No i wiem już skąd ta złość/irytacja.
Po porodzie miałam niedokrwistość i brałam żelazo. Po skończonym opakowaniu miałam iść na kontrolną morfologię i przy okazji zrobiłam sobie badania tarczycy. TSH - 0,07!!! Mocna nadczynność. Na cito poszłam prywatnie do endokrynologa (mój na NFZ dopiero za tydzień może mnie przyjąć). Mam poporodowe zapalenie tarczycy. Ponieważ przyjmuje dość dużą dawkę leku, to tylko mi ją lekarka drastycznie obniżyła i jest lepiej. Płacz syna zamiast mnie coraz bardziej irytować czy złościć, zaczyna alarmować. Tak samo jak na przewijaku robi rowerzystę (macha mocno nogami, że go przebrać się nie da) to zamiast nerwowo próbować go ułożyć, czy wpadać w złość jak po raz 5 skopie pieluszkę, jestem spokojna. Za tydzień, przed wizytą u mojego endo zbadam se ponownie TSH. Ale po swoim samopoczuciu i zachowaniu wiem już, że będzie wyższe.
A tak poza tym, to u nas spokój. Młody coraz bardziej ogarnięty i w nocy śpi po 2/3 godziny. Dziś jak usnął o 20:40 to była pobudka o 23:30, potem jedzenie i pielucha i kolejna sesja spania od północy do 2:35, a potem od 3:00 do 6:40. Czyli bardzo spokojna noc 
Za dnia ma coraz dłuższe okresy aktywności. Po woli zaczyna skupiać wzrok na naszych twarzach, czy zabawkach. No i coś co mnie martwi - zdaniem położnej bardzo ładnie podnosi główkę, jak 2/3 miesięczne niemowlę. A ja boje się, że to nie kwestia tego że młody silny, tylko że ma wzmożone napięcie mięśniowe. Na szczęście na początku maja idziemy na wizytę u fizjoterapeuty (USG bioderek) i wtedy zasięgnę jego porady w spawie tego wysokiego uniesienia główki.
No i mam też trochę innych obaw. Jak nie mogłam zajść w ciążę, to pojawiały się myśli - że może tak ma być, bo nasze dziecko było by chore. Teraz kiedy dziecko jest już na świcie, niestety częściowo się to sprawdza. Mamy już umówioną wizytę u endokrynologa dziecięcego - kontrolnie, czy po mnie problemów z tarczycą nie odziedziczył. No i musimy iść do chirurga dziecięcego z powodu jednostronnego wnętrostwa. I to mnie najbardziej martwi/niepokoi. Jasne, to da się operacyjnie skorygować i im wcześniej tym lepiej i ryzyko powikłań takich jak zwiększona szansa na raka, czy problemy z płodnością (np. azospermia) mniejsze. Ale i tak odbieram to jako częściowe potwierdzenie moich obaw. A nawet więcej, ryzyko problemów z płodnością syna to dla mnie taka daleko idąca konsekwencja moich upartych starań. Coś na zasadzie - skoro takie dolegliwości jej nie powstrzymały przed rozmnożeniem się, to jej potomstwu dowalimy mocniej aby tych genów dalej nie przekazać. Oczywiście pewnie dramatyzuję, ale i tak się martwię. Ogólnie martwię się o wszystko co związane z moim dzieckiem. Boje się o niego i każde odstępstwo od normy, czy na plus czy na minus jest dla mnie powodem do niepokoju. Chce dla niego jak najlepiej, więc to chyba normalne. A może nie? Nie wiem. Tak samo jak z tym jego jedzeniem. Niby mówią mi że to normalne u noworodków, że ciągle wiszą na piersi. Ale jak ja słyszę, że córka znajomej najadała się w 10 minut, a moja jedna sesja karmienia potrafiła trwać 40, a mały przybierał prawie dwa razy więcej niż norma podaje... Co prawda teraz się to normuje i większość sesji karmienia trwa 20/30 minut + jedno karmienie na dobę trwa właśnie koło 40 do 60 minut. Przy czym to nie jest tak, że on cały czas aktywnie nie. O nie, aktywnego jedzenia jest około 10 max 15 minut, a potem je na śpiocha. Ale jak tylko spróbuje mu zabrać pierś to budzi się i płacze. Dopiero jak sam puści albo twardo uśnie mogę go odstawić i odłożyć do łóżeczka/kołyski. No ale tak jak wspomniałam, po woli zaczyna się to normować i na dobę młody je tylko 4 godziny a nie 6/7. Zobaczymy czy za jakiś czas uda się to jeszcze bardziej skrócić. I nie, smoczek nie pomaga - ze smoczka nic nie leci.
Samopoczucie na dziś - trochę niedospana, trochę zmartwiona, ale mimo wszystko szczęśliwa 
W czwartek byliśmy w Gamecie. Anastezjologa przesunęli nam na 17.06, więc tylko krew i dr Cz. Wszystko póki co zgodnie z planem, chcieliśmy zobaczyć, czy nic nie urosło, jak to powiedział doktorek. Od czwartku 2 dni bemfola 300, kolejny dzień 225. Od wczoraj menopur 150. No i oczywiście codziennie gonapeptyl. Kolejna wizyta w najbliższy czwartek i mam nadzieję w sobotę punkcja..
Zycie jest totalnie nieprzewidywalne! Mamy Syna!
47 dc
Narazie tylko plamienia, typowej @ nie ma. Brzuch pobolewa, ale nie tak zupełnie jak na @ 😳 Dziś osobiście poszłam się zarejestrować do lekarza, chciała mnie wcisnąć to lekarza i złej sławie. Ostatnio znowu nabroil przy porodzie. Byłam u niego dwa razy i więcej nie pójdę. Wspomniałam o tym wyraźnie i nagle udało się zapisać do innego lekarza, w dodatku już na ten piątek 🤔 i to do lekarza, który prowadził moją ciążę, a telefonicznie powiedziano mi, że reszta lekarzy tylko dla ciężarnych 🤦♀️. Jutro przy okazji odbiorę wyniki dzisiejszego TK.
Tak poza tym wszystkim smutny dzień... Mąż jutro wyjeżdża na 5 tygodni do pracy za granicę. Z bólem oboje doszliśmy do wniosku, że przynajmniej będą pieniądze abym mogła się przebadać. Finanse już wyczerpane, a nie chcemy się zadłużać a i sporo pieniędzy idzie na rachunki. Poprzednie dwa dni spędziliśmy na fajnych wyjazdach. Człowiek choć na chwilę zapomniał o problemach. Dziś z kolei obchodzimy przyspieszone walentynki, dostałam już piękny bukiet 🥰 Pierwszy raz taka sytuacja, ale trzeba się cieszyć ☺️ Przynajmniej dwa tygodnie jakoś zlecą bo będę jeździła na fizjoterapię i rehabilitację. Mam zamiar przy okazji chodzić na dłuższe spacery.
Na samą myśl o jutrzejszym wyjeździe męża zaczynam już tęsknić, wieczorem na pewno polecą łzy. To wszystko takie do du*y 😪😥
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego 2021, 00:22
3 dc
Poprzedni cykl trwał rekordowe 26 dni. Zdecydowanie za krótko jak na mnie. Miałam bardzo dużo stresu i nerwów w ciągu ostatnich dni.
Na chwilę obecną kończę starania i zawieszam ten pamiętnik. Może kiedys tu wrócę, może kiedyś opowiem historie z happy endem.
Plamienie chyba ustało...
Edit: jednak nie ustało... Kurde... W środę mam gina... Fakt, że jakiegoś kiepskiego, pierwszego z brzegu dostępnego... Ehhh... Nie mogłoby być normalnie? Smuteczek
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 marca 2021, 17:49
Tyle myśli krąży w głowie i spać nie pozwalają 😪
Straszny smutek mnie ogarnął po tych dzisiejszych wynikach. Ach.
8dc
Czy jest jeszcze ktoś kto nie jest w ciąży? Tylko dzisiaj dowiedziałam się o dwóch w moim otoczeniu. Nie mam już siły...
Mówią że dawno nie było takiego niżu demograficznego i tak małej ilości urodzeń a ja mam wrażenie że absolutnie wszyscy są w ciąży.
Moja śp. babcia jak miała 90 lat już i nie mogła spać w nocy to liczyła wdowy i wdowców mieszkających na wsi w której mieszkała...ja chyba zacznę liczyć ciąże które się zaciążyły i urodziły od czasu kiedy zaczęliśmy się starać. Czy to się kiedyś ziści i zostaniemy rodzicami?!
Skończyłam wczoraj brać Aromka i w środę mam ginekologa, ciekawe czy coś ruszyło i czy będzie owulacja. W trakcie brania leku czasem jakbym czuła jajniki czasem nie...sama nie wiem. Jedyne co głowa mnie bardzo bolała w trzecim albo drugim dniu zażywania. Zobaczymy co z tego będzie.
Ten miesiąc jest taki oczekujący. Czuję z jednej strony ekscytacje i strach. Zdecydowałam się zmienić pracę i obecnie jestem na wypowiedzeniu. I oczywiście bardzo się cieszę, że udało mi się dostać pracę taką jaką chciałam, choć nie ukrywam że 100 razy bardziej wolałabym być w ciąży. Ale po laparoskopii w marcu stwierdziłam, że moje szanse są tak małe, że nie mam już racjonalnych argumentów by pracy nie zmieniać. Chce sie jeszcze uczyć rozwijać więc ta stabilizacja nie jest mi jeszcze teraz tak bardzo konieczna. Synek w przedszkolu, moja ukochana niania ciągle dostępna i wspiera więc to najlepszy moment.
Dziś zrobiłam wymaz z pochwy i jeżeli będzie ok to 28 czerwca HSG. Bardzo liczę, że wynik będzie ok, nie czuje żadnej infekcji, ale moje życie już tak często mnie zaskakiwało (głównie negatywnie), że już się na nic nie nastawiam. Ale jak się nie uda teraz, to pewnie dopiero w październiku bo będąc na okresie próbnym nie chce sobie dokładać stresu.
Suplementuje się dalej, choć miałam już wszystko odstawić, ale ta głupia wiara i nadzieją jakoś mnie nie pozwalają.
Tak jak wszyscy chciałabym jedynie wiedzieć czy to wszystko ma w ogóle sens? Przez te 2 lata przeszłam tyle badań, wydałam masę pieniędzy, przelałam tony łez, zrobiłam chyba milion testów ciążowych i nie wiem jak ogarnąć się na przyszłość.
Tak bardzo nie umiem zaakceptować tego życia jakim jest, przecież mam wszystkie powody by być szczęśliwą, ale tak bardzo się na to nie przygotowałam psychicznie. Brałam drugą ciąże za pewniaka i teraz trudno mi się z tym odnaleźć. Ten mój macierzyński był trudny i naprawdę cieszyłam się na powrót do pracy, cieszyłam się że miesiące mijają, że przestałam karmić etc. a teraz żałuję, że nie doceniałam tych chwil. Jak przytulam teraz już mojego dużego chłopca to tak mnie to boli, że już może nigdy nie będę mieć malucha w ramionach, nie poczuję ruchów, nie utulę w płaczu.
Ale może jak już wszystko będzie jasne, to jakoś sobie wszystko w głowie ułożę.
No to tak...
Komórek dojrzałych było 5.
3 się zapłodniły. Pozostałe 2 jeszcze poobserwują.
1 zamrożą jutro. A 2 będą trzymać do 5doby.
Dzwonić mam w środę, a najlepiej w czwartek.
Słońce zaczęło dla nas inaczej świecić.. 🍀
13dpt beta 741
Po 3 latach presja powoli z nas schodzi..
Kropeczku rośnij zdrowo 🙏🍀
Po wielomiesięcznej przerwie wracam tutaj.
Początek starań miałam trudny emocjonalnie. Bardzo boleśnie przeżywałam każdy okres zadając pytanie- dlaczego. Dlaczego znowu nam się nie udało, dlaczego innym tak łatwo to przychodzi, dlaczego to jest takie niesprawiedliwe. Doszukiwałam się objawów ciąży, poświęcałam mnóstwo czasu w ciągu dnia na rozmyślanie o tym. Odbijało się to na moim mężu, w którym mam ogromne wsparcie i poniekąd na naszej relacji. Ale dużo rozmawialiśmy. Potrzebowałam trochę czasu, ale w końcu udało mi się wszystko poukładać w głowie.
Ten czas, który mnie tutaj nie było, to był totalny relaks głowy od tematów ciążowych. Liczyłam, że jak głowa odpuści, to będzie miła niespodzianka. Niespodzianki nie ma. A głowa chyba zaczyna wariować.
W międzyczasie robiliśmy różne badania. Większość wyszła w normie. Mąż miał obniżone parametry nasienia, ale poprawiliśmy je.
Po dwóch latach starań chyba nie potrafię już z taką lekką głową do tego podchodzić, mąż bardzo optymistycznie podchodzi do tematu. Czasem to aż mnie denerwuje, bo wydaje się nie przejmować zbytnio tematem, ale z drugiej strony myślę, że lepiej tak niż by miał mnie dołować.
Pod koniec ubiegłego roku ustaliliśmy, że jeśli nic do marca się nie zadzieje w tym temacie, to zgłosimy się do kliniki leczenia niepłodności. Został miesiąc.
Dzis byłam na wizycie (11+6) wytrwałam 3 tygodnie (jestem z siebie dumna) ale dzis już było bardzo ciężko...stres, nerwy, jakieś czarne mysli... ale Dzidziuś rośnie, to już 5 cm Naszego Szczęścia!!! Tym razem Pan Doktor był bardzo zaangażowany, zrobił długie usg już przez brzuch 😁 no i Dzidziuś już taki duży, Jego zdaniem wszystko wyglada dobrze, są 2 nóżki, 2 raczki po 5 paluszków, kość nosowa ok, kark tez.. jestem trochę spokojniejsza przed badaniami prenatalnymi, które mamy w przyszłym tygodniu, pewnie jak już pojadę na badania to będę zestresowana, ale poki co chwilowy spokój. Niestety Pan Doktor stwierdził, ze do 16go tygodnia to się wszystko może zdarzyć, chociaż ja tam
Się trzymam statystki, ze po 12tym tygodniu ryzyko poronienia spada do 1% a my w tym procencie się nie mieścimy! Uspokoił tez mnie, ze nie musze się przejmować, ze poki co waga stoi w miejscu. O brak objawów już nie pytałam żeby nie było, ze jestem jakaś wariatka 😂 bo dalej czuje się cudownie! Jedyny minus to musze uważać z jedzeniem, raczej lekko, male ilości, czesto, bo czasem wieczorem mam wymioty... ale generalnie tak pomijając te sporadyczne incydenty, to czuje się lepiej niż przed ciąża! Mam tez powoli zmniejszyć dawke luteiny do 1 na noc, bo jak to Pan Doktor stwierdził, na pewno nie zaszkodzi, a pomoże na glowe, jak stopniowo będziemy odstawiać... taka prawda..
Generalnie wielkie „ufff”. Kolejna wizyta za 4-ry tygodnie! Mam nadzieje, ze wytrwam w pozytywnym myśleniu i spokoju do końca 😉 a po drodze prenatalne.
DZIŚ NASZ KOCHANY MALUSZKU MIAŁEŚ PRZYJŚĆ NA ŚWIAT 💔😭
Widok Twojego bijącego serduszka na USG był dla mnie najpiękniejszym widokiem w życiu…
…żadne dzieło sztuki albo najwspanialsze okoliczności przyrody nie mogą się z nim równać. A dzień, w którym dowiedziałam się, że to serduszko nie bije, na zawsze zostanie najgorszym dniem w moim życiu. Mimo to, kruszynko, pamiętaj, że każdy dzień, jaki był nam razem dany, to jeden z najważniejszych dni w moim życiu.
Dziękuje Ci za te kilka prezentów, które nam w życiu dałeś. Za to, że Twoja krótka obecność w naszym życiu bardzo nas zbliżyła z tatą, że dzięki Tobie mogłam zrozumieć, jak ważny jest w moim życiu. Za to, że dzięki Tobie ja mogłam stać się lepszą osobą. Nawet nie wiesz, jak wdzięczna Ci jestem za to wszystko.
Wiem, że nikt mi już Ciebie nie zwróci. Te 9 tygodni to były jedyne dni, jakie los nam wspólnie dał. Postaram się pamiętać o tych szczęśliwych chwilach, choć wiem, że tych tragicznych nigdy nie zapomnę. Liczę jednak na to, że po burzy w końcu i dla nas wyjdzie najpiękniejsza z tęcz.
Kocham Cię.
Mama
Jestem właśnie po monitoringu cyklu.
Tak jak podejrzewałam u mnie jest straszna lipa.
Obydwa jajniki podziurawione od PCOS, żadnego jajeczka dominującego, endometrium 3 mm w 15 dc...
Ginekolog powiedział, że na naturalnym cyklu u mnie owulacji nie będzie. Dostałam receptę na clo i dupka na stymulację cyklu. Mam czekać na okres i podjąć sama decyzje czy od kolejnego cyklu zaczynamy stymulację.
A żeby zacząć stymulację muszę odstawić Florkę od KP 😩
EDIT: Zaktualizowałam informacje i nie muszę odstawiać Florki od KP 💜 Także zaczynamy na spokojnie schodzić z karmień dziennych, a jeżeli się nie wyrobie do kolejnego cyklu, to nic się nie stanie 💜
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia 2021, 21:39
https://zapodaj.net/50c52d15fa0d2.jpg.html
Naprawdę wątpiłam, że będzie mi dane napisać ten post przed in vitro, ale... jestem w ciąży!
Okropnie się boję, że moja radość skończy się bardzo szybko. Że znowu będzie powtórka. Ale... co ma być, to będzie, na razie nie wolno mi się denerwować 
Test zrobiłam, z głupia franc, leżałam na łóżku i czułam, że okres idzie. Mówię 'a zrobię test, dawno nie robiłam'. Byłam pewna negatywu, zwłaszcza, że jestem 9dpo, a tutaj taka niespodzianka.
I ma już sens czemu byłam taka zmęczona przez ostatnie dwa dni i czemu tak mi nie smakowała mizeria (tylko mnie, wszyscy inni zachwalali).
Naprawdę w to nie wierzę. I chyba boję się uwierzyć. Boję się, że jutro test wyjdzie negatywny i zaśmieje mi się w twarz...
Co ja mam wymyślić jutro u znajomych, że nie piję? Oczywiście mam mega ochotę na szampana, ale zadowolę się wodą gazowaną 
Błagam niech to się nie skończy źle 
21 cykl starań
4 dzień cyklu
Dzisiaj chcę spisać to co czuję żeby pamiętać w jakim momencie byłam, jak głęboko upadłam. Czuję rozrywającą pustkę, samotność, czuję, że straciłam kontrolę nad własnym życiem, planami, marzeniami. Że nic nie jest już takie jakie chciałam żeby było. Myślałam, że przemoc, której doświadczyłam, poniżanie, umniejszanie to najgorsze co mnie spotkało. Nie było łatwo wyrwać się z więzów toksycznych relacji, nie łatwo było zbudować własne życie i własną wartość, nauczyć się oddychać i czerpać z życia, dawać i wierzyć w dobro.
A jednak życie, znowu mnie zawiodłeś. Dostałam więcej niż jestem w stanie unieść, po każdej trudności pojawia się następna, i gdy myślę, że to już ostatnia prosta to za zakrętem widzę kolejną górę. Ta droga nie ma końca. A ja tak wiele daję z siebie, tak mocno się angażuję, oddaję własne szczęście, wszystko co tylko mam żeby czuć się potrzebną, oddaję swoje serce i chyba je tracę. Bo poza pustką czuję obojętność, nie wiem już czego naprawdę, głęboko pragnę. I choć macierzyństwo jest czymś o czym marzyłam przez całe swoje życie, odkąd tylko pamiętam, to doprowadziło mnie do nikąd. Widzę swoje marzenia w życiu innych. Dzisiaj chciałabym zniknąć, zacząć od nowa, daleko stąd, uciec od wszystkiego co mam. Nigdy nie chciałam znaleźć się w tym miejscu, nie widzieć nadziei, tracić wiarę, histerycznie poszukiwać wsparcia i zrozumienia. Ale jak można zrozumieć rozbite serce. Ile razy jeszcze uwierzę, że będzie dobrze tylko po to żeby spaść z coraz wyższej góry? Nie wiem czy to uniosę. Jestem słaba.
Wieki mnie tutaj nie było.
Hania ma 2l7m. W zasadzie w lutym ruszyła nam mowa pełną parą. Zasób słow jest niesamowity, jestem mile zaskoczona. Wypowiada ładnie, nie kaleczy słów, tworzy proste zdania, odmienia, zdrabnia.
Jest niesamowicie rezolutna. Nie wpada w złość. Jest praktycznie w większości sprawach samodzielna, przy czym bywa, co myślę jest zasługą posiadania młodszego rodzeństwa, że chce być traktowana jak dzidziuś. Jest kontaktowa, chętnie nawiązuje kontakt, ładwo się adaptuj. Jest bardzo charakterna i uparta. Gdy mówi nie, muszę stanąć na rzęsach, żeby ją przekonać do czegoś- z różnym skutkiem.
Jestem w niej zakochana. Jest taką mądrą dziewczynką. Sama nie wiem kiedy ten czas upłynął.
W stosunku do siostry jest fajna. Lubi Olę, czasami się nia zajmuje (podaje zabawki, albo robi wygłupki żeby ją rozweselić).Zdarza się, że ją popycha, szturcha, ale to w sytuacji gdy Ola coś jej chce zabrać, albo wpełza na teren zabawy.
Jesteśmy na rehabilitacji, Hania koślawi kolana, siada w W, stopy juz koślawe. Ale wszystko do naprostowania. Część ćwiczymy w domu, część na zajęciach.
Ola, lada dzień kończy 9 msc. Jeszcze nie siedzi, choć myślę, że to lada dzień nadejdzie. Jeste rozkoszna, umie długo zabawić się sama, wszystko ją interesuje. Ładnie rozszerza się nam dieta. W ciągu dnia kp ok 3 razy. Noce różne, ale śpimy razem, pierś pomaga gdy się wybudzi.
Jest bardzo wesoła, chętnie się bawi.
Nie ma problemu z wózkiem, ani z fotelikiem (taka miła odmiana).
Zęby na razie 3.
Ma asymetrię, również rehabilitacja.
Uwielbia Hanię, gdy tylko ją widzi śmieje się.
Grudzień i cały początek roku był bardzo ciężki dla nas. D. przeszedł covid bezobjawowo, ale komplikacje po okazały się koszmarne, była nawet chwila, że straszyli go przeszczepem płuc. Tak więc szpital za szpitalem, sanatorium. I ja sama z dziewczynkami. To był ciężki czas dla nas.
Ja poszłam na terapię. Tak się wszystko poskładało, że zaczełam tracić grunt pod nogami. Dobrze mi to robi, zaczynam czuć, że wracam do życia. Opieka nad 2 malych dzieci to jak praca na 4 etaty, wieczorami mam wrażenie, że mój mozg się gotuje. Praktycznie nie mam czasu dla siebie.
Hania od wrzesnia idzie do przedszkola.
Marzy mi się już powrót do pracy.
Mam strasznie duzy brzuch. Jakbym w tydzień przytyła 3kg. To ten progesteron? Fakt, ze troche mnie zatwardza. No ale bez jaj, spodnie, ktore kupilam kilka dni temu i były luźne (vinted, szaleję ostatnio) są za małe w biodrach... Nie mam w co się ubrać na wielkanoc. Gin w środę.
Dziewczyny, na maxa głupia sprawa z tym brzuchem. Myslalam, że może mi się zdaje, że przesadzam, ale mąż sam mi powiedział, że mam brzuch jak w piątym miesiącu. A same wiecie, że takie coś powiedzieć kobiecie to trzeba odwagi ;o) nie wiem ocb, nie mam wzdec, nie jem jakoś strasznie dużo... Juz mam wkręty, że to wątroba powiększona albo co. Najgorzej, że widzimy się z rodziną w wielkanoc (spoko, juz zaszczepieni) i obawiam się, że ktoś coś przyuwazy no i nie mam się w co ubrać! Na codzień jestem szczupła (chociaz teraz już nie tak jak przed pierwszą ciąża) i większość ubrac mam dość dopasowanych... P. S. Chodzi o to, że nie mam się w co ubrac, by ukryc brzuch a nie z proznosci, że wielkanoc i trzeba sie odstawic ;o)
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.