X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki Pamiętnik starań Zosi
Dodaj do ulubionych
1 2 3

15 listopada, 11:54

4 dc
Odebrałam dzisiaj wyniki badań, które zleciła Pani Ginekolog. W sumie chyba wszystko jest OK...

Glukoza - 93,20 mg/dl
Insulina - 9,45 µIU/ml
TSH - 2,220 µIU/ml
Androstendion - 1,71 ng/ml

Ten ostatni mi tylko nic nie mówi...

Na TSH biorę poprawkę, bo przez prawie 3 dni przed pobraniem krwi bolała mnie głowa... 🤕 Aczkolwiek zastanawiam się jeszcze nad zakupem jakiś supli na lekkie obniżenie i zrobię jeszcze raz badanie w przyszłym cyklu.

Ha! W Diagnostyce mam nawet wykres historycznych wyników... :)
Bez-tytu-u.jpg

Cieszy mnie, że z cukrem jest wszystko OK. :) Dalej bezkarnie mogę wcinać deserki. 😈

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 listopada, 11:58

18 listopada, 11:26

7 dc

Dałyście mi do myślenia. DZIĘKUJĘ! 💚

Oczywiście, skonsultuję wynik z lekarzem, ale to dopiero w styczniu (już z wynikami nasienia Męża).

Tymczasem wprowadzam zmiany (drobne, bo nie jestem osobą, która umie trzymać jakiekolwiek diety 🤣 nie mam też nadwagi, więc jakbym miała teraz jeszcze schudnąć to podejrzewam, że mogłoby to pójść w drugą stronę...):
- kawę z karmelem zamieniłam na kawę z cynamonem (podobno ma on m.in. korzystny wpływ na stężenie glukozy we krwi, pozwalając na zwiększenie wrażliwości tkanek na insulinę);
- kupiłam herbatkę ziołową z dodatkiem herbaty zielonej z morwą białą, cynamonem (znowu? 🙃) i mniszkiem (też podobno ma dobre działanie na cukier) - wleci w pracy zamiast zwykłej herbaty;
- wracam do zielonej herbaty;
- wymieniłam białe pieczywo na pełnoziarniste (to akurat nie będzie jakiś wielki ból);
- włączyłam orzechy zamiast słodkości jako przekąski;
- ocet jabłkowy - to następny naturalny element diety, który zmniejsza poziom glukozy we krwi i poprawia działanie insuliny - kupiłam już dawno, ale użyłam ze dwa razy i tak stoi sobie w kuchni, trzeba go ruszyć;
- tu ucieszy się mój psiak 🐕 - wydłużamy poranne spacery + będę starać się również po pracy zabierać go na spacer ja (do tej pory robił to Teść, z którym mieszkamy).

Zastanawiam się jeszcze nad włączeniem suplementacji berberyny.

Jeśli się nie uda w tym cyklu uzyskać ⏸️, to w przyszłym spróbuję wyrwać od rodzinnego skierowanie na krzywą glukozową. Wtedy będę miała do gin-endo komplet badań na styczeń.

No i na koniec - ciągle biję się z myślami - zastanawiam się, czy nie skorzystać z gotowych cateringów dietetycznych, które zapewniają odpowiedni dobór składników idealnych dla osób z IO. Z jednej strony to byłoby idealne rozwiązanie, bo nie zawsze mam czas/ochotę gotować. Z drugiej strony jakoś nie mam przekonania do tego pudełkowego jedzenia.

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada, 11:29

21 listopada, 15:35

Jestem okropna. Serio. Zapowiedziała się dzisiaj do nas z wizytą moja Przyjaciółka z Mężem. Dawno się nie widziałyśmy, choć regularnie rozmawiamy przez telefon. Mieli wpaść dzisiaj na kawę wieczorkiem. A ja... Właśnie Jej napisałam, że chyba dopadł nas jakiś wirus i chyba lepiej byłoby przełożyć to spotkanie... Przyjaciółka jest w 5-tym miesiącu ciąży. Nie mam dzisiaj siły na to spotkanie. Miałam ciężki dzień w pracy i potrzebuję odpocząć, a nie udawać, że u nas wszystko OK, jestem silna i wcale nie chciałabym być na Jej miejscu... Ech... Jestem okropna. Serio. Wiem, że nie powinnam tak robić. Wiem. Jednak to było silniejsze ode mnie. Przynajmniej dzisiaj.

23 listopada, 08:26

12 dc, prawdopodobnie 4 dni do owu

Okres okołoowulacyjny jest dla mnie najgorszy. Czas, kiedy według naukowców kobieta powinna być najbardziej atrakcyjna, pociągająca i uwodzicielska... A ja czuję się jak... Zestresowana 💩. I, chyba już standardowo, z Mężem jakieś zgrzyty od wczoraj... Hallo! Estrogeny! Nie tak powinnyście działać! Co z Wami, do cholery?! Macie przyciągać, a nie odpychać! 🤦‍♀️

***
Dzisiaj, po powrocie z pracy, zafunduję sobie chyba jakąś dłuższą kąpiel i domowe SPA... A co! Lampka wina pod prysznicem z maseczką na twarzy, włosach i co tam jeszcze dopadnę w Rosssku chyba brzmi dobrze.

24 listopada, 16:49

"Kobieta jest pięknym kwiatem. Im dłużej na siebie patrzysz z uwielbieniem, tym bardziej rozkwitasz. Spójrz w lusterko i zachwyć się swoim pięknem. :)"

Wczoraj, na poprawę złego nastroju kupiłam sobie perfumy - dzisiaj je odebrałam, a tam taki liścik plus lustereczko w prezencie. Wiedzą, jak się robi marketing.🙃 Tak, wiem, że to marketing. Jednak jakoś tak... Milej od razu. 🥰

***
W tygodniu, w ramach dodatkowej suplementacji (🤣), kupiłam też nową piżamkę. Odebrałam wczoraj i od razu zastosowałam. Nie powiem - do spania średnia, do nie-spania - hmm, no Mąż był bardzo ucieszony. 🤣 Jak dzieciak oglądał i macał te ni to spodenki, ni to spódniczkę (oczywiście na mnie) i sprawdzał, jak się dostać do Żony. 🤣 Także - polecam - suplement działa. 🤣

26 listopada, 12:28

Ta piżamka i nie mówienie Mężowi o dniach płodnych to był strzał w dziesiątkę. Oderwać się ode mnie nie może. 🤣 Chociaż wczoraj i dzisiaj nad ranem miałam plamienie (krwawienie wręcz) owulacyjne. Wczoraj to normalnie żywoczerwona krew. Więc chwilowo zostałam "odstawiona", bo mój Mąż strasznie delikatny jest w tej kwestii i jak jest krew to nie ma seksu. 😔 Ale wieczorem planuję Go jeszcze dopaść. Mam nadzieję, że się uda. 🤩

***
Wg apki owu dzisiaj. Seksy ❤️ były w środę i czwartek. Jakby się udało dzisiaj i jutro rano poprawić to timeing powinien być dobry. 🤞🤞

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada, 12:30

28 listopada, 19:53

17 dc, a co z owu?

Dzisiaj 17 dc. Ale co z moją owulacją? Coś mi jajeczko zwariowało. :)

Owu miała być w niedzielę. W sobotę byłam pewna, że już jest - wszystko książkowo - wieczorem przyszło krwawienie owulacyjne, był ból jajnika i wodnisty śluz. Super. Średnio podziałaliśmy, ale poprawiliśmy w niedzielę z rana. Spoko. Ale... Dzisiaj od południa znowu nawala mnie prawy jajnik i to tak masakrycznie momentami. Śluz dalej wodnisty. Po wpisaniu obserwacji w apkę - bach - przewidywany dzień owu dzisiaj. Myślę sobie: "spoko, nie składam broni, pociągnę z Mężem wieczorem jeszcze ten maraton seksowy". Chociaż już sama mam trochę dość, ale mam nadzieję, że "nie spuści mnie na drzewo". :D Jest plan, ale... Poszłam na zakupy, a w trakcie... Tak mnie zakuł lewy jajnik, że HO! W sumie nadal kłuje, ale już delikatnie. Wrzuciłam w apkę informację - bach - zmiana owu na... Sobotę z powrotem. 🤣 Także... Aktualnie wiem, że nic nie wiem.

Fakt, analizuję ten swój wykres i jest w nim coś dziwnego. Zazwyczaj po owu miałam znaczący skok temperatury. Póki co - jest, ale bardzo delikatny. Tylko fakt, że ten weekend mieliśmy wyjazdowy, inne miejsce do spania, inne godziny, emocje, więc to też chyba może mieć wpływ na temperaturę.

Także czekam. Czekam i na wszelki wypadek działam. Oby tylko marzenie się spełniło.

30 listopada, 08:41

"Kiedy krzyczysz, wszyscy Cię słyszą. Kiedy szepczesz, tylko ci najbliżsi Cię słyszą. Kiedy milczysz, słyszy Cię Twój najlepszy przyjaciel" - te wzruszające słowa, autorstwa Lindy Macfarlane, to wspaniała definicja przyjaźni i bycia przyjacielem.

W ubiegłym tygodniu odwołałam kawę z Przyjaciółką, która jest w ciąży. Odwołałam, bo bałam się swojej reakcji. Bo ona jest w ciąży (4-5 miesiąc), udało im się od razu, bez większego starania, a ja nie. Bo mimo iż szczerze Im gratuluję i naprawdę cieszę się na myśl o małym "siostrzeńcu" to w głębi serducha tak trochę przykro, trochę smutno, trochę zazdrość gryzie. Wiecie, jak jest... Czułam się z tym okropnie. W piątek Przyjaciółka (K.) odezwała się do mnie ponownie, zaczęłyśmy pisać o głupotach. I tak mnie jakoś ruszyło sumienie, że napisałam Jej, jak jest, że żadnego wirusa nie było, tylko po prostu miałam gorszy dzień, nie czułam się na siłach akurat z Nią spotkać itd. I wiecie co? Pomogło. K. oczywiście napisała, że taki argument wystarcza, że luzik i tak się Jej nie pozbędę. :) No raczej, przecież wcale nie chcę... Popłakałam się po tej rozmowie - nie wiem w sumie bardziej ze wzruszenia, zrzucenia z siebie tego ciężaru czy z czego tam jeszcze (nawet dzisiaj to opisując jakoś tak stają mi łzy w oczach), ale pomogło. W niedzielę K. odezwała się znowu (już chyba wiedziała, że sama się nie odważę). Umówiłyśmy się na piątek - jak za "starych" czasów na kawę i rozrywkę, bez Mężów. To znaczy Mężów umówiłyśmy ze sobą, co by się sami nie nudzili (akurat się dogadują, więc spoko). :D Dzisiaj już nie czuję w sobie strachu przed tym spotkaniem. Wiem, że nawet jeśli głupio się rozkleję i rozpłaczę to wszystko będzie w porządku. Wiem, że tak jak K. mogła przyjechać i powiedzieć mi o ciąży, tak ja mogę się wypłakać o jej braku.

Wiadomość wyedytowana przez autora 30 listopada, 08:43

1 grudnia, 19:35

Tak mi dzisiaj jakoś... Smutno. Miałam taaakie wielkie nadzieje na ten cykl. Ale patrzę na ten mój wykres temperatury i... Jakoś nadzieje maleją. Tempka niby skoczyła, ale co to za skok? W poprzednich cyklach były wyższe. Czyżby słaby progesteron? No ale poprzednie cykle też nie kończyły się ciążą... Ehh... Muszę się jakoś ogarnąć. Bo huknę, jak przyjdzie 🐒 i to bardzo boleśnie.

2 grudnia, 08:41

Jesteśmy takim małżeństwem, które nie ma przed sobą tajemnic, jesteśmy przyjaciółmi. Doszliśmy do tego. Dzisiaj, wychodząc rano na spacer z psem, włączyłam sobie YT. Tak się złożyło, że miałam akurat zalogowane konto Męża na telefonie i włączyły mi się podpowiedzi z Jego playlisty. No i wzięło mnie na wspomnienia...

***
Sierpniowe popołudnie. Pokłóciłam się z chłopakiem. W sumie dzisiaj nie pamiętam, o co. Pewnie o jakąś pierdołę. Mieliśmy spędzić razem popołudnie, ale nie wyszło. I jak to ja - rozpętałam wojnę. Później próbowałam dzwonić i przeprosić, ale nie odbierał telefonu. Postanowiłam do niego pojechać. Domofon nie działał. Zapukałam wprost do mieszkania. Drzwi otworzyła mi.... jego żona. Mój świat legł w gruzach.

***
Wrzesień. Mam gorszy dzień, wieczór. Nie mam co ze sobą zrobić. Loguję się na internetowym chacie. Nic wartościowego. Aż późnym wieczorem zagaduje On. Pisze nam się świetnie. Wymieniamy się GG. Wylogowuję się z chatu, ale na GG piszemy jeszcze długo. Później wymieniamy się numerami telefonów. Piszemy ze sobą non stop, bez przerwy. Wcale nie tak długo trwa, kiedy postanawiamy się spotkać. Umawiamy się w mojej rodzinnej miejscowości, na torach. On przyjeżdża z psem. Jedziemy na spacer do lasu. Kto z nieznajomym facetem idzie na pierwsze spotkanie do lasu?! Później spotykamy się już regularnie. On za każdym razem kupuje mi żółte róże.

***
Październik? Listopad? Z K. mamy ochotę na imprezę, ale nie mamy transportu. K. proponuje, żebym zadzwoniła do Niego, czy po nas przyjedzie. Więc dzwonię. Przyjedzie. Będzie wieczorem. Robimy się na balet, wypijamy kilka „szarlotek”. Już praktycznie na miejscu K. proponuje Mu, żeby poszedł z nami. Co Ona wyprawia?! Miałam się wybawić, a nie ciągnąć drzewo do lasu! Bawimy się wspaniale. Najpierw tańce, później pub, karaoke. Tego ostatniego już nie pamiętam. Byłam za bardzo pijana. Rano budzę się… W Jego koszulce, w Jego łóżku. Pierwsza myśl: „ku***, co ja zrobiłam?!”. On uśmiecha się do mnie i pyta, czy chcę herbatę. Chcę. Później mi mówi, że do niczego nie doszło, chociaż chciałam, ale nie chciał, żebym żałowała, jak wytrzeźwieję.

***
Chłopie, z czym do ludzi?! On – dresiarz w jakimś starym, sportowym samochodzie. Ja – paniusia w sukienkach i szpilkach. Możemy spotkać się na kawę, pospacerować lub pobawić w łóżku, ale nie licz na nic poważnego. Mówię Mu tak regularnie. Pierwszy raz, gdy zamiast żółtej przyniósł czerwoną różę. K. twierdzi, że jesteśmy razem i będzie z tego ślub. Ja podchodzę do tego jak do „wolnego związku, bez zobowiązań”.

***
Grudzień. Po firmowym spotkaniu mam nocować u Niego, ale włącza mi się program „uciekaj”. Stoimy na parkingu. Już wsiadam za kierownicę. On trzyma drzwi. „Jeśli teraz odjedziesz, nie spotkamy się więcej.” Zostaję.

***
Grudzień kilka lat później. Liczę na pierścionek zaręczynowy. Wiem, że jest już kupiony. 30-ste urodziny – nie. Mikołajki – nie. Święta – nie. Sylwester – hmm… Przychodzi i mówi: „ znasz pytanie”. Wychodzę. Nie na takie zaręczyny liczyłam. Nowy Rok przepłakałam. 2-giego stycznia poważna rozmowa. On nie lubi takich sytuacji na pokaz. Stres wziął górę. Pierścionek wsunął mi na palec w mieszkaniu, kiedy oboje prawie płakaliśmy. „W moim życiu na zawsze będziesz już tylko Ty”. Nie były to wymarzone zaręczyny, ale… Kochamy się.

***
Później wszystko dzieje się w moim odczuciu bardzo szybko, chociaż miesiące mijają. Wrzesień. Kupujemy działkę i rozpoczynamy budowę domu. Działkę kupujemy na mnie. Przed aktem notarialnym czuję się, jakbym podejmowała decyzję na całe życie. Stres mnie zżera, ale podpisuję.

***
Maj. Weźmy ślub. Cywilny. Szybko, bez wielkich organizacji i planowania latami. Decydujemy się, ale...

***
Wrzesień. Tata prowadzi mnie do ołtarza. Ledwo powstrzymuję emocje. Moja przysięga to śmiech przez łzy – tyle wezbrało we mnie emocji. Połowa Gości w Kościele mniej lub bardziej dyskretnie powstrzymuje śmiech. Łącznie z Nim.

***
Dzisiaj. Jesteśmy prawie 1,5 roku po ślubie. Kochamy się. Staramy się o dziecko. Starania to miał być piękny okres. Jaki okres?! To miała być chwila. Tymczasem momentami mam wrażenie, że są to najtrudniejsze chwile. Jedyne, co trzyma mnie na powierzchni to to, że jesteśmy w tym razem. Kochamy się. Bywa lepiej, bywa gorzej. Czasami wali się świat i serce pęka na pół. Mamy siebie. To przecież bardzo dużo. Mamy piękną relację. Poza małżeństwem, jesteśmy przyjaciółmi. Nie każdy może tak powiedzieć. Są związki (znam je doskonale), gdzie żona i mąż żyją obok siebie, nie mówią sobie wszystkiego, bo to, bo tamto… Mamy szczęście, że z nami tak nie jest. Osiągnęliśmy wiele w tej relacji. Po pierwsze przyjaźń, po drugie miłość.

***
No i piosenka, od której zaczęła się ta lawina wspomnień. Tak, była na naszym weselu. Chociaż nie odważyliśmy się na pierwszy taniec przy tym (tzn. ja się nie zgodziłam), ale gdzieś później była. I ten Jego wzrok wpatrzony we mnie w tamtym momencie. I ci zdziwieni Goście. Gdy pierwszy raz mi ją "puścił", płakałam jak dzieciak. W podróż poślubną polecieliśmy, oczywiście, na Majorkę. https://youtu.be/SxjgSfZiFDc

Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia, 08:56

3 grudnia, 07:27

Wczoraj spotkałam się z K.. O dziwo (a może wcale nie?), nie czułam zazdrości, kiedy Ją zobaczyłam. Czułam... Realne szczęście. Przegadałyśmy cztery godziny. Cztery godziny czystej przyjaźni. O Niej, o mnie, o naszych rozterkach, problemach, radościach... Cieszę się, że się spotkałyśmy. Potrzebowałam tego. Nie było się czego bać. Postanowiłyśmy, że zdecydowanie częściej musimy się spotykać. To, że jesteśmy w innych sytuacjach aktualnie niczego nie zmienia.

5 grudnia, 15:37

24 dc, 7 dpo
Trzymajcie mnie, bo zwariuję! 😵 Właśnie zamarzyło mi się testowanie jutro - to będzie jakieś 8 dpo. 🤦‍♀️ Przecież to JEST JESZCZE ZA WCZEŚNIE❗ Zośka❗ Doczekaj chociaż do piątku❗ Czy mam jakieś objawy, że pojawił mi się taki szalony pomysł w głowie? Raczej nie. Wszystko, co obserwuję w ostatnich dniach może być tak samo "ciążowe" jak i "okresowe". Raczej myślę życzeniowo...

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 grudnia, 16:36

6 grudnia, 18:03

25 dc, 8 dpo
Wstałam dzisiaj rano, zmierzyłam temperaturę i poszłam siku. 🤣 Bez testu. Chociaż, gdybym pomyślała jeszcze z 30 sek. dłużej to pewnie zahaczyłabym o "magiczną" szufladę (hmm... dobrze, że nie trzymam tych testów w łazience jednak). 🤣 Co by mi dało testowanie dzisiaj? Ot, siknęłabym sobie na patyk. 8 dpo to bardzo wcześnie, bez sensu oglądać bezsensowną biel, przecież nie to chcę zobaczyć.

Objawów potencjalnej ciąży brak. Chociaż... Śluz mam jakiś taki dziwny, pomieszany - kremowo-wodnisty lub (jak dzisiaj) kremowo-rozciągliwy. Jajnik prawy pobolewa/uciąga mnie od samej owulacji praktycznie codziennie, momentami bardzo kłująco. Bardzo chciałabym, aby to cokolwiek znaczyło. Bardzo chciałabym, aby los dał nam tego upragnionego dzidzionka... Bardzo...

A jednak dzisiaj zaczęłam też czuć w jajnikach to "okresowe" uczucie. Nie potrafię go opisać ani oznaczyć na wykresie. To po prostu TO uczucie przed okresem. Pojawiło się dzisiaj (dosyć wcześnie), jak tylko zaczęłam myśleć, że te objawy wyżej to może jednak znak, że mały ktoś próbuje się zadomowić...

Czas od owulacji do 🐒 jest jednak straszny... Nie. Nie potrafię nie myśleć. Nie potrafię odpuścić. Nie potrafię. I niech mi nikt nie mówi, że za bardzo chcę, bo zagryzę. Nie można chcieć za bardzo. Można chcieć lub nie. Ja chcę. Nic nie poradzę. Bardzo chcę zostać mamą. Obiecuję, że będą najlepszą mamą na świecie.

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia, 18:04

7 grudnia, 14:56

26 dc, 9 dpo
Przepadłam. Będąc w łazience, zauważyłam parę niteczek krwi w rozciągliwym śluzie na papierze i przepadłam. Już nie przejdę obojętnie obok tego cyklu. 🥺 Przy szyjce śluz jest kremowy, nie ma śladów krwi, ale to delikatne plamienie... W 9 dpo spokojnie mogłoby to być coś implantacyjnego, prawda?

Nie chcę się nakręcać. Nie chcę za kilka dni załamywać się nad bielą testu albo wredną małpą. Jednak ten drobniusi objaw, inny niż w poprzednich cyklach, dał mi wielką nadzieję. Zwłaszcza, że ten jajnik... No pobolewa/uciąga cały czas...

Edit. 21:00
Śluz przy szyjce ma kolor kawy z mlekiem. Nie ma go dużo, ale... Proooszę. 🥺🙏

Wiadomość wyedytowana przez autora 7 grudnia, 21:02

Dzisiaj, 20:52

27 dc 10 dpo
Sama nie wiem, co mam myśleć.

Wczoraj na papierze pojawiły się niteczki rozciągliwego śluzu podbarwionego krwią. Już miałam w głowie, że to implatacyjne. Wieczorem pojawił się śluz w kolorze kawy z mlekiem.

Dzisiaj rano śluz o kolorze ciemnej kawy z mlekiem. Lepki? Po południu, o 18:00 dużo śluzu o ciemnej barwie, kropelka krwi, ale w środku, na papierze czysto. Pomyślałam, że może jednak 🐒 tak szybko... 😔 Zaopatrzyłam się we wkładkę. Kolejne 2 godziny czysto. Po 20 śluz w środku w kolorze brunatnym, bez śladu krwi.

Ehh... Wiem, że nic nie wiem.

***
Wieczorem zachciało mi się... RedBulla, którego normalnie nie pijam.

***
Jak tylko wróciłam do domu z pracy i usiadłam na kanapie nasz owczarek niemiecki wskoczył na mnie i wprost zaczął lizać po twarzy. Później położył mi się na brzuchu i tak leżeliśmy sobie ładnych kilkanaście minut. Nie dał się odsunąć.

***
Wczoraj byłam podekscytowana, że tym razem się udało. Praktycznie umawiałam termin między Świętami a Sylwestrem na potwierdzenie u gina. Serio. Dzisiaj... Wiem, że nic nie wiem. Pieseł chyba czuje mój smutek.

Wiadomość wyedytowana przez autora Dzisiaj, 21:01

1 2 3