Moja głowa ma się lepiej, Twój brzuch ma się lepiej. Przez ostatnie dni udało Ci się skleić kilka drzemek a ja wtedy pomyślałam, że "tak to może wyglądać moje macierzyństwo". Śmiejesz się całym sobą do mnie i cieszysz na mój widok, chociaż nie jestem idealna i w Twojej obecności traciłam parokrotnie nerwy. Lubisz przy mnie odkrywać świat, a ja chciałabym Ci to zapewnić najlepiej jak umiem.
Znalazlam nową zajawkę. Chusty. Ciekawe czy szybko mi przejdzie czy też w ogóle.
Mały już od jakiegoś czasu zamiast w chuście spać, to ucina sobie turbo-drzemki a przez resztę czasu woli oglądać świat, dlatego chusta elastyczna musiała odejść na emeryturę. Za to poczciwy tkany lennylamb... wpija się w ramiona przy jego wadze, bo mały przybiera ekspresowo i waży już prawie 7kg. W tą niedzielę być może przebije już te 7kg.A tak... Życie nam leci. Nie wiem gdzie zwiał ten miesiąc. Naprawdę nie wiem.
Rok temu Kuba byłam 5dpo i w nocy zaczęło wściekle piec i uciągać mnie w podbrzuszu, ale tylko w nocy. Było to na tyle irytujące, że nie mogłam spać, a w dodatku wkurzałam się jeszcze na to, że na pewno mój mózg sobie wmawia głupoty i to nic szczególnego nie oznacza. Czy to był faktycznie Kuba? Z perspektywy czasu wierzę, że tak.
Chciałabym się do czegoś przyznać.
Mam wyrzuty sumienia. Że nie cieszyłam się z tego, że byłam 24h na dobę całym światem dla tego człowieka. Że mnie to dobijało, drażniło, irytowało. Że płakałam i nie potrafiłam tego docenić. Że się złościłam, że nie mogę mieć chwili żeby się umyć czy zjeść coś lepszego niż sucha bułka zapijana mlekiem, która i tak była jedzona w akompaniamencie okropnego ryku dziecka. Źle mi, gdy czytam pełne uczuć i miłości wspomnienia innych mam. Czuję, że zawiodłam zarówno siebie i swoje oczekiwania, jak i Kubę, bo mimo tego, że byłam przy nim non-stop, to nie w czułam się w tym do końca szczęśliwa. Nie czułam się sobą... Gdzieś podświadomie czuję, że skoro walczyłam i chciałam, to nie powinnam marudzić czy narzekać. Wiem, że to błędne myślenie, ale tak jest. Mam wrażenie, że jestem niewdzięczna, a dziecko to była głupia zachcianka, która minęła wraz ze słomianym zapałem, skoro nie potrafiłam tego docenić.
Na szczęście dziś jestem o milę dalej od tamtego etapu. Powoli odzyskuję samą siebie w zmodyfikowanej wersji. Gdzieś tam pomiędzy tymi chwilami które uciekają jak szalone a zamartwianiem się o ziemniaka, znajduję moment na ciepłą kawę, kilka stron książki, odcinek serialu czy nawet kilka questów w MMO. Między uśmiechami a żuciem gryzaka, wypakowuję zmywarkę i wciągam majtki na tyłek. W nocy serce mi się topi, gdy zabieram go z dostawki na karmienie, a on się we mnie wtula i tak sobie już śpimy do rana (z pobudkami na karmienie oczywiście!).

Nie jest łatwo i pewnie już nigdy nie będzie, ale mam nadzieję, że w końcu nauczyłam się doceniać tą całą rewolucję.

Wow, 3 miesiące! Z jednej strony aż, bo kiedy to zleciało? A z drugiej tylko - to jeszcze taki malutki, pachnący bobasek z małymi stopkami do całowania 🥹 Powoli już będzie łatwiej. Wszystkiego dobrego ❤️
Też tam byłam, czasami mam nawet wrażenie, że wracam tam ...a ta książka pomogła mi właściwie myśleć o sobie i była lekarstwem na baby blues mojej przyjaciółki. Jesteś najlepszą mamą swojego dziecka☺️😉