Organizm wie swoje! Tak mnie dzis w nocy klulo w okolicy serca, ze spac nie moglam! Wstalam i oczywiscie nic nie przeszlo, ba, pogorszylo sie, bo oddychac nie moge. Jak chce nabrac wiecej powietrza, to tak kluje, ze nie idzie! Fuck! Jak tu dotrzec do tej mojej zrytej lepetyny, ze tragedii nie ma, ze bedzie ok i takie tam pierdoly?Zeby nie bylo, to nie o ciaze (jej brak) takie zamieszanie. Mam w piatek pewien wazny termin, sni mi sie juz po nocach i to cholerstwo mnie tak nakreca!
"Czy partner zostal zbadany?"
" Czy ma Pani duzo stresu?"
"Moge Pani przepisac na ten progesteron tabletki (...), ale przede wszystkim prosze co najmniej dwa miesiace sie nie stresowac i wyslac partnera na badania. Tabletki (...) prosze brac od 13dc do krwawienia. W przyszlym miesiacu ponownie."
Tylko zapomnialo jej sie na recepcie napisac "x2", wiec w aptece sprzedano mi lek na jeden, nie na dwa miesiace. A lubego sama "wylecze", kupie domowy tester nasienia i bedzie lykal witaminki.
Tylko na te stresy to ja rady nie mam! 
Acha: kupilam termometr. Od jutra uzywam!
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 października 2013, 17:04
1. Pomiar temperatury w celu wykrycia owulacji.
2. "Cukierki" po jednym dziennie od wykrycia owulacji przez program do... Zielonej kropy! Jak mnie krew nie zaleje oczywiscie!
3. Witaminki dla lubego.
4. Duzo seksu.
5. Jeszcze wiecej seksu.
6. Walka ze stresem poprzez zumbe i joge (zajecia probne, jak beda fajne, zostaje).
7. Zero alkoholu przy "cukierkach".
8. Wiecej warzyw.
9. Duzo seksu, bo to odstresowuje.
10. Aktywnosc na ovufriend tylko w zwiazku z wykresem, zeby sie nie nakrecac.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2013, 21:25
Zeby jeszcze chociaz ta owulacja byla jakas przewidywalna. Ale nie, po co! Miala byc wczoraj, a tu dzis pozytywny tescior (wkurzylam sie i zrobilam, a mialam nie robic), napiecie w cycach, sluzu po pachy i temperatura jak u zombie. Czyli nie wczoraj, a dzis. Albo jutro.
Dobra, ide na ta dziecieca gimnastyke, a potem zmusze sie jeszcze do tego upokarzajacego seksu. Jutro mamy oboje wolne, wiec sie chociaz po wszystkim wyspimy!

Jak w ulotce straszono, tak mam:
-mdlosci
-sennosc
-wrazliwe piersi
-zawroty glowy
-dziwny sluz
Do tego zanizona temperatura. Tego akurat w ulotce nie bylo. Nie bylo tez, ze czlowiek z napiecia (w cyckach i nie tylko) wybuchowy bedzie i sie z lubym pokloci!
Na szczescie juz git i nawet wygralam!
Teraz jakiegos fanta wypadaloby wyludzic. Zima idzie. Potrzebuje nowych butow!
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 listopada 2013, 18:13
Pojechal obrazony w pizdu. Niech jedzie. I tak wroci.
Mowic a rozmawiac. Rozmawiac a sie porozumiec. Ech... Tu naprawde Wenus mowi do Marsa!...
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2013, 20:18
Wczul sie!

Ale ja mimo wszystko w strachu, bo po
byla na papierze kropla krwi. Wkrecam sobie, ze moze jakies otarcie albo po goleniu. Na wszelki wypadek wzielam dwa cukierki zamiast jednego.Test w piatek. Oby! & Tylko bardzo ciezko mi teraz czekac. Boje sie strasznie! Boje sie, ze jego nasienie jest zbyt slabe. A on tak chetnie lyka swoje witaminy! ... Oby cos daly...
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 listopada 2013, 21:56
- niektore leki moga blokowac wystapienie @;
- testy "sikane" sa mniej wiarygodne (bo mniej czule) niz testy krwi i moze byc np. wynik z krwi nieco powyzej 100 i test "sikany" wyjdzie negatywny.
W zwiazku z tym mam brac co najmniej do poniedzialku cuksy, isc w poniedzialek na bete i wtedy:
a) przy negatywnym wyniku odstawic cuksy i czekac na @;
b) przy pozytywnym wyniku brac dalej cuksy, by progesteron za szybko nie spadl wywolujac poronienie.
Czyli dalej wiem, ze nic nie wiem.
Poczekalni ciag dalszy...Byly trzy dni plamienia pomiedzy 28 a 30 dc. Jakbym sie mocno uparla, moglabym uznac, ze byl to "okres". Miewaja tak kobiety w ciazy nawet przez kilka miesiecy.
No prosze, jak ja sobie ladnie umiem wkrecac!
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2013, 18:39
Juz jako 12-latka miala ten dar. Byla z matka na zakupach. W jakims wozku siedzialo bardzo rozkrzyczane i zaplakane dziecko. Dzis juz nie pamieta, jak, ale je uspokoila, matka opowiada o tym do tej pory na zjazdach rodzinnych.
Potem wlasciwie toczylo sie samo, maluchy z blokowiska zawsze powierzaly jej swoje smutki lub biegly sie po prostu przytulic, gdy wracala z zajec, a one akurat bawily sie na podworku. Byla pewna, ze kiedys bedzie miala troje dzieci, piekny dom i stadnine koni.
Ale czas mijal. Maluchy rosly, pojawialy sie nowe. Ze wszystkimi bylo tak samo, wszystkie potrafila "zaklinac". O swoich nie myslala. Musiala skonczyc studia, potem doktorat, swietna praca, wyjazd za granice, kariera.
Mezczyzni przychodzili i odchodzili. Ona ich odsylala. Nie traktowala zadnego z nich jako ojca jej dzieci. Az do tego momentu, gdy uswiadomila sobie, ze skonczyla 31 lat, osiagnela, co bylo do osiagniecia i wlasciwie rozleniwiona w dlugoletnim juz zwiazku, spojrzala na Niego inaczej. Tak, w sumie moglby zostac ojcem. Ma niezly kontakt z dziecmi znajomych. Nie potrafi "zaklinac", ale to jest przeciez dar.
Sprobowali wiec. Miesiac, dwa... dziewiec...
I wtedy dotarlo do niej, ze cos jest nie tak. Ze On nigdy nie zdola dac jej trojki dzieci, pieknego domu i stadniny koni. Ze wszystko, co ma, osiagnela sama. Ze o reszte tez bedzie musiala sama walczyc. Nie bala sie. Potrzebowala juz tylko odpowiedniej taktyki.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 grudnia 2013, 12:49
Czasem chyba trzeba sie od siebie oddalic, stracic sie z oczu, by zatesknic i odkryc na nowo.
Bez wzgledu na to, czy uda nam sie tym razem, czy nie, chce probowac znowu i znowu. Dzieci sa z milosci, wiec mamy szanse. Nie zmarnuje jej!
Jest mi cholernie niedobrze. W pracy wmowilam wszystkim (sobie prawie tez), ze to grypa zoladkowa. Temperatura rano sie zdecydowac nie mogla: 36,5-36,6-36,4. Nic nie wpisalam. Ale po powrocie z pracy wyciagnelam rteciowy (chyba sie na niego przerzuce znow) i zaznaczylam o 12:00 37,2. Jakby to mialo w czyms pomoc! Za sprzatanie bym sie moze lepiej wziela!

WESOLYCH SWIAT!
Wyczekane. Wypragnione. Wypracowane. Ukochane. Nie przyszlo.
Haslo: "Swieta tylko we dwoje" nabralo doslownosci. Postanowienie: "Zadnych prezentow" zrealizowalo sie nie tak, jak powinno. Bo jeszcze wczoraj rano pojechalismy po nowiuska kanape, a pod choinka czekala urocza bielizna. Mial byc seks do kompletu, ale jednak zaskoczyla nas wizyta nieproszonego goscia. Akurat w momencie nakrywania do stolu poczulam BOL. @ wprosila sie na kolacje i postanowila zostac na Swieta.
To dlatego nigdzie nie chcialam jechac. Zeby w razie czego schowac sie w lozku i plakac do woli. Na samym dnie serca liczylam, ze dzwoniac do rodzicow, powiem: "Jestem w ciazy, dlatego nie moglismy przyjechac."
Nie tym razem...
Nie placze, bo jest ON. "Naprawde chcialem" powiedzial przytulajac sie do brzucha. Zrobilam sie wiec na bostwo i lamiac sie oplatkiem, nie musielismy mowic glosno, czego sobie zyczymy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 grudnia 2013, 16:34
I tu sama sie zdziwilam, z jakim spokojem i miloscia do niego podeszlam! Ale ten fiolet siedzial w mojej glowie, bylo mi smutno. Wieczorem w sypialni moj zerknal znowu i mowi: "Ty, to jest jednak rozowe!". Rzeczywiscie. Jest rozowy, pozytywny, ilosc plywakow w normie. Skad ten fiolet? A bo mamy w lazience tzw. "jarzeniowke", a ulotka mowi (oglednie i nieprecyzyjnie), ze nie wolno patrzec pod zarowke fluorescencyjna.
Tyle stresu, tyle nerwow! Az mi szkoda mojego mezczyzny, bo skoro ja tak to przezylam, to jak on musial sie czuc?! Ale moral z tej sytuacji jest taki, ze jestem na 100% pewna, ze to z nim chce miec dziecko i zrobie wszystko, by to marzenie spelnic. Ze go nie zostawie, ze bede z nim juz zawsze. Ze on kocha mnie jeszcze bardziej i ze nasze dziecko bedzie dzieckiem poczetym z prawdziwej milosci. Maly Szczesciarz! Jeszcze Cie nie ma, a juz Cie tak kochamy!
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2014, 13:26

Za to wlosy pofarbowalam, bo mnie p.o. maz na farbe tuz po wyplacie namowil. Farba swoje odstala (no bo przeciez opary amoniaku, czy na czym tam jest to cholerstwo, szkodza zarodkowi!) i jak @ wpadla, to byla jak znalazl.
I tak chodze wymalowana do tej roboty, ale z pogryzionymi pazurami. Dobrze, ze zima jest, to sobie rekawiczki zakladam nawet w pracy, bo ze niby tak mi zimno!

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia 2014, 15:57
kurde Biedronka może powinnaś szybko do lekarza lecieć? z sercem nie ma żartów :/
Luzik, ulek, mam to od zawsze jak sie stresuje. Nerwobole zwykle, ale wkurzajace!
A może by się tak rozryczec i sobie pokrzyczec do poduszki jak nikt nie widzi, podrzec troche papierów i poprzeklinac na czym swiat stoi albo opierniczyc akwizytora co się nawinie? Uwolnij te stresy bo trzymane w srodku zespują Ci to serducho do końca..a z tymi dead lineami tez nie ma sie co nakrecac - zdazysz ze wszystkim,zrobisz wszystko perfekcyjnie i koniec - tak masz sobie wmawiac.No!
Biedronka ja nie wiem czy jakiekolwiek nerwobóle uniemożliwiające oddychanie są po prostu 'zwykłe' ...
kochana wytrwałości i dużo spokoju <3