Powoli rok dobiega końca.
Mimo wszystko to nie był zły rok.
Początek bez pracy, stresujący...wiadomo jak to jest bez stabilności finansowej. W marcu poszłam na staż z UP do SO, w kwietniu pan Dyrektor przeniósł mnie do oddziału finansowego (od czerwca umowa na zastępstwo) a od grudnia mam normalną umowę . Między czasie skończyłam kurs z księgowości w SKwP także w końcu zrobiłam coś dla siebie :) w tym roku zaczęłam odbudowywać siebie i swoje dowartościowanie, jeszcze długa droga przede mną,ale najważniejsze to zacząć. Bartuś w tym roku został przedszkolakiem 🥹🤭 w przedszkolu odnalazł się pięknie, nie płakał ani razu. Chodzi chętnie, cieszy się że ma kolegów i koleżanki. Wiadomo jakieś zmartwienia matki są ale póki co nie działo się nic wielkiego. Jutro mamy warsztaty świąteczne i chyba jakieś przedstawienie będzie :) uwielbiam na niego patrzeć jak występuje, dumna mnie wtedy rozpiera ♥️
Z mężem jak to z mężem wiecznie coś 🤣 już przywykłam.
Tak naprawdę gdyby nie jeden problem,który mnie męczy i szukam cały czas rozwiązania to mogłabym śmiało stwierdzić że nic więcej nie potrzebuje bo wymagająca nie jestem :)
Także nadchodzący Nowy Roku nie bądź po prostu gorszy od tego który się kończy a wszystko będzie dobrze 🎉

8 dc i jestem po histeroskopii 😵

Wzięli mnie z zaskoczenia, bo w zeszłym tygodniu byłam z córą na nartach. Dzwoni lekarz (ze swoich ferii) i mówi, że albo ten poniedziałek albo kolejny cykl. A zależało mi na odfajkowaniu już tej histero, a tu jeszcze dziś Dzień Babci i Dziadka w przedszkolu (miałam być kierowcą). Wszystko na raz. Ale udało się posklejać. Histero miałam po 11.00. Na luzie przyjechałam pociągiem, potem Mężol mnie odebrał autem. Zupa w termos, herbata do kubka termicznego, koc do samochodu i heja.

Spałam ze 40 minut, dobrze zniosłam znieczulenie. Macica wygląda ładnie, pobrali fragment do histo-patu. Czekam na wyniki 3 tyg. Ale odnowiły się zrosty w ujściu szyjki macicy. Kurna chata. 10 miesięcy temu usuwane z tego samego miejsca. Lekarz obstawia stan zapalny albo niedobory estrogenów (ale to nie ten wiek). Dostałam summamed na 3 dni. No i czekam.

Mam ostatnio takie złe myśli: po co się staramy i biorę te wszystkie leki skoro się nie udaje, może czas pogodzić się z myślą że nie zostanę mamą, może czas odpuścić i zająć się czymś innym. Staram się je wyrzucać z głowy, ale to nie zawsze się udaje. Czasem jest lepiej a czasem gorzej. Myślę też, że może to czas na invitro ale jak sobie pomyślę ile będę musiała brać hormonów i jak to na mnie będzie wpływać to nie jestem pewna czy dam radę.
Jakoś ostatnio gorzej mi i chyba jestem już zmęczona tym wszystkim. Jednocześnie czuje taką presję czasu i zegara biologicznego że już zaraz moja płodność się skończy. Że za dwa może trzy lata zacznie spadać i skoro teraz jest trudno to później będzie jeszcze trudniej. Na szczęście są tu ludzie którzy mnie dopingują i mimo że tak naprawdę się nie znamy, to wiedzą o tych wszystkich emocjach i rozterkach więcej niż niejedna bliska osoba z którą często rozmawiam ale, która przez to nie przechodziła. Bo co może wiedzieć o staraniach ktoś kto zaszedł w ciążę po kilku miesiącach, kto nawet nie zna podstawowych pojęć i nie zna swojego cyklu? Albo ktoś dla kogo ciąża była wpadką? Cieszę się że tu trafiłam i są tu osoby które rozumieją i które trzymają za mnie kciuki. To pomaga❤️💚🍀

Moja córka jest ze mną już prawie pół roku!
Kiedy to zleciało?
Czas przyśpieszył.

Chciałabym napisać, że to najpiękniejszy czas ale... skłamałabym.
Te pierwsze miesiące z Hanią przetyrały mnie bardziej niż starania o nią.
I nie, nie chodzi tu o nieprzespane noce, kolki czy mniej czasu dla siebie.
Moja córka śpi pięknie w nocy, kolki nas ominęły, a położona na macie potrafi się sama sobą zająć. Chwyta zabawki, gada do nich, wytyka języczek jak jaszczur i pluje jak lama. Hancia lamcia. Włosów ma tyle, że mogę jej czesać kitkę. I to nie taką mini palemkę.
W Hani jestem zakochana po uszy! Jest prześliczna, urocza, spokojna i bardzo pogodna, cały czas się uśmiecha.

W czym problem?
Hania nie je, jest karmiona sondą przez nos, przez strzykawkę. Od grudnia, kiedy postanowiła całkowicie odmówić jedzenia.
Nie daje oznak głodu, mleczko może nie istnieć. Może nie jeść 7 godzin, a i tak będzie zadowolona.
I tak, dziękuję losowi, że mierzymy się tylko z tym. Ale nie będę ukrywać, jest cholernie ciężko.
Każda ma jakieś wyobrażenie o macierzyństwie, planuje jak to będzie. Spodziewałam się nieprzespanych nocy, płaczu trudnego do ukojenia bo boli brzuszek, ale nie tego że moje dziecko nie będzie jadło. Taka zwykła, normalna rzecz.
Od początku z karmieniem był problem. Najpierw z przystawieniem do piersi, potem gdy udało się to pokonać i radośnie karmiłam, okazało się, że Hania zjada tyle co noworodek- 20, 40ml. Słabo przybierała na masie i ciągle zjadała mniej niż powinna.
Winowajcą refluks utajony, aż w końcu awersja do butelki, bo kojarzy ją z czymś nieprzyjemnym, bólem, dyskomfortem. Przy tym zadowolona i uśmiechnięta jakby nic się nie działo.
Od grudnia współpracujemy z dr terapeutką karmienia. Wyszłyśmy z awersji, Hania już nie płacze i nie ucieka, gdy tylko zbliże butelkę do jej warg. Teraz trzyma spokojnie smoczek, memla go, podgryza ale nie ssie, jakby zapomniała co się z tym robi, zatraciła ten odruch.

Sondę zmieniamy sami, raz w tygodniu. Drżąc o to czy włożymy ją w dobre miejsce, a nie do płuc. Hania wtedy głośno płacze, aż się zanosi. A ja płacze razem z nią.
Otarłam się o depresję, może nawet ją mam.
Walczyłam o każdy ml mleka. Siedziałam z nią godzinę, żeby wypiła 40ml, po czym wszystko zwróciła. Czekałam na noc, bo nocą jadła najwięcej i spokojnie.
Hania miała awersje do butelki, ja też. Próbowałam karmić i ryczałam z bezsilności i poczucia co ze mnie za matka, która nie potrafi nakarmić swojego dziecka, obwiniałam siebie, bo z każdą próbą nakarmienia jej, pogłębiałam problem. Ale przecież jakoś musiałam ją nakarmić.

Za nami trzy pobyty w szpitalu. Diagnostyka, różni specjaliści- neurologopeda, kardiolog, laryngolog, gastroenterolog, neurolog, fizjoterapeuta, osteopata, terapeuta karmienia. Zdrowe dziecko. Tylko i aż refluks, który tak ją podrażnił, a nikt mi nie wierzył że go ma, bo przecież nie ulewa.
Przed nami tygodniowy turnus na koniec marca, na którym będziemy schodzić z sondy, próbować rozkarmić Hanie. Będzie ćwiczyć i uczyć się jeść, a ja będę się uczyć ją karmić. Cena tej przyjemności to 12tyś. Oby tylko zaczęła jeść i oby zniknęła sonda, kabelki, strzykawki i cały ten sprzęt.

Walczyłam, żeby ją mieć, z całych sił.
Teraz walczę o normalność, chce jej pomóc, chce żeby jadła. Walczę z całych sił, aż mi ich brakuje.
Podczas starań czytałam fora, szukałam sposobu by w ciążę zajść. Odhaczałam punkty z listy, co jeszcze zbadać, do kogo jeszcze pójść na wizytę.
Teraz czytam fora i szukam sposobu co zrobić, żeby ona zaczęła jeść, co jeszcze zbadać, do kogo pójść po pomoc.
Kiedyś patrzyłam na inne dzieci i mamy, zazdrościłam. Teraz patrzę na inne dzieci i mamy, które karmią, a dzieci zjadają bez żadnego problemu. Po prostu dostawiają do piersi, podają butelkę, a one jedzą.
To nie minęło, a mój lęk, poziom stresu i stan psychiczny jest o wiele gorszy niż podczas walki o nią.
Bo ona tu jest. Patrzy na mnie, uśmiecha się do mnie i trzyma malutką dłonią mój palec. Całkowicie polega na mnie. Nie mogę jej zawieść.
Były momenty, gdy żałowałam że ją mam. Wstydziłam się tych myśli. Byłam tak wściekła na siebie, że tak pomyślałam, na nią, że znowu nie chce nic wypić.
Kiedy mamy sondę odpoczywam. Odpoczywam psychicznie chociaż nienawidzę patrzeć na tą wystającą rurkę i karmić w taki sposób. Jednak jestem w końcu spokojna, bo wiem że Hania jest najedzona, odżywiona, nie muszę liczyć mokrych pieluszek i sprawdzać czy się nie odwadnia oraz martwić czy tyle kalorii wystarczy do prawidłowego rozwoju.

Pierwsze miesiące życia z Hanią były trudne. Straciłam radość z macierzyństwa. Nie tak to sobie wyobrażałam.
Teraz, mimo wszystko ją odzyskuje bo moja córka jest cudowna. Nie da się nie uśmiechnąć patrząc na nią.
Niesprawiedliwość tego świata uderza mnie dalej, bo 2 lata walki o nią to było za mało. Bo nie może być normalnie.
Bo ciągle mam pod górke. Taka zwykła czynność, jedzenie, u nas wzbudza tak silne emocje. Przecież dzieci jedzą, płaczą kiedy są głodne. Hania nie.
W naszym przypadku Hancia to raczej jedyne dziecko, zamiast chłonąć i cieszyć się tym czasem z maluszkiem, to ja się zamartwiam i smucę. Czas ucieka, ona rośnie i nigdy już nie będzie taka malutka. To mnie frustruje. Z resztą po takich przebojach jakie funduje Haneczka, na drugie bym się nie odważyła 😅

Tak jak wtedy miałam nadzieję i wiarę w to, że będę Mamą, tak teraz mam wiarę i nadzieję, że Hania będzie jadła. Że będzie normalnie, że to tylko przejściowe 🙏
Hania jest małą wojwniczką, na pewno jej się uda!

Wiem, że to nie koniec świata. Wiem, że inni mają gorzej, to tylko taki problem. Jest zdrowa.
Jestem wdzięczna, że ją mam. I nie żałuję. I przeszłabym jeszcze raz przez to wszystko, żeby ją mieć.
Kocham ją nad życie.
Gdy problem jedzenia w końcu zniknie i pozbędziemy się tej rurki, będę najszczęśliwsza na świecie.
Może w końcu przestane walczyć.
Może nasze życie nie będzie się kręciło wokół karmienia.
Może odetchnę i pozostanie czysta radość z tego, że jestem mamą.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia, 18:45

Karo_27 Moja walka - wygrana? 2 lutego, 13:17

20+1

Sporo mnie tu nie było, ale tego momentu nie mogłam przegapić. Połowa ciąży za mną ❤️💪🥹 Szok, ale też… ogromna radość.

Dziś miałam 2 USG prenatalne. Serduszko bije 148 uderzeń/minuta. Waga Łukaszka: ok. 374 gramów. Na tym etapie brak odstępstw od normy 🥳

Ale nie powiem - te ostatnie tygodnie bywały ciężkie. Zmęczenie, wróciły poranne nudności, miewałam mocne bóle głowy, pobolewał brzuch lub kręgosłup szyjny (śmieję się, że starość - nie radość). Ale najważniejszy jest mój Maluszek. 👶

Miałam też trochę stresu w małżeństwie, trochę lęku o maleństwo - zdecydowałam się skorzystać ze wsparcia psychologa. Ogólnie jestem bardzo szczęśliwa, ale zdarzają się momenty, gdy nastrój siada lub gdy ciągle się martwię i zadręczam, czy z Łukaszkiem wszystko dobrze. Popełniam też trochę błędów jak to kobieta, która pierwszy raz ma zostać matką. Zbyt się przejmuję bzdurami, a za mało poważniejszymi kwestiami - wynika to zwykle z niewiedzy.

Teraz panują te okropne mrozy i od wczoraj czuję pobolewanie w okolicy pęcherza - mam nadzieję, że znowu nie dostałam infekcji 🤪 Zaczynam drugą połowę ciąży z wiarą i nadzieją, że wszystko będzie pięknie- że już niedługo się spotkamy.

Powoli na poważnie zaczynam się szykować do nowej roli i zmian w życiu. Takie oswajanie się z nieznanym. Byłam już raz na zajęciach z fitnessu w wodzie dla ciężarnych, raz na sali. Chcę jeszcze spróbować jogi dla ciężarnych, ale docelowo pewnie najbardziej chciałabym chodzić na basen, jeśli nie będzie infekcji i zrobi się trochę cieplej- kocham wodę 🥰

Cieszę się tez, bo zapisałam się na grupę wsparcia dla kobiet w ciąży, która startuje w środę. Mam nadzieję, że te różne aktywności (szkoła rodzenia zaplanowana pod koniec marca, od czasu do czasu wizyty edukacyjne w ciąży u położnej) pomogą mi lepiej przygotować się na przyjście na świat mojego małego Chłopczyka 💕

Jestem niezmiernie wdzięczna (mimo trudności fizycznych i psychicznych) za to, czego doświadczam. To zdecydowanie najpiękniejszy czas w moim życiu. Czekam na wiosnę 🌺 a wraz z nią długie spacery i radość z budzenia się przyrody do życia a także radość z tego Małego Cudu, który noszę pod sercem 🩵



Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego, 13:19

26.01.2026 odbył się transfer to było coś pięknego 🥰

wiesz jaka decyzja jest w życiu najtrudniejsza? kiedy rozum mówi odpuść, a serce mówi poczekaj 😔🍀💚
8dpt


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego, 01:13

Niestety u nas dramatyczna sytuacja. Od dwóch tygodni jestem w szpitalu bez szyjki i ze skurczami porodowymi. A obecnie mamy dopiero 32 tydzień. Co najgorsze, od operacji wyrostka mała przestała rosnąć i ma tylko 1300 gram 😞 Dawali mi co mogli na powstrzymanie skurczy ale przestało działać. W dodatku to mocno obciąża mój organizm, mam już złe wyniki i duszności. Wczoraj skurcze wróciły i mimo leków nie przechodzą więc skoro nie przynoszą już efektów, zdecydowali się odstawić, bo się o mnie boją 😞 Teraz pozostaje czekać na to co się wydarzy. Jest szansa przetrwać jeszcze parę dni ale równie dobrze poród może się zacząć w każdej chwili.

Jestem przerażona tym, że dziecko jest tak malutkie i będzie skrajnym wcześniakiem. Strasznie boje się, że rozwija się z jakąś wadą. Tak bardzo dbałam o tą ciążę, a przez głupi wyrostek malutka jest w tragicznej sytuacji 😥 Nie mam pojęcia jak to dalej będzie, jak ona sobie poradzi, jak my sobie poradzimy 😞

Phiczek Przeterminowana ... 29 stycznia, 15:13

02.02.2026r. - II transfer

Lekarz rozpisał betę na Walentynki (sobota). Niestety u mnie labo nie działa. Z pracy się nie wyrwę wiec zrobię w piątek 13. Będzie to ciekawy dzień.

Mam mega mętlik w głowie po wizycie u diabetologa.
Zaproponowała mi około pół roczne leczenie zastrzykami. Bo waga teraz schodzi, ale przy takiej ilości leków opornie trochę. Zastrzyki wchodzą w grę, ale muszę wtedy przerwać wizyty w klinice. Muszę iść do mojej lekarki na wizytę i przedyskutować co robimy. Czy podchodzimy do punkcji. Uzyskujemy zarodki. Mrozimy i wtedy dajemy czas na leczenie przez Panią Diabetolog. Później podejście do transferu. Czy raczej czekamy z punkcją po zastrzykach.

Mam przeczucia jak przy poprzednim transferze, że się nie uda.
No cóż plany walki są. Tylko trzeba wybrać, który będzie odpowiedni.

White1 Już niedługo 2 stycznia, 08:10

2dc / 1 dzień stymulacji
1 zastrzyk za mną, to znaczy miałam już Zivafert czy Ovitrelle nie raz, więc wiedziałam co i jak, ale ten był pierwszy stymulujący, pierwszy w in vitro i pierwszy w tym roku 🩷 Wysłałam ostatnio męża po nasączone gaziki do dezynfekcji, to przyśpiesza robotę, więc polecam. Czuję się w porządku, jakby coś się zmieniło, to na pewno napiszę. Pierwszy podgląd za 5 dni (7dc). Staram się skupić na: krokach, wodzie i białku. Postaram się też nie rozmyślać za dużo, ale tutaj gwarancji nie daję 🙃 Niech ładnie rosną 🫧💉✨️

Kolejny cykl na sterydach okazuje się być porażką... Jestem zmęczona, dobita, wyczerpana.
Sterydy robią że mną co chcą.
Ta fantastyczna,, mikstura", która zadziała przy Ali za pierwszym razem...teraz jest bezskuteczna.
Nie mam sił psychicznie i fizycznie.
Został ostatni cykl kiedy mogę przyjmować sterydy i dziś w mojej głowie słyszę duży sprzeciw.
Jestem bezsilna.
Ala weszła na etap zabaw, że ma braciszka/ siostrę i się nimi zajmuje i w środku mnie to przygniata.
A jeśli się zdecyduję na ostatni cykl na sterydach i nie wyjdzie? Co dalej?
Wtedy raczej podniosę białą flagę i się poddam. I moje dziecko zostanie jedynakiem a moje marzenie o drugim dziecku raz na zawsze zostaną zakopane głęboko w sercu...
Chociaż czuję już teraz, że ta biała flaga leży u mych stóp i czeka aż ją podniosę...


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia, 09:04

Córeczka.02. 2019


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia, 17:18

Endokobietka Starania Endokobietki 24 października 2017, 01:20

Kontynuacja pamiętnika w KidzFriend - zapraszamy

White1 Już niedługo 5 stycznia, 07:44

5 dc / 4 dzień stymulacjj
Dzisiaj to poczułam 🥴 charakterystyczny ból po sikaniu, który zazwyczaj pojawiał się niewiele przed owulacją. Na razie nic strasznego, ale w perspektywie dalszej stymulacji pewnie będzie to wyzwanie 😅
Pojutrze pierwszy monitoring i dodajemy drugi zastrzyk (Ganirelix).

Phiczek Przeterminowana ... 6 stycznia, 14:57

Wizyta u lekarki na dniach.

Podejście nr. 2

White1 Już niedługo 7 stycznia, 19:47

7dc / 6 dzień stymulacji
Dzisiaj sporo się działo. Dołożyliśmy Ganirelix, byłam na podglądzie, cały dzień gdzieś tam czułam jajniki. Pęcherzyków jest 18. Najmniejszy zmierzony ma 8mm, największy 13mm, większość ma po 11mm. A więc godzę się z zamysłem transferu mrożonego, dla własnego samopoczucia. Punkcja 12.01 lub 14.01 🫧

Prawie 6 miesiecy - tyle minęło od mojego ostatniego wspisu który pisałam jeszcze w szpitalu dzień po przyjściu na świat Lei 💛

Mentalnie chyba się już trochę wypisałam z Ovu. Tyle lat tu byłam i wracałam. Zaczęłam w 2016 i z przerwami po wracałam aż do teraz. Nawet po tym jak Maya się urodziła i emocje porodowe opadły, jakoś ciężko mi było rozstać się z tą platformą i nawet jak zarzekałam się że nie będę miała drugiego dziecka to i tak tu wracałam. Tetaz jest inaczej. Ta pewność że kolejnego dziecka nie chce i nie będzie jest inna, taka prawdziwa z głębi serca. Nie jest podyktowana wygodą, strachem czy złymi przejściami, ale poczuciem spełnienia i kompletnosci - nasza rodzina jest w komplecie - czuje to całym swoim ciałem.

Co u nas?
Sporo się przez ostatnie pół roku wydarzyło, powiedziałabym że trochę za dużo. Rzeczy i dobre i te mniej fajne. Z dobrych, najlepszych - oczywista oczywistość - przyjście Lei na świat. Jest zdrowa (ma wadę serduszka ale wszystko idzie w dobrym kierunku więc nawet o tym nie myślę na co dzień) fajna, pogodna i piękna - nasz drugi skarb 🌸🌸
Maya też rozwija się pięknie, wręcz cudownie. Za 2 miesiące kończy 4 latka i nie mogę być z niej bardziej dumna. Kocham ją bardziej niż słowa mogą to opisać. Jest niesamowicie fajna, mądra, miła i koleżeńska. W otoczeniu od innych rodziców i niań zbiera same komplementy i nie będę ukrywać, że też widzę jak ponadprzeciętnie w wielu kwestiach wyróżnia się na tle rówieśników. Czuję ogromną wdzięczność za to że ją mam 🙏
Z dalszych pozytywnych nowości to Maya od września poszła do szkoły. Jest to nazwijmy to zerówka w szkole (od 3 roku życia w systemie brytyjskim) i Maya cudownie się tam odnalazła. Duma mnie rozpiera.
Na pamiątkę napisze jeszcze, że na święta Maya zażyczyła sobie od Mikołaja "rower z pedałkami" i mimo że uważaliśmy że nie jest na to gotowa to po raz kolejny nas zaskoczyła i po paru dniach już potrafi jeździć sama. Nadal oczywiście wymaga asekuracji bo nie umie jeszcze sama ruszyć i łatwo się rozprasza ale i tak jesteśmy w szoku ze potrafi już sama jechać i się nie przewraca.

A co u dorosłej części naszej rodziny?
No trochę gorzej chociaż mimo wszystko i tak jestem szczęśliwa i wdzięczna za wszystko co w życiu mamy.
Zacznijmy ode mnie - po 9 latach straciłam pracę 💔. Będąc jeszcze w szpitalu, dwa dni po porodzie firma ogłosiła że zamyka siedzibę w Abu Dhabi... Miałam opcje przeniesienia się z powrotem do Europy ale nasz dom i życie są obecnie tutaj tak że nie było mowy żebym mogła z tej oferty skorzystać. Tak więc baby blues i połóg mentalnie toczył się w mojej głowie wokół absolutnie złamanego serca po stracie pracy. Były noce gdy po karmieniu Lei szlochalam w poduszkę tak żeby nie obudzić dzieci i męża. Dosłownie wyłam... Bardzo bardzo mnie to bolało. Nie miałam do nikogo pretensji i rozumiem czemu doszlo do zamknięcia naszej filii, ale nie zmienia to tego jak bardzo złamało mi to serce. Teraz po 6 miesiącach już się z tym w dużej mierze pogodziłam i zaakceptowałam sytuację. Możliwe że do końca życia będzie mi żal tego co straciłam, ale skupiam się na dzieciach, sobie i mężu. Jest ok.
Jedyne co mnie do szału doprowadza to pytania WSZYSTKICH co dalej... Dosłownie ludzie potrafili mnie tydzień po porodzie pytać czy będę szukała teraz nowej pracy, a co gorsza niektórzy nawet wyskakiwali z pomysłami gdzie powinnam się zatrudnić 🤦‍♀️ mam niemowlę i 4 latke... Na razie to nie jest czas na szukanie nowej pracy i na tym zakończmy temat.

Z drugiej negatywnej kwestii to nie wchodząc w szczegóły, u męża w pracy też zadziało się nienajlepiej pod koniec roku. Prace nadal ma ale nie tylko nie dostał awansu, który braliśmy za absolutely pewniak, to jeszcze stracił jedną funkcje co wiąże się z utratą 1/5 jego zarobków. To w połączeniu w utratą mojego wynagrodzenia oznacza de facto zmniejszenie naszego budżetu domowego o 50% miesięcznie... Damy radę ale nie jest to komfortowa sytuacja.

No i tak nasze życie wygląda. U dzieci wszyatko dobrze, u nas zawodowo średnio ale poza tym też jest ok.

Ah no tak jeszcze Maya miała wycięte wszystkie 3 migdały na koniec listopada 😅, a Lea po przejściu zapalenia opon mózgowych w 13 dobie życia musi mieć za meisisc i ponownie za 6 miesięcy badanie sluchu bo utrata słuchu do roku jest potencjalnym powikłaniem 🙈 jesteśny jednak dobrej myśli i traktuje to jako formalności.

No tak że jak widzicie, ostatnie 6 miesięcy przyniosło wiele zmian i emocji naszym życiu. Mam nadzieję że kolejne pół roku życia Lei będzie dla naszej rodziny spokojniejsze 🙏🤞


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia, 19:11

Kolejne święta...
W 2020 święta spędziłam w szpitalu walcząc o życie dziecka, które nosiłam pod sercem. Udało się ale same święta były smutne, covid, brak kontaktu face to face, pusty szpital...
2021 to nasze pierwsze święta we troje ale jednocześnie w cieniu zastrzyków i podejście do 3 procedury invitro.
2022 to upragniona kolejna ciąża, bicie serca przed świętami, pierwsze zdjęcia pod choinką z Izunią i małymi świątecznymi skarpetkami.
2023 to święta w mroku straconej nadziei i byłam po operacji usunięcia pęcherzyka gdzie zjedzenie czegokolwiek wywoływało u mnie rewolucje kiblowe.
2024 to kolejna, już 4 procedura invitro i dochodzenie do siebie po punkcji ale z nadzieją na lepsze jutro.
No i mamy święta 2025, a ja kolejny raz przeżywam, że porażkę... Jestem po kolejnym poronieniu.
Igorek powinien mieć już prawie 2,5 roku, a Ignacego to byłyby pierwsza święta bo termin porodu miałam na 4 grudnia.

No i tak zleciało mi te 5 lat.
Ciągle w procedurze, ciągle od transferu do transferu.
Aktualnie też jestem przed kolejnym ale tym razem nie zamierzam trzymać diety czy odmawiać sobie wina na sylwestra. Wiadomo, że przy tych wszystkich prochach i tak nie wypije butelki ale muszę gdzieś znaleźć sposób na to żeby żyć...
Jakoś normalnie.

Czuję, że to już ostatni dzwonek.

Skończyłam 36 lat. Czuję, że to mój ostatni podbieg, albo zobaczę szczyt albo czas będzie zawrócić.

Po nowym roku zaliczam onkologa.
Zamiany w piersiach zrobiły się w dziwnym kształcie i urosły. Trzeba to sprawdzić.

Synuś .02.2025 <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia, 17:17

Tomaszek ur ,02,2015


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia, 17:18

10 FET zarodków z 3 doby 8a i 10a

Pierwszy raz próbuje z dwoma na raz. Oby to był klucz do sukcesu 🙏

Poproszę wszystkie kciuki na pokład! ✊✊✊✊✊✊✊

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)