X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki W oczekiwaniu na cud
Dodaj do ulubionych
‹‹ 6 7 8 9 10

17 marca, 18:32

29+2 waga Bartusia 1336g największego szczęścia ❤ przepływy u małego nadal wszystkie prawidłowe, u mnie maciczne jakby delikatnie lepsze niż poprzednio,ale wiadomo,że to się zmienia i dopóki u małego są ok to nie zwracamy uwagi na moje. No i to byloby na tyle z dobrych wieści. Profesor zauważyła,że puchnę (dłonie mnie bolą do tego stopnia,że łzy czasami same lecą,palce mrowieją,drętwieją...ale wytrzymam wszystko) przez to powiedziała,że 31.03 mam przyjechać do Warszawy pobrać krew (dała mi znowu całą kartkę badań do zrobienia) i 04.p4 jak zobaczy wyniki to zadecyduje co dalej...czy mogę jeszcze pobyć w domu czy jednak szpital...nie boję się szpitala, nie boję się wenflonów,pobierania krwi,niewyspania...boje się o Bartusia...jeszcze za wcześnoe syneczku abyś wyszedł...może i wagowo będziesz tego 04.04 ładnie wyglądał (wg.mojej tabelki i tego jak idzie dotychczas powinien mieć prawie 1800g),ale narządy muszą się bardziej rozwinąć... mam silny organizm, nie poddam się. Musimy wytrzymać do choć 34-35tc, nie wcześniej! Za długo o Ciebie walczyłam żeby teraz mój organizm nie dał rady...co to to nie! Ciśnienie na szczęście mam w domu idealne, więc mam nadzieję,że to puchnięcie jest po prostu fizjologiczne, macica uciska i tyle.
Ostatnie 2 tygodnie biorę prowastatyny i odstawiamy...zapytałam dzisiaj prof czy będzie dla mnie miejsce w szpitalu,bo sama powiedziała,że jest ogromny napływ Ukraińców..na szczęście powiedziała,że jestem bardzo ważnym pacjentem i mam się o takie rzeczy nie martwić, jeden problem z głowy;)
Dziękuję,że jesteście ze mną, wspieracie mnie w tej mega trudnej walce, to naprawdę wiele dla mnie znaczy ❤

29 marca, 17:38

31tc.. (31+0) tak...ja..ja dotrwałam..nie wiem w sumie jak,ale się udaje...nie potrafię tego pojąć,zrozumieć...ostatnio mam ciężki psychicznie czas..powinnam się cieszyć,że jestem już tak daleko,a jednak nie do końca potrafię. Ta sytuacja jest dla mnie tak abstrakcyjna,że aż niemożliwa...dlaczego nie mogło tak być z dziewczynkami? Dlaczego musiały odejść? Dlaczego nigdy nie będzie mi dane zobaczyć ich uśmiechu? Dlaczego? Puste,bezwzględne pytanie... oczywiście cieszę się,że mam pod sercem Bartusia..małą wiercipiętkę,na którą czekam niezmiernie,ale to poczucie niesprawiedliwości zżera mnie od środka...powinnam mieć 4 dzieci! 4!! a nie 1! (Już nie licząc wczesnych poronień)
Te ostatnie tygodnie doprowadzają mnie do płaczu niewiadomo z jakiego powodu..cieszę się i boję jednocześnie..boję się,że zaszłam tak daleko, a nagle jeb! I znowu moje życie się załamie...w tym tygodniu odstawiam prowastatyny..wiem że lekarze czuwają ale co jeśli nie zareagują w odpowiednim momencie? Co jeśli mały owinie się pępowiną ? Przecież jesteśmy już tak daleko.. :( nie mam sił. Jestem wykończona. Czuję się jak wrak człowieka. Za dużo...za dużo tego wszystkiego.

6 kwietnia, 21:03

Został najprawdopodobniej miesiąc. 30 dni.
Co czuję? Nawet nie potrafię tego określić. Nie, nie boję się porodu ani trochę. Wiem co mnie czeka. Wiem,że będzie znowu cholernie bolało po pionizacji, wiem że będę ledwo chodziła,wiem że wstanie z łóżka będzie graniczyło z cudem, nie boję się tego.
Boję się,że coś pójdzie nie tak. Boję się,że nie będę potrafiła pokochać Bartka tak jak dziewczynek. Boję się,że będę go porównywała do P. Boję się,że nie dam sobie rady. Boję się,że go zawiodę. Boję się,że będę zła matką. Boję się depresji poporodowej. Tak..ja niby taka silna, waleczna...boję się. Może dlatego,że tak naprawdę nigdy nie wierzyłam,że mi się uda? Że zawsze byłam przyzwyczajona do porażki,bólu,smutku i nie potrafię uwierzyć w to,że w końcu fatum mnie opuściło? 30 dni. Tylko tyle i aż tyle żebyśmy się synku poznali.
Długo na Ciebie musiałam czekać... wiele musiałam przejść,ale w tej całej sytuacji było także wiele dobrego. Poznałam mnóstwo wspaniałych kobiet na tym forum,nigdy bym się nie spodziewała,że tyle zupełnie obcych osób będzie "ze mną" podejrzewam,że o wielu nawet nie wiem... myślę,że z niektórymi mogę śmiało powiedzieć,że połączyła mnie przyjaźń, taka jakiej bym się nigdy nie spodziewała..
Wiem,że na wiele dziewczyn mogę liczyć. Zawsze. Wiem też,że wiele płakało razem ze mną,gdy musiałam pożegnać moją ostatnią córeczkę,wiele ze mną walczyło o jej życie...ale...w końcu nadszedł czas,że za miesiąc będziemy się wspólnie radowały!

Edit: dziękuję Wam za tak piękne,budujące słowa! ❤

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia, 19:55

13 kwietnia, 13:17

Zaczyna się. Wiedziałam,że ten czas nadejdzie. Nie,nie poród... witam nadciśnienie.. dotychczas było 110/60 a dzisiaj od rana 140-147/75-80...profesor kazała już nie czekać i wdrożyć leki... tym bardziej,że opuchlizna z nóg po nocy nie zeszła... oby tylko nie było gestozy a po prostu wybryk natury...
Jutro wizyta także zobaczymy co dalej.
Syneczku wytrzymajmy w dwupaku jeszcze choć te 2 tygodnie...

14 kwietnia, 19:46

Bartulek to mały koksik, waży 2059g ❤
Dzisiaj profesor się na mnie spojrzała i mówi "co, w stosunku do córeczki to duży jest,no nie?" I się uśmiechnęła, a u niej to już znaczy wiele! ;) odpowiedziałam,że w stosunku do córeczki to mały nie jest duży,a gigant ;)
Ciśnienie podwyższone, leki zwiększone z 3x1 na 3x2...mało dają,ale byle dotrwać do wtorku,bo we wtorek 19.04 mam skierowanie do szpitala i będę tam już do porodu. Profesor nie powiedziała kiedy zrobi cc,wszystko zależy od wyników,ale podejrzewam,że będzie chciała mnie przetrzymać do tej majówce i zgodnie ze swoim planem po niej przywitam na świecie...cud..tak, uważam,że Bartek jest cudem. Wiecie co mnie boli najbardziej? Że niestety nie każdy ma taki zawzięty charakter jak ja i gdy usłyszy od lekarza "nigdy nie urodzi pani żywego dziecka", "nie powinna być pani nigdy więcej w ciąży", "pani organizm więcej nie wytrzyma" nie pomyśli sobie "a ja Ci kur...pokażę,że dam radę"..i wiele dziewczyn się załamuje, nie ma siły drążyć,szukać, walczyć...ale i też nie każdego na to wszystko niestety stać. Ja poświęciłam żeby mieć Bartka wszystko. Wydaliśmy wszystkie pieniądze,które mieliśmy na własne mieszkanie, ja musiałam zrezygnować z dobrej posady w banku na poczet stanowiska z najniższą krajową,ale tam miałam psychiczny spokój,który był niezbędny podczas całego procesu niepłodności..oboje z mężem zrezygnowaliśmy z naszych pasji,bo przecież każdy 1zł trzeba odłożyć,a i tak w pewnym momencie po prostu brakło...na szczęście wszystko wskazuje na to,że poświęcenie i statusu materialnego i życia towarzyskiego się opłacało,bo pieniądze zawsze można zarobić, przyjaciół bynajmniej poznaliśmy prawdziwych, a dziecko? Będzie dopełnieniem naszego życia ❤
Nie będę ukrywała, żw wraz z urodzeniem Bartka chciałam usunąć konto,ale....jest tu tyle wspaniałych osób,że nie jestem w stanie tego zrobić. Nie odejdę dopóki i im się nie uda, a wiem,że się uda!

22 kwietnia, 19:50

Od wtorku jestem w szpitalu. Przepływy Bartulka nadal prawidłowe 💪 moje-wiadomo👎 ostatnia waga małego 2179g💪
Leże,leżę,leżę i puchnę..obrzęki jak ta lala,ale byłam na to gotowa,bo miałam to samo z P.. wiem co mnie czeka. Ogólny plan jest taki jaki był od początku czyli czekamy do skończonego 36tc i po majówce cc...bałam się,że jak ciśnienie już w normie i białko znośne to mnie wypiszą,ale dzisiaj dostałam informację,że nie ma takiej opcji- cieszy mnie to,bo czuję się bezpieczniej.
Nie mogę uwierzyć,że za 2 tygodnie się poznamy. Nie mogę uwierzyć w to,że usłyszę Twój płacz...a bynajmniej taką mam nadzieję.. wierzę w to,że cc będzie bez komplikacji i,że mamusia wyjdzie z tego cało..masz silną mamusie,wiesz syneczku? Nie tak łatwo się poddaję i nie pozwolę,aby moje ciało zawiodło na ostatniej prostej. Tak, wiedziałam od początku,że poród będzie dla mnie wyzwaniem. Tak, wiedziałam,że mogę go bie przeżyć. Tak,zgodziłam się na to,bo tak bardzo pragnęłam abyś był z nami...Twoje siostrzyczki czuwają nad nami i nie pozwolą,aby cokolwiek złego się wydarzyło. Za wiele już przeszliśmy. Ufam tym lekarzom, tłumaczę mojemu M,że nie możemy myśleć o najgorszym,a o szczęścou jakie nas spotka za 2 tygodnie..tylko to się liczy. Chciałam napisać do Bartka list,tak ot w razie gdyby jednak nie wszystko poszło po mojej myśli,ale doszłam do wniosku,że to byłoby jak poddanie się,a ja nadal walczę..walka nadal trwa...mniejmy nadzieję,że ostatnie 2 tygodnie 💪
Reasumując: wiem że wiele z Was przeżywa swoje osobiste tragedie wziązane z niepłodnością,większość z Was wie co to łzy bezradności..większość miała ochotę walnąć to wszystko i powiedzieć pas, nie dam dłużej rady....ja też miałam takie chwile..chciałabym, abyście pamiętały,że jeśli to nie Wy się zaprzecie i pomimo braku sił nie będziecoe parły wbre wszystkiemu do przodu to nie osiągniecie swojego celu. Walczcie! Walczcie i pokażcie światu,że nie jest łateo,że przegrałyście nie jedną bitwę,ale wojnę wygracie!

26 kwietnia, 10:12

Gdy 05.05.2022r uslyszycie wielki huk to będzie znak, że cały ciężar spadł z mych barków i Bartuś jest cały i zdrowy na świecie ❤

30 kwietnia, 17:48

Szpital. Stres. Nerwy. Wyczekiwanie. Niedowierzanie. Radość. Szczęście.Strach...wielki STRACH.
To moj ostatni wpis przed wielkim dniem.
05.05.2022 godzina 8:00 cesarskie cięcie. Dzisiaj lekarz zapytał jak się czuję. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą,że to trochę tak jakby to nie dotyczyło mnie,czuję się tak trochę jak we śnie,że to mi się udało,że to ja jestem już na końcówce. Przecież za każdym razem finał był inny...lekarz odpowiedział mi,że wszyscy już w szpitalu czekają aż urodzę zdrowe dziecko..zrobiło mi się niezwykle miło,oczy zaszły łzami,że jednak nadzieja umiera ostatnia...jednak nie można się poddawać słysząc diagnozę "nie uda się", "nie da pani rady", "nie ma dla pani szansy ani nadziei"... wkurza mnie tylko to,że my - kobiety z problemami- zostajemy z tym same..same musimy drążyć,pytać,myśleć...czasami mam wrażenie,że jestem lepiej doinformowana już teraz od lekarzy i mogłabym pomagać swoją wiedzą innym kobietom nie mając odpowiedniego wykształcenia 🤣
Staram się jednak wierzyć,że nadejdzie dzień, w którym kobiety jednak będą miały jakąś bezpieczną przystań..otrzymają pomoc,wsparcie tak jak ja otrzymałam je od Fundacji Ernesta z Warszawy.. to dzięki tej fundacji dzisiaj jestem tu gdzie jestem. Wiem,że wiele osób uważa mamęginekolog za wyeyższającą się babę,która trzepie kasę i tylko naciąga na kupowanie w swoim sklepie...a ja? Ja dzięki właśnie tej kobiecie dzisiaj odzyskałam wiarę i nadzieję na to,że jeszcze mogę "żyć",bo wcześniej to była wegetacja i modlitwa o to,aby Bóg zabrał mnie do siebie i odebrał ten ból..Dzisiaj dzięki jej fundacji wiem,że się da...to ona dała mi woarę i nadzieję,która inni mi odebrali, zgnietli jak niepotrzebnego robaka nie zważając na to,że wpędzą mnie w depresję i myśli samobójcze...dzisiaj dzięki niej jestem innym człowiekiem. To dzięki jej pomocy już w czwartek na świecie pojawi się mój cud ❤
Dziękuję,że byłyście ze mną.przez ten czas, tyle ciężkich lat. Dzisiaj zamylam ten dział,dział starań,ale nigdy o nim nie zapomnę...bo tak wiele mnie on nauczył,pokazał na kim mogę polegać,kim nie należy się przejmować.
Starania to ciężka droga,ale ja nie chcę o niej zapomnieć,bo ona ukształtowała mój charakter.

Odezwę się po! :*

6 maja, 08:05

05.05.2022r na świecie pojawił się CUD ❤ 10/10 2540g 50cm...śpi i je...daje mi odsapnąć z bolącym brzuchem. Jak będę w domu i dojdę do siebie napiszę więcej.
Dziękuję za każde dobre słowo!
WYGRAŁAM TĘ WOJNĘ! 💪🍾🍾🍾🍾🍾

7 maja, 09:21

Dla zapamiętania.
Nie mogę spać. Stresuję się. Pocą mi się dłonie..idę pod prysznic,wychodze z niego bardziej spocona niżeli pod niego weszłam. Staram się opanować. Telefon do mamy,że jestem gotowa. 7:55 wchodzi położna, idziemy. Sala operacyjna. Natłok myśli,wszystko mi się przypomniało,chcę uciec,a wiem,że nie mogę. Okazuje się,że nie ma w szpitalu anestazjologa, nerwy czy w ogóle cc się odbędzie. Wchodzi prof B i już wiem,że wszystko będzie dobrze,wykonała telefon i za moment anestazjolog się znalazł. Babka nie mogła się wbić w kręgosłup. Bolało,bardzo..między czasie zakładanie wenflonu,nie można znaleźć odpowiedniej żyły,przychodzą moje wyniki-złe..lekarze poruszeni,szepcą między sobą..dostaję kilka kroplówek z niewiadomo czym. Zaczyna się. Profesor próbuje mnie zagadać między czasie robi swoje. Czuję rozpieranie,szarpanie,wyrywanie i nagle jest! Krzyk! Jeden,drugi,trzeci, żyje! Łzy lecą jak opętane,nie mogę ich opanować. Moje dziecko żyje! Profesor się śmieje że mały i ubity :p mówię że jak mama 🤣🙈 prof.pokazuje mi go przez moment po wyjęciu i oddaje neonatologom...nagle słyszę 2540g,50cm 10/10 i znowu łzy! To naprawde się dzieje! Dziękuję profesor za cud,ona jak zawsze skromna twierdzi, że nic nie zrobiła,a nie rozumie,że nie powołała na ten śwoat 1 osoby, a odżyły 3. Już nie będzie wegetacji,już nie będzie tylko czarno...od teraz wszystko będzie słodko-gorzkie..ale będzie. Obecność córeczek czułam cały czas obok siebie, wiem że nie odstępowały mnie na krok. Kocham je najbardziej na świecie! ❤😇 cc bez komplilacji. Jadę na salę pooperacyjną,gdzie mam w planach odpocząć a tam niespodzianka,Bartek ląduje u mnie na kangurowaniu przez 6h aż do pionizacko:) położna pomagała,była naprawdę miła. Rozprawiała o odnowie biologicznej i o tym że 3 osoba w rodzie (ja jestem3 z rodzeństwa) zawsze bierze na siebie winy przodków..(dziwnym trafem moja kuzynka też 3, również straciła 2 dzieci,ale do 16tc).. no i tutaj odbylo sie pierwsze przytulanie, spojrzenie,zdjęcie i przystawienie do piersi. Choć bardzo chciałam nie miałam jak poinformować kogokolwiek o tym że już jestem po...w koncu poprosilam studentki o zrobienie zdjecia i wyslanie do M zeby wiedzial ze zyje i ze wszystko jest ok..
Na ten moment Bartus jest jak aniołek,śpi,je i czasami dopomina się przytulenia. Co czuję? Dzisiaj nie potrafię Wam odpowiedzieć,bo póki co brakuje mi słów.
Z całego ❤ chciałabym Wam podziękować,że 05.05 byłyście ze mną, trzymałyście kciuki i wierzyłyście,że będzie dobrze!

13 maja, 10:33

Jak jest z Cudem na świecie? Inaczej.
Zacznijmy od początku. W szpitalu z soboty na niedziele miałam lekkie załamanie nerwowe, szybka reakcja lekarzy i udało się wszystko opanować. Pozwolili także aby M był u mnie większość niedzieli choć odwiedziny były między 16-18.. natłok myśli sprawił,że nie potrafiłam skę uspokoić,wyciszyć łez, ciśnienie podskoczyło wysoko... nie potrafiłam przestać myśleć o tym ile mnie ominęło,ile straciłam,ile musiałam przejść,aby znaleźć się w miejscu, w którym jestem obecnie...gdy patrzyłam na małego łzy leciały mi ciurkiem,że przecież powinien mieć 3 cudowne siostry,które by czekały za nim w domku...siostry,które by go kochały,bawiły się z nim opiekowały...ale wiem,że one nad nim czuwają, są przy nim i nie pozwolą,aby stało się cokolwiek złego... wiedziałam,że ten stan załamania mnie nie ominie i dzisiaj cieszę się,że stało się to w szpitalu, a nie w domu...
W poniedziałek opuściliśmy szpital. Co czułam? Niedowierzanie :) dzisiaj jesteśmy już w domku, uczymy się siebie nawzajem..Bartuśpóki co jest z tych grzeczniejszych dzieci..wczoraj bolał go brzuszek, więc trochę popłakiwał,ale tak jest naprawdę cudownym chłopcem ❤
Walczę z laktacją,ale....nie karmię piersią i nawet nie przystawiam. Nie czuję tej magii bliskości i nie będę się zmuszała..odciągam mleko laktatorem i mały pije z butelki. Mama zadowolona i mały nakedzony ku niezadowoleniu położnej,która wnet zmusza mnie do karmienia piersią. Nikt nie będzie mnie zmuszał do czegoś czego robić po prostu nie chcę.
Dzisiaj pierwszy raz od naprawde długiego czasu włożyłam stopę w kapcia! Jakie to cudowne uczucie! Opuchlizna w końcu zaczęła schodzić i wracam do"normalności", wszystkie posterydowe krosty także powoli zanikają:)

Bartuś pozdrawia wszystkie e-ciocie ❤

17 maja, 09:22

Moja Księżniczko dzisiaj Twoje urodzinki..skończyłabyś 5 lat,taka duża już z Ciebie byłaby dziewczynka! ❤
Choć mamusia dzisiaj nie może złożyć Ci życzeń, przytulić do serca i powiedzieć jak przeogromnie Cię kocham to wiedz, że od rana moje myśli są tylko z Tobą.. dzisiaj nie zdmuchniesz świeczek na torcie, nie zobaczysz balonów,które byśmy Ci kupili, nie będzie radości i śmiechu..nigdy tego nie będzie..
Dzisiaj zabieram znicze na Twój grobik..zrobiłam je sama i włożyłam w nie całe serce,abyś wiedziała,że jesteś dla mnie tak samo ważna jak Twój braciszek.. na grobiku będziesz miała dzisiaj pięknie..znicze z myszką Minnie, maskotka taka sama..różowe kwiatki już wczoraj babcia Ci włożyła do wazoniku, kolejne 2 różowe w doniczce...
Mam nadzieję córeczko,że dzisiaj dzień spędzisz miło, że zatańczysz z siostrzyczkami i innymi aniołkaki na chmurkach, będziecie się gonić,śmiać,radować..a ja patrząc w niebo będę to sobie wyobrażała i postaram się uśmiechnąć,abyś wiedziała,że mamusia choć serce jej pęka jest z Tobą i chce,abyś zawsze miała uśmiech od ucha do ucha ❤
Kocham Cię najbardziej na świecie i choć fizycznie nie ma Cię z nami nigdy o Tobie kie zapomnę ❤ jesteś i zawsze będziesz moją śliczną, najwspanialszą córeczką, spełnieniem moich marzeń ❤ bardzo, bardzo Cię kocham. Mama.

26 maja, 11:09

Dzień Mamy..
Dzień piękny i smutny jednocześnie..nawet już nie chodzi o moją sytuację,ale o całokształt...ile aniołkowych mam dzisiaj płacze w ukryciu? Ile aniołkowych mam usłyszy, że poronienie to nie dziecko i nie są mamami? Ile aniołkowych mam dzisiaj spojrzy w niebo i będzie się doszukiwało jednego,maleńkiego,najmniejszego znaku od swojego maleństwa? Takich kobiet jest mnóstwo...nigdy bym nie przypuszczała,że aż tyle..kochane w tym dniu chce Wam powiedzieć,że nie jest ważne to czy straciłyście swoje Szczęście w 5tc,10tc czy 28tc...każda z nas JEST MAMĄ i nie pozwólcie wmówić sobie inaczej! Każda z nas jest najlepszą mamą dla swojego aniołkowego dziecka, bo każda marzyła o tym,aby to dziecko żyło,każda robiła wszystko,aby było dobrze...czasami po prostu los sobie z nas kpi...
5 lat temu w dzień Matki pochowałam swoje dziecko...pamiętam to jak dziś...pierwszy raz stałam na cmemtarzu i nie wiedziałam,gdzie mam ze sobą wpaść..pierwszy raz trzymałam w urnie swoje dziecko i nie wiedziałam jak mam się zachować...Dzień Matki już zawsze w pierwszej kolejności właśnie z tym będzie mi się kojarzył..ciężki ten dzień dla mnie,ale staram się...naprawdę się staram,aby było dobrze... Bartuś od rana dał mi już piękny bukiet kwiatków i zdrapki (uwielbiam zdrapki! :D) i śpi słodko choć słyszę jak pojękuje przez sen,bo mamy problemy z brzuszkiem :( przy każdym puszczeniu bąka jest napinanie, czerwona buźka i jęki.. już nie wiem jak mu pomóc :( po południu pojedziemy do dziewczynek mam nadzieję,że nie będzie padało i tam będę miała wszystkie swoje dzieci obok siebie ❤ choć wiem,że dziewczynki są z nami cały czas ❤
Kochane mam nadzieję,że mimo wszystko każda z nas uśmiechnie się dzisiaj, bo nasze dzieci noezależnie od tego czy są w niebie czy na ziemi patrzą na nas i chcą mieć szczęśliwe mamusie.. ściskam dzisiaj każdą z Was z osobna!

31 maja, 21:23

Dzisiaj synku miałeś przyjść na świat, a tymczasem za 2 dni będziesz miał już miesiąc. Miesiąc,który wywrócił nasze życie do góry nogami..ale właśnie na to wywrócenie czekaliśmy prawie 6 długich lat.. jesteś ślicznym,zdrowym chłopcem,który rozjaśnia nam każdy dzień.. każdego dnia wydajesz mi się piękniejszy, mądrzejszy i taki..mój, ot tak po prostu...czasami nadal się zastanawiam czy to nie sen, sen który za chwilę się skończy.. Bartuś jest bardzo pogodnym chłopcem, bardzo często się uśmiecha, a me serce wtedy się raduje,że jest szczęśliwym dzieckiem choć wiem,że te uśmiechy są jeszcze nieświadome...jednakże zobaczyć uśmiech na ustach swojego dziecka to coś wyjątkowego,nie do opisania.. :)
Nadal walczymy z bólem brzuszka przez gazy, mam nadzieję,że niedługo to minie... mały ważył dzisiaj 3600g, lekarka powiedziała że ponad normę :p więc mam go już nie wybudzać na jedzenie i karmić co 3h a nie co 2h...wyobraźcie sobie jaki mam dzisiaj dzień i jakie są awantury jak przetrzymuję go tą godzinę.. 🙈 tak jak sąsiedzi nie wiedzieli, że jest u nas dziecko tak dzisiaj się dowiedzieli :p a ja się dowiedziałam,że Bartek jednak ma ogromne struny głosowe... :p aż boję się nocy kiedy w bloku wszystko słychać 5 x mocniej niżeli w dzień...
Jutro dzień dziecka... z rana jedziemy do dziewczynek a później postaramy się w miarę miło spędzić dzień,bo nie chcemy,aby Bartuś żył w cieniu starszych siostrzyczek..

13 czerwca, 16:13

Dni mijają w niesamowitym tempie..wczoraj był poniedziałek i dzisiaj jest znowu... Bartuś ma już ponad miesiąc,a ja nadal nie wiem kiedy to minęło...mój chłopiec jest bardzo grzeczny i spokojny, nie lubi jak się go buja,tarmosi czy wozi w wózku po nierównościach...lubi spokój:) zasypia sam bez lulania, wystarczy mu do szczęścia pogłaskanie po główce, dyduś i szumiś ;) tatę wygnał do salonu i śpi z mamusią od 1 w nocy,kręci się,wierci i niedługo i mnie wywali z łóżka :p
Żeby nie było za kolorowo nadal walczymy z katarkiem a dokładniej z zatykającym noskiem,bo katarek sam z siebie nie leci...dodatkowo mamy meeeega odparzenie tyłka :( doszło aż do ran :( stosowałam już mąkę ziemniaczaną,bepanthen,linomag,maść z pieciornika,obmywanie rumiankiem...no nic nie daje...dzisiaj od rana prawie cały dzień się wietrzymh i psikamy trochę octeniseptem,bo w końcu jakieś zakażenie się nam wkradnie :( najgorsze,że nie wiem od czego to się zrobiło...obstawiam pampersy...no nic,walczę żeby w końcu tyłek się wygoił i aby przestało boleć :(
Jestem tu codziennie, ale jakoś nie mam czasu na bieżąco udzielać się na wątkach...pamiętam o Was i czytam!

19 czerwca, 21:48

Ależ dzisiaj był u mnie upał...masakra....Bartuś mooocno to odczuł..przez cały dzień płakał i byłby tylko na rękach..pierwszy raz był z nim taki armagedon...w końcu od po 17 pospał 4h, wybudziłam go, zjadł i kima dalej a muszę go wykąpać tylko czekam aż Stary to zrobi, a ten to ma tempo... mam nadzieję,że choć noc będzie jako taka :p
A co u nas? Dzień za dniem płynie, we wtorek pierwsze szczepienie, w środę usg bioderek i kolejny tydzień minie...jutro położna przyjdzie to zobaczę ile przybrał pd 31.05 ale dzisiaj go ważyłam na takiej domowej wadze,na której i ja się ważę i wyszło,że przybrał 1kg..już słyszę narzekania położnej i lekarza :/
Wkurzam się sama na siebie,bo strasznie zaniedbałam cmentarz i dziewczynki,nie mam jak do nich jechać bo M musi jezdzic moim autem do pracy :/ na szczęście moja mama mieszka blisko i codziennie podlewa im kwiatki..
Ja po cc czuję się już idealnie, rana nie boli i jest naprawdę dobrze. 30.06 jedziemy na kontrolę do Warszawy i zostaniemy na noc,bo jednak dla Bartusia jazda autem tyle godzin w ciągu dnia będzie za męcząca.. <ja jak Grażyna czekałam aż hotel obniży cenę za nocleg i mam za swoje skąpstwo...cena wzrosła o 50zł:p>
Dziękujemy, że jesteście z nami mimo tego,że ostatnio mnie tu mniej... ❤

21 czerwca, 22:25

A dzisiaj przychodzę z czymś zupełnie innym:) taki post będzie tylko jeden ;) z racji tego,że potrzebuję "wyjść do ludzi" postanowiłam zostać konsultantką firmy, która dopiero wchodzi na rynek - firma MIHI, jest to polska firma, która w swojej ofercie ma kosmetyki,środki czystości,perfumy i suplementy. Zakupy będzie można robić od 21 lipca z 30% rabatem. Chciałabym zaprosić każdą z Was do rejstracji
http://mihi.care/register?referral_code=6583200 rejestracja jest darmowa:) założyłam także swoją grupę na fb kosmetyki-zadbaj o siebie i swoich bliskich (M.Kamińska) jeśli ktoś chciałby się więcej dowiedzieć to ruszam z grupą za kilka dni,ale można już dołączyć, a nawet jeśli nie lubicie takich grup to będę wdzięczna za dołączenie na jakiś czas, aby zrobić mi "sztuczny tłum" :p
Byłoby mi mega miło,gdybyście porozsyłały link do rejestracji swoim znajomym może ktoś się skusi na produkty,bo są naprawdę fajne i myślę,że godne polecenia:)

Bartuś dzisiaj po szczepionce trochę gorączkuje,ale mam nadzieję,że szybko minie:) ważył dzisiaj 4580g! Słoń 🙈

2 lipca, 22:53

Bartuś właśnie smacznie koło mnie śpi:) w końcu...bo od wczoraj nadziębiony :( zresztą ja też...zaprawiliśmynsię od klimy w aucie,bo musiałam jechać na kontrolę do Warszawy a przy upale 36 stopni nie szło jej nie włączyć..
Co u nas? Nadal walczymy z sapką, mały się przez zapchany nosek dusi i łapie bezdechy a ja mam za każdym razem zawał..do tego z wyników wyszła nam anemia i suplementacja żelazem (od dzisiaj) skończyła się zaparciem także jutro będę myślała jak mu pomóc się wypróżnić jeśli sam nie da rady :( przypałętała nam się także neutropenia (mocne obniżenie odporności) także wesoło nie jest mimo tego,że Bartuś to wesoły chłopczyk...lubi obidzić się o 3 w nocy i przez godzinę uśmiechać się do matki która ledwo patrzy na oczy :p ważymy już pewnie z 5kg, wyrośliśmy z 50, dzisiaj jedne body 56 też małe także rośnie chłopak wyśmienicie :) za 3 dni będą już 2 miesiące jak Bartula jest z nami a ja czasami nadal się zastanawiam czy on napewno jest mój...tym bardziej że wszyscy mówią że mały jest mamusiowy ;) podobny bardziej do mnie i oczywiscie uspokoi go tylko mamusia...a niech tak będzie:) choc wiekszosc gada ze nie powinnam go az tak do siebie przywiazywac, ale w sumie dlaczego nie ? Chce sie przytulac to sie przytulamy, chce ze mna spac to niech spi..jak przyjdzie odpowiednia pora to go odzwyczaję a poki co dobrze mi z tym:)

13 lipca, 21:57

Bartuś jest całkowicie mamusiowy:) najlepiej u mamusi na ręce :p wszyscy w rodzinie są w nim zakochani,nawet niespełna 3letni bratanek jak tylko przyjade to mnie olewa i biegnie do Bartusia:) bardzo cieszy mnie.to, że w tym wszystkim nikt nie zapomniał o dziewczynkach...teściowie byli kilka dni nad morzem..Bartuś dostał ubranko marynarza a dziewczynki wiatraczek:) myślałam że o nich zapomną,ale się pozytywnie zaskoczyłam;) my z Bartusiem byliśmy u nich wczoraj, opowiadałam im o braciszku i przeklinałam w myślach mrówki,których nie mogę się pozbyć :/
Bartuś zaczyna być już bardziej aktywny, zaczyna się uśmiechać (zdecydowanie uśmiech własnego dziecka to coś najpiękniekszego na świecie), próbuje wydawać z siebie jakieś dźwięki, "pedałuje" nóżkami, zaczyna chwytać w rączki różne rzeczy...ma swoją ulubioną melodię do zasypiania i wie,że po kąpieli idziemy spać-wtedy go kładę na łóżku i bez awantury już sam zasypia;) ogólnie jest grzecznym dzieckiem i wierzę w to,że jest dzieckiem szczęśliwym:) ja już przyzwyczaiłam się do spania po 40 minut (nadal mamy 3-4 pobudki w nocy) choć nad ranem zdarzy mi się pospać nawet i 2h! :D wyrośliśmy już z rozmiaru 50, 56 jest już takie na styku..
Strasznie szybko rośnie mi te dziecie... 🥺 czasami mam żal do losu o to,że nie jest mi dane mieć więcej ziemskich dzieci,ale po chwili uświadamiam sobie,że niektórzy nadal walczą,są dzielni, więc i ja podnoszę głowę do góry, nie myśląc o tym co by było gdyby, tylko myślę o tym co już mam ❤

14 lipca, 19:46

Wracają czasami te dni kiedy serce ściska, dech zapiera, oddechu nie mogę złapać. Nerwica połączona z depresją to nieciekawy stan. Boję się go. Boję że przyjdzie kolejny raz załamanie nerwowe a ja będę sama z Bartusiem...przyjdzie z nienacka jak nieproszony gość, ciężko nad tym zapanować.. ciężki dzisiaj dzień, ciężka psychika,ciężko na sercu,ciężko żyć...tak bardzo chciałabym móc żyć normalnie,bez lęków,stresu,ciemności...tak bardzo bym chciała...
‹‹ 6 7 8 9 10