Pamiętniki Ucząc się cierpliwości i pokory.
Dodaj do ulubionych
‹‹ 6 7 8 9 10

23 września, 14:15

Od 1.10 zaczynam brać estrofem, 11.10 wizyta i rozpiska co dalej, matko jedyna to za miesiąc będzie po transferze!!

27 września, 14:13

Po pierwszej diphelerine bóle glowy i uderzenia gorąca w nocy, czasem wieczorami. Po drugiej ból glowy, uderzenia gorąca w nocy, wieczorami i czasem w dzień. Po kolejnej bóle głowy i uderzenia gorąca w nocy, wieczorami i w dzień.
Współczuję kobietom na menopauzie. Tak się czasem zaleje potem, że najlepiej brałabym prysznic trzy razy dziennie żeby czuć się komfortowo.
I ja zmarzluch jestem. Więc te ciepełko nie jest tak uciążliwe.

Odliczamy. Za 4 dni estrofem.

27 września, 14:26

W tamtym roku nie dane nam było jechać na urlop.
2 tygodnie temu udało nam się wyskoczyć na trzy dni. Wykupiłam pakiet romantyczny pobyt i zabrałam męża, wykorzystałam fakt, że miał 30tkę i zaraz po imprezie w formie prezentu wyskoczylismy. Nie było tam zasięgu, zero telefonów do męża, nikt nic nie chciał, a nawet jak chciał to się nie dodzwonił. Potrzebowałam tego, zatrzymaliśmy się na trochę.

A tu niespodzianka, w ten weekend wylądowaliśmy w Bieszczadach. Ja i moja choroba lokomocyjna dałyśmy radę. I tak mi te dwa wyjazdy uświadomiły, że kocham męża jeszcze bardziej niż wcześniej i mam apetyt, żeby wyjechać jeszcze i jeszcze. Lubię spędzać z Nim czas. Mąż ma 30 lat, 11 jesteśmy ze sobą, ponad 1/3 życia.
Na tym wyjeździe poczułam się jak na początku związku, kiedy dużo nieoczekiwanie się działo, nie planowało się tyle. Kiedy byliśmy smarkami i żyło się od weekendu do weekendu ;)
Przewietrzyłam głowę. Oby dało mi to siłę psychiczną potrzebną tak bardzo w październiku.

5 października, 08:37

01.10 na poprawinach wesela zaczęłam przygotowania to transferu. Mam wrażenie, że z niczym się nie wyrabiam, ciągle brakuje mi czasu. A rano wstawianie? Jakbym w środku nocy musiała. Stymulacja odbyła się jakoś obok mnie, za to chciałam celebrować czas transferu, a my dalej w biegu. Mam nadzieję, że to jeszcze tydzień i się unormuje. Z jednej strony to dobrze, bo nie ma czasu na myślenie, a z drugiej boję się, że coś pominę. Ogarnia mnie czasem strach.

Dobre rady przy transferze?

11 października, 08:44

Dziś podgląd endometrium. Denerwuje się.

11 października, 19:15

Transfer w piątek!!!!

Bierzemy pierwsze dwudniowca.
Przywiozłam z kliniki cała torbę leków.
Acard, neoparin (co mnie pozytywnie zaskoczyło, na refundację), luteina, duphaston, relanium, spasmolina, magne b6, encorton.
Z dodatkow do transferu zamowiłam kroplówkę przeciwskurczową i klej.

Jestem bardzo podekscytowana. Aż za bardzo. Nie umiem się doczekać. Ale to chyba normalne?
Cały dzień kotłowało mi się w głowie, że to tylko dwudniowiec, że to pierwszy transfer, że to mega szczęście gdyby się udało. Ale ja nie chce znowu dramatyzować, już się tyle lat dość wymartwiłam. Powtarzam sama sobie, że to super, że dałam sobie szanse, bo gdybym nie zdecydowała się na klinikę dalej czekałabym na niewiadomo co.
Więc podchodzę do transferu z nadzieją, że robię krok by dać sobie szansę na macierzyństwo. Gdy się nie uda, będzie tak jak było. Więc, Szatynka, nie ma się czego bać.

14 października, 22:11

Bardzo się stresuje. Nie wiem czy dziś będę spać. O 5 rano ruszamy w trase.
Wierzę w takie rzeczy, więc pomyślcie o mnie jutro ciepło.
Boję się.

15 października, 16:32

Wszystko poszło zgodnie z planem, jak to mąż ujął "wracamy w trójkę do domu", wiec tą trojeczką jesteśmy w domu. Mam dużo obaw czy to się uda.
Testuje 25.10. To będą baaardzo długie 10dni.

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października, 16:33

16 października, 10:37

1dpt.
Już zaczynam schizy. Przetrząsam internety wzdłuż i wszerz i nie umiem znaleźć pozytywnego zakończenia po transferze 2dniowca... 3dniowego owszem, są przypadki. Martwię się, że sobie nie poradzi.

17 października, 11:35

Porada
2-3 dniowe:
1dpt (1 dzień po transferze) - Embrion się dzieli
2dpt - Embrion staje się blastocysta
3dpt - Blastocysta wychodzi z otoczki
4dpt - Blastocysta zaczyna wczepiać się w ściany endometrium
5dpt - Proces implantacji się rozpoczyna, blastocysta zaczyna "zakopywać" się w endometrium
6dpt - Proces implantacji jest kontynuowany, gdy zarodek wnika głębiej w endometrium
7dpt - Zarodek jest już zaimplantowany
8dpt - Zaczyna być produkowane HCG
11dpt - HCG jest na tyle dużo, ze można spokojnie robić sikacza

17 października, 11:50

Matko, niedługo zacznę tu 10 stronę pamiętnika. A pamietam jak wchodziłam w 3 i wydawało mi się, że to dużo.
Mam uderzenia gorąca po jakimś czasie od wzięcia leków, a w nocy budzę się zlana potem jak na diphelerine albo jak dzień przed @.

Jutro z rana idę na progesteron. Mam wrażenie, że pani dr będzie chciała zwiększyć, bo nie wydaje mi się, zebym miala teraz dużo. 3x1 luteina i 3x1 duphaston. Liczę może jeszcze na jakieś zastrzyki. Wiem, że duphaston z krwi i tak nie wyjdzie, ale zawsze jakaś orientacja jest.

Mąż jest wystraszony. Doszło do Niego, że ja mogę być w ciąży 😆 że niby tyle lat starań świadomych, że chce oczywiście, ale to oznacza całkowitą zmianę naszego życia. Że koniec "wygodnego" życia.
No i doczytał statystyczną skuteczność in vitro. I zawiedziony, że to wcale nie jest takie hop siup. No wreszcie dotarło, że ilość pęcherzyków, komórek czy zarodków wcale nie równa się ilość dzieci.

Jestem pernametnie głodna 🙄 pewnie przez ten progesteron?

19 października, 17:29

4dpt.
Wczoraj progesteron 14,20.
Od dziś już nie biorę relanium i trochę się wystraszyłam, bo dziś w pracy zaczęło mnie ćmić na dole brzucha😔
Dziś nasz zarodeczek powinien być już blastocystą. Także maluchu, badź zawzięty i pracowity jak tata, weź się tam porządnie wszczep.
I okropnie mnie bolał żołądek, zjadłam i przeszło. No ja przecież nie mogę wiecznie jeść. I przypomniało mi się: już na encortonie to kiedyś miałam, ten wieczny głód.

20 października, 06:45

5dpt.
Kurczę, dalej mnie ćmi. Czuję się gdzieś jak tydzień przed @. No bo w sumie by tak było 🤷‍♀️ nawet luteina mi zaczęła mocniej wypływać, więc na bank jakieś tam mikroskurcze/ruchy są. Ale matko, nie wkręcaj sobie. Jeszcze biorę spasmolizę, przecież ona też jest rozkurczowa. Ale nospe chyba też można? Na wszelki wypadek zaopatrze się dziś w aptece.
Żale się dziś mężowi, bo wczoraj nawet się nie widzieliśmy, że brzuch mnie zaczyna boleć, a on, że tak może być, wręcz jakby zadowolony, strzelił mi zastrzyk z neoparinu i w podskokach wybiegł do pracy.

A ja jestem już spóźniona. I wcale nie chce mi się wstać.

Wczoraj napisałem jeszcze raz emaila z wynikiem progesteronu. Dalej cisza.

20 października, 10:19

No i fajnie, bo mi dr odpisała, żeby dodać prolutex, a ja tego oczywiście nie mam. Recepty też nie. Zaraz zacznę szukać czy w ogóle gdzieś w aptece u mnie w okolicy to jest.
I jak za złość, nie mam przy sobie luteiny bo bym dowcipnie chociaż to dodała.

No i się zdenerwowałam. A po co mi te nerwy.

21 października, 08:29

6dpt.
Kobiecie nie dogodzisz. Wczoraj od popołudnia przestał mnie ćmić brzuch. Totalnie nic. A oczywiście wczoraj po południu mega zdenerwowałam się tą sytuacją z prolutexem. Raz, że to już dwa dni po pobraniu krwi, dwa, brak recepty, a trzecia sprawa miałam mega trudność kupić. Wszedzie w okolicy gdzie dzwonilam mowili mi, ze nie dają rady zamówić bo jest brak w hurtowniach, brak u producenta. Koniec końców przejechałam się do najbliższej apteki 50km, którą znalazłam na ktomalek. I wieczorem już zaaplikowałam.
I po południu wzięłam za radą Krąsi jeden magnez więcej.
Martwię się, że tym stresem mega sobie zaszkodziłam. Bo jak ja bym się miała zagnieżdżać w tak znerwicowanej macicy to bym podziękowała i uciekła. Jak się nie uda będę mieć wyrzuty sumienia. Wiem, że in vitro to loteria, ale wczorajsza histeria była zupełnie niepotrzebna.
No i od rana martwiłam się, że nic nie czuję. Więc boli, źle, bo się martwisz, że wywalisz zarodek, nie boli zastanawiasz się czemu nie ma oznak implantacji🤷‍♀️
Nie no, to jest jakaś abstrakcja.
Dziś 6pdt, czyli jakby 3dpt blastki dopiero. Nie no, branie dwudniowca to ćwiczenie cierpliwości.
I zanim to napisałam znowu zaczęłam czuć delikatnie brzuch. Obiecuje, już więcej narzekać nie będę.

22 października, 08:26

7dpt.
Normalnie to bym dziś testowała. Ale u mnie to nie może być normalnie, już się przyzwyczaiłam w sumie.

Zero jakiekolwich objawów. Czuję się dokładnie jak po transferze, czyli nie czuję nic. Wczoraj studiowałam intenety w poszukiwaniu jak dokładnie wygląda cały ten proces implantacji i niby człowiek stara się 5 lat i wydaje mu się, że o zapłodnieniu wie już wszystko to jednak g*wno prawda, zawsze znajdzie się coś czego nie wiesz. Szukałam artykułów, głównie pisanych przez lekarzy i o ile sam proces zagnieżdżania odbywa się zazwyczaj w 6-10 dobie po zapłodnieniu, tak jednak najczęściej odbywa się to 6/7 dnia. I eureka, te bóle które miałam były własnie dokładnie w tym czasie. Trwały ok 24h.
I teraz pytanie czy się zarodek zagnieździł na tyle, że sobie tam słodko śpi i nic nie czuję, czy macica go odrzuciła i sobie tam pływa i przez to nic nie czuję. Jednak mam dobry humor, bo jestem na 99% pewna, że mój dwudniowy zarodeczek przetrwał do 5 doby i próbował się wgryźć. Patrząc na to, że do in vitro podchodziłam z wielką nutą niepewności czy w ogóle moje komórki jajowe przy tak zaawansowanej endometriozie były zdolne do zapłodnienia, to dla mnie osiągnęłam już sukces. Ja serio miałam obawy, że mogę być nie tyle niepłodna co już bezpłodna.

I zapanował u mnie jakiś dziwny spokój. Czuję się dobrze. Mimo pełni księzyca nawet śpię, gdzie mam zawsze problem. Także czuję wielki spokój i dziwną radość. Pytanie czy to cisza przed burzą czy po prostu dobre przeczucia.
Pozostało dni do testowania: 3.

23 października, 11:22

8dpt dwudniowca, czyli taki 5dpt blastocysty.
To dzień, w którym pani dr pozwoliła już testować. Ale dla mnie jeszcze zbyt mało pewny, do tego jest sobota, musiałabym jechać daleko do laboratorium, no i założę się, że wyniki byłyby na poniedziałek, bo bardzo krótko czynne mają. Nawet nie dzwoniłam i nie pytałam, bo od razu się nastawiłam na poniedziałek. Jak bym miała potem się zastanawiać czy to za wcześnie nie było to dziękuję bardzo, masochistką nie jestem.

Wczoraj jak mówiłam miałam dobry dzień. W pracy zasuwałam jak mróweczka, udało mi się wyrobić przed czasem i wyszłam sobie wcześniej, zaczęłam weekend. Wcześniej lubiłam sobie w piątek wychodzić pół godziny wcześniej, ale ostatnim czasem potrzebowałam dużo wolnego, bo wesele, bo wizyta, bo wyjazd. No i doszło do tego, że i nawet dłużej zostawałam. A że ładnie pracowałam to w nagrodę wyszłam sobie wcześniej i stwierdziłam, że w takim razie taki dobry humor jest idealny na zakupy, żeby sobie coś kupić. Wyświetliła mi się reklama dresów w pepco po 30zł. No mówię to jest to :D To mi jest właśnie potrzebne, bo już od dawna szukałam, te moje stare już nadawają się do wyrzucenia. Kiedyś jak w pracy zobaczyłam, że są w lidlu dresy, to wyskoczyłam tak na szybko kupić, bo mówię po pracy już nic nie będzie. Zajeżdżam, no nie te kolory, materiał średni, ale ok, biorę, nie wybrzydzam. Przymierzam do sobie, szerokość ok, wysokość - do cycków :P Wkurzona wróciłam z powrotem i stwierdziłam, że za mała jestem na rozmiarówkę lidlowską.
No ale wracając do rzeczy ruszyłam do domu po pracy, w połowie drogi przeleciał mi czarny kot przez jednię, aż musiałam mocno przyhamować, żeby go nie trzasnąć. Mówię, o niee, kolego żadnego pecha, mi takie czarne koty przynoszą szczęście. (Mówię tak za każdym razem, uważam to za odczarowanie) No i jestem już miejscowość przed, no tak mi się mocno sikać chciało, że mówię nie wytrzymam, ale z drugiej strony obiecałam sobie, że nic mi tego dnia nie popsuje. Zgodnie z planem wstąpiłam po chleb i cisnę dalej do tego pepco. Wchodzę - są i one, zaraz przy wejściu. Ojeju, jakie miękkie. No to jest to. Przetrząsam fiolety. Żadnego M. Przetrząsam zielone, chociaż wolę fioletowy, też brak M. Kurdeeee. No to biorę te L fioletowe i idę do przymierzalni, zobaczę, może akurat tak źle nie będzie, w sumie znowu chudzinką to ja nie jestem. Ściągam kurtkę, spodnie, buty, przymierzam. No ciut jednak za duże - ale myślę sobie, przecież ja mam być w ciąży! Jak nie teraz to za jakiś czas tak czy siak. Przydają mi się. A jak nie to w takich luźnych po domu mogę śmigać. Lubię czuć się w domu swobodnie. Biorę. ubieram się z powrotem, męczę ze sznurówkami. Wracam zobaczyć co tam mają jeszcze ciekawego, a tam wiszą te dresowe spodnie czarne M. No nieeeee. Znowu przymierzać? Brać? A jak będą za małe? Zasuwam z powrotem do przymierzalni i cała ceremonia od nowa. No i pasują idealnie. No to biorę i te. Oglądam dalej. Czarne xxl. Mówię, o świetnie wezmę mamie. No i patrzę się na te zielone :D I kalkuluję - miałaś oszczędzać, leczenie mało nie kosztuje, a trzeba już zacząć myśleć, żeby w październikowej wypłaty coś na prezenty na święta odłożyć. Mało w koszyku już nie masz, 4 sztuki. Jednak to 30zł. Taniej nigdzie nie kupię. Szybko jednak wyszłam, bo jeszcze wzięłabym zielone L, dorzuciła jakieś kubeczki itd. Co mnie wkurzyło - masa już świątecznych rzeczy.
Mąż dresami fioletowymi zachwycony, mówi, że ładnie wyglądam. No i tez o to chodziło. W domu człowiek też chce się mężowi podobać, nawet jak myje te naczynia czy szoruje łazienkę :P

Wieczorem odczekaliśmy aż teściowa wróci z dyżuru i pojechaliśmy do teściów złożyć im życzenia w okazji rocznicy ślubu. Zostawiłam górę dresu i przebrałam tylko spodnie na jeansy. Od progu teściowa maca materiał, o jaki przyjemny, jak Ci ładnie. I muszę przyznać, ze wyjątkowo mi ciepło w nim było. Wróciłam do domu i pożałowałam że jednak nie wzięłam też zielonego. Bo mi w nim niesamowicie wygodnie, ciepło i przyjemnie. Pożaliłam się przyjaciółce na moje wielkie problemy. Sama była rano polować na S, ale rzecz jasna nie było, ale były jeszcze zielone L i mi DOKUPIŁA :D :D

Ustaliłam plan na poniedziałek. Wyniki sprawdzamy razem. Zaszantażowałam męża, że ma o 17 wrócić z pracy. Żadna tam 21 jak lubi czy "wczesna" 19. I są dwie opcje:
- beta pozytywna, cieszymy się, płaczemy z radości, ściskamy i jedziemy do naszej ulubionej knajpki to uczcić, i biorę zdrowego pstrąga z pieca z ryżem i surówką;
- beta negatywna, roztaczam się w rozpaczy, ryczę jak wściekła i potrzebuję dużo przytulania, a potem jedziemy do naszej ulubionej knajpki i zjadam chickenburgera, frytki stekowe i nuggetsy.
Mąż na mój plan roześmiał się w głos. Trochę tam protestował co będzie jak się nie wyrobi do 17, ale wyrzucę go z rana szybko z łóżka, w końcu sama na betę polecę to i tak wcześniej wstać muszę.

24 października, 19:14

To już jutro wybije ta godzina. Zaczynam się stresować.
Jak będzie negatywna, będzie mi bardzo przykro, wiecie?

24 października, 21:00

O nie!! Nasza ulubiona knajpka jutro zamknięta. 😔

25 października, 07:26

10dpt.
Krew oddana.
Z nerwów rano mało co niezwymiotowałam. Nawet chciałam stchórzyć i nie iść, że może jeszcze za wcześnie, bo to jakby 7dpt blastocysty.
Mam tak rozchwiane emocje, że wystarczy mały zapłon i albo się rozryczę albo wybuchnę.
‹‹ 6 7 8 9 10