adopcja zarodków
-
WIADOMOŚĆ
-
Cześć. Nie wiem czy ktoś tu jeszcze jest... Ale potrzebuje Was..
Jesteśmy z mężem po pięciu nieudanych procedurach invitro, wszystkie na naszych komórkach - brak zarodków.
Nie chcieliśmy próbować z dawstwem nasienia lub KD..
Adopcja zarodka od początku naszej drogi była tematem nie dla nas.
Pół roku temu, po półrocznej przerwie od starań, postanowiliśmy wrócić do tematu. I coś kliknelo w nas. Stwierdziliśmy że jak chcemy przeżyć wszystko co z dzieckiem się wiąże czyli ciążę to jedynym wyjściem będzie AZ. Przedyskutowaliśmy i nie widzimy w tym żadnego logicznego argumentu na nie. Zaczęłam przygotowania. Badania, immunologia do transferu AZ, biopsja endometrium, leczenie stanu zapalnego, oczywiście suple, dieta. Do tego dobrzuciłam zmiany zawodowe, odpuściłam pracę, zwolniłam tempo. Wszystko pięknie ustawione. W pracy można powiedzieć zwolniłam miejsce. No i nadszedł dzień miesiączki... Wpadłam w taką panikę.. że to się dzieje, że co my robimy! Czy to na pewno dla nas. Stwierdziliśmy, że muszę się wyciszyć, dać sobie czas. No więc tak sobie mijał ten miesiąc wyciszenia. Zauwazylam że u męża coraz mniej pewności co do AZ. Zaczęło nas to przerażać. Zaczęliśmy dyskutować czy my się nie próbujemy na siłę do tego przekonać? To nie powinno tak wyglądać.. powinniśmy nie móc się doczekać. A nie w czasie kulminacyjnym zastanawiac się czy tego chcemy.. prawda???
Ale jak zapadła decyzja że nie, to nie mogę się pozbierać. Znów płacze nad utraconym rodzicielstwem biologicznym. A teraz dodatkowo że nigdy nie będę w ciąży. Do tego że znów w moim życiu będzie tylko dom i praca. Że nic się nie zmieni. Do tego zaczynałabym nową pracę i nie wiem czy mam siły na to żeby rozwijać się w nowym miejscu. Jestem załamana.. -
Maryporz
Oj jak ja Cię rozumiem.
Jestem blisko zakończenia tematu IVF. Nie potrafię już dogadać się z lekarzami z Bociana.
Każda kolejna wizyta tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że wielu z nich po prostu już się nie chce. Widzę wypalenie zawodowe, brak zaangażowania i przede wszystkim brak komunikacji z pacjentem.
Nie mam już siły tłumaczyć lekarzom, co powinno znaleźć się w dokumentacji medycznej, jakie informacje należy odnotować, jaki wywiad przeprowadzić. To nie powinno być moją rolą. Mam również wrażenie, że dokumentacja medyczna nie jest przez nich dokładnie czytana, a jej prowadzenie często pozostawia wiele do życzenia. Niejednokrotnie odnoszę wrażenie, że lekarz nie zna mojej historii leczenia, mimo że wszystkie informacje znajdują się w dokumentacji.
Nie mam siły na kolejną zmianę kliniki i zaczynanie od nowa. To udawanie lekarzy, że słuchają i tym razem będzie inaczej.
Jest mi bardzo ciężko. Czuję się tak, jakbym miała u szyi przywiązany ogromny głaz, który ciągnie mnie coraz niżej. Mam wrażenie, że zakopuję się pod ciężarem tego wszystkiego.
Czasami odnoszę wrażenie, że lekarze liczą na to, że w końcu wykończę się emocjonalnie i sama zrezygnuję.
Mam za sobą 6 nieudanych transferów, a mimo to nikt nie próbuje głębiej przeanalizować sytuacji. Wciąż ten sam schemat: Estrofem 2–3 razy dziennie od 2 dnia cyklu, Cyclogest od 12. dnia i transfer. I tak w kółko. Bez refleksji, bez szukania przyczyn, bez indywidualnego podejścia.
Mój mąż również nie chce już tam jeździć. Każda wizyta w tej niby klinice kończy się jakimiś nieprzewidzianymi problemami i kolejną dawką stresu.
Chyba każdy ma prawo zostać matką, tylko nie ja. Coraz częściej mam wrażenie, że mnie po prostu nigdy się nie uda.
Dla mnie los przygotował figę. I to nawet bez maku.
40+|Hashimoto | 🌺 endo/adeno
🧪 AMH 0,34
🧬 MTHFR C677T | PAI-1 4G/5G
🧬 KIR Bx (2DS1+, brak 2DS3)
💉 IVF od 2019 r.
→ 9 procedur IVF/ICSI
→ bardzo niska odpowiedź (0–1 oocyt)
→ 6 transferów ET/KET
→ 2× CB 🤍
→ VI 2025 transfer: ciąża → poronienie w 8 tc 💔
🧫 CD56 ↑ (54)
🧪 Th1 ↑ (TNF ↑, IL-10 ↓)
→ V 2026: transfer na lekach immunologicznych
β-hCG: 0
🔄 układam plan, co dalej... -
Jak mamy jechać do kliniki to uwierz mi, mdli mnie.. ta trasa powoduje we mnie mdłości. Nie mam sił, jestem wykończona. Lekarze tak jak mówisz, schemat... U mnie nie doszło nigdy do transferu, a jeśli chodzi o stymulację to niby coś było zmieniane, zarodki się nie tworzyły, aż usłyszałam "jak chcecie zmienić klinikę to rozumiem"... A to była już druga klinika. Czego ja dalej mam szukać. Znów do nowej kliniki i od początku wszystko bo oni chcą sami zobaczyć, bo embriolog musi poobserwować sam itp... czas ucieka, życie ucieka.. zatracam siebie. Po co w ogóle staraliśmy się przekonać do AZ. Czuje stracone pół roku. Byłam już w dobrym stanie psychicznym a teraz znów ocieram się o dno.. od zawsze mówiliśmy, że jak nie uda się to damy domek dziecku, że adoptujemy dziecko. No ale pojawiło się tyle ciaz naokoło, tak mi było źle że ja w tej ciąży nie będę, no i się chyba zmusiliśmy.. a teraz jestem w kropce bo nowa praca to gdzie do adopcji społecznej. Już nie mowiac o mojej głowie która jest teraz w złym stanie bo znów przeżywam w sobie to co rok temu z dodatkiem w postaci nieudanej AZ..
-
Jedna z dziewczyn pożyczyła mi książki Bogdy Pawelec o niepłodności. Książki czyta się dobrze, ale to nadal tylko książki.
Autorka jest terapeutką i prowadzi również sesje online. Myślę o umówieniu się na konsultację. Nie wiem, co mi to da, ale nie mam już pomysłu, jak poradzić sobie z tym wszystkim.40+|Hashimoto | 🌺 endo/adeno
🧪 AMH 0,34
🧬 MTHFR C677T | PAI-1 4G/5G
🧬 KIR Bx (2DS1+, brak 2DS3)
💉 IVF od 2019 r.
→ 9 procedur IVF/ICSI
→ bardzo niska odpowiedź (0–1 oocyt)
→ 6 transferów ET/KET
→ 2× CB 🤍
→ VI 2025 transfer: ciąża → poronienie w 8 tc 💔
🧫 CD56 ↑ (54)
🧪 Th1 ↑ (TNF ↑, IL-10 ↓)
→ V 2026: transfer na lekach immunologicznych
β-hCG: 0
🔄 układam plan, co dalej... -
Miesiąc temu umówiliśmy się z mężem do pani psycholog. Żeby o tym wszystkim porozmawiać. Już na pierwszej wizycie czułam że nie ma zielonego pojęcia o niepłodności, o invitro a tym bardziej o AZ... Zapytałam wprost, czy faktycznie zajmuje się pani problemami przy niepłodności. Ona twardo że tak. Mówimy ok, trzeba dać szansę, czas na rozkręcenie. Jak na trzeciej wizycie zadała pytanie bo nie rozumiała że jak to wygląda? Czyli że ten zarodek to się transferuje? To podziękowałam... Generalnie fajna pani psycholog, rozmawiało się dobrze ale no oszustwem jest mówić że zajmuje się jakąś materią jak się nią nie zajmuje. I gdybym od razu trafiła na kompetentnego w tym temacie psychologa to kto wie jak by było dziś. Także jak masz namiary na osobę specjalizująca się w temaci to działaj!
-
Cześć.Czytajac Twój wpis czulam się jak bym czytała o sobie z tym wyjątkiem że ja podeszłam do jednego AZ udanego na chwilę.Teraz wiem że taka decyzja musi być na 100 %.Podczas 2 tygodni po tym transferze z AZ przeszłam załamanie nie spałam z trudem jadłam w głowie myśli co ja zrobiłam....później nastąpiło poronienie i żal ale przepracowałam to z psychologiem i wiem że nie była to droga dla mnie.Dzisiaj po kilku miesiącach są chwile żalu ale wiem że AZ to nie dla mnie po prostu za wszelką cenę chciałam być w ciąży nie myśląc o konsekwencjach.Jedno co mogę Ci doradzić to to jeżeli nie jesteś pewna nie podchodź do AZ bo taka decyzja musi być na 100%.Maryporz wrote:Cześć. Nie wiem czy ktoś tu jeszcze jest... Ale potrzebuje Was..
Jesteśmy z mężem po pięciu nieudanych procedurach invitro, wszystkie na naszych komórkach - brak zarodków.
Nie chcieliśmy próbować z dawstwem nasienia lub KD..
Adopcja zarodka od początku naszej drogi była tematem nie dla nas.
Pół roku temu, po półrocznej przerwie od starań, postanowiliśmy wrócić do tematu. I coś kliknelo w nas. Stwierdziliśmy że jak chcemy przeżyć wszystko co z dzieckiem się wiąże czyli ciążę to jedynym wyjściem będzie AZ. Przedyskutowaliśmy i nie widzimy w tym żadnego logicznego argumentu na nie. Zaczęłam przygotowania. Badania, immunologia do transferu AZ, biopsja endometrium, leczenie stanu zapalnego, oczywiście suple, dieta. Do tego dobrzuciłam zmiany zawodowe, odpuściłam pracę, zwolniłam tempo. Wszystko pięknie ustawione. W pracy można powiedzieć zwolniłam miejsce. No i nadszedł dzień miesiączki... Wpadłam w taką panikę.. że to się dzieje, że co my robimy! Czy to na pewno dla nas. Stwierdziliśmy, że muszę się wyciszyć, dać sobie czas. No więc tak sobie mijał ten miesiąc wyciszenia. Zauwazylam że u męża coraz mniej pewności co do AZ. Zaczęło nas to przerażać. Zaczęliśmy dyskutować czy my się nie próbujemy na siłę do tego przekonać? To nie powinno tak wyglądać.. powinniśmy nie móc się doczekać. A nie w czasie kulminacyjnym zastanawiac się czy tego chcemy.. prawda???
Ale jak zapadła decyzja że nie, to nie mogę się pozbierać. Znów płacze nad utraconym rodzicielstwem biologicznym. A teraz dodatkowo że nigdy nie będę w ciąży. Do tego że znów w moim życiu będzie tylko dom i praca. Że nic się nie zmieni. Do tego zaczynałabym nową pracę i nie wiem czy mam siły na to żeby rozwijać się w nowym miejscu. Jestem załamana.. -
Mmagda wrote:Cześć.Czytajac Twój wpis czulam się jak bym czytała o sobie z tym wyjątkiem że ja podeszłam do jednego AZ udanego na chwilę.Teraz wiem że taka decyzja musi być na 100 %.Podczas 2 tygodni po tym transferze z AZ przeszłam załamanie nie spałam z trudem jadłam w głowie myśli co ja zrobiłam....później nastąpiło poronienie i żal ale przepracowałam to z psychologiem i wiem że nie była to droga dla mnie.Dzisiaj po kilku miesiącach są chwile żalu ale wiem że AZ to nie dla mnie po prostu za wszelką cenę chciałam być w ciąży nie myśląc o konsekwencjach.Jedno co mogę Ci doradzić to to jeżeli nie jesteś pewna nie podchodź do AZ bo taka decyzja musi być na 100%.
Wysłałam Ci zaproszenie! Możemy pogadać? -



