąż skonczyl prace zostawilam mu butle i poszlam do centrum naszej dzielnicy. Spacer przez park, kupiłam sobie goraca czekolade na wynos, zrobilam zakupy, wrocilam do domu pełna energii. Od tej pory robię tak kilka razy w tygodniu.
Ostatnio miałam rtg i żebra jeszcze sie nie zrosly... Jeszcze ok 2-3tygodnie mam sie oszczedzac ale mała już zaczęłam nosic. I co? Siadly mi ledzwia. Nie bylam w stanie sie obrócić w łóżku. Miałam rehabilitacje i tejpy, troche pomoglo, ale nadal dokucza. Jak nie urok to sraczka, taki lajf.

Nasze mieszkanie, dla dwójki idealne, z dzieckiem robi sie już bardzo ciasne. Wiedzieliśmy o tym, ale starania pochlonely wiele pieniedzy. Nie chcemy mieszkania sprzedawać, lecz wynajmowac wiec musimy uzbierac przez 2 lata wklad wlasny na nowe. Czy sie uda? Czy wytrwamy w tej ciasnocie? Nie wiem, życie pokaże, i tak los ma swój własny scenariusz, więc plyne z nim. Brakuje mi medytacji, w ciąży chodzilam na joge dla ciężarnych. Musze do tego wrócić.

Czekam na lato. Marzę o słońcu i parku z mała. Na razie jednak ciesze się chwila, ona jest już tak kontaktowa, tak slodka, że brak słów. Jutro mamy szczepienie, po wielu debatach zdecydowalismy ze zaszczepimy ja na rotawirusy. Boje sie ze bedzie miala rozwolnienie po tym szczepieniu, bo ona robi sporą kupe po każdym karmieniu. Tak to jest, wiecznie sie o coś martwimy my staraczki, my ciężarówki, my mamy. Ale jeden uśmiech Klarci wynagradza mi wszystko.

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego, 09:55

23 lutego, 05:08

2 miesiące + 2 tygodnie życia

Dochodzi 5, a ja piję sobie w kuchni rumianek. W łóżeczku głuży maleńka, uwielbiam te wszystkie dźwięki "ałuuu" albo nieświadome "ma-ma". Nie śpimy od 3. Pobudka na karmienie, potem turbo drzemka 20 min w łóżeczku, zmiana pieluchy i zabawy w łóżeczku. Za rada Zawitkowskiego pooklejalam ściany nad lozeczkiem i skos sufitowy. Klarcia strasznie się podnieca drzewkami i latawcami. A ostatnio hitem jest otulacz na szczebelkach z kolorowymi sówkami.

Byliśmy wczoraj na usg brzuszka. Z trawieniem i kolkami jest lepiej, ale jednak nadal brzuszek boli przy robieniu kupy. A kup robi bardzo dużo, po kazdym karmieniu 1 lub 2. Chciałam sprawdzic czy tam w środku jest wszystko ok. Wybraliśmy się do chirurga dziecięcego, specjalisty od usg. Dokładnie przebadal i omówił wszystkie narządy. Wszystko jest ok. Klara sporo przybiera na wadze, mleka jest dużo a ona dużo je więc układ pokarmowy niedojrzały nie nadąża. Jestem już spokojniejsza.

Nie możemy sie z mężem nadziwić jak ona szybko rośnie, jaka jest piękna i w ogole nasza. Nasza córcia wymarzona. Jest dla nas całym światem a mąż ma na jej punkcie bzika totalnego, tak miło to widzieć.

No, koniec mojej blogiem chwili z rumiankiem, Klara się zaczyna denerwować😀
‹‹ 9 10 11 12 13
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego