@.
Może za bardzo się nakręciłam, że jak w zeszłym roku udało się w 1cs to teraz też MUSI się udać?
DLACZEGO PRAWIE WSZYSTKO NA TYM ŚWIECIE JEST NIESPRAWIEDLIWE?!
W piątek chwile po dodaniu wpisu zasnęłam tak szybko, że nawet tego nie zarejestrowałam. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że jak wróciłam z nocki i położyłam się spać koło 8 to spałam do 17 ;]
W sobotę w naszym mieście odbywały się zawody rowerowe ale takie ekstremalne. Mój osobisty Pan Ratownik też to zabezpieczał (i oczywiście jeszcze kilka ratowników z firmy) ja na całe szczęście byłam 'po cywilnemu' bo w pewnym momencie tak mi się słabo zrobiło i miałam ciemno przed oczami, jak nigdy! Przestraszyłam się trochę ;/ ciśnienie trochę miałam podwyższone, ale po za tym to było wszystko okej i byłam wielką zagadką wczoraj

A dziś? Po praz pierwszy odkąd mam prawko czyli 3 lata i 7 miesięcy miałam styczność z Policją
na całe szczęście to tylko kontrola trzeźwości była
Rok temu wykonałam test z porannego moczu, potem też płakałam, ale ze szczęścia

Już w poprzedni wieczór nie wierzyłam swoim oczom, jak zobaczyłam dwie kreski, dlatego następnego poranka wykonałam drugi. Potem w poniedziałkowe popołudnie (9.06.2014r około godziny 15.30) pojechaliśmy do laboratorium w szpitalu. B-hCG 1482,00 mlU/ml.
Chyba cały szpital nas słyszał wtedy
Aż jedna z pielęgniarek powiedziała, że chciałaby żeby zawsze taka radość towarzyszyła młodym, jak odbierają pozytywny wynik tego badania.(*)
Przyjechała 'porozmawiać' z moim mężem wtedy, kiedy byłam w pracy na noc.
Oczywiście z rozmowy zrobiła się awantura, a poszło o takie rzeczy, że płakałam ze śmiechu w pracy jak R. dzwonił mi z relacją.
Najpierw zarzuciła mu, że mógł stracić pracę bo przetrzymujemy jakieś tam dokumenty (wtf?!).
Potem zaczęła wyrzucać pytania typu - co ja robię w domu? Aaaa, bo zapomniałam Wam chyba opowiedzieć, że teście byli u nas 1 czerwca z prezentem i była u nas właścicielka i zaczęła wychwalać R. że gotuje i sprząta itd tylko nie zagłębiali się w szczegóły. A mój R. opowiedział jej,że ja też gotuje, że mamy układ, że ja sprzątam całe mieszkanie a on kuchnie, że jeżdżę na zakupy. Jak to się nie udało to zaczęła wymyślać odnośnie ślubu- że po co miałam taką drogą kieckę ? (po chuj jej to wiedzieć? ona za nią nie płaciła) a tak się akurat składa, że moja sukienka była tańsza od alkoholu ;P i tam inne pierdoły odnośnie wesela. Generalnie znowu chciała się wykazać, jaka to ona nie jest a wyszło jak zwykle czyli pojechała zgaszona i zgnojona brzydko mówiąc.
A dziś dostałam weny ;d
Wstałam o 9, pojechaliśmy na zakupy a potem szalałam w kuchni
Zrobiłam gołąbki i ciasto marchewkowe z żurawiną, pestkami dynii i słonecznikiem 
I....mam duuuuuużo włosów mniej na głowie
a na paznokciach mam Minionki 
Zdjęcia wrzucę niebawem bo właściwie uciekam spać bo jutro mam na rano ;(
Jak zawsze/zazwyczaj byłam tą, która mówi teraz jestem tą, która słucha. Nawet wtedy, kiedy mam coś do powiedzenia to się nie odzywam albo coś burknę bo najzwyczajniej na świecie mi się nie chce mówić. Ot, takie zjawisko.
Może powodem mojej zmniejszonej frekwencji tutaj są też obowiązki - praca, zabezpieczenia. Znowu zaczyna się sezon, w którym w domu spędzamy tylko kilka godzin, najczęściej żeby się przespać.
Jak już jestem przy temacie zabezpieczeń - wczoraj byliśmy na zabezpieczeniu festynu rodzinnego mega zajebistej firmy informatycznej. Na 10 kobiet przynajmniej 3 były w ciąży, a 4 miały małe bobasy. No cóż...
O, a u mnie właśnie trwa oberwanie chmury z gradobiciem...
Jak na złość wczoraj przez przypadek u babci trafiliśmy na M. z małą T. Nie spojrzałam na to dziecko dłużej niż ułamki sekundy. Ile razy patrze na te dziecko tak tyle razy mam koło niej wielki znak zapytania - czy Nasze Maleństwo byłoby podobne do niej? Czy też byłaby dziewczynką?
W niedziele są chrzciny. Już nienawidzę tego dnia.
29 mam wizytę u gin. Zastanawiam się czy zrobić bete, żeby wiedzieć już na wizycie, żeby dał mi jakieś leki.
Idę spać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 czerwca 2015, 14:25
Jestem totalnie beznadziejna.
Jestem totalnie do dupy.
Jestem - i to jest chyba mój największy błąd.
Taaak, niby w moim realnym gronie wszyscy się o mnie martwią, ale zazwyczaj rozmowa z kimkolwiek kończy się słowami, że to już rok, że muszę żyć a nie egzystować, że muszę to zaakceptować i pogodzić się z tym. Dla mnie niestety jest to równoznaczne (tzn boję się) że kiedyś zapomnę.
Jutro 21 dzień miesiąca. Nienawidzę zarówno go, jak i następnego.
Jutro minie 11sty miesiąc, A JA MUSZĘ IŚĆ NA CHRZCINY SIOSTRZENICY MĘŻA S A M A, mąż stety niestety jest w pracy, w naszym mieście są jakieś wielkie biby i cała komenda jest znowu postawiona na nogi. JUŻ MI SIĘ RYCZEĆ CHCE JAK SOBIE WYOBRAŻĘ TE DZIECKO W KOŚCIELE. My też mieliśmy organizować chrzciny i patrzeć jak Nasze dziecko rośnie.
Znowu jak się jebie to wszystko.
R. znowu nie ma w domu praktycznie cały czas to się jeszcze kłócimy przez telefon. I jak tu normalnie starać się o dziecko ?!
I jeszcze oburzenie, że każe mu sprzątać. No tak, bo jak tu nie mieszka to dlaczego ma sprzątać, że ja głupia o tym szybciej nie pomyślałam.
Chrzciny okropne.
Dzień następny również kręcił się w okół teściów bo mieli rocznice ślubu.
A ja znowu budzę się w nocy z palpitacjami serca.
Na dodatek teść wczoraj znowu wylądował w szpitalu.
Z chęcią opisałabym wszystko tak, jak siedzi mi to w głowie ale wybaczcie, nie mam siły.
Wszyscy każą mi iść do psychiatry, ale dla czego tylko moja siostra każe mi iść do dobrego ginekologa?! Dlaczego nikt mi nie powie "trzymam kciuki żeby tego 2 lipca okres nie przyszedł" ?!
pierdolić takie życie.
@.
29 czerwca, godzina 22.30. Ruda zasypia a Najwspanialszy siedzi koło swej żony z laptopem - ogarnia jeszcze, co trzeba kupić potrzebnego do wymiany amortyzatorów w aucie.
Nagle słychać huk!
W trymigi zajarzyłam, że ten huk jest bardzo charakterystyczny i jeszcze szybciej niż przemyślałam powiedziałam do R. : AUTO!
On wyskakuje z wyrka. Podchodzi do okna i tylko słyszę :
- Kurwa, nasza be em ka!
Czym szybciej udał się na dół a ja pędem do okna.
Patrze, no okej, trudno, inne autko przytuliło się do naszego. Ale zaraz, zaraz. Coś mi nie pasuje. Auto jest 'na chodzie' na dodatek wycieraczki działają, czyżby ktoś zasłabł? Ale znowu mi coś nie pasuje - światła były wyłączone.
R. robi zdjęcie w jaki sposób auto są 'przytulone' i nagle od głównej ulicy podbiega gościu i tylko słyszymy :
- oooooo? odjechało?!
A ja nie wiele myśląc drę się z tego okna :
- Nie, kurwa, na spacer poszło!
R. mówi, że ma przestawić auto i się popiszemy a ten co zrobił ?
Wsiadł w auto i w długą.
Teraz gwoli jasności : nasza ulica jest trochę z górki, ów pan zaparkował auto na skrzyżowaniu ulic naszej i głównej maską do zjazdu, że tak powiem i najprawdopodobniej nie zaciągnął ręcznego. Pierwsza moja myśl - kto zostawia (dosyć dużo warte auto VW passat b6) z włączonym silnikiem i bez opieki.
Szybko R. podyktował mi numery (jak się okazało jedną liczbę zjebaliśmy ale trudno) i zadzwonił na policję. Przyjechali po 20 minutach. Spisali co trzeba było, porobili zdjęcia a potem jako tako luźna gadka, z której wyszło gdzie mój R. pracuje. Pojechali. My postanowiliśmy, że pojedziemy poszukać go bo byliśmy niemal pewni, że gość jest z naszej okolicy (kto robi zakupy w żabce przed 23 ubrany w 'domowe' ciuchy?) i wiecie co? Jak się potem okazało mieliśmy rację
No ale po kolei. Tu zostaliśmy mile zaskoczeni bo panowie policjanci również kręcili się już po okolicy
Niestety gościa nie trafiliśmy i wróciliśmy po dobrych trzech kwadransach do domu. Leżąc w łóżku zajarzyłam, że jeden ze sklepów ma kamerę akurat na naszą ulicę. Następnego poranka mąż tam poszedł i bingo! Mamy dowód jak pan wysiada z auta a auto się stacza
Potem wieczorem ja poszłam do Żabki, w której pan był na zakupach (wiemy to po reklamówce
) z pytaniem czy taki a taki pan był i czy był pod wpływem czegoś (no tak, nic by mi to nie dało po za odpowiedzią dlaczego spierdolił) miła pani niestety za bardzo nie mogła mi pomóc bo jak na złość akurat o tej porze był sajgon w sklepie a na dodatek mieli kradzież. Mój R. słysząc to ode mnie, dziś poszedł do szefowej a ta pokazała mu nagranie, kim okazał się złodziejaszek ? Tak, panem od autka
i tu wyjaśnia się moje pytanie - dlaczego pan uciekł skoro nie zrobił nam dużej szkody (no teoretycznie, bo jednak trochę roboty z tym będzie, ale cóż).Mało tego, dzięki fb (ach, ta moc
) i 'własnemu śledztwu' wiemy gdzie pan mieszka (taak, blisko nas
) ) Sprawa i wszystkie dowody są już na policji
teraz tylko czekamy na ich postępowanie a jutro idziemy z numerem polisy do PZU, gdzie pan jest ubezpieczony ;]
Auto.
Dwa dni po tej stłuczce mój kochany wjechał w słupek
tyłem oczywiście, ale spoko, śladów już nie ma.Potem okazało się, że po zmianie amortyzatorów (musieliśmy je wymienić bo nie przeszlibyśmy przeglądu) trzeba ustawić zbieżność - kolejny mechanik.
A na grillu w sobotę przy wyjeździe zauważyłam, że mamy przebitą oponę.
Mało tego - przy wymianie tamtych amortyzatorów wyszło, że mamy przebity zbiornik na ten płyn do klimy. Też klima była 'ładowana' kilka dni temu, sądziliśmy, że nam się tylko wydaje, że coś słabiej chłodzi no ale widocznie nam się nie wydawało

Teściowa.
Przed wymianą amortyzatorów R. pojechał do nich do garażu po jakiś klucz. Niestety ona była w domu i wparowała do garażu omal nie zabijając R.
Oczywiście awantura przebiegała tak jak zawsze.
Ona ryczy z jakimiś niewyobrażalnymi zarzutami. R. je odrzuca się broniąc realnie. To ta zaś odbija piłeczkę z czymś innym, w końcu rzuciła hasłem, że jeśli nie mamy zamiar zmienić swojego postępowania to mamy brać wszystkie rzeczy (czyli aż 4szt opon w ich garażu mamy) i mamy się więcej nie pokazywać bo ona nie chce nas widzieć. Na odchodne mój R. rzucił tylko hasłem, że w końcu otworzą im się oczy ale będzie już za późno.
Spoko, po raz pierwszy i ostatni mogę wykonać jej prośbę
Szkoda mi tylko R.To też było jakiś ponad tydzień temu a dziś zadzwoniła jak gdyby nigdy nic ;]
Psychopatka, rozdwojenie jaźni ma czy co?
Choróbska.
Mój Franio (chrześniak) - oskrzela.
Moja siostrzenica Wiki - płuca. Szpital.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lipca 2015, 19:24
U mnie masakra. Drzewa, płoty połamane. Trampoliny i ogródkowe parasole (nawet takie rynkowe duuuuże) po całym mieście porozwalane. Prądu nie było do 7 chyba w całym mieście.
Też na całe szczęście zdążyłam wstać w porę żeby pozamykać okna. 4 nad ranem to nie jest moja ulubiona pora wstawania dlatego teraz jestem nieprzytomna, mimo, że zasnęłam jak to już wszystko ucichło. Strachu też się cholernego najadłam bo akurat R. był w pracy na noc a tata o tej porze wyjeżdża zawsze do pracy. R. wrócił cały i zdrowy tylko bardzo przemoczony, nawet jego buty taktyczne nie dały rady tej nawałnicy. Tata też dojechał do pracy cały i zdrowy
Będzie w skrócie bo jestem padnięta po pracy ale i tak już długo zwlekałam żeby się Wam pochwalić.
Kilka dni temu R. znalazł ogłoszenie na internecie o wynajmie domu z możliwością jego zakupu za 5 lat (jakieś sprawy spadkowe, potem trzeba odczekać na możliwość sprzedaży bo podatki itd). Cena 300zł za miesiąc. Wielkościowo taki, jak obecne nasze mieszkanie. Sądziłam, że to jakaś podpucha ale przekonało mnie to, że ogłoszenie było z biura nieruchomości.Dom nie jest super nowy ale też się nie rozpada. R. zadzwonił i umówił się na spotkanie. Okazało się, że chętnych było wiele. Okazja jakich mało. Niby byliśmy drudzy w kolejności ale tak się złożyło, że weszliśmy z parą numer 1. Nim oni zdążyli w ogóle obejrzeć dom (zagadali się z obecną lokatorką) my już byliśmy po oględzinach i tak zagadałam babkę z nieruchomości, że mamy ten dom!

Co prawda do pracy będę miała raz tyle drogi, ale cóż
domek na wsi praktycznie, ale też nie daleko od miasta 
Ogród jest na tyle duży, że pomieści garaż, jakąś miejscówkę na stolik i krzesła, basen i (właściwie już tam to jest) wydzieloną część na ogródek z warzywkami, a przed domem jest część z kwiatkami

Tak, jak wspominałam dom nie jest nowoczesny, wymaga trochę wkładu, ale w końcu będziemy mieli własny kąt

Przeprowadzka nas czeka pod koniec września, początek października, więc będę miała idealny prezent na urodziny
Tak długo, a jednak wszystko dalej świeże. Ból, łzy, tęsknota i rozpacz.
(*)
NIECH KTOŚ MI, kurwa, POWIE ZA JAKIE GRZECHY TO WSZYSTKO?! ZA JAKIE MOJE CZYNY?! OBIECUJE, ŻE PORUSZĘ NIEBO I ZIEMIE ABY hm...no już czasu nie cofnę ale NAPRAWIĆ TO, ŻEBY JUŻ BYŁO DOBRZE!
ALBO PRZYNAJMNIEJ NIECH KTOŚ DA MI NAMIARY NA DOBRĄ WRÓŻKĘ/JASNOWIDZA, ŻEBY TEN MI TYLKO POWIEDZIAŁ, CZY KIEDYKOLWIEK ZOSTANĘ MAMĄ!
Ja już totalnie nie mam sił żyć. Po cholerę jak zawalam na linii "kobieta-przyszła matka".

Okej, rano pojawiły się te dwie niteczki i cisza. Nic się nie rozkręcało. Wieczorem z głupot zrobiłam test. WYSZŁA BLADA KRESECZKA!
Dziewczyny, takiego napływu myśli to jeszcze nigdy nie miałam!
)Podeszłam do tego spokojniej niż rok temu. Dałam sobie cały następny dzień na 'rozkręcenie okresu' bo w końcu pryszczy mam pełno i z cycków miałam flaki! Cały dzień w pracy i cisza. Wieczorem po pracy pojechaliśmy na bete. 196,90 mlU/ml! Tak mi serce waliło, że myślałam, że wyskoczy!
Dlaczego wcześniej nic nie napisałam ? Chciałam najpierw ochłonąć i 'przetrawić'
no a potem informowanie rodziny
A wiecie jakiego mam stresa ile razy komuś mówimy? Masakra 
Na razie nie planuję przechodzić na fioletową stronę dopóki nie zobaczę serducha. Wizytę mam 18 sierpnia. Dobrze, że mam urlop lada moment więc nie muszę od razu lecieć na l4.
NAWET NIE WIECIE JAK SIĘ CIESZE!!! CAŁY CZAS CHODZĘ UŚMIECHNIĘTA! czasami mam chwile słabości i się boję ale cały czas powtarzam sobie, że TERAZ MUSI BYĆ DOBRZE!


Ej, Rudziutka, nie smęć. Pamiętaj, że to nowa szansa. Kolejna. Może tym razem się uda. Trzeba w to wierzyć!
Za pare dni Ci ptzejdzie. Jak @ sie skonczy:)
Za pare dni Ci ptzejdzie. Jak @ sie skonczy:)
Przecież to nowa nadzieja! Każdy nowy cykl to nowa szansa! A może ten będzie już ostatni? Myśl pozytywnie :-D Trzymam kciuki!
Po to żebyś cieszyła się jak szalona jak już zrezygnowana odpuścisz a @ nie przyjdzie ;)