Zacznę od tej mniej skomplikowanej.
Dlaczego jestem zła na teściową za ten pomysł ze zmywarką ?
Kilka lat temu, kiedy mój mąż był jeszcze z taką %^&%$ teściowe otrzymali zmywarkę od jej rodziców. Z prostego powodu - oni przeprowadzali się do domu, do którego zamówili sobie do kuchni meble na wymiar no i ta ich zmywarka nie pasowała rozmiarem do założonego planu. A moja teściowa, jak to ona zamiast podziękować i się cieszyć, że będzie miała mniej roboty to jeszcze zaczęła krzyczeć na mojego R. że po cholerę on się zgodził, gdzie ona to postawi, przecież i tak z tego nikt korzystać nie będzie! Końcem końców zmywarka stanęła w pralni na dole. I rzeczywiście korzystaliśmy z niej tylko my (tzn po tym jak ja się tam wprowadziłam i zaczęłam ogarniać ten burdel - tak, nawet Rozenkowa by się załamała widząc to, co tam jest). Tak było do czasu w którym poinformowaliśmy, że bierzemy ją ze sobą do nowego mieszkania. Nagle mojej teściowej przypomniało się, że ma zmywarkę w pralni! Nagle przestało jej przeszkadzać, że z brudnymi naczyniami trzeba zejść ze schodów. Ale my byliśmy nie ugięci. Wzięliśmy ją ze sobą
) A tu w piątek taka propozycja. Dobrze, że mnie nie było bo by się dowiedziała czegoś fajnego na swój temat.Kurde, no jest między nami jak jest, ale to jej zasługa (ja próbowałam jakoś nawiązać z nią normalny kontakt). Jeszcze zrozumiałabym gdyby te pieniądze były im potrzebne na coś bez czego rzeczywiście żyć by nie umieli - nie wiem, jakieś nowe leki dla teścia, czy groziło by im odłączenie wody lub prądu, ale na zmywarkę ?!
To teraz przejdźmy do bardziej skomplikowanej sprawy jaką są dziadkowie a raczej nie - dziadkowie. Nie zrażajcie się w połowie wyjaśniania tej zawiłości rodzinnej, że tego nie rozumiecie bo mi zrozumienie tego zajęło blisko rok.
W rolach głównych:
Mama A i Tata A (rodzice mojego męża),
Babcia A i Dziadek A
Babcia B
Babcia C
Opis:
Babcia A i Babcia B to siostry.
Babcia A i Dziadek A to małżeństwo.
Babcia C to siostra Dziadka A.
Babcia B to mama Taty A.
Babcia C to mama Mamy A.
Sytuacja:
Babcia C zmarła jak Mama A miała 5 miesięcy (brat Mamy A miał wtedy ok 6 lat)
więc zajęli się nią i jej bratem Babcia A i Dziadek A.
A że Mama A jest starsza od Taty A to znają się od dzieciństwa bo w końcu Babcia A i Babcia B (mama Taty A) to siostry.
I teraz Mama A na siłę próbuje nas przekonać do szacunku itp do Dziadka A i Babci A bo nami musi się odwdzięczyć, za to, że ją wychowali. To jest moje zdanie. Ale fakt pozostaje faktem, że właśnie stąd moja teściowa robi awantury m.in o to, że nie zadzwoniliśmy do nich z życzeniami. Swoją drogą to są straszni ludzie. Kiedyś byli bardzo bogaci i sławni na nasze miasto a teraz pozostało tylko 'i'. Ale oni dalej zachowują się jak wielcy tego świata i oczekują, że będziemy padać im do nóg ilekroć się widzimy.
Błagam, poradźcie mi jak sobie z nią poradzić...bo ja już tracę nerwy i siły...
Czy dla dobra sprawy i osób trzecich posunęłybyście się do małego podstępu żeby ujawnić prawdę?
Zauważ, że kilka dni z rzędu boli Cie lewy jajnik.
Wmów(zauważ), że urosły Ci piersi i powiększył Ci się brzuch. Oczywiście, wiesz, że to przez złą dietę- najwyczajniej na świecie trochę Ci się przytyło ale z racji bolącego jajnika kup test ciążowy ( wiesz doskonale, że wyjdzie negatywny, raptem 10 dni temu miałaś 1dc).
Nie wiem, wryło mi się, że to może być ciąża poza maciczna (rany, ale jestem jebnięta!)
Zrób test. Popatrz na wynik, negatywny oczywiście. Możesz zacząć płakać.
Spoko, opamiętałam sie po kilku minutach
Polecam
Siostra męża lada chwila będzie rodzić.
Teściowa daje ostre popisy.
Z mężem co chwila się kłócimy (tyle dobrze,że po chwili potrafimy się opamiętać i zluzować).
Zbliża się 13 luty, termin mojego porodu.
Nawet w pracy grafik mam kijowo ułożony.
Ogólnie dziś doszłam do wniosku, że większość par z naszego otoczenia mają się lepiej od nas.
Przykre, że nie możemy wszyscy żyć na jednym poziomie...
Ciągły niedobór kasy.
Brak dziecka.
Brak swojego własnego mieszkania.
Widmo szpitala, które ciąży nad moją mamą (Biedna, całą noc wymiotowała ale uparciuch nie pozwoliła zadzwonić po pogotowie. Rano siłą wypchałyśmy ją z siostrą do lekarza na badania. Pielęgniarki widząc Jej stan olały kolejkę. Okazało się, że ma coś z wątrobą i stan zapalny trzustki ;/ )
A od drugiej siostry dostałam zjebe, że dlaczego poszłam do psychologa zamiast iść z mamą. A no dlatego, że tamta siostra sama wyszła z inicjatywą, że zadzwoni do lekarza i pójdzie z mamą biorąc szybciej urlop (gdyby nie mogła to by powiedziała przecież i bym sama poszła). A gdyby nie te dzisiejsze spotkanie z panią psycholog to by mnie już na pewno nie było na tym świecie. Już od kilku dni chodzę wkurwiona na cały świat, a teraz jeszcze takie zarzuty! Trzymam się ostatkiem sił...
Prysznic. Potem Hydroxyzyna i o 17.35 byłam już w łóżku.
Depresja 1000%
Pół roku... ;(
W ciągu tego ostatniego półrocza straciłam dziecko i dwa razy pracę...
Tak, dziś się dowiedziałam, że nie mam pracy o 1 lutego.
Sprawę zajebał obecny szef. Z nowym teraz próbujemy coś ustalić żeby było dobrze.
Na chwilę obecną jestem załamana i nie myślę o niczym innym jak o tym, żeby się zabić...
Znowu przyszedł okres. Znowu za szybko!
Kurwa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Boli mnie, że rodzina męża chodzi dumna jak paw bo za kilka dni na świecie pojawi się dziecko M.
Boli mnie widok prezentów na Dzień Babci i Dziadka, które dostali moi rodzice od dwóch swoich wnucząt. Kurwa, ja też miałam im dać w tym roku prezent, co prawda od wnuka/wnuczki będącej jeszcze w moim brzuszku ale jednak!
JaPierdoleKurwaMać!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Pewnie tracicie już cierpliwość do moich dołujących wpisów, ale ja naprawdę zaczynam mieć problemy z udźwignięciem tego wszystkiego co się dzieje wokół mnie.
Wiem, że inni mają gorzej, ale biorąc pod uwagę to, że w ciągu pół roku straciłam dziecko i dwa razy pracę i to ile mam lat to zdecydowanie za dużo...
Dziś przyszła ostateczna decyzja w sprawie mojej dalszej pracy - oczywiście negatywna.
Ale po za meliską obyło się bez innych leków i preparatów na uspokojenie, więc jestem z siebie dumna.
Co raz bardziej świruje na temat rychłego porodu siostry męża
"Ona chyba już urodziła albo jest w szpitalu, dziś nie zagrała w żadną grę na fb!" - w takim kontekście wysłałam wczoraj sms'a mojemu Najwspanialszemu. Żeby mnie uspokoić zadzwonił do swojej matki, żeby się dowiedzieć co i jak. Na razie cisza i spokój. Łapię się na tym (ale uwierzcie, że jest mi strasznie wstyd i sama siebie karce za takie myślenie!) że co raz częściej myślę o tym, jak bardzo nienawidzę siostry męża. Głęboko się zastanawiam nad tym dlaczego?
Mój Najwspanialszy się dziś pochorował a ja razem z nim - bardziej psychicznie bo się strasznie boje o Niego, nie chce go stracić. Tak, wiem, że grypa nie powoduje ot tak utraty życia, ale ja drżę o Niego nawet kiedy ma zwykły katar.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 stycznia 2015, 20:12

Było ciężko (dla mnie ze względu na to, że lubię pospać ;p) ale daliśmy radę!
)W piątek wstaliśmy tzn mama męża nas obudziła telefonem przed godz.9.
Potem dzienne obowiązki i na noc do pracy (to była moja ostatnia zmiana), każdy od 18 do 6 rano.
W sobotę wróciliśmy, zjedliśmy śniadanie, wzięliśmy prysznic i pojechaliśmy do Zabrza na jakiś tam turniej piłki nożnej. I grzecznie do godziny 17.30 siedzieliśmy w punkcie medycznym. Całe szczęście nic poważnego się nie działo

Wróciliśmy do domu, przebraliśmy się i pojechaliśmy na urodziny chrzestnego mojego męża. Było całkiem fajnie
na dziś umówiliśmy się z kuzynką mojego męża, że odwiedzą nas 
Do domu wróciliśmy po 22. Jeszcze małe co nie co ;P i ok 23 poszliśmy spać. Dobrze licząc na nogach byliśmy jakieś 38h

W niedzielę pobudka o godzinie 7.30 i znów wskoczyliśmy w czerwono-odblaskowe kubraczki i wybyliśmy do jednej z dzielnic naszego miasta również na zabezpieczenie piłki nożnej, całe szczęście wczoraj trwało to tylko do 14. I powtórka z rozrywki - wróciliśmy, zjedliśmy obiad, przebraliśmy się i pojechaliśmy na urodziny brata mojego męża

Wróciliśmy koło 21, kąpiel i spać...mąż musiał biedny wstać do pracy na 8, ja za to miałam wstać o 9 i ... na planach się skończyło (jak zwykle) wstałam o 12 ^^
Za chwilę jak skończę z forum to muszę zacząć sprzątać mieszkanie na przyjecie dzisiejszych gości bo wygląda tutaj jak by tornado przeszło - dosłownie !

Kocham takie weekendy, kiedyś kiedy nie byliśmy jeszcze małżeństwem i nie mieliśmy własnego mieszkania takie epizody (z jednego zabezpieczenia, na drugie a między czasie jakaś impreza) były na porządku dziennym
teraz stety/niestety doszło nam trochę innych ważniejszych obowiązków to i trochę takie rzeczy się skończyły.Plusy tego, że nie mam chwilowo pracy ? :
+ mogę spać, wtedy kiedy mi się chce i tyle ile chcę,
+ mam czas na przygotowanie dobrych obiadów i sprzątanie
+ jestem w jakimś lepszym humorze (bo się wysypiam, z racji tego, że nie boję się iż zaśpię
)+ mamy więcej czasu dla siebie
Wiem, że miał być tylko i wyłącznie pozytywny post, ale są też minusy tego, że chwilo nie mam pracy,
- będzie krucho z kasą (ale mój mąż powiedział, że damy sobie radę)
Aaaa, no i dlaczego nas w piątek obudziła mama męża ? Żeby zadzwonić i nas poinformować, że siostra męża urodziła. Na tych urodzinach u wujka na tapecie rozmów była tylko i wyłącznie M. i jej córka. Ale...dałam radę !!!!
))))Okazało się, że w rodzinie męża są jeszcze dwie kobietki, które mają odczucia takie jak ja, więc jest mi lżej.
Jedna się stara, a druga kiedyś też poroniła (o czym dowiedziała się zupełnie przypadkiem) a teraz też się stara...więc one też wiedzą co mniej więcej ja czuję, niestety nie mamy zbytnio czasu na poważne i długie rozmowy na ten temat. O ich przypadkach oczywiście wiedziałam, ale dopiero po porodzie M. jak im mówiłam co czuję wtedy one też się otworzyły.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2015, 12:44
zachęciła Nas kumulacja
17 mln zł ^^Ja, jak to ja wzięłam się systemem - skoro jest nas dwoje to puściliśmy dwa chybił-trafił, dwa z własnymi numerami, i dwa chybił-trafił w plusem ;P
Żeby 'spotęgować' szczęście większą część pieniędzy na zakup lotto wzięliśmy z tzw. żółtków, które goście sypali nam pod Kościołem w dniu ślubu
)Dziś mój małżonek spiął się ze swoją mamą na temat tej Jego siostry.
Napisałam do Niej sms'a w piątek z gratulacjami. Do dzisiejszego dnia nie otrzymałam odpowiedzi, podobnie jak brat z bratową męża i kuzynka, która u nas wczoraj była.
I jakoś tak się złożyło, że dzisiaj przez telefon teściowa poruszyła temat, że M. jest przykro, że się nie odzywamy ! We mnie szlag trafił ! Dobrze, że to była rozmowa przez telefon...
Rozumiecie coś z tego ? Bo ja ni chuja
Tu się skarży, że nikt się do niej nie odzywa a sama nie odpisuje na sms...ech...Zauważyłam też, że większości tej młodszej części rodziny jest obojętne to, że Mała jest na świecie. Jak najmłodsza siostra męża pokazała zdjęcie na urodzinach brata to zarówno solenizant jak i jego żona zareagowali tak jak ja i mój mąż - wzruszyliśmy tylko ramionami i nic więcej.
I mamy też plan :d
w odwiedziny do nich pojedziemy w 6 - ja z mężem, jego brat z żoną oraz kuzynka męża ze swoim mężem. Tak dla bezpieczeństwa

Po pierwsze - żeby był ktoś kto ewentualnie rozdzieli kogoś, jeśli doszło by do rękoczynów między którymś z mężczyzn a ojcem dziecka (dla przypomnienia - ojcem dziecka jest ten co sypiał z kimkolwiek) i dla wzajemnego wsparcia - bo właśnie ta bratowa i kuzynka to są te kobietki, które też mają problem z zajściem.
Ps. Wiem, że już to robiłam milion razy, ale zrobię to jeszcze raz tyle

Dziękuje, że jesteście ;***
Jesteście moją motywacją i moim wsparciem ;****
Khalan, jeśli ma się plany i cały czas się jest zajętym to nie jest to trudne, żeby być tyle na nogach
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego 2015, 17:48
Rotenkopf wraca do szkoły

Jeśli dobrze wszystko pójdzie to idę do szkoły policealnej na technika administracji

Jutro idę do szkoły zobaczyć co i jak
)Dziś mnie tak wzięło przy rozmowie z siostrą
I w ogóle jakoś tak ostatnio jest lepiej, dziś byłam u pani psycholog i nawet ona to sama przyznała. Zauważyłam, że jest u mnie lepiej po tym jak M. urodziła.Czeka mnie tylko jeszcze jeden ciężki dzień - 13 luty. Wtedy miałam rodzić.
Ale dam sobie radę !

Jeszcze tylko znaleźć pracę i będzie już totalnie super
))
Nie idę do żadnej pracy.
Nie idę do żadnej szkoły.
Zostaję w domu i dziennie będę biegała ze ściereczką i sprzątała jak w szpitalu.
Dziś u kogo byśmy nie byli wszyscy słyszeli jaki to ja mam bałagan, czego to ja nie robię po sobie itp itd.
No to teraz będzie miał.
Kiedy mu mówię, że jeszcze nigdy (!) sam z siebie nie zaproponował sprzątania to wielki foch.
Owszem, dwa razy zrobił mi niespodziankę - raz jak jeszcze mieszkał z rodzicami (pokoik raptem 6 metrów kwadratowych) i raz całe mieszkanie jak byłam w pracy. I to wszystko...
Szkoda tylko, że już zapomniał ile lat żył w syfie i brudzie w rodzinnym domu.
Aż się dziwię, że jak byli młodsi to nie wzięła ich opieka społeczna.
Nie idę do żadnej pracy.
Nie idę do żadnej szkoły.
Zostaję w domu i dziennie będę biegała ze ściereczką i sprzątała jak w szpitalu.
Dziś u kogo byśmy nie byli wszyscy słyszeli jaki to ja mam bałagan, czego to ja nie robię po sobie itp itd.
No to teraz będzie miał.
Kiedy mu mówię, że jeszcze nigdy (!) sam z siebie nie zaproponował sprzątania to wielki foch.
Owszem, dwa razy zrobił mi niespodziankę - raz jak jeszcze mieszkał z rodzicami (pokoik raptem 6 metrów kwadratowych) i raz całe mieszkanie jak byłam w pracy. I to wszystko...
Szkoda tylko, że już zapomniał ile lat żył w syfie i brudzie w rodzinnym domu.
Aż się dziwię, że jak byli młodsi to nie wzięła ich opieka społeczna.
No to myślę, że za chwile się ułoży, że znajdę pracę, pójdę się dokształcać,że za kilka miesięcy znów będziemy mogli się starać o dziecko...
Mija dwa tygodnie a tu żadnego telefonu w sprawie pracy, wszyscy mają mnie w dupie i nikogo nie obchodzi, że chcę iść do szkoły, wieczne kłótnie z mężem...a na dodatek rozciekła mi się po raz kolejny zmywarka!
I po chuj tu myśleć i szukać pozytywów?!
Po chuj mam żyć?
Po chuj?!
Jestem beznadziejna, totalnym zerem, śmieciem!!!!!!!!!!!
Wszechwiedzący, sprawiedliwy, pomocny, obecny.
Dlaczego objawia się tylko tym, którzy w niego wierzą?!
Dlaczego nie objawi się tym, którzy nie wierzą, żeby w końcu uwierzyli?!
Dlaczego nie pomoże tym, którzy tego potrzebują ?!
Dlaczego pozwala na takie sytuacje w naszym życiu, które powodują, że człowiekowi odechciewa się żyć, mimo bliskich, mimo wszystko.
Wiem, że zawsze po burzy przychodzi słońce, tylko u mnie te słońce może się pojawić za późno...
Rozmawiałam z mężem nie raz. Już tyle było obietnic (najwięcej z mojej strony), już były lepsze dni, już na prawdę było dobrze...widocznie aż za bardzo skoro znowu straciłam pracę...od tego się to kurwa znowu zaczęło !!!
Wkurzają mnie ludzie, którzy nie wiedzą, co przechodzę i co czuję, i którzy mówią, że mam już przestać bo nie mogę zdominować swojego życia przez "kilkutygodniowy płód wielkości grochu".
Niestety powiedziała to moja przyjaciółka. Była wymiana zdań, ja byłam w nerwach, ją też trochę poniosło. Zabolało mnie to, ale cóż, wolność słowa. Z jednej strony Jej się nie dziwię, że tak powiedziała, bo wiem, że jestem trudna do wytrzymania, ale z drugiej strony cholernie boli mnie to, że ludzie tylko mówią a nie potrafią nawet postarać się mnie zrozumieć.
Dziecko to dziecko, bez względu na wiek czy wielkość.
I to już nie tylko ona tak mówi.
Jestem ciekawa co by powiedzieli inni, gdyby teraz stało się coś ich dzieciom...
Już byłam na etapie, że co się stało to się nie odstanie. Już pogodziłam się z tym, że 13 lutego nie będzie mnie na porodówce. Już nawet chciałam dzwonić do mojego ginekologa żeby się w końcu umówić na wizytę kontrolną i odebrać te wyniki...ale nie! Znowu zjebałam wszystko!
Chyba znów muszę ustawić się na tabletkach...w poniedziałek zadzwonię do swojego psychiatry, u którego kiedyś się leczyłam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego 2015, 18:55
Dzwoniłam dziś do przychodni ale moja lekarka wzięła swój kalendarz do gabinetu i mam dzwonić jak wróci czyli po 14.
Na dodatek z soboty na niedzielę miałam taki zły sen, że zaczęłam płakać ..nie, nie, wyć na całego...na śnie. Obudził mnie dopiero mąż z pytaniem co się stało.
Śniło mi się, że umarł...cały wczorajszy dzień chodziłam podminowana, na dodatek jechaliśmy znów do miasta co prawda 40km od Naszego, ale musieliśmy jechać autostradą (której oczywiście się boję) no i pogoda też nie rozpieszczała...no i byle 'coś' wyprowadziło mnie z równowagi.
Wieczorem długo myślałam nad sobą i nad tym co się ze mną dzieje...
- brak koncentracji,
- zaniki pamięci (co u mnie kiedyś było nie do pomyślenia),
- brak dobrego snu,
- wybuchanie o byle co,
- powróciła autoagresja,
- drę się o byle co
A po wszystkim siedzę taka zmulona i śpiąca...
A to zdjęcia z wczoraj...

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2015, 09:32
+ Odezwała się do mnie przyjaciółka, która z niewiadomych przyczyn nie odzywała się do mnie od czasu mojego ślubu. Okazało się, że było i jest jej głupio bo nie mogła zjawić się na ślubie i weselu. W życiu nie podejrzewałabym, że o takie coś mogło pójść !
+ Jutro mam rozmowę o pracę, trzymajcie proszę kciuki!
- Nie ma dnia żebym nie myślała o zbliżającym się piątku. Jestem ciekawa jak zniosę fakt, że zamiast leżeć na porodówce robię sobie coś w domu czy jestem na mieście...


Trzy razy czytałam i zrozumiałam ;) a jeśli chodzi o teściowa to ja też na swoją nie mam siły i słów. Po prostu staram się unikać konfrontacji, co nie jest proste bo mieszkamy w jednym domu. pewnych ludzi nie da się zrozumieć a z doświadczenia wiem że szkoda nerwów na tłumaczenia i dyskusje, ona i tak wie i robi lepiej. Kiedyś bardzo to przezywalam i cierpialam, teraz wiem że szkoda moich nerwów.
Wiem co czulas, bo ja jak sie wprowadzilam do tesciow to pol roku pozbywalam sie plesni z domu. Tak byl zapuszczony ten dom, ze podloge trzebabylo robic od nowa bo jej sie nie dalo doczyscic. Ogolnie moi tesciowie to brudasy nie z tej ziemi. Uzywana nagle jak ja zaczelam jej uzywac to tesciowa co chwile wyjezdzala z tekstem, ze ona by sobie ja wziela na dol ale my korzystamy ktoregos dnia Co do zmywarki to ja mialam tak z pralka z czasow komuny nigdy nie
Cos sie tekst przestawil. Czytam twoj opis sytuacji i nijak nie moge zatrybic kto z kim i dlaczego;) moja tesciowa ma manie zbierania ciuchow np. Potrafi ze smietnika meza stare gacie wyjac i zabrac bo jeszcze nie znoszone do konca. Nie jestem rozrzutna ale wiem kiedy jakas rzecz nadaje sie tylko do smietnika;)