X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Dodaj do ulubionych
‹‹ 2 3 4 5 6 ››

11 lutego 2015, 12:29

Tak ekspresowej rozmowy kwalifikacyjnej jeszcze nie miałam...
Mam zadzwonić o godzinie 14 żeby się dowiedzieć czy idę dalej na etap szkolenia...
Nie wiem co o tym sądzić...

11 lutego 2015, 14:45

Rozmowa trwała dosłownie 2 minuty, nawet nie zdążyłam zdjąć płaszcza ;/
Kilka szybkich pytań, na które kurwa gość miał odpowiedź w CV i tyle.

Zadzwoniłam. Oczywiście odpowiedź negatywna.
Dzięki, że trzymałyście kciuki.

Jeśli do końca lutego nie znajdę pracy wyjeżdżam za granicę.
Będzie bolało w cholerę...ale nie pozwolę na to żeby przeze mnie rodzina popadła w długi...

12 lutego 2015, 22:10

Tak ostatnio myślałam, że te wszystkie wirusy i bakterie są dla mnie łaskawe bo w tej zimie nie byłam jeszcze chora...
Od rana czułam, że 'siedzi' mi coś na płucach bo troszkę ciężko mi się oddychało. Po południu zaczął się suchy i duszący kaszel, a do wieczora było mi strasznie zimno.

Wracając z miasta wstąpiliśmy do apteki po coś żeby szybko zatrzymać kaszel. Farmaceuta dał mi tabletki...zobaczymy jutro.

Wybraliśmy się dziś na miasto bo mój mąż chciał zrobić lumptour ;)
Skończyło się tylko na ciucholandzie z sieci Biga ...ale wyszliśmy z 5 (!) wieeelkimi reklamówkami za które zapłaciliśmy 'aż' 30 zł, do soboty każda rzecz dla dorosłego kosztuje 1zł. Wyprzedaja się przed nową dostawą na wiosne, lato. I takim sposobem ja mam kilka sweterków, dwie kurtki, bezrękawnik i spodnie. Mąż ma duuuuużo spodni i sweterek. Oczywiście wzięłam też sweterki i płaszczyki z myślą o siostrach i mamie, bezrękawnik dla chrześniaka i bluza dla siostrzenicy ;)))

Obecnie leże w łóżku po inhalacji, wysmarowana Rub-arom,a mąż robi mi Theraflu.



A jutro TEN dzień...

13 lutego 2015, 18:27

Dzięki dziewczyny ;** Wam też życzę zdrowia i udanego weekendu ;***


Co za dzień...
Jeszcze w łóżku rozmowa typu "pamiętasz jak to było pół roku temu? o tej porze się budziłam/ o tej porze brałem prysznic" (oczywiście mowa o dniu ślubu), powspominaliśmy cały Nasz dzień a potem temat zszedł na Maleństwo...popłakałam trochę, przyznaję bez bicia.
Ogarnęliśmy się, zjedliśmy i pojechaliśmy na cmentarz zapalić znicz, oczywiście się rozryczałam i chwilę miałam etap, że wracam do domu i nigdzie dalej nie jadę.
Uspokoiłam się i stwierdziłam, że jednak pojadę z mężem, moją siostrą i chrześniakiem do Chorzowa na wizytę kontrolną u okulisty dziecięcego.
Właściwie cała ta wyprawa zajęła nam większość dnia.
Jadąc do Chorzowa zadzwoniła kierowniczka męża, że ma dziś wolne bo jego 'partner' z którym miał mieć nockę przyniósł L4 i policja odwołała patrol mieszany (kiedyś Wam to wytłumaczę, jeśli oczywiście będziecie miały ochotę ;) ) tak więc mamy wieczór dla siebie.
Wracając do domu pojechaliśmy na małe zakupy i już siedzimy w domu, co prawda mąż pojechał do narzeczonego mojej kuzynki po jakieś tam akcesoria do akwarium ale pewnie za jakiś czas wróci i zrobimy sobie kolacje ;))


Aaaaaaaa, i bym zapomniała. W poniedziałek idę na rozmowę w sprawie pracy ;)))

14 lutego 2015, 16:53

Zawitałam dziś na dyżurze weekendowym. Od rana myślałam, że wypluje płuca.
Konkret babka mi się trafiła ;) Zdążyłam tylko powiedzieć, że kaszle i mnie dusi i powiedziała, że już więcej nie musi wiedzieć, bo podejrzewa, że mam to samo co wszyscy, poprosiła żebym podciągnęła bluzkę żeby mogła mnie osłuchać.
Zapalenie oskrzeli. Antybiotyk na tydzień i tam takie inne. Ech...ale dobrze, że teraz pojechałam i nie czekałam do poniedziałku żeby pójść do swojego lekarza bo mogłoby się to skończyć jak w zeszłym roku. Też chodziłam kilka dni, kaszlałam, dusiłam się, ale ledwo co zaczęłam pracę więc nie mogłam pozwolić sobie na l4, wróciłam z nocki i po drzemce już nie mogłam wyjść z łóżka ale jakoś się dowlekłam do lekarza...przechodziłam zapalenie oskrzeli i jako, że nie leczyłam się niczym to zaczynało się rozwijać zapalenie płuc. Dobrze, że miałam kilka dni wolnego to się wykurowałam, ale tabletki jadłam chyba przez dwa tygodnie...
Dlatego teraz podmuchałam na zimne i będę szybciej zdrowa ;)

15 lutego 2015, 17:59

Moje silne, prawie dwu metrowe szczęście też poległo...
Dreszcze, katar i gorączka. Dzielnie zniósł wszystkie tabletki i smarowanie Rub-arom'em (czego strasznie nie znosi) i teraz grzecznie poszedł spać.
Strasznie kraje mi się serce, jak widzę go w takim stanie ;(



Och! Ile wczoraj ciekawych rzeczy się dowiedziałam od biologicznej babci mojego Szczęścia! Hahahahahhaha ! Powiedzmy, że miałyśmy taki babski wieczór, babcia spała u Nas bo leciała dzisiaj nad ranem z wujkiem do Niemiec do rodziny, a że z wiadomych przyczyn nie chciała jechać do moich teściów, którzy mieszkają dom obok wujka to spała u nas ;) Mąż poszedł na nockę z policjantem i zostałyśmy same, więc co nie co się dowiedziałam, achh...mam kolejne asy w rękawie ! ;)))))

16 lutego 2015, 19:37

Co za dzień... :D
Rano byłam na rozmowie, wszystko jest okej, warunki też, chyba mam tą pracę ;) dlaczego chyba ? bo od jutra mam szkolenie - kilka dni, i dopóki nie podpiszę umowy będę mówiła, że 'chyba mam prace' ;)

Jadąc z rozmowy na zakupy mąż zauważył w pewnym zaułku grupkę ludzi stojących wokół leżącej osoby. Wyszłam z auta żeby zobaczyć jak się ma sytuacja, bo mąż musiał objechać budynek, żeby móc podjechać do tego jak się potem okazało pana (wiwat ulice jednokierunkowe).
Podeszłam, zobaczyłam leżącego pana (niestety kolokwialnie mówiąc żula, ale ratownik nie może mieć uprzedzeń) przytomny lecz nie kontaktujący, z rozwaloną głową i zauważyłam, że oddał mocz. Dla potwierdzenia spytałam co się stało. Tak jak sądziłam - padaczka. Zapytałam kompana pana poszkodowanego czy coś pili. Okazało się, że nie. Podjechał mój mąż i już było wszystko jasne. Pan poszkodowany to dobrze znany wszystkim strażnikom miejskim (i właściwie policji też) były bokser, który się stoczył, więc dla bezpieczeństwa mój mąż przejął pałeczkę bo doskonale wiedział do czego ów pan jest zdolny (do udawania także), w końcu nie raz go odwoził na izbę wytrzeźwień. Pogotowie wezwał już wcześniej drugi kompan pana poszkodowanego. Właściwie zostało tylko zaczekać na pogotowie. Przyjechali, przekazaliśmy odpowiednie informacje, spakowali pana i pojechali.

Potem był notariusz. Razem z siostrami, 3 kuzynami i kuzynką (a to i tak jeszcze nie jest cała ferajna) byliśmy zrzec się spadku po wujku, którego praktycznie żadne z nas nie pamięta bo szlajał się po całym świecie. Taka czarna owieczka w rodzinie. W październiku w końcu się znalazł. W Hiszpanii. Szkoda tylko, ze martwy. Znając wujka i jego wyskoki wszyscy w rodzinie po kolei muszą się zrzec jego spadku i długów zarazem. Jak to my, nawet u notariusza nie mogliśmy być spokojni :D jednym i brzydkim słowem zrobiliśmy rozpierdol :D
pan notariusz starał się być poważny, ale też już nie wytrzymał i śmiał się z Nami :D

W końcu koło godziny 18 wróciliśmy do domu. Robiąc kolację poprosiłam męża żeby zadzwonił do mamy po numer do tej babci nie-babci, bo ma urodziny w czwartek. Żeby nie było, że znowu nie zadzwonimy. R. zadzwonił i mówi, że chce ten numer. To teściowa zaś na niego z ryjem, że dlaczego tam nie pójdziemy. Boże, czy tej babie idzie jakoś dogodzić ?!
Szkoda słów i nerwów. Jeszcze o kilka spraw była spina przez ten telefon, ale naprawdę, nie mam już sił do niej.

A jak Wam minął poniedziałek, Kochane ? ;***

17 lutego 2015, 17:26

Pierwszy dzień szkolenia za mną.
Ta praca też jest na stacji benzynowej.
Ale jest zupełnie inny system kasowy, zupełnie inne standardy obsługi, inne procedury... i jestem zła na siebie, że nie łapię tego tak jak chce czy powinnam. Wiem, że po 4 h trudno jest mówić o załapaniu wszystkiego w 100% ale ja strasznie dużo od siebie wymagam w takich kwestiach i przez to znów się trochę załamałam.
Tym bardziej, że szkolenie mam na stacji miejskiej a praca jest na stacji autostradowej, wraz z natężeniem ruchu trzeba szybciej obsługiwać. Boję się.


Wczoraj wieczorem w łóżku znowu zaczęłam ciężki temat, przez M. (siostrę męża).
Wyobraźcie sobie, że jeździ (a raczej wprasza się 'na kawe') po całej rodzinie (tak, ona) z dzieckiem (mała urodziła się 30 stycznia) w taką okropną pogodę - głównie silny wiatr i deszcz, na dodatek w moim regionie panuje wirus zapalenia oskrzeli (którego mam i ja). Oczywiście do nas jeszcze nie przyjechała, ale temat zaczęłam od jej nieodpowiedzialności. Sami swojego mieszkania jeszcze nie mają skończonego więc śpią u rodziców jej gacha, dziecko jest maleńkie i się z nim wszędzie włóczą, jest to normalne ? Czy ja jestem zbyt przewrażliwiona ?

A potem tak znikąd spytałam męża czy Aniołki dorastają?

18 lutego 2015, 18:30

Dzisiejsze szkolenie było całkiem okej ;)
Nawet nie patrzeli mi na ręce, jedynie podchodzili jak miałam jakiś problem ( z reguły okazał się problemem dziecinnie prostym do rozwiązania, ale cóż xd)

Niestety znów się łapię na tym, że jak tylko zostaje sama w domu bierze mnie jakiś zły humor. Płakałabym o wszystko i o nic tak na prawdę...

Mam w planach zabranie się za utworzenie drzewa genealogicznego, co na mój talent i cierpliwość jest mega ogromnym wyzwaniem biorąc pod uwagę to, że moja rodzina+rodzina męża = ok 200 może nawet 300 osób ;) Ile ich dokładnie jest to jeszcze nie wiem, pamiętam, że jak robiłam listę gości to pierwsza zamknęła się w 160, ale to i tak nie byli jeszcze wszyscy :D

A jutro czeka nas wizyta u babci nie-babci mojego R. bo ma urodziny, tak mnie tam ciągnie, że hej !

ps. ostatnio zapominam napisać Wam, że byłam w kinie na "50 Twarzy Greya" - mi się film bardzo podobał ;) i nie, nie ze względu na sceny erotyczne ;] mam lepsze ;P

ps2. wczoraj zadzwonili ze szkoły, że niestety nie uda im się otworzyć kierunku na który się zapisałam, szkoda...

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lutego 2015, 18:32

19 lutego 2015, 21:32

Zespół napięcia przedmiesiączkowego - start.
Wkurwiam się znowu na wszystko i na wszystkich.
Nawet zmiana fryzury mi nie pomogła.

Dziś dla odmiany teściowa rzuciła mi słuchawką ;)
Ale o tym jutro bo padam na ryj.
Tak, wkurwianie się też męczy, niestety.

20 lutego 2015, 13:38

Znowu przyszła.
Znowu za szybko.
Znowu boli, poprawka: napierdala a nie boli.

20 lutego 2015, 17:36

Sanna, ja biorę etopirynę i na zmianę no-spe forte z buscopanem - pomaga, no ale zanim zacznie działać to trochę boli ;)

Wczoraj były urodziny babci nie-babci.
Najlepszy moment? Kiedy teściowa wyszła wkurwiona na papierosa bo dowiedziała się, że zmieniam pracę. A dowiedziała się tylko dlatego, że ciocia nie-ciocia (biologiczna córka babci nie-babci) spytała się co u mnie :D

A czemu teściowa przed urodzinami rzuciła mi słuchawką?
Bo jej dałam jasno do zrozumienia, że mamy inne obowiązki i nie wiem czy zdążymy na urodziny. Powiedziała mi, że skoro chcemy odciąć się od rodziny to mamy od wszystkich.
I mówi to osoba, która wiecznie siedzi w pracy jak tylko chcemy przyjechać na kawę czy niedzielny obiad ;]
Oczywiście żadnych innych obowiązków nie było, ale gdybym powiedziała, że będziemy od razu to by sobie pomyślała, że zadziałało na nas jej dupnięcie słuchawką mojemu mężowi (a propo's na ten sam temat) ;]

22 lutego 2015, 09:51

Ech, ech.
Wczoraj i dziś są kiepskie dni, które mam w każdym miesiącu.
21 - tego dnia lipca dowiedziałam się o śmierci Maleństwa
22 - a tego dnia się z Nim musiałam rozstać ;((
Wiecie co ? Jakoś po tym jak minął 'mój termin' jest mi lżej. Mam nadzieję, że nie zlinczujecie mnie za to. Już nie myślę tak często jak na początku o tym co się stało, jeszcze płaczę ale już rzadziej i krócej...ale boli tak samo.

Wczoraj były urodziny babci (tej fajnej ;))
Oczywiście na urodzinach byli wszyscy, moi teściowie, dziadki nie-dziadki, i całe rodzeństwo męża łącznie z M., jej gachem i dzieckiem. No i plus brat teścia ze swoją rodzinką.
To był mój pierwszy kontakt z dzieckiem M. nie odważyłam się wziąć jej na ręce (zgodnie z prawdą powiedziałam, ze jestem chora), na początku przez pierwszą godzinę nawet spojrzeć na nią nie mogłam bo od razu miałam łzy w oczach. A teściowa (która niestety usiadła na przeciwko nas) wcale nie ułatwiała tej sprawy. Z mojej lewej siedział mój mąż, po mojej prawej Jego bratowa i potem Jego brat (to są ci, z którymi często gdzieś się spotykamy i wyjeżdżamy razem) i wiecznie rzucała hasła typu (jak trzymała małą na rękach) "a Wy kiedy? " - do nas i do nich (tak, niestety też mają problem) albo "jeszcze mam drugą rękę wolną" wtedy brat męża ją zgasił, że od bawienia będą mieli jeszcze drugich dziadków :D Na dodatek była wkurwiona na mojego męża bo ten cały czas mnie przytulał i dawał buziaka, czaicie to ? To, że ona na samym początku usiadła kilka krzeseł dalej od teścia to nie znaczy, ze my też tak mamy! O tym dowiedziałam się w aucie dopiero bo specjalnie siedziałam z ukosa, żeby nie patrzeć na nią bo nie dość, że za bardzo jej nie trawię to jeszcze wiecznie miała małą na rękach. I, że tylko ruchami warg i wrogim spojrzeniem mówiła R., że ma przestać bo jak to wygląda ?! Normalnie, kurwa, jak kochające się małżeństwo!

Hahaha, okazało się, że jedna z córek brata teścia jest w 4. miesiącu ciąży ;)
Ucieszyłam się ;) Co prawda było mi potem trochę przykro, ale ostatnio sobie wmawiam, że są rzeczy, których nie przeskoczę ;)Szkoda, że oni (tzn mąż i jego rodzeństwo z tym kuzynostwem - oczywiście tu podziękowania należą się teściowej [kiedyś coś tam odwalili i po sprawie]) nie trzymają za bardzo kontaktu.


Kurde, co dziś na obiad? Dobrze, że R. jest na zabezpieczeniu to zdążę pójść do sklepu i coś wymyślić :D

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lutego 2015, 09:52

22 lutego 2015, 21:31

No i się doigrałam. Zapomniałam, że przy stosowaniu długo antybiotyku bierze się też probiotyk. Po raz pierwszy od kilku lat dostałam antybiotyk na tydzień, zawsze miałam ten trzydniowy. Dostałam jakiejś infekcji, ale byłam już w aptece i za radą dziewczyn z forum kupiłam sobie tantumrosa i clotrimazolum. Odpukać - przestało swędzieć.

Jadąc do apteki wstąpiliśmy do domu teściów po pocztę. Mąż sam tam poszedł bo ja nie miałam ochoty. Była sama teściowa. Wrócił do auta i zaczął mi opowiadać.
Teściowa spytała się męża czy ja jestem na nią zła i za co. Mąż zgodnie z prawdą powiedział, że jestem zła na całokształt a nie tylko na nią. Pytała też dlaczego mam takie podejście do dziecka i samej M. Mąż odpowiedział, że jest mi jeszcze ciężko oswoić się po tym co przeszłam. Najpierw udała, że nie wie o co chodzi a potem zasłaniała się moim chrześniakiem, że do niego jakoś problemu nie mam - na co mąż odparł, że to zupełnie inna sytuacja. To teściowa odbiła pałeczkę, że siosta też miała problemy z mężem. A jeszcze potem dowaliła o moim już eks-szwagrze. Na to mój mąż znów ją zagiął bo oczywiście znów zgodnie z prawdą powiedział, że jednego się już moja rodzina pozbyła, a drugi był na wylocie ale się ogarnął. Oczywiście została bez słowa. Powiedziała tylko, że mamy przyjechać oboje i porozmawiać na spokojnie. Zobaczymy...

W drodze powrotnej wstąpiliśmy do Play zobaczyć czy mają jakąś fajną ofertę, bo wyszło, że możemy już przedłużyć ofertę na internet i takim o to sposobem mamy laptopa :D
Jeszcze wciskam złe klawisze bo nie jestem przyzwyczajona do klawiatury laptopowej na której klawisze są w dalszych odległościach :D i strasznie mi irytuje, że są takie niskie :D

23 lutego 2015, 13:18

Pisałam Wam o drzewie genealogicznym ?
Kroczek po kroczku i zaraz będę go tworzyła w wersji papierowej ;))
Jeszcze tylko projekt graficzny i jazda :D
Wyszło mi nieco ponad 100 osób a i tak miałam problem zmieścić je na kartce szarego papieru ;)

Dziś pierwsza nocka na nowej stacji, zobaczymy jak to będzie ;))

Postęp!
Dzwonię dziś do teściowej bo potrzebowałam kilku dat do tego mojego drzewa, a ona po raz pierwszy bez pretensji i wybuchu spytała grzecznie po co mi te daty. Szok!
Chyba wczorajsze słowa męża dały jej do myślenia, oby !

24 lutego 2015, 20:54

Ech, dziwne te dni.
Niby jest okej ( co daje +) ale wystarczy jedno 'coś' i awantura gotowa (i tu zerujemy bo jest -)

+ świąd i ból zniknęły (odpukać), ale mimo to dalej smaruje się maścią i stosuje tantumrosa.
- wszyscy na stacji, na której się szkolę straszą mnie, że na tej stacji na autostradzie będzie zapierdol (jakoś nie wierzę, często tamtędy jeżdżę i na tej autostradzie jest mały ruch, no dobra - pozory mogą mylić, ale to zobaczymy ;) )


i ogólnie humor jakiś taki...

25 lutego 2015, 19:51

Nienawidzę tego życia...

26 lutego 2015, 17:43

Kasa, kasa, kasa, a raczej jej wieczny niedobór...
To chyba dołuje mnie najbardziej.

Jak by tego było mało, okazało się, że mąż musi jeszcze dopłacić do podatku ;/

I jak tu myśleć o powiększeniu rodziny?
Swoją drogą się zastanawiam, jak inni mają po 5 dzieci albo i więcej i dają radę?
Albo taka patologia, która się mnoży i mnoży i nie patrzy na nic, jak oni tak mogą ?
A przede wszystkim jak oni sobie dają radę ?

Dziewczyny, mimo wszystko mam cichą nadzieję, że nam się kiedyś uda i wyjdziemy na dobre z tego dołku... ;***

27 lutego 2015, 15:45

I jak tu znaleźć sobie jakieś zajęcie jak wszystko robię źle albo nie tak ?
I jak tu znaleźć motywacje i dobre strony ?
No jak ?!


Ostatnio po zachowaniu ludzi z mojego otoczenia i po ich słowach doszłam do wniosku, że ja nie mam prawa być smutna, zła, mieć swoich potrzeb i uczuć. Na wszystko muszę przytakiwać i udawać, że jest okej, że zrobię albo powiem coś co chcą usłyszeć i nie koniecznie ja sama muszę się z tym zgadzać.

Co ja robię źle?
No co ?



Kurwa! Jak by tego było mało to w TV pojawia się co raz więcej reklam z witaminami i na koniec każdej reklamy leci hasło "Teraz również dla kobiet w ciąży XMama" (gdzie x oznacza nazwę handlową).

28 lutego 2015, 20:31

Zgłupiałam ;]
Właściwie obserwacje o których Wam teraz opowiem prowadzę dopiero od października bo wcześniej z powodu zaistniałej sytuacji nie zważałam na to.
Jakoś w październiku właśnie zauważyłam, że tak jak by w ogóle nie miałam śluzu, ale zawsze się orientowałam dopiero w trakcie okresu. W listopadzie i grudniu zaczęłam powoli obserwować i rzeczywiście było go o wiele za mało niż przed ciążą. Potem był okres na początku stycznia to wzięłam się za ciut lepszą obserwację. Pojawił się ! Ale raczej nie w tych dniach w których raczej powinien być. Mianowicie pojawiał się kilka dni po okresie. Dziś też go zauważyłam a jest 8dc, na dodatek jest rozciągliwy, przejrzysty itd czyli taki jak być powinien w dniach płodnych. Mało tego - zauważyłam u siebie 'chcice' właśnie wtedy.
Czy to jest normalne albo jeszcze w granicach normalności ? Co o tym sądzicie?
Dziś rozmawiałam z mężem, że za 2-3 cykle zacznę dodatkowo robić testy owulacyjne, żeby już wiedzieć kiedy mam te dni jak zaczniemy się znów starać.


Byłam dziś na kilka godzin na tej stacji na autostradzie (jutro mam już pełną nockę). Właściwie nie trafiłam na żadną wycieczkę, ale póki co jest tak jak na innych. Raz spokój a a raz rzeczywiście sajgon, ale jestem przyzwyczajona ;) zobaczymy co będzie jak rzeczywiście te wycieczki będą się zjawiać na moich zmianach :D
‹‹ 2 3 4 5 6 ››