Pamiętniki Niecierpliwa nadzieja
Dodaj do ulubionych
‹‹ 2 3 4 5 6

13 września 2018, 21:23

Dzisiaj wracając do domu autobusem po 11 godzinach (to był mój wybór) pracy normalnie się rozpłakałam :(
Ogólne zmęczenie
Przepracowanie
Głód
PMS
Złe wyniki męża
Kolejne niepowodzenie
Nie wiem co jeszcze...

M. przyszedł po mnie na przystanek i chyba pierwszy raz od wielu wielu miesięcy, może i od roku się rozpłakałam jak bóbr ;(
Nie jestem płaczliwa, ale normalnie te bakterie chyba przelały czarę goryczy, chyba tracę nadzieję na ciążę i jeszcze nie wiem jak sobie poukładać przyszłość, Czuję się zagubiona w tym wszystkim.

25 września 2018, 16:17

Zaczęłam się stresować. Nie, nie staraniami, bo te na razie odfrunęły w siną dal...

Taa, starania odfrunęły, bo przez te bakterie męża znowu mamy miesiąc w plecy. Antybiotykoterapia i takie tam. Doktor powiedział, że teraz MUSI się udać i że za miesiąc jak wrócimy to chce zacząć stymulację u mnie (cokolwiek to oznacza, bo nie zajmował się mną od wiosny :| i już te słowa słyszałam w maju :/ ).

Co do bakterii, to nasz lekarz sam już nie wie skąd one się biorą. Zasugerował zwiększenie higieny, ale ja mam wrażenie, że my już jesteśmy na granicy myzofobii!!! Wszędzie żele antybakteryjne, chusteczki wilgotne, o mydle i myciu rąk nie wspomnę. No nic tym razem m. dostał Augmentin na 20 dni brania. Mi się wydaje, że to już jakaś końska dawka. Wykupiliśmy jakiś zamiennik, bo akurat Augmentinu nie było w hurtowni, ale pani w aptece powiedziała, że to to samo (I hope). Ja mam za to tylko 8 globulek, ciekawe czy wystarczy. Boję się tylko, żeby m. już całkiem sobie organizmu tylko antybiotykami nie osłabił.
Także, tego... szanse na ciąże w kolejne 5! Boże Narodzenie odpływają, chociaż ja mam jakąś nikłą nadzieję, że może jakiś cud... Zawsze mam tą durną nadzieję, nawet jak mężowi głośno powtarzam, że się nie uda. Beznadziejna jestem.

... a stresuję się, bo równo za tydzień idę do poradni hematologicznej. Nie wiem czy bardziej boję się potwierdzenia chłoniaka (tego i tak mi pewnie za pierwszym razem nie powiedzą)czy bardziej tego, że w związku z ewentualnym leczeniem będziemy musieli odłożyć starania. Nieeee, tego chyba nie przeżyję :|

A jutro moja koleżanka z pokoju jest ostatni dzień przez L4 ciążowym, wraca za co najmniej 1,5 roku. :( gdzie ja będę wtedy z moimi staraniami???????????????????????????????????????

15 października 2018, 18:17

Przeczytałam na fb., że dziś Dzień Dziecka Utraconego...
W marcu 2015 r. zrobiono mi łyżeczkowanie, bo moje/nasze puste jajo płodowe nie chciało się usunąć farmakologicznie.
Mówią, że dzieci wracają, nasze jakoś nie chce wrócić prawie 4 rok.

Ale w sumie nie o to chodzi w tym wpisie. Chodzi o to, że my z mężem prawie o tamtym zdarzeniu nie rozmawiamy. Przy okazji rozmów na temat legalnej aborcji parę razy zastanawialiśmy się od kiedy liczy się poczęcie, człowiek itp. i parę razy mieliśmy taką rozmowę:
Mąż- to Ty byłaś w ciąży czy nie?
Ja- no tak, chyba tak
Mąż- aha, no tak
kurtyna...
W ogóle o tym nie rozmawiamy, tak jakby to było po prostu takie zwykłe smutne zdarzenie jak ich wiele, jak śmierc babci, oblany egzamin, utraconą przyjaźń, czy utrata pracy, ot życie...
Ja nawet nie pamiętam kiedy dokładnie miałam ten cholerny zabieg. Nie obchodzę żadnego dnia pamięci, w sumie nie czuje się chyba emocjonalnie związana z tym dzieckiem. Jak czytalam wpisy rozżalonych rodziców na fb, to poczułam się dziwnie. Bez uczuć, bez serca. To było nasze dziecko? A może jeszcze nie? Ta wersja mi chyba bardziej psychicznie odpowiada, chociaż przecież jestem wierząca, nie popieram aborcji, wierzę w niebo dla małych aniołków, ale usilnie wmawiam sobie, chyba oboje sobie wmawiamy, że nas to nie dotyczy. To inni mają poronienia, utracone dzieci, są osieroconymi rodzicami. Może ja nie mam serca i Bóg to wie i nie pozwoli mi mieć dziecka dla mojego egoistycznego chcenia.... Może ja nie będę umiała dziecka kochać?

Heh, dziś miałam durny sen. Że jestem w ciąży i mam brzuch, tylko, że się okazało, że ten brzuch to nie jest prawdziwy, tylko z poduszki, ale faktycznie jestem w ciąży, tylko brzuch jeszcze mały. Porąbane!

20 listopada 2018, 21:17

Nie piszę, bo i co tu pisać. Cześć. U nas bez zmian...

Doktorek na poprzedniej wizycie do dotychczasowych leków dorzucił mi tylko Cyklodynon (noż kurcze, wiecie, że był dostępny tylko w jednej aptece w Warszawie - przy uwzględnieniu, że my kupujemy leki tylko poprzez zamówienie internetowe z osobistym odbiorem, bo tak wychodzi najtaniej) z tego powodu, że pomimo Norprolacu i Duphastonu bolały mnie piersi w II fazie cyklu.

Teraz mam 5 dpo. Mając na uwadze nasze działania to wstrzeliliśmy się idealnie. No, ale ja to mam wrażenie, że doszliśmy do perfekcji jeżeli chodzi o trafianie w dni płodne, ale cóż z tego...

Na początku grudnia m. ma zrobić podstawowe badania nasienia i krwii a później mam dostać na wizycie już zalecenie stymulacji. A miałam już dostać stymulację już teraz, ale na razie m. ma brać 4x dziennie BabyStarta żeby jeszcze się podreperował po antybiotykoterapii.
Strasznie to nasze leczenie powolne, ciągle mam wrażenie że nie posówamy się na przód, ale w końcu postawiliśmy na Doktorka. Czekamy.
Jedno co mnie podtrzymuje na duszy, to to, że za każdym razem, serio(!) za każdym razem gdy jesteśmy na wizycie, to od naszego Doktorka wychodzi para w ciąży. Albo np. raz w trakcie naszej wyzyty - kiedy już myślałam, że tym razem nie trafiliśmy na szczęśliwą parę - zadzwonił telefon z info, że będą bliźniaki (!). Jak śledzę jego profil na znanylekarz.pl to też co chwila nowe komentarze, że ma sukcesy, że normalnie dr House. Więc to wszystko daje nam nadzieję... niecierpliwą nadzieję :|


Dawno nie pisałam, ale coś tam napisałam z pola bitwy, chociaż weszłam tu, żeby się trochę wyflustrować.
Właśie obejrzałam materiał w Faktach, wiem może ktoś powie, że trzeba było oglądać Wiadomości... no ale akurat obejrzałam Fakty, a tam mówią, że od 2013 roku z dofinnsowania rządowego in vitro (które miłościwie nam panujący rząd zakończył chyba już z początkiem swojej kadencji) urodziło się 21 000 dzieci, a z nowego rządowego programu wspierającego naprotechnologię od 2015 r. urodziło się - uwaga - 70 dzieci...

Ja na prawdę jestem praktykująca, wierząca i codziennie modlę się o naturalne poczęcie, o to, by nam się udało bez inseminacji, bez in vitro , ale noż kurczę, czy trzeba jeszcze więcej dowodów, że napro to przy skomplikowanych przypadkach za mało. Czy Pan Bóg dał nam rozum i naukę tylko dla teorii....

No i ciekawe czy Polacy wygrają z Portugalią, bo właśnie grają i mąż się krzywi, bo zaburzam mu aurę oglądania przez walenie w klawiaturę ;)

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 listopada 2018, 21:18

22 grudnia 2018, 16:14

Nie pisałam, bo i nie ma o czym. Znam już swoje ciało na tyle by wiedzieć w 12 dpo że jestem pusta, znowu pusta, znowu się nie udało. Jedynie cud..., Ale z pustego i Salomon nie naleje, a m. zrobił trzy dni temu badania i wyszło znowu 0% :( normalnie chce mi się wyć. Przecież z takim wynikiem ani on in vitro ani tym bardziej inseminacja nie wchodzi w grę ;(
Ot taki nastrój na święta... pobyt w rodzinnym domu nie pomaga, bo mama jak zwykle już od progu wbija szpile, że przytyłam to może... że mąż ma już swoje lata, że ten czy ten ma dziecko... etc. Jestem w domu dopiero kilka godzin i już chce uciekać, zaszyć się przed światem. [email protected] planowana na 24-26 grudnia, w punkt...

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2018, 16:15

10 stycznia, 20:24

Dzisiaj mój/nasz świat się zawalił. W ramach darmowej wizyty z OF w INVICTA dowiedziałam się, że 3 lata temu podczas łyżeczkowania uszkodzono mi endometrium, co jest nieodwracalne, więc mamy 10% szans na jego poprawę, a w zasadzie ZERO szans na ciążę.... :(

I to wszystko po 3 latach leczenia u różnych lekarzy...

Dodam, że pan dr stwierdził to po jednym USG w 14 DC ustalając, że mam 4,5 mam endometrium. Jak powiedziałam, że nawet po tym łyżeczkowaniu miałam endometrium 6-8 mam, to stwierdził, że widocznie lekarz nie umiał robić USG.. serio? Moja stała gin. robiąc mi że 6-7 USG zawsze się myliła o 2-4 mm?

Nie ukrywam, jestem załamana, a mąż mówi, że nie chce mu się żyć, ale mnie kocha i nie zamierza zostawiać (bo ja oczywiście od razu o rozwodzie gadam), ale jakoś nie wiele mi to pomaga.

Aha i ten dr kazał mi brać dopochwowo estrofem... Ale ja już biorę duphaston, norprolac, cyclodynon..
Nie wiem czy mogę to wszystko mieszać. Bo oczywiście nie powiedziałam mu o tych lekach, bo w szoku zapomniałam.

Ot, mój Happy new year... Do dupy!

Dopiszę, że pół roku po łyżeczkowaniu miałam histeroskopię. Sprawdziłam - na wyniku napisano, że endometrium 3,2 mm prawidłowe... Czy jesli byłoby uszkodzone to czy by tego wtedy nie odkryli, czy też napisali ok bo to ten sam szpital robił mi łyżeczkowanie? Czy na Karowej mogli się tak pomylić, mam się szykować do walki sądowej o błąd medyczny, czy jak?

Mąż nadal czyta i czyta, będzie specjalistą od endometrium. Ja chyba zaczynam wypierać dzisiejsze nowiny. To przecież niemożliwe mieć takiego pecha... :(

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia, 09:29

11 stycznia, 16:37

Jesteśmy z mężem parą łącznie 10 lat (za kilka dni rocznica <3 ) i jeszcze nigdy, ale to nigdy nie widziałam go tak zestresowanego, zdenerwowanego, zmartwionego, załamanego, bez chęci do życia etc... mogę tak bez końca... jak po wczorajszej wizycie.
Ja, która zawsze widzę czarne scenariusze, która zawsze musi być pocieszana, że będzie dobrze... jakoś dziwnie spokojnie znoszę tą sytuację. Może to efekt szoku na tak dramatyczną dla nas "nowinę", może po prostu nie dopuszczam do siebie możliwości, że to może być prawda, może jednak wierzę, że Bóg nad nami czuwa...

Wysłałam smsa do mojego doktora z kliniki. Na szczęście oddzwonił. Powiedział, że jeszcze nigdy nie powiedział pacjentce, że się nie da w ogóle odbudować endometrium, że z pewnością diagnoza doktora z Invikty jest pochopna i zbyt wczesna, że niepotrzebnie nas nastraszył, bo trzeba to na spokojne sprawdzić.
Powiedział, że zdarza się uszkodzone po łyżeczkowaniu endometrium, ale nigdy nie jest tak, że jest całkowicie wyskrobane i zniszczone i że jest wiele metod jego poprawy (taaa, wiem, bo mąż przez minioną noc stał się chyba specjalistą od regeneracji endometrium i to w kilku językach :o ). Zapytał też jakie biorę leki i powiedział, że to też może wpływać (ale chyba akurat niewielki), a przede wszystkim kazał nam przyjść na wizytę w przyszłym tygodniu i sam sprawdzi co tam się dzieje.

Nie muszę pisać (ale napiszę :P ) że chyba zejdę do środy, bo dopiero w środę mamy wizytę. Pffff.
Przed nami w końcu niewyjazdowy weekend w mieszkanku. Ostatni taki był w listopadzie(!), więc postaram się nie myśleć o tym przez cały czas.
No, ale jak tu nie myśleć, że mogę być całkowicie bezpłodna! :( nie, chyba jednak się nie da.
Nie, no kurczę, cholera @#&%&#%#%#%@ jak to możliwe, że "fachowiec" przeczytawszy mój wypis ze szpitala i wynik histeroskopii i robiąc badanie USG po 5 minutach mówi mi, że mam 10% szans na poprawę endometrium, ergo w zasadzie 0% szans na zagnieżdżenie i donoszenie ciąży :( :( :(
Czuję się oszołomiona (negatywnie) i zagubiona.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia, 16:39

‹‹ 2 3 4 5 6
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)