Wielki TEST kobiecej płodności!

Sprawdź swoją płodność i otrzymaj spersonalizowane wskazówki

Rozpocznij test
X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki W oczekiwaniu na cud
Dodaj do ulubionych
‹‹ 5 6 7 8 9

17 marca, 18:32

29+2 waga Bartusia 1336g największego szczęścia ❤ przepływy u małego nadal wszystkie prawidłowe, u mnie maciczne jakby delikatnie lepsze niż poprzednio,ale wiadomo,że to się zmienia i dopóki u małego są ok to nie zwracamy uwagi na moje. No i to byloby na tyle z dobrych wieści. Profesor zauważyła,że puchnę (dłonie mnie bolą do tego stopnia,że łzy czasami same lecą,palce mrowieją,drętwieją...ale wytrzymam wszystko) przez to powiedziała,że 31.03 mam przyjechać do Warszawy pobrać krew (dała mi znowu całą kartkę badań do zrobienia) i 04.p4 jak zobaczy wyniki to zadecyduje co dalej...czy mogę jeszcze pobyć w domu czy jednak szpital...nie boję się szpitala, nie boję się wenflonów,pobierania krwi,niewyspania...boje się o Bartusia...jeszcze za wcześnoe syneczku abyś wyszedł...może i wagowo będziesz tego 04.04 ładnie wyglądał (wg.mojej tabelki i tego jak idzie dotychczas powinien mieć prawie 1800g),ale narządy muszą się bardziej rozwinąć... mam silny organizm, nie poddam się. Musimy wytrzymać do choć 34-35tc, nie wcześniej! Za długo o Ciebie walczyłam żeby teraz mój organizm nie dał rady...co to to nie! Ciśnienie na szczęście mam w domu idealne, więc mam nadzieję,że to puchnięcie jest po prostu fizjologiczne, macica uciska i tyle.
Ostatnie 2 tygodnie biorę prowastatyny i odstawiamy...zapytałam dzisiaj prof czy będzie dla mnie miejsce w szpitalu,bo sama powiedziała,że jest ogromny napływ Ukraińców..na szczęście powiedziała,że jestem bardzo ważnym pacjentem i mam się o takie rzeczy nie martwić, jeden problem z głowy;)
Dziękuję,że jesteście ze mną, wspieracie mnie w tej mega trudnej walce, to naprawdę wiele dla mnie znaczy ❤

29 marca, 17:38

31tc.. (31+0) tak...ja..ja dotrwałam..nie wiem w sumie jak,ale się udaje...nie potrafię tego pojąć,zrozumieć...ostatnio mam ciężki psychicznie czas..powinnam się cieszyć,że jestem już tak daleko,a jednak nie do końca potrafię. Ta sytuacja jest dla mnie tak abstrakcyjna,że aż niemożliwa...dlaczego nie mogło tak być z dziewczynkami? Dlaczego musiały odejść? Dlaczego nigdy nie będzie mi dane zobaczyć ich uśmiechu? Dlaczego? Puste,bezwzględne pytanie... oczywiście cieszę się,że mam pod sercem Bartusia..małą wiercipiętkę,na którą czekam niezmiernie,ale to poczucie niesprawiedliwości zżera mnie od środka...powinnam mieć 4 dzieci! 4!! a nie 1! (Już nie licząc wczesnych poronień)
Te ostatnie tygodnie doprowadzają mnie do płaczu niewiadomo z jakiego powodu..cieszę się i boję jednocześnie..boję się,że zaszłam tak daleko, a nagle jeb! I znowu moje życie się załamie...w tym tygodniu odstawiam prowastatyny..wiem że lekarze czuwają ale co jeśli nie zareagują w odpowiednim momencie? Co jeśli mały owinie się pępowiną ? Przecież jesteśmy już tak daleko.. :( nie mam sił. Jestem wykończona. Czuję się jak wrak człowieka. Za dużo...za dużo tego wszystkiego.

6 kwietnia, 21:03

Został najprawdopodobniej miesiąc. 30 dni.
Co czuję? Nawet nie potrafię tego określić. Nie, nie boję się porodu ani trochę. Wiem co mnie czeka. Wiem,że będzie znowu cholernie bolało po pionizacji, wiem że będę ledwo chodziła,wiem że wstanie z łóżka będzie graniczyło z cudem, nie boję się tego.
Boję się,że coś pójdzie nie tak. Boję się,że nie będę potrafiła pokochać Bartka tak jak dziewczynek. Boję się,że będę go porównywała do P. Boję się,że nie dam sobie rady. Boję się,że go zawiodę. Boję się,że będę zła matką. Boję się depresji poporodowej. Tak..ja niby taka silna, waleczna...boję się. Może dlatego,że tak naprawdę nigdy nie wierzyłam,że mi się uda? Że zawsze byłam przyzwyczajona do porażki,bólu,smutku i nie potrafię uwierzyć w to,że w końcu fatum mnie opuściło? 30 dni. Tylko tyle i aż tyle żebyśmy się synku poznali.
Długo na Ciebie musiałam czekać... wiele musiałam przejść,ale w tej całej sytuacji było także wiele dobrego. Poznałam mnóstwo wspaniałych kobiet na tym forum,nigdy bym się nie spodziewała,że tyle zupełnie obcych osób będzie "ze mną" podejrzewam,że o wielu nawet nie wiem... myślę,że z niektórymi mogę śmiało powiedzieć,że połączyła mnie przyjaźń, taka jakiej bym się nigdy nie spodziewała..
Wiem,że na wiele dziewczyn mogę liczyć. Zawsze. Wiem też,że wiele płakało razem ze mną,gdy musiałam pożegnać moją ostatnią córeczkę,wiele ze mną walczyło o jej życie...ale...w końcu nadszedł czas,że za miesiąc będziemy się wspólnie radowały!

Edit: dziękuję Wam za tak piękne,budujące słowa! ❤

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia, 19:55

13 kwietnia, 13:17

Zaczyna się. Wiedziałam,że ten czas nadejdzie. Nie,nie poród... witam nadciśnienie.. dotychczas było 110/60 a dzisiaj od rana 140-147/75-80...profesor kazała już nie czekać i wdrożyć leki... tym bardziej,że opuchlizna z nóg po nocy nie zeszła... oby tylko nie było gestozy a po prostu wybryk natury...
Jutro wizyta także zobaczymy co dalej.
Syneczku wytrzymajmy w dwupaku jeszcze choć te 2 tygodnie...

14 kwietnia, 19:46

Bartulek to mały koksik, waży 2059g ❤
Dzisiaj profesor się na mnie spojrzała i mówi "co, w stosunku do córeczki to duży jest,no nie?" I się uśmiechnęła, a u niej to już znaczy wiele! ;) odpowiedziałam,że w stosunku do córeczki to mały nie jest duży,a gigant ;)
Ciśnienie podwyższone, leki zwiększone z 3x1 na 3x2...mało dają,ale byle dotrwać do wtorku,bo we wtorek 19.04 mam skierowanie do szpitala i będę tam już do porodu. Profesor nie powiedziała kiedy zrobi cc,wszystko zależy od wyników,ale podejrzewam,że będzie chciała mnie przetrzymać do tej majówce i zgodnie ze swoim planem po niej przywitam na świecie...cud..tak, uważam,że Bartek jest cudem. Wiecie co mnie boli najbardziej? Że niestety nie każdy ma taki zawzięty charakter jak ja i gdy usłyszy od lekarza "nigdy nie urodzi pani żywego dziecka", "nie powinna być pani nigdy więcej w ciąży", "pani organizm więcej nie wytrzyma" nie pomyśli sobie "a ja Ci kur...pokażę,że dam radę"..i wiele dziewczyn się załamuje, nie ma siły drążyć,szukać, walczyć...ale i też nie każdego na to wszystko niestety stać. Ja poświęciłam żeby mieć Bartka wszystko. Wydaliśmy wszystkie pieniądze,które mieliśmy na własne mieszkanie, ja musiałam zrezygnować z dobrej posady w banku na poczet stanowiska z najniższą krajową,ale tam miałam psychiczny spokój,który był niezbędny podczas całego procesu niepłodności..oboje z mężem zrezygnowaliśmy z naszych pasji,bo przecież każdy 1zł trzeba odłożyć,a i tak w pewnym momencie po prostu brakło...na szczęście wszystko wskazuje na to,że poświęcenie i statusu materialnego i życia towarzyskiego się opłacało,bo pieniądze zawsze można zarobić, przyjaciół bynajmniej poznaliśmy prawdziwych, a dziecko? Będzie dopełnieniem naszego życia ❤
Nie będę ukrywała, żw wraz z urodzeniem Bartka chciałam usunąć konto,ale....jest tu tyle wspaniałych osób,że nie jestem w stanie tego zrobić. Nie odejdę dopóki i im się nie uda, a wiem,że się uda!

22 kwietnia, 19:50

Od wtorku jestem w szpitalu. Przepływy Bartulka nadal prawidłowe 💪 moje-wiadomo👎 ostatnia waga małego 2179g💪
Leże,leżę,leżę i puchnę..obrzęki jak ta lala,ale byłam na to gotowa,bo miałam to samo z P.. wiem co mnie czeka. Ogólny plan jest taki jaki był od początku czyli czekamy do skończonego 36tc i po majówce cc...bałam się,że jak ciśnienie już w normie i białko znośne to mnie wypiszą,ale dzisiaj dostałam informację,że nie ma takiej opcji- cieszy mnie to,bo czuję się bezpieczniej.
Nie mogę uwierzyć,że za 2 tygodnie się poznamy. Nie mogę uwierzyć w to,że usłyszę Twój płacz...a bynajmniej taką mam nadzieję.. wierzę w to,że cc będzie bez komplikacji i,że mamusia wyjdzie z tego cało..masz silną mamusie,wiesz syneczku? Nie tak łatwo się poddaję i nie pozwolę,aby moje ciało zawiodło na ostatniej prostej. Tak, wiedziałam od początku,że poród będzie dla mnie wyzwaniem. Tak, wiedziałam,że mogę go bie przeżyć. Tak,zgodziłam się na to,bo tak bardzo pragnęłam abyś był z nami...Twoje siostrzyczki czuwają nad nami i nie pozwolą,aby cokolwiek złego się wydarzyło. Za wiele już przeszliśmy. Ufam tym lekarzom, tłumaczę mojemu M,że nie możemy myśleć o najgorszym,a o szczęścou jakie nas spotka za 2 tygodnie..tylko to się liczy. Chciałam napisać do Bartka list,tak ot w razie gdyby jednak nie wszystko poszło po mojej myśli,ale doszłam do wniosku,że to byłoby jak poddanie się,a ja nadal walczę..walka nadal trwa...mniejmy nadzieję,że ostatnie 2 tygodnie 💪
Reasumując: wiem że wiele z Was przeżywa swoje osobiste tragedie wziązane z niepłodnością,większość z Was wie co to łzy bezradności..większość miała ochotę walnąć to wszystko i powiedzieć pas, nie dam dłużej rady....ja też miałam takie chwile..chciałabym, abyście pamiętały,że jeśli to nie Wy się zaprzecie i pomimo braku sił nie będziecoe parły wbre wszystkiemu do przodu to nie osiągniecie swojego celu. Walczcie! Walczcie i pokażcie światu,że nie jest łateo,że przegrałyście nie jedną bitwę,ale wojnę wygracie!

26 kwietnia, 10:12

Gdy 05.05.2022r uslyszycie wielki huk to będzie znak, że cały ciężar spadł z mych barków i Bartuś jest cały i zdrowy na świecie ❤

30 kwietnia, 17:48

Szpital. Stres. Nerwy. Wyczekiwanie. Niedowierzanie. Radość. Szczęście.Strach...wielki STRACH.
To moj ostatni wpis przed wielkim dniem.
05.05.2022 godzina 8:00 cesarskie cięcie. Dzisiaj lekarz zapytał jak się czuję. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą,że to trochę tak jakby to nie dotyczyło mnie,czuję się tak trochę jak we śnie,że to mi się udało,że to ja jestem już na końcówce. Przecież za każdym razem finał był inny...lekarz odpowiedział mi,że wszyscy już w szpitalu czekają aż urodzę zdrowe dziecko..zrobiło mi się niezwykle miło,oczy zaszły łzami,że jednak nadzieja umiera ostatnia...jednak nie można się poddawać słysząc diagnozę "nie uda się", "nie da pani rady", "nie ma dla pani szansy ani nadziei"... wkurza mnie tylko to,że my - kobiety z problemami- zostajemy z tym same..same musimy drążyć,pytać,myśleć...czasami mam wrażenie,że jestem lepiej doinformowana już teraz od lekarzy i mogłabym pomagać swoją wiedzą innym kobietom nie mając odpowiedniego wykształcenia 🤣
Staram się jednak wierzyć,że nadejdzie dzień, w którym kobiety jednak będą miały jakąś bezpieczną przystań..otrzymają pomoc,wsparcie tak jak ja otrzymałam je od Fundacji Ernesta z Warszawy.. to dzięki tej fundacji dzisiaj jestem tu gdzie jestem. Wiem,że wiele osób uważa mamęginekolog za wyeyższającą się babę,która trzepie kasę i tylko naciąga na kupowanie w swoim sklepie...a ja? Ja dzięki właśnie tej kobiecie dzisiaj odzyskałam wiarę i nadzieję na to,że jeszcze mogę "żyć",bo wcześniej to była wegetacja i modlitwa o to,aby Bóg zabrał mnie do siebie i odebrał ten ból..Dzisiaj dzięki jej fundacji wiem,że się da...to ona dała mi woarę i nadzieję,która inni mi odebrali, zgnietli jak niepotrzebnego robaka nie zważając na to,że wpędzą mnie w depresję i myśli samobójcze...dzisiaj dzięki niej jestem innym człowiekiem. To dzięki jej pomocy już w czwartek na świecie pojawi się mój cud ❤
Dziękuję,że byłyście ze mną.przez ten czas, tyle ciężkich lat. Dzisiaj zamylam ten dział,dział starań,ale nigdy o nim nie zapomnę...bo tak wiele mnie on nauczył,pokazał na kim mogę polegać,kim nie należy się przejmować.
Starania to ciężka droga,ale ja nie chcę o niej zapomnieć,bo ona ukształtowała mój charakter.

Odezwę się po! :*

6 maja, 08:05

05.05.2022r na świecie pojawił się CUD ❤ 10/10 2540g 50cm...śpi i je...daje mi odsapnąć z bolącym brzuchem. Jak będę w domu i dojdę do siebie napiszę więcej.
Dziękuję za każde dobre słowo!
WYGRAŁAM TĘ WOJNĘ! 💪🍾🍾🍾🍾🍾

7 maja, 09:21

Dla zapamiętania.
Nie mogę spać. Stresuję się. Pocą mi się dłonie..idę pod prysznic,wychodze z niego bardziej spocona niżeli pod niego weszłam. Staram się opanować. Telefon do mamy,że jestem gotowa. 7:55 wchodzi położna, idziemy. Sala operacyjna. Natłok myśli,wszystko mi się przypomniało,chcę uciec,a wiem,że nie mogę. Okazuje się,że nie ma w szpitalu anestazjologa, nerwy czy w ogóle cc się odbędzie. Wchodzi prof B i już wiem,że wszystko będzie dobrze,wykonała telefon i za moment anestazjolog się znalazł. Babka nie mogła się wbić w kręgosłup. Bolało,bardzo..między czasie zakładanie wenflonu,nie można znaleźć odpowiedniej żyły,przychodzą moje wyniki-złe..lekarze poruszeni,szepcą między sobą..dostaję kilka kroplówek z niewiadomo czym. Zaczyna się. Profesor próbuje mnie zagadać między czasie robi swoje. Czuję rozpieranie,szarpanie,wyrywanie i nagle jest! Krzyk! Jeden,drugi,trzeci, żyje! Łzy lecą jak opętane,nie mogę ich opanować. Moje dziecko żyje! Profesor się śmieje że mały i ubity :p mówię że jak mama 🤣🙈 prof.pokazuje mi go przez moment po wyjęciu i oddaje neonatologom...nagle słyszę 2540g,50cm 10/10 i znowu łzy! To naprawde się dzieje! Dziękuję profesor za cud,ona jak zawsze skromna twierdzi, że nic nie zrobiła,a nie rozumie,że nie powołała na ten śwoat 1 osoby, a odżyły 3. Już nie będzie wegetacji,już nie będzie tylko czarno...od teraz wszystko będzie słodko-gorzkie..ale będzie. Obecność córeczek czułam cały czas obok siebie, wiem że nie odstępowały mnie na krok. Kocham je najbardziej na świecie! ❤😇 cc bez komplilacji. Jadę na salę pooperacyjną,gdzie mam w planach odpocząć a tam niespodzianka,Bartek ląduje u mnie na kangurowaniu przez 6h aż do pionizacko:) położna pomagała,była naprawdę miła. Rozprawiała o odnowie biologicznej i o tym że 3 osoba w rodzie (ja jestem3 z rodzeństwa) zawsze bierze na siebie winy przodków..(dziwnym trafem moja kuzynka też 3, również straciła 2 dzieci,ale do 16tc).. no i tutaj odbylo sie pierwsze przytulanie, spojrzenie,zdjęcie i przystawienie do piersi. Choć bardzo chciałam nie miałam jak poinformować kogokolwiek o tym że już jestem po...w koncu poprosilam studentki o zrobienie zdjecia i wyslanie do M zeby wiedzial ze zyje i ze wszystko jest ok..
Na ten moment Bartus jest jak aniołek,śpi,je i czasami dopomina się przytulenia. Co czuję? Dzisiaj nie potrafię Wam odpowiedzieć,bo póki co brakuje mi słów.
Z całego ❤ chciałabym Wam podziękować,że 05.05 byłyście ze mną, trzymałyście kciuki i wierzyłyście,że będzie dobrze!

13 maja, 10:33

Jak jest z Cudem na świecie? Inaczej.
Zacznijmy od początku. W szpitalu z soboty na niedziele miałam lekkie załamanie nerwowe, szybka reakcja lekarzy i udało się wszystko opanować. Pozwolili także aby M był u mnie większość niedzieli choć odwiedziny były między 16-18.. natłok myśli sprawił,że nie potrafiłam skę uspokoić,wyciszyć łez, ciśnienie podskoczyło wysoko... nie potrafiłam przestać myśleć o tym ile mnie ominęło,ile straciłam,ile musiałam przejść,aby znaleźć się w miejscu, w którym jestem obecnie...gdy patrzyłam na małego łzy leciały mi ciurkiem,że przecież powinien mieć 3 cudowne siostry,które by czekały za nim w domku...siostry,które by go kochały,bawiły się z nim opiekowały...ale wiem,że one nad nim czuwają, są przy nim i nie pozwolą,aby stało się cokolwiek złego... wiedziałam,że ten stan załamania mnie nie ominie i dzisiaj cieszę się,że stało się to w szpitalu, a nie w domu...
W poniedziałek opuściliśmy szpital. Co czułam? Niedowierzanie :) dzisiaj jesteśmy już w domku, uczymy się siebie nawzajem..Bartuśpóki co jest z tych grzeczniejszych dzieci..wczoraj bolał go brzuszek, więc trochę popłakiwał,ale tak jest naprawdę cudownym chłopcem ❤
Walczę z laktacją,ale....nie karmię piersią i nawet nie przystawiam. Nie czuję tej magii bliskości i nie będę się zmuszała..odciągam mleko laktatorem i mały pije z butelki. Mama zadowolona i mały nakedzony ku niezadowoleniu położnej,która wnet zmusza mnie do karmienia piersią. Nikt nie będzie mnie zmuszał do czegoś czego robić po prostu nie chcę.
Dzisiaj pierwszy raz od naprawde długiego czasu włożyłam stopę w kapcia! Jakie to cudowne uczucie! Opuchlizna w końcu zaczęła schodzić i wracam do"normalności", wszystkie posterydowe krosty także powoli zanikają:)

Bartuś pozdrawia wszystkie e-ciocie ❤

17 maja, 09:22

Moja Księżniczko dzisiaj Twoje urodzinki..skończyłabyś 5 lat,taka duża już z Ciebie byłaby dziewczynka! ❤
Choć mamusia dzisiaj nie może złożyć Ci życzeń, przytulić do serca i powiedzieć jak przeogromnie Cię kocham to wiedz, że od rana moje myśli są tylko z Tobą.. dzisiaj nie zdmuchniesz świeczek na torcie, nie zobaczysz balonów,które byśmy Ci kupili, nie będzie radości i śmiechu..nigdy tego nie będzie..
Dzisiaj zabieram znicze na Twój grobik..zrobiłam je sama i włożyłam w nie całe serce,abyś wiedziała,że jesteś dla mnie tak samo ważna jak Twój braciszek.. na grobiku będziesz miała dzisiaj pięknie..znicze z myszką Minnie, maskotka taka sama..różowe kwiatki już wczoraj babcia Ci włożyła do wazoniku, kolejne 2 różowe w doniczce...
Mam nadzieję córeczko,że dzisiaj dzień spędzisz miło, że zatańczysz z siostrzyczkami i innymi aniołkaki na chmurkach, będziecie się gonić,śmiać,radować..a ja patrząc w niebo będę to sobie wyobrażała i postaram się uśmiechnąć,abyś wiedziała,że mamusia choć serce jej pęka jest z Tobą i chce,abyś zawsze miała uśmiech od ucha do ucha ❤
Kocham Cię najbardziej na świecie i choć fizycznie nie ma Cię z nami nigdy o Tobie kie zapomnę ❤ jesteś i zawsze będziesz moją śliczną, najwspanialszą córeczką, spełnieniem moich marzeń ❤ bardzo, bardzo Cię kocham. Mama.
‹‹ 5 6 7 8 9