agu1003 Czekajac... 2 lipca 2015, 12:47

😶


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 16:51

agu1003 Czekajac... 16 lipca 2015, 23:40

😑


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 16:51

agu1003 Czekajac... 21 lipca 2015, 22:23

😉


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 16:52

agu1003 Czekajac... 12 września 2015, 22:18



Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 16:53

agu1003 Czekajac... 31 sierpnia 2015, 23:09

😀


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 16:53

agu1003 Czekajac... 21 sierpnia 2015, 23:03

😎


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 16:54

agu1003 Czekajac... 18 sierpnia 2015, 14:03

🤨


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 16:54

agu1003 Czekajac... 5 sierpnia 2015, 22:36

😚


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 16:55

agu1003 Czekajac... 30 lipca 2015, 22:43

😄


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 16:55

agu1003 Czekajac... 27 lipca 2015, 23:19

😉


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 16:56

Ostatnio zaniedbałam mój pamiętnik ale dzieje się dużo, czasu mam mało i stąd słaby rezultat jeśli chodzi o wpisy. Już nadrabiam :)

W połowie marca powtórzyłam wyniki tarczycowe:
TSH 1,04 [norma 0,38-5,3]
FT4 0,69 [norma 0,65-1,45]

Tak więc tsh utrzymuje się na dobrym poziomie lecz ft4 wpada w niedoczynność...
Endokrynolog uznał, że do dobrze. Pytałam jak to w końcu jest... ponoć ft4 takie ważne dla ewentualnej ciąży. Powiedział, że ja przy gravesie nie mam co na to patrzeć, że dla mnie lepiej jak będziemy mnie utrzymywać w lekkiej niedoczynności niż jakby mi miała wrócić nadczynność. Podsumował, że wyniki są super, dawka leku zostaje ta sama. Ponoć moglibyśmy zaryzykować próbę odstawienia leku ale ze względu na moje wysokie traby, leki które biorę osłonią dziecko przed ich szkodliwym działaniem. Kolejna wizyta w lipcu lub jeśli zajdę w ciąże to wcześniej :) kazał działać i zachodzić :)

No i ten temat mógłby być zamknięty gdyby od dwóch dni co godzinę nie zalewała mnie fala gorąca i nie oblewałabym się potem, w nocy wybudzam się cała mokra... nie miałam tak nawet przy tsh 0,00009. Od dwóch dni moje myśli krążą tylko wokół tego czy nie wróciła mi nadczynność...
Jak mi to wróciło, jak okaże się, że to wszystko na marne to chyba się załamię... oby nie, oby w końcu było dobrze.

Co dalej? Zrobiliśmy wszelkie wyznaczone badanie z kliniki, przywaliliśmy bankruta ale mamy komplet. Wszystko szło gładko, miałam umówionego lekarza na 22.03 na elektroniczny nadzór lekarski tychże badań ale widziałam, że wszystkie wyszły dobrze. Później wizyta 27.03 i ruszamy z koksem.... tak miało być... ALE, właśnie zawsze musi być jakieś ale! Moja miesiączka nie współpracuje, przyszła o 4 dni za wcześnie i wszystko szlag trafił. Jak na złość jeszcze wypadł weekend i nijak nie dało się zgrać ze wszystkim. A teraz wyjaśniam...
W czwartek dostałam @, o 4 dni za wcześnie, napisałam maila do kliniki z prośbą o poinformowanie lekarza. W piątek doktor usiadł do naszych wyników i dostał mojego maila. Dzwoni... rozmawiamy... Lekarz chciał nas widzieć w klinice pomiędzy 2-4 dc, ponieważ chciał sprawdzić czy nie mam torbieli z poprzedniego cyklu oraz wdrożyć mi stymulację clostibegytem. Niestety nasza zaplanowana wizyta nie wypadała już w 3 dzień tylko w 7 co jest o wiele za późno.
I teraz pozostały mi 2 opcje:
1. IUI na cyklu naturalnym. Choćbym nie wiem jak ufała moim jajorom to w przypadku iui wolę alby było tam więcej niż jeden pęcherzyk.
2. Załatwię wizytę i receptę we własnym zakresie w piątek po godzinie 17-stej.

No i po wielu przebojach, milionie telefonów, bieganinie po mieście... udało się! Jajniki czyściutkie. Mam receptę, od soboty 23.03 jestem na CLO i stymuluję się do IUI (1 tabletka x 5 dni począwszy od 3 dnia cyklu). Nawet nie wiem kiedy to się tak szybko potoczyło :)
Wizytę mamy 30.03 w 10 dc na monitoring, a że u mnie owulka naturalnie 11-13 dzień to myślę, że już za tydzień może podejdę do mojej pierwszej IUI. Hurrra!
Póki co nie czytam żadnych wątków, nie chce się nakręcać, nie chce czytać negatywnych historii, nie chce czytać stópek innych użytkowniczek. Może tuż przed wizytą zasięgnę jakiejś opinii, na co zwracać uwagę, co mnie czeka... ale póki co, olewam! Ale tutaj jeśli macie jakieś dobre rady to oczywiście proszę się wypowiadać :) O IUI nie mam pojęcia, oprócz tego, że wyobrażam sobie jak to może wyglądać. Niestety negatywnie kojarzy mi się to z HSG, które bardzo źle odebrałam i nie mam zbyt miłych doświadczeń. Boje się, że zacznę się trząść jak będę musiała leżeć z gołą dupą na wierzchu.

A może te uderzenia gorąca to też przez ten clostibegyt? Oczywiście na ulotce jest jak wół napisane, że nie można stosować przy zaburzeniach tarczycy ale taka informacja jest prawie na wszystkich lekach.
Jejku żebym tylko to zniosła i zaszła w upragnioną ciążę... błagam...


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 marca 2019, 13:26

Endokobietka Starania Endokobietki 7 sierpnia 2013, 15:49

8p3ohqvk0atcwwob.png


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 sierpnia 2013, 15:56

3 dc
Ten cykl miesiac jak zwal bedzie stracony z mezem chcemy odpoczac od staran albo je zawiesic calkowicie to dziwne ale w prezerwatywie seks wydawal sie lepszy niz teraz jakies to chore wszystko, jestesmy oboje wypruci i emocjonalnie i fizycznie kiedys mozna sie zmeczyc. Wsrod moich znajomych na 5 par starajacych sie jedna para przetrwala my jestesmy 2 w malzenstwie reszta po rozwodzie wyobrazacie to sobie??? Jestem za stara juz na to a w zyciu trzwba byc egoista i zajac sie soba mam nadzieje zw dzisiaj zdaze na taniec lubie ostatnio to robic tak jak czytac ksiazki sa ekstra :)

Stop, koniec, pasuję ... kolejny raz to samo ... kolejny raz, gdy mamy te dni idealne na poczęcie to nic z tego nie wychodzi ... kolejny cykl szlag trafił...
a jaki morał? Mąż nie podołał, bo widocznie nie chce dziecka .. w inne dni jest okej, ale w te od samego początku nie wychodzi..
Koniec z mierzeniem temperatury, koniec z testami owulacyjnymi, mam już dosyć tego wszystkiego, nie mam siły.
Na prawdę starałam się go zrozumieć ... ale co mi z tego wszystkiego jak woli iść na 3 godzinny trening na rower niż odpuścić i być w te pare dni monter? Ja na prawdę tak wiele wymagam? tych paru dni/chwil dla mnie?!
Ja pasuję, mam dosyć.
Miał być cudny urlop a jest porażka za porażką. Do bani.

Do laparoskopii 6 dni !

Na szczęście czas szybko leci i do laparoskopii tylko 6 dni, w tym 2 dni w pracy. We wtorek do szpitala, a w środę operacja. Była chwila, że zaczęłam się strasznie bać, ale w sumie po rozmowach z innymi dziewczynami trochę się uspokoiłam. Chyba jednak teraz zwycięża ciekawość... no i strach, że wszystko jest ok, i że chyba przyjdzie ciężki czas na podejmowanie trudnych decyzji. Ja jestem w tym beznadziejna... Mimo że już tyle czasu upłynęło, to ciągle głupio wierzę, że zdarzy się cud...
Wczoraj dzwoniłam do lekarza w sprawie histeroskopii, przesunęłam ją na 23 maja, ale jest szansa, że lekarz zrobi ją od razu przy laparoskopii.Niestety dowiem się pewnie dopiero w dniu zabiegu.
A tu ostatni Lisi uszytek ;)
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/052127dbab33.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2019, 17:28

Dzyzia Nuuda 5 lutego 2019, 08:19

Miewam bardzo niewłaściwe myśli ostatnio. A przynajmniej niewłaściwe w okresie starania się o dziecko. Myślę sobie o tym, że może my z mężem nie powinniśmy mieć dzieci. Natura ma jakiś konkretny sposób działania i jednym z jego objawów jest eliminowanie z puli genów nic nie wnoszących lub wręcz wadliwych. W naszym przypadku prawa doboru naturalnego wskazały, że gatunek ludzki nie potrzebuje tego, co my wnosimy. Nasze geny zostały uznane za te do wyeliminowania. A my (jakie to typowe dla homo sapiens) się z tym nie zgadzamy. I robimy po swojemu. I walczymy z prawami natury. Bo to my będziemy stanowić o naszej przydatności, a nie jakiś tam dobór naturalny.

Tylko czy powinniśmy? Może należało zaakceptować prosty fakt wyższości potrzeb gatunku nad potrzebami jednostki. Ale tak naprawdę nie chodzi mi o takie altruistyczne umartwianie się nad dobrem ogółu ludzkości. Tak naprawdę boję się, że karą za tę naszą butę, za tę walkę z naturą będzie dziecko obciążone wadami genetycznymi. Boję się , że w swoim dążeniu do rodzicielstwa zapominamy o dobrobycie tego hipotetycznego dziecka. Czy będzie chciane, wymarzone, kochane? Oczywiście, bez dwóch zdań. Ale czy mogę być pewna, że będzie zdrowe, że nasze problemy z zajściem w ciąże nie odbiją się na nim? No właśnie nie. Trochę mi to spędza sen z powiek, przyznaję. Nie dość, żeby odpuścić, jeszcze nie na tym etapie, ale podejrzewam, że z każdą kolejną porażką (oby ich więcej nie było) te myśli będą coraz silniejsze.

Tak mnie na filozofowanie wzięło przy wtorku, pardąsik :)

6t 1d
Dziś mam kryzys mdlosciowy ... caly dzien chce mi się wymiotować, raz nawet heftnelam. Cebula mi nie służy, bo po niej mdłości mi się nasilają. Jadłam co 1-2 h jakieś przekąski, bo mdłości się nasilają na gloda, A głód przychodzi bardzo szybko. Zapach cebuli czy pora... Olaboga. Ble. Modlilam się by ten dzień się skończył, bo na nic nie miałam ochoty.

Dziś mi się w dodatku śniło, że poronilam,że bolał mnie brzuch i poszłam do łazienki zakrwawiona i coś ze mnie wypadło. Obudziłam się o 1:30 Z uczuciem pełnego pęcherza i wzdec:D jak ja się cieszyłam, że to był tylko sen.
Podobno,sen o poronieniu, gdy kobieta jest w ciąży wróży na odwrót, że uda jej się urodzić dziecko. Tak samo jest że służbami, gdy ktoś przygotowuje się do ślubu A dni mu się, że do niego nie dochodzi albo są same komplikacje. Z egzaminami to samo:) Zawsze mi się sprawdzalo na różnych etapach mojego zycia:) Więc wierzę, że i teraz wszystko będzie dobrze.

PS. Plamien już więcej nie było. To jakieś naczynko widać pękło.

Wczoraj doktorek mnie pochwalił, że biorę Luteine I przepisał kolejne opakowanie, tym razem większą dawkę.

No i przyszła miesiączka... Godzinę po moich wczorajszych żalach.

Także już zaczęłam brać tabletki i liczę że majówka będzie początkiem stymulacji. Czuję ogromną ekscytację i wielką nadzieję.
Mam nadzieję że wszystko będzie dobrze i mam cichą nadzieję na sukces :)

nickky Mały cud 15 marca 2019, 11:40

10dc

Dziwne to wszystko :( Śluz trochę rozciągliwy, ale wciąż jednak bardziej wodnisty i mało przezroczysty, szyjka miękka i otwarta, jak na owulację. Testy dalej negatywnie, na monitorze nie ma nawet cienia paprotek (a wcześniej były takie jakby niewielkie w 7-8dc, ale wtedy nie było objawów w postaci śluzu i otwartej szyjki). Według kalendarzyka powinnam mieć owulację max 12 dzień, owszem zdarzyły mi się cykle 30-31 dni, ale jednak większość jest krótka 24-26 dni. Temperatura 36,53, czyli wczorajszy skok był przez zapalenie dziąsła.
Dziąsło dalej boli, chociaż trochę mniej, zobaczymy, co powie dentysta.

Ale jestem z siebie mega dumna, udało mi się poćwiczyć z Chodakowską wczoraj i we wtorek :) Bardzo straciłam formę przez te kilka miesięcy bez ćwiczeń. Planuję ćwiczyć co 2 dzień, do tego od 2 tygodni nie jem słodyczy. Ponoć dieta wpływa na płodność, a w mojej jest zdecydowanie za dużo cukru i za mało warzyw. Postaram się to zmienić.

Cały czas walczę z wątpliwościami co do wizyty w klinice. Zastanawiam się, że może powinnam dać sobie szansę przy zmianie trybu życia, dieta, ćwiczenia i może płodność magicznie wróci? Nie, nie, NIE! To są kolejne wymówki i odwlekanie wizyty w klinice, bo najzwyczajniej w świecie się jej boję. Boję się bolesnych badań, boję się zastrzyków, boję się obcych ludzi wkładających różne medyczne instrumenty w najbardziej intymne części mojego ciała, kiedy zwykłe wizyty kontrolne u ginekologa są dla mnie stresem. Ale decyzja już podjęta i nie zmienię jej choćby wszystko we mnie krzyczało "uciekaj, nie rób sobie tego". Jaką byłabym matką, gdybym nie była skłonna do najmniejszych poświęceń? Nie chcę być jak moja matka, która uciekła od niemowlaka, bo wychowanie dziecka ją przerosło. Wiem, że nie chciała dziecka, że w tamtych czasach nie mówiło się o depresji poporodowej, ale miała potem 20 lat życia, żeby to naprawić, a jednak nigdy nie wyciągnęła do mnie ręki.

Wybrałam chyba klinikę, po przejrzeniu miliona opinii i wpisów na forum spróbuję leczenia w klinice Invicta w Warszawie.

No to u mnie w ostatnim czasie sporo się działo. Mąż dostał tzw 13-tke i zaproponował że pojedziemy do łodzi na zakupy. Bo tak naprawdę od 3 lat nie wymienialiśmy ciuchów.
Jak o 8.30 wyjechaliśmy to o 22 byliśmy w domu. Zachowywaliśmy się jak nastolatki. Ja to wogole przebierałam wybierałam ciuszki. Kupiłam sobie buty adidasy , kurtkę na wyjazd w góry, cieniutka kurtkę, nie chciałam jej ale mąż mnie namówił. Do tego kurtkę nie skóra nie coś innego. A śliczna jest, spodenki. Szukam jeszcze kurtki z jeansu krótkiej mierzyłam jedną ale za szczupła była. I chciałabym koszulkę ale jestem wybredna więc czekam. Mąż kupił spodnie, 2 pary butów - bo trafiła się okazja. Koszulę i kurtkę z jeansu ale fajny nietypowy kolor. Wydaliśmy kupę kasę, zaszalelismy. Zawsze kasą szła na lekarzy leki itd.... i powiem że jestem mega zadowolona.
Byłam też u kosmetyczki bo nam strasznie łamliwe paznokcie i widzę poprawę. Wzięłam się za siebie.
Jedynie to nie mogę schudnąć, w zeszłym roku miałam niedowagę ważyłam 52 kg , to przytyłam do 56 kg , po antykach mam 57 kg i za żadne skarby waga nie chce iść w dół. Nie jem słodyczy to powinno się ruszyć a tu nic. Jak tak będzie to będę na kiślu jak kiedyś.
Mój z 87 schudł na 83 już mu powiedziałam aby ważył 80 choć powinien 76 kg prawidłowo. Ale wiem że w tym wieku trudno o dobre wyniki. Gdybyśmy byli po 20 oczekiwałabym cudu.
Jak dobrze pójdzie może uda mi się do niedzieli obejrzeć do końca serial, jak zakładałam. Byłby to mój rekord. Podczas brania antyków wymyśliłam że obejrzę telke i skończę ja w dniu skończenia ostatniej tabletki. Ale ostatnim czasem wolno mi szło. Ale w 2 dni rekord 9 odcinków. Zobaczymy czy się uda.
Byłam też z kocurkiem u lekarza na odrobaczywienie. Ale mój kocioł jak zawsze histeryk zobaczył że kobitka wzięła pipetę z płynem na szyjemy zaczął niemiłosiernie wrzeszczeć drapać itd. nawet mnie zadrapał. Ale się udało. Za 2 miechy odepchlenie go czeka a potem szczepienia oj będzie ciężko. Odkąd zachorował na serce jako.kociak nie lubi lekarzy. Ale cieszy mnie to że przeżył te 4 lata. W kwietniu będzie miał 5 lat, i waga tez ładna bo 5,5 kg a gruby nie jest tylko wielki.
Mój kochany słodziak. Cieszę się że przeżył i jest ze mną. Choć jest bardzo kapryśny. Uwielbiam kiedy z nami śpi


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca 2019, 11:50

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)